Dlaczego mężczyzna staje sie niewolnikiem swoich rodziców? - Wałkowanie LeoTar'a

Idź do spisu treści

Menu główne:

Dlaczego mężczyzna staje sie niewolnikiem swoich rodziców?

>> (...)
>> Jeszcze raz punktem wyjścia moich rozważań uczynię jedno z centralnych pojęć
>> Freuda: jego pojęcie kazirodczej fiksacji do matki. Freud uważał, że stanowi
>> ono kamień węgielny jego teoretycznej budowli, ja natomiast sądzę, że
>> odkrycie kazirodczej fiksacji do matki jest jednym z najbardziej
>> dalekosiężnych odkryć w obrębie nauki o człowieku. Ale i tutaj, podobnie jak
>> w dwu poprzednich wypadkach, Freud nadmiernie zawęził znaczenie swojego
>> odkrycia i jego konsekwencji, czując się zobowiązanym do wyrażenia go w
>> języku swojej teorii libido.
>> Tym, co przyciągnęło uwagę Freuda był fakt, iż istnieje niezwykle duża ilość
>> energii ukrywającej się za dziecięcym przywiązaniem do matki; przywiązaniem
>> od którego przeciętnej jednostce bardzo rzadko, w trakcie swojego życia,
>> udaje się uwolnić. Freud zaobserwował, że przywiązanie to prowadzi do
>> poderwania (naruszenia) zdolności mężczyzny do ustanawiania właściwych
>> relacji z kobietami, do osłabienia jego poczucia niezależności, i że
>> konflikt, jaki sie rodzi pomiędzy jego świadomymi dążeniami a nieświadomymi
>> więziami kazirodczymi, może prowadzić do licznych symptomów i neurotycznych
>> manifestacji. Według Freuda, siłą napędzającą przywiązanie chłopca do matki,
>> jest jego genitalne libido, które sprawia, iż pożąda on własną matkę i
>> nienawidzi ojca jako seksualnego rywala. Ale licząc się z większą siłą tego
>> rywala, chłopiec tłumi swoje kazirodcze pragnienia i identyfikuje się z
>> nakazami i zakazami ojca. Na poziomie nieświadomym jednak jego stłumione
>> życzenia nadal istnieją, mimo że nie w takim nasileniu, jak w ciężkich
>> patologicznych przypadkach.
>> (...)
>>
>> Fragment : Erich Fromm "Serce człowieka", rozdział 'Więzi kazirodcze".
>> pod adresem http://leotar.friko.pl/Books/fromm_serce/
>>
>> LeoTar
>> http://leotar.friko.pl/Books/

> przerost formy nad treącią. nigdy nie byłem niewolnikiem własnych rodziców. 

"Wyszedłem" z domu w wieku 17-tu lat, i właściwie zerwałem na długie lata wszelkie 

relacje. teraz po wielu latach kiedy moi rodzice w tym ojczym, który jest w mojej 

rodzinie ponad 50-ąt lat, mają po ponad 90-tkę, nieco próbujemy się do siebie zbliżyć. 

Ale jest raczej pakt o nieagresji. czyli właściwym jest jak najszybsze zerwanie więzi 

z własnymi rodzicami by zachować zdrowie psychiczne i nie cierpieć na kompleks 

Edypa - choćby. ponieważ osoby o podobnym do mnie sposobie budowania relacji 

rodzinnych są dalece samodzielne, to i najczęściej są też absolutnymi ateistami. bo 

wiedzą że to co same osiągną, to jest ich zasługa jedynie - a nie w wyniku jakichś 

zabiegów tzw. opatrzności. (khanula)

Ja też bardzo szybko opuściłem dom rodzinny. Od 14 roku życia dojeżdżałem do szkoły 

do Dzierżoniowa a mieszkaliśmy w Ząbkowicach Śląskich. Praktycznie nie bywałem w 

domu bo wychodziłem przed 7 rano a wracałem około 18. A w ostatniej klasie mieszkałem 

w Dzierżoniowie na stancji. Po szkole średniej przeniosłem sie do Wrocławia na studia 

i wtedy bywałem w domu raz na dwa tygodnie a czasem i rzadziej. Więc moje kontakty 

z rodzicami były bardzo ograniczone. Poza uzależnieniem finansowym byłem więc od 

rodziców niezależny emocjonalnie chociaż zawsze brakowało mi pewności siebie, poczucia 

własnej wartości mimo iż w szkole byłem zawsze dobry.

Pierwszy bardzo gwałtowny przełom w moim życiu to niespodziewana, tragiczna śmierć 

ojca we wrześniu 1970 roku. Zginął w wypadku przy pracy ponieważ nie zadbał o własne 

bezpieczeństwo. Z perspektywy lat oceniam to jakie nieświadome samobójstwo. Po śmierci 

ojca mama chciała ze mnie zrobić ojca zastępczego dla mojego o 8 lat młodszego brata, 

gdyż podświadomie czuła - tak to teraz oceniam - że do wychowania dziecka potrzebni 

są oboje rodzice. Ja jednak nie byłem przygotowany do takiej roli i uciekłem od niej w 

małżeństwo. A równocześnie coś mnie gnało do tego aby mieć dziecko, mieć potomstwo, 

które będzie kontynuowało moje życie, by mój ród nie zginął. Oceniam to jako przejaw 

pragnienia zachowania gatunku, co Freud nazywa libidem albo libidem genitalnym. 

W wieku 21 lat miałem juz córkę i byłem z tego powodu bardzo dumny.

Nie zdawałem sobie wtedy jednak sprawy z tego jak mimo wszystko byłem uzależniony 

emocjonalnie od matki mimo pozorów niezależności. Byłem niby wolny ale emocjonalnie 

niestabilny i równowagę osiągałem nie dzięki własnym przekonaniom ale dzięki normom 

i nakazom wyniesionym z domu rodzinnego. Te nakazy na nic sie zdały jednak gdy pojawiła 

się inna kobieta, koleżanka z ławy akademickiej, której zapewne imponowało moje podejście 

do mojej rodziny, do dziecka i do żony. Zakręciła się koło mnie bardzo skutecznie ponieważ 

moja żona mieszkała z córką dość daleko ode mnie i nie chciała sie przeprowadzić do mnie 

do Wrocławia. Normy wyniesione przeze mnie z domu na nic się zdały gdy ta druga skusiła 

mnie do uprawiania z nią seksu manipulując moim brakiem poczucia własnej wartości.

Odbiegłem trochę od istoty tematu. Chciałem na własnym przykładzie pokazać jak złudną 

jest niezależność jeżeli nie wynika ona z poczucia własnej wartości której brakuje nam 

wskutek braków wychowawczych metody stosowanej odwiecznie przez naszych przodków. 

Metody, która ogranicza wolność dziecka, wolność w doświadczaniu z rodzicami wszystkiego 

tego czego doświadczają rodzice. Bo dzieci uczą się wyłącznie przez doświadczanie z 

rodzicami od kołyski poczynając a na dojrzewaniu kończąc. Ponieważ wszelka nasza aktywność 

życiowa związana jest z podtrzymywaniem trwania gatunku i zabezpieczaniem potomstwa więc 

również dziecko powinno doświadczyć z rodzicami tego wszystkiego co związane jest z 

zachowaniem gatunku. W moim domu niczego mi nie zakazywano więc pozornie nie powinienem 

cierpieć na brak poczucia własnej wartości a jednak w chwilach decydujących zawodziłem. 

W końcu musiałem sobie postawić pytanie DLACZEGO tak się dzieje i dlaczego w mojej drugiej 

rodzinie doszło do niesamowitej eskalacji przemocy emocjonalnej z zagrożeniem przemocą 

fizyczną ze strony drugiej żony.

Odpowiedź na to znalazłem dzięki podpowiedzi mojej młodszej córki, która niczym Atena 

wyskoczyła z mojej głowy. Ale o tym napisze kiedy indziej.

LeoTar

 
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego