Kedy kazirodcy rodzą niepełnosprawne dzieci - Wałkowanie LeoTar'a

Idź do spisu treści

Menu główne:

Kedy kazirodcy rodzą niepełnosprawne dzieci

"Wirtualna autopsja" dokonana przez naukowców we współpracy z BBC One, na
którą składa się ponad 22 tys. skanów komputerowych, została przeprowadzona
wraz z analizą genetyczną rodziny Tutanchamona. Naukowcom oprócz cech
wyglądu zewnętrznego historycznego władcy, udało się ustalić, że jego
rodzice byli rodzeństwem.

Naukowcy uważają, że fakt ten spowodował u niespełna 20-letniego faraona
upośledzenie fizyczne, wywołane brakiem równowagi hormonalnej. Mity
sugerują, że Tutanchamon został zamordowany lub zginął w katastrofie powozu,
którego elementy znaleziono w czaszce oraz innych częściach szkieletu. Teraz
naukowcy twierdzą, że być może nastoletni władca padł ofiarą choroby
dziedzicznej. Za teorią tą przemawiałby argument, że tylko jedna z ran
została zadana przed śmiercią, a zdeformowane stopy prawdopodobnie
całkowicie uniemożliwiłby start w wyścigach rydwanów.

Prawdę o rodzicach Tutenchamona odkrył Albert Zink z Institute for Mummies
and the Iceman we Włoszech, który badał DNA egipskiej rodziny królewskiej. Z
jego badań wynika, że Echnaton, ojciec młodego władcy, miał kontakty
seksualne ze swoją siostrą. W starożytnym Egipcie kazirodztwo nie było
piętnowane, a ówcześni ludzie nie wiedzieli nic o skutkach zdrowotnych
dotykających potomków z takich związków.

Hutan Ashrafian, wykładowca chirurgii w Imperial College w Londynie,
powiedział, że kilku członków rodziny miało dolegliwości, które mogą być
wyjaśnione przez brak równowagi hormonalnej. - Wielu z jego poprzedników
dożywało sędziwego wieku. Tylko najbliższa linia Tutanchamona umierała
wyjątkowo wcześnie.

Za dodatkowy dowód wskazujący na fizycznego ograniczenia faraona może
posłużyć laska znaleziona w jego grobowcu. Młody faraon umarł w niejasnych
okolicznościach, w wieku 20 lat, więc przedmiot ten nie był w tym przypadku
oczywistym atrybutem.

żródło:
http://wiadomosci.onet.pl/nauka/faraon-tutanchamon-mial-zdeformowane-cialo-pochodzil-rowniez-z-kazirodczego-zwiazku/w9fz1



Stosunki kazirodcze nie były by groźne dla zdrowia i życia uprawiających je
ludzi,  gdyby poprzedziło je wychowanie seksualne i inicjacja seksualna tych
ludzi wśród rodziców.

Jeżeli stosunki kazirodcze nie bedą poprzedzone wychowaniem seksualnym
według modelu, który proponuję to mimo pozornej wolności ludzi je
uprawiających nadal będą oni uzależnieni emocjonalnie od swoich rodziców i
niestabilni emocjonalnie. To właśnie ta emocjonalna niestabilność jest
zaburzeniem wywołującym mutacje informacji genetycznej u potomstwa
kazirodców.

Brak wychowania seksualnego tak jak i wychowanie seksualne nie zakończone
inicjacją seksualną są źródłem niepewności osobnika i zaburzeń jego
osobowości. A zaburzenia osobowości (to samo co zaburzenia psychiczne)
przejawiaja sie w postaci wad fizycznych oraz błędnego funkcjonowania
organizmu.

By kazirodztwo mogło byc uprawiane i by faktowi temu nie groziły następstwa
w postaci chorób genetycznych musi być poprzedzone przez pełne wychowanie
seksualne w rodzinie zakończone inicjacją seksualna dziecka z rodzicami.
Oczywiście dotyczy to ludzi, którzy płodzą nowe zycie; by uwolnić się od
ryzyka wad genetycznych krewni (na przykład brat i siostra) muszą przejść
pełne wychowanie seksualne zakończone inicjacją seksualną wśród rodziców.

LeoTar

Oczywiście miało być:

Stosunki kazirodcze nie były by groźne dla zdrowia i zycia potomstwa
uprawiających je ludzi gdyby poprzedziło je wychowanie seksualne i inicjacja
seksualna tych rodziców wśród ich rodziców, czyli dziadków. (Chodzi o
działania dziadków by potomstwo ich dzieci było wolne od zaburzeń).

> Stosunki kazirodcze nie były by groźne dla zdrowia i życia uprawiających
> ję ludzi, gdyby poprzedziło je wychowanie seksualne i inicjacja seksualna
> tych ludzi wśród rodziców.
>
> Jeżeli stosunki kazirodcze nie bedą poprzedzone wychowaniem seksualnym
> według modelu, który proponuję to mimo pozornej wolności ludzi je
> uprawiających nadal będą oni uzależnieni emocjonalnie od swoich rodziców i
> niestabilni emocjonalnie. To właśnie ta emocjonalna niestabilność jest
> zaburzeniem wywołującym mutacje informacji genetycznej u potomstwa
> kazirodców.
>
> Brak wychowania seksualnego tak jak i wychowanie seksualne nie zakończone
> inicjacją seksualną są źródłem niepewności osobnika i zaburzeń jego
> osobowości. A zaburzenia osobowości (to samo co zaburzenia psychiczne)
> przejawiaja sie w postaci wad fizycznych oraz błędnego funkcjonowania
> organizmu.
>
> By kazirodztwo mogło byc uprawiane i by faktowi temu nie groziły
> następstwa w postaci chorób genetycznych musi być poprzedzone przez pełne
> wychowanie seksualne w rodzinie zakończone inicjacją seksualna dziecka z
> rodzicami. Oczywiście dotyczy to ludzi, którzy płodzą nowe zycie; by
> uwolnić się od ryzyka wad genetycznych krewni (na przykład brat i siostra)
> muszą przejść pełne wychowanie seksualne zakończone inicjacją seksualną
> wśród rodziców.
>
> LeoTar



>> Stosunki kazirodcze nie były by groźne dla zdrowia i zycia potomstwa
>> uprawiających je ludzi gdyby poprzedziło je wychowanie seksualne i
>> inicjacja seksualna tych rodziców wśród ich rodziców, czyli dziadków.

> Jezusiemaryjo, ależ Ty durnyyyyy....
> --
> XL    "Nie należy mylić prawdy z opinią większości."  Jean Cocteau

Taką mądrą stopkę sobie wybrałaś a tak
a durna Ty...
Zamiast mnie poniżać rzuć coś ciekawego w dyskusji. Może mnie przekonasz.

LeoTar



>> Naukowcy uważają,

> A czy mógłbyś jasno, dla ułatwienia - w paru krótkich punktach wyłożyć co
> właściwie postulujesz?
> Darując sobie wyjaśnianie co "naukowcy uważają" oraz wszelkie argumenty za
> lub przeciw twoim postulatom? Do argumentów możemy przejść jak już będę
> wiedział o co ci chodzi :)
> --
> Jacek

Piszę na ten temat od przełomu 1995/96.
Postuluję by edukatorami seksualnymi dla dzieci byli wyłącznie ich rodzice
a koncząca to wychowanie inicjacja seksualna dzieci odbywała się wśród
rodziców i na rodzicach. By pierwszymi (i tylko pierwszy raz) partnerami
seksualnymi dziecka byli rodzice. Tylko tyle i aż tyle.

LeoTar



>>>>> Naukowcy uważają,

>>>> A czy mógłbyś jasno, dla ułatwienia - w paru krótkich punktach wyłożyć
>>>> co właściwie postulujesz?
>>>> Darując sobie wyjaśnianie co "naukowcy uważają" oraz wszelkie argumenty
>>>> za lub przeciw twoim postulatom?  Do argumentów możemy przejść jak już
>>>> będę wiedział o co ci chodzi :)
>>>> --
>>>> Jacek

>>> Piszę na ten temat od przełomu 1995/96.
>>> Postuluję by edukatorami seksualnymi dla dzieci byli wyłącznie ich
>>> rodzice a koncząca to wychowanie inicjacja seksualna dzieci odbywała się
>>> wśród rodziców i na rodzicach. By pierwszymi (i tylko pierwszy raz)
>>> partnerami seksualnymi dziecka byli rodzice. Tylko tyle i aż tyle.
>>>
>>> LeoTar

>> Ciebie trzeba umieścić w odosobnieniu.

> Z grypserą, żeby go wyedukowali. Seksualnie.

Mylisz się. Więźniowie sa znacznie bardziej otwarci na takie rozmowy aniżeli
niektórzy wyedukowani bywalcy grup dyskusyjnych. W porównaniu z więźniami
jestes matołkiem.

Pozdrawiam
Władek Tarnawski, LeoTar

> --
> J



>>>> Naukowcy uważają,

>>> A czy mógłbyś jasno, dla ułatwienia - w paru krótkich punktach wyłożyć co
>>> właściwie postulujesz?
>>> Darując sobie wyjaśnianie co "naukowcy uważają" oraz wszelkie argumenty za
>>> lub przeciw twoim postulatom? Do argumentów możemy przejść jak już będę
>>> wiedział o co ci chodzi :)
>>> --
>>> Jacek

>> Piszę na ten temat od przełomu 1995/96.
>> Postuluję by edukatorami seksualnymi dla dzieci byli wyłącznie ich rodzice
>> a koncząca to wychowanie inicjacja seksualna dzieci odbywała się wśród
>> rodziców i na rodzicach. By pierwszymi (i tylko pierwszy raz) partnerami
>> seksualnymi dziecka byli rodzice. Tylko tyle i aż tyle.
>>
>> LeoTar

> Ciebie trzeba umieścić w odosobnieniu.
> --
> XL    "Nie należy mylić prawdy z opinią większości."  Jean Cocteau

Brak takiego wychowania pozostawia całą władzę nad emocjami i seksem w
rękach kobiet bez konieczności zaufania mężczyznom.
Dlatego tak bardzo hałasujesz bo boisz sie tej chwili kiedy jako kobieta
będziesz musiała zaufać mężczyźnie i zrezygnowac ze sprawowanej władzy.
Matriarchat nadal trwa i staje sie coraz groźniejszy gdyż mężczyźni chcąc
kupic sobie złudną przychylność kobiet walcza między sobą o władzę
polityczną oraz gospodarczą.
A co do zamknięcia mnie w odosobnieniu... No cóż, spróbuj to zrealizować.
Zamiast gęgąc niczym gęs podwórkowa spróbuj wyjasnić dlaczego niby moje
poglądy są błędne. Boisz sie tej chwili gdyż Twoja ugruntowana na zakazach
wiedza nie wystarcza już by rzeczowo ze mną polemizować.

LeoTar



>> Boisz sie tej chwili gdyż Twoja ugruntowana na zakazach
>> wiedza nie wystarcza już by rzeczowo ze mną polemizować.

> Jeśli nawet (w co wątpię, już pisałam) gaworzysz serio o seksualnych
> zabawach dzieci z rodzicami, to wkraczasz na niebezpieczne tory, bo nie ma
> polemiki z czymś, co tutaj głosisz - to się nadaje tylko i wyłącznie do
> brutalnego! (wy)tępienia. Więc sobie przemyśl, czy warto się (choćby
> tylko)  bawić takim gadaniem, w końcu możesz się doigrać...

Zakaz niezależnego myślenia i prezentowania swoich przemyśleń możliwy jest
tylko w zindoktrynowanym przez religię społeczeństwie. Grozisz mi za to, że
myślę inaczej niz chciałabyś Ty i Twoi katoliccy mocodawcy, którzy sami są
patologią?
Zastanów się skąd sie wzięli ci na czarno odziani  homoseksualiści i pedofile.
Jak sobie to wyjasnisz to możemy pogadać.

LeoTar
Rozmowy z LeoTar'em @ http://leotar.friko.pl/fall_2014/

> --
> XL    "Nie należy mylić prawdy z opinią większości."  Jean Cocteau



>>> Jeśli nawet (w co wątpię, już pisałam) gaworzysz serio o seksualnych
>>> zabawach dzieci z rodzicami, to wkraczasz na niebezpieczne tory, bo nie
>>> ma polemiki z czymś, co tutaj głosisz - to się nadaje tylko i wyłącznie do
>>> brutalnego! (wy)tępienia. Więc sobie przemyśl, czy warto się (choćby
>>> tylko) bawić takim gadaniem, w końcu możesz się doigrać...

> Ale z tego co zdołałem się doczytać to nie chodzi o problem
> współżycia ojca z córką, bo tu nie ma problemu - więzienie,

A co z matką uzależniającą emocjonalnie synów od siebie? Czy to nie jest
przemoc matki w stosunku do dziecka? Czy to nie jest kazirodztwo
emocjonalne? Czy nie powinna być karane? Jeżeli karze sie ojca za
uzaleznienie córki od siebie to powinna byc równiez karana matka za
uzależnianie synów od siebie.


> ale o dzieci urodzone w wyniku miłości brata i siostry:
> wsadzając obu do więzienia dziecko jest bez rodziców lub
> wychowuje się w więzieniu.

I to jest tez przemoc społeczeństwa, które nie umie rozwiązać zagadki takich
relacji między osobami krewnymi.


> I to jest tematem dyskusji na zachodzie co z tym zrobić.
> Społeczeństwo się potwornie zmienia.
> Młode mają coraz większe problemy we wzajemnych kontaktach
> stąd prawdopodobnie ta miłość do brata i siostry.

A skąd się bierze nieufność, brak zaufania do obcego? Nieufność wywodzi się
z rodziny, od patologicznych (zakazowych) relacji między rodzicami i
dziećmi poczynając.

LeoTar
Rozmowy z LeoTar'em @ http://leotar.friko.pl/fall_2014/

> Andrzej.



>> Postuluję by edukatorami seksualnymi dza dzieci byli wyłącznie ich rodzice

>Niby dlaczego dzieci mają być uczeni nie przez fachowców od propedeutyki
>tylko przez laików jakimi są rodzice?

Dlatego, że dzieci od samego urodzenia uczą sie od swoich wzorców, swoich
rodziców obserwując, nasladując i doświadczając z rodzicami. To rodzice mają
na samym początku nieograniczony kredyt zaufania u dzieci, który trwonią nie
ukazując dzieciom pełnej prawdy o swoim zyciu w najważniejszej sferze
swojego zycia, czyli o swoim zyciu seksualnym. Bo nasze zycie seksualne to
najważniejsza sfera naszego życia patrząc z pozycji Bytu i zachowania gatunku.


>Jakoś w przypadku matmy czy geografii nie masz wątpliwości.

Co innego wiedza o zyciu seksualnym a co innego wiedza, która równie dobrze
można opanować wykorzystując internet; wiedza, która pozwala nam poznać
świat i zachowania innych ludzi. Ten zakaz pozwolił nam wyjść z całkowitej
niewiedzy do obecnego stanu gdyż sprzyjał rywalizacji między ludźmi i
rozwojowi cywilizacyjnemu społeczeństw. Ten sam jednakże zakaz prowadzi do
całkowitej zagłady, gdyż dążenie do sprawowania władzy nad innymi czyni
mozliwym uzycie w tej rywalizacji bomb jadrowych, które dokonaja zniszczenia
naszego globu. Pozyskiwanie nowej wiedzy to nasza chluba i udręka zarazem.
Albo wyeliminujemy przemoc z naszego życia albo zginiemy wszyscy. A ten
subtelny zakaz jest najgłębiej ukrytą formą przemocy rodzica w stosunku do
dziecka.


>Ja byłbym za tym by uczyli zarówno rodzice
>(czego nie czynią powodowani wstydem) jak i szkoły (czego nie czynia
>powodowani fałszywą do szpiku kości moralnością katolicką), każde w miarę
>potrzeb dziecka, które to potrzeby na pewno się ujawnią w trakcie
>dorastania.

Na taka "protezę edukacyjną" zgadzam się w okresie przejsciowym od
niewolnictwa do wolności absolutnej, czyli do świata wolnego od wszelkich
zakazów. Jakkolwiek by na to jednak nie patrzeć to nawet jeden zakaz
produkuje niewolnika, gdyż ktoś (pan) nadzoruje dochowanie tego jedynego
zakazu. I kiedyś ten zakaz musi zostać usunięty.


>Czytałeś "Zimę" Ursuli LeGuin? Wiele z obrazu przedstawionego
>tam społeczeństwa można by zaadaptować do naszych potrzeb.

Nie czytałem, ale spróbuję znaleźć na to czas. :-)


>> a koncząca to wychowanie inicjacja seksualna dzieci odbywała się wśród
>> rodziców i na rodzicach. By pierwszymi (i tylko pierwszy raz) partnerami
>> seksualnymi dziecka byli rodzice.

>Ignorujesz tu całkiem prawidłowości rozwojowe naszego gatunku.
>Nigdy takie ignorowanie naszemu gatunkowi nie wyszło na dobre.

Jeżeli za prawidłowości uważasz postępowanie zgodnie z tradycją to zwróć
uwagę na to, że takie postepowanie (zgodne z tradycją) zawsze kończyło się
jakąś formą destrukcji na mniejsza lub wieksza skalę. Moja propozycja jest
wynikiem odrzucania kolejnych pytań DLACZEGO na drodze ku wyeliminowaniu
przemocy z zycia człowieka. Przyznasz, że przemoc jest tym elementem w zyciu
ludzi, który nie podporzadkowuje się żadnym regulacjom i próbom poskromienia
jej. Jakkolwiek by na nią nie spojrzeć to zawsze prowadzi do zagłady.
Wszystko to co wymyslił rywalizujący o dominację człowiek jest produktem
zakazów, a jedynym zakazem, który pozostał do usunięcia na drodze ku
wolności od przemocy jest zakaz inicjacji seksualnej dzieci przez
rodziców - wszystkie inne zakazy juz obalono.  I co? I nadal mamy do
czynienia z eskalacją przemocy na skalę globalna. Co nalezy zrobić? Według
mnie usunąć ten ostatni zakaz.


>Nie znam żadnego
>ludzkiego społeczeństwa w którym bycie partnerem seksualnym własnego
>dziecka było by dopuszczalne a tym bardziej było by normą. Wręcz
>przeciwnie, we wszystkich społeczeństwach oczekuje się po młodych by się
>usamodzielnili i znaleźli partnera seksualnego wśród rówieśników.

Ja nie proponuję partnerowania dziecku z rodzicem chociaz i takie
rozwiązanie uważam za do przyjęcia w świecie wolnym od wszelkich zakazów. Ja
pisze o tym co dla dziecka jest najważniejsze, czyli o pierwszym
doświadczeniu, każdym doświadczeniu. O doswiadczeniu dziecka z jego z
wzorcem czyli  rodzicem. Pierwsze doswiadczenie jest najważniejsz gdyz staje
się wzorem dla doświadczeń następnych. Jeżeli pierwsze doswiadczenie niesie
ze sobą chociażby cień niepewności wówczas przestaje być wzorcem a staje sie
jednym z wielu doświadczeń, wśród których dziecko poszukuje doskonałości.
Ale nie może go znaleźć bo nie ma wzorca, który by zaakceptowało ze względu
na brak zaufania do tegoż wzorca różnego od rodzica.

A to, że żadna kultura nie stosowała takiego rozwiązania nie jest argumentem
przeciwko. Jest jedynie dowodem na to, że pierwsi rodzice nie wiedzieli
czego mają nauczyc swoje dzieci gdyż nie było nikogo kto by im taka wiedze
przekazał. To właśnie ukrywa Biblia pod postacia drzewa wiedzy i zycia oraz
zakazanego owocu.

LeoTar

>--
>Jacek



> Za wielkimi słowami ukrywasz brak argumentów. Dzieci, jak
> dowodzi praktyka uczą się od swojego otoczenia społecznego. W miarę jak
> dziecko dorasta i jego otoczenie się powiększa, uczy się od coraz większej
> liczby osób.  Nie widzę powodu ani tym bardziej możliwości by edukację
> seksualną powierzyć *wyłącznie* rodzicom.

Dzieci zaczynają sie uczyć od swojego otoczenia dopiero wówczas gdy rodzice
nie dostarczą im wiedzy, zabraniają dzieciom doświadczać tego z czego sami
korzystają. Oszukuja dzieci by nie pokazać dzieciom swojego zycia płciowego.


> Przecież nie wyizolujesz społecznie dziecka tylko w edukacyjno-seksualnym
> aspekcie, to  niewykonalne.
> A praktyka ponadto dowodzi że zawsze lepiej uczyć się od
> fachowca-nauczyciela. Co nie znaczy że nauczyciel ma uprawiać seks z
> nieletnimi, jak to sobie wyobrażają mohery :)

A kto ma dostarczyc dziecku wzorca zachowań seksualnych? Równie co ono
niedoświadczony partner? Poza tym odrzucasz cały dorobek Freuda dotyczący
jego obserwacji na temat seksualnych zachowań dzieci w stosunku do rodziców.
Ja nie tylko, że nie wydumałem wszystko to o czym piszę. Ja przeżyłem
seksualną prowokację córki więc przeżyłem to o czym pisał Freud. I
wyciągnąłem z tego wnioski.


>>>Jakoś w przypadku matmy czy geografii nie masz wątpliwości.

>> Co innego wiedza o zyciu seksualnym a co innego wiedza,

> G... prawda. Wiedza to wiedza.

Czy nie mógłbyś się obyć bez wiedzy zdobytej w szkole? Czy wiedza o życiu
seksualnym nie jest o wiele bardziej potrzebna niz wiedza szkolna?


(...)

> Jaki "zakaz". Co za "całkowita niewiedza"... Co za "całkowita zagłada".
> Bredzisz. Tracę kontakt z twoja pokręconą mową.

Czyzbyś stracił grunt pod nogami, że się tak zdenerwowałeś...?


(...)

>> Jeżeli za prawidłowości uważasz postępowanie zgodnie z tradycją

> Nie dotarło co mówię? Mówię o prawidłowościach rozwojowych. Czyli o tym
> jak osobnik rozwija się zgodnie z tym jak ukształtowała go ewolucja. Ewolucja
> a nie tradycja!

Tradycja została wpisana w ewolucję.


(...)

> Przemoc jest immanentną cechą gatunkową Homo. Usiłowanie jej
> wyeliminowania to próba stworzenia nowego gatunku.

Tak, masz rację. To próba stworzenia nowego gatunku na bazie Homo Sapiens.
To stworzyć cos nowego wykorzystując istniejące zasoby. Ci, którzy nie
zaakceptują nowego modelu wychowawczego odejdą tak jak odchodzili dotąd, a
pozostali stworzą nową cywilizację wolną od przemocy.


(...)

> Ja tam wolę pozostać we własnym,
> zwłaszcza że mama ewolucja wyposażyła nasz gatunek oprócz umiejętności
> stosowania przemocy także w umiejętność współpracy w ramach rodziny, klanu
> czy społeczeństwa.  A ty gadasz tak, jakbyś nie słyszał nigdy o psychologii
> czy antropologii ewolucyjnej. Taki Lenin-komunista społeczno-seksualny
> naprawiacz ludzkości z ciebie. Wprowadzenie twoich pogladów w czyn to
> najprostsza droga do  dyktatury w rodzaju SSSR czy Korei Płn. :)
> Boże, chroń nas od naprawiaczy ludzkości...

Nie, to żadna dyktatura tylko spowodowanie by każdy odpowiadał za swoje
czyny i nie przeszkadzał innemu w realizowaniu jego pomysłów na życie.
A przemoc, której tak zaciekle bronisz to najprostsza droga do samozagłady
gatunku. I jeżeli ludzie nie uwolnią się od niej to dumny na wyrost homo
sapiens odejdzie do lamusa historii. I nie wyjeżdżaj mi tutaj z psychologią
czy czyms tam jeszcze bo te nauki nie poznały jeszcze dostatecznie ludzkości
by uważać ich osiągnięcia za ostateczne i niepodważalne. Tworzą one tylko
robocze modele człowieka tak samo zresztą jak fizyka, chemia, medycyna etc.


(...)

> Zatem postulujesz by dziecko pierwszy stosunek płciowy (oraz wszelką
> pierwszą naukę wszystkich seksualnych zachowań miało z rodzicem. Niby
> dlaczego nie miało by być pouczone jak ma się zachowywać, a praktyczną
> stronę zagadnienia przerobić z rówieśnym partnerem, do którego bez
> wątpienia zaprowadzi je wrodzone, gatunkowe zachowanie zwane zakochaniem?
> Jaki pożytek dla dziecka z tego że będzie postępowało wbrew wrodzonym
> wzorcom zachowania?

Już napisałem, że korzystam nie z wiedzy teoretycznej lecz praktycznych
spostrzeżeń na temat zachowan seksualnych moich dzieci. Jestem i byłem
nastawiony na słuchanie dzieci i ujawnianie ich potrzeb. Ja wiem, że moja
córka chciała odbyć jej pierwszy raz ze mną. Ale mnie do tego była potrzebna
akceptacja jej matki a mojej żony. Inicjacja dziecka ma się odbywać w
świętym trójkącie dziecko-matka-ojciec. W przypadku córki to matka musi
wyrazić zgodę na to by córka odbyła swój pierwszy akt ze swoim ojcem a mężem
matki; w przypadku syna to ojciec musi wyrazić zgodę na pierwszy raz syna z
żona ojca a matka syna. W ten sposób staja się emocjonalnie równi swoim
rodzicom, pewni siebie gdyz stali się równi swoim stwórcom (bogom).


(...)

>> A to, że żadna kultura nie stosowała takiego rozwiązania nie jest
>> argumentem przeciwko.

> Acha, jeśli rzeczywistość nie potwierdza naszych poglądów - tym gorzej dla
> niej :)

A czyż nie tak własnie należy oceniać nieskuteczne modele społecznej
rzeczywistości? Czyz nie w taki to właśnie sposób dokonuje sie postęp -
odrzucamy to co sie nie sprawdziło w praktyce.


(...)

>>Jest jedynie dowodem na to, że pierwsi rodzice nie wiedzieli czego mają
>> nauczyc swoje dzieci gdyż nie było nikogo kto by im taka  wiedze
>> przekazał. To właśnie ukrywa Biblia pod postacia drzewa wiedzy i zycia
>> oraz zakazanego owocu.

> Jacy "pierwsi rodzice"?? Czyżbyś wierzył literalnie w to co napisano w
> biblii?

A czyż małpy nie miały swoich rodziców? Nie tylko zresztą małpy - nasza
linia genealogiczna jest znacznie, znacznie dłuzsza.


(...)

> W takim razie podziękowałbym za dalszą rozmowę, nie zwykłem
> rozmawiać z głupcami.

Widzę niejakie zmęczenie materiału w Tobie. Czyżby podobnie jak u XL-ki
brakło Ci argumentów?

LeoTar

> --
> Jacek



>> Widzę niejakie zmęczenie materiału w Tobie. Czyżby podobnie jak u XL-ki
>> brakło Ci argumentów?

> Twoje trollowanie jest nudne - "łapanie" dyskutantów na pedofilię już trąci
> myszką, zmień taktykę i/albo temat...

Droga XL. Mnie i moje dzieci spotkało wiele złego z powodu omawianego
zakazu, którego głowną obrończynią jest kobieta oraz seksualnie uzalezniony
od niej nieświadomy mężczyzna. Nie "łapię" czytelników na pedofilię i
szkoda, że Ty rzekomo wykształcona kobieta nie odróżniasz wychowania
seksualnego od pedofilii. A tematu nie zmienię ponieważ przemoc kobiety w
stosunku do mnie i naszych dzieci zdominowała moje zycie a wyjasnienie tej
patologicznej sytuacji znalazłem własnie w zakazie wychowania seksualnego
dzieci wśród rodziców. Nie dziw się więc, że drążę temat aż do granic
wytrzymałości. A że przy okazji poruszam najgłębsze pokłady podświadomości
czytelników... No cóż to ich problem a nie mój.

LeoTar
Rozmowy z LeoTarem @ http://leotar.friko.pl/fall_2014/

> --
> XL    "Nie należy mylić prawdy z opinią większości."  Jean Cocteau



(...)

>  Zapotrzebowanie zaspokajają w najprostszy możliwy sposób. Rolą
> rodzica jest być najprostszym sposobem, na każdym etapie rozwoju
> osobniczego. Dziecko i tak przetestuje prawdomówność rodzica :) sięgając
> do innych źródeł.

Dziecko sięga do źródeł spoza rodziny dopiero wówczas gdy nie otrzyma pełnej
wiedzy od rodzica. Ograniczanie dostępu do wiedzy przez rodzica, nieważne z
jakich powodów,  to nieswiadome oszukiwanie dziecka. Rodzic jest
najprostszym - jak sam zauwazyłeś - źródłem wiedzy dla dziecka i najchętniej
do niego sięga dziecko. Jest poza tym najbardziej zaufanym źródłem gdyż tym,
który zapewnia bezpieczenstwo i opiekę.


(...)

> Jedyne co jest wartościowe w psychologii  to wątek zaczynający się od
> Konrada Lorentza i tłumaczący wzorce zachowań opierając się na teorii
> ewolucji.

Kolejna teoria. Nie znam. Oświeć mnie.


(...)

>> Czy nie mógłbyś się obyć bez wiedzy zdobytej w szkole? Czy wiedza o życiu
>> seksualnym nie jest o wiele bardziej potrzebna niz wiedza szkolna?

> Nie, nie mógłbym. I inni też nie. Szkoła jest bardzo skutecznym
> dostarczycielem wiedzy. Skuteczność wynika z podziału ról w społeczeństwie.
> Pracami zajmują się specjaliści, jak już od przedszkola uczą :) Buty szyje
> szewc, piekarz robi chleb, nauczyciel uczy.  Do przedszkola nie chodziłeś?
> :).

Zgoda. Przesadziłem z tą szkołą gdyz do tego by byc przydatnym społeczeństwu
trzeba się nauczyć jakiegos  fachu. W dobie postępującej specjalizacji trzeba
sie fachu dobrze nauczyć.


> A drugie pytanie - tak, wiedza o życiu seksualnym jest równie potrzebna
> jak każda inna wiedza a wrażenie jej wiekszej potrzebności zapewne pochodzi
> z jej pomijania w szkolnym programie.
> Nijak to się ma do twojej głównej tezy że dzieci powinny przechodzić
> inicjację seksualną z rodzicem.

Obecny model wychowania seksualnego nie sprawdził się. Więc co Ty
proponujesz?


>> Tradycja została wpisana w ewolucję.

> Co?? Zakładam że chcesz powiedzieć "tradycja się wywodzi z ewolucji". W
> jakiejś mierze, jeszcze nie rozpoznanej do końca, zapewne. Ale w ten sposób
> mój argument że nie występują społeczeństwa w których dzieci przechodzą
> inicjację seksualna z rodzicami - nabiera wagi :). Jak tu chcesz
> polemizować, to wskaż przykład.

To, ze żadna ze społeczności nie praktykowała dotychczas wychowania
seksualnego połączonego z inicjacją seksualną w rodzinie nie jest argumentem
przeciwko takiemun wychowaniu. Zastanów się do czego to ograniczenie
doprowadziło, do jakiej degrengolady, do patologii biologicznych i
społecznych. To nie patologia doprowadziła do powstania zakazu lecz na
odwrót, to ZAKAZ wypromował patologię.


>>> Przemoc jest immanentną cechą gatunkową Homo. Usiłowanie jej
>>> wyeliminowania  to próba stworzenia nowego gatunku.

>> Tak, masz rację. To próba stworzenia nowego gatunku na bazie Homo Sapiens.
>> To stworzyć cos nowego wykorzystując istniejące zasoby. Ci, którzy nie
>> zaakceptują nowego modelu wychowawczego odejdą tak jak odchodzili dotąd,
>> a pozostali stworzą nową cywilizację wolną od przemocy.

> Gatunku się nie tworzy. Jeszcze nie, choć w przyszłości i za to się
> zabierzemy. Ale na pewno nie w ten sposób w jaki postulujesz, to znaczy w
> drodze mniej czy bardziej odgórnie narzuconej zmiany tradycji. Gatunek
> tworzy się manipulując DNA.

Chcesz uchwycić nieuchwytne. Chcesz manipulować czymś z czym nie możemy
sobie jako ludzkość poradzić ? Bo g**no wiemy o naszym DNA i tylko
szajbnięci genetycy chcąc sie poczuć lepszymi od innych (pozorne
zaspokojenie kompleksu Edypa) twierdzą, że opanują całkowicie tajniki DNA.
Nigdy tego nie dokonają bo DNA jest nieuchwytne tak jak zagadka powstania
zycia.


(...)

>> Nie, to żadna dyktatura tylko spowodowanie by każdy odpowiadał za swoje
>> czyny i nie przeszkadzał innemu w realizowaniu jego pomysłów na życie.
>> A przemoc, której tak zaciekle bronisz to najprostsza droga do samozagłady
>> gatunku. I jeżeli ludzie nie uwolnią się od niej to dumny na wyrost homo
>> sapiens odejdzie do lamusa historii.

> Jak do tej pory, ustanowione społeczeństwa realizują twoje zalecenie
> indywidualnej odpowiedzialności za czyny. Nie widzę tu zaniedbań. W ramach
> prawa każdy może realizować swoje pomysły na życie. Gdzie w moich słowach
> znalazłeś "zaciekłą obronę przemocy"?? Która to przemoc doprowadzi w
> dodatku do samozagłady. Nie mam pojęcia o jakiej przemocy i samozagładzie
> mówisz. Jedyne zagrożenie jakie się rysuje przed gatunkiem w dostrzegalnej
> przyszłości to przeludnienie.

A powszechnie spotykana przemoc w rodzinie; a walka o dominację polityczna i
gospodarczą? A wreszcie mnożące sie patologie w zachowaniach seksualnych czy
wreszcie niecheć do zakładania rodzin? Jest wiele sposobów na to by
doprowadzić do zagłady nasza cywilizację.


(...)

>> Już napisałem, że korzystam nie z wiedzy teoretycznej lecz praktycznych
>> spostrzeżeń na temat zachowan seksualnych moich dzieci. Jestem i byłem
>> nastawiony na słuchanie dzieci i ujawnianie ich potrzeb. Ja wiem, że moja
>> córka chciała odbyć jej pierwszy raz ze mną. Ale mnie do tego była potrzebna
>> akceptacja jej matki a mojej żony. Inicjacja dziecka ma się odbywać w
>> świętym trójkącie dziecko-matka-ojciec. W przypadku córki to matka musi
>> wyrazić zgodę na to by córka odbyła swój pierwszy akt ze swoim ojcem a mężem
>> matki; w przypadku syna to ojciec musi wyrazić zgodę na pierwszy raz syna
>> z żona ojca a matka syna. W ten sposób staja się emocjonalnie równi swoim
>> rodzicom, pewni siebie gdyz stali się równi swoim stwórcom (bogom).

> Z tego co powyżej, wnioskuję że  popełniłeś kardynalne błędy wychowawcze w
> wyniku których twoja córka skierowała swoje (właściwe wiekowi dojrzewania)
> zakochanie na ciebie. A sytuacji poniewczasie sprzeciwiła się żona. Siebie
> wiń za patologię w twojej rodzinie, zamiast usiłować propagować ten
> jednostkowy, pożałowania godny incydent jako najwłaściwszy.

A Ty masz swoją rodzinę, że próbujesz mnie podsumowywać za moje dokonania
czy zaniechania wychowawcze? Podnieś przyłbicę i powiedz co nieco o sobie.
Bo w tej rozmowie chodzi o rodzinę i jej model. Rodzinę, która przezywa
kryzys. Nie trzeba być wielce wykształconym człowiekiem by zdać sobie sprawę
z tego, że upadek rodziny to rozrastanie sie patologii w społeczenstwie. W
jaki sposób zamierzasz uwolnic od tego społeczeństwa? Czy ucieczką "do
przodu" grzebiąc w DNA?


(...)

>> A czyż nie tak własnie należy oceniać nieskuteczne modele społecznej
>> rzeczywistości? Czyz nie w taki to właśnie sposób dokonuje sie postęp -
>> odrzucamy to co sie nie sprawdziło w praktyce.

> Nie rozumiem. Przyjmujesz że jakiś model społecznej rzeczywistości jest
> nieskuteczny.

Tak, uważam, że jest nieskuteczny i zabójczy dla naszej cywilizacji.


> O jaki model i jaki skutek ci chodzi? O to że córki
> generalnie nie zakochują się w ojcach? No, jeśli o to, to masz dowód że
> dotychczasowy model edukacji seksualnej jest całkiem skuteczny :) Pożądany
> skutek, czyli kierowanie budzącego się popędu płciowego w stronę
> rówieśników jest jak najbardziej osiągany.

Popęd seksualny synów jest początkowo skierowany ku matce a córki ku ojcu.
I tylko zakaz, tradycyjnie negatywne nastawienie rodziców do takiego
kontaktu powodują, że dziecko rezygnuje z tego kierując sie ku partnerowi
zewnętrznemu. Ten okres trwa jednak bardzo długo, tak jakby dziecko czekało
na to, że rodzice w końcu zmądrzeją i zgodzą sie na inicjację wśród nich.
Według mnie inicjacja w rodzinie zakonczy te oczekiwania dziecka i uwolni je
jednocześnie od rodziców. Nie chodzi bowiem o to by syn zabrał ojcu
żonę/matkę a córka by zabrała swojej matce męża/ojca. Dzieci za bardzo
szanują swoich rodziców by doprowadzić związek rodziców do rozbicia. Nie o
to zresztą chodzi w inicjacji by syn stał się na stałe partnerem swojej
matki z a córka partnerka swojego ojca. Tu chodzi tylko o ten pierwszy raz.


(...)

> Nie raczyłeś odpowiedzieć na moje pytanie. Ponawiam - uznajesz autorytet
> biblii czy nie?

Szanuję ją jako źródło wiedzy o historii ludzkości oraz narodu, który
dokonał wielu przełomów w naszym świecie.


(...)

> Póki co, jestem jedynym argumentującym :) Jeśli nie liczyć twojego
> powoływania się na Freuda i wskazywania na nienormalny stosunek córki do
> ciebie - tu jeszcze dopowiem że pojedyńczym przypadkiem nie dowodzimy
> słuszności tezy.

Jak pokazuje historia życia na Ziemi, a ludzkości w szczególności, wszelkie
zmiany dokonywane były przez jednostkowe przypadki i przez pojedyńczych
ludzi.

LeoTar
Rozmowy z LeoTar'em @ http://leotar.friko.pl/fall_2014/

> --
> Jacek



> Nieprawdą jest że "dziecko sięga do innych źródeł dopiero wtedy kiedy nie
> otrzyma jej od rodzica". Masz blade pojęcie o rozwoju dzieci. Dzieci uczą
> się wszędzie i od każdego. Dzieci konfrontują zasłyszane poglądy krzyżowo.

To skąd powielanie przez dorosłe dzieci postepowania rodziców?


> I gdzie ja postulowałem żeby rodzic oszukiwał dziecko? Rodzic ma
> każdorazowo dostarczyć porcji wiedzy adekwatnej do potrzeby i możliwości
> inteklektualnych dziecka. Wydajesz się sądzić że rodzic ma 8-latkowi
> tłumaczyć techniki seksualne w szczegółach i praktycznie a który tego nie
> robi, oszukuje?

Ale decydentem w dozowaniu wiedzy jest rodzic hołubiący tradycję. Jest tak
zapatrzony w swoją nieomylność, że  nie zwraca uwagi na sygnały wysyłane
przez dziecko.


>>> Jedyne co jest wartościowe w psychologii  to wątek zaczynający się od
>>> Konrada Lorentza i tłumaczący wzorce zachowań opierając się na teorii
>>> ewolucji.

>> Kolejna teoria. Nie znam. Oświeć mnie.

> No to się dokształć. Tu nie szkółka :)

A jednak tylko teoria do weryfikacji; więc szkoda mojego czasu. Dla odmiany
ja Tobie zaproponuję abyś się zapoznał z dziełkami mniej utytułowanych
badaczy jak np. Tadeusza Kobierzyńskiego czy Alice Miller. Pisza o
powszechności przemocy w rodzinie od czego Ty sie wyraźnie odżegnujesz
uważaj
ąc swoją rodzinę za wolną od przemocy, nawet tej popelnianej
nieswiadomie.


(...)

>> Obecny model wychowania seksualnego nie sprawdził się. Więc co Ty
>> proponujesz?

> Generalnie się sprawdza choć jest niedoskonały. Propozycje już słyszałeś -
> uczyć dzieci w szkole.

Niedoskonałe wyjątki potwierdzają tylko regułę.


> Dorzucę tu jeszcze dyskusyjną tezę. Otóż na posiadanie dzieci powinno się
> wydawać licencję, której uzyskanie wymagałoby
> udowodnienia posiadania minimum wiedzy o prawidłowym wychowaniu dzieci,
> posiadania minimalnych zasobów materialnych oraz nie podleganiu patologiom
> społecznym w rodzaju przekonań pedofilskich, rasistowskich czy
> alkoholizmowi i innym nałogom. Nie rozumiem jak można wymagać formalnego
> wyszkolenia do tak banalnych czynności jak prowadzenie samochodu, praca na
> radiostacji czy upieczenie chleba na sprzedaż a nie wymagać do tak poważnej
> sprawy jak wychowanie dziecka.

No, no. Teza karkołomna bo niby kto miał by oceniać czy dany osobnik moze
być rodzicem. W świecie totalnej przemocy w rodzinie chciałbys zapewne
dopuścic jakjo weryfikatorów tych, którzy pewnie nie maja dzieci albo tych,
którzy przemoc rodzinna starannie ukrywają. A może miałyby to być wyłącznie
kobiety albo wyłącznie mężczyźni.


(...)

>> To, ze żadna ze społeczności nie praktykowała dotychczas wychowania
>> seksualnego połączonego z inicjacją seksualną w rodzinie nie jest argumentem
>> przeciwko takiemu wychowaniu. Zastanów się do czego to ograniczenie
>> doprowadziło, do jakiej degrengolady, do patologii biologicznych i
>> społecznych. To nie patologia doprowadziła do powstania zakazu lecz na
>> odwrót, to ZAKAZ wypromował patologię.

> No cóż, nie podałeś przykładu. Bo i go nie ma :)

Przykładem jest historia naszej cywilizacji.


> I nie widzę związku pomiędzy brakiem inicjacji rodzicielsko-seksualnej a
> rzekomą degrengoladą czy patologiami. Bądź uprzejmy i nazwij te
> degrengolady i patologie, bo nie kumam o jakie mogło by chodzić.
> Wciąż mówisz o zakazie. No więc kto go ustanowił i czego właściwie
> dotyczy?

Zakaz pierwszego seksualnego doświadczenia dziecka z rodzicem został
ustanowiony przez pierwotną kobietę, która obawiała się, że inna kobieta z
jej hordy, zapewne jej córka, zabierze jej partnera i dostarczyciela
pożywienia dla niej i jej dzieci. Przyczyna: prosta walka o byt, o
przetrwanie. Zakaz został rozszerzony przez samca na jego synów, którzy
walczyli z ojcem o posiadanie kobiety/samicy po to by cieszyć się
przyjemnością fizycznego obcowania z nią.
Kobieta wraz z potomstwem była uzależniona od mężczyzny i by zapewnić
bezpieczenstwo i pozywienie  sobie oraz potomstwu uzywała seksu jako
narzędzia do uzależnienia samca od siebie. Takie wzajemne uzaleznianie się.
Uzywając seksu w celach merkantylnych przestała się seksem cieszyć gdyż stał
sie on dla niej przykrym obowiazkiem.
Dawno, dawno temu tylko kobieta była świadoma tego, że powiela zycie gdyz to
ona wydawała na świat potomstwo; mężczyzna nie był swiadomym uczestnikiem
prokreacji co doprowadziło do powstania matriarchatu, władztwa kobiet, które
obowiązuje do dzisiaj wewnatrz rodziny. Na zewnątrz mamy rzekomo
patriarchalne stosunki społeczne ale emocjami w rodzinie rządzi i manipuluje
kobieta. A manipuluje tak gdyż mimo postępów nauki nadal uważa się za
ważniejszą w tworzeniu zycia i że to ona ma decydowac jak rodzina ma żyć.
Dominację kobiet w zyciu emocjonalnym rodziny betonuje fakt, że kobieta może
próbować podporządkować sobie mężczyznę manipulując jego zdolnościami
seksualnymi. Jeżeli facet nie ma poczucia własnej wartości (a tak jest gdyż
nie przezył inicjacji seksualnej według mojego wzoru), wówczas kobieta moze
nim manipulować i "dołować' go psychicznie. Słuzy temu fizjologia kiobiecego
oraz męskiego seksu: kobieta może sie oddawać mężczyznie bez zaangażowania
emocjonalnego (może byc całkowicie pasywna by współżyć) podczas gdy
mężczyzna musi byc aktywny psychicznie by doszło do wzwodu i penetracji
kobiety. Mechanizm ten wykorzystuje kobieta szczegółnie intensywnie gdy
rodzina ma na utrzymaniu dzieci.
Na razie wystarczy.


> Brednie. Nie istnieje nic takiego jak kompleks Edypa.
> Nikt nie twierdzi że opanował lub opanuje *całkowicie* tajniki DNA.

To w jaki sposób chcesz zbudować nowego człowieka?


> Walczysz z urojonym przeciwnikiem. Już dziś, ty osobiście, korzystasz z
> naszej wiedzy o DNA tylko nie douczyłeś się jak.

Traktuję DNA z nalezytym szacunkiem i zrozumieniem jak każdą inna forme
informacji.


(...)

>> A powszechnie spotykana przemoc w rodzinie; a walka o dominację polityczna i
>> gospodarczą? A wreszcie mnożące sie patologie w zachowaniach seksualnych
>> czy  wreszcie niecheć do zakładania rodzin? Jest wiele sposobów na to by
>> doprowadzić do zagłady nasza cywilizację.

> Przemoc w rodzinie generalnie maleje. Jestem dostatecznie stary by móc
> porównać wzorce wychowawcze sprzed 60 lat z dzisiejszymi. Słyszałeś w ogóle
> o prawie zakazującym bić dzieci?

Przemoc fizyczna w rodzinie, ta której źródłem byli mężczyzźni,  istotnie
maleje. Ale manipulacja kobiet (a to też przemoc) tylko staranniej została
ukryta. Jak myslisz, dlaczego w ośrodkach opiekujących się niepełnosprawnymi
i pokrzywdzonymi osobnikami pracuja kobiety? Dlaczego w sądach rodzinnych i
pomocy społecznej pracują kobiety? Dlaczego w prokuraturach sprawami
przemocy w rodzinie zajmuja sie kobiety? Ano dlatego, że wyczuwaja, że to
właśnie one stanowia przemoc ukrytą, przemoc emocjoanlną, której pokłosiem
jest przemoc fizyczna oraz mutacje genetyczne. One jeszcze tego nie wiedza,
ale to czują. A bicie dzieci to tylko wierzchołek góry lodowej. Polecam
cieniutką książeczkę Tadeusza Kobierzyckiego zatytułowaną "Poza miłością i
wolnościa" a znajdziesz ja w mojej biblioteczce pod adresesm
http://leotar.friko.pl/Books/kobie/. Cała biblioteczka pod adresem
http://leotar.friko.pl/Books/.


> I innych inicjatywach zastępujących starą, nie do zrealizowania w dzisiejszym
> zurbanizowanym świecie sąsiedzką kontrolę spraw wewnątrzrodzinnych
> mechanizmami dającymi się zrealizować w dzisiejszych realiach? Nie będę
> ich wymieniał ale jest ich wiele.

Ale to wszystko nie zapobiega przemocy emocjonalnej, która jest nieuchwytna
i której nie da się kontrolować. Można ja tylko rozpoznać po skutkach, które
wywołuje.


> Nie widzę też niechęci do zakładania rodzin, chyba że je mylisz z
> instytucją małżeństwa. Znów walczysz z cieniem :)

Nie, nie mylę rodziny z małżeństwem. Prawdziwie trwała rodzina nie
potrzebuje prawnego sankcjonowania i prawnej opieki.


(...)

>> A Ty masz swoją rodzinę, że próbujesz mnie podsumowywać za moje dokonania
>> czy zaniechania wychowawcze? Podnieś przyłbicę i powiedz co nieco o sobie.
>> Bo w tej rozmowie chodzi o rodzinę i jej model. Rodzinę, która przezywa
>> kryzys. Nie trzeba być wielce wykształconym człowiekiem by zdać sobie
>> sprawę z tego, że upadek rodziny to rozrastanie sie patologii w społeczenstwie.
>> W jaki sposób zamierzasz uwolnic od tego społeczeństwa? Czy ucieczką "do
>> przodu" grzebiąc w DNA?

> Oczywiscie że mam. Szczegółów nie podam bo to moja prywatna sprawa. Ale
> dostarczyłem należytej porcji wiedzy, w tym seksualnej swojemu synowi.
> Obyło się bez jego seksualnej inicjacji z moją żoną :) Dziś ma swoją
> rodzinę i fajną wnuczkę. Z zadowoleniem obserwuję brak przemocy w jego
> rodzinie. Do dziś zwraca się do mnie z prośbą o poradę czy komentarz jego
> rodzinnych decyzji. Ale jak już powiedziałem, nie ma to mocy argumentu za
> lub przeciw jakiejkolwiek tezie, ponieważ obowiązuje zasada niedowodzenia
> ogólnych tez jednostkowymi przykładami.

Więc obserwuj dalej owoce swojej edukacji. Ale to, że Twój syn zgłasza sie
do Ciebie po poradę zwiastuje, że czegoś jednak nie dopełniłeś. Bo powinien
być Twój synem autorytetem dla samego siebie i nie powinien już korzystać z
Twoich podpowiedzi. W ten sposób przerzuca odpowiedzialność za swoja
niepewnośc na barki sprawcy, czyli Ciebie.


(...)

>> Tak, uważam, że jest nieskuteczny i zabójczy dla naszej cywilizacji.

> Nieskuteczny w czym konkretnie? I dalczego rzekoma nieskuteczność ma
> zagrażać cywilizacji? Nakreśl jakiś logiczny ciąg rozumowania wiążący tą
> nieskuteczność z zagładą.

Nie wyeliminowano przemocy, a wręcz przeciwnie nasilono ją. Czy uważasz to
za objaw zdrowia społecznego? Eskalacja przemocy prowadzi do zagłady bądź
tej fizycznej bądź też skutków przemocy emocjonalnej czyli patologii
fizycznych i emocjonalnych.


(...)

> Bzdura postfreudowska. Nawet nie będę polemizował. Inna bzdura to kawałek
> o szanowaniu rodziców :)

Pokaż, że Freud się totalnie pomylił. Bo ja twierdzę, że tylko stchórzył przed
doprowadzeniem wywodu do samego konca. Wiedział, że stałby sie ofiarą  Inkwizycji.


(...)

>>> Póki co, jestem jedynym argumentującym :) Jeśli nie liczyć twojego
>>> powoływania się na Freuda i wskazywania na nienormalny stosunek córki do
>>> ciebie - tu jeszcze dopowiem że pojedyńczym przypadkiem nie dowodzimy
>>> słuszności tezy.

>> Jak pokazuje historia życia na Ziemi, a ludzkości w szczególności, wszelkie
>> zmiany dokonywane były przez jednostkowe przypadki i przez pojedyńczych
>> ludzi.

> Nie widzisz lasu spoza drzew. Chcesz rozumieć dokąd ludzkość zdąża to
> czytaj Lema :)

Jakoś ostatnio ucichło o nim. :-)

LeoTar
Rozmowy z LeoTar'em


> --
> Jacek



>>> Nieprawdą jest że "dziecko sięga do innych źródeł dopiero wtedy kiedy
>>> nie  otrzyma jej od rodzica". Masz blade pojęcie o rozwoju dzieci. Dzieci
>>> uczą  się wszędzie i od każdego. Dzieci konfrontują zasłyszane poglądy
>>> krzyżowo.

>> To skąd powielanie przez dorosłe dzieci postepowania rodziców?

> Tobie to się wydaje powielaniem. Tymczasem jest to nauka przez
> naśladowanie, podstawowy mechanizm uczenia się w zwierzęcym świecie.

Powiedziałeś to samo co ja tylko własnymi słowami. Czy musisz być zawsze
NAJLEPSZY? :-)


> Z czasem dziecko dojrzewa do własnych decyzji i je podejmuje. Bardzo często
> są to decyzje oparte nie naśladownictwie tylko na analizie strat i zysków,
> np. w sprawie wyboru zawodu rodzica. Dziecko przejmuje warsztat ojca bo tak
> jest ekonomicznie a i nauczyciel jest pod ręką. Równie często dziecko pali
> mosty i znika za horyzontem.

Pełna zgodność. Gdyby nasze dzieci nie analizowały swiata nie byłoby szans
na postęp. Najlepiej byłoby dla naszych dzieci gdyby mogły wyciagać wnioski
z doswiadczeń wszystkich poprzedzających je pokoleń. Jest jednak niemozliwym
by jednostka dokonała analizy doświadczen całej przeszłości jednego
chociazby gatunku. Dlatego z pokolenia na pokolenie dokonujemy SYNTEZY
doswiadczen naszych i naszych poprzedników. I tak dokładamy z pokolenia na
pokolenie az w pewnym momencie historii następuje przełom. Tak rodzą sie
poszczególne dziedziny wiedzy, którym jednak coraz trudniej jest sie
porozumieć ze względu na ich hermetyczny i specyficzny język neologizmów
(nowotworów).


>> Ale decydentem w dozowaniu wiedzy jest rodzic hołubiący tradycję. Jest tak
>> zapatrzony w swoją nieomylność, że  nie zwraca uwagi na sygnały wysyłane
>> przez dziecko.

> Jakie sygnały na litość nieboską?  Na pytania?  Na nie po prostu się
> odpowiada, w sposób jaki opisałem. Zdajesz się sądzić że jeśli córka
> usiądzie ci na kolanach i się przytuli to tajny sygnał do stosunku :) A to
> tymczasem pedofilia, wada mózgu. Twojego :)

Widać brak Ci rzeczowych argumentów skoro zniżasz się do oskarżania
mnie o  pedofilię.


(...)

>> A jednak tylko teoria do weryfikacji; więc szkoda mojego czasu. Dla odmiany
>> ja Tobie zaproponuję abyś się zapoznał z dziełkami mniej utytułowanych
>> badaczy jak np. Tadeusza Kobierzyńskiego czy Alice Miller. Pisza o
>> powszechności przemocy w rodzinie od czego Ty sie wyraźnie odżegnujesz
>> uważajać swoją rodzinę za wolną od przemocy, nawet tej popelnianej
>> nieswiadomie.

> Nie znam i nie zamierzam. Czytuję noblistów, na resztę chłamu szkoda
> życia.

Wygląda na to, że uważasz noblistów za nietykalnych półbogów. Spróbuj
zajrzeć w ich zycie rodzinne to może zrozumiesz co nieco.


>>>> Obecny model wychowania seksualnego nie sprawdził się. Więc co Ty
>>>> proponujesz?

>>> Generalnie się sprawdza choć jest niedoskonały.

Logika jest wyłącznie dwuwartościowa: albo PRAWDA labo FAŁSZ. Trzeciej opcji
nie ma;  o modnej kilka lat temu logice rozmytej ucichło.


>>> Propozycje już słyszałeś - uczyć dzieci w szkole.

>> Niedoskonałe wyjątki potwierdzają tylko regułę.

> Nie nadążam. Niby jakie wyjątki potwierdzają jaką regułę?

Spójrz akapit wstecz.


>>> Dorzucę tu jeszcze dyskusyjną tezę. Otóż na posiadanie dzieci powinno się
>>> wydawać licencję, której uzyskanie wymagałoby udowodnienia posiadania
>>> minimum wiedzy o prawidłowym wychowaniu dzieci,  posiadania minimalnych
>>> zasobów materialnych oraz nie podleganiu patologiom
>>> społecznym w rodzaju przekonań pedofilskich, rasistowskich czy
>>> alkoholizmowi i innym nałogom. (...)

>> No, no. Teza karkołomna bo niby kto miał by oceniać czy dany osobnik moze
>> być rodzicem. W świecie totalnej przemocy w rodzinie chciałbys zapewne
>> dopuścic jakjo weryfikatorów tych, którzy pewnie nie maja dzieci albo
>> tych, którzy przemoc rodzinna starannie ukrywają. A może miałyby to być
>> wyłącznie kobiety albo wyłącznie mężczyźni.

> Totalna przemoc w rodzinie? W jakim ty świecie żyjesz, biedaku? Niby
> dlaczego mam chcieć jako weryfikatorów widzieć bezdzietnych lub
> obłudników?
> Nie wciskaj mi  (nomen omen :) dziecka w brzuch :)

Ja nie wyróżniłem żadnej grupy społecznej, która miałaby realizować Twój
fantastyczny pomysł. To Ty próbujesz zaocznie wyeliminować  niektórych.
Jesteś rasistą albo delikatniej mówiąc czujesz sie lepszym, ważniejszym od
innych. Jestes rasistą drogi panie.


> Dziś sprawdzaniem tego i owego zajmuje się ustawodawca i sądy. Nie widzę
> powodu, dlaczego np. sąd nie miał by zdecydować.

I których działalność wygląda na coraz bardziej pasożytniczą i nieskuteczną
wyłącznie.


> Także, jeśli edukacja seksualna w szkołach była by rzetelna, pozwoleniem
> mogła by być matura. Nie masz matury, nie możesz mieć dzieci. Taki znany
> od dziesiątek tysiącleci rytuał przejścia w dorosłość :)

Gdyby babka miała wąsy, itd. Rytuały przejścia w różnych kulturach miały i
mają różny przebieg a ich celem jest dołączenie młodego człowieka do grupy
dorosłych członków danej grupy społecznej. Różny jest przebieg tych rytuałów
i rózne wymagania w stosunku do tych inicjowanych do zycia dorosłego. Celem
wspólnym jest niby zrównanie młodego człowieka z dorosłymi ale w żadnej
"szkole" nie nastepuje zrównanie  młodego z dorosłym w sferze seksualnej,
najwazniejszej sferze zycia każdego człowieka. Możesz oponować przeciwko
takiemu podejściu ale sfera życia seksualnego jest najważniejszą sferą życia
zarówno u ludów zwanych prymitywnymi jak i wysoce cywilizowanymi.


>>>> To nie patologia doprowadziła do powstania zakazu lecz na
>>>> odwrót, to ZAKAZ wypromował patologię.

>>> No cóż, nie podałeś przykładu. Bo i go nie ma :)

>> Przykładem jest historia naszej cywilizacji.

> Nie dostrzegam szczególnego wpływu na historię zakazu kontaktów seksualnych
> miedzy rodzicami a ich dziećmi. Wskaż przykłady, może się czegoś dowiem :)

Jesteś ślepcem? Nie widzisz - wyglądasz na takiego świetnie wyedukowanego.
:-)


>>> I nie widzę związku pomiędzy brakiem inicjacji rodzicielsko-seksualnej a
>>> rzekomą degrengoladą czy patologiami. Bądź uprzejmy i nazwij te
>>> degrengolady i patologie, bo nie kumam o jakie mogło by chodzić.
>>> Wciąż mówisz o zakazie. No więc kto go ustanowił i czego właściwie
>>> dotyczy?

>> Zakaz pierwszego seksualnego doświadczenia dziecka z rodzicem został
>> ustanowiony przez pierwotną kobietę, która obawiała się, że inna kobieta
>> z jej hordy, zapewne jej córka, zabierze jej partnera i dostarczyciela
>> pożywienia dla niej i jej dzieci. Przyczyna: prosta walka o byt, o
>> przetrwanie. Zakaz został rozszerzony przez samca na jego synów, którzy
>> walczyli z ojcem o posiadanie kobety/samicy po to by cieszyć się
>> przyjemnością fizycznego obcowania z nią.
>> Kobieta wraz z potomstwem była uzależniona od mężczyzny i by zapewnić
>> bezpieczenstwo i pozywienie  sobie oraz potomstwu uzywała seksu jako
>> narzędzia do uzależnienia samca od siebie. Takie wzajemne uzaleznianie się.
>> Uzywając seksu w celach merkantylnych przestała się seksem cieszyć gdyż
>> stał  sie on dla niej przykrym obowiazkiem.
>> Dawno, dawno temu tylko kobieta była świadoma tego, że powiela zycie gdyz to
>> ona wydawała na świat potomstwo; mężczyzna nie był swiadomym uczestnikiem
>> prokreacji co doprowadziło do powstania matriarchatu, władztwa kobiet,  które
>> obowiązuje do dzisiaj wewnatrz rodziny. Na zewnątrz mamy rzekomo
>> patriarchalne stosunki społeczne ale emocjami w rodzinie rządzi i manipuluje
>> kobieta. A manipuluje tak gdyż mimo postępów nauki nadal uważa się za
>> ważniejszą w tworzeniu zycia i że to ona ma decydowac jak rodzina ma żyć.
>> Dominację kobiet w zyciu emocjonalnym rodziny betonuje fakt, że kobieta może
>> próbować podporządkować sobie mężczyznę manipulując jego zdolnościami
>> seksualnymi. Jeżeli facet nie ma poczucia własnej wartości (a tak jest gdyż
>> nie przezył inicjacji seksualnej według mojego wzoru), wówczas kobieta
>> może nim manipulować i "dołować' go psychicznie. Słuzy temu fizjologia
>> kobiecego oraz męskiego seksu: kobieta może sie oddawać mężczyznie bez
>> zaangażowania emocjonalnego (może byc całkowicie pasywna by współżyć)
>> podczas gdy mężczyzna musi byc aktywny psychicznie by doszło do wzwodu
>> i penetracji kobiety. Mechanizm ten wykorzystuje kobieta szczególnie
>> intensywnie gdy rodzina ma na utrzymaniu dzieci.
>> Na razie wystarczy.

> Ale p.... :) tak mniej więcej na poziomie "Takich sobie bajeczek" R.
> Kiplinga. Które, skadinąd, właściwie użyte są świetnym narzędziem. Tyle że
> wobec przedszkolaków.

Moze i bajeczki ale wskaż na błąd w moim bajaniu. Odrzucasz introspekcję
jako narzędzie poznawcze?


>>> Brednie. Nie istnieje nic takiego jak kompleks Edypa.
>>> Nikt nie twierdzi że opanował lub opanuje *całkowicie* tajniki DNA.

>> To w jaki sposób chcesz zbudować nowego człowieka?

> Ja nie chcę. Zostanie zbudowany tak czy owak, przez innych w przyszłości,
> w wielu wersjach. Dlaczego? A dlaczego nie? Bo można...

Racz zauważyć, jak wielu ludzi jest niezadowolonych z obecnych niewolniczych
stosunków społecznych. A może uważasz, że niewolnictwa już nie ma? Czyż nie
jest to wystarczający powód do tego by stworzyć Nowego Człowieka?


>>> Walczysz z urojonym przeciwnikiem. Już dziś, ty osobiście, korzystasz z
>>> naszej wiedzy o DNA tylko nie douczyłeś się jak.

>> Traktuję DNA z nalezytym szacunkiem i zrozumieniem jak każdą inna forme
>> informacji.

> jakoś nie widzę.

To raczej Ty uważasz DNA za swiętą i nietykalną krowę mimo iż temu
ołtarzykowi nauki wiele   brakuje jeszcze do doskonałości. Nie widać końca
doniesieniom, że odkryto w DNA to, i jeszcze tamto i owamto. I że może
dzięki poznaniu nowego elementu w DNA bedzie można leczyć za grube tysiące $
jeszcze tę a może i inną ludzką dolegliwość. Czy tak ma wyglądać nauka,
ołtarzyk manipulantów którzy w ten sposób chcą się wywyzszyć ponad
pozostałych ludzi? Bogowie życia...


>>>> A powszechnie spotykana przemoc w rodzinie; a walka o dominację polityczna
>>>> i gospodarczą? A wreszcie mnożące sie patologie w zachowaniach seksualnych
>>>> czy wreszcie niecheć do zakładania rodzin? Jest wiele sposobów na to by
>>>> doprowadzić do zagłady nasza cywilizację.

>>> Przemoc w rodzinie generalnie maleje. Jestem dostatecznie stary by móc
>>> porównać wzorce wychowawcze sprzed 60 lat z dzisiejszymi. Słyszałeś w
>>> ogóle o prawie zakazującym bić dzieci?

>> Przemoc fizyczna w rodzinie, ta której źródłem byli mężczyźni,  istotnie
>> maleje. Ale manipulacja kobiet (a to też przemoc) tylko staranniej została
>> ukryta. Jak myslisz, dlaczego w ośrodkach opiekujących się niepełnosprawnymi
>> i pokrzywdzonymi osobnikami pracuja kobiety? Dlaczego w sądach rodzinnych
>> i pomocy społecznej pracują kobiety? Dlaczego w prokuraturach sprawami
>> przemocy w rodzinie zajmuja sie kobiety? Ano dlatego, że wyczuwaja, że to
>> właśnie one stanowia przemoc ukrytą, przemoc emocjoanlną, której pokłosiem
>> jest przemoc fizyczna oraz mutacje genetyczne. One jeszcze tego nie wiedza,
>> ale to czują. A bicie dzieci to tylko wierzchołek góry lodowej. Polecam
>> cieniutką książeczkę Tadeusza Kobierzyckiego zatytułowaną "Poza miłością
>> i wolnościa" a znajdziesz ja w mojej biblioteczce pod adresem
>> http://leotar.friko.pl/Books/kobie/. Cała biblioteczka pod adresem
>> http://leotar.friko.pl/Books/.

> Tu cię boli... :) Rasista się objawił nam.

Mówienie prawdy, jakąkolwiek ona  jest, nie jest rasizmem lecz
obiektywizmem. To Ty - niewazne ile masz lat i doswiadczeń - jesteś rasistą
poniżając własną płeć i zgadzając sie na postulaty oszalałych ze strachu
kobiet. Moja małżonka oszalała ze strachu gdy ujawniłem dzieciom prawdę o
naszym życiu. A przeciez nie groziło jej nic w zamian za oszustwo, do
którego zmuszała również mnie. Kobiety boja się, że spotka je ze strony
męzczyzn kara za manipulację, której dopuszczają się od samego zarania
dziejów. I nie pisz mi, że pisze bajki bo jestem chyba równie stary jak Ty i
mam wiele doświadczeń. :-)


> Ewolucyjna antropologia i psychologia wyjaśniły dlaczego motywy kobiet przy
> wyborze partnera są inne niż mężczyzn. Wszelkie inne wyjaśnienia od tej
> pory sa funta kłaków warte.

A więc uważasz te dziedziny nauki za te, które niosą prawdę OSTATECZNĄ i
niepodważalną. I znowu dostęp do tej prawdy ma wyłącznie grupa
wyspecjalizowanych fachowców, którzy obsikują z góry całą resztę gdyz
sięgnęli po monopol na prawdę. Ponowię więc pytanie: dlaczego jest tak źle
skoro prawda już została osiągnięta?


> Nazywanie ich "prostytucją rodzinną" dowodzi jedynie twojej nieumiejętności
> wykroczenia poza handlowy aspekt małżeństwa. Normalni ludzie, zdając sobie
> sprawę z odmienności motywów, na niej budują partnerstwo. Ty jesteś w
> stanie jedynie zbudować rywalizację.

Przeciwnie. To przeciętny Kowalski rywalizuje. Społeczeństwo zbudowane
według moich prawideł będzie wolne od rywalizacji, będzie WSPÓŁPRACOWAĆ.


> Inna sprawa to feminizacja wielu zawodów, jaką się dziś obserwuje. Jest to
> prawidłowość rozwojowa społeczeństw które osiągnęły na tyle wysoki poziom
> stopy życiowej i stabilności że mąż z mieczem u pasa nie jest dłużej
> potrzebny, natomiast kobiety u pracy jak najbardziej. Podnoszą znacznie
> produkt narodowy, dzięki któremu to my sprzedajemy arabom kałasze i
> telewizory a nie oni nam. I będzie jeszcze tak dosyć długo, zanim islam
> nie przejdzie naszej drogi w przywracaniu kobietom społecznej pozycji.

Angażując kobiety do pracy zawodowej nasze społeczenstwa próbuję przywrócić
kobiecie szacunek dla samej siebie, stabilność emocjonalną i zaufanie we
własne siły. Próbuje przez jej pracę uzyskać to co osiągnęłaby dzięki
inicjacji seksualnej wśród rodziców. Cel jest osiągany jedynie połowicznie
gdyz kobieta nadal pozostaje niestabilna emocjonalnie i nadal rywalizuje z
mężczyzną o  dominację w rodzinie. Kiedyś stabilność rodziny oparta była na
równowadze siły: kobieta dominowała i sprawowała kontrolę nad emocjami i
wnętrzem rodziny mężczyzna zaś rządził światem zewnętrznym, materialnym.
Teraz, wraz z materialnym uniezależnieniem sie kobiety ta równowaga sił
została zachwiana i kobieta robi co chce nie oglądając się na to, że dziecku
do wychowania sa potrzebni oboje rodzice. Praca kobiety nie daje jej tego
co, według mnie, dałaby jej prawidłowa inicjacja w rodzinie. Właściwa,
według mojego modelu, inicjacja dzieci do dorosłości gwarantuje stabilnośc
emocjonalną, poczucie własnej wartości i eliminację przemocy z zachowań
ludzkich. Dopiero wówczas mozna zbudować społeczeństwo, w którym współpraca
nie będzie wymuszona przez rywalizację lecz będzie oczywistym następstwem
wolności.


>>> I innych inicjatywach zastępujących starą, nie do zrealizowania w dzisiejszym
>>> zurbanizowanym świecie sąsiedzką kontrolę spraw wewnątrzrodzinnych
>>> mechanizmami dającymi się zrealizować w dzisiejszych realiach? Nie będę
>>> ich wymieniał ale jest ich wiele.

>> Ale to wszystko nie zapobiega przemocy emocjonalnej, która jest nieuchwytna
>> i której nie da się kontrolować. Można ja tylko rozpoznać po skutkach,
>> które wywołuje.

> Nie wiem co to jest przemoc emocjonalna w rodzinie. Nie dostrzegam niczego
> takiego, poza nielicznymi patologicznymi przypadkami do których i ty
> zdajesz się należeć (ze swoją monopolizacją uczuć nastolatki). Mógłbyś
> naświetlić czy podać przykłady?

Dzieci z domu już sie pozbyłeś, o czym sam wspomniałeś. Zostały wychowane
zgodnie z pryncypiami matriarchalnegj społeczności a  Twoja kobieta zatarła
juz starannie ślady po stosowaniu przemocy emocjonalnej wobec Ciebie i
dzieci. Teraz juz przemocy nie dostrzeżesz w jej postępowaniu. No chyba, że
będziesz dobrze patrzył i przyglądał się. Myślę jednak, że z wygodnictwa i
zwyczajnego lenistwa tego nie zrobisz. :-)


>>> Nie widzę też niechęci do zakładania rodzin, chyba że je mylisz z
>>> instytucją małżeństwa. Znów walczysz z cieniem :)

>> Nie, nie mylę rodziny z małżeństwem. Prawdziwie trwała rodzina nie
>> potrzebuje prawnego sankcjonowania i prawnej opieki.

> G... prawda. Dlatego że rodzin nie kategoryzuje się na "prawdziwie trwałe"
> i "trwałe".

Zgoda. Niepotrzebnie mnożę byty.:-)


> I dlatego że praktyka dowodzi że nowozakładane rodziny
> zgłaszają spore zapotrzebowanie na wsparcie społeczne i je dostają.
> Przyrost naturalny, w sporej i coraz większej części pozamałżeński zależy
> od wysokości tej pomocy, dlatego choć sporo kosztuje to się jej udziela.
> Jak na razie, w naszym kręgu kulturowym, nie widać powodu do paniki z
> powodu "niechęci do zakładania rodzin".

Z życiem na cudzy koszt mamy do czynienia tam, gdzie wystepuje przemoc,
coraz rzadziej fizyczna ale za to emocjonalnej przemocy mamy full.


(...)

>> Więc obserwuj dalej owoce swojej edukacji. Ale to, że Twój syn zgłasza
>> się do Ciebie po poradę zwiastuje, że czegoś jednak nie dopełniłeś. Bo powinien
>> być Twój synem autorytetem dla samego siebie i nie powinien już korzystać
>> z Twoich podpowiedzi. W ten sposób przerzuca odpowiedzialność za swoja
>> niepewnośc na barki sprawcy, czyli Ciebie.

> Kolejna nadinterpretacja. Czytaj to co chcę powiedzieć a nie to co ci
> wygodnie przeczytać. Ja (rzadko i wyłacznie na życzenie) udzielam rad i
> komentarzy, on *PODEJMUJE DECYZJE* i bierze odpowiedzialność.

A czy Ty nie dostrzegasz manipulacji w jego postępowaniu? Jak już napisałem
on już dawno powinien posiąść Twoja wiedzę.


(...)

>> Nie wyeliminowano przemocy, a wręcz przeciwnie nasilono ją. Czy uważasz to
>> za objaw zdrowia społecznego? Eskalacja przemocy prowadzi do zagłady bądź
>> tej fizycznej bądź też skutków przemocy emocjonalnej czyli patologii
>> fizycznych i emocjonalnych.

> Przemoc przemocy nie równa. Jest ich wiele rodzajów. Ilekroć o niej
> mówisz, tylekroć określ o jaką ci chodzi.

Przemoc to przemoc, nieważna jak ją będziesz nazywał, podpisywał i oceniał.


> Już ci powiedziałem że IMO jest wpisana w naszą naturę i do końca nie da
> się jej wyeliminować.

Niczym nie poparty pewnik.


> Tyle że mówiąc o przemocy ja myślę o bójkach i bitwach, a ty o rzekomej
> dominacji kobiety w małżeństwie :) Tak się nie dogadamy.

Przemoc zaczyna sie od błędnych relacji między rodzicami i dziećmi. Z małej
burzy wielki deszcz albo jak wolisz "efekt motyla". Rodzina jest ta
podstawową komórką, która eksperymentuje na własnym życiu w poszukiwaniu
rozwiazania zagadki przemocy. Mamy różnorodne formy eskalowania przemocy
tyle ile jest rodzin. Każda rodzina to poletko doświadczalne, którego
doświadczenia powinny być analizowane a wnioski poddawane syntezie aby
wyciągnąć wnioski co do zjawisk globalnych. Dopiero synteza wiedzy o
przemocy w rodzinie może nas ukierunkować na właściwe rozwiązania problemu
przemocy, która zagraża naszemu istnieniu.


>>> Bzdura postfreudowska. Nawet nie będę polemizował. Inna bzdura to
>>> kawałek o szanowaniu rodziców :)

>> Pokaż, że Freud się totalnie pomylił. Bo ja twierdzę, że tylko stchórzył
>> przed doprowadzeniem wywodu do samego konca. Wiedział, że stałby sie
>> ofiarą Inkwizycji.

> Zapewne się mylił podobnie jak Kopernik. Wiedział że coś jest na rzeczy i
> próbował to usystematyzować. Tyle że wg. Kopernika planety krążą po
> orbitach kołowych. Potem przeszedł Newton i od tej pory orbity kołowe są
> passe.  A jak chcesz wiedzieć dlaczego należy Freuda zostawić w jego
> grobie, mówię ci kolejny raz. Zacznij od Lorentza, postudiuj obserwacje 3
> dziewczyn od małp naczelnych, zapoznaj się z tezami socjobiologii itd. Ja
> nie mam powołania na nauczyciela.

Nie wszystko złoto co się świeci. Powinieneś dostrzec, że noblowska
nobilitacja wcale nie gwarantuje, że nagrodzeni badacze i ich tezy nie
zostają odrzuceni przez kolejnych naukowców. Dziwię sie Tobie, że jesteś tak
bezkrytyczny wobec noblistów. :-)


(...)

>>> Nie widzisz lasu spoza drzew. Chcesz rozumieć dokąd ludzkość zdąża to
>>> czytaj Lema :)

>> Jakoś ostatnio ucichło o nim. :-)

> Miał swoją sławę kiedy znalezienie jakiejkolwiek s-f z poza kręgu demoludów
> graniczyło z cudem. Tym niemniej, jest najczęściej tłumaczonym polskim
> pisarzem, a wiele wizjonerskich tez jakie wygłosił, w dostrzegalnej
> przyszłości się nie zdezaktualizuje. Niektóre się zmaterializowały.
> Jeszcze długo, jak Verne, będzie czytany.

Znacznie szybciej ludzkość może sie sama unicestwić niz spełnią się
wszystkie "wizje" Lema. A Verne'a już nawet najmłodsi nie czytają - czym
innym się zajmują.

LeoTar
Rozmowy z LeoTar'em


> --
> Jacek



>>>> Ale decydentem w dozowaniu wiedzy jest rodzic hołubiący tradycję. Jest
>>>> tak  zapatrzony w swoją nieomylność, że  nie zwraca uwagi na sygnały
>>>> wysyłane  przez dziecko.

>>> Jakie sygnały na litość nieboską? Na pytania? Na nie po prostu się
>>> odpowiada, w sposób jaki opisałem. Zdajesz się sądzić że jeśli córka
>>> usiądzie ci na kolanach i się przytuli to tajny sygnał do stosunku :) A
>>> to tymczasem pedofilia, wada mózgu. Twojego :)

>> Widać brak Ci rzeczowych argumentów skoro zniżasz się do oskarżania mnie
>> o pedofilię.

> Jak widać z przytoczonego kawałka, skwapliwie nie udzielasz odpowiedzi na
> moje pytania. W innych podwątkach znajduję to samo - odpowiadanie pytaniem
> na pytanie, pomijanie meritum i skupianie się na formie lub nieistotnym
> szczególe, zaprzeczenia mojej tezy nie poparte cieniem dowodu lub choćby
> przesłanki. Ogólnie zła wola z twojej strony, jakbyś widział we mnie wroga.
> Ponieważ celem tej rozmowy z mojej strony było zrozumienie ciebie a nie
> widzę po tobie byś chciał dać się zrozumieć, więc kończę zabawę.

Nie wierzysz mnie temu co piszę na temat przemocy to przeczytaj to
Dziewanowska: postrzeganie przemocy w rodzinie jako ojca z pasem to błąd @
http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/825167,dziewanowska-postrzeganie-przemocy-w-rodzinie-jako-ojca-z-pasem-to-blad.html

LeoTar
Rozmowy z LeoTar'em

> --
> Jacek



>>>>> Ale decydentem w dozowaniu wiedzy jest rodzic hołubiący tradycję. Jest
>>>>> tak zapatrzony w swoją nieomylność, że  nie zwraca uwagi na sygnały
>>>>> wysyłane  przez dziecko.

>>>> Jakie sygnały na litość nieboską? Na pytania? Na nie po prostu się
>>>> odpowiada, w sposób jaki opisałem. Zdajesz się sądzić że jeśli córka
>>>> usiądzie ci na kolanach i się przytuli to tajny sygnał do stosunku :) A
>>>> to  tymczasem pedofilia, wada mózgu. Twojego :)

>>> Widać brak Ci rzeczowych argumentów skoro zniżasz się do oskarżania mnie
>>> o  pedofilię.

>> Jak widać z przytoczonego kawałka, skwapliwie nie udzielasz odpowiedzi na
>> moje pytania. W innych podwątkach znajduję to samo - odpowiadanie pytaniem
>> na pytanie, pomijanie meritum i skupianie się na formie lub nieistotnym
>> szczególe, zaprzeczenia mojej tezy nie poparte cieniem dowodu lub choćby
>> przesłanki. Ogólnie zła wola z twojej strony, jakbyś widział we mnie wroga.
>> Ponieważ celem tej rozmowy z mojej strony było zrozumienie ciebie a nie
>> widzę po tobie byś chciał dać się zrozumieć, więc kończę zabawę.

> Nie wierzysz mnie temu copiszę na temat przemocy to przeczytaj to
> Dziewanowska: postrzeganie przemocy w rodzinie jako ojca z pasem to błąd @
> http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/825167,dziewanowska-postrzeganie-przemocy-w-rodzinie-jako-ojca-z-pasem-to-blad.html

 a.. I jeszcze to:
 b.. 1: Marek Mruczkowski ochronarodziny.pl z IP: 79.191.127.* (2014-09-29
15:03)

Rozmawiałem kilka razy w czasie dyżurów z panią Prezes Sądu Rejonowego.
Pani Prezes była także wykładowcą Krajowej Szkoły Sądownictwa, sędzią SO
(sprawy karne) a także zasiadała kilka lat w prezydium Krajowej Rady
Sądownictwa. Zgadzaliśmy się w wielu kwestiach m. in wtedy, kiedy
stwierdziłem, że w większości przypadków w sprawach rodzinnych pozew pisany
jest aby przyrżnąć pozwanemu. Tak, stwierdziła Pani Prezes i podała przykład
sprawy gdzie takie zjawisko ewidentnie występuje.
Niestety sędziowie także są sprawcami przemocy wobec rodziny, są wręcz
bandytami dokładnie wtedy, kiedy piszą wyroki przerywające funkcjonowanie
rodziny a nie potrafią wyjawić z jakim pożytecznym rezultatem i dla kogo
miało by się wiązać wykonanie zarządzeń. Tak się przyjęło, że przed wydaniem
wyroku nie trzeba tego ujawniać a po wydaniu jest mowa o niezawisłości i też
nie trzeba.

LeoTar
Rozmowy z LeoTar'em

>> --
>> Jacek



>>>>> Ale decydentem w dozowaniu wiedzy jest rodzic hołubiący tradycję.
>>>>> Jest tak zapatrzony w swoją nieomylność, że  nie zwraca uwagi
>>>>> na sygnały  wysyłane przez dziecko.

>>>> Jakie sygnały na litość nieboską? Na pytania? Na nie po prostu się
>>>> odpowiada, w sposób jaki opisałem. Zdajesz się sądzić że jeśli córka
>>>> usiądzie ci na kolanach i się przytuli to tajny sygnał do stosunku :) A
>>>> to  tymczasem pedofilia, wada mózgu. Twojego :)

>>> Widać brak Ci rzeczowych argumentów skoro zniżasz się do
>>> oskarżania mnie  o pedofilię.

>> Jak widać z przytoczonego kawałka, skwapliwie nie udzielasz odpowiedzi na
>> moje pytania. W innych podwątkach znajduję to samo - odpowiadanie pytaniem
>> na pytanie, pomijanie meritum i skupianie się na formie lub nieistotnym
>> szczególe, zaprzeczenia mojej tezy nie poparte cieniem dowodu lub choćby
>> przesłanki. Ogólnie zła wola z twojej strony, jakbyś widział we mnie wroga.
>> Ponieważ celem tej rozmowy z mojej strony było zrozumienie ciebie a nie
>> widzę po tobie byś chciał dać się zrozumieć, więc kończę zabawę.

> Nie wierzysz mnie temu co piszę na temat przemocy to przeczytaj to
> Dziewanowska: postrzeganie przemocy w rodzinie jako ojca z pasem to błąd @
> http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/825167,dziewanowska-postrzeganie-przemocy-w-rodzinie-jako-ojca-z-pasem-to-blad.html

Dr Małgorzata Dziewanowska - kryminolożka, doktor nauk prawnych, adiunkt w
Zakładzie Kryminologii WPiA UW. Specjalizuje się w prawach osób małoletnich,
prawach pacjenta, a także przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Współpracuje
z kilkoma organizacjami pozarządowymi, prowadząc programy z zakresu praw
człowieka, praw kobiet, praw osób małoletnich.>> --

LeoTar
Rozmowy z LeoTar'em

>> Jacek



>>>>> Ale decydentem w dozowaniu wiedzy jest rodzic hołubiący tradycję. Jest
>>>>> tak zapatrzony w swoją nieomylność, że  nie zwraca uwagi na sygnały
>>>>> wysyłane przez dziecko.

>>>> Jakie sygnały na litość nieboską? Na pytania? Na nie po prostu się
>>>> odpowiada, w sposób jaki opisałem. Zdajesz się sądzić że jeśli córka
>>>> usiądzie ci na kolanach i się przytuli to tajny sygnał do stosunku :) A
>>>> to tymczasem pedofilia, wada mózgu. Twojego :)

>>> Widać brak Ci rzeczowych argumentów skoro zniżasz się do oskarżania mnie
>>> o  pedofilię.

>> Jak widać z przytoczonego kawałka, skwapliwie nie udzielasz odpowiedzi na
>> moje pytania. W innych podwątkach znajduję to samo - odpowiadanie pytaniem
>> na pytanie, pomijanie meritum i skupianie się na formie lub nieistotnym
>> szczególe, zaprzeczenia mojej tezy nie poparte cieniem dowodu lub choćby
>> przesłanki. Ogólnie zła wola z twojej strony, jakbyś widział we mnie wroga.
>> Ponieważ celem tej rozmowy z mojej strony było zrozumienie ciebie a nie
>> widzę po tobie byś chciał dać się zrozumieć, więc kończę zabawę.

> Nie wierzysz mnie temu co piszę na temat przemocy to przeczytaj to:
> Dziewanowska: postrzeganie przemocy w rodzinie jako ojca z pasem to błąd @
> http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/825167,dziewanowska-postrzeganie-przemocy-w-rodzinie-jako-ojca-z-pasem-to-blad.html

Dziewanowska: postrzeganie przemocy w rodzinie jako ojca z pasem to błąd
- Partnerzy idą do sądu, sędzia stwierdza, że doszło do przemocy, a potem ci
ludzie razem wracają do domu i w najlepszym razie postanawiają: ty bierzesz
jeden pokój, pół kuchni i pół łazienki, a ja resztę mieszkania - o
problemach związanych z przemocą w rodzinie i jej postrzeganiem mówi w
wywiadzie dla Gazety Prawnej dr Małgorzata Dziewanowska.

Kilkanaście dni temu szukałem zdjęcia do tekstu poświęconego przemocy w
rodzinie. Niemal wszystkie zdjęcia w bazie fotografii wyglądały podobnie:
agresywny mężczyzna i płaczące dziecko. Czy takie przedstawienie przemocy w
rodzinie to stereotyp, czy może rzeczywiście na ogół tak wygląda rzeczywistość?

Jeśli chodzi o stereotypy związane z przemocą w rodzinie, to funkcjonuje ich
całkiem sporo. Często niosą one ze sobą jakiś element prawdy. Mężczyzna jest
silniejszy i przy przemocy fizycznej to rzeczywiście on częściej ma
przewagę. Warto jednak pamiętać, że osoby, które w teorii są uznawane za
silniejsze, gdy stają się ofiarami przemocy, wstydzą się komukolwiek o tym
mówić. Dlatego uważałabym z wyciąganiem wniosków na podstawie suchych
statystyk.

Za groźniejszy stereotyp niż ten związany z płcią, uważam stereotyp
opierający się na tym, jaka jest przemoc.

Ma Pani na myśli to, że występuje nie tylko przemoc fizyczna?

Otóż to. Przemoc może być także psychiczna, materialna. W stosunku do
każdego: kobiet, dzieci, osób starszych, ale także i mężczyzn. Zdjęcia, o
których Pan wspomniał, nie przekazują całkiem zakłamanego obrazu, ale
jednocześnie postrzeganie przemocy wyłącznie jako ojca z pasem to błąd.

Pozwolę sobie jeszcze kontynuować temat stereotypów. Przyjmuje się, że
jeżeli sprawcą jest mężczyzna, to na ogół mamy do czynienia z przemocą
fizyczną, z kolei gdy kobieta - z psychiczną.

To nawet nie kwestia płci, lecz cech osobowościowych. Chociaż statystyki
rzeczywiście pokazują, że najczęściej skazywani są mężczyźni i na ogół
chodzi o przemoc fizyczną. Ale tak jak mówiłam, statystyki należy traktować
co najwyżej jako wskazówkę, kiedy pojawia się społecznie zauważalny problem.
Warto jednak zauważyć, że przemoc jest oparta na rozwijającym się procesie.
Nie jest tak, że mamy mężczyznę, który bije. Jest tak, że mamy sprawcę,
który najpierw stara się "wyczuć" swoją ofiarę. Pojawia się zastraszenie,
krzyki, osaczenie, ograniczenie dostępu do pieniędzy etc. Przemoc fizyczna
jest po prostu najbardziej widoczna - bo zauważamy siniaki, złamania, krew.
To przemawia do świadomości i często właśnie dlatego ten obraz widzimy przed
oczami, gdy myślimy o przemocy. To też wina sądów, które dostrzegają kwestię
naruszenia nietykalności cielesnej, ale rzadziej skazują za przemoc
psychiczną.

A co z przemocą na osobach starszych? Niewiele się o tym mówi, a kwestia
chyba staje się coraz bardziej dotkliwa?

Mam wrażenie, że o tym się faktycznie wspomina szczątkowo. Niewątpliwie jest
to problem, a przy tym jest to problem na razie niezbadany. Moim zdaniem -
mówię to na podstawie pracy z młodymi ludźmi - ta kwestia nie tyle się
nasila, co staje się bardziej widoczna. Młodzież, szczególnie wywodząca się
z rodzin problemowych, wynosi z domu pewne schematy i sposoby rozwiązywania
konfliktów. W którymś momencie może to się obrócić przeciwko ich rodzicom
bądź dziadkom. Osobiście, w swojej praktyce, nie spotkałam się jednak z
sytuacją, w której rodzice wnieśli sprawę przeciwko dziecku o stosowanie
przemocy. Często traktuje to się jako wybryk, element nastoletniego buntu.

Wspomniała Pani o zachodzącym procesie. Chcę zapytać o tzw. fazę miodowego
miesiąca. Eksperci mówią: nie wierz, że jak teraz jest dobrze, to tak już
pozostanie. Ale może takie uogólnienie jest złe? Może rzeczywiście są
sytuacje, w których miodowy miesiąc przeradza się w miodowe lata.

Wszystko zależy od konkretnej sytuacji. Moim zdaniem gdy pojawia się przemoc
między dwoma osobami, to nigdy nie jest dobrze. Zdarza się jednak - to
fakt - że niekiedy sam sprawca zaczyna sobie zdawać sprawę z tego, że źle
postępuje i zmienia się.

To co jednak jest najgorsze to to, że osoba znajdująca się "w środku",
będąca pokrzywdzona przemocą może nie dostrzegać, że jest ofiarą.

Ważniejsza moim zdaniem od fazy miodowego miesiąca jest faza narastania
napięcia. Ofiara bywa tak osaczona, że może sama prowokować drugą osobę. Gdy
dojdzie do rozładowania, ma poczucie, że chociaż na chwilę będzie miała
spokój. Ale po jakimś czasie znów zacznie się źle czuć i ponownie historia
zatoczy koło. W pewnym momencie fazy miodowego miesiąca i narastania
napięcia nakładają się na siebie, nie da się ich rozgraniczyć.

W takim razie pytanie-rzeka: jak powinny reagować ofiary przemocy? Dodam
jedynie, że nurtuje mnie kwestia uświadomienia społecznego. Powiedzmy, że
wykształcona osoba, posiadająca dostęp do różnych źródeł, w jakiś sposób
dotrze do informacji i przestróg. Ale co z ludźmi, którzy są tego
pozbawieni? Tu nie pomoże przecież żaden poradnik dla ofiar przemocy.

Pierwsze pytanie jakie należy sobie zadać to czy ofiara zdaje sobie sprawę z
tego, że tą ofiara jest, a to nie zależy od wykształcenia czy dostępności
źródeł. Jestem ogólnie sceptycznie nastawiona do wszelkich poradników -
wydaje mi się, że ich oddziaływanie jest stosunkowo niewielkie.
Prawdziwą pomocą mogą być osoby z zewnątrz, które będą potrafiły obiektywnie
ocenić sytuację. Oczywiście nie chodzi o przypadkowe osoby spotkane na
ulicy, ale bliskie, zaufane. Problemem jednak są zanikające więzi społeczne,
mniej się znamy, mniej się sobą nawzajem interesujemy.

Bliscy są potrzebni, aby nam uświadomić, że tkwimy w patologicznej relacji?

Proszę sobie wyobrazić, że jest Pan szaleńczo zakochany. Ze strony ukochanej
pojawia się jedna szpilka wbita w Pana. Jesteśmy tak skonstruowani, że mamy
rewelacyjną zdolność do adaptowania się do takich sytuacji. I dlatego jak
tych szpilek uzbiera się dziesięć, sto, to bardzo prawdopodobne, że będzie
Pan w stanie wyjaśnić te zdarzenia przed samym sobą - w imię miłości, w imię
rodziny, w imię dzieci. To musi dostrzec ktoś z zewnątrz - znajomi,
przyjaciele. A potem część najtrudniejsza: ofiara musi zdać sobie sprawę z
tego, że na to wbijanie szpilek nie można się godzić w imię czegokolwiek.
Pamiętam sytuację, gdy kiedyś odebrałam telefon od pani, która opowiedziała
mi historię swojego kilkunastoletniego związku. Historię absolutnie
przerażającą. Przemoc występowała w każdym elemencie jej związku. Pomimo
tego, że udzieliłam jej wyczerpujących informacji, ona najprawdopodobniej mi
nawet nie uwierzyła, że jest ofiarą przemocy. Po prostu czuła potrzebę
opowiedzieć o tym komuś, pozbycia się napięcia, ale wszelkie zdarzenia
traktowała jako składową związku.

Skoro, jak Pani podkreśliła, więzi społeczne zamierają, to zwiększa się rola
państwa. Ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie pomogła instytucjom w
tym nierównym starciu?

Samą ustawę z 2005 roku, w pierwotnej wersji, traktowałabym jako deklarację
władz: zauważamy problem i dajemy sygnał, że trzeba o nim mówić. Natomiast
nowelizację z 2010 roku znacznie trudniej ocenić. Osobiście spotykam się
również z negatywnymi opiniami. Owszem, były bardzo dobre intencje, ale
rozszerzone obowiązki sprawozdawcze, funkcjonowanie interdyscyplinarnych
zespołów bez zabezpieczenia finansowego na ich działanie, brak ściśle
określonych procedur działania zespołów - to bywa mocno krytykowane.

Rozumiem, że sąd także nie jest remedium?
Niech Pan zwróci uwagę, jak to wszystko wygląda. Partnerzy idą do sądu,
sędzia stwierdza, że doszło do przemocy, a potem ci ludzie razem wracają do
domu i w najlepszym razie postanawiają: ty bierzesz jeden pokój, pół kuchni
i pół łazienki, a ja resztę mieszkania. Sam wyrok niewiele zmienia.

A czy nie wydaje się Pani, że stosowanie przemocy w rodzinie stało się
niekiedy formą zarzutu w trakcie spraw sądowych między małżonkami, który ma
skłonić sędziego do opowiedzenia się po danej stronie? I nie zawsze ma to
pokrycie w rzeczywistości?

Odnoszę wrażenie, że jeszcze częściej wykorzystywany jest zarzut
molestowania dzieci. Zarzut stosowania przemocy to oczywiście może być
wyrachowana gra, ale warto pamiętać, że przemoc faktycznie ujawnia się w
chwilach, gdy w końcu ofiara znajduje w sobie odwagę, aby stanąć w swojej
obronie, aby w jakiś sposób się sprzeciwić. Jeśli zdobywa się na to, by
powiedzieć "nie chcę z tobą być", często wraz z tym przychodzi siła na
przyznanie, że "to była przemoc".

A czy nie uważa Pani, że instytucje są nieprzygotowane lub ich pracownicy są
nieprzekonani? Dla przykładu: lekarze wyjątkowo niechętnie zakładają
"Niebieskie Karty".

Nie chciałabym mówić o działalności służb ani źle, ani dobrze. To kwestia
indywidualna. Interweniuje nie jakaś służba, lecz konkretny człowiek. I jest
to problem, gdy taka osoba nie została dobrze przygotowana do podejmowania
działań w kwestiach wymagających szczególnej delikatności. Nie została tego
nauczona na studiach, a szkolenie zawodowe nie zawsze przyniosło oczekiwany
rezultat.

Chcę zaznaczyć, że nie stawiam nikomu zarzutu. Po prostu przemoc w rodzinie
to tak skomplikowany temat, że nie każdy jest w stanie się tym zajmować.
Poza tym wymaga szalenie silnej psychiki. Pracownicy mający styczność z
przemocą żyją tymi sprawami nie tylko w pracy.

Jeśli zaś chodzi o lekarzy, proszę zauważyć, iż przez lata uczeni są o
istotności tajemnicy lekarskiej, czyli obowiązku zachowania w tajemnicy
wszelkich informacji dotyczących pacjenta. Teraz nakłada się na nich
obowiązek zakładania "Niebieskich Kart" i informowania organów ścigania. Na
zmianę przyzwyczajeń potrzeba czasu.
----------
Dr Małgorzata Dziewanowska - kryminolożka, doktor nauk prawnych, adiunkt w
Zakładzie Kryminologii WPiA UW. Specjalizuje się w prawach osób małoletnich,
prawach pacjenta, a także przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Współpracuje
z kilkoma organizacjami pozarządowymi, prowadząc programy z zakresu praw
człowieka, praw kobiet, praw osób małoletnich.

> LeoTar
> Rozmowy z LeoTar'em

>> --
>> Jacek



>> Po co karmisz?

> Usiłuję odcedzić racjonalną część od bzdetów. W końcu to "grupa dyskusyjna"
> :)

Tutaj nie ma bzdetów, rzeczy zbędnych - wszystko ma swoje istotne znaczenie.
Może być tylko podane w nienależytym porzadku przez co "zaciemnia" się obraz
całości. Ale wszystko jest ważne i sięga wielu dziedzin życia i nauki.

LeoTar
Rozmowy z LeoTar'em

> --
> Jacek



>>> Po co karmisz?

>> Usiłuję odcedzić racjonalną część od bzdetów. W końcu to "grupa dyskusyjna"
>> :)

> Gdzie Ty szukasz tej "racjonalnej" części? - jeżeli jest prawdą, co pisze,
> to jest człowiekiem, który wyrządził krzywdę własnej rodzinie przez samo
> to, że ją założył. I teraz po swojemu sobie racjonalizuje swoje pokrzywione
> poglądy utożsamiając wychowanie seksualne ze swoją (niespełnioną oby)
> pedofilią, przez którą ta rodzina się rozpadła, obwiniając o ten rozpad
> kobietę, z którą tę rodzinę założył - że niby to ona skrzywdziła jego i
> jego dzieci przez zakaz seksu... Naprawdę chcesz te paskudztwa odcedzać
> jedne od drugich i babrać się w tym... ?

Na złodzieju czapka gore. XL-ka w natarciu by utrzymać dotychczasowy stan
posiadania kobiety, która dzieki tradycyjnemu brakowi wychowania seksualnego
sprawuje władzę w rodzinie. Wykorzystuje w tym celu seks przez co czuje się
domową prostytutką ale w zamian może robić ze swoim meżusiem co się jej
tylko żywnie podoba. Na przykład oszukiwac go... Albo może ją głowa
rozboleć...Albo może wyciągnąć rękę po coś kosztownego za co mężuś zapłaci.
Gdyby przyznała sie do swoich oszustw to zawaliłby się jej dotychczasowy
domeczek zbudowany na kłamstwie i zakazie.

LeoTar
Rozmowy z LeoTar'em

> --
> XL    "Nie należy mylić prawdy z opinią większości."  Jean Cocteau



>> Na złodzieju czapka gore. XL-ka w natarciu by utrzymać dotychczasowy stan
>> posiadania kobiety, która dzieki tradycyjnemu brakowi wychowania seksualnego
>> sprawuje władzę w rodzinie. Wykorzystuje w tym celu seks przez co czuje się
>> domową prostytutką ale w zamian może robić ze swoim meżusiem co się jej
>> tylko żywnie podoba. Na przykład oszukiwac go... Albo może ją głowa
>> rozboleć...Albo może wyciągnąć rękę po coś kosztownego za co mężuś zapłaci.
>> Gdyby przyznała sie do swoich oszustw to zawaliłby się jej dotychczasowy
>> domeczek zbudowany na kłamstwie i zakazie.

> Czyli jeszcze dochodzi do mojej poprzedniej tezy Twoja seksualna niemoc
> wobec kobiety... bo ewidentnie masz na tym punkcie uraz i chcesz go sobie
> na mnie po chamsku kompensować.
> Sprawy seksu nie dominują DOBREGO związku i tak jest właśnie w moim,
> szczególnie z wiekiem, a jakoś właśnie z wiekiem mamy coraz więcej
> zadowolenia z całokształtu naszego związku. Także otrzymywanie "kosztownego
> czegoś" odbywa się na zupełnie innych zasadach,  o których jak widzę nie
> masz zielonego pojęcia - po prostu nie było Cię stać ani materialnie, ani
> mentalnie na to, aby Jej ofiarować cokolwiek cennego dla WŁASNEJ
> przyjemności, więc sobie to po swojemu "racjonalizujesz", obrażając
> kobiety.
>
> Spadaj, zboku. PLONK

Prawda w oczy kole. Tym bardziej, że wypusciłaś z domu nastepne pokolenie
potencjalnych małżeńskich prostytutek. Ale to Twoja sprawa byleś tylko nie
próbowała oddziaływac na mnie. A cały czas próbujesz to robić przez swoja
niechęć do samodzielnego myślenia.

LeoTar
Rozmowy z LeoTar'em


> --
> XL    "Nie należy mylić prawdy z opinią większości."  Jean Cocteau

 
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego