Child abuse - Ciekawostki polskiego Usenetu z wiosny 1996

Idź do spisu treści

Menu główne:

Child abuse

Rozdział 1

Date: Mon, 22 Apr 1996 01:48:12
From: LEOTAR@gnn.com (TARNAWSKI,WLADYSLAW)
Subject: CHILD ABUSE

W zalaczeniu przesylam tekst, w ktorym przedstawiam mechanizm
uzalezniania dzieci od rodzicow. Jak opacznie rozumiana troska
rodzicielska zamiast wolnosci przynosi dziecku niewole, jak
przeszlosc rodzicow zwiazana z niesitniejacym "poczuciem winy"
przenoszona jest na nastepne pokolenia wskutek biblijnego "grzechu
pierworodnego", za ktory uwazam nieswiadomosc koniecznosci takiego
wychowania seksualnego dzieci aby nie baly sie one wyciagnac
symbolicznie reki po "zycie" swoich stworcow, czyli nas, ich
rodzicow. Aby odwazyly sie pokonac traumatyczny strach pierwotny.

Wladek Tarnawski

MECHANIZM UZALEZNIANIA DZIECKA PRZEZ RODZICA.

Rezultatem niedopelnienia inicjacji seksualnej przez rodzicow jest,
u doroslego juz osobnika brak zaufania i szacunku dla siebie oraz
brak zaufania i szacunku dla partnera zyciowego. Osobnik taki,
cierpiacy na kompleks Edypa, zawsze bedzie dazyl do potwierdzenia
wlasnej wartosci. Jedni wykazuja sie zawodowo, inni artystycznie,
jeszce inni zdobywaja co sie da (jak np. p.Kaminski, zdobywca dwoch
biegunow w jednym roku), jeszcze inni w nadmiernej aktywnosci
seksualnej. Sa rowniez tacy, ktorych celem jest manipulowanie innymi
w taki sposob aby ci tego nie zauwazyli i po wsze czasy pozostawali
niewolnikami osoby mmanipulujacej.

Przyjrzyjmy sie ponownie relacjom w rodzinie: ukladowi ojciec-
- -matka-syn (O-M-S) oraz ukladowi matka-ojciec-corka (M-O-C).
W ukladzie O-M-S postacia centralna jest matka o ktora walcza syn z
ojcem. Czy zdaja sobie sprawe z tego, ze walcza? Zapewne nie.
Ale dlaczego walcza?
Otoz matka obciazona kompleksem nizszosci poszukuje potwierdzenia
wlasnej wartosci. Pierwszym, ktory nie potwierdzil jej wartosci
jest maz. Sam nie inicjowany i obciazony kompleksem probuje rowniez
"wygrzebac sie niezdarnie z kompleksu".
No wiec nie spelnil jej oczekiwan, ze jest wartosciowa kobieta.
Syn jest drugim mezczyzna, ku ktoremu sie zwraca. I czyni to
zupelnie nieswiadomie; zadna matka nie chce bowiem skrzywdzic
dziecka. A w jaki sposob krzywdzi? Poprzez przeciwstawianie sobie
wzajem ojca i syna w walce o nia. Stara sie przypodobac synowi
ponizajac przy okazji ojca. Na karku syna chce byc lepsza od swego
partnera nie baczac przy tym, ze przywiazuje do siebie nadmiernie
syna. Jeszcze raz podkreslam, nie czyni tego swiadomie a tylko jej
podswiadomosc uzywa dowolnych sposobow na wyjscie z kompleksu
nizszosci. Konsekwencje sa jednak tragiczne. Syn nie chce walczyc
z ojcem a jest do tej walki zmuszany przez nieswiadoma matke.
Pojawia sie ukryta przemoc. Matka przerzuca poczucie winy zarowno
na syna jak i ojca. Na syna poniewaz zmusza go do wystapienia
przeciwko ojcu a na ojca, bo poniza go przed synem.  Reakcja
ojca jest zazwyczaj fizyczna przemoc w stosunku do syna. Ojciec
obawia sie zwrocic swoje zale przeciwko matce, poniewaz nie
wierzac we wlasne sily jest ponadto pod presja kobiety lekcewazacej
go seksualnie w sposob niezauwazalny, a tym samym poglebiajacej jego
kompleks i poczucie niskiej wartosci. Kobieta grozi mezczyznie
porzuceniem co z jego malym poczuciem wartosci byloby dlan calkowita
kleska. Przezylem taki szantaz, ale dzieki mojej "sciezce" zyciowej
bylem na ten szantaz juz uodporniony, dlatego moja reakcja bylo
przede wszystkim wsluchiwanie sie w glosy podswiadomosci wszystkich
czlonkow rodziny. A glosy te mowily bardzo wiele. Informacje trzeba
jednak czytac "miedzy wierszami" tak jak prawde z gazet.

Podobnie jest w ukladzi M-O-C. Zakompleksiony ojciec zyjacy z tak
samo zakompleksiona matka, z ktora ponosi same porazki zaczyna sie
zwracac ku corce, nie po to by ja uzywac seksualnie. Podobnie, jak
matka w relacji z synem, probuje w ten sposob ponizyc swoja zone
(przez uznanie, ze corka jest dlan wazniejsza niz zona). W ten
sposob upokarza wiec zone za swe wlasne nieistniejace niepowodzenia
ktorych zrodlem jest jego kompleks. Podbudowujac swoj prestiz w
stosunku do zony (o widzisz jest kobieta, ktora mnie chce) zmusza
corke do walki z matka, ktorej to walki corka unika jak ognia
(podobnie jak syn w ukladzie O-M-S).
Nic bardziej blednego, ze ojciec chce uzywac seksualnie wlasna corke.
On po prostu chce sie "odkuc" na zonie ponizajac ja przed druga
kobieta. Uklad ten ma podobna sile jak uklad matka-syn z ta jednak
roznica, ze mezczyzna nie moze zaszantazowac kobiety porzuceniem
seksualnym.

Ze wzgledu na "pasywnosc psychiczna" seksu kobiety (kobieta nie musi
akceptowac partnera psychicznie i cierpiac na kompleks nizszosci
odbedzie z nim stosunek plciowy) moze ona podswiadomie pogardzac
partnerem oddajac mu sie rownoczesnie fizycznie. Mezczyzna, aczkolwiek
nieswiadomie, odbiera te informacje co poglebia jego kompleks
prowadzac do impotencji (zazwyczaj tylko z ta kobieta; jezeli
kompleks jest zbyt gleboki moze przerodzic sie w fizyczny
homoseksualizm). Mezczyzna koncentruje sie przy tym na stronie
fizycznej aktu co poglebia równocześnie u partnerki niechec do niego
czego konsekwencja jest jej ozieblosc plciowa.
Mezczyzna musi byc "psychicznie aktywny" aby uzyskac wzwod czlonka
i odbyc z kobieta stosunek, musi miec do siebie zaufanie, czyli po
prostu wierzyc we wlasne mozliwosci zaspokojenia partnerki.
Kobieta moze szantazowac mezczyzne prowokujac go do seksu a
rownoczesnie manipulujac podnieconym mezczyzna w celu uzyskania
roznorodnych korzysci, trzymajac w zanadrzu "porzucenie" w
zaistnialej, "podbramkowej" sytuacji co konczy sie frustracja faceta
i samozadowoleniem ("o, znowu mu dolozylam") kobiety.

W ukladzie O-M-S dzialania matki "wzmacniaja" dodatkowo naturalna
daznosc syna do bliskiego kontaktu z kobieta ojca, ktora on (syn)
podswiadomie pragnie posiasc by stac sie rowny Bogu-Ojcu. Brak
"finalu" w postaci inicjacji konczy sie tragicznie dla syna:
staje sie uzalezniony zarowno od ojca jak i matki.
Czuje sie gorszy od ojca (bo nie siegnal po to co dla ojca
najdrozsze w jego zyciu, kobieta ojca). A rownoczesnie pozostaje
uzalezniony od matki, ktora jest dla niego wzorem kobiety (bo jest
to kobieta jego ojca, jego stworzyla, i wzoru do nasladowania).
To uzaleznienie od matki jest dodatkowo wzmocnione podswiadomymi
dzialaniami matki, o ktorych mowilem wyzej.

W ukladzie M-O-C dzialania ojca "wzmacniaja" naturalna daznosc
corki do bliskiego kontaktu z mezczyzna matki, ktorego corka pragnie
podswiadomie posiasc by stac sie rowna Bogu-Matce. Brak "finalu" w
postaci inicjacji konczy sie "poczuciem winy" w stosunku do matki
("bo pozadalam cos co nalezy do matki, cos zakazanego") a rownoczesnie
czuje sie od matki gorsza, poniewaz nie siegnela po to, co dla matki
najwazniejsze, czyli po mezczyzne matki. Ojciec pozostaje nadal
nieosiagalnym wzorem do nasladowania a matka postacia ponizajaca.

Dlaczego wiec, mimo pozornej symetrii twierdzi sie powszechnie
(przynajmniej w Polsce), ze dzieci wola matki, sa do nich bardziej
przywiazane, etc. etc.?
Wyjasnienie jest bardzo proste. Wynika ono wlasnie z "pasywnosci"
seksu kobiety i koniecznej "aktywnosci psychicznej" seksu mezczyzny.
Jezeli mezczyzna zaczyna sie "zblizac" do zrozumienia i ujawnienia
sposobu w jaki jest ponizany konczy sie to gwaltowna furia kobiety,
ktora konczy sie zazwyczaj wyrzuceniem  delikwenta, jeszcze
niezupelnie rozumiejacego co sie stalo, z domu.
Gdyby przesledzic raporty policyjne i prowadzone w wielu przypadkach
sprawy prokuratorskie to okaza sie ono sprowokowane zawsze (!!!!!!!)
przez kobiete. Kobieta potrafi stac sie meczennica aby za wszelka
cene nie dopuscic do ujawnienia "nieswiadomego klamstwa" zwiazanego
z ponizaniem seksualnym mezczyzny. Zazwyczaj sama rowniez byla
ponizana jako rezultat jej dzialalnosci, ktora nazywam malzenska
prostytucja.

Jeszcze raz podkreslam, dzialania o ktorych pisze nie sa sprowokowane
przez swiadomosc, lecz przez podswiadomosc.
Jest to podswiadoma obrona kobiety przed ponownym porzuceniem,
ktorego doznala w dziecinstwie od swoich rodzicow, ktorzy nie
dopuscili do jej inicjacji tak jak nie dopuszczaja do inicjacji
chlopcow. Jest to powielanie bledu pierwszych ssakow; byc moze, ze
ten blad jest propagowany od jeszcze wczesniejszych form zywych.
Dzialanie kobiety, jezeli nawet uswiadomi je sobie, wymagaloby od
niej przyznania sie do bledu. Przed ujawnieniem tego bledu
wstrzymuje ja jednak strach, strach przed ponownym porzuceniem, tym
razem przez dzieci i meza, ktorym tak straszliwie potrafila dokuczyc
swoja nieswiadomie popelnianymi bledami. Bedzie klamac az do konca,
chyba, ze mezczyzna okaze sie silniejszy psychicznie i pokaze jej
czym sie zakonczy jej upartosc. Trzeba jej pokazac jak bardzo
uzaleznila od siebie dzieci. Dla mezczyzny, ktory nie byl inicjowany
jest to rownoznaczne z pokonaniem leku przed psychiczna smiercia
(podswiadome, wbudowane przez kobiete:"strace ja jezeli bede sie jej
sprzeciwial"), pokonanie strachu rownego konsekwencjom "porzucenia"
go przez jego rodzicow. Jezeli mezczyzna pokona ten strach to beda
to jego "ponowne narodziny" i zwyciestwo zycia nad smiercia.
Wielu jednak konczy zawalem serca.

Strach przed porzuceniem "zmusza" kobiete do kontynuowania bledu
pierworodnego, bledu zakazu inicjacji, bledu, ktory uosabia grzech
pierworodny.
Pokonanie tego strachu jest rowne ponownym narodzinom. Mysle, ze
ponowna szansa inicjacji jest dla kobiety naturalny porod dziecka
(bez anestezji i znieczulen), podczas ktorego gotowosc oddania
zycia za nowe zycie jest silniejsza od strachu przed smiercia.
Przypuszczam, ze taka kobiete mezczyzna inicjowany (swiadomy) bylby
w stanie poskromic jej niszczycielskie moce. Bo kobieta nie chce
niszczyc co mozna zaobserwowac u wszystkich kobiet-matek.
Wlasciwie nieswiadomie prowokuje mezczyzne do tego, zeby nad nia
zapanowal. Ale wskutek meskiej nieswiadomosci celu zycia (brak
inicjacji i kompleks Edypa, strach przed porzuceniem) kobieta
(rowniez nieswiadoma, dlaczego to robi) zaczyna coraz bardziej i
bardziej nacierac na mezczyzne aby go sprowokowac do poskromienia
jej. Facet ulega jednak manipulacji i poddaje sie lub ucieka;
chyba ze jest na tyle "twardy", ze jest gotow oddac wlasne zycie za
zycie i bezpieczenstwo dzieci. Niewielu jest jednak panow, ktorzy
przedloza bezpieczenstwo emocjonalne, wolnosc i przyszlosc dziecka
nad wlasna, czasem watpliwa wygode. Nie jest to jednak zarzut w
stosunku do nich. Jest to stwierdzenie konsekwencji braku inicjacji
przez co pozostali strachliwymi chlopczykami.

A wojsko, moze ktos zapytac? Wojsko wcale nie leczy ich ze strachu
przed kobieta. Moze przestaja sie bac smierci, ale nie bac sie
smierci i pozostac nieswiadomym tego co mam zapewnic memu synowi
(inicjacje) wcale nie zmienia pozycji mezczyzny w konfrontacji z
kobieta. Uwazam, ze wojsko pogarsza wrecz sytuacje mezczyzny uczac
go poszanowania dla juz istniejacej hierarchii (poprzez podleglosci
sluzbowe, rozkazy, podporzadkowanie i bezwolnosc) i tradycji ojcow.
Dlatego jestem przeciwnikiem sluzby wojskowej bo jest ona dla mlodych
ludzi strata czasu.

To co napisalem o zachowaniach kobiety napisalem na podstawie
wlasnych przezyc i nikt nie jest w stanie zmienic mojego zdania na
ten temat. Nawet gdyby postawiono mnie przed tlumem psychiatrow i
psychologow zaden z nich nie bedzie w stanie odeprzec moich
argumentow. Jestem natomiast w stanie udowodnic manipulacje
psychiatrom i psychologom kobietom. Kobiety potrafia manipulowac
psychiatrami mezczyznami aby ukryc "prawde" o swoich kobiecych
machinacjach. I mysle, ze te panie robia to swiadomie poniewaz
uwazaja, ze "mezczyzni nigdy nie dorosna" do zrozumienia o co biega.
Mysle, ze jest to niczym nie uzasadniona cenzura i ponizanie drugiej,
brzydszej polowy gatunku homo sapiens sapiens. Jest to konsekwentny
brak zaufania do mezczyzn. Naduzywajac niedoskonalego prawa,
poslugujac sie "lipnymi"  naukowymi (np. z genetyki) naukowymi, oraz
szantazem publicznym kobiety brna dalej w to nie zawinione klamstwo.
Cena za psychiczna wladze nad mezczyznami jest ich fizyczne i
spoleczne ponizania przez mezczyzn.

Rozumiem, ze ktos kto raz posiadl wladze, nawet nieswiadomie, bedzie
o te wladze walczyl. Bo kazda wladza deprawuje sie i deprawuje
innych. Ale mamy do wyboru: albo rezygnacje kobiet z wladzy, wolnosc
i pokoj albo tez dalsza eskalacje przemocy i kontynuacje matriarchatu.
Bo nadal zyjemy w matriarchacie a patriarchat byl zawsze fikcja.
Tak jak wielki wrzask feministek jest tylko proba ukrycia prawdy o
kobiecej manipulacji. Dla mnie byl prowokacja do wzmozonej walki,
walki w obronie praw dziecka. Najpierw jednak musialem pojac
i rozpracowac mechanizm przemocy, mechanizm uzalezniania dzieci przez
rodzicow. Musialem rowniez odnalezc pierwotna przyczyne obecnego
stanu rzeczy. Przyczyna okazal sie brak inicjacji na co wskazala mi
moja corka wyrazajac swa wole. Ten sygnal otrzymalem dzieki zaufaniu
jakie wybudowalem miedzy mna a dziecmi zupelnie nieprzypadkowo.
Zostalem do tego zmuszony konkretna sytuacja zyciowa.
Zaufania tego nie mogla "strawic" moja zona, matka dzieci. Zanim
jeszcze powiedzialem jej na temat inicjacji, ze strachu przed
porzuceniem jej przez dzieci (poniewaz ona dzieciom nie ufala i
musiala kontrolowac, a wiec manipulowac, ich zachowaniami) co bylo
zwyczajna jej fobia, konsekwencja jej przezyc z dziecinstwa,
zablokowala wszelka komunikacje miedzy mna i dziecmi.
Jedynym dzialaniem, ktore moze "odblokowac" taki klincz jest wywolanie
strachu, ktory pokona u odradzanego osobnika "strach przed
porzuceniem". Niestety prawo polskie (i nie tylko) nie dopuszczaja
takich metod. Metody takie sa niedopuszczalne dla ludzi, ktorzy juz
dzieci nie maja (dzieci odeszly z domu). Nie ma natomiast zadnego
ryzyka w stosowaniu ich do ludzi, ktorzy "wychowuja" jeszcze dzieci.
Ludzie ci zawsze przezyja szok posttraumatyczny poniewaz ich
podswiadomosc nakazuje do konca walke o zycie i bezpieczenstwo dzieci.
Mam tutaj na mysli ryzyko smierci fizycznej podczas "ponownych
narodzin".

Jezeli czegos nie dopisalem, to pewnie wyjdzie to w innych elementach
"skladanki", ktora rozpoczalem odpowiedzia na "wywiad z Wojtkiem
Eichelbergerem".

Wladek Tarnawski
(Jan Pawel Gnostyk).

Nowy Jork, 21 kwietnia 1996.

 
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego