Manipulacja - Ciekawostki polskiego Usenetu z wiosny 1996

Idź do spisu treści

Menu główne:

Manipulacja

Rozdział 3

Date:         Wed, 24 Apr 96 20:16:50 CET
From: Pawel Wieckowski <WIECKOWS%PLEARN.BITNET@plearn.edu.pl>
Subject:      manipulacja

Pawel Wieckowski w sprawie manipulacji i inicjacji

Witam,

Ostatnio strasznie duzo listow krazy w gupach zen i guru. Sprobuje krotko.
Widze 3 problemy:
1. ze ludzie soba  manipuluja, zamiast wspoldzialac, traktowac sie partnersko
2. skad to sie wzielo (jedna z odpowiedzi: bo rodzice nie inicjuja dzieci)
3. jak to zmienic (jedna z odpowiedzie: niech zaczna inicjowac)
Co do 2 i 3 jak juz zauwazylem nie jestem przekonany. Inicjacja przez rodzicow
na pewno nie jest konieczna, bo sa ludzie ktorzy jej nie przezyli i sa calkiem
przyzwoici. Inicjacja nie jest tez wystarczajca, bo jesli rodzice niszcza dziecko
na rozne sposoby przez cale zycie, a na koniec nagle je zainicjuja, to nie
wierze, aby to pomoglo. Poza tym, jesli inicjacja ma miec miejsce tylko wtedy,
gdy dziecko tego samo pragnie, to co zrobic z pozostalymi dziecmi (ktorych moze
byc wiekszosc), ktore tego wcale nie chca?

Natomiast pierwszy problem jest naprawde wazny. Co powiedziec o kobiecie, ktora
obwieszcza swojemu chlopakowi, ze jest w ciazy, on sie z nia zeni, a potem sie
okazuje, ze ona tylko tak powiedziala i w ciazy wcale nie byla? To nie jest
insynuacja. Po prostu znam taki przypadek. Malzenstwo rozpadlo sie po dwu latach.
Albo inny prezyklad, tym razem moj osobisty. Zdazylo mi sie przezyc kiedys burzliwy
miesiac zycia erotycznego z pewna dziewczyna. Po miesiacu padlo pytanie -
No to kiedy sie ze mna ozenisz? Poniewaz mialem liczne watpliwosci, czy w ogole
takie malzenstwo wydaje mi sie sensowne, zycie erotyczne ustalo natychmiast.
Za to przez pewien czas slyszalem: Jak sie zdecydujesz na slub (i to na zawsze,
bo ja nigdy nie zgodze sie na rozwod), to znow zaczniemy ze soba sypiac. Nie
zdecydowalem sie. Dziewczyna po kilku latach poszukiwan znalazla kandydata na
meza. Teraz ona jezdzi po swiecie, a on cierpliwie czeka na nia w domu. Ona jest
zadowlona. Dlaczego obrala taka metode? Potwornie bala sie samotnosci. Posia-
danie kogos niemal na wlasnosc, kogos, kto nigdy jej nie opusci, bylo jej glownym
celem. I to, jak sadze, jest glowny problem. Ludzie nie moga sobie poradzic
z zyciem, ze swoimi emocjami, se strachem. Nie umieja nawiazac glebokich zwiazk-
ow i dojsc do ladu z soba. W panice zaczynaja manipulowac, trakotwac innych jak
przedmioty, ktorymi chca zaspokoic swoje (egosityczne) potrzeby.

Pytanie, jak do tego dochodzi i jak to zmienic, wydaje mi sie jednym z wazniejs-
zych jesli chodzi o ludzkie relacje. Jedna z odpowiedzi, ktora laczy buddyzm i
chrzescijanstwo jest taka: Kochaj blizniego JAKO jako siebie samego. Tak jak u
Norwida "przeszlosc to dzis tylko cokolwiek dalej" tutaj mamy "drugi czlowiek
to ty tylko cokolwiek dalej". Ciekawe, czy to mozliwe.

Czy ktos w obu grupach    mogly powiedziec cos bardziej konkretnego (nie od razu
na najwyzszym poziomie filozoficzno-religijnej abstrakcji) na temat swojego
doswiadczenia z manipulacja, jak korzeniami, jej interpretacja i jej leczniem?
Bardzo jestem ciekaw, jak widzicie zasieg tego zjawiska.

Pozdrawiam - Pawel Wieckowski



Date: Thu, 25 Apr 1996 07:19:10
From: leotar@gnn.com (Tarnawski, Wladyslaw)
Subject: Re: manipulacja
>
Date:         Wed, 24 Apr 96 20:16:50 CET
>
From: Pawel Wieckowski <WIECKOWS%PLEARN.BITNET@plearn.edu.pl>
>
To: guru <guru@PLEARN.BITNET>, zen <zen@uci.agh.edu.pl>

>
Pawel Wieckowski w sprawie manipulacji i inicjacji
>
>
Witam,
>
>
Ostatnio strasznie duzo listow krazy w gupach zan i guru. Sprobuje krotko.
>
Widze 3 problemy:
>
1. ze ludzie soba  manipuluja, zamiast wspoldzialac, traktowac się partnersko
>
2. skad to sie wzielo (jedna z odpowiedzi: bo rodzice nie inicjuja dzieci)
>
3. jak to zmienic (jedna z odpowiedzie: niech zaczna inicjowac)
>
Co do 2 i 3 jak juz zauwazylem nie jestem przekonany. Inicjacja przez rodzicow
>
na pewno nie jest konieczna, bo sa ludzie ktorzy jej nie przezyli i SA calkiem
>
przyzwoici. Inicjacja nie jest tez wystarczajca, bo jesli rodzice niszcza dziecko
>
na rozne sposoby przez cale zycie, a na koniec nagle je zainicjuja, to nie
>
wierze, aby to pomoglo. Poza tym, jesli inicjacja ma miec miejsce tylko wtedy,
>
gdy dziecko tego samo pragnie, to co zrobic z pozostalymi dziecmi (ktorych
> może byc wiekszosc), ktore tego wcale nie chca?

Byc moze przeoczyles niektore moje listy i odpowiedzi, ktorych
bylo w ostatnim tygodniu bardzo duzo wiec moze przypomne.
Inicjacja jest tylko zwienczeniem procesu wychowawczego, ktorego
celem jest zachowanie pierwotnej "czystosci" dziecka przez
nie oszukiwanie go w czasie tych kilkunastu lat jego wzrostu.
Dziecko z "bialej, czystej i pustej karty" w zakresie zachowan
spolecznych zamienia sie pod wplywem rodzicow w uczestnika
spolecznosci.
Rodzice nadaja tej "pustej karcie" ksztalt, kreuja jej zawartosc.
I jakiekolwiek ograniczenia w dostepie do wiedzy o zyciu
rodzicow sa w stosunku do dziecka oszustwem, rodzice je oklamuja
kierujac sie wstydem wynikajacym z tradycyjnych nakazow i zakazow.
Nie zastanawiaja sie przy tym nad konsekwencjami tych ograniczen w
sferze psychiki dziecka - bedac pierwszymi i jedynymi wzorcami
swojego potomka ksztaltuja psychike dziecko niczym figurke z
niezwykle plastycznej gliny.
Czyz nie dlatego wlasnie jedna z wersji stworzenia czlowieka mowi
o tym, ze Bog ulepil go z gliny. Dziecko mozna uksztaltowac
dowolnie, mozna je uczynic "geniuszem" lub "niepelnosprawnym".
Uzylem cudzyslowow zeby podkreslic wzglednosc tych pojec.
"Geniusz" np. artysta czy naukowiec jest zazwyczaj
"niepelnosprawnym" emocjonlnie i na odwrot, "geniusz" uczuc jest
zazwyczaj osobnikiem "niepelnosprawnym" umyslowo lub fizycznie.
Samodoskonalenie, wirtuozeria jest rezultatem dazenia do pokonania
wewnetrznego, podswiadomego przeciwnika, ktorego nieswiadomie
wbudowali go nam rodzice, a ktorego nazwe po prostu zakazem.

Jezeli chodzi o druga czesc Twojej watpliwosci, jak traktowac
dzieci jezeli jest ich wiecej, jak wyrozniac czy nie wyrozniac.
Otoz kazda emocjonalna kombinacje matka-ojciec-dziecko trzeba
traktowac indywidualnie, kazde dziecko jest wyjatkowe i jedyne.
I niczego wiecej ono nie oczekuje jak tylko byc jedynym, i
wyjatkowym dla swoich rodzicow. I wcale nie bedzie mialo pretensji
do rodzicow jezeli jego rodzenstwo bedzie traktowane identycznie.
Walka miedzy rodzenstwem wynika nie z "naturalnych" potrzeb, z  
koniecznosci uczenia sie jak przetrwac, ale z niezaspokojenia przez
rodzicow tej podstawowej potrzeby dziecka jaka jest jego unikalnosc
i wyjatkowosc. Kazdy z nas jest dla siebie samego czyms
najwazniejszym i wcale nie wynika to z egoizmu lecz z poczucia
wlasnej wartosci jako Czlowieka.
Egoizm jest skutkiem "kalectwa" emocjonalnego, a jego zrodlem sa
rodzice, ktorzy nieswiadomie dziecko ponizali nie traktujac je
jako JEDYNE miedzy innymi przez dostarczanie niepelnej prawdy o
swoim zyciu, w tym rowniez o zyciu seksualnym.
Ograniczanie dziecku dostepu do wiedzy o zyciu seksualnym, sferze
znaszej aktywnosci odpowiedzialnej za trwanie gatunku jest pierwsza
i najwazniejsza forma ponizania dziecka przez jego Stworce, czyli
rodzica. I ten wlasnie model wychowawczy produkuje "neurotykow",
"zboczencow", homoseksualistow",etc. etc.  Uzylem cudzyslowow
aby ponownie podkreslic wzglednosc tych pojec.
Dziecko z zespolem Down'a jest traktowane w buddyzmie jako wyzsze
wcielenie bostwa, czyli Czlowieka. Jest blizsze Prawdy anizeli
"standardowy", "normalny" czlowiek.
Dodam, ze kazdy "niepelnosprawny" umyslowo lub fizycznie jest
normalniejszy emocjonalnie od tego, ktoremu nic nie dolega.
"Idiota", "kretyn", "autystyk" to okreslenia nadane przez
"normalnych" tym, ktorzy czuja wiecej, widza i slysza wiecej i
ich "kalectwo" jest ucieczka od tego "normalnego" swiata pelnego
przemocy, braku zaufania i szacunku czlowieka dla czlowieka.
Chyba wielu zna Stephena Hawkinga zajmujacego "stolek" po Izaaku
Newtonie. Polecam przeczytac jego biografie, w ktorej widac
rygoryzm wychowania w domu rodzinnym i rezultaty w postaci
"odlaczenia sie" (prawie zupelnego) mozgu od otoczenia.
Nie mozna mowic o skutkach dzialan ograniczajacych w procesie
"wychowawczym" jezeli nie pojmie sie neurofizjologii mozgu, dopoki
nie zrozumie sie na jakim poziomie mozg podejmuje decyzje o
podtrzymaniu zycia biologicznego lub zadaniu sobie smierci.
Ktorys z "wielkich" myslicieli Starozytnosci powiedzial, ze my,
ludzie przez cale zycie popelniamy powolnie i nieswiadomie  
samobojstwo.


>
Natomiast pierwszy problem jest naprawde wazny. Co powiedziec o
> kobiecie, która obwieszcza swojemu chlopakowi, ze jest w ciazy, on
> sie z nia zeni, a potem się okazuje, ze ona tylko tak powiedziala i w
> ciazy wcale nie byla? To nie  jest insynuacja. Po prostu znam taki
> przypadek. Malzenstwo rozpadlo sie po dwu  latach.
>
Albo inny przyklad, tym razem moj osobisty. Zdazylo mi sie przezyc kiedys
> burzliwy miesiac zycia erotycznego z pewna dziewczyna. Po miesiacu
> padlo pytanie - No to kiedy sie ze mna ozenisz? Poniewaz mialem liczne
> watpliwosci, czy w ogole  takie malzenstwo wydaje mi sie sensowne,
> zycie erotycczne ustalo natychmiast.
>
Za to przez pewien czas slyszalem: Jak sie zdecydujesz na slub (i to na
> zawsze, bo ja nigdy nie zgodze sie na rozwod), to znow zaczniemy ze soba
> sypiac. Nie z decydowalem sie. Dziewczyna po kilku latach poszukiwan
> znalazla kandydata  na meza. Teraz ona jezdzi po swiecie, a on cierpliwie
> czeka na nia w domu. Ona jest zadowlona. Dlaczego obrala taka metode?
> Potwornie bala sie samotnoscie.
> Posiadanie kogos niemal na wlasnosc, kogos, kto nigdy jej nie opusci,
> bylo jej glownym celem. I to, jak sadze, jest glowny problem. Ludzie nie
> moga sobie poradzic z zyciem, ze swoimi emocjami, se strachem.
> Nie umieja nawiazac glebokich  zwiazkow i dojsc do ladu z soba.
> W panice zaczynaja manipulowac, trakotwac innych jak
> przedmioty,ktorymi chca zaspokoic swoje (egosityczne)potrzeby.
>
> Pytanie, jak do tego dochodzi i jak to zmienic, wydaje mi sie jednym z
> wazniejszych jesli chodzi o ludzkie relacje. Jedna z odpowiedzi, ktora laczy
> buddyzm i chrzescijanstwo jest taka: Kochaj blizniego JAKO jako siebie
> samego. Tak jak u Norwida "przeszlosc to dzis tylko cokolwiek dalej" tutaj
> mamy "drugi  czlowiek to ty tylko cokolwiek dalej". Ciekawe, czy to mozliwe.
>
>
Czy ktos w obu grupach   mogly powiedziec cos bardziej konkretnego (nie
> od razu na najwyzszym poziomie filozoficzno-religijnej abstrakcji) na temat
> swojego doswiadczenia z manipulacja, jak korzeniami, jej interpretacja i jej
> leczniem?
>
Bardzo jestem ciekaw, jak widzicie zasieg tego zjawiska.
>
>
Pozdrawiam - Pawel Wieckowski

Pierwszy problem jest skutkiem braku inicjacji, czyli tego o co
pytasz w 2) i 3).
Ja rowniez mialem podobne doswiadczenia i w jednym z przypadkow,
gdybym nie byl juz swiadom przyczyny to pewnie byloby z kobieta
niedobrze. Bylo to jedno z doswiadczen, po ktorym nikt nie jest
mnie w stanie przekonac, ze kobieta nie czyni krzywdy mezczyznie.
Czyni ja, i aczkolwiek niweswiadomie, to jednak wlasnie kobieta
jest rownoczesnie glowna ostoja "zla". Zdobywszy raz Wladze nad
mezczyzna nie chce z niej zrezygnowac, jest sama niewolnica wladzy.
Nie jest to oskarzenie poniewaz rozumiem mechanizm uzyskiwania tej
wladzy, za ktora kobieta placila cene ponizania samej siebie, ale
tez odplaca ponizaniem mezczyzny prowadzacym do impotencji,
homoseksualizmu, prowokuje wojny i inne formy zaglady.
AIDS, Alzheimer sa rowniez niczym innym jak "zablokowaniem" kanalow
informacyjnych w systemie odpornosciowym. Ponizanie, przemoc,
podswiadomy brak wiary we wlasne sily i "ucieczka od wolnosci"
sa przyczyna wszelkich dolegliwosci Czlowieka.

Pozdrawiam
Wladek Tarnawski

 
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego