Wladek Tarnawski - Ciekawostki polskiego Usenetu z wiosny 1996

Idź do spisu treści

Menu główne:

Wladek Tarnawski

Rozdział 4

Date:         Mon, 29 Apr 96 14:32:54 CET
From: Pawel Wieckowski <WIECKOWS%PLEARN.BITNET@plearn.edu.pl>
Subject:      Wladek Tarnawski

Pawel Wieckowski  z listy GURU@plearn.bitnet o pogladach Wladka Tarnawskiegoa

NIE MOZNA WYKLUCZYC, ZE PISZESZ SWOJE LISTY PO TO, BY
prowokowac ludzi (to by wyjasnialo, dlaczego nie dyskutujesz, a
glownie oburzasz sie na krytyke i przesylasz tony korespondencji
miedzy roznymi grupami dyskusyjnymi). Byc moze chodzi Ci po
prostu o zrobienie zamieszania. Niebezpiecznie przypomina mi to
powiesc Dostojewskiego "Biesy". Nie tylko Freuda z jego
Erosem i Tanatosem, ale juz i Platon z dwoma konmi duszy ludzkiej
- - rozumnym i szalony - nie wspominajac o Szatanie w
chrzescijanstwie, wiedzieli o tym, ile zla spi w czlowieku.
Dobierac sie do niego mozna tylko pod kierunkiem doswiadczonego
przewodnika, inaczej rozkielznane moce opanowuja czlowieka i
prowadza do katastrofu (wlasnie gdy pisze ten list radio podaje
wiadomosc o szalencu w Australii, ktory ostrzelal turystow z
karabinu). Nigdy nie pozwole, aby lista GURU stala sie miejscem
amatorskiego rozgrzebywania pokladow zla w czlowieku. Do tego
sluza osrodki psychoterapii, w ktorych robi sie to
profesjonalnie i w okreslonym celu - by zlo pokonac.

Na wszelki jednak wypadek przedstawie, co sadze o Twoich
pogladach zakladajac, ze piszesz w dobrej wierze.

Glowny problem Twoich listow to brak poczucia wartosci i
wynikajace stad sklonnosci do manipulacji jako metoda radzenia
sobie z zyciem. To rzeczywiscie jest problem. Ale nijak nie wiaze
sie moim zdaniem z inicjacja przez rodzicow. Sam przyznajesz, ze
inicjacja powinna byc tylko zakonczeniem procesu wychowania
dzieci. O ile wiem, wiekszosc ludzi cierpi na brak poczucia
wartosci dlatego, ze zostali zle wychowani. Jesli proces
wychowania przebiegnie wlasciwie, bedzie to wystarczajace i zadna
dodatkowa inicjacja nie bedzie konieczna.

Poczucie wartosci nabiera sie przede wszystkim przez kontakt z
rodzicem tej samej plci, a wiec inicjacja nie ma tu nic do
rzeczy.

Argumentacja, ze chlopak poczuje sie rowny ojcu, gdy przespi sie
z jego kobieta, pachnie jakims kompleksem. Przypomina mi to
historie, ktora opowiadal Marek Licinski, terapeuta
specjalizujacy sie w pracy z trudnymi przypadkami, np. ciezka
psychopatia itp.  (Chodzilem na jego wyklady, glownie dla
studentow resjocjalizacji, ktore z piec lat temu prowadzil w
Osrodku Terapii Srodowiskowej Saska Kepa. Potem osrodek niestety
upadl.) Otoz kiedys dwunastoletnia ciezko zaburzona pacjentka
(m.in.  chorobliwa otylosc, ciezkie znieksztalcenia twarzy)
uparla sie, ze chce isc do lozka z terapeuta. Caly osrodek dlugo
nie wiedzial, co z tym zrobic. W koncu postanowili
zaeksperymentowac.  Dziewczyna natychmiast gdy znalazla sie w
lozku z terapeuta smacznie zasnela. Wniosek: czesto osoby, ktore
mialy zaburzony kontakt emocjonalny i dotykowy z rodzicami, zyja
w zludzeniu, ze chodzi im o seks. Jest to prawda potwierdzona
przez ludzi pracujacych z nastolatkami - w tym wieku najczesciej
myli sie seks z miloscia. Otoz mam powazne podejrzenia, ze Twoja
koncepcja mogla sie zrodzic z podobnego nieporozumienia. Gdybys
zamiast "inicjacja erotyczna" pisal "milosc i szacunek" wszystko
byloby bardziej strawne.

Tez czytalem "Toksycznych rodzicow" Susan Forward (Wyd. Santorski
i  Co. Warszawa) oraz bardzo podobne "Mury milczenia" Alice
Miller. To wspaniale ksiazki, ale nie uwazam, by mozna bylo na
nich oprzec obrone inicjacji. Mowi ona o tym, ze dzieci nie mozna
bic, nie mozna byc niesprawiedliwym, nie wolno ponizac, ani
naduzywac erotycznie itd.  Nalezy kochac i szanowac. I ze to
wystarczy, by wyrosly na porzadnych ludzi.

Poglad, ze rodzice powinni zapewnic dziecku pelna wolnosc
wyklucza sie z pogladem, ze dziecko jest glina, z ktorej mozna
zrobic wszystko. Gline trzeba uksztaltowac wedlug czyjejs woli, a
wolnosc zaklada, ze jej podmiot (czyli dziecko) sam wie, co jest
dla niego dobre  (czyli ze jego natura jest wrodzona i trzeba
tylko, by sie ujawnila).

Pragnienie, by rodzice dzielili z dzieckiem wszystkie swoje
tajemnice, kojarzy mi sie z pragnieniem dziecka, by nie przecinac
pepowiny. Moment urodzenia to moment, gdy rozpoczyna sie
oddzielanie dziecka i rodzica. Stopniowo dziecko uczy sie, ze
rodzice maja wlasne zycie, a ono musi sobie radzic samo. Jest to
bolesne, ale konieczne. Ostateczny bunt w okresie dojrzewania
konczy ten proces. Pragnienie, by dzieci rozpoczynaly zycie
erotyczne z rodzicami, wydaje mi sie raczej motywowane checia
powrotu do lona niz checia uniezaleznienia sie.

Skoro dzieci obojga plci maja miec problemy z wartoscia, to
dlaczego to kobiety sa glownymi manipulantkami? Bo preferuja seks
pasywny i dlatego tylko one sa zdolne do "malzenskiej
prostytucji"? To jakas pomylka. Mezczyzna moze z powodzeniem spac
z kobieta, ktora gardzi i traktowac stosunek jako jej ponizenie
(przyklad: gwlaciciele).  Ponadto badania amerykanskie wykryly,
ze wielu mezczyzn wyobraza sobie w trakcie, ze spi z kims
zupelnie innym niz faktycznie. (Swoja droga Amerykanie to
niesamowity narod - odpowiadac na takie ankiety...)

Kontakt z rodzicem nie tylko nie uleczy z poczucia winy, ale je
dopiero uruchomi - juz pisalem (na tamten list nie
odpowiedziales), ze w ten sposob dziecko rozbija malzenstwo
rodzicow (sam wiesz najlepiej, jak to sie skonczylo, gdy zamiast
z zona, zaczales tworzyc podstawowa wiez z dziecmi). Dzieciom na
niczym tak nie zalezy, jak na tym, aby rodzice sie kochali. Bardzo
czesto wybieraja ich szczescie i poswiecaja wlasne (np. kiedy
choroba dziecka jednoczy rodzine, dziecko zaczyna chorowac itp.).

Najbardziej mnie draznia Twoje deklaracje, ze stworzyles swoje
poglady pod wplywem swojego doswiadczenia i nikt nie ma prawa ich
krytykowac. Mam wrazenie, ze doznales wielu urazow i stworzyles
swiatopoglad oparty wylacznie na tych doznaniach.
Przeanalizowales sytuacje w swojej rodzinie, ale, jak
przyznajesz, "czytales miedzy wierszami", tzn. widziales to, co
chciales widziec (sam przeciez wiesz, ze umysl posiada
nieograniczone mozliwosci fundowania sobie zludzen. Dlatego
zarowno psychoanalize jak i medytacje zen nalezy uprawiac pod
okiem kogos doswiadczonego. Inaczej zejscie na manowce jest
niemal pewne.) Potem zaczales czytac ksiazki i tez wybierales to,
co Ci pasowalo, a pomijales reszte. Zaden rozsadny czlowiek nie
opiera sie tylko na swoim doswiadczeniu, i nie lekcewazy
doswiadczenia innych. Znow powolam sie na ksiazke po wielekroc
przeze mnie cytowana (tym razem z namiarami):
- - R. Skynner, J. Cleese: Zyc w rodzinie i przetrwac. Wyd.
Santorski and Co.  Warszawa 1992 (Families and How to Survive
Them. London  1983) oraz czesc druga:
- - "Zyc w tym swiecie i przetrwac" Warszawa 1994 (Life and How to
Survive It, London 1993). Bycie otwartym na swiat jest w niej
podniesione do rangi najwazniejszej umiejetnosci, ktora ma
wyksztalcic psychoterapia.  Jesli czlowiek wychowal sie w
rodzinie dysfunkcjonalnej, moze sobie to skompensowac
przygladajac sie innym rodzinom. Mial ojca lobuza, to moze
nauczyciel albo trener w klubie sportowym spelni wobec niego role
ojca itd. Natomiast Ty zasklepiles sie w doswiadczeniach, jakie
wyniosles ze swoje rodziny, i zamiast korzystac z tego, ze ludzie
przez internet chca Ci pomoc i uswiadomic pewne rzeczy, upierasz
sie przy swoich pogladach.  Jestes PEWIEN, ze wszystkie kobiety
manipuluja, ze tylko seks z rodzicami nadaje sens zyciu itd.

Najgorsze sa emocje, ktore za soba ciagniesz. Czasem zastanawiam
sie, czy to, co robisz, to nie jest zemsta na swiecie za Twoje
nieudane zycie. Chcesz wszystkim do reszty obrzydzic normalne
zwiazki z ludzmi itp. Wibracje, jakie niosa Twoje listy, sa w
najwyzszym stopniu toksyczne.

Jedna z technik terapii polega na ustawieniu dwu krzesel jedno za
drugim (jak w tramwaju). Najpierw sadza sie klienta na pierwszym
i ow mowi: "Zycie nie ma sensu, najlepiej sie zabic" lub cos w
tym rodzaju. Potem przesadza sie go to drugie i wtedy wykrzykuje:
"Bardzo chce zyc, bo zycie jest wspaniale, chce, aby ktos mnie
kochal, szukam przyjaciol - tylko ten z przodu nie daje mi dojsc
do glosu". (W ten sposob konczy sie tez nieco grafomanska powiesc
"Zen i sztuka oporzadzania motocykla"). Oczywiscie, to nie idzie
tak latwo, czasami trwa to dosc dlugo, czesto w ogole sie nie
udaje. Jestem przekonany, ze u Ciebie na drugim krzesle siedzi
ktos znacznie fajniejszy niz ta gadula, Twoje swiadome ego.
Czasem mam nadzieje, ze po to wlasnie pisujesz na listy w
internecie, aby dac mu szanse. Bo bardzo byc chcial, aby ktos Cie
uwolnil o Twoich pogladow i podswiadomie oczekujesz, ze bedzie to
ktos z nas. Ale byc moze facet na pierwszym krzesle okaze sie
silniejszy. A wtedy Twoja akcja doprowadzi co najwyzej do tego,
ze obrzydzisz ludziom problemy terapii i zawrocisz w glowie kilku
slabym ludziom (tak jak w "Biesach") i moze nawet kogos z nich
namowisz.

W kazdym razie zycze powodzenia facetowi z drugiego krzesla i
uprzedzam, ze tego z przodu nie bede tolerowal w liscie GURU w
NIESKONCZONOSC. MAM WRAZENIE, ZE TEN Z TYLU JUZ SIE
CO PEWIEN CZAS ODZYWA.

Pawel Wieckowski                                  28.05.1996 r.


 
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego