Wywiad z Wojtkiem Eichelbergerem - Ciekawostki polskiego Usenetu z wiosny 1996

Idź do spisu treści

Menu główne:

Wywiad z Wojtkiem Eichelbergerem

Rozdział 4

Date:         Mon, 15 Apr 96 20:41:07 CET
From: Pawel Wieckowski <WIECKOWS%PLEARN.BITNET@plearn.edu.pl>
Subject:      wywiad z W.E.

Pawel Wieckowski - Wywiad z Wojciechem Eichelbergerem
Czesc,
Z pewnym opoznieniem przesylam wspomniany wczesniej wywiad. Moze kogos zainteresuj-
je. Przy okazji chcialem wyjasnic, ze reklamowana przeze mnie lista GURU tym sie
m.in. ma roznic od listy ZEN, ze za punkt wyjscia przyjmuje rozwazania psycho-
logiczne i nie jest zwiazana z zadna orientacja religijna. Oczywiscie granica nie
jest ostra, bo wlasnie ponizszy tekst jest na pograniczu zenu i terapii.

A przy okazji - jak mi sie wydaje dziecko w chwili narodzin  nie posiada ego (w
rozumieniu psychoanalizy), natomiast posiada mnustwo pragnien, czyli tego co
zen zwalcza. Bylby to kolejny dowod, ze ego w buddyzmie i psychoanalizie to dosc
rozne rzeczy. Tak czy inaczej nie rozumiem zakonczenia wywiadu, ktory nastepuje
ponizej. Pozdrawiam - Pawel

=========================================================
Przedruk z: W. Eichelberger, Pomoz sobie. Daj swiatu odetchnac.
Warszawa: Agencja wydawnicza TU. 1995.

                   Wojciech Eichelberger

Z wyksztalcenia psycholog, jest psychoterapeuta w
warszawskim "Laboratorium Psychoedukacji". Jest tez
wspolorganizatorem Zwiazku Buddystow ZEN "Sangha" (obecnie
"Bodhidharma"), ktorym przez wiele lat kierowal.

Jak podaje ulotka informacyjna "Laboratorium Psychoedukacji"
podstawa prowadzonej przez niego terapii jest "unikalna
metoda pracy oparta na ponad dwudziestoletnim doswiadczeniu,
obejmujaca swiadomosc, cialo i zycie duchowe adepta".

                      ***************

Pawel Wieckowski: Co to jest psychoterapia? Mowi sie o niej,
podobnie jak o duchowym rozwoju w ogole, czesto w sposob
tajemniczy, nieprecyzyjny, co sciaga na nia zarzut
irracjonalnosci. Stad pytanie: Czy o problemach terapii
mozna mowic jasno?

Wojciech Eichelberger: Przede wszystkim nie ulega
watpliwosci, ze psychoterapia podobnie jak niektore drogi
rozwoju duchowego, np. Zen, to domena doswiadczenia.
Rozwijajace sie w ostatnim dwudziestoleciu szkoly
psychoterapeutyczne poczytuja sobie za zaszczyt, ze sa
doswiadczeniowe.  Stwarzaja sytuacje, ktore czlowiekowi
poszukujacemu wyjscia z cierpienia pozwola odmienic sposob
widzenia swiata i myslenia o nim. Bo tylko doswiadczenie
moze nas odmienic naprawde.  Mozemy wymyslac koncepcje i
zastepowac jedne drugimi, ale to nie jest ta zmiana, o ktora
chodzi w psychoterapii. Wyobrazmy sobie czlowieka, ktory
czuje jakies dziwne uczucia w sobie i nie bardzo wie, o co
mu chodzi. Tak sie jego zycie ulozylo, ze nawet nie potrafi
rozpoznac tego uczucia jako pragnienia napicia sie wody.
Nagle spotyka opis wody i doznaje olsnienia. "To jest
przeciez to, o czym ja cale zycie marzylem". Ale teraz musi
jeszcze pojsc napic sie tej wody.

Jesli ktos zarzuca psychoterapii, ze jest irracjonalna, to
mozna mu przyznac racje. Racjonalnosc nie jest cecha
doswiadczenia jako takiego.  Jeden z wielkich mistrzow
psychoterapii, Perls, mowil, ze intelekt jest potrzebny
tylko temu, kto postradal zmysly. Oczywiscie, jest to
powiedziane z pewna przesada, ale trafnie wskazuje na ludzka
powszechna dolegliwosc wyrazona w slynnym "mysle, wiec
jestem".

P.W.: Trzeba chyba oddzielic sposob oddzialywania na
czlowieka w psychoterapii, ktory rzeczywiscie nie moze
polegac na racjonalnym przekonywaniu go o czyms, od sposobu
mowienia o psychoterapii lub o buddyzmie. Tutaj wymog
jasnosci ma przeciwdzialac zwyklym naduzyciom i maceniu
ludziom w glowach.

W.E.: Calkowicie sie z tym zgadzam. Ostrzegam tylko przed
niebezpieczenstwem wynikajacym z nadmiernej troski o slowa,
o ich elegancje i precyzje, przy jednoczesnym lekcewazeniu
doswiadczenia, ktore sie za nimi powinno kryc. A wlasnie
wtedy grozi nam doktrynerstwo i naduzycie. Dzieje sie tak na
przyklad w sposob bardzo widoczny w obszarze religii. Jesli
ktos uchwyci sie doktryny i nie podda sie doswiadczeniu,
wowczas staje sie czlowiekiem bardzo niebezpiecznym,
poniewaz bierze slowa za rzeczywistosc.

P.W.: Czasem sadzi sie, ze na psychoterapie trafiaja na nia
ludzie, ktorzy sa na progu szalenstwa, wymachuja siekiera i
groza samobojstwem.  A jak to jest naprawde. Komu terapia
moze posluzyc?  Kto ja podejmuje?

W.E.: Za pozno jest podejmowac terapie na granicy
szalenstwa.  Psychoterapia dotyczy tej czesci ludzkiego
doswiadczenia, ktora sie nazywa cierpieniem. Szalenstwo nie
jest cierpieniem, jest proba obrony przed cierpieniem, jest
choroba. Istnieje ogromny obszar ludzkiego cierpienia, ktory
nieslusznie do tej pory byl nazywany choroba, na przyklad
rozna zaburzenia nerwicowe czy zaburzenia osobowosci. Dopoki
terapia zajmowali sie psychiatrzy, obszar ten nazywano
choroba a kazda pomoc leczeniem. Natomiast odkad terapia
zaczeli sie zajmowac psychologowie, coraz rzadzej nazywa sie
cierpienie choroba. Na psychoterapie trafiaja wiec po prostu
ludzie, ktorzy cierpia, czesto w sposob dojmujacy, i nie
widza dokladnie zrodla tego cierpienia.  Podejrzewaja, ze
zrodlo tego cierpienia jest w nich lub, co zdarza sie nawet
czesciej, ze jest ono gdzies na zewnatrz, w innych ludziach
czy w swiecie. Na przyklad przychodzi zona, ktora cierpi w
malzenstwie, i jest przekonana, ze bylaby szczesliwa, gdyby
maz sie zmienil. W trakcie terapii okazuje sie, ze wszystko
jest bardziej zlozone, bo nawet gdyby on sie zmienil ona nie
potrafilaby uwierzyc, ze zasluguje na milosc, poniewaz jako
dziecko nigdy nie byla kochana. Czy maz by sie zmienil, czy
tez ona zmienilaby meza - trudnosc pozostalaby ta sama.
Trzeba szukac zrodla problemu w niej samej i w jej
przeszlosci, w jej psychologicznym dziedzictwie.

Druga grupa to ludzie, ktorzy niepokoja sie, ze powoduje
wokol siebie wiele cierpienia, ze ktos sie na nich uskarza
w relacjach z dziecmi, z najblizszymi lub w pracy. Czasem
zglaszaja sie sami, co dobrze swiadczy o ich zdolnosci do
krytycznej refleksji, bywa tez, ze robia to pod wplywem
otoczenia.

Jest tez trzecia grupa ludzi, ktorych problemy psychiczne
sie somatyzja i daja o sobie znac w postaci roznych
fizjologicznych czy funkcjonalnych zaburzen (problemy z
sercem, cisnieniem, zoladkiem, przewodem pokarmowym,
niedowlad roznych narzadow, przewlekle choroby).

P.W.: Co mowia, kiedy przychodza po raz pierwszy?

W.E.: Przede wszystkim mowia, jak widza swoja sytuacje.
Wszyscy zyjemy wedlug jakiegos projektu siebie, jakichs
wyobrazen, ktore sa na ogol rownie trwale jak nieadekwatne
wobec rzeczywistosci.  Wysilek, jaki wkladamy w obrone
wyobrazen dotyczacych siebie i swiata jest niewyobrazalny i
zarazem paradoksalny, bo to one wlasnie podtrzymuja nasze
cierpienie. "Nikt mnie nigdy nie zrozumie i nie pokocha. Nie
warto nikomu ufac. Bez sukcesu zawodowego bede nikim.
Dzieci i podwladnych trzeba trzymac krotko. Musze byc
twardy."  Te wyobrazenia sa w duzej mierze odziedziczone, a
obawa przed ich utrata jest czesto powodem, dla ktorego
czesc ludzi potrzebujacych psychoterapii nie decyduje sie na
nia.  Przypomina to sytuacje z dowcipu: pijany czlowiek
biega wokol slupa ogloszeniowego bijac wen piesciami i
rozpaczliwie krzyczy: "Wypuscie mnie, wypuscie mnie stad!".
Mechanizm takiego postepowania jest zrozumialy. Stare
cierpienie jest znane, a odrzucenie dotychczasowych
wyobrazen, choc jest droga do wolnosci, pozostawia bez
gotowych sposobow na zycie.

P.W.: Co sie ukrywa pod tymi wyobrazeniami. Czy mozna
wskazac jakies podstawowe deformacje postaw wobec swiata? Na
przyklad granice.

W.E.: To tylko jeden z aspektow, choc czesto zdarza sie, ze
gwalt granic w dziecinstwie jest przyczyna pozniejszych
klopotow. Kazdy czlowiek musi miec prawo do wycofania sie z
nieprzyjemnej sytuacji i obrony swojej intymnosci, czyli do
postawienia granicy miedzy soba a swiatem. Jesli to prawo
nie bylo respektowane, czlowiek moze nie czuc swoich granic
i albo stawac sie latwym przedmiotem inwazji, albo miec je
zbyt silne i nie umiec nigdy i dla nikogo ich otworzyc;
wtedy staje sie wyniosly i niedostepny, niezdolny do
przyjazni ani do niosacego radosc zycia erotycznego. Moze
skarzyc sie na samotnosc, a jednoczesnie wpadac w panike,
gdy ktos probuje sie do niego zblizyc. W obu przypadkach
niezdolny jest do kontaktu ze swiatem.

P.W.: Jak cialo towarzyszy psychice?

W.E.: Wspolczesne strategie psychoterapii siegaja do
tradycji, nie nowej zreszta, ktora cialo, psychike i ducha
widzi jako jeden byt, przejawiajace sie na rozne sposoby.
Dlatego wszelkim deformacjom zycia psychicznego towarzysza
deformacje fizyczne np. trwale napiecie w miesniach. Rozne
czesci ciala sa zwiazane z roznymi obszarami doswiadczen i
uczuc. Nogi sa zwiazane z poczuciem wolnosci, niezaleznosci
i sily (w nogach sa najmocniejsze miesnie), ze zdobywaniem
przestrzeni, z poczuciem oparcia, z wyrazaniem buntu.  Jesli
czyjas wolnosc byla silnie ograniczana w dziecinstwie, byl
poddawany ostrej agresji bez mozliwosci ucieczki, blokowana
byla naturalna funkcja nog i moze sie w nich pojawic bardzo
trwale, chroniczne napiecie. Jest ono wynikiem
powstrzymywanego przez strach, by nie byc za to jeszcze
bardziej ukaranym, lub sile woli spontanicznego odruchu
ucieczki. Na poziomie psychiki przejawia sie to brakiem
poczucia wolnosci, autonomii, ograniczeniem mozliwosci
regulowania kontaktu ze swiatem przez zblizanie sie i
oddalanie.

P.W.: Siegnijmy teraz do geneza deformacji psychiki.
Wspomniales o dziecinstwie.

W.E.: Dziecinstwo (mowimy o okresie do 9 roku zycia) jest z
reguly idealizowane lub w duzej mierze wypierane z pamieci.
Jest to bowiem bardzo trudny okres zycia, w naszej kulturze
w szczegolnosci. Wowczas dokonuje sie to, co nazywam
przekazem "klatwy pokolen". Znana i madra postac we
wspolczesnej psychoterapii, Alice Miller (Mury milczenia.
PWN, Warszawa 1991), bardzo ostro stawia te sprawe
polemizujac z tradycja psychoanalizy Freudowskiej. Freudysci
idealizowali rodzicow, obciazajac odpowiedzialnoscia za
pojawianie sie zaburzen nerwicowych dziecko i jego
biologiczne instynkty, ktorych nie udalo sie usocjalizowac.
Bylo to zgodne z XIX-wieczna doktryna pedagogiczna.  Alice
Miller skutecznie atakuje ten dogmat i wskazuje na fakt, ze
rodzice, ktorzy nie przeszli zadnej psychoterapii i nigdy
nie poddali refleksji wlasnego zyciowego doswiadczenia, w
sposob nieswiadomy przenosza na dzieci swoje neurotyczne
wzorce, wyparte uczucia i potrzeby. Sprawiaja, mowiac w
sposob nieco uproszczony, ze ich dzieci przezywaja takie
same uczucia, jakie oni przezywali, gdy byli dziecmi, czyli
jesli na przyklad byli upokarzani, beda upokarzac nasze
dzieci.  Jest to mechanizm tragiczny w skutkach, ktorego
dzialania nie sposob powstrzymac bez poddania sie terapii.

P.W.: Wielu ludzi jest swiadomych roznych przykrych doznan w
dziecinstwie, ale nie laczy tego ze swymi obecnymi
problemami. Na czym jeszcze moze polegac traumatyczny wplyw
rodzicow?

W.E.: Jednym z najgrozniejszych w swych skutkach doswiadczen
dziecka jest upokorzenie. Laczy sie ono z pogwalceniem
granic malego czlowieka przez, na przyklad, karmienie na
sile, manipulowanie cialem dziecka jak przedmiotem, bez
odruchu szacunku, bez jego aprobaty, az do skrajnych
przypadkow, jak naduzycie seksualne. Gwalt granic moze
wygladac z pozoru niewinnie - na przyklad uporczywe kapanie
dziecka, ktore juz powinno sie myc samo, bo ma juz odruch
wstydu. Dziecku musi stlumic ten odruch, by nie robic
przykrosci rodzicom, bo czuje, ze ktores z rodzicow czerpie
z tego jakas przyjemnosc, musi stlumic odruch buntu - i tak
zaczyna sie spirala deformacji psychiki.  Pozostaje jak
blizna w postaci ciaglego napiecia, niepewnosci, poczucia
zagrozenia. Albo nieobecnosci we wlasnym ciele - gdy
dziecko, aby odciac sie od bolesnych uczuc, przestaje
utozsamiac sie ze swoim cialem, zrywa z nim lacznosc i
traktuje je jak cos obcego, czym inni moga manipulowac do
woli, bo ono, dziecko ze swoim ja, ucieklo w najdalszy
zakamarek, gdzie cudze rece i oczy nie moga dotrzec. Cena
tej strategii jest izolacja i wieczne poczucie pustki, bo
nie mozna odciac sie tylko od nieprzyjemnych emocji i mozna
albo przyjac wszystkie, albo zrezygnowac ze wszystkich. Ktos
taki moze pozniej swietnie radzic sobie z problematyka
czysto intelektualna, a byc zupelnie bezradnym w codziennym
zyciu i w kontakcie z ludzmi. Moze tez narazac swoj organizm
na ciagly stres, bo skoro jego swiadomosc nie rejestruje
emocji, nie potrafi unikac przykrosci i on nic nie czuje,
ale jego serce czy zoladek moga tego nie wytrzymac.

Przekraczanie granic moze polegac na ciaglym dyktowaniu
dziecku, jak sie powinno ubierac - nie ufa sie, ze samo wie,
czy mu jest cieplo czy zimno i na wydzieraniu tajemnic,
zagladaniu do pamietnikow czy korespondencji,
niedotrzymywaniu obietnic. Te sytuacje sa nagminne i rodzice
najczesciej nie zdaja sobie sprawy z ich konsekwencji. Ja
tez, choc jestem psychoterapeuta i od lat cwicze sie w
uwadze, ciagle lapie sie na takich bledach wobec wlasnych
dzieci. Pocieszam sie, ze to, iz je dostrzegam, to juz
wielkie osiagniecie.

P.W.: Kiedys powiedziales, ze miara milosci jest ilosc uwagi
poswieconej osobie kochanej. Co sie dzieje, gdy rodzice nie
poswiecaja dziecku uwagi?

W.E.: Obojetnosc ze strony rodzicow jest gorsza niz agresja.
Obojetnosc moze uniemozliwic uksztaltowanie sie poczucia ja,
poczucia odrebnosci i doprowadzic do rozpadu osobowosci
zamiast do jej uformowania. Sa to przypadki prawie
beznadziejne, na szczescie calkowita obojetnosc prawie sie
nie zdarza. Natomiast czesto zdarza sie powazny deficyt
milosci, m.in. bezwarunkowej, ktora jest dziecku niezbedna w
pierwszych latach zycia. Tylko rodzice moga nas kochac za
to, ze jestesmy, a nie za to jacy jestesmy, akceptowac bez
zastrzezen, stac na strazy naszego bezpieczenstwa i nie
żądac niczego w zamian.  Jest to bezwzglednie potrzebne
przynajmniej przez pierwszy rok zycia i jesli rodzice, a
szczegolnie matka, nie potrafia dac takiej milosci,
spustoszenie w psychice dziecka bedzie ogromne.

P.W.: Mowilismy o kobiecie, ktora z tego powodu moze nigdy
nie uwierzyc, ze ktos ja kocha. Co jeszcze moze ja spotkac?

W.E.: Moze podswiadomie wybierac nieodpowiednich partnerow,
zabiegac o ich milosc i wciaz ponawiac doswiadczenie z
dziecinstwa, upewniajac sie za kazdym razem, ze nic sie nie
zmienia i nigdy nie otrzyma milosci.  Moze tez oczekiwac
idealnej, bezwarunkowej milosci od partnera i odrzucac jego
milosc oparta na wzajemnosci jako niewystarczajaca. W ten
sposob czekajac na "ksiecia z bajki", ktory wszystko
zrozumie i wszystko wybaczy, moze nigdy nie dojrzec do
milosci partnerskiej. Albo moze sadzic, ze aby dostac
milosc, trzeba dac z siebie wszystko - i stanie sie ofiara
kolejnych mezczyzn, ktorzy beda ja wykorzystywac i w koncu
porzucac.

P.W.: Ale coz terapeuta moze tu pomoc?

W.E.: Przede wszystkim uswiadomic mechanizm ciaglych
niepowodzen, a nastepnie skonfrontowac z oczywistym faktem,
ze milosci bezwarunkowej nie otrzymala i juz nigdy nie
otrzyma, i pomoc udzwignac caly bol, zwiazany z
uswiadomieniem tego faktu.

P.W.: Jak wyglada ta pomoc? Powiedziales, ze polega ona nie
na slowach, lecz na doswiadczeniu.

W.E.: Doswiadczenie terapeutyczne jest procesem, w ktorym
docieranie do zrodel problemu i  przezwyciezanie go jest
wzajemnie sprzezone.  Pewne sytuacje w trakcie terapii
wywoluja nagle napiecie i zarazem bol w jakims miesniu,
uswiadomienie bloku i zwrocenie na niego uwagi uprzytamnia
rodzace sie emocje, uruchomienie roznych czesci ciala i
roznych form ekspresji odswieza pamiec i pojawiaja sie
wspomnienia najbolesniejszych zdarzen z przeszlosci, ktore
staja sie obecne tu i teraz. Towarzyszace im emocje zostaja
wyrazone przy pomocy calej dostepnej energii - krzykiem,
placzem, slowami, gestem, cialem.  Oczywiscie, emocje nie
pojawiaja sie nagle. Dochodzenie do uwolnienia trwa wiele
miesiecy lub nawet lat. I na ogol jest tak, ze jesli te
uczucia zostana w pelni wyrazone i w odpowiednim kontekscie
sytuacyjnym, tzn. gdy jest jasne, kto jest adresatem tych
uczuc, i w odpowiedzialny sposob, to traumatyczne zdarzenia
z przeszlosci traca swoja moc. Po pierwsze rzecz zostala
uswiadomiona i nie dziala z ukrycia. Po drugie cialo zostaje
uwolnione od nadmiaru napiecia.  Czesto sa to uczucia bardzo
nieprzyjemne - agresja, nienawisc, obrzydzenie, lek.

P.W.: Czy zaakceptowanie wlasnej nienawisci do rodzicow nie
jest zbyt klopotliwe?

W.E.: Dzieci bardzo czesto odcinaja sie od swoich uczuc
wlasnie z poczucia winy - z jednej strony rodzice budza
swoim postepowaniem agresje, z drugiej kochanie rodzicow
przedstawiane jest jako bezwzgledny obowiazek. Wielu
rodzicow zniewala dzieci do "posluszenstwa", czyli
wypierania uczuc gniewu i protestu, wlasnie wzbudzajac w
nich poczucie winy. Jednak psychoterapia nie jest walka z
rodzicami. Jej celem jest nie rewanz, lecz uswiadomienie
uczuc, ktore faktycznie od dawna sa obecne, choc ukryte. Tym
bardziej, ze odpowiedzialne wyrazenie nienawisci czesto
stwarza miejsce milosci - tej spontanicznej, a nie z
poczucia obowiazku.

P.W.: Wciaz oczekuje szczegolow technicznych, ale terapia to
znacznie wiecej niz technika. Co jest sensem dzialania
terapeutycznego?  Przeciez to nie jest praca z ludzmi
nieprzystosowanymi po to, by nagiac ich do obowiazujacych
standardow naszej kultury?

W.E.: Terapia zmierza do tego, by przywrocic czlowiekowi
caly ten potencjal, ktory w jakis sposob zostal w jego
rozwoju zamrozony, wyparty lub wyprojektowany na zewnatrz.
Alienacja wlasnego potencjalu przybierac moze formy
balwochwalstwa w odniesieniu do ludzi czy ideologii,
instytucji czy symboli. Pielegnowanie zludzen na temat
swiata i siebie, o ktorych mowilismy, jest
zinstytucjonalizowane w oficjalnej kulturze.  Glowny nurt
kultury wspolczesnej blokuje indywidualne dojrzewanie i
uniezaleznianie sie, probujac uczynic nas sprawnymi
producentami i konsumentami.  Terapia jest kontrkulturowa.
Pragnie odslonic przed czlowiekiem jego mozliwosci, uwolnic
od arbitralnych wzorow zachowan i wartosci, dac wolnosc
wyboru. Rozpoczac proces przywracania czlowiekowi jego
samego - to najbardziej dalekosiezny cel terapii.

P.W.: Odejscie od utartych, choc niewygodnych sciezek
oficjalnej kultury to zawsze powazna decyzja. Jaka sila
porusza ludzmi, ktorzy sie na to decyduja? Ty jestes
buddysta. Czy psychoterapia odegrala w tym jakas role?

W.E.: Mysle, ze intuicyjnie czuja, ze odnalezienie siebie to
jest najwazniejsza rzecz, jaka maja w zyciu do zrobienia. Ja
mialem duzo szczescia, ze spora czesc psychoterapii wlasnej
przeszedlem zanim dotarlem do buddyzmu. Dzieki temu moglem
uniknac wielu bezdrozy, na ktore mozna latwo zbladzic. Zen
stal sie z czasem konieczna i pozadana kontynuacja drogi
poszukiwania siebie.

P.W.: Czy mozna to nazwac poszukiwaniem wlasciwej drogi w
sytuacji, gdy ludzie w swej masie zeszli na manowce i w
wiekszosci cierpia z powodu powstrzymanego rozwoju i utraty
kontaktu z soba?

W.E.: Na to sie chyba mozna zgodzic, ze kultura zeszla na
manowce. To widac golym okiem. Zreszta rozne mity religijne
mowia o tym, ze kiedys popelniono jakis blad, ktory owocuje
nastepnymi, jest stale obecny.  Zgodnie z tym waznym mitem,
czlowiek winien przekroczyc niefortunne dziedzictwo i
odnalezc siebie - takim jakim byl zanim blad popelniono.

P.W.: Co pewien czas pojawiaja sie ruchy nawolujace do
przemiany globalnego sposobu zycia - dawniej byly to rozne
herezje, utopisci spoleczni, hippisi, obecnie sa to ruchy
ekologiczne czy New Age. Czy one rzeczywiscie zdolaja
przemienic swiat w sposob znaczacy?

W.E.: Jesli jakas grupa szlachetnych ludzi zawiaze
organizacje, by zmienic swiat, na pewno przyniesie to
mnostwo nowego cierpienia. To nie ma nic wspolnego z duchem
ani psychoterapii, ani New Age, ani kontrkultury, ani
buddyzmu. Czlowiek, ktory wstepuje na droge wlasnego
rozwoju, nie powinien odrzucac wszystkiego, bo bylby to
przejaw aberracji, jednej z najczestszych w naszej kulturze.
Swiat moze zmieniac poprzez uczestnictwo w tym, co sie
dzieje, a nie odrzucanie.  W tej kulturze jest wiele rzeczy
cenny, a tylko sposob, w jaki sa uzywane budzi watpliwosci.
To, co naprawde zrobic trzeba i warto, i co jest zrobic
najtrudniej, to zmienic siebie, a wlasciwie odkryc siebie,
obudzic siebie. I to w zupelnosci wystarczy.

P.W.: Czy to oznacza akceptacje, ze swiat zawsze bedzie po
czesci zly, ze nie bedzie ostatecznej harmonii. Ludzkosc
zawsze marzyla o jakiejs formie Krolestwa Bozego na ziemi.
Czy te nadzieje sa plonne, a zlo nieusuwalne?

W.E.: Wkraczamy w bardzo trudny teren.  Dobro i zlo to
niebezpieczne narzedzie w rekach ludzi, ktorych umysly sa
uwiklane w dualistyczny paradygmat. W imie arbitralnie
uznawanego dobra, przeciwstawionego arbitralnie uznawanemu
zlu uczyniono najwiecej zla na tym swiecie.  W pewnej
perspektywie ta opozycja nie istnieje.

P.W.: Ale przeciez ja widze zlo, cierpienie. Gdzie ono znika
w tej perspektywie?

W.E.: Znika ja, ktore widzi. Przychodzi mi na mysl taka
historia. O czlowieku ktory przezyl ogromna tragedie,
stracil dom, rodzine i majatek, na jego oczach zabito jego
zone i dzieci. Przychodzi do klasztoru, zreszta tez
zrujnowanego. Spotyka tam mistrza, ktory siedzi wsrod ruin i
zajmuje sie kaligrafia. Opowiada mu swoja historie i mowi:
"Co ty masz mi do powiedzenia?  Jaki to ma sens, co mi sie
przydarzylo?  Jak z tym zyc?". A mistrz pisze cos na
tabliczce i podaje mu. Na tabliczce jest slowo "Uwaga!".
Czlowiek jest bardzo oburzony. Ta odpowiedz jest niegodna
jego sytuacji, lekcewazaca.  Napiera z jeszcze wieksza sila,
zadaje te trudne pytania i dostaje nastepna tabliczke, gdzie
jest napisane "Uwaga!  Uwaga!". Po dalszych naleganiach
dostaje trzecia tabliczke, na ktorej jest napisane po
trzykroc "Uwaga!". Jest taki sposob doswiadczania siebie i
swiata, ktory przekracza perspektywe cierpienia, i mistrz
dal mu wszystko, co mial najlepszego, by pomoc mu te
perspektywe osiagnac. Ta perspektywa jest dostepna kazdemu.

P.W.: To dosc enigmatyczne.

W.E.: Tak dlugo, jak sie mowi, to jest enigmatyczne. Ale
naprawde, gdybym mowil jasniej, bylyby to tylko pozory
jasnosci. Sa slowa, ktore zrozumiec naprawde mozna tylko
wtedy, gdy odnosza sie do naszego doswiadczenia.



From: LEOTAR@gnn.com
Date: Wed, 17 Apr 1996 14:46:50
Subject: re:wywiad z Eichelbergerem

W wywiadzie z Pawlem Wieckowskim psychoterapeuta Wojciech Eichelberger
odpowiada (patrz lista dyskusyjna GURU):
"...mozna sie zgodzic, ze kultura zeszla na manowce. To widac
golym okiem. Zreszta rozne mity religijne mowia o tym, ze kiedys
popelniono jakis blad, ktory owocuje nastepnymi, jest stale
obecny. Zgodnie z tym waznym mitem, czlowiek winien przekroczyc
niefortunne dzidzictwo i odnalezc siebie - takim jakim byl zanim
blad popelniono."

Rezultatem mojego zycia-doswiadczenia oraz prowadzonych rozwazan
teoretycznych, ktore byly nastepstwem doswiadczenia jest nastepujaca
teza stanowiaca odpowiedz na ukryte w powyzszym cytacie pytanie:

Teza: Bledem popelnionym przez pierwszego czlowieka bylo zakazanie
jego pierwszym dzieciom uprawiania seksu ze Stworca czyli
rodzicem. Zakaz inicjacji seksualnej dzieci przez rodzicow
jest wiec biblijnym grzechem pierworodnym..

Nie bede sie wdawal obecnie w szczegolowe przedstawienie "sciezki"
ktora doprowadzila mnie do tego, co chce ponizej przedstawic gdyz
nadaje sie to co najmniej na pokazna ksiazke. Chce przedstawic jedynie
uproszczone uzasadnienie wraz z wynikajacymi zen konsekwencjami.
Sprobuje pokazac, ze zakaz inicjacji implikuje:
1. kompleks nizszosci z jego konsekwencja wola dominacji;
2. bledne widzenie relacji przyczyna-skutek z jego wszystkimi
   konsekwencjami w obszarze obowiazujacych regulacji prawnych;
3. powstanie i uzasadnianie systemu wlasnosci;
4. w zakresie zdrowia wywolywanie chorob po mutacje genetyczne
   wlacznie.
W dalszej czesci teksu ZAKAZ bedzie oznaczalo zakaz inicjacji.

Wyobrazmy sobie biblijnych Adama i Ewe w stanie pierwotnego szczescia,
w jakis czas po powstaniu. Cieszyli sie soba nawzajem, nalezeli do
siebie. Ale przyszedl czas tworzenia, czyli prokreacji. Stworzyli
wiec nowe zycie, czyli dziecko. Nie mieli swiadomosci tego, ze
dziecko powinno byc wychowywane w wolnosci, co w pierwotnym stanie
szczescia, bez zadnych (!) technologii moze oznaczac wylacznie brak
wszelkich zakazow a wiec rowniez wolnosc seksualna.
Adam traktowal Ewe a Ewa Adama nawzajem jako swoja wlasnosc. Wynikalo
to zarowno z nieobecnosci innych poza ich dziecmi jak rowniez z ich
nieswiadomosci.

Freud wykazal zmieniajacy sie z wiekiem pociag seksualny dziecka do
rodzica objawiany w rozny sposob i olbrzymi wplyw stlumionych popedow
na pozniejsze zycie osobnicze. Nawet najdrobniejszy zakaz jest dla
dziecka celem do pokonania, a coz dopiero zakaz w podstawowej sferze
ludzkiej aktywnosci jaka jest trwanie gatunku. Rodzic jest pierwszym
obiektem dlatego, ze mozna na nim "cwiczyc" bez zagrozenia.

Pozbawienie dziewictwa zarowno chlopca jak i dziewczynki jest aktem
gwaltu jakkolwiek na to nie patrzac. Jest to zarowno gwalt psychiczny
jak i, potencjalnie zwiazany z bolem, gwalt fizyczny. Jest to
rownoczesnie gwalt niezbedny. Logicznym jest, ze powinien dokonac
tego ktos, do kogo dziecko ma zaufanie i kto zagrozenie fizyczne
sprowadzi do tego minimalnego bolu jakim moze byc defloracja.

Ojciec jest dla corki czyms "nalezacym" do matki. Siegniecie wiec
po ojca jest dla corki aktem odwagi. Bo siegnac po cos, co nalezy
do Stworcy (rodzica) jest aktem najwyzszej odwagi. Identycznie ma sie
rzecz w przypadku relacji ojciec-syn. Jest to aspekt mistycznego
zrownania dziecka z rodzicem.
Jezeli dziecko nie pokona tego strachu to zawsze bedzie sie czulo
gorsze od rodzica. Nie bedzie mialo do siebie zaufania a zatem nie
bedzie siebie szanowalo. Takie jest tlo kompleksu nizszosci (Edypa).

Jezeli defloracji corki dokona ktos inny niz ojciec to zawsze bedzie
to gwalt; nie bedzie to gwalt, gdy dokona tego ojciec.
Dla syna dzialanie psychologiczne jest identyczne - tylko matka zrobi
wszystko zeby poczul sie mezczyzna nie zywiac urazu do pierwszej
kobiety.
Konsekwencja gwaltu jest brak zaufania i szacunku do gwalciciela
(dowolnego osobnika plci przeciwnej oprocz rodzica).

Konsekwencja braku poczucia wlasnej wartosci i poczucia gwaltu jako
skutkow niedopelnienia inicjacji jest dazenie do dominacji (bo brak
zaufania do partnera przeciwnej). Ekstremalnymi dobrze widocznymi
konsekwencjami ZAKAZ-u sa impotencja/ozieblosc seksualna a nastepnie
homoseksualizm.

Fizjologie seksu kobiety moznaby nazwac pasywna, gdyz jej sprawnosc
seksualna nie zalezy w duzej mierze od poczucia wlasnej wartosci
czy tez akceptacji partnera.  
Fizjologia seksu mezczyzny jest scisle zwiazana z jego stanem
psychicznej akceptacji przez partnerke i zaufania do samego siebie.
W przeciwienstwie wiec do kobiety bardziej jest narazony na seksualne
niepowodzenie jezeli wymienione czynniki negatywne wystepuja.
Dlatego rzadkoscia sa mezczyzni uprawiajacy prostytucje a powszechna
jest kobieta-prostytutka.

Pozorny gwalt defloracji nie dokonanej przez ojca czyni kobiete
nieufna i nie szanujaca mezczyzny. W polaczeniu z latwoscia
uprawiania seksu pasywnego daje jej to dominacje i mozliwosc dowolnego
manipulowania mezczyzna. Wprawdzie zakazy kulturowe prowadzace do
ograniczania praw fizycznych kobiet czynily zwiazek kobiety z
mezczyzna w miare stabilnym dla zachowania gatunku tym niemniej
problem emocjonalnego ponizania mezczyzn przez kobiety istnieje.
I mimo, ze kobiety nie chca sie do tego przyznac a mezczyzni temu
zaprzeczaja to rozpad rodziny we wspolczesnym swiecie zwiazany z
"wyzwoleniem kobiet" istnieje i poglebia sie.

Ojcobojstwo i Totemizm sa produktem ZAKAZ-u, przy czym nakladaja sie
tutaj dwa skladniki. Po pierwsze: dazenie do "zdobycia" tego co dla
ojca najcenniejsze. I po drugie: manipulacja kobiety ponizajacej
mezczyzne przy wykorzystaniu dzieci. Nie jest to problem fikcyjny
aczkolwiek trudny do wykrycia ze wzgledu na "obrone wspolnych
interesow" przez kobiety.
A wiadomo, ze kto raz zdobyl wladze temu nielatwo jest jej sie pozbyc.
Przypadki matkobojstwa nie sa tak czeste, ale rowniez znane w historii
czlowieka.

W zabojstwie pierwotnego rodzica widac po raz pierwszy, ze skutek
(smierc rodzica) jest wynikiem nieswiadomego ZAKAZ-u rodzica. I to
ZAKAZ byl przyczyna zabojstwa, ZAKAZ ustanowiony przez rodzica.
Nie jest zatem winien ani rodzic ani dziecko gdyz ani rodzic ani
dziecko nie posiadali swiadomosci dlaczego ze soba walcza.

Brak u rodzica swiadomosci tego, ze raz powinien oddac dobrowolnie
swego partnera dziecku i zakazanie inicjacji jest niejako okazaniem
pozycji dominujacej, posiadajacej cos najcenniejszego, w stosunku do
dziecka. Mysle, ze jest to pierwotna forma prywatnej wlasnosci.

Gen, podobnie jak fala elektromagnetyczna jest nosnikiem informacji.
Gen nie jest sam w sobie informacja pomimo tego, ze posiada wysoce
skomplikowana strukture hierarchiczna. Jest produktem ewolucji
(przemian) informacji w trakcie rozwoju.
Jakie sa przyczyny ewolucji?
Informacja przenoszona przez fale elektromagnetyczna moze ulec
znieksztalceniu na wskutek, ogolnie rzecz biorac, zaklocen.
Czy identycznemu zakloceniu moze ulec informacja przenoszona przez
gen? Z cala pewnoscia tak.
Plod spedzajacy pierwszy okres swego zycia w srodowisku matki jest
pod absolutnym wplywem jej organizmu od pierwszego podzialu komorki
poczynajac. Jezeli matka zyje w stressie to wlasnie stress jest
tym zaburzeniem znieksztalcajacym informacje genetyczna.
Jezeli ZAKAZ istnial od samego poczatku to byl on pierwotnym
zrodlem strachu przed rodzicem (Bogiem). Strachu, ktory ewoluowal
w najprzerozniejsze, coraz bardziej gwaltowne formy. Ten strach jest
poteznym zaburzeniem w obszarze informacji genetycznej.
A za nieskonczonosc jego form (a zatem i mutacji) odpowiedzialna
jest Nieswiadomosc Bytu.

Jezeli chodzi o powstawanie chorob to sa one rezultatem zaburzen
ograniczajacych "zdolnosc rozrozniania" mozgu odchylen od stanu
stabilnego. Mozg wraz ze wszystkimi podsystemami wejscia/wyjscia
jest poteznym decydentem podejmujacym akcje obronne i regulacyjne
za posrednictwem systemu immunologiczno-hormonalnego.
Kazdy zywy organizm jest autonomicznym obiektem samosterujacym
bazujacym na informacji zawartej w genach. Jezeli wskutek stressu
(zaklocen dynamicznych lub co gorsze statycznych) zdolnosc
wyrozniania sygnalu uzytecznego z zakloconego "tla" spada wowczas
ograniczone zostaja mozliwosci samoregeneracyjne organizmu.
Dotyczy to zarowno najprostszych chorob jak i chorob zwiazanych z
degeneracja mozgu oraz systemu immunologiczno-hormonalnego.

Wladek Tarnmawski
(Jan Pawel Gnostyk)

 
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego