Zdziwione oczy dziecka - Ciekawostki polskiego Usenetu z wiosny 1996

Idź do spisu treści

Menu główne:

Zdziwione oczy dziecka

Rozdział 4

Date: Tue, 16 Apr 1996 18:44:41 -0700
From: Wojciech Kruczynski <f64strek@it.com.pl>
Subject: Zdziwione oczy dziecka

Odpowiedz dla Ewy Lukowskiej i Tomasza Ganicsa.

Dlaczego mowilem o wykorzystywaniu "metod" zen.
W zenie, jak w kazdej religii, nie podoba mi sie to,
co stanowi otoczke (forme) podejmowanych dzialan,
ktore maja na celu (jednak) przemiane czlowieka.
Jakkolwiek by to nie nazwac, nirwana, zbawienie czy wieczne ostepy,
wazne jest przeksztalcenie czlowieka, aby stal sie zdolny
do osiagniecia ktoregos z wymienionych celow.
Rozumiem ludzi rozumnie wierzacych w katolickiego Boga.
Rozumnie to wedlug mnie w ten sposob, by przejsc cala droge
nauczyciela (Chrystusa) i w ten sposob wchlonac nauke,
by stala sie czescia czlowieka, jego sensem zycia.
Nie rozumiem natomiast ludzi, ktorzy przyjmuja religie
z innych obszarow kulturowych, czy w ogole zmieniaja wyznanie.
Jest to zmiana formy, formy ktora nie powinna odwracac naszej uwagi
od najwazniejszego. Co daje zamiana kropidla na keysaku?
Jest tu wielkie niebezpieczenstwo pomylenia tresci z forma
i zajecia sie papierowymi bozkami.
Specyficzny jezyk zen, ktorymi posluguja sie niektorzy
uczestnicy listy jest piekny, jest to niewatpliwie poezja,
ale to co sie da wypowiedziec w ten sposob, na pewno
jest do wypowiedzenia w jezyku europejskiej filozofii.
Ostatnio prowadzona rozmowa o ksiezycu, ktorego znamy
tylko odbicie, to przeciez kantowska fenomenologia,
w porywach nawet heglowska. Schopenhauer jest przesycony
wschodnimi filozofiami, a mowi jezykiem czasem nawet pospolitym.
Zen to prostota bycia, gleboka naturalnosc.
Budda (chyba) poucza, by nie patrzec na palec wskazujacy niebo.

Metody Zen, czyli koncentracja, medytacja podobaja mi sie,
bo pasuja do mojego charakteru.
Jednak ktos o innej konstrukcji psychofizycznej
moze wpasc w nieprzydatny do niczego trans,
moze mu sie pomieszac w glowie, lub moze po prostu zasnac.
Jedna metoda nie moze pasowac do wiecej niz jednego czlowieka.
Jedna metoda sluzy do produkowania wojska, nie ludzi oswieconych.
- --------------------------------------------------------------------

Jesli chodzi o moja metode, to moge ja opisac dokladnie
tylko do pewnego momentu, pozniej niestety coraz mniej poddaje sie opisowi.
Doszedlem do niej metoda prob, bledow i operacji na zywej (mojej) tkance.
Zaczalem okolo 10 lat temu.
Impulsem bylo to, ze robilem czesto rzeczy, ktorych nie chcialem robic,
i o ktorych wiedzialem, ze bede musial je robic nadal.
Moj stereotyp zachowania byl dobry tylko w najblizszym otoczeniu.
Poza nim byl smieszny, szkodliwy itp. Nie chcialem zyc w ciasnym swiecie,
wiec moje zasady okazaly sie bezuzyteczne. Znaczylo to, ze jestem
wypadkowa mysli i dzialan otoczenia. Jednoczesnie bylem tzw.
pelnoprawnym czlonkiem spoleczenstwa i wydawalem sie sobie madry.
Zaczalem wiec trenowac swoje zachowanie. Wyrabialem sobie odruchy
warunkowe w sytuacjach, w ktorych moje checi rozmijaly sie z moim dzialaniem.
Trwalo to dosyc dlugo i wcale nie bylo takie bezsensowne.
Po pewnym czasie doszedlem do wniosku, ze zdejmuje sobie jedne
kajdanki, a zakladam inne. Ale byl jeszcze inny, bardzo wazny efekt
tej tresury. Poczulem (fizycznie), ze piramida zachowan nabytych jest
bardzo chwiejna i ze przy odpowiedniej dozie cierpliwosci mozna
sobie (albo komus) zmienic charakter. To jest bardzo wazny etap.
Mialem wtedy filozofie oparta na samobojstwie, jako alternatywie.

Dalej jest juz troche trudniej opisac.
Nie nakazywalem sobie juz nowych zachowan w miejsce starych.
W momentach, gdy czulem konflikt, stosowalem cos,
co mozna nazwac wylaczeniem umyslu. Sytuacja sama zmuszala mnie
do reakcji i przy maksymalnej koncentracji udawalo mi sie natychmiastowe
wyrzucenie efektu dzialania bodzca na zewnatrz. To pozniej odnalazlem w Zen.
Dzialanie przestalo byc suma postanowien. Trwalo to kilka lat.
Wtedy np. przestalem rozumiec klamstwo. Nie pamietam juz teraz
tych stanow, przepisuje z notatek.
W kazdym razie ten etap, podobnie jak poprzedni zaczalem od rzeczy
najprostszych i stopniowo uzyskiwane sukcesy dawaly energie do dalszej pracy.
Rozwiazalem swoje osobiste problemy, o ktorych tu nie bede mowil.
Moge jednak wymienic jeden z najwiekszych: zaprzestanie picia
alkoholu. Ten sukces, zreszta latwiejszy do osiagniecia niz
myslalem, w polaczeniu z kompleksowym odtruwaniem organizmu (zmiana
sposobu odzywiania) dal efekt czegos w rodzaju przebudzenia.
Na ten temat nie bede sie rozpisywal, nie mam na to terminologii.
Nie jest to juz praca nad poszczegolnymi sytuacjami,
ale permanentny stan, ktory nazywam patrzeniem ZDZIWIONYMI OCZAMI DZIECKA.

Jesli ktos z listy ma jakies doswiadczenie psychoterapeutyczne,
niech wypowie sie o sensownosci tego rodzaju dzialan.
Interesuja mnie takze prywatne doswiadczenia.

Jesli mialbym na sile przyznawac sie do jakiejs religii,
bylby to chyba jakis rodzaj panteizmu.
Ale po co wymyslac cos dla usprawiedliwienia
istnienia czegos, co doskonale sobie bez usprawiedliwienia radzi?

P.S. Jest jeszcze jeden wazny element - tworczosc.
To, co w zenie osiagane jest medytacja, mozna osiagnac przez tworzenie.
Dlatego chyba Japonczycy maja wiecej "dyscyplin" sztuki, dostepnych
dla kazdego. A nasz Witkacy pisal o "bezposrednio danej jednosci osobowosci".

To na razie tyle.
- --
Wojciech Kruczynski



Date: Wed, 17 Apr 1996 10:19:37 +0200 (MET DST)
From: Krzysztof Porzezynski <krzynio@sungeo.biogeo.uw.edu.pl>
Subject: Re: Zdziwione oczy dziecka
On Tue, 16 Apr 1996, Wojciech Kruczynski wrote:

> W zenie, jak w kazdej religii, nie podoba mi sie to,
> co stanowi otoczke (forme) podejmowanych dzialan,

Przeciez caly czas stosujesz jakies formy. Prawdopodobne, ze jezdzisz
prawa strona ulicy, mozliwe, ze mowisz "dzien dobry" itd.


> Nie rozumiem natomiast ludzi, ktorzy przyjmuja religie
> z innych obszarow kulturowych, czy w ogole zmieniaja wyznanie.
> Jest to zmiana formy, formy ktora nie powinna odwracac naszej uwagi
> od najwazniejszego. Co daje zamiana kropidla na keysaku?

Czy rozumiesz ludzi, ktorzy jedza np. chinskie potrawy, mimo, ze maja
do dyspozycji cala game polskich?
Mysle, ze istotne by miec serce do tego co sie robi; co ja poradze,
ze kiedy znalazlem "forme zen", poczulem, ze to jest to co chce robic?


> Specyficzny jezyk zen, ktorymi posluguja sie niektorzy
> uczestnicy listy jest piekny, jest to niewatpliwie poezja,
> ale to co sie da wypowiedziec w ten sposob, na pewno
> jest do wypowiedzenia w jezyku europejskiej filozofii.

Przyszla mi mysl, ze majac make, jajka, cukier i inne takie ... mozna
upiec ciasto (jak ktos sie na tym zna), ale z ciasta odzyskac
te skladniki???

Krzynio



Date: Wed, 17 Apr 1996 11:26:46 +0200
From: ewluko@ibib.waw.pl (Ewa Lukowska)
Subject: Re: Zdziwione oczy dziecka

>
Odpowiedz dla Ewy Lukowskiej i Tomasza Ganicsa.
>
>
Dlaczego mowilem o wykorzystywaniu "metod" zen.
>
W zenie, jak w kazdej religii, nie podoba mi sie to,
>
co stanowi otoczke (forme) podejmowanych dzialan,
>
ktore maja na celu (jednak) przemiane czlowieka

Otoczka jest nie wazna, chociaz jest za bardzo rozbudowana jak dla mnie,
a to jest meczace.


>
Jakkolwiek by to nie nazwac, nirwana, zbawienie czy wieczne ostepy,
>
wazne jest przeksztalcenie czlowieka, aby stal sie zdolny
>
do osiagniecia ktoregos z wymienionych celow.
>
Rozumiem ludzi rozumnie wierzacych w katolickiego Boga.
>
Rozumnie to wedlug mnie w ten sposob, by przejsc cala droge
>
nauczyciela (Chrystusa) i w ten sposob wchlonac nauke,
>
by stala sie czescia czlowieka, jego sensem zycia.
>
Nie rozumiem natomiast ludzi, ktorzy przyjmuja religie
>
z innych obszarow kulturowych, czy w ogole zmieniaja wyznanie.
>
Jest to zmiana formy, formy ktora nie powinna odwracac naszej uwagi
>
od najwazniejszego. Co daje zamiana kropidla na keysaku?

Mysle, ze to po prostu pachnie nowoscia i na pewno jest bardziej swieze (w
Europie) niz Katolicyzm.
I to jest pociagajace.


>
Jest tu wielkie niebezpieczenstwo pomylenia tresci z forma
>
i zajecia sie papierowymi bozkami.

Jak wszedzie.


>
Specyficzny jezyk zen, ktorymi posluguja sie niektorzy
>
uczestnicy listy jest piekny, jest to niewatpliwie poezja,
>
ale to co sie da wypowiedziec w ten sposob, na pewno
>
jest do wypowiedzenia w jezyku europejskiej filozofii.
>
Ostatnio prowadzona rozmowa o ksiezycu, ktorego znamy
>
tylko odbicie, to przeciez kantowska fenomenologia,
>
w porywach nawet heglowska. Schopenhauer jest przesycony
>
wschodnimi filozofiami, a mowi jezykiem czasem nawet pospolitym.
>
Zen to prostota bycia, gleboka naturalnosc.
>
Budda (chyba) poucza, by nie patrzec na palec wskazujacy niebo.
>
>
Metody Zen, czyli koncentracja, medytacja podobaja mi sie,
>
bo pasuja do mojego charakteru.
>
Jednak ktos o innej konstrukcji psychofizycznej
>
moze wpasc w nieprzydatny do niczego trans,
>
moze mu sie pomieszac w glowie, lub moze po prostu zasnac.
>
Jedna metoda nie moze pasowac do wiecej niz jednego czlowieka.

Oczywiscie, ale kazdy idzie swoja droga, w buddyzmie-zen tez.


>
Jedna metoda sluzy do produkowania wojska, nie ludzi oswieconych.
>--------------------------------------------------------------------
>
>
Jesli chodzi o moja metode, to moge ja opisac dokladnie
>
tylko do pewnego momentu, pozniej niestety coraz mniej poddaje sie opisowi.
>
Doszedlem do niej metoda prob, bledow i operacji na zywej (mojej) tkance.
>
Zaczalem okolo 10 lat temu.
>
Impulsem bylo to, ze robilem czesto rzeczy, ktorych nie chcialem robic,
>
i o ktorych wiedzialem, ze bede musial je robic nadal.
>
Moj stereotyp zachowania byl dobry tylko w najblizszym otoczeniu.
>
Poza nim byl smieszny, szkodliwy itp. Nie chcialem zyc w ciasnym swiecie,
>
wiec moje zasady okazaly sie bezuzyteczne. Znaczylo to, ze jestem
>
wypadkowa mysli i dzialan otoczenia. Jednoczesnie bylem tzw.
>
pelnoprawnym czlonkiem spoleczenstwa i wydawalem sie sobie madry.
>
Zaczalem wiec trenowac swoje zachowanie. Wyrabialem sobie odruchy
>
warunkowe w sytuacjach, w ktorych moje checi rozmijaly sie z moim dzialaniem.
>
Trwalo to dosyc dlugo i wcale nie bylo takie bezsensowne.
>
Po pewnym czasie doszedlem do wniosku, ze zdejmuje sobie jedne
>
kajdanki, a zakladam inne. Ale byl jeszcze inny, bardzo wazny efekt
>
tej tresury. Poczulem (fizycznie), ze piramida zachowan nabytych jest
>
bardzo chwiejna i ze przy odpowiedniej dozie cierpliwosci mozna
>
sobie (albo komus) zmienic charakter. To jest bardzo wazny etap.
>
Mialem wtedy filozofie oparta na samobojstwie, jako alternatywie.
>
>
Dalej jest juz troche trudniej opisac.
>
Nie nakazywalem sobie juz nowych zachowan w miejsce starych.
>
W momentach, gdy czulem konflikt, stosowalem cos,
>
co mozna nazwac wylaczeniem umyslu. Sytuacja sama zmuszala mnie
>
do reakcji i przy maksymalnej koncentracji udawalo mi sie natychmiastowe
>
wyrzucenie efektu dzialania bodzca na zewnatrz. To pozniej odnalazlem w Zen.
>
Dzialanie przestalo byc suma postanowien. Trwalo to kilka lat.
>
Wtedy np. przestalem rozumiec klamstwo. Nie pamietam juz teraz
>
tych stanow, przepisuje z notatek.
>
W kazdym razie ten etap, podobnie jak poprzedni zaczalem od rzeczy
>
najprostszych i stopniowo uzyskiwane sukcesy dawaly energie do dalszej pracy.
>
Rozwiazalem swoje osobiste problemy, o ktorych tu nie bede mowil.
>
Moge jednak wymienic jeden z najwiekszych: zaprzestanie picia
>
alkoholu. Ten sukces, zreszta latwiejszy do osiagniecia niz
>
myslalem, w polaczeniu z kompleksowym odtruwaniem organizmu (zmiana
>
sposobu odzywiania) dal efekt czegos w rodzaju przebudzenia.
>
Na ten temat nie bede sie rozpisywal, nie mam na to terminologii.
>
Nie jest to juz praca nad poszczegolnymi sytuacjami,
>
ale permanentny stan, ktory nazywam patrzeniem ZDZIWIONYMI OCZAMI DZIECKA.

Tu juz piszesz za bardzo ogolnikowo i boje sie, ze sie pogubilam.


>
Jesli ktos z listy ma jakies doswiadczenie psychoterapeutyczne,
>
niech wypowie sie o sensownosci tego rodzaju dzialan.
>
Interesuja mnie takze prywatne doswiadczenia.

O tym mi jest bardzo trudno pisac, zajeloby to za duzo czasu.


>
Jesli mialbym na sile przyznawac sie do jakiejs religii,
>
bylby to chyba jakis rodzaj panteizmu.
>
Ale po co wymyslac cos dla usprawiedliwienia
>
istnienia czegos, co doskonale sobie bez usprawiedliwienia radzi?
>
>
P.S. Jest jeszcze jeden wazny element - tworczosc.
>
To, co w zenie osiagane jest medytacja, mozna osiagnac przez tworzenie.
>
Dlatego chyba Japonczycy maja wiecej "dyscyplin" sztuki, dostepnych
>
dla kazdego. A nasz Witkacy pisal o "bezposrednio danej jednosci osobowosci".

To mnie bardzo ucieszylo, to bym lubila. Musze o tym pomyslec.


>
To na razie tyle.
>     
> Wojciech Kruczynski



Date: Thu, 18 Apr 1996 09:25:43 +0200 (MET DST)
From: Krzysztof Porzezynski <krzynio@sungeo.biogeo.uw.edu.pl>
Subject: Re: Zdziwione oczy dziecka

W odpowiedzi do Wojciecha Kruczynskiego:

>> Przeciez caly czas stosujesz jakies formy. Prawdopodobne, ze jezdzisz
>> prawa strona ulicy, mozliwe, ze mowisz "dzien dobry" itd.

> Te formy staram sie przyjmowac SWIADOMIE, swiadomie, sWiAdOmIe.

Mysle, ze "formy religijne" tez mozna PRZYJMOWAC swiadomie.


> Co to sa "chinskie" potrawy?

Co to jest kultura wschodu i zachodu?


> Ty zjesz ciasto, ja zjem inna forme maki, jajek itd.

Ale przyznasz chyba, ze to nie bedzie dokladnie to samo?


> Lewa strona, chinska potrawa, ciasto...
>
> Plwaj na te skorupe i zstap do glebi.
> --

Sorry. Nie rozumiem slowa "Plwaj"

Krzynio



Date: Thu, 18 Apr 1996 18:51:30 -0700
From: Wojciech Kruczynski <f64strek@it.com.pl>
Subject: Re: Zdziwione oczy dziecka

Krzysztof Porzezynski wrote:

> Mysle, ze "formy religijne" tez mozna PRZYJMOWAC swiadomie.

Jesli sa konieczne do osiagniecia CELU.


>> Co to sa "chinskie" potrawy?

> Co to jest kultura wschodu i zachodu?

Dopoki przyjmujesz "kulture" a nie "kulture wschodu" ,wszystko jest O.K.
Ale "keysaku" to juz "kultura wschodu" a nie "kultura".


>> Ty zjesz ciasto, ja zjem inna forme maki, jajek itd.

> Ale przyznasz chyba, ze to nie bedzie dokladnie to samo?

Jasne, ze nie. Wypowiem o jedno slowo mniej.


>> Plwaj na te skorupe i zstap do glebi.
>> --

> Sorry. Nie rozumiem slowa "Plwaj"

"Oda do mlodosci"
Adam Mickiewicz wrote.

Pozdrawiam.

Wojciech Kruczynski



Date: Thu, 18 Apr 1996 19:13:22 -0700
From: Wojciech Kruczynski <f64strek@it.com.pl>
Subject: Re: Zdziwione oczy dziecka

Ewa Lukowska wrote:

>>
Nie jest to juz praca nad poszczegolnymi sytuacjami,
>>
ale permanentny stan, ktory nazywam patrzeniem ZDZIWIONYMI OCZAMI DZIECKA.

> Tu juz piszesz za bardzo ogolnikowo i boje sie , ze sie pogubilam.
> Ewa

Sam tego dobrze nie rozumiem i bylo to dla mnie zaskoczeniem.
Wydaje mi sie, ze ten stan "wylaczenia umyslu dla swiezosci reakcji"
przeszedl w podswiadomosc.
Reakcje, ktore byly dawniej normalne, sa dzis rzadkie i dziwacznie
sie czuje, np. dzis kupilem sobie nowy zegarek, siedze, ogladam go
i jestem bardzo zadowolony. Straaasznie dziwne uczucie.

Cze

Wojciech



Date: Fri, 19 Apr 1996 18:24:41 -0700
From: Wojciech Kruczynski <f64strek@it.com.pl>
Subject: Re: Zdziwione oczy dziecka

Krzysztof Porzezynski wrote:

> Odpowiadajac Wojtkowi Kruczynskemu:

>>> Mysle, ze "formy religijne" tez mozna PRZYJMOWAC swiadomie.

>> Jesli sa konieczne do osiagniecia CELU.

A co by bylo, jakbys urodzil sie przed Budda?
Skad przyjalbys formy?
I skad je wzial Budda (bo nie wiem)?

Wojciech.



From: Ewa Lukowska <Ewa.Lukowska@ibib.waw.pl>
Subject: Re: Zdziwione oczy dziecka
Date: Sat, 20 Apr 1996 09:06:40 +0200 (MET DST)


> Krzysztof Porzezynski wrote:

>> Odpowiadajac Wojtkowi Kruczynskemu:

>>>> Mysle, ze "formy religijne" tez mozna PRZYJMOWAC swiadomie.

>>> Jesli sa konieczne do osiagniecia CELU.

> A co by bylo, jakbys urodzil sie przed Budda?
> Skad przyjalbys formy?
> I skad je wzial Budda (bo nie wiem)?

O jakich formach mowisz?
Jakie Budda mial (wzial) formy?


> Wojciech.

Ewa



From: Wojciech Kruczynski <f64strek@it.com.pl>
Subject: Re: Zdziwione oczy dziecka

Ewa Lukowska wrote:

> O jakich formach mowisz?
> Jakie Budda mial (wzial) formy?

Nie wiem, pytam.
- --
Wojciech Kruczynski



Date: Mon, 22 Apr 1996 12:25:05 -0700
From: TomekK <kaminski@ii.uj.edu.pl>
Subject: Re: Zdziwione oczy dziecka

Wojciech Kruczynski wrote:

> A co by bylo, jakbys urodzil sie przed Budda?
> Skad przyjalbys formy?

Buddha nie uczyl niczego szczegolnie nowego. Te nauki istnialy od zawsze.
Sam Buddha twierdzil, ze przypomina jedynie nauki Starszych.


> I skad je wzial Budda (bo nie wiem)?
>
> Wojciech.

W czasach Buddy istnialy juz pewne (nawet dosc stare) formy, jak joga,
czy tantra. Budda odrzucil je jako malo przydatne.
Czy to oznacza ze formy sa niepotrzebne ?

Buddyzm stworzyl nowe formy. Czy to oznacza, ze sa jednak potrzebne ?

Jesli chcesz form, to masz formy, jesli ich nie potrzebujesz, to nie ma
zadnych form.

Tomek Kaminski



Date: Mon, 22 Apr 1996 21:22:57 -0700
From: Wojciech Kruczynski <f64strek@it.com.pl>
Subject: Re: Zdziwione oczy dziecka

TomekK wrote:

> W czasach Buddy istnialy juz pewne (nawet dosc stare) formy, jak joga,
> czy tantra. Budda odrzucil je jako malo przydatne.
> Czy to oznacza ze formy sa niepotrzebne ?
>
> Buddyzm stworzyl nowe formy. Czy to oznacza, ze sa jednak potrzebne ?
>
> Jesli chcesz form, to masz formy, jesli ich nie potrzebujesz, to nie ma
> zadnych form.
>
> Tomek Kaminski

Ja sie z tym zgadzam.
Mozna tez powiedziec: jesli chcesz byc pijakiem, to jestes pijakiem itd.
Mnie chodzi o to, czy formy nie sa odbiciem czegos wazniejszego,
na co przez formy nie zwraca sie uwagi.

Wojciech


 
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego