Jak ważny jest ten "pierwszy raz", odc. 3. - LeoTar'a rozmowy o wychowaniu, wiosna 2013

Idź do spisu treści

Menu główne:

Jak ważny jest ten "pierwszy raz", odc. 3.

Jak ważny jest ten "pierwszy raz".

>oooooo! Leotar!
>Jestem w lekkim szoku. Pamiętam te same twoje teksty tak z 10 lat temu.
>Wyjaśniam czemu jestem w szoku - ludzie się zmieniają, a ty ciągle i ciągle
>o tym samym... stanąłeś w miejscu i kręcisz się w kółko. >10 lat.....

Więcej lat upłynęło. Poprzedni okres to lata 1995-1999.
Czy rzeczywiście gonię w kółko to czas pokaże. Ja jestem pewien, że mam
rację - jestem o to całkowicie, zupełnie spokojny. :)


>Leo, moja rada dla Ciebie - moim zdaniem przeżyłeś pewien wewnętrzny
>wstrząs, szok, który spowodował że kręcisz się w około ciągle tej samej
>sprawy.

Wstrząsem było dla mnie to do czego dotarłem, co odkryłem w zakamarkach
mojej podświadomości. Żeby ten pogląd upowszechnić trzeba wykonać nie lada
pracę, gdyż każdy musi wyciągnąć wnioski sam i na własną odpowiedzialność
musi ten pogląd przyjąć lub odrzucić. Ale wszystkich nas spotyka to samo:
nieuświadomiona przemoc seksualna rodziców w stosunku do dzieci poprzez
zakazy. I każdy komu na sercu są sprawy przyszłości jego dzieci musi się z
tym zmierzyć sam, przepracować swoją przeszłość samodzielnie aby podjąć taką
lub inną decyzję. Mnie leżą na sercu sprawy moich dzieci gdyż skutkiem
przemocy emocjonalnej mam wnuczka z zespołem Kabuki. To efekt przemocy
emocjonalnej mojej żony w stosunku do córki. I mój zięć, którego jeszcze nie
poznałem osobiście musi się z tym problemem zmierzyć sam, gdyż moja córka
będzie go zmuszać do tego by dotarł do tego do czego dotarłem ja. Jestem
przekonany, że wady genetyczne są do wyeliminowania a nawet do usunięcia w
przypadkach juz istniejących jeżeli wyeliminuje się z życia rodziny przemoc
seksualną. Kiedyś może o tym napiszę nieco więcej.


>Ten szok jest spowodowany przez rozwód i wcześniejsze odrzucenie ciebie
>przez bliskie osoby - teraz nie możesz się pozbierać, wiec wymyśliłeś
>sobie walkę zastępczą.

Miałem chwile słabości gdy rozpoczynałem przerabianie własnej przeszłości
ale to juz dawno minęło i pozostała pewność co do mechanizmu wirowania
przemocy seksualnej w rodzinach. A jakie jest na to lekarstwo to już zapewne
wiesz. :)


>Efektem jest twoja "walka" ze "złym społeczeństwem", o "naprawę świata".
>MZ, powinieneś raczej <pomóc sobie i dać odpocząć światu>.

Społeczeństwo nie jest złe tylko nieświadome. Bo i kto miał je uświadomić
skoro nasz praojciec Adam nie miał świadomości tego co powinien robić, bo po
prostu nie miał ojca. Dopiero tworzył społeczeństwo. Podobnie rzecz miała
się z Ewą z ta różnicą, że podczas porodu pokonała strach i posiadła dzięki
temu zdolność manipulowania Adamem wykorzystując w tym celu seks. Chyba
pamiętasz jak pisałem, że kobieta może manipulować mężczyzną dzięki temu ,
że jej fizjologia seksu sprowadzać się może, brutalnie mówiąc, do
rozłożenia nóg. Mężczyzna musi być podniecony by mu fiutek zagrał. Kobiecie
bardzo łatwo jest manipulować fizjologią seksu mężczyzny jeżeli będzie go
straszyć i poniżać. Wówczas się nie sprawdzi jako facet a z każdym aktem
seksualnym będzie gorzej. Trzeba więc wyeliminować tę dominacje kobiety;
ale nie dokona się tego jeżeli mężczyzna nie będzie wierzył we własne siły,
nie będzie autorytetem dla samego siebie. A tego bez inicjacji się nie
dokona.


>Takich osób jak ty jest trochę, np. globek tu na grupie. Jedni walczą z
>"nietolerancją", ty np. wymyśliłeś sobie jako oś sporu rzekomą "inicjację
>seksualną w rodzinie".

Wydaje mi się, że spotykamy się na forum po to by dyskutować problemy trudne
a Ty starasz się mnie zniechęcić do czegoś czego potrzebę dostrzegam w
każdym mężczyźnie i każdej kobiecie. Bo kobiety tak samo jak mężczyźni
cierpią z powodu braku inicjacji seksualnej, z powodu przemocy emocjonalnej
w rodzinach, tyle tylko, że kompensują to sobie poniżaniem mężczyzn i innych
kobiet. Perfidna gra kobiet jest niesamowicie wyrafinowana, a te, które
naturalnie rodziły dzieci  dodatkowo niczego się nie boją. Dlatego uważam,
że gra jest warta nie tylko świeczki ale całego żyrandola.


>MZ, zamiast ciągle walczyć ze złym społeczeństwem, powinieneś zacząć
>przyglądać się sobie samemu - jako na kogoś kto przeżył ogromną krzywdę. I
>w który w ten właśnie zastępczy sposób próbuje zemścić się na
>krzywdzicielu. Powinieneś spróbować jakoś uleczyć tą swoją krzywdę. Bo
>inaczej będziesz kręcił się w kółko do końca świata.

A Ty ciągle swoje. Wszystkie społeczeństwa cierpią z powodu przemocy i jest
tej przemocy coraz więcej, albo tez jest jej tyle samo tyle, że ludzie to
teraz juz dostrzegają A moim obowiązkiem jako obywatela tego swiata jest
ogłaszanie czegoś co uwolni świat od przemocy. Jest faktem, że ludzie,
którzy mają władzę, pieniądze czy sławę boją się takich przemian ludzkiej
świadomości ale nic za darmo. W zamian za zrównanie wszystkich (nie mylić z
komunizmem) uzyskają szczęście, i spokój o jakim nigdy nie marzyli.

To ty Druchu.

LeoTar

>Druch



>>>..........
>>>Córki starają się  ściągnąć uwagę ojca na siebie- najpierw podbierając
>>>matkom kosmetyki, trenują zachowania seksualne wobec ojców- gdy dorosną,
>>>znajdą sobie wzór ojca za opiekuna- a ich ojciec przekaże je w opiekę
>>>mężom.  Oczywiście- to wielki skrót.

>> Rzeczywiście wielki skrót myślowy. Ale ja zadam Ci  przy okazji pytanie.
>> Czy  kobieta jest rzeczą, którą sie przekazuje z rąk do rąk ? Czy nie jest
>> wystarczająco samodzielna by wymagała od mężczyzny opieki ? Może w ten
>> właśnie sposób udając niesamodzielną  zmusza swojego partnera do
>> nadmiernego zajmowania sie nią. W ten sposób uzależnia go od siebie
>> i staje się jego panią na każde życzenie.  Sama będąc zniewolona jeszcze
>> bardziej zniewala.

> Może w niektórych patologicznych razach- tak. No ale tu nie o to idzie.

We wszystkich układach damsko-męskich kobieta odgrywa rolę słabej istoty,
którą należy się opiekować a mężczyznę obciąża poczuciem winy za to, że
czegoś jej nie wystarcza. Nawet te samodzielne współczesne businesswoman w
relacjach z mężczyzna odgrywają role słabych i kruchych. To jest poza, która
ma z definicji wzbudzić w mężczyźnie poczucie winy w stosunku do kobiety.


> Kobieta ma urodzić dziecko. W normalnym związku to ona choćby z tej racji
> wymagać będzie opieki mężczyzny. Zawsze też nawet najlepiej przygotowana
> zawodowo kobieta- jeśli zdecyduje się na bycie matką (a jaki sens ma
> rodzina bez tego?) będzie wymagać opieki męża.

Nie neguje tego i odpowiedzialny facet będzie się partnerka zajmował. Tyle,
że jest to sytuacja wyjątkowa w życiu kobiety. Można jednak zarzucić naszym
kobietom, przynajmniej częściowo, naciągactwo. Spójrz na Indianki, które
rodziły dzieci nieomalże w marszu
A nasze kobiety zajmują się przez bardzo długo okres wyłącznie dzieckiem
uzależniając je od siebie i rzadko dopuszczając  do dziecka ojca. W okresie
początkowym życia niemowlaka matka gra pierwsze skrzypce i chyba nie tylko
z  rzeczywistej potrzeby dziecka ale również dla robienia z siebie słabej
istoty, która wymaga długotrwałego wsparcia partnera.
Nie chodzi o to, że potępiam za to kobiety za to, że uzależniają od siebie
dziecko w pierwotnym okresie. Uważam, że takie społeczeństwo, które wyklucza
ojca z zajmowania się noworodkiem jest chore i zboczone. Na szczęście ja sam
bardzo dużo czasu spędziłem z moją Kasią i dlatego dostałem od niej
podpowiedzi co do postępowania żony.
W okresie niemowlęcym, tak jak i w każdym innym okresie życia dziecka
mężczyźni powinni mieć takie same prawa do opiekowania się dziećmi jak i ich
partnerki. Stąd urlopy macierzyńskie i tacierzyńskie powinny być takie same.


>> Jeżeli jesteś bystrym obserwatorem to powinieneś wiedzieć, że kobiety
>> znakomicie manipulują mężczyznami znacznie sprytniej niż mężczyźni
>> kobietami. A jeżeli coś się stanie złego to zawsze winien jest mężczyzna.
>> A  kto odnosi korzyści - kobieta.

> Mam głębokie przekonanie, że to, czy ktoś manipuluje otoczeniem- czy nie
> (i w jakim stopniu) zależy nie od płci (nie widzę żadnego związku)- a od
> wychowania. Manipulować będzie osoba z rodziny, w której nią manipulowano.
> Manipulacja to przeciwieństwo szczerości, otwartości- i tam, gdzie nie
> było w domu tych rzeczy- tam była manipulacja.

Nie zgadzam się z tym, że  przeciętni kobieta i mężczyzna tak samo
manipulują.  Kobiety wykorzystują strach mężczyzn przed psychiczną
kastracją. Strach, który jest wywołany przez brak poczucia własnej wartości
(a jaka jest tego geneza juz wszyscy wiemy :) ). Gdyby mężczyzna był
autorytetem dla samego siebie nie miałby problemu z uwolnieniem się od
takiej manipulacji, ale tak nie jest gdyż nie został ustabilizowany przez
ojca w akcie inicjacji i brakuje mu poczucia własnej wartości. Dlatego
kobieta może nim manipulować. W drugą stronę taka możliwość nie istnieje i
mężczyzna nie może manipulować potencją seksualną kobiety. Ponieważ
mężczyzna nie może się bronić przed takim atakiem używa fizycznej siły,
dopuszcza się fizycznego gwałtu na kobiecie. Niekoniecznie musi to być gwałt
seksualny; może to być tylko pobicie lub zabicie kobiety.
Gdyby mężczyzna i kobieta mieli poczucie własnej wartości uzyskane poprzez
wychowanie i inicjację seksualną nie musieliby sobie podporządkowywać
partnerów, kobieta seksualnie (psychicznie) a mężczyzna fizycznie. Można w
ten sposób wyjaśnić wszelkie popełniane przestępstwa.


>>> To wszystko napędza- podkreślam- energia seksualna.
>>
>> Energia seksualna niewłaściwie ukierunkowana jest straszliwą
>> niszczycielską siłą. I to siłą, którą posługują się kobiety powodując śmierć
>> niepokornego, nie dającego się podporządkować,  mężczyzny. Stąd znacznie
>> krótszy średni czas życia mężczyzn niż kobiet.

> Oczywiście- jak zauważyłeś - energia ta użyta niewłaściwie ma moc
> niszczenia. Reszta- to IMO Twoje osobiste doświadczenia- które rozciągasz
> na wszelkie inne zdarzenia.

To wynik moich osobistych ale i mniej osobistych obserwacji. Miałem ostatnio
rozmowę z kobietą, której mąż się powiesił. Miała z nim dwójkę dzieci i
trzecie pozamałżeńskie. Opowiadała, że jeszcze za życia oglądał różne
"świństwa" w sieci ale ani przez moment nie przyszło jej do głowy, że
poniżyła go przynosząc do  ich domu dziecko innego faceta. Oczywiście
musiało się im nie 'układać" ale skoro poszukiwał seksu i "świństw" w sieci
to musiała mu dobrze dołożyć do pieca. Nie winię jej za jego śmierć ponieważ
ona tylko napędzała przemoc, której oboje byli poddani w swoich domach
rodzinnych. Napędzała tę przemoc aby go zmusić do odnalezienia mechanizmu
przemocy podobnie jak robiła to ze mną moja żona. Tyle tylko, że on okazał
się za słaby a ja, dzięki moim dzieciom przetrwałem chociaż miałem pewnego
dnia ochotę popełnić samobójstwo na oczach mojej żony. Wiem teraz, że
manipulowała wtedy mną chcąc zmusić mnie do skoku z wysokiego pietra.
Kobiety napędzają przemoc aby zmusić mężczyzn do wyzwolenia ich, kobiet oraz
mężczyzn z jarzma przemocy emocjonalnej (seksualnej), która szerzy się w
świecie w obecnym modelu wychowawczym.


>I wychodzi to, co napisałeś: nieprawda. Zarówno kobieta jak i mężczyzna
>może się tą energia posługiwać niszcząco. Zdaje się, że kiedyś w rozmowie
>ze mną użyłeś stwierdzenia, że kobieta płaci seksem mężczyźnie. OK- ale i
>na odwrót też. Ile kobiet opiekujących się dziećmi- wiernych żon- jest
>zdradzanych? Często taki mąż- łajdak zaspokojony przez kochankę będzie
>traktować żonę właśnie w taki sposób: będzie jej płacił seksem za różne
>rzeczy. A za tym idzie poniżenie kobiety.

Ja tez miałem "skok w bok" gdy urodził się mój młodszy syn. Ponieważ urodził
się zdrowy (mój starszy syn jest obciążony zespołem Down'a) więc uznała, że
teraz mnie całkowicie sobie podporządkuje i odmówiła mi współżycia albo
robiła to w taki sposób, że żyć mi się odechciewało. Więc znalazłem sobie
bezpruderyjną panią, która chętnie zaspokajała moje potrzeby. Miała trzy
córki, żadnego syna, i też wyrzuciła męża z domu. Ale to w tej chwili nie
jest ważne. Moje małżeństwo nieomalże się rozpadło, ale w końcu sprawa
przyschła jako nasza kolejna tajemnica.  Przemoc żony w stosunku do mnie
znalazła swoje ujście w postaci mojego romansu i tylko moja późniejsza
determinacja nie doprowadziła w tym momencie do rozwodu. Zadra jednak
pozostała i była dla mojej żony kolejnym na mnie straszakiem.


> Zupełnie nietrafiona IMO jest diagnoza o powodach, dla których kobiety
> żyją dłużej. Tu odpowiedź Ci da każdy interesujący się choć trochę
> biologią, czy choćby zwolennik Darwina. Bóg, Matka Natura- jak tam chcesz-
> robi sobie na nas eksperymenty. My się łatwiej przystosowujemy do
> zmiennego środowiska- ale i szybciej w nim giniemy, jeśli się źle
> przystosujemy. Kobiety są bardziej niezmienne. Tak już jest- przecież to
> one rodzą i one przede wszystkim zająć się muszą potomstwem. A to jest
> najważniejsze z punktu widzenia przetrwania gatunku.

Nazywam kobiety formą przetrwalnikową rodzaju ludzkiego. To one akumulują
różne cechy, dobre i złe, które ujawniają się w kolejnych pokoleniach lub
obumierają. Mężczyźni żyją krócej ponieważ są poddawani stresom różnego
rodzaju chociażby w nerwowej lub ciężkiej pracy a także stresom domowym,
czyli kobiecej przemocy seksualnej. Stres powoduje zaburzanie różnych
funkcji organizmu i odjazdy od normy i szybszą degenerację organizmu, czego
wynikiem jest wcześniejsza śmierć. W obecnym świecie przepełnionym kobiecą
przemocą emocjonalną i stresem z niej wynikającym mężczyźni muszą żyć
krócej. Natomiast kobiety utrwalają nieświadomie te swoje patologiczne
zachowania. Dlatego tak trudno jest cokolwiek zmienić bo kobiety przenoszą
to w czym zostały wychowane. Mniej się jednak stresują i w związku z tym
dłużej żyją.


>>> Trudno stwierdzić, wszystko konkretnie, co by zmieniło w relacjach z
>>> ludźmi zastosowanie Twojego modelu rodziny: inicjacja seksualna w
>>> rodzinie.

>> Wyzwolenie dziecka z jarzma nieuświadomionych pragnień, które są
>> niszczycielską siłą dla jednostki a w konsekwencji i dla społeczeństwa.
>> Człowiek wyzwolony uwalnia umysł, przestaje być niewolnikiem swojej
>> podświadomości

> Człowiek wyzwolony rzeczywiście przestaje być niewolnikiem
> podświadomości. Jednak to, co proponujesz- to coś w rodzaju inicjacji
> satanistycznych - gdzie ofiarę- nowego członka  seksty gwałci się. Tak,
> wiem - tu wszystko jest za przyzwoleniem- jednak nie wiem, co ma
> silniejszą moc destrukcji: zbiorowy gwałt czy seks kazirodczy?

Żadnego gwałtu ale pozwolenie dziecku na spełnienie jego pragnienia. Nie
chodzi o systematyczne uprawianie seksu z dzieckiem ale na akt WOLNEJ WOLI
dziecka w obecności obojga rodziców. Inicjacja to akt jednorazowy i jestem
pewien, że dziecko nigdy więcej tego nie zapragnie. To jest tak jakby ojciec
oddał synowi to co dlań najdroższe czyli własna partnerkę seksualną od
której syn oczekuje również pełnego szacunku i poszanowania jego wolnej
woli. Kobieta jest tylko wagą, na której syn zrównuje się z ojcem i staje mu
się równy we wszystkim. Podobnie rzecz się ma z córką i matką: córka
zrównuje się emocjonalnie z matka gdyż sięgnęła po to co dla matki
najdroższe: po partnera seksualnego matki. Tylko w taki sposób syn i córka
mogą się stać równymi rodzicom ich płci. To nie jest satanizm lecz HUMANIZM.
Satanizmem jest uprawianie jakichś czarnych mszy ze zbiorowymi gwałtami na
dzieciach. Inicjacja to WOLNY i NIEPRZYMUSZONY wybór dziecka.


>To dopiero uwikłuje biedną ofiarę w chore relacje  z rodzicami!

A skąd taki wniosek ? No chyba, że zakładasz, ze chodzi o zwyczajny seks
uzależniający, model, który obowiązuje we wszystkich związkach w naszym
czasie. Dziecko nie jest partnerem rodzica. To rodzic  zwraca dziecku
wolność. W jednym masz rację, społeczeństwo naszego czasu nie jest
przygotowane na taką formę inicjacji. Ono nie jest przygotowane do
publicznej dyskusji o seksie. Rozmowa o seksie zazwyczaj kończy się
wulgaryzowaniem treści. To jest właśnie brak kultury seksualnej i jest on
ściśle związany z poziomem uprawiania seksu w rodzinach.


>Wiesz- jest to może przykład czegoś z lekka prymitywnego- ale jednak o
>wiele zdrowszego niż to, co proponujesz: pójście z synem do burdelu-
>praktykowane do dziś w niektórych krajach. Nie pochwalam tego, ale była to
>inicjacja seksualna za wiedzą i zgodą ojca, pod jego kontrolą w jakimś
>stopniu- często także za wiedzą matki. Podkreślę- to też nie tak- bo choćby
>dlatego, że pokazuje młodemu mężczyźnie przedmiotowość seksualną kobiety-
>ale o niebo to zdrowsze od kazirodztwa!>

To nie chodzi o jakąś kobietę, która ojciec poleci synowi lecz o te jedną,
jedyną która syna urodziła, wychowywała, i jest partnerką seksualną ojca,
gdyż to jej ojciec ufa, ją podziwia i szanuje i której wzorzec jako kobiety
jest już „wdrukowany” w psychikę chłopca. Taką też później  syn weźmie sobie
za partnerkę. A prostytutka nie spełnia tych wymagań - jest płatną pochwą, w
której syn zostawi, albo i nie, spermę. Bez żadnych pozytywnych emocji,
którymi przesycona jest inicjacja w domu rodzinnym.


>>>Można poszukać w krańcowo przecież różnych obyczajach różnych
>>> ludów na przestrzeni dziejów- czy taki obyczaj gdzieś panował. Ja o
>>> niczym takim nie słyszałem- mimo jakiegoś jednak zainteresowania
>>> tematem.  Kiedyś czytałem "Życie seksualne dzikich"- obfitujące w
>>> różne- z naszego punktu widzenia- perwersje seksualne dzikich ludów.
>>> Nie kojarzę w ogóle  podobnego rytuału. Należy zadać pytanie
>>> - dlaczego?

>> A czy nigdy nie przyszło Ci do głowy, że celem podziału ludzkości na
>> różne kultury jest właśnie poszukiwanie rozwiązania problemu
>> wychowawczego. Jak wychowywać dziecko by wyzwolić je z nieświadomości.
>> Dzięki podziałom poszczególne grupy, nacje, mogą w izolacji poszukiwać
>> rozwiązań i próbować je wdrażać na małą skalę by w końcu wybrać model
>> najlepszy gwarantujący bezpieczeństwo całej ludzkości

> Między innymi tak. W ogóle Matka Natura tą metodą posługuje się dość
> często. Jak się coś nie sprawdzi na małej grupie- to często grupa ta po
> prostu wymiera. Nie wiem, może i tak było z kazirodztwem- skoro (jak
> mniemam) nie dotrwało żadne plemię praktykujące je? Przecież wiele plemion
> uprawia naprawdę z naszego punktu widzenia dziwne praktyki seksualne- to
> kazirodztwa nie (chyba, ze jakieś wskażesz).

A słyszałeś o kazirodztwie królewskim ?

Albo inny przykład. W jednym z plemion, bodajże afrykańskim, króla zmusza
się do popełnienia aktu seksualnego z jego własną siostrą po to, aby później
można było go zabić jeżeli plemię spotkają jakieś klęski. Jeżeli nic się nie
dzieje to on nadal pozostaje królem.

Jak kiedyś znajdę coś więcej to napisze. Na razie nic innego nie przychodzi
mi do głowy.


>>> W mitach, baśniach, legendach, przekazach biblijnych,
>>> etc- spotykamy się często z ostrzeżeniami przed kazirodztwem- czego
>>> przecież znany Ci mit Edypa przykładem. Czyli- jest ten zakaz
>>> (kazirodztwa) tak ważny dla rozwoju społeczeństwa, że- sądząc z ilości
>>> ostrzeżeń- jest on priorytetowy.

>> Według mnie ten zakaz wynikał z nieświadomości potrzeb wychowawczych
>> człowieka  i wpływał na rozwój całej cywilizacji w sensie doskonalenia,
>> zabezpieczania i popychania ludzkości ku lepszemu i bezpieczniejszemu
>> życiu. Ale tez zakaz ten jest przyczyna nieokiełznanej rywalizacji o
>> posiadanie coraz większych dóbr. Napędza postęp ale równocześnie grozi
>> zagładą całej cywilizacji gdyż sprzyja nieokiełznanej rywalizacji w celu
>> symbolicznego pokonania ojca. Syn chce pokazać ojcu, że jest od niego
>> lepszy.

> Sam to pisałem- jedna z przyczyn- więc zgoda.


>>Chęć "bycia lepszym" od ojca to pokłosie poniżania syna przez ojca przez
>>zakazywanie synowi kontaktu seksualnego z matką. Ojciec robi to
>>podświadomie gdyż tak robił jego ojciec, jego dziadek i wszyscy
>>poczynając od początku dziejów.

> No- tu właśnie nie do końca tak. Opisujesz toksyczny związek ojca i syna.

Nie ma innych niż toksyczne związków chociaż tego sobie nie uświadamiamy.


>W związku zdrowym- ojciec zabierał np syna na polowanie, i uczył posługiwać
>się łukiem, dzidą, etc. Zachęcał do rywalizacji - jednocześnie ciesząc się,
>że syn jest taki zdolny. Gdy jego syn ustrzelił pierwszego jelenia- z
>dumnie wypiętą piersią chodził wśród pobratymców. No i jednocześnie
>kombinował, jak tu synowi podnieść trochę poprzeczkę- żeby był lepszy od
>innych. Owszem- to podniesienie poprzeczki odbywało sie w drodze
>rywalizacji ojca z synem. Tyle, że było zdrowe i pożyteczne. Syn uczył się
>zwyciężać, uczył się zaradności- a negatywne uczucia w stosunku do ojca
>ustępowały wraz ze zrozumieniem, że to dla jego dobra- bo ojciec jest z
>niego dumny i go kocha. Ja mam 2 synów- wiem coś o tym:-)

A potrafisz wyjaśnić dlaczego u syna występowały te negatywne uczucia ?
Przecież syn, w dotychczasowym paradygmacie wychowawczym, nie ma żadnego
powodu do negatywnych uczuć wobec ojca. Wszak ojciec robi wszystko aby
zabezpieczyć potrzeby rodziny, w tym syna. Dlaczego pojawia się nagle taki
problem ?
Zadaje więc pytanie  DLACZEGO ?
Dlaczego ?  to pytanie, które sobie zadawałem wędrując pod górę w
poszukiwaniu rozwiązania problemu przemocy w rodzinie. I odnalazłem te
przyczynę tam gdzie diabeł mówi dobranoc, w obszarze, którego penetracji nam
zakazano. Bo przecież Adam nie mógł wiedzieć czego potrzeba jego synowi. Bo
Adamowi nie miał kto przekazać Wiedzy. Tak samo było z nami.
A co do synów. Ja tez mam dwóch: Wojtek - 33 i Jan - 30. To poszukując
wyzwolenia dla Wojtka, który jest dzieckiem z zespołem Down'a  zapuściłem
się w obszary do tej pory. Zakazanej wiedzy o ludzkiej podświadomości.
Uważam, że jego (Wojtka) wyzwolenie jest możliwe jeszcze nawet w tym wieku
(33).  Polecam taka wędrówkę. Jeżeli się na nią zdecydujesz musisz być
przygotowany na wstrząsy bo Materia, czyli kobieta łatwo nie rezygnuje ze
swojej seksualnej dominacji sprawowanej nieświadomie nad mężczyzną.
Powodzenia.


>> Syn jest więc niewolnikiem ojca w każdym pokoleniu. Jeżeli nie może
>> posiąść choćby raz tego co dla ojca najcenniejsze, czyli kobiety ojca
>> więc rywalizuje z ojcem na polu ekonomicznym, naukowym, etc.

> No właśnie- nie bierzesz pod uwagę prostej rzeczy: czegoś, co w naszej
> cywilizacji uległo znacznemu popsuciu- świetnie funkcjonuje w innych-
> uważanych za bardziej prymitywne (choć nie koniecznie- w Japonii do dziś
> funkcjonuje): w skrócie: inicjacja mężczyzny. Syn, który tę inicjację
> przeszedł- był traktowany przez innych jak mężczyzna- dorosły. Miał już
> dorosłe obowiązki- i związane z tym prawa dorosłych. Coś, co nazwałeś
> niewolnictwem, byciem własnością ojca- (z czym się nie zgadzam)- zanikało
> w tym momencie. Teraz on- wyszkolony przez ojca, także dzięki ich wspólnej
> rywalizacji- założy swoją rodzinę, o którą będzie umiał zadbać. Później
> zaopiekuje się starymi rodzicami. I tak tylko może przetrwać
> społeczeństwo.

Coś jednak z tym społeczeństwem nie jest w porządku bo wiele w nim
samobójców i pracoholików. Mężczyźni oddani zakładom pracy i "wyścig
szczurów" w najbardziej skrajnym wydaniu. Rywalizacja do doskonałości
przeniesiona z poziomu rodziny na poziom społeczeństwa. A kobiety rządzą w
domach. Kobieta kojarzy się z domem a mężczyzna z zarabianiem pieniędzy.


>>Podobnie rzecz się ma z w relacjach matka-córka.  NIE!!!
> Matka nie rywalizuje z córką- tak jak syn z ojcem. To zupełnie inne
> relacje. A relacja córka- ojciec jest najważniejsza dla córki (nie
> koniecznie tak jest w relacji syn- matka).

Rywalizacja matki z córka przebiega tak samo jak rywalizacja syna z ojcem.
Różnica polega na tym, że syn uczy się zdobywać świat zewnętrzny dla jego
przyszłej rodziny a córka uczy się jak opanować świat wewnętrzny rodziny,
czyli jak kierować przepływem informacji między dziećmi a jej przyszłym
mężem. Syn uczy się dominacji fizycznej a córka psychicznej. To jedyna
różnica.


>To obraz ojca zostanie jej mężem. Ba! Nawet chore relacje z matką przy
>jednocześnie zdrowych z ojcem mogą ukształtować zdrowe libido seksualne
>córki.

Ale bez inicjacji seksualnej w domu będzie cierpiała z powodu braku poczucia
własnej wartości. Dlatego kobiety tak bardzo stroją się i malują.


>> Rodzic stara się ograniczać wolność dziecka ale to, dziecko, dąży do
>> uwolnienia się od dominacji rodzica. Walka ta jest bardziej fizyczna w
>> relacjach ojciec-syn a bardziej finezyjna  ale bardziej perfidna  i
>> niszczycielska w relacjach matka-córka.

> Rozumiem, o czym piszesz- ale nie. Przynajmniej nie jest to regułą. Tak
> dzieje się tam, gdzie brak szczerości i otwartości. Gdzie matka manipuluje
> córką i ojcem. No ale to patologia jest.

Matka WSZĘDZIE  manipuluje przepływem informacji w rodzinie a więc jej
dominacja jest regułą. Nie chcesz tego dostrzec.


>>> Samo wyobrażenie tego czynu przyprawia mnie o mdłości- dosłownie.
>>> Propagując coś takiego- w rzeczy samej zachęcasz do zbydlęcenia. I to
>>> dobrowolnego.

>> Czyżbyś  uważał akt seksualny za coś niegodnego człowieka ? Dzieci
>> domagają się tego od rodziców dopóki nie zostaną przez tych ostatnich
>> stłamszone i wychowane zgodnie z obowiązującym modelem wychowawczym. Ja
>> przeżyłem prowokację seksualną ze strony mojej córki i dopuściłbym się
>> kazirodztwa gdyby doszło do aktu seksualnego między nami bez udziału
>> mojej żony. Stałbym się partnerem seksualnym mojej córki a nie jej
>> wyzwolicielem. Gdyby do czegoś takiego doszło musielibyśmy ukrywać ten
>> fakt co powodowałoby uzależnienie córki ode mnie. A nie o to chodzi w
>> inicjacji by dziecko stało się totalnie psychicznie uzależnione od
>> rodzica; chodzi o to aby zostało całkowicie od rodzica uwolnione.

> No ale ponawiam pytanie: dlaczego nie ma plemion praktykujących
> kazirodztwo- ani o takich nic nie wiadomo? A może są- a ja nie wiem? Jeden
> z dziwnych obyczajów- o jakich czytałem: wśród braministów w Indiach do
> dziś bywa praktykowany obyczaj, że bramin defloruje podczas inicjacji
> seksualnej dziewczynki z niższej kasty. Jednak nie dość, że nie jest to
> kazirodztwo (choć bywa, że bramin już jest leciwy- jednak nie jest nawet
> spokrewniony)- to jeszcze nie wolno mu deflorować dziewczyny ze swojej
> kasty. Czyli jeśli chodzi o zabezpieczenie przeciw kazirodztwu- to jest tu
> naprawdę mocne.

Defloracja jest zazwyczaj związana z bólem i strachem przed nieznanym.
Dziewczyna, która podlega defloracji wybaczy to tylko jednemu mężczyźnie:
jej ojcu. Ponieważ jest pierwszym mężczyzną któremu zaufała wybaczy mu ból
i przestanie się bać kolejnych stosunków ze swoim partnerem życiowym.
Dlatego  w wielu plemionach, także wśród Hindusów, defloracji dokonuje obcy
człowiek. Tak również było w starożytnej Grecji i Rzymie, również na Bliskim
Wschodzie. Ale żadne to zabezpieczenie przeciw kazirodztwu bo jest ono
popełniane na całym świecie i nie wszędzie jest jednakowo traktowane.


> Jestem przekonany, że gdyby ich obyczaj nakazywał deflorowanie córek przez
> ojców- dziś by pewno nikt o nich nie słyszał: wyginęli by.

Przecież taki obyczaj nigdzie nie występował więc skąd możesz wiedzieć że
wyginęliby ?


> Sam seks- jak pisałeś- energia seksualna- jest energią. Kwestia użycia.
> Może być czymś wspaniałym- jeśli oboje robią to z radością i marzą o
> potomstwie, a może przynieść więcej szkód niż bomba atomowa- jeśli np tatuś
> robi to z córką.

Potwierdzasz to o czym piszę: Energia seksualna może być wykorzystana w
celach niszczycielskich (prostytucja, uzależnienie seksualne, dominacja
seksualna) lub w celu budowania wspaniałego świata. Chodzi więc o INTENCJE a
nie o sam fakt. Ja piszę o energii pozytywnej którą nazywam inicjacją
seksualną w rodzinie a Ty podciągasz to pod energię negatywną czyli nie
ufasz moim dobrym intencjom.  Niemożliwym jest zrealizowanie inicjacji
seksualnej w celach budowania pozytywu jeżeli którekolwiek z rodziców jest
uzależnione seksualnie od swojego partnera ponieważ dziecko staje się wtedy
terenem walki o zdobycie go dla siebie przez któregokolwiek z rodziców. I
dlatego akt inicjacji w rodzinie nie był rozważany gdyż dotychczasowe
relacje między partnerami w rodzinach są toksyczne, cechują je uzależnienia
wzajemne.
Z inicjacja seksualna jest  tak jak z energią nuklearną : można zbudować
bombę i zniszczyć świat albo tez można zapewnić światu nieskończone źródło
pozytywnej energii. W tym miejscu masz rację a ja chcę zbudować ten lepszy,
idealny  świat. Tyle, że świata tego nie zbuduję sam - potrzebna jest jeszcze
Kobieta i armia Budowniczych.


>>> Znane mi przypadki kazirodztwa- te, o których słyszałem, czytałem-
>>> wywoływały silne defekty w psychice dzieci tak skrzywdzonych. Zapytam
>>> wprost: czy byłeś molestowany seksualnie w dzieciństwie?

>> Wywoływały szkody w psychice dzieci gdyż dzieci musiały ukrywać ten fakt.
>> Gdyby im tego nie uświadomiono w myśl obowiązującej doktryny wychowawczej
>> nic złego by się dzieciom nie stało. Oczywiście pod warunkiem, że celem
>> rodzica nie było zaspokojenie własnych potrzeb psychiczno-fizycznych.
>> Wskutek inicjacji dziecko, powtarzam to po raz kolejny, nie może się stać
>> partnerem seksualnym rodzica gdyż celem inicjacji jest uwolnienie dziecka
>> od rodziców.

> Dziewczyna oddająca się pierwszy raz chłopcu, którego kocha- robią to z
> miłości- nawet, jak ich drogi się rozejdą- będzie to IMO wspominać jako
> coś wspaniałego. Może też robić z tego tajemnicę- bo dlaczego ma się tym
> chwalić? Szczególnie w małym miasteczku- może mieć problemy ze
> znalezieniem męża. Jednak zawsze będzie to miłe wspomnienie.

Dziewczyna marzy o pierwszym razie z ojcem. Tyle tylko, że matka zakazuje
jej tego i wpycha w ręce obcego faceta,, który w naszej kulturze chce
zaspokoić swoje rządze napompowane przez uzależniającą go matkę. Tylko
świadomy ojciec i świadoma matka mogą zapewnić córce bezpieczeństwo i
komfort podczas pierwszego razu. Tylko ojcu córka wybaczy ból defloracji i
zarazem porzuci jego oraz matkę by związać się z innym mężczyzna. Córka nie
zamierza zabierać matce partnera (swojego ojca) lecz chce jedynie zrównać się
ze swoją matką. Podobnie rzecz się ma z synem. Warunek - o którym już
wspominałem - to całkowita wolność rodziców od toksyczności emocjonalnej.
Przypuszczam, ze w toksycznej rodzinie w trakcie inicjacji (gdyby do takowej
doszło) ojciec może zabić syna lub odwrotnie lub może się wydarzyć inna
tragedia. Tak jak w micie o Edypie. Coś w nim jest - może ukryta prawda o
inicjacji seksualnej w rodzinie ...


>Dziewczyna uwiedziona przez ojca- nawet, jak tego będzie chciała- i żeby
>mamuśka powiedziała, że to fajne jest- będzie mieć zjechane życie do końca
>swych dni, albo długo będzie klientką terapeutów.

Jeżeli wciśnie się w jej świadomość że popełniła przestępstwo. A tak właśnie
działa nasza cywilizacja pełna przemocy i gwałtu, która  - według mnie -
poszukuje wyjścia z tego ślepego zaułka w który wpędził ją  Adamowy zakaz ,
zakaz stworzony przez przewodnika pierwotnej sfory. A wszyscy terapeuci
wciskają ten kit swoim popapranym klientom, którzy i tak nie wychodzą z
dołka lecz spychają swoje problemy do coraz głębszej podświadomości budując
wokół siebie coraz doskonalsze wały obronne manipulowani przez  terapeutów.
Polecam książkę Davida Boadelli zatytułowaną "Toksyczni terapeuci. Przemoc
religijna, sekty", w oryginale "Violence in Therapy"

LeoTar

 
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego