Choroba świata czyli LeoTar ma rację odc.1 - Jak to na wojence bywało

Przejdź do treści

Menu główne:

Choroba świata czyli LeoTar ma rację odc.1

Rok 1999 > Choroba świata czyli LeoTar ma rację

> Pierwszy obiaw watpliwosci, a leotar od smierdzieli wyzywa ;)
> leotar: daruj sobie bluzganie mnie, w kfajlu Cie mam.

Mnie LeoTar wyzywal od maminsynkow, mazgajow... wkurzalem sie, ale sie
oplacilo! Bylo to w pewnym sensie konieczne, by zaczac _myslec_ i uzyskac
SWIADOMOSC poruszanego przez niego problemu. Jestem teraz zupelnie innym
czlowiekiem, lepszym, bo swiadomym odwiecznej CHOROBY SWIATA. Walka z nia
przyjmuje niemal rewolucyjne cechy, ale tym razem, w odroznieniu od
dotychczasowych rewolucji (prob wyzwolenia sie od przemocy), jest
_niezaprzeczalnie_ sluszna, bo ma szanse zatrzymac globalna, nieuswiadomiona
AUTODESTRUKCJE ludzkosci. Rewolucja ta przyniesie pelna WOLNOSC, SZACUNEK,
ZAUFANIE i _na bazie_ tych wartosci - MILOSC. Niestety, dokonanie takiej
rewolucji jest niezwykle trudne, gdyz zaklada ono obnazenie najskrytszych
zakamarkow ludzkiej psychiki, ktora nadal, wyjatkowo niekorzystnie dla
ludzkosci, jest slepo utrzymywana w CHOROBIE - takze przez Was, drodzy
grupowicze! Zrozumcie wreszcie, ze nie macie doglebnej SWIADOMOSCI tego, o
czym pisze LeoTar. Czytajcie spokojnie jego posty i nie unoscie sie, gdy Was
skarci obelgami...

LeoTar juz nie jest jedynym, ktory walczy z choroba swiata - ja dolaczylem
do niego, choc pod znakiem zapytania stawiam nadal 'inicjacje seksualna w
rodzinie'. Oprocz tego, zgadzam sie ze wszystkim, co proponuje LeoTar i nie
boje sie do tego przyznac. Spojrzalem prawdzie w oczy, choc bylo to trudne,
ale udalo sie i teraz takze tego Wam zycze! O ile rewolucyjne hasla moga byc
utopijne (jak widze np. ekspansje islamu, opadaja mi rece), to przynajmniej
mozna cos zmienic we wlasnym ogrodku, w swojej rodzinie...

W. Deszcz                18.04.1999




A może to nie Leotar ale demagodzy mają rację?
Oni twierdzą, że wystarczy coś dostatecznie długo powtarzać a ludzie Ci
uwierzą, nieważne jakie bzdury wygadujesz...

Tym optymistycznym akcentem witam sie z wami ponownie :)

Groszt


 

Yo all!
Groszt napisał(a) w wiadomości: ...

> A może to nie Leotar ale demagodzy mają rację?
>
> Oni twierdzą, że wystarczy coś dostatecznie długo powtarzać a ludzie Ci
> uwierzą, nieważne jakie bzdury wygadujesz...

A nie jest to prawdą? Dawno temu udowodniono, że człowiek wystawiony na
długotrwała działanie informacji zaczyna ją przyswajać.
Dobrym przykładem są np. reklamy w tv. Ludzie trochę pooglądają i już
zaczynają bzdury wygadtwać...

Pain-Guevarra-Blitzen



Pain-Guevarra-Blitzen! napisał(a) w wiadomości: ...

> A nie jest to prawdą? Dawno temu udowodniono, że złowiek wystawiony na
> długotrwała działanie informacji zaczyna ją przyswajać.

Albo zaczyna MYSLEC :)
I doglebnie probuje przeanalizowac owa informacje.

Posty Leo mozna podzielic na dwie zasadnicze grupy:

1) te, w ktorych przedstawia nam gotowe recepty na (...) - te przechodza u
   mnie z pewnym zgrzytem
2) oraz te, w ktorych, w jakis tam sposob (bezposredni lub posredni)
   przedstawia alternatywny sposob myslenia/pojmowania - stosujac taki maly
   wstrzas mentalny :)

Te ostatnie bardzo lubie. Sa dla mojego mozgu jak poranny jogging dla ciala
:)
_____________________________________
PETER & Sto Sloni




PETER & Sto Sloni wrote:

> Posty Leo mozna podzielic na dwie zasadnicze grupy:
> 1) te, w ktorych przedstawia nam gotowe recepty na (...) - te przechodza u
>     mnie z pewnym zgrzytem
> 2) oraz te, w ktorych, w jakis tam sposob (bezposredni lub posredni)
>     przedstawia alternatywny sposob myslenia/pojmowania - stosujac taki maly
>     wstrzas mentalny :)

szanowny kolega raczyl zapomniec o trzeciej grupie:
- te ktorymi osusza swoje szambo ...

Blizbor




PETER & Sto Sloni napisał(a) w wiadomości:
<7fm117$5gm$1...@sunsite.icm.edu.pl>...

> 2) oraz te, w ktorych, w jakis tam sposob (bezposredni lub posredni)
>    przedstawia alternatywny sposob myslenia/pojmowania - stosujac taki maly
>    wstrzas mentalny :)
> Te ostatnie bardzo lubie. Sa dla mojego mozgu jak poranny jogging dla ciala
> :)

Tak swoją drogą ciekawe, czy on się stosuje do tego, co tutaj wypisuje...
:]]]

Pain-Guevarra-Blitzen




Przyjacielu!

W sumie dobrze piszesz, ale chcialbym dodac swoje trzy grosze.
W.Tar. przezyl cos takiego co mozna nazwac "małżeńskim krachem".
Jak to wyglada? Wiedza to zwykle Ci co przezyli rozwod.
Schemat jest taki: pojawiaja sie w malzenstwie pewne male
spory, i jakos sie tak dzieje, ze zostaja one nie rozwiazane
(dlaczego - to temat na inny post). Jeden do drugiego czuje
na raziem "mala uraze". Czesto sie to rozwiazuje ale
czasami nie. Poniewaz maz czesto kocha zone, a ona
jego, wiec to "mala uraza" jest zwykle bardziej bolesna
niz gdyby doktyczylo to np. kolegow z pracy. Poniewaz
czlowiek czuje sie skrzywdzony, moze byc np. agresywny
dla partnera (lepiej) lub subtelnie go "pokopywac" (gorzej).
Jezeli tego momentu partnerzy nie zauwaza i krzywdy
"zapadna", jest to -moim zdaniem- poczatek konca.

Krzywdy narastaja i narastaja (im liczba oskarzen
na partnera rosnie tym trudniej to wszystko wywalic).
Ludzie rania sie coraz bardziej, bardziej...
I w koncu nastepuje krach... (wielki i zajadly rozwod).
Moze byc tak, ze kobieta poniewaz jest
slabsza, bardziej "subtelnie podkopuje",
natomiast mezczyzna stosuje np. sile,
zeby wyrazic swoja agresje. Ale zdarza
sie dosc czesto, ze mezczyzna tez
"subtelnie podkopuje", zwlaszcza wtedy gdy
nie uzywa sily.

Zwykle jak ktos nam zrobi krzywde, najpierw wzbiera w
nas wzburzenie i dzialaja wielkie emocje, agresja i zlosc.
To normalne. Jak juz sie konflikt zakonczy, czy to poprzez:
"rozejscie sie", "obrazenie sie" (czyli konflikt nie zakonczony,
lecz "unikniety") albo szczere pogodzenie, to dopiero
po pewnym czasie mozna z takiego "refleksyjnego"
spojrzenia, w miare dobrze ocenic sytulacje.

W.Tar jest w momencie przelewania wielkich emocji.
Jezeli ktos mnie uderzy, a ja krzycze np. "ty chamie",
to wcale nie oznacza, ze moj przeciwnik to cham,
ale oznacza, ze jestem skrzywdzony i po to to mowie.
Wiec nie wszystko co mowi W.Tar to prawda, mimo,
ze ma takie _silne_emocjonalnie_argumenty_.
Ale on to musi robic, to jasne, tyle, ze, poniewaz
zona sie wycofala, to traktuje innych ludzi (np. na grupie)
jako "zastepce zony do wywalania emocji" i na nich te
brudy wywala.

Z tego co W.Tar pisze, u niego miala cos mniej wiecej
takiego: kobieta wywierala moze subtelne naciski na niego,
a on mimo, ze czul sie przez to skrzywdzony, nie reagowal,
bal sie "odrzucenia ze strony kobiety". Moze ta kobieta wlasnie
w ten sposob dziala, straszyla odrzuceniem.
To to "siedzenie w milczeniu" (obrazowo: w konciku i ani mru,mru...),
i niechec W.T. przed dostrzezeniem jak bardzo to jest dla
_niego_samego_ toksyczne, dopowadzilo do tego krachu.
Jego krzywdy narastaly i narastaly, a teraz wybuchly jak
wulkan. To co z niego wychodzi to wlasnie to:
"Nienawidze Cie cholerna babo!".

Czy kobieta manipuluje? Moze troche tak, ale trzeba widziec,
ze sa ludzie ktorzy manipuluja niezaleznie od tego czy sa
kobietami czy mezczyznami. Sama manipulacja nie
jest -wedlug mnie- zla. Wyjasnie pozniej.
To co nazywa sie  "kobieca manipulacja", to po prostu
troska i wrazliwosc kobiety ktora delikatnie naciska
mezczyzne zeby zrobil "to i to" co jest jej potrzebne.
Czesto kobieta nie potrafi wprost wyrazac swoich
pragnien, bo jest bardzo delikatna, a mowienie wprost,
odslania wrazliwe "ja", tak ze jest sie bardziej
bezbronnym na ewentualne ataki. Czesto stawiane
wymagania "kobiety nowoczesnej"
(-dlaczgo ty jestes taka kura domowa!!??) powoduja,
ze kobieta jeszcze bardziej ukrywa wrazliwe wnetrze
a zeby je chronic i realizowac stosuje pewne triki.
Niestety niewyrzucone/tlumione latami z siebie
krzywdy W.T (+separacja dzieci) powoduja,
ze widzi on to jako "niezwykle wielka manipulacje".


> Mnie LeoTar wyzywal od maminsynkow, mazgajow... wkurzalem sie, ale sie
> oplacilo! Bylo to w pewnym sensie konieczne, by zaczac _myslec_ i uzyskac
> SWIADOMOSC poruszanego przez niego problemu.

Wierze. Poprzez taki wstrzas rzeczywiscie czesto mozna cos dodatkowego
dojrzec.


> Jestem teraz zupelnie innym czlowiekiem, lepszym, bo swiadomym
> odwiecznej CHOROBY SWIATA. Walka z nia przyjmuje niemal rewolucyjne
> cechy, ale tym razem, w odroznieniu od dotychczasowych rewolucji
> (prob wyzwolenia sie od przemocy), jest _niezaprzeczalnie_ sluszna,
> bo ma szanse zatrzymac globalna, nieuswiadomiona AUTODESTRUKCJE
> ludzkosci. Rewolucja ta przyniesie pelna WOLNOSC, SZACUNEK,
> ZAUFANIE i _na bazie_ tych wartosci - MILOSC. Niestety, dokonanie takiej
> rewolucji jest niezwykle trudne, gdyz zaklada ono obnazenie najskrytszych
> zakamarkow ludzkiej psychiki, ktora nadal, wyjatkowo niekorzystnie dla
> ludzkosci, jest slepo utrzymywana w CHOROBIE - takze przez Was, drodzy
> grupowicze!

Co do powyzszego to sie mnie-wiecej zgadzam, ale czy Ty rozumiesz
czym jest ta choroba? W takim razie dlaczego takie trudne jest
obnazenie zakamarkow psychiki? Jezeli korzysci sa _ewidentne_ to
czemu ludzie na to "nie wpadli". Czy obnazyles juz swoje zakamarki?
A jesli nie to dlaczego?


> Zrozumcie wreszcie, ze nie macie doglebnej SWIADOMOSCI tego, o
> czym pisze LeoTar. Czytajcie spokojnie jego posty i nie unoscie sie, gdy
> Was skarci obelgami...
>
> LeoTar juz nie jest jedynym, ktory walczy z choroba swiata - ja dolaczylem
> do niego, choc pod znakiem zapytania stawiam nadal 'inicjacje seksualna w
> rodzinie'.

He, he! Cala ta "inicjacja seksualna" to tylko pewien symbol
stosowany przez W.T.
To cos czego sie (pewnie slusznie) przyczepil, zeby przelewac swoje,
emocje i krzywdy. Nie mozemy tego zrozumiec bo nie jestesmy W.T.
On sam do konca tego symbolu nie rozumie, on "nie wie co za tym stoi"!

Duch




Witam,

Przyjmiecie trzeciego do Waszej "rewolucji"? Nie masz moze Wladku jakiegos
pelnego opracowania swojej teorii? Chodzi mi o cos, co zawieraloby Twoja
biografia + Twoje przemyslenia + przemyslenia Twoich rozmowcow + duzo
przykladow z Twojego zycia + duzo przykladow z zycia innych ludzi + badania
naukowe + obszerna bibliografia + co ciekawsze fragmenty z dyskusji jakie
miales okazje prowadzic na ten temat + przystepnosc, logiczna organizacja.
Byloby to bardzo pomocne w zrozumieniu z czym, jak, dlaczego, po co,
walczysz.

W. Deszcz <w...@cybis.asp.wroc.pl> wrote in article
<7gf7nv$2mo$1...@h1.uw.edu.pl>...

> Nielatwo, nielatwo... mysle, ze Twoje idee powinny byc przede wszystkim
> kierowane do ludzi mlodych, bo sa oni jeszcze najbardziej elastyczni i
> sklonni do przebudowania fundamentow swojej psychiki. Potem, wysoka
> budowla (ich dorosle zycie) nie pozwala juz na przeprowadzenie takich
> remontow.

No wlasnie. Ja dopiero zaczynam moja budowle. Mozna powiedziec ze
fundamenty juz zalalem, ale jesli uznam ze warto - przebuduje je. Mam na
nia kuuupe kasy wiec pokazcie mi prosze Wasz projekt, powiedzcie z jakich
materialow i co moge wybudowac, a pozniej - pozwolcie samemu zdecydowac.


>> Czy sadzisz, ze ktos, komu uswiadamiasz, ze dopuszczal sie zbrodni jest
>> w stanie reagowac normalnie?

> Roznie bywa, ale najczesciej nie... dlatego trzeba rozmawiac z
> dziecmi/mlodzieza, ktora jeszcze nie popelnia wiekszej zbrodni (bo nie ma
> dzieci), ale jest jej ofiara.

Mam zadawac pytania czy sami ulozycie jakis zgrabny plan zajec? :)
Wolalbym jednak, zebyscie chociaz na poczatek, zasugerowali jakis temat.
Cos, jak przerobienie systemu binarnego jako wprowadzenie do programowania
w Assemblerze.


>> Cieszy mnie bardzo, ze jest nas juz conajmniej dwoch...:)

> Miejmy nadzieje, ze bedzie nas wiecej.

Wobec tego przyjmuje ze moge liczyc na Wasza pomoc.


> Rownosci _absolutnej_ miedzy Dzieckiem i Rodzicem byc nie moze, z samego
> faktu ze to rodzice dali dziecku zycie,

No wlasnie, jak to jest z tym "dawaniem zycia"? Ja przyjmuje ze rodzice
jedynie "przekazuja" zycie, a "dal" je kto inny - Bog. Bo skoro rodzice
sa/byliby Zrodlem Zycia, to dlaczego umieraja????


> Mozna natomiast uzyskac jak najmniej
> ograniczona rownosc przez wspomniane przeze mnie w poprzednich akapitach
> metody wychowawcze.

Mozna uzyskac _absolutna_ rownosc ze swoim ojcem wychodzac z w/w zalozenia.
O ile dobrze rozumiem rola ojca polega na tym aby wykreowaniu Czlowieka
takiego jak sam ojciec. Czlowieka zdolnego do podejmowania samodzielnych
decyzji, zdolnego do uszczesliwiajacego zycia i co najwazniejsze zdolnego
do wychowania wlasnego syna. Lub krocej, ojciec ma wykreowac ojca, a
matka - matke. A caly problem w tym ze ludzie biora sie za prokreacje nie
majac pojecia o ojcostwie.

> W. Deszcz

D a r e k



> No wlasnie. Ja dopiero zaczynam moja budowle. Mozna powiedziec ze
> fundamenty juz zalalem, ale jesli uznam ze warto - przebuduje je.
> Mam na nia kuuupe kasy wiec pokazcie mi prosze Wasz projekt,
> powiedzcie z jakich materialow i co moge wybudowac, a pozniej -
> pozwolcie samemu zdecydowac.

No problem. Dlaczego zainteresowales sie "naszym projektem"?


> Mam zadawac pytania czy sami ulozycie jakis zgrabny plan zajec? :)

To nie tak... proponuje bys regularnie czytal posty LeoTara i moje - Wladka
szczegolnie (wiekszy staz :) ) oraz uczestniczyl w dyskusjach, pytal o to,
co Cie szczegolnie interesuje.


> Wolalbym jednak, zebyscie chociaz na poczatek, zasugerowali jakis
> temat.

:-) Tematu nie musimy sugerowac. Najczesciej piszemy o manipulacji, braku
poczucia wlasnej wartosci, przemocy w rodzinie, uzaleznieniach...


> Wobec tego przyjmuje ze moge liczyc na Wasza pomoc.

No wlasnie... Czy Ty potrzebujesz pomocy, tzn. czy odczuwasz _na sobie_
jakis problem zwiazany z kobieca manipulacja, albo czymkolwiek, co dotyczy
teorii LeoTara?


> No wlasnie, jak to jest z tym "dawaniem zycia"? Ja przyjmuje ze
> rodzice jedynie "przekazuja" zycie, a "dal" je kto inny - Bog.

Bog nie istnieje.


> Bo skoro rodzice sa/byliby Zrodlem Zycia, to dlaczego umieraja????

Jedne zrodla wysychaja (rodzice), tworza sie kolejne (ich dzieci staja sie
rodzicami) - zrodlo zycia nigdy nie umiera.


> Mozna uzyskac _absolutna_ rownosc ze swoim ojcem wychodzac z w/w
> zalozenia.

Chyba inaczej pojmujemy pojecie rownosci absolutnej... Jak mozna uzyskac
rownosc _absolutna_ miedzy np. 6-latkiem a jego ojcem? Nierealne! Wraz z
czasem, gdy dziecko dorasta rownosc staje sie coraz _blizsza_ absolutnej,
ale nie _absolutna_. Nie mozliwa jest zamiana rol miedzy Stworca, a
Stworzonym... zawsze pozostanie, chocby najmniejszy, margines nierownosci -
wiec nie ma mowy o rownosci absolutnej.


> O ile dobrze rozumiem rola ojca polega na tym aby wykreowaniu
> Czlowieka takiego jak sam ojciec. Czlowieka zdolnego do podejmowania
> samodzielnych decyzji, zdolnego do uszczesliwiajacego zycia i co
> najwazniejsze zdolnego do wychowania wlasnego syna. Lub krocej,
> ojciec ma wykreowac ojca, a matka - matke.

Hmmm... To, ze corka zostanie takze matka nie czyni miedzy nimi absolutnej
rownosci.

W. Deszcz




W. Deszcz napisał(a) w wiadomości:
TRABUL wrote:

> Bog nie istnieje.

Jezeli ZROZUMIESZ i bedziesz WIEDZIAL WSZYSTKO, to wtedy mozna uznac, ze
masz prawo do takiego stwierdzenia. Puki co to GOWNO wiesz i GOWNO
rozumiesz. Mowiac tak pokazujesz tylko swoja PYCHE. Zebys nie mial
pretensji, ze Cie deprecjonuje, to sam sie chetnie przyznam, ze sam GOWNO
wiem i GOWNO rozumiem, bo czymze jest nasz rozum wobec WSZECHSWIATA?

TRABUL



> Jezeli ZROZUMIESZ i bedziesz WIEDZIAL WSZYSTKO, to wtedy mozna
> uznac, ze masz prawo do takiego stwierdzenia. Puki co to GOWNO
> wiesz i GOWNO rozumiesz. Mowiac tak pokazujesz tylko swoja PYCHE.
> Zebys nie mial pretensji, ze Cie deprecjonuje, to sam sie chetnie
> przyznam, ze sam GOWNO wiem i GOWNO rozumie, bo czymze jest nasz
> rozum wobec WSZECHSWIATA?

Moj drogi... czy ja gdziekolwiek w swoich postach przeciwstawialem
wszechwiedze rozumu (ktorej nie ma) Bogu??? Ja tez gowno wiem i gowno
rozumiem (bo czymze jest rozum wobec wszechswiata), ale to wcale nie oznacza,
ze Bog istnieje. Istnieja _wartosci_ (ktore w religiach, ktorych nie
wyznaje, sa synonimami Bogow), istnieje potega przypadku, ewolucji... a
takze potega tego, co nieznane <--- i nazwanie tego Bogiem nie jest mi
potrzebne.

W. Deszcz



In article <7ghh5j$7fc$1...@h1.uw.edu.pl>, "W. Deszcz" <w...@cybis.asp.wroc.pl>
writes:

>> Jezeli ZROZUMIESZ i bedziesz WIEDZIAL WSZYSTKO, to wtedy mozna
>> uznac, ze masz prawo do takiego stwierdzenia. Puki co to GOWNO
>> wiesz i GOWNO rozumiesz. Mowiac tak pokazujesz tylko swoja PYCHE.
>> Zebys nie mial pretensji, ze Cie deprecjonuje, to sam sie chetnie
>> przyznam, ze sam GOWNO wiem i GOWNO rozumie, bo czymze jest nasz
>> rozum wobec WSZECHSWIATA?

> Moj drogi... czy ja gdziekolwiek w swoich postach przeciwstawialem
> wszechwiedze rozumu (ktorej nie ma) Bogu???

Jestes dupek Deszczeu, poniewaz dajesz sie latwo zastraszyc. Mimo wszystko
latwo jest Cie zmusic do powrotu w dawne koleiny myslenia - wystarczy wzbudzic
w Tobie niepewnosc. I to nawet poslugujac sie... urojeniami chorego umyslu;
umyslu, ktory wyprodukowal Boga i Wszechswiat cierpiac z powodu braku poczucia
wlasnej wartosci. Dlatego wlasnie Czlowiek wyprodukowal Boga i niedostepny
Wszechswiat, ze nie byl w stanie ogarnac swojej wlasnej potegi.


> Ja tez gowno wiem i gowno rozumie (bo czymze jest rozum wobec
> wszechswiata), ale to wcale nie oznacza, ze Bog istnieje.

Jezeli uwazasz, ze Rozum i Wszechswiat, ktory ten Rozum wyprodukowal to nie
jedno i to samo to jestes blaznem, ktory odgrywajac komedie stara sie skupic na
sobie oczy tlumu by w ten sposob wynagrodzic sobie samemu... brak poczucia
wlasnej wartosci.


> Istnieja _wartosci_ (ktore w religiach, ktorych nie wyznaje, sa synonimami
> Bogow), istnieje potega przypadku, ewolucji...

Czy przypadek nie jest... wolna wola nieswiadomego Stworcy?
A czy ewolucja nie jest wlasnie Jego sciezka Zycia, na ktorej poszukuje
samoswiadomosci i wlasnej tozsamosci?


> a  takze potega tego, co nieznane <--- i nazwanie tego Bogiem nie jest mi
> potrzebne.

Czy uwazasz, ze nieznane musi byc niebezpiecznym?
Bo do takiego wlasnie pojmowania nieznanego doprowadzily ludzkosc niewiara we
wlasne sily i brak poczucia wlasnej wartosci.

> W. Deszcz

LeoTar



> Jezeli uwazasz, ze Rozum i Wszechswiat, ktory ten Rozum
> wyprodukowal to nie jedno i to samo to jestes blaznem,
> ktory odgrywajac komedie stara sie skupic na sobie oczy
> tlumu by w ten sposob wynagrodzic sobie samemu... brak poczucia
> wlasnej wartosci.

Uwazam, ze Rozum i Wszechswiat to nie jedno i to samo. Wierze w potege
rozumu - potege, ktora bedzie odkrywac nieskonczonosc wszechswiata (na bazie
poczucia wlasnej wartosci), lecz nigdy nie odkryje wszystkiego.


> Czy uwazasz, ze nieznane musi byc niebezpiecznym?

Nie.


> Bo do takiego wlasnie pojmowania nieznanego doprowadzily ludzkosc
> niewiara we wlasne sily i brak poczucia wlasnej wartosci.

...co mnie nie dotyczy, gdyz wiem, ze Bog to chory wymysl ludzkosci, ktory
tlumi potege rozumu, bo sam chce byc potega. Potega rozumu jest jednak
wieksza - odkrywa wszechswiat - zwiekszajac swoja moc zwieksza znajomosc
wszechswiata. (Co nie oznacza, ze rozum i wszechswiat to jedno i to samo -
wszechswiat to dla mnie _potencjal_ rozumu!)

W. Deszcz




In article <7gni7e$1a0$2...@h1.uw.edu.pl>, "W. Deszcz" <w...@cybis.asp.wroc.pl>
writes:

> Uwazam, ze Rozum i Wszechswiat to nie jedno i to samo. Wierze w potege
> rozumu - potege, ktora bedzie odkrywac nieskonczonosc wszechswiata (na bazie
> poczucia wlasnej wartosci), lecz nigdy nie odkryje wszystkiego.

A czy jest mu to potrzebne do TRWANIA? Czy nie wystarczy swiadomosc poczucia
zaufania, szacunku, ktore sa podstawa poczucia bezpieczenstwa i wszelakiej
wspolpracy? To przeciez wspolpraca (a nie rywalizacja) zapewnia bezstresowe
zycie i poczucie bezwarunkowej przynaleznosci do stada w przeciwienstwie do
strachu, braku stabilizacji i poczucia bezpieczenstwa generowanego przez
rywalizacje i walke o wladze.


>> Czy uwazasz, ze nieznane musi byc niebezpiecznym?

> Nie.

No wiec DLACZEGO nie chcesz przeanalizowac samodzielnie i dokladnie pozytkow
plynacych z inicjacji seksulnej dzieci wsrod rodzicow? Czyzbys sie obawial
odpowiedzialnosci za wlasne decyzje? A moze chwilowo  latwiej jest trwac nawet
na gruzach zdegenerowanej cywilizacji - nie trzeba za nic odpowiadac, gdyz i
tak wiadomo, ze sie zawalic do konca musi? Calkiem wygodna jest taka pozycja.
Zauwaz jednak, ze taka postawa zbiorowosci nie prowadzi do zadnej przemiany, nie
umozliwi osiagniecia bieguna przemiany. A przeciez diametralna zmiana podejscia
do Zycia wymaga diametralnej zmiany pogladow na temat wychowania.


>> Bo do takiego wlasnie pojmowania nieznanego doprowadzily ludzkosc
>> niewiara we wlasne sily i brak poczucia wlasnej wartosci.

> ...co mnie nie dotyczy, gdyz wiem, ze Bog to chory wymysl ludzkosci, ktory
> tlumi potege rozumu, bo sam chce byc potega. Potega rozumu jest jednak
> wieksza - odkrywa wszechswiat - zwiekszajac swoja moc zwieksza znajomosc
> wszechswiata. (Co nie oznacza, ze rozum i wszechswiat to jedno i to samo -
> wszechswiat to dla mnie _potencjal_ rozumu!)

Nie zapominaj jednak, ze Umysl musi doswiadczac by byc w stanie zweryfikowac
samego siebie i aktywnosc wlasnych wytworow. Ty zas doswiadczac nie chcesz i
chcesz by za Ciebie prace wykonal ktos inny. Jestes wiec bezwzglednym
wyzyskiwaczem !

> W. Deszcz

LeoTar



>> Uwazam, ze Rozum i Wszechswiat to nie jedno i to samo. Wierze w
>> potege rozumu - potege, ktora bedzie odkrywac nieskonczonosc
>> wszechswiata (na bazie poczucia wlasnej wartosci), lecz nigdy
>> nie odkryje wszystkiego.

> A czy jest mu to potrzebne do TRWANIA?

Nie.


> Czy nie wystarczy swiadomosc poczucia zaufania, szacunku, ktore
> sa podstawa poczucia bezpieczenstwa i wszelakiej wspolpracy?

Pewnie, ze wystarczy!


> To przeciez wspolpraca (a nie rywalizacja) zapewnia bezstresowe
> zycie i poczucie bezwarunkowej przynaleznosci do stada w
> przeciwienstwie do strachu, braku stabilizacji i poczucia
> bezpieczenstwa generowanego przez rywalizacje i walke o wladze.

Zgadzam sie! - co nie wyklucza istnienia wszechswiata.


> No wiec DLACZEGO nie chcesz przeanalizowac samodzielnie i dokladnie
> pozytkow plynacych z inicjacji seksulnej dzieci wsrod rodzicow?

Przeanalizowalem samodzielnie i dostrzeglem wiecej wad inicjacji seksualnej
dzieci wsrod rodzicow niz pozytku. Wiecej o tym w moim poscie 99.05.05,
godz. 02:20.


> Czyzbys sie obawial odpowiedzialnosci za wlasne decyzje? A moze chwlowo
> latwiej jest trwac nawet na gruzach zdegenerowanej cywilizacji - nie
> trzeba za nic odpowiadac, gdyz i tak wiadomo, ze sie zawalic do konca
> musi?

Nie trwam na gruzach zdegenerowanej cywilizacji, bo wiem, ze sie zawali -
szukam innej drogi zyciowej i nie jest nia ani inicjacja seksualna w domu
ani gruzy... Swiat nie jest tylko czarny i bialy.


> A przeciez diametralna zmiana podejscia do Zycia wymaga diametralnej
> zmiany pogladow na temat wychowania.

Zgadza sie, lecz po prostu inaczej postrzegamy pojecie "zmiany diametralnej".


> Nie zapominaj jednak, ze Umysl musi doswiadczac by byc w stanie
> zweryfikowac samego siebie i aktywnosc wlasnych wytworow.

A czy ja nie mam zamiaru zweryfikowac samego siebie doswiadczeniem???


> Ty zas doswiadczac nie chcesz i chcesz by za Ciebie prace wykonal
> ktos inny. Jestes wiec bezwzglednym wyzyskiwaczem !

Bzdura. Zrobie wszystko, by doswiadczac! Zweryfikuje wytwory MOJEGO umyslu -
nie Twojego.

W. Deszcz



In article <7gs87d$39q$2...@h1.uw.edu.pl>, "W. Deszcz" <w...@cybis.asp.wroc.pl>
writes:

>>> Uwazam, ze Rozum i Wszechswiat to nie jedno i to samo. Wierze w
>>> potege rozumu - potege, ktora bedzie odkrywac nieskonczonosc
>>> wszechswiata (na bazie poczucia wlasnej wartosci), lecz nigdy
>>> nie odkryje wszystkiego.

>> A czy jest mu to potrzebne do TRWANIA?

> Nie.

No wiec po co musi koniecznie wiedziec wszystko i koniecznie cos musi ciagle
'odkrywac'? Czy nie wystarczy, ze potrafi zyc w stanie pokoju, w stanie nie
wymagajacym stosowania przemocy?

Czy uwazasz, ze musisz zwiedzic caly glob by sie dowiedziec o roznych rzeczach?
Czy mozliwy bylby rozwoj Wiedzy o Zyciu, o nas samych gdybysmy nie byli w
stanie zaufac, chociaz przez chwile, naszym nauczycielom?

Czy nie wyobrazasz sobie stanu Swiadomosci, Zycia, w ktorym wszyscy bedziemy
wierzyc (ufac) wszystkim i wskutek tego wystarczy, ze ktos jeden cos odsloni
(wymysli) a wszyscy pozostali beda po prostu nasladowac jego mysl, beda
postepowac zgodnie z tym co wymyslil? Nie moze byc przeciez inaczej, ze w
stanie permanentnego zaufania nagle okazuje sie, ze ktos jeden wylamuje sie z
tego stanu i mowi: "ja nie ufam". Czy wyobrazaszobie Zbiorowa Swiadomosc, ktora
nie bedzie ufac samej sobie i wskutek tego bedzie dazyla do samozaglady?


>> Czy nie wystarczy swiadomosc poczucia zaufania, szacunku, ktore
>> sa podstawa poczucia bezpieczenstwa i wszelakiej wspolpracy?

> Pewnie, ze wystarczy!

No wiec DLACZEGO chcesz ciagle cos odkrywac skoro juz nic wiecej do odkrywania
nie ma? Po co jest Ci to potrzebne? Czy po to, by systematycznie udowadniac
samemu sobie, ze jestes cos wart?


>> To przeciez wspolpraca (a nie rywalizacja) zapewnia bezstresowe
>> zycie i poczucie bezwarunkowej przynaleznosci do stada w
>> przeciwienstwie do strachu, braku stabilizacji i poczucia
>> bezpieczenstwa generowanego przez rywalizacje i walke o wladze.

> Zgadzam sie! - co nie wyklucza istnienia wszechswiata.
... a moze Boga, co ? :)))


>> No wiec DLACZEGO nie chcesz przeanalizowac samodzielnie i dokladnie
>> pozytkow plynacych z inicjacji seksulnej dzieci wsrod rodzicow?

> Przeanalizowalem samodzielnie i dostrzeglem wiecej wad inicjacji seksualnej
> dzieci wsrod rodzicow niz pozytku. Wiecej o tym w moim poscie 99.05.05,
> godz. 02:20.

Nie moge sie doszukac postu z taka data - w moim archiwum nie ma nic napisanego
przez Ciebie w srode, 5 maja 99.
Powiedz wiec jeszcze raz: Coz takiego przeanalizowales co sklonilo Cie do
powiedzenia NIE inicjacji seksualnej dzieci wsrod rodzicow?


> Nie trwam na gruzach zdegenerowanej cywilizacji, bo wiem, ze sie zawali -
> szukam innej drogi zyciowej i nie jest nia ani inicjacja seksualna w domu
> ani gruzy... Swiat nie jest tylko czarny i bialy.

Ale w stanie zdegenerowania tylko zdolnosc widzenia czarne/biale umozliwia
wytyczanie kierunku dalszego marszu, przy czym koszt balansowania miedzy
skrajnosciami jest ogromny, gdyz jest to stan wymuszonej stabilnosci, nietrwaly
stan quasi-stabilny. Wiedza Czlowieka o nim samym jest odslaniana w drodze
bardzo kosztownych i bolesnych doswiadczen bedacych nastepstwem NIEPEWNOSCI
doswiadczenia pierwszego - nie tyle zle ile niepewne zaprogramowanie.
Znacznie mniej kosztownym jest trwanie w pelnej swiadomosci tego, ze to co
robie jest dobre. Niepewnosc zabija podczas gdy pewnosc eliminuje poczucie
zagrozenia i poszukiwanie wyjscia z tej niepewnosci.


>> A przeciez diametralna zmiana podejscia do Zycia wymaga diametralnej
>> zmiany pogladow na temat wychowania.

> Zgadza sie, lecz po prostu inaczej postrzegamy pojecie "zmiany diametralnej".

Moze wiec raczylbys mi objasnic swoje rozumienie tejze zmiany, ktora uczyni
nasze zycie wspanialym, takim o jakim marzymy od niepamietnych czasow...


>> Nie zapominaj jednak, ze Umysl musi doswiadczac by byc w stanie
>> zweryfikowac samego siebie i aktywnosc wlasnych wytworow.

> A czy ja nie mam zamiaru zweryfikowac samego siebie doswiadczeniem???

A czy masz juz do czego odniesc rezultaty swego doswiadczenia? Czy masz PUNKTY
ODNIESIENIA, WZORCE ? Jezeli ich nie masz to Twoje doswiadczenie bedzie
prowadzone w rownie niepewnych warunkach jak i doswiadczenie "pierwszych",
niezaleznie kimkolwiek byli...


>> Ty zas doswiadczac nie chcesz i chcesz by za Ciebie prace wykonal
>> ktos inny. Jestes wiec bezwzglednym wyzyskiwaczem !

> Bzdura. Zrobie wszystko, by doswiadczac! Zweryfikuje wytwory MOJEGO umyslu -
> nie Twojego.

A bedziesz mial odwage porownac i przyznac sie do bledu jezeli go popelnisz...?

> W. Deszcz

LeoTar



In article <7gni7e$1a0$2...@h1.uw.edu.pl>, "W. Deszcz" <w...@cybis.asp.wroc.pl>
writes:
> ...co mnie nie dotyczy, gdyz wiem, ze Bog to chory wymysl ludzkosci, ktory
> tlumi potege rozumu, bo sam chce byc potega.

Nie wystarczy akceptowac stwierdzenie, ze Bog, bogowie, bozkowie to wytwory
chorego Umyslu Czlowieka. Trzeba jeszcze wyjasnic DLACZEGO ten Umysl sie
rozchorowal. A moze nigdy ani zdrowym ani chorym nie byl a jeno nie byl w
stanie zachowywac sie stabilnie wskutek braku PUNKTU ODNIESIENIA...? Czy nie
dopuszczasz tego, ze Czlowiek, jako wytwor niestabilnego Umyslu ma temuz
Umyslowi posluzyc dla Jego ustabilizowania sie poprzez Doswiadczenie. W koncu
Myslacy jakies tam swoje wnioski wyciaga z tych najprzerozniejszych doswiadczen
indywidualnych i pewnie tez potrafi je synteztyzowac skoro pokusil sie o
stworzenie Czlowieka...:)


> Potega rozumu jest jednak wieksza - odkrywa wszechswiat - zwiekszajac swoja
> moc zwieksza znajomosc wszechswiata.

Czy wedlug Ciebie relacja miedzy Cialem i Duchem jest taka sama jak miedzy
Rozumem a Wszechswiatem? I po co Ci zaraz zwiekszania mocy - czyzbys
reprezentowal poglady Nitzschego?


> (Co nie oznacza, ze rozum i wszechswiat to jedno i to samo -  wszechswiat to
> dla mnie _potencjal_ rozumu!)

Zaczynasz byc niejednoznaczny...:)
A moze nie warto sie jednak spierac o to, czy wszechswiat to potencjal rozumu,
ktory chce rzekomo odkrywac wszechswiat...  Tylko dlaczego uwazasz, ze Rozum
musi poznac Wszechswiat a nie samego siebie - tego zupelnie nie rozumiem...:)

Przeciez Rozum musi miec swoja siedzibe, ktora czyms musi byc zarzadzana. Rozum
nie moglby poznac samego siebie gdyby NIE DOSWIADCZAL, a wiec musi miec swoja
replike na ktorej moze doswiadczac. Czyz nie dokladnie tak samo postepujemy my,
Rodzice z naszymi Dziecmi? Czyz nie plodzimy Dzieci, ktore cierpiac poddaja sie
naszej dyktaturze po to tylko, bysmy my ich Rodzice dotarli wreszcie do PRAWDY
o nas samych i o nieswiadomych bledach, ktore popelnilismy...?

LeoTar




Sorky, pogubilem sie troche... Odpowiedzcie proszę na moje pytanka, albo
odeslijcie do odpowiednich archiwow, bo nie bardzo sie orientuje o czym
wlasciwie tu mowicie... (zdaje sie, ze mam niezle zaleglosci do nadrobienia:)

LeoTar <leo...@aol.com> wrote in article
<19990510220634.12487.00000915@ngol05.aol.com>...

> In article <7gni7e$1a0$2...@h1.uw.edu.pl>, "W. Deszcz"
> <w...@cybis.asp.wroc.pl> writes:

>> Bog to chory wymysl ludzkosci, ktory
>> tlumi potege rozumu, bo sam chce byc potega.

Mozna prosic szerzej?


> Czy nie dopuszczasz tego, ze Czlowiek, jako wytwor niestabilnego
> Umyslu ma temuz Umyslowi posluzyc dla Jego ustabilizwania się
> poprzez Doswiadczenie.

Kim/czym  jest "Umysl" i "Czlowiek" ? I jak jeden stworzyl drugiego?


> W koncu Myslacy jakies tam swoje wnioski wyciaga z tych najprzerozniejszych
> doświadczeń indywidualnych i pewnie tez potrafi je synteztyzowac skoro pokusil
> sie o stworzenie Czlowieka...:)

Kim/czym  jest "Myslacy"?


>> Potega rozumu jest jednak wieksza - odkrywa wszechswiat - zwiększając swoja
>> moc zwieksza znajomosc wszechswiata.

> Czy wedlug Ciebie relacja miedzy Cialem i Duchem jest taka sama jak miedzy
> Rozumem a Wszechswiatem? I po co Ci zaraz zwiekszania mocy - czyzbys
> reprezentoweal poglady Nitzschego?


>> (Co nie oznacza, ze rozum i wszechswiat to jedno i to samo -  wszechswiat to
>> dla  mnie _potencjal_ rozumu!)

> Zaczynasz byc niejednoznaczny...:)
> A moze nie warto sie jednak spierwac o to, czy wszechswiat to potencjal rozumu,
> ktory chce rzekomo odkrywac wszechswiat...  Tylko dlaczego uwazasz, ze Rozum
> musi poznac Wszechswiat a nie samego siebie - tego zupelnie nie rozumiem...:)

Co to jest "Rozum" i "Wszechswiat"?

> LeoTar

D a r e k



In article <7gni7e$1a0$2...@h1.uw.edu.pl>, "W. Deszcz" <w...@cybis.asp.wroc.pl>
writes:

> Uwazam, ze Rozum i Wszechswiat to nie jedno i to samo. Wierze w potege
> rozumu - potege, ktora bedzie odkrywac nieskonczonosc wszechswiata (na bazie
> poczucia wlasnej wartosci), lecz nigdy nie odkryje wszystkiego.

Rozum zginie we Wszechswiecie ... ze strachu jezeli nie poczuje JEDNOSCI ze
Wszechswiatem.

LeoTar



In article <7ghd6n$pfq$1...@newsfeed.onet.pl>, "Trabul" <9060...@pro.onet.pl>
writes:
> W. Deszcz napisał(a) w wiadomości:

>> Bog nie istnieje.

> Jezeli ZROZUMIESZ i bedziesz WIEDZIAL WSZYSTKO, to wtedy mozna uznac, ze
> masz prawo do takiego stwierdzenia. Puki co to GOWNO wiesz i GOWNO
> rozumiesz.

Nie musisz wszystkiego wiedziec by uwierzyc w potege Umyslu Czlowieka, a w jego
moc. Wystarczy bys spojrzal naokolo i ocenil dokonania Czlowieka Zbiorowego. A
moze uwazasz, ze to wszystko to stworzyl Bog po to by Czlowiekowi zylo sie
wygodniej. "Bog pomyslal za Czlowieka", "Bog nakazal Czlowiekowi", "Bog chcial,
by Czlowiekowi zylo sie godniej", itd. A gdzie jest tutaj miejsce dla wolnej
woli Czlowieka? Gdzie jest w tym Twoim kociokwiku miejsce dla SZACUNKU dla
Czlowieka, skoro co rusz okazuje sie, ze Czlowiek jest niewolnikiem
stetryczalego i nieuchwytnego starca, ktorego Bogiem zwa?


> Mowiac tak pokazujesz tylko swoja PYCHE.

A czy kretyn-Bog traktujacy Czlowieka jak swojego bezwolnego niewolnika nie
jest PYSZALKIEM w stosunku do Czlowieka? Jakim prawem ten, ktory rzekomo
Czlowieka stworzyl ma prawo pysznic sie swoja dominujaca pozycja wobec
Czlowieka? Czy to po bozemu traktowac Czlowieka jak niewolnika?


> Zebys nie mial pretensji, ze Cie deprecjonuje, to sam sie chetnie przyznam,
> ze sam GOWNO wiem i GOWNO rozumiem,

To, ze ponizasz samego siebie nie oznacza jeszcze, ze masz prawo ponizac
kogokolwiek innego. To Twoja, Twoja i wylacznie Twoja sprawa, ze chcesz byc
niewolnikiem swojego nieuchwytnego i enigmatycznego Boga. Nie mozesz nikomu
innemu narzucac tego sposobu widzenia swiata, gdyz kazdy ma prawo wyrazac swoja
wolna wole i podchodzic do swojego losu jak mu sie zywnie podoba. Jezeli
ponizajac samego siebie uwazasz, ze masz prawo do identycznego traktowania
kogokolwiek to sie grubo mylisz. Nie majac poczucia wlasnej wartosci mylisz sie
przede wszystkim w tym, ze stosowac mozesz przykazanie: "Traktuj blizniego
swego jak siebie samego" gdyz nie o ponizanie w nim chodzi lecz o SZACUNEK dla
siebie samego i blizniego swego.


> bo czymze jest nasz rozum wobec  WSZECHSWIATA?

A coze to jest Wszechswiat? Czyby kolejna boska enigma by sprawiac sobie radosc
gdy inni daja sie oszukiwac?

> TRABUL

LeoTar

 
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego