Choroba świata czyli LeoTar ma rację odc.2 - Jak to na wojence bywało

Przejdź do treści

Menu główne:

Choroba świata czyli LeoTar ma rację odc.2

Rok 1999 > Choroba świata czyli LeoTar ma rację

W. Deszcz <w...@cybis.asp.wroc.pl> wrote in article
<7gh40n$1e4$1...@h1.uw.edu.pl>...

> No problem. Dlaczego zainteresowales sie "naszym projektem"?

Wiele z tego o czym pisze Leo obserwuje we wlasnym domu. Jednak nie ja
jestem pierwszoplanowym bohaterem tej powiesci. Wiele, aczkolwiek nie
wszystko. Sytuacja w mojej rodzinie robi wrazenie jakby lagodniejszej
wzgledem tej z Leo's life. Lagodniejszej albo jeszcze nie zakonczonej. W
gre wchodza takze roznice religijne miedzy moimi rodzicami. Matka jest
hmm... zaslepiona swoja religia. Nie jestem pewien, ale być moze wlasnie
dlatego ojciec ja bil. Matka zrobila z mojego mlodszego brata swojego
towarzysza broni w wojnie z moim ojcem. Wyglada to tak jakby wszczepila mu
swoja osobowosc. Mateusz nie zrobi _nic_ o co prosi/kaze/zmusza fizycznie
(forma nie ma tu znaczenia - zawsze tylko opor) go ojciec. Ojciec
zastanawia sie nad rozstaniem. Do tej pory zostawal z matka - jak to ujal -
"no bo dzieci..." Teraz jedne dzieci dorastaja wiec ojciec pewnie odejdzie,
a inne dzieci... coz... nie wiem... a wiedziec chce.


> To nie tak... proponuje bys regularnie czytal posty LeoTara i moje - Wladka
> szczegolnie (wiekszy staz :) ) oraz uczestniczyl w dyskusjach, pytal o to,
> co Cie szczegolnie interesuje.

Posty Wladka czytam z zaciekawieniem, a czy regularnie...? To zalezy jak
czesto zagladam do tego zakatka swiata binarnego. Problem w tym, ze wiedza
zawarta w tych postach przypomina rozrzucone puzzle, a ja lubie porzadek.:)
Interesuje mnie Twoja historia. Gdzies pisales ze stales sie innym
czlowiekiem. Jakim czlowiekiem sie stales? Jaki byles przedtem? Krotko -
Twoja biografia.:)


> Najczesciej piszemy o manipulacji, braku
> poczucia wlasnej wartosci, przemocy w rodzinie, uzaleznieniach...

Tak, tyle ze dosc chaotycznie.:)


> Czy Ty potrzebujesz pomocy, tzn. czy odczuwasz _na sobie_  jakis
> problem zwiazany z kobieca manipulacja, albo czymkolwiek, co dotyczy
> teorii LeoTara?

Dziekuje za troske.:) O tym pisalem wyzej. Z wywodow Wladka wynika, ze ta
patologia jest przenoszona z pokolenia na pokolenie (tu dodam ze ojciec
mojej matki opuscil swoja zone zostawiajac ja z 2 dzieci, nie znam
dokladnych przyczyn ale cos w tym moze byc...nie wiem). Wobec tego istnieje
duze prawdopodobienstwo ze i mnie to spotka. Chce uniknac takiej sytuacji,
wiec musze zrozumiec ta chorobe. Samemu trudno dlatego potrzebuje pomocy.:)


>> No wlasnie, jak to jest z tym "dawaniem zycia"? Ja przyjmuje ze
>> rodzice jedynie "przekazuja" zycie, a "dal" je kto inny - Bog.

> Bog nie istnieje.

Wiec skad ja sie tu wzialem? Kto/co mnie stworzyl/lo? Slepy traf?


> Jedne zrodla wysychaja (rodzice), tworza sie kolejne (ich dzieci staja sie
> rodzicami) - zrodlo zycia nigdy nie umiera.

Zeby takie zrodlo _nigdy_ nie umarlo/wyschlo, musi wystepowac rownosc
_absolutna_ miedzy zrodlem-ojcem a zrodlem-synem. Dalej jednak piszesz, ze
taka rownosc jest niemozliwa. Sory, ale nie rozumiem Cie w tym momencie.
Przyznaje ze ciekawa ta koncepcja, ale...Piszac "Zrodlo Zycia" mialem na
mysli "tworce/provider'a sily zyciowej". Jesli ktos komus cos ( :) )
dostarcza to sila rzeczy jemu samemu _nie_moze _ tego brakowac. Sam moze
nie miec nic, ale ta jedna jedyna rzecz, ktora akurat dostarcza innym - ma.
Skoro wiec ma, to dlaczego sam nie mialby z niej korzystac dowoli
(tymbardziej gdy jest mu to potrzebne)? Skoro ja ma, to przeciez _nie_moze_
umrzec z powodu jej deficytu. Wiec dlaczego rodzice umieraja? Bo sami tez
nie sa Zrodlem Zycia. (Wiec KTO JEST? :)

Ja nie chce zniknac. Zadziwia mnie istnienie i chce zyc jak najdluzej.
Przygnebia mnie mysl ze przestane istniec - strace swoja swiadomosc.
Swiadomosc jest piekna. Nie chce z niej rezygnowac. Co mi po tym ze
powstanie nastepne zycie skoro nie bede mogl sie nim cieszyc, bo mnie po
prostu nie bedzie? Tu wlasnie nie rozumiem co takiego fajnego widza ludzie
wierzacy w reinkarnacje w zjednoczeniu sie z jedna wielka nieswiadomoscia.
Ja swoje istnienie widze w ten sposob... Masz siec neuronowa (Ja == umysl)
zaimplementowana na PC (Ja == cialo). Calosc do jakiegokolwiek dzialania
(zlego czy dobrego - nie ma znaczenia) potrzebuje pradu (sily zyciowej,
biblijnego "ruach" lub "pneuma" tlumaczonego na "duch" lub "tchnienie").
Zrodlo pradu kontroluje programista/elektronik/uzytkownik (Stworca, Bog).
Moze on odciac doplyw pradu od urzadzenia i zatrzymac jego dzialanie. Moze
takze poczekac az urzadzenie samo sie zurzyje w skutek zmeczenia materialu
takze przestanie funkcjonowac. Cokolwiek by sie jednak stalo, nie zmieni
faktu, ze prad _nie_ wychodzi z urzadzenia i nie tworzy jakiegos
samodzielnego bytu! Podobnie gdy czlowiek umiera, jego duch przestaje
ozywiac komorki organizmu. Nie opuszcza ciala i nie przenosi sie do innego
swiata. I w tym momencie rozwalam kazda religie (opierajaca sie na wierze w
wedrowke dusz) nie kwestionujac tym samym istnienia Boga. Bog stworzyl
czlowieka - urzadzenie duzo bardziej skomplikowane niz prymitywna siec
neuronowa na PC. Urzadzenie posiadajace swoja wlasna swiadomosc, jednak
nadal... uzaleznione od swego Stworcy. Urzadzenie to moze wybrac czy chce
zyc, czy tez woli stan niebytu. W tym wlasnie przejawia sie jego (czyt.
nasza) wolnosc/mozliwosc wyboru. (Wiem wiem, troche NTG, wszystkich ktorych
to zdenerwowalo prosze... wybaczcie.:) Przytaczanie odpowiednich wersetow
biblijnych sobie odpuszcze bo to bylaby juz przesada.:))


>> Mozna uzyskac _absolutna_ rownosc ze swoim ojcem wychodzac z w/w
>> zalozenia.

> Chyba inaczej pojmujemy pojecie rownosci absolutnej... Jak mozna uzyskac
> rownosc _absolutna_ miedzy np. 6-latkiem a jego ojcem?

Nie mozna. Nalezy go wychowywac jeszcze pare ladnych lat zanim dorowna
swojemu staruszkowi. Ale jest to mozliwe i powinno byc praktykowane.


> Nierealne! Wraz z
> czasem, gdy dziecko dorasta rownosc staje sie coraz _blizsza_ absolutnej,

A gdy juz dorosnie powinno byc rowne ojcu/matce.


> ale nie _absolutna_.

_absolutna_, no chyba, ze ktos nie wierzy w Boga, tylko... patrz nizej...


> Nie mozliwa jest zamiana rol miedzy Stworca, a
> Stworzonym... zawsze pozostanie, chocby najmniejszy, margines nierownosci

Dokladnie, tylko ze Ty sprowadziles Stworce do swojego staruszka. A
przyjmujac takie zalozenie ponizasz swojego syna i... siebie samego, chocby
minimalnie, ale ponizasz. A myslalem ze miedzy innymi wlasnie z ponizaniem
walczy Leo... Tu prosba o wyjasnienia.


> wiec nie ma mowy o rownosci absolutnej.

To zalezy od tego czy przyjmiemy w dyskusji poglad Twoj, czy tez moj (a
moze ktos ma jeszcze inny...?:). Przyjmujac moj punkt widzenia
jak najbardziej mozemy mowic o rownosci _absolutnej_ bez ponizania.
Przyjmujac Twoj - ponizamy juz na samym wstepie. Proponuje zatem... rzucic
moneta ;)))


> Hmmm... To, ze corka zostanie takze matka nie czyni miedzy nimi absolutnej
> rownosci.

Jak to nie?  Matka == Matka. Wychowujesz swoje dziecko tak by samo moglo
stac sie w koncu rodzicem. Skoro stalo sie ojcem/matka (mozna sie jeszcze
zastanowic kiedy tak naprawde dziecko staje sie rodzicem:) to udowodnilo
tym samym swojej rownosci Tobie. Oczywiscie zakladajac, ze Ty jako ojciec
jedynie _przekazujesz_ zycie, a nie je dajesz.

> W. Deszcz

No to czas do wyra...:-)
Pozdrawiam serdecznie i zycze dobrej nocy,

D a r e k



In article <7gf7nv$2mo$1...@h1.uw.edu.pl>, "W. Deszcz" <w...@cybis.asp.wroc.pl>
writes:

>> Czy sadzisz, ze latwo sie zgodza na pozbawienie swoich przywilejow?

> Nielatwo, nielatwo... mysle, ze Twoje idee powinny byc przede wszystkim
> kierowane do ludzi mlodych, bo sa oni jeszcze najbardziej elastyczni i
> sklonni do przebudowania fundamentow swojej psychiki. Potem, wysoka budowla
> (ich dorosle zycie) nie pozwala juz na przeprowadzenie takich remontow.

Wiesz, ja rowniez wielokrotnie zastanawialem sie nad tym, ktorzy ludzie moga
sie stac aktywnymi uczestnikami procesu przemian swiadomosci globalnej.
Poczatkowo wydawalo mi sie dokladnie tak samo jak Tobie, ze tylko ludzie
mlodzi. Ale pozniej doszedlem do wniosku, ze przede wszystkim ludzie, ktorzy
maja jeszcze dzieci w swoich domach. Doszedlem do wniosku, ze kazdemu rodzicowi
zalezy na tym by jego dziecko bylo szczesliwe. A to, ze tego nie okazuje wynika
z tego, ze kazdy, rowniez rodzic, boi sie odslonic swoje najczulsze miejsca by
nie zostac zranionym ponownie tak jak zostal zraniony przez swoich
nieswiadomych rodzicow.

Poszukujac dalej ludzi do budowy sieci edukacyjnej doszedlem do wniosku, ze
trudno bedzie zaangazowac wen tych rodzicow, ktorych dzieci zalozyly juz swoje
rodziny, gdyz ci rodzice nie beda chcieli sie przed samymi soba przyznac, ze
zalozenie rodziny przez dziecko oznacza powielenie klamstwa i jego transmisje w
przyszlosc. I chociaz nie uwazam tejze rodzinnej lustracji za calkowicie
niemozliwa to jednak uwazam ja za bardzo malo prawdopodobna, gdyz wzajemne
rozliczenie sie rodzicow wymaga od nich zdolnosci do calkowitego otwarcia sie
przed samymi soba oraz nawzajem, a to oznacza calkowita rezygnacje... z wladzy
nad partnerem, czyli dokladnie tego czego wymaga partnerstwo i co jest
ruinowane przez zakazowe wychowanie.

To jest dokladnie to (otwarcie, otwartosc) z czym rodzi sie dziecko i co jest
zen wypierane przez rodzicow dazacych do sprawowania wladzy, uczacych
dziecko sprawowania wladzy.

Wydawac by sie moglo, ze problem rozwiaze smierc jednego z rodzicow, gdyz
wowczas drugiemu bedzie latwiej rozliczyc sie przed  dziecmi z klamstw. Ale po
weryfikacji tego podejscia okazuje sie, ze nie mozna dokonac 'autolustracji'
pod nieobecnosc drugiego z rodzicow, ktory dla jakichs powodow odszedl z zycia
rodziny, czy to przez smierc czy tez przez usuniecie go na sile z rodziny (co
mialo miejsce w moim przypadku).

A wlasciwie powielenie klamstwa nastepuje juz w momencie inicjacji seksualnej
niezgodnie z prezentowana przeze mnie idea, a wiec inicjacji poza rodzina.
Postaram sie to wyjasnic detalicznie w jednym z najblizszych postow. Teraz
powiem tylko tyle, ze jezeli dziewczyna-dziewica wychowana w rodzinie przez
matke w przekonaniu, ze uprawianie seksu z mezczyzna jest pewna forma zaplaty
(a tak wlasnie wychowywane sa corki przez matki) wowczas pierwszy stosunek
seksualny dziewczyny staje sie dla niej testem zgodnosci wiedzy teoretycznej
dostarczonej przez matke ('chlopa mozna podporzadkowac dajac mu d...'). Test
ten nie moze wypasc na nie poniewaz wszyscy mezczyzni sa uzaleznieni od seksu
za sprawa swoich matek, ktore wyuczyly nas szacunku dla kobiety i jej
dziewictwa, uzaleznieni zas (seksualnie) ojcowie nasi popierali to jednostronne
podejscie kobiet. Rozprawiczana dziewczyna potwierdza wiec sobie samej, ze
chlopa mozna oszukac za pomoca krocza a nie majac innego punktu widzenia (no bo
matka i jej wiedza jest autorytetem) akceptuje doswiadczalnie to czego zostala
nauczona przez rodzicielke.


>> Uszom (a raczej oczom) nie wierze. A jeszcze tak niedawno gotow byles
>> zbic mnie na kwasne jablko..:)))

> Zgadza sie... :) Jednak bicie na kwasne jablko paradoksalnie przyczynilo sie
> do ZROZUMIENIA, jak w wielu sprawach masz racje. Gdybym sie nie wkurzal,
> niewiele bym dostrzegl. Dlatego, niech Cie piora na kwasne jablko!!! :)))))

Ale ja juz moge miec dosc, moze mi sie nie chciec; moge pragnac zyc w spokoju i
Pokoju...? Czy nadal musze byc tym, ktory ciagnie ten woz, i kogo co rusz jakas
pluskwa chce ukasic wlasnie dlatego, ze niewygodnym jest to o czym pisze?


>> Czy sadzisz, ze ktos, komu uswiadamiasz, ze dopuszczal sie zbrodni jest
>> w stanie reagowac normalnie?

> Roznie bywa, ale najczesciej nie... dlatego trzeba rozmawiac z
> dziecmi/mlodzieza, ktora jeszcze nie popelnia wiekszej zbrodni (bo nie ma
> dzieci), ale jest jej ofiara.

Ale dzieci/mlodziez nie maja tak ogromnego doswiadczenia jakie maja ludzie
zonaci i dzieciaci. Mlodzi ludzie maja ogromne checi ale nie maja DZIECI, ktore
sa wielkim stymulatorem. Byc moze mowie na wyrost przypisujac to wszystkim
rodzicom, ale dla mnie wlasnie dziecko bylo tym czynnikiem, ktory sprawil, ze
odwazylem sie zlamac wszelkie zakazy, ze odwazylem sie przeciwstawic
obowiazujacemu prawu i normom etycznym wyhodowanym na tradycji i tradycyjnym
pojmowaniu Zycia jako produktu Boga funkcjonujacego rzekomo poza nami,
przesuwajacego nas niczym niewolnikow po szachownicy dziejow Zycia.

Skrajne doswiadczenia, ktore przeszedlem dzieki przymusowi kobiety i prawa
przez nia stworzonego byly mozliwe tylko  dzieki temu, ze jestem ojcem
dzieciom. Dlatego ludzie, ktorzy nie maja i nie mieli dzieci nie sa w stanie
aktywnie dzialac na rzecz Praw Dziecka, ktore sa zalazkiem Praw Czlowieka.
Nie sa w stanie dzialac takze kobiety, ktore dopuscily sie aborcji dziecka,
szczegolnie pierwszego, gdyz w ich wlasnym przekonaniu sa morderczyniami i chca
uniknac kary za ten czyn... oszukujac i obciazajac wina kogos innego (zazwyczaj
mezczyzne) po to by przetrwac.

A te, ktore nie rodzily przynajmniej jednego dziecka w strasznych  bolach i o
wlasnych silach, staraja sie swoje dzieci jak najsilniej uzaleznic by mogly je
pozniej wykorzystywac jako bron przeciwko mezowi (mezczyznie). Jezeli kobieta
nie pokonala strachu podczas porodu wiec nie jest w stanie manuipulowac tak
doskonale strachem mezczyzny, jego poczuciem winy, i dlatego koncentruje sie na
tym co jest jej dostepne w matriarchalnym spoleczenstwie, a wiec na
matriarchalnym prawie gwarantujacym jej dominacje nad mezczyzna w sytuacjach
konfliktowych.

By wyrwac sie z niewoli nieswiadomosci i przemocy przez nia wygenerowanej
trzeba przejsc - i przezyc - doswiadczenia ekstremalne skrajnie zagrazajace
istnieniu jednostki. I co ciekawym jest, ze poza porodem znacznie
sklonniejszymi do takich doswiadczen sa mezczyzni. Kobiety zas unikaja takich
doswiadczen trwajac w przekonaniu, ze faceta i tak omamia d.... :)


>> Cieszy mnie bardzo, ze jest nas juz conajmniej dwoch...:)

> Miejmy nadzieje, ze bedzie nas wiecej.

Bezjajowcy musza sobie uzmyslowic, ze moga jeszcze odzyskac swoje... jaja,
jezeli przestana sie bac i zjednocza sie we wspolnym froncie przeciwko kobietom
ale nie po to, by sie nad kobietami znecac lecz po to by kobiety nie mialy
mozliwosci uciekac do facetow-slabeuszy, maminsynkow gotowych walczyc z
silaczami tylko dlatego, ze tak sobie zyczy kobieta. Dopoki funkcjonowac beda
tacy lelum-polelum bezjajowcy dopoty kobieta bedzie mogla ich kupowac na lep
swojego seksu i bedzie ich uzywac do walki z tymi, ktorzy chca ja zmusic do
partnerstwa z mezczyzna. Precz z gamoniami-bawidamkami...! :)


>> Pomysl w nastepujacych kategoriach:
>> jezeli NIE MA rownosci to MUSI BYC nierownosc

> Zgadza sie... lecz ta rownosc nie moze byc tworzona na sile.

Nie wiem czy zauwazyles moja interpretacje KAZIRODZTWA. Za kazirodztwo uwazam
wszelka aktywnosc rodzica tak swiadoma jak i nieswiadoma, ktorej celem jest
przyciagniecie i uzaleznienie od siebie Dziecka. I nie musi to byc aktywnosc
fizyczna - na rowni z fizyczna jako kazirodcza uwazam aktywnosc psychiczna,
ktorej celem jest podporzadkowanie sobie woli Dziecka przez Rodzica.


> Chodzi mi o to, by inicjacja seksualna zachodzila z woli DZIECKA.

Tylko i wylacznie. Ale czy wyobrazasz sobie, ze dziecko podejmie taka decyzje,
jezeli zostanie wychowane w przekonaniu, ze jest jakakolwiek forma jego fizycznego,
seksualnego kontaktu z rodzicem jest ZABRONIONA i NIEDOPUSZCZALNA?
Czy wyobrazasz sobie Dziecko zdolne do pokonania zapory ustawionej przez
Rodzica/ow ?  Z mojego doswiadczenia i obserwacji wynika jedynie, ze Dziecko
bedzie Rodzica co najwyzej prowokowac, ale nigdy nie przekroczy zakazu ani tez
nie zaproponuje rodzicowi tego, co on uwaza za zakazane.

Z tego co napisalem powyzej mozesz wysnuc jasny wniosek, ze DECYZJE o inicjacji
w gronie rodzicow Dziecko ma podjac samodzielnie, ale wpierw Rodzice musza
USWIADOMIC Dziecku taka MOZLIWOSC. By jednak byli oni w stanie uzmyslowic
Dziecku taka ewentualnosc bez podpowiadania Tak lub Nie sami musza sobie to
wpierw uswiadomic.


> Dlatego jestem za jedynie _teoretycznym_ uswiadamianiem dziecka o seksie i
> wzbudzeniem w nim poczucia wlasnej wartosci (dajac mu do zrozumienia,
> ze jest np. tak samo atrakcyjny seksualnie jak ojciec/matka), a pozostawieniem
> decyzji w sprawie inicjacji  jemu samemu.

W Dziecku nie trzeba wzbudzac poczucia Jego wlasnej wartosci - wystarczy tego
poczucia wlasnej wartosci Dziecka nie zabijac poprzez ZAKAZY, ograniczenia i
tajemnice, do ktorych dostep maja miec rzekomo wylacznie dorosli, czyli
Rodzice. Ale nie wystarczy tez nie zabijac w Dziecku Jego poczucia wlasnej
wartosci, to poczucie nalezy jeszcze ustabilizowac poprzez DOSTARCZENIE
Doskonalego Wzorca partnera. A tego nie da sie zrobic inaczej jak tylko
doswiadczalnie, poprzez doswiadczenie SZACUNKU i ZAUFANIA.  Corka musi
doswiadczyc Szacunku (dla jej wolnosci) ze strony Ojca a Zaufania (do niej) ze
strony Matki. Syn musi doswiadczyc Szacunku (dla jego wolnosci) ze strony Matki
i Zaufania (do niego) ze strony Ojca. Dziecko moze byc wdrozone do Zaufania i
Szacunku tylko poprzez doswiadczanie tych relacji w STOSUNKU DO NIEGO SAMEGO.

To Rodzice musza szanowac i ufac Dziecku a nie na odwrot. Relacja odwrotna jest
gwarantowana jezeli Rodzice nie naucza Dziecka braku szacunku i zaufania dla/do
Niego poprzez lekcewazenie i brak zaufania z ich strony do Dziecka. To Rodzice
sa nauczycielami Zycia w stosunku do Dziecka a nie na odwrot. Jezeli zas nie sa
do tego przygotowani to albo nie powinni sie brac za robienie dzieci albo tez
powinni wsluchiwac sie w glosy dzieci jezeli juz zdecydowali sie miec dzieci.


> Jezeli dziecko posiadac bedzie poczucie wlasnej wartosci, nie
> powinno miec to wiekszego znaczenia, czy zainicjuje sie z rodzicem, czy z
> wybrana partnerka/partnerem (nie sadze, by wybralo inicjacje z rodzicem, bo
> np. z rowiesniczka/rowiesnikiem bedzie ciekawiej erotycznie - mlode cialo
> bardziej podnieca).

Kazde 'pierwsze doswiadczenie' z nie-autorytetem jest DOSWIADCZENIEM
NIEPEWNYM i staje sie zrodlem NIEPEWNOSCI WIEDZY co do wynikow (rezultatow,
skutkow, etc.) emocjonalnych takiego doswiadczenia. Widze, ze dla Ciebie 'pierwsze
doswiadczenie' seksualne jest najzwyczajniej w swiecie uprawianiem seksu a nie
zdobywaniem wiedzy o tym JAK ZYC. Chyba niewiele pamietasz (a moze nie chcesz
pamietac) o swoim 'pierwszym razie'. Z tego co ja pamietam o swoim pierwszym
razie to wiem, ze nie chcialem sie zblaznic, chcialem byc dobry, ale tez bylo
mi obojetnym z kim to bedzie. Najwyrazniej wiec najwazniejsza role odgrywal
element potwierdzenia wlasnej wartosci, uwierzenia we wlasne sily.

I wyobraz sobie teraz, ze kazde Dziecko dziala w ten sposob i w 'pierwszym razie'
poszukuje raczej utwierdzenia sie w swojej wartosci, ugruntowania wiedzy
teoretycznej. Nie jest wiec celem 'pierwszego razu' uprawianie seksu dla
przyjemnosci ale upewnienie sie we wlasnej doskonalosci, czyli doznanie
emocjonalne, doznanie porzadkujace osobowosc i ugruntowujace ja w przkonaniu o
wlasnej doskonalosci. I wyobraz sobie, ze zamiast Doskonalego Wzorca, na ktorym
mozna przekonac sie o tej swojej doskonalosci Dziecko odbywa ten swoj 'pierwszy
raz' z osobnikiem, ktory badz to jest takim samym NIEPEWNYM, gdyz jest to jego
'pierwszy raz' lub tez z osobnikiem wypaczonym poszukujacym w seksie sposobu na
wyzycie sie. Czy w takim ukladzie wyobrazasz sobie osiagniecie przez takie
Dziecko PEWNOSCI WIEDZY o tym jak ma wygladac jego zycie seksualne i
emocjonalne, jego wspolzycie i relacje z jego przyszłym partnerem seksualnym?


> Lepiej by dziecko z wlasnej woli, swiadomie, z poczuciem
> wlasnej wartosci, w zaufaniu i szacunku zainicjowalo sie _poza rodzina_, bo
> tym samym przeniesie te wartosci na grunt _wlasnego zwiazku_.

Jak moze przeniesc cokolwiek skoro jeszcze NIC NIE WIE o tym jak zyc? Myslalem
Deszczu, zes lepiej przemyslal zagadnienie inicjacji seksualnej Dziecka. Tys
jednak przeszedl nad tym do porzadku dziennego traktujac Dziecko jako
wszystkowiedzace i nie wymagajace nauczenia. Gdyby Dziecko nie oczekiwalo od
Rodzicow Wiedzy o tym jak ma zyc to po coz byliby Rodzice?  Czy uwazasz, ze
nauczyciele w szkolach i ksieza, guru, duchowni, etc.  w kosciolach, zakonach,
sektach, etc. zastapia edukacje rodzinna, edukacje w tak delikatnej materii jak
zycie uczuciowe, zycie emocjonalne, odpowiedzialnosc, szacunek i zaufanie?
Albo, ze taka edukacja jest mozliwa w zwiazku z innym osobnikiem, ktory
szuka... tejze samej edukacji? Czy wyobrazasz sobie zbudowanie relacji
doskonalych miedzy ludzmi bez oparcia tych relacji na wzorcach? A przeciez my
uczymy sie w 99,99999999% przez doswiadczenie, i dlatego wlasnie tak bardzo
trudno jest nam zweryfikowac i zmienic tradycje zbudowana na... braku
doswiadczenia, ktora wyhodowala jakiekolwiek doswiadczenie, do ktorego
zaakceptowania zostalismy nastepnie zmuszeni.


> Inicjacja seksualna w rodzinie moze byc jeszcze bardziej niebezpieczna niz
> CHOROBA SWIATA..

Tak, zagadza sie. Inicjacja przeprowadzana przez uzaleznionych rodzicow
prowadzic moze tylko i wylacznie do eskalacji uzaleznien a wiec do relacji
kazirodczych, z czym mamy powszechnie do czynienia ale tylko w sferze
emocjonalnej. Uzaleznieni rodzice nie moga produkowac innych jak tylko i
wylacznie uzaleznionych. Zauwaz jednak, ze dzieci oponuja przeciwko dalszemu
uzaleznianiu ich poprzez... pozbawianie zycia emocjonalnego co mozesz dostrzec
na przykladzie tragedii w Littleton, Co. Odciecie Dziecka od wzorcow dokonywane
przez Rodzicow cierpiacych na... brak poczucia wlasnej wartosci oznacza bowiem
UZALEZNIENIE Dziecka od Rodzicow poprzez niedostarczenie Wiedzy. Brak Wiedzy
pociaga za soba uzaleznienie od tej tajemnej (rzekomo) Wiedzy. Jezeli czegos
nie wiesz  a jest Ci to potrzebne do Zycia, do Trwania, wowczas stajesz sie
zaleznym od tego braku, stajesz sie uzaleznionym od czegos, czym dysponuje ktos
inny, ale ze wzgledu na ZAKAZ nie chce Ci tego dostarczyc. Nie chce Ci rowniez
tego dostarczyc gdyz w jego wlasnym przekonaniu stracilby nad Toba kontrole.
Popatrz jak straszliwie ciasnym jest kolko uzaleznien... A inicjacja seksualna
Dziecka w rodzinie poprzedzona nie uzalezniajacym wychowaniem ma przerwac ten
bledny krag przemocy.


> Co ma zrobic rodzic, gdy dziecko po inicjacji w rodzinie zechce uprawiac
> regularnie z nim seks? Odmowi - nie, bo ma byc rownosc. Spelni jego
> prosbe - i co?

By wysunac taki zarzut musialbys wpierw miec jakiekolwiek doswiadczenie. Przy
czym przyklad Woody Allena :) nie jest  miarodajnym, gdyz jego zwiazek z Mia
Farrow byl przykladem skrajnych uzaleznien, a wiec musial produkowac kolejne
uzaleznienia w najdziwniejszych mutacjach.

Jezeli stawiasz teze, ze Dziecko, ktore przeszlo inicjacje seksualna wsrod
rodzicow chcialoby regularnie wspolzyc z rodzicem, to tym samym odmawiasz
Dziecku niewinnosci i zarzucasz mu, ze jest zle, podczas gdy jego podejscie do
zycia jest  tylko i wylacznie wynikiem edukacyjnego dzialania rodziny (w
pierwszym okresie) i spoleczenstwa, ktore po rodzinie przejmuje nadzor nad
jeszcze nie do konca uksztaltowanym osobnikiem. Spoleczenstwa, ktore holduje
dokladnie takim samym normom jak i rodzina na bazie ktorej spoleczenstwo
zostalo zbudowane. Nie moze byc wiec mowy o tym, ze spoleczenstwo umozliwi
Dziecku przemiane jego sobowosci. Jest raczej przeciwnie - to spoleczenstwo
bedzie napierac na Dziecko jako jednostke by podporzadkowalo sie prawom stada
nawet wowczas, gdy te prawa okazuja sie destrukcyjne dla jednostki i
spoleczenstwa. Popatrz na przyklad Hitlera, czy Stalina. A spojrz na
chilijskiego Pinocheta - ci, ktorzy kiedys gotowi go byli wieszac staja teraz
zaciekle w jego obronie jako tego, ktory wymusil przemiany spoleczne, ktory
umozliwil postep.

Dziecko nigdy nie naruszy zaufania i szacunku rodzica jezeli rodzic okazal
zaufanie i szacunek dziecku. A przeciez uczenie Dziecka poprzez doswiadczanie z
rodzicem, poprzez calkowite otwarcie sie Rodzica przed Dzieckiem jest aktem
najwyzszego zaufania i Szacunku Rodzica dla Dziecka. Przezylem tylko krotki
epizod z moimi dziecmi, kiedy w zamian za okazane im zaufanie dostalem Wiedze,
ktora teraz prezentuje publicznie. A wlasciwie to nie dostalem tej Wiedzy w
taki sposob jak to prezentuje, ale w formie essencjonalnej w postaci odruchow i
zachowan Dzieci w stosunku do mnie. Przykro mi, ale nie jestem w stanie
przkazac na pismie doswiadczenia, ktore kazdy Rodzic musi przezyc sam lub przy
pomocy swojego partnera.


> Wiesz jakie zamieszanie moze wtedy powstac w glowie mlodego czlowieka?...

Bzdury gadasz Deszczu. Gadasz tak jakby przy obowiazujacym modelu wychowawczym
w glowach mlodych ludzi panowal doskonaly lad i porzadek. Owszem, w ich glowach
panuje lad i dyscyplina wymuszone strachem przed kara za niestosowanie sie do
norm narzuconych przez zdegenerowana cywilizacje. Ale tez w tych glowach trwaja
ciagle poszukiwania doskonalszych form oszustwa, by oszukac to co jest i nie
zostac zlapanym. By oszukac maksymalnie zadajac smierc i nie zostac rozpoznanym
- to, przynajmniej chwilowo, moze dac poczucie wlasnej wartosci zniszczone
przez caly system edukacyjny nieswiadomy bledow, ktore popelnia.


> i znowu wrocimy do problemu uzaleznienia...

A czy kiedykolwiek od tego problemu uwolnilismy sie? Chyba kpisz wypisujac
takie bzdury. Postawiles twierdzenie jakoby tego problemu nie bylo, a wiec
jestes OSZUSTEM !  I odwal sie ode mnie !


> Rodzice nie moga byc monopolem na wszystko - trzeba sie w koncu od nich
> oderwac i inicjacja jest na to dobrym sposobem. Ona stworzy fundamenty
> _nowego_ zwiazku opartego na zaufaniu, szacunku i poczuciu wlasnej wartosci.

Caly czas tak sie wlasnie dzieje i wyrasta z tego wielkie GOWNO.
Poszukaj lepszej recepty anizeli stare zaplesniale przekonania.


>>        jezeli INICJACJA SEKSUALNA wedlug mojej propozycji oznacza
>>        absolutna ROWNOSC miedzy Dzieckiem i Rodzicem tej samej plci
>>        to jej brak (inicjacji) oznacza NIEROWNOSC i poczucie nizszosci
>>        Dziecka w stosunku do Rodzica.

> Rownosci _absolutnej_ miedzy Dzieckiem i Rodzicem byc nie moze, z samego
> faktu ze to rodzice dali dziecku zycie, a nie na odwrot, ze to oni je
> karmia, a nie ono nich... itp, itd.

A czy nigdy nie pomyslales, ze Dziecko jest dla rodzicow WIELKA SZANSA na to by
zrozumieli samych siebie, by zrozumieli wlasne bledy i by zrozumieli, ze oboje
sa JEDYNYMI wspolpartnerami w Trwaniu, czego najlepszym dowodem jest wlasnie
ich wspolny UDZIAL w TWORZENIU Dziecka?

Dlaczego traktujesz Dziecko jak 'piate kolo u wozu' w rodzinie? Dlaczego nie
chcesz pojac, ze Dziecko jest SRODKIEM przy pomocy ktorego Rodzic moze sobie
uzmyslowic kim wlasciwie on sam jest? Dlaczego traktujesz Dziecko jak cos
gorszego od Rodzica podczas gdy w istocie rzeczy jest Ono WYTWOREM Rodzicow
mogacym przywrocic im samoswiadomosc? Jest ich produktem od ktorego to Oni,
Jego Rodzice oczekuja POMOCY w WYZWOLENIU.

Ponizasz samego siebie Deszczu. Ponizasz dokladnie tak jak nauczono Cie byc
ponizanym.


> Mozna natomiast uzyskac jak najmniej ograniczona rownosc przez
> wspomniane przeze mnie w poprzednich akapitach metody wychowawcze.

A czymze te metody roznia sie od dotychczasowych? No moze nie wszystkie z nich
byly stosowane w kulturze polskiej albo i europejskiej. Ale przeciez WSZYSTKIE
z tych metod byly testowane w  kulturach pozaeuropejskich i ZADNA z nich nie
zdala egzaminu produkujac w konsekwencji ZAWSZE przemoc i gwalt. Twoj
europocentryzm ubliza innym, ktorzy maja rowniez swoje wlasne doswiadczenia, a
ktorych to doswiadczen Ty nie chcesz przyjac nawet do wiadomosci.


>>      Nierownosc Dziecka i Rodzica oznacza dazenie do conajmniej
>>      zrownania sie Dziecka z Rodzicem (zawszej Dzieko chce byc lepsze)
>>      a to oznacza rywalizacje, ktora w polaczeniu z manipulacja
>>      prowadzi do KLAMSTWA OSZUSTW i STRACHU wynikajacego z niepewnosci
>>      wiedzy.

> Jezeli dziecko wychowywane bedzie w taki sposob, o ktorym pisalem, do
> niczego takiego nie dojdzie.

Podaj recepture od A do Z a nie odwoluj sie do czegos czego ani nie nazwales
ani nie zdefiniowales.

> W. Deszcz

LeoTar




Aaaallleee sie rozpisales. :) Chyba nie uda mi sie na wszystko odpisac.

> [...] A wlasciwie powielenie klamstwa nastepuje juz w momencie
> inicjacji seksualnej niezgodnie z prezentowana przeze mnie idea,
> a wiec inicjacji poza rodzina.

Wydaje mi sie, ze mozna dokonac inicjacji poza rodzina z calkowitym
poczuciem wlasnej wartosci, w pelnym zaufaniu i szacunku. Przy Twoich
teoriach istnieje niebezpieczenstwo, ze wartosci te w swiadomosci dziecka
beda mialy prawo bytu _jedynie_ w obrebie rodziny.


> Ale ja juz moge miec dosc, moze mi sie nie chciec; moge pragnac zyc w
> spokoju i Pokoju...? Czy nadal musze byc tym, ktory ciagnie ten woz,
> i kogo co rusz jakas pluskwa chce ukasac wlasnie dlatego, ze
> niewygodnym jest to o czym pisze?

Musisz pogodzic sie z tym, ze nikt nie zaakceptuje w _pelni_ Twoich pogladow,
ale moze zaakceptowac ich znaczna czesc. Jezeli oczekujesz absolutnego
zrozumienia to mozesz od razu zrezygnowac z propagowania swoich idei.


> Nie wiem czy zauwazyles moja interpretacje KAZIRODZTWA. Za kazirodztwo
> uwazam wszelka aktywnosc rodzica tak swiadoma jak i nieswiadoma, ktorej
> celem jest przyciagniecie i uzaleznienie od siebie Dziecka. I nie musi
> to byc aktywnosc fizyczna - na rowni z fizyczna jako kazirodcza uwazam
> aktywnosc psychiczna, ktorej celem jest podporzadkowanie sobie woli
> Dziecka przez Rodzica.

Rozumiem i popieram ta interpretacje kazirodztwa... ciekawie, ciekawie,
LeoTarze.


> Tylko i wylacznie. Ale czy wyobrazasz sobie, ze dziecko podejmie taka
> decyzje, jezeli zostanie wychowane w przekonaniu, ze jest jakakolwiek
> forma jego fizycznego, seksualnego kontaktu z rodzicem jest ZABRONIONA
> i NIEDOPUSZCZALNA?

Moim zdaniem powinna byc ona na tyle samo zabroniona i niedopuszczalna, co
jakakolwiek forma jego fizycznego, seksualnego kontaktu z kims poza
rodzina - czyli w skrocie: dziecko nie powinno byc wychowywane w systemie
nakazowo-zakazowym w zadnym wypadku.


> Czy wyobrazasz sobie Dziecko zdolne do pokonania zapory ustawionej przez
> Rodzica/ow ?

Rodzice nie powinni ustawiac dziecku zadnych zapor przez dostarczanie mu
_wiedzy_, na ktorej zbuduje ono poczucie wlasnej wartosci i samo zadecyduje
o sposobie doswiadczenia zdobytych teorii.


> Z tego co napisalem powyzej mozesz wysnuc jasny wniosek, ze DECYZJE
> o inicjacji w gronie rodzicow Dziecko ma podjac samodzielnie, ale
> wpierw Rodzice musza USWIADOMIC Dziecku taka MOZLIWOSC. By jednak
> byli oni w stanie uzmyslowic Dziecku taka ewentualnosc bez
> podpowiadania Tak lub Nie sami musza sobie to wpierw uswiadomic.

Masz calkowita racje... zgadzam sie... ale czy nie cienka jest granica
miedzy USWIADOMIENIEM dziecku MOZLIWOSCI, a podpowiedzeniem 'TAK'!?!


> W Dziecku nie trzeba wzbudzac poczucia Jego wlasnej wartosci - wystarczy
> tego poczucia wlasnej wartosci Dziecka nie zabijac poprzez ZAKAZY,
> ograniczenia i tajemnice, do ktorych dostep maja miec rzekomo wylacznie
> dorosli, czyli Rodzice.

Zgadza sie - to mialem na mysli piszac o 'wzbudzaniu poczucia wlasnej
wartosci'. (Uzylem zlego sformulowania, gdyz 'wzbudzic' kojarzy sie z
'dowartosciowywaniem'... a tu nie o to chodzi.)


> Ale nie wystarczy tez nie zabijac w Dziecku Jego poczucia wlasnej
> wartosci, to poczucie nalezy jeszcze ustabilizowac poprzez DOSTARCZENIE
> Doskonalego Wzorca partnera. A tego nie da sie zrobic inaczej jak tylko
> doswiadczalnie, poprzez doswiadczenie SZACUNKU i ZAUFANIA.

Czy uwazasz, ze nie da sie doswiadczyc SZACUNKU i ZAUFANIA poza rodzicami?


> Kazde 'pierwsze doswiadczenie' z nie-autorytetem jest DOSWIADCZENIEM
> NIEPEWNYM i staje sie zrodlem NIEPEWNOSCI WIEDZY co do wynikow
> (rezultatow, skutkow, etc.) emocjonalnych takiego doswiadczenia.

A co powiesz na np. inicjacje 18-letniej dziewczyny z doswiadczonym
seksualnie 21-latkiem? Mysle, ze moze on juz byc autorytetem i gwarantowac
w tym aspekcie PEWNOSC WIEDZY - tak jak jej rodzice.


> Z tego co ja pamietam o swoim pierwszym razie to wiem, ze nie chcialem
> sie zblaznic, chcialem byc dobry, ale tez bylo mi obojetnym z kim to
> bedzie.

A z kim to bylo, jezeli mozna wiedziec? (i jeszcze jedno pytanie: ile miales
partnerek w zyciu? - pytam z ciekawosci, nie z jakiejs planowanej
zlosliwosci...)


> Najwyrazniej wiec najwazniejsza role odgrywal element potwierdzenia
> wlasnej wartosci, uwierzenia we wlasne sily. I wyobraz
> sobie teraz, ze kazde Dziecko dziala w ten sposob i w 'pierwszym razie'
> poszukuje raczej utwierdzenia sie w swojej wartosci, ugruntowania wiedzy
> teoretycznej. Nie jest wiec celem 'pierwszego razu' uprawianie seksu dla
> przyjemnosci ale upewnienie sie we wlasnej doskonalosci, czyli doznanie
> emocjonalne, doznanie porzadkujace osobowosc i ugruntowujace ja w
> przekonaniu o wlasnej doskonalosci.

I to jest chore... Uzdrowienie nie przyjdzie jednak wraz z inicjacja
seksualna w domu, a w umozliwieniu dzieciom zdobycia poczucia wlasnej
wartosci oraz ufnosci i szacunku wobec swojego partnera.


> I wyobraz sobie, ze zamiast Doskonalego Wzorca, na ktorym
> mozna przekonac sie o tej swojej doskonalosci Dziecko odbywa ten
> swoj 'pierwszy raz' z osobnikiem, ktory badz to jest takim samym
> NIEPEWNYM, gdyz jest to jego 'pierwszy raz' lub tez z osobnikiem
> wypaczonym poszukujacym w seksie sposobu na wyzycie sie.

"Osobnik" powinien byc wychowany w ten sam sposob co powyzej.


> Czy w takim ukladzie wyobrazasz sobie osiagniecie przez takie Dziecko
> PEWNOSCI WIEDZY o tym jak ma wygladac jego zycie seksualne i
> emocjonalne, jego wspolzycie i relacje z partnerem?

Wyobrazam sobie, wyobrazam... jezeli nawet bylyby jakies uszczerbki w tej
pewnosci to zawsze mozna porozmawiac z matka/ojcem o seksie uprawianym z
partnerka uzyskujac tym samym wiedze od rodzicow i na jej podstawie dopelnic
brakujace elementy swojego poczucia wlasnej wartosci.


> Jak moze przeniesc cokolwiek skoro jeszcze NIC NIE WIE o tym jak zyc?

Jak to nic nie wie? Wychowany w poczuciu wlasnej wartosci, w szacunku i
zaufaniu, wolny od zakazow/nakazow - i na bazie tego czerpiacy wiedze od
swoich wspanialych rodzicow - wie bardzo duzo!


> Myslalem Deszczu, zes lepiej przemyslal zagadnienie inicjacji
> seksualnej Dziecka. Tys jednak przeszedl nad tym do porzadku dziennego
> traktujac Dziecko jako wszystkowiedzace i nie wymagajace nauczenia.

Prawidlowo skonstruowana podswiadomosc dziecka (bez paskudztwa Choroby
Swiata) moze tworzyc intuicje tak doskonala, ktora sama wskaze dziecku
odpowiednia droge do wiedzy. Mam tu na mysli cos w rodzaju rodzicow
zakorzenionych w umysle dziecka na stale. Nauczanie przez rodzicow nie
mialoby wiec ksztaltowac jego swiadomosci (rodzic do dziecka: "zrozum,
ze..."), co w ogole jego osobowosc (rodzic do dziecka: "widze, ze myslisz
podobnie jak ja...").
(Nawet jezeli pojawialyby sie powazniejsze watpliwosci - mozna poprosic
rodzica o dopelnienie wiedzy... czemu nie!)


> Gdyby Dziecko nie oczekiwalo od Rodzicow Wiedzy o tym jak ma zyc to
> po coz byliby Rodzice?

Oni ksztaltuja podwaliny osobowosci dziecka - podwaliny, ktore daja mu
umiejetnosc porzadkowania i wartosciowania zdobywanej wiedzy.


> Czy uwazasz, ze nauczyciele w szkolach i ksieza, guru, duchowni, etc.
> w kosciolach, zakonach, sektach, etc. zastapia edukacje rodzinna
> edukacje w tak delikatnej materii jak zycie uczuciowe, zycie
> emocjonalne, odpowiedzialnosc, szacunek i zaufanie?

Nie zastapia.


> By wysunac taki zarzut musialbys wpierw miec jakiekolwiek
> doswiadczenie.

Ha! Na tej zasadzie w ogole nie mozna by bylo rozwazac Twoich teorii! Jezeli
bawimy sie w teoretyzowanie niedoswiadczonych tematow, to robmy to
konsekwentnie.


> Jezeli stawiasz teze, ze Dziecko, ktore przeszlo inicjacje seksualna
> wsrod rodzicow chcialoby regularnie wspolzyc z rodzicem, to tym samym
> odmawiasz Dziecku niewinnosci i zarzucasz mu, ze jest zle, [...]

Oj... Wladku!!! Wlasnie w takich sytuacjach trudno sie z Toba dogadac.
Odbiegasz od konkretnej odpowiedzi i zapuszczasz sie w analizowanie
nieistotnych wobec glownego problemu bzdur (skok w bok i juz jestes przy
Pinochecie! :) )... Niczego dziecku nie narzucam, ani nie odmawiam
niewinnosci. Rodzic szanuje je i ufa, inicjuje je, a ono zachecone ma ochote
wspolzyc z kims regularnie, (a nie ma na przyklad jeszcze
dziewczyny/chlopaka) wiec przychodzi do ojca/matki i proponuje regularny
seks. Co Ty na to?! (i nie wykrecaj sie brakiem doswiadczen...)


> Dziecko nigdy nie naruszy zaufania i szacunku rodzica jezeli rodzic
> okazal zaufanie i szacunek dziecku. A przeciez uczenie Dziecka poprzez
> doswiadczanie z rodzicem, poprzez calkowite otwarcie sie Rodzica przed
> Dzieckiem jest aktem najwyzszego zaufania i Szacunku Rodzica dla Dziecka.

Czy mam przez to rozumiec, ze pozwalasz dziecku w w/w sytuacji na regularny
seks z Toba/rodzicem? (TAK/NIE) Jezeli tak, to czy nie sadzisz, ze moze to
doprowadzic do niezlego bigosu... Jezeli nie, to czy nie _zakazujesz_
dziecku dostepu do wiedzy - nie naruszasz zasady rownosci absolutnej?


> Bzdury gadasz Deszczu. Gadasz tak jakby przy obowiazujacym modelu
> wychowawczym w glowach mlodych ludzi panowal doskonaly lad i
> porzadek. Owszem, w ich glowach panuje lad i dyscyplina wymuszone
> strachem przed kara za niestosowanie sie do norm narzuconych przez
> zdegenerowana cywilizacje. Ale tez w tych glowach trwaja
> ciagle poszukiwania doskonalszych form oszustwa, by oszukac to co
> jest i nie zostac zlapanym. By oszukac maksymalnie zadajac smierc
> i nie zostac rozpoznanym - to, przynajmniej chwilowo, moze dac
> poczucie wlasnej wartosci zniszczone przez caly system edukacyjny
> nieswiadomy bledow, ktore popelnia.

Bla, bla, bla... (sluszne, ale nie na temat!). Pytanie brzmialo: "Wiesz
jakie zamieszanie moze wtedy powstac w glowie mlodego czlowieka, gdyby
zaczal regularnie uprawiac seks z rodzicem?" Prosze o odpowiedz na to
pytanie.


>> i znowu wrocimy do problemu uzaleznienia...

> A czy kiedykolwiek od tego problemu uwolnilismy sie? Chyba kpisz
> wypisujac takie bzdury. Postawiles twierdzenie jakoby tego problemu
> nie bylo, a wiec jestes OSZUSTEM !  I odwal sie ode mnie !

:) Jezeli myslisz, ze ja zadajac te pytania chce Ci dokopac, to gleboko sie
mylisz. Ja po prostu wyszukuje luki w Twoim programie na ozdrowienie swiata,
w ktore Ty pociesznie (bo atakujac wyszukujacego i zmieniajac temat)
wpadasz. Nie jestem oszustem, bo doskonale wiem (i Ty wiesz, ze ja wiem!!!),
ze obecnie ten problem istnieje. Zastanawialem sie tylko, czy ten problem
nie wroci z innego frontu.


>> Rodzice nie moga byc monopolem na wszystko - trzeba sie w koncu od
>> nich oderwac i inicjacja jest na to dobrym sposobem. Ona stworzy
>> fundamenty _nowego_ zwiazku opartego na zaufaniu, szacunku i poczuciu
>> wlasnej wartosci.

> Caly czas tak sie wlasnie dzieje i wyrasta z tego wielkie GOWNO.

??? Uwazasz, ze teraz buduje sie zwiazki oparte na zaufaniu, szacunku i
poczuciu wlasnej wartosci??? Bo ja uwazam, ze obecnie buduje sie zwiazki na
przelamywaniu strachu i dowartosciowywaniu sie... i to jest wielkie GOWNO.


> Poszukaj lepszej recepty anizeli stare zaplesniale przekonania.

Szukam, szukam...


> A czy nigdy nie pomyslales, ze Dziecko jest dla rodzicow WIELKA SZANSA
> na to by zrozumieli samych siebie, by zrozumieli wlasne bledy i by
> zrozumieli, ze oboje sa JEDYNYMI wspolpartnerami w Trwaniu, czego
> najlepszym dowodem jest wlasnie ich wspolny UDZIAL w TWORZENIU Dziecka?

Pomyslalem i zgadzam sie. Nie daje to jednak rownosci ABSOLUTNEJ. (a o tym
byla mowa - dla przypomnienia)


> Dlaczego traktujesz Dziecko jak 'piate kolo u wozu' w rodzinie?

Ja???


> Dlaczego nie chcesz pojac, ze Dziecko jest SRODKIEM przy pomocy
> ktorego Rodzic moze sobie uzmyslowic kim wlasciwie on sam jest?

Nie musze chciec tego pojac. Ja to pojmuje. Nie daje to jednak rownosci
ABSOLUTNEJ.


> Dlaczego traktujesz Dziecko jak cos gorszego od Rodzica podczas gdy
> w istocie rzeczy jest Ono WYTWOREM Rodzicow mogacym przywrocic im
> samoswiadomosc?

Nie traktuje dziecka jak cos gorszego od rodzica. Nie daje to jednak
rownosci ABSOLUTNEJ. Rownosc ABSOLUTNA bowiem to calkowity brak nierownosci
we _wszystkim_ ---> obrazowym przykladem moze tu byc... hmmm... skoro ojciec
moze miec dziecko ze swoja zona, to dlaczego nie moze tez tego zrobic takze
jego dziecko (czyli miec dziecko z wlasna matka!!!) ---> ROWNOSC ABSOLUTNA =
rownosc UTOPIJNA.


> Ponizasz samego siebie Deszczu. Ponizasz dokladnie tak jak nauczono
> Cie byc ponizanym.

Czy ja wiem, czy nauczono mnie byc ponizanym... nie bylem wychowywany w
systemie nakazowo-zakazowym, nie bylem manipulowany seksualnie, darzylem
moich rodzicow szacunkiem i zaufaniem - oni mnie tez, nigdy nie mialem
potrzeby wiary w Boga...


> A czymze te metody roznia sie od dotychczasowych?

Tym, ze moga naprawde wyeliminowac problemy, ktore dotychczas eliminowane
byly _pozornie_ (np. rozwoj feminizmu - niby kobiety uzyskiwaly swobode, ale
wdepnely w jeszcze wieksze GOWNO od tego, w ktorym tkwily przedtem - a to
dlatego, ze nie dogrzebaly sie do fundamentow CHOROBY SWIATA).


> Podaj recepture od A do Z a nie odwoluj sie do czegos czego ani nie
> nazwales ani nie zdefiniowales.

Wielokrotnie wspominalem o podstawowych zalozeniach wychowawczych...
wypisalem te hasla chyba ze sto razy. Cos jest niejasne?


> LeoTar


W. Deszcz

 
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego