Choroba świata czyli LeoTar ma rację odc.3 - Jak to na wojence bywało

Przejdź do treści

Menu główne:

Choroba świata czyli LeoTar ma rację odc.3

Rok 1999 > Choroba świata czyli LeoTar ma rację

In article <7gni68$1a0$1...@h1.uw.edu.pl>, "W. Deszcz" <w...@cybis.asp.wroc.pl>
writes:

>> Z tego co napisalem powyzej mozesz wysnuc jasny wniosek, ze DECYZJE
>> o inicjacji w gronie rodzicow Dziecko ma podjac samodzielnie, ale
>> wpierw Rodzice musza USWIADOMIC Dziecku taka MOZLIWOSC. By jednak
>> byli oni w stanie uzmyslowic Dziecku taka ewentualnosc bez
>> podpowiadania Tak lub Nie sami musza sobie to wpierw uswiadomic.

> Masz calkowita racje... zgadzam sie... ale czy nie cienka jest granica
> miedzy USWIADOMIENIEM dziecku MOZLIWOSCI, a podpowiedzeniem 'TAK'!?!

Freud mial racje mowiac, ze zakaz  endogamii jest zakazem nieuzasadnionym a z
tego zakazu wynika scisle zakaz inicjacji seksualnej. Zakaz ten ma sens tylko
wowczas, gdy... jestemy uzaleznieni i trwajac w tej nieswiadomosci podczas
inicjacji przenosimy tylko i ugruntowujemy uzaleznienie. Jezeli rodzic ma
poczucie wlasnej wartosci i nie jest uzalezniony wowczas nawet INFORMUJAC
dziecko o takiej mozliwosci nie bedzie uzaleznial. Kwestionujac intencje
rodzica i zarzucajac mu chec skrzywdzenia dziecka ponizasz rodzica Panie
Deszczu. Nie wiem jak inni rodzice czytajacy te grupe, ale ja czuje sie przez
Ciebie ponizany wlasnie wskutek braku szacunku i zaufania dla moich intencji.
A zarazem to nie Ty bierzesz odpowiedzialnosc za skutki nieuswiadomienia i
niewlasciwej inicjacji moich dzieci. Zakazujesz mi wykonywania obowiazkow a
zarazem zrzucasz na mnie za sprawa instytucji spolecznych odpowiedzialnosc za
SKUTKI  destrukcji, ktorej moga sie dopuscic (i dopuszcza sie) moje dzieci w
stosunku do siebie samych lub do spoleczenstwa. W ten sposob pozbawiles mnie
moich praw rodzicielskich ale chcialbys bym ponosil odpowiedzialnosc za to co
sie stanie wskutek TWOJEJ decyzji o pozbawieniu mnie tych praw. Ciekawa - nie
powiem - reprezentujesz filozofie... Filozofie dyktatorow, ktorzy nie zwazajac
na skutki swoich dzialan musza za wszelka cene podporzadkowac sobie tych, nad
ktorymi zdobyli wladze.


>> W Dziecku nie trzeba wzbudzac poczucia Jego wlasnej wartosci - wystarczy
>> tego poczucia wlasnej wartosci Dziecka nie zabijac poprzez ZAKAZY,
>> ograniczenia i tajemnice, do ktorych dostep maja miec rzekomo wylacznie
>> dorosli, czyli Rodzice.

> Zgadza sie - to mialem na mysli piszac o 'wzbudzaniu poczucia wlasnej
> wartosci'. (Uzylem zlego sformulowania, gdyz 'wzbudzic' kojarzy sie z
> dowartosciowywaniem'... a tu nie o to chodzi.)


>> Ale nie wystarczy tez nie zabijac w Dziecku Jego poczucia wlasnej
>> wartosci, to poczucie nalezy jeszcze ustabilizowac poprzez DOSTARCZENIE
>> Doskonalego Wzorca partnera. A tego nie da sie zrobic inaczej jak tylko
>> doswiadczalnie, poprzez doswiadczenie SZACUNKU i ZAUFANIA.

> Czy uwazasz, ze nie da sie doswiadczyc SZACUNKU i ZAUFANIA poza rodzicami?

Jezeli nie uszanuja nas rodzice, nie naucza nas szacunku i zaufania dla samych
siebie to ktoze inny moze to zrobic? Przeciez tylko swiadomi rodzice (lub
opiekunowie) moga nas nauczyc partnerstwa. Bo jezeli nie-partnerstwo to
niewolnictwo, podobnie jak nie-prawda oznacza falsz. Nie da sie partnerstwa
podzielic, wydzielic tak jak nie da sie podzielic prawdy. Nie traktuj Dziecka
jak obiektu statycznego. Jest to obiekt dynamiczny, ktory uczy sie poprzez
dotyk, spojrzenie, slowo, gest a takze poprzez emocje, ktore wyraza sie
rownoczesnie za pomoca tych wszystkich wczesniejszych. A wlasciwie to wszystkie
zmysly sluza temu jednemu celowi - przekazaniu emocji. Czy wobrazasz sobie, by
ktos inny niz rodzice mogl ksztaltowac emocje noworodka? Od samego poczatku
przyzwyczaja sie on do pewnych, specyficznych dla danej rodzicielskiej pary,
sposobow komunikowania, i na nie jest pozniej najbardziej wrazliwy a zatem
odbiera najwiecej informacji. I potrzeba ogromnej wrazliwosci nie-matki lub
nie-ojca by byli sie w stanie komunikowac z dziecmi tak jak ich biologiczni
rodzice. Tak wiec tylko rodzice sa w stanie przekazac w najkrotszym czasie to
co najwazniejsze dla dziecka. Wszystkim innym zajmuje to znacznie wiecej
czasu a staje sie tragicznym  w skutkach (dla Dziecka) jezeli ci inni sa
zainteresowani uzaleznieniem i przyciagnieciem Dziecka do siebie by je...
wykorzystywac emocjonalnie zaspokajac w ten sposob swoja samotnosc i pustke
zycia bez poczucia wlasnej wartosci. Robia to rowniez wszyscy uzaleznieni
rodzice - zaspokaja za pomoca dzieci pustke wlasnego zycia.


>> Kazde 'pierwsze doswiadczenie' z nie-autorytetem jest DOSWIADCZENIEM
>> NIEPEWNYM i staje sie zrodlem NIEPEWNOSCI WIEDZY co do wynikow
>> (rezultatow, skutkow, etc.) emocjonalnych takiego doswiadczenia.

> A co powiesz na np. inicjacje 18-letniej dziewczyny z doswiadczonym
> seksualnie 21-latkiem?

...Ktory juz utrwalil sie w swojej niepewnosci...? Oj Deszczu, Deszczu. Jestes
uparty jak wol. Gdybys chociaz potrafil wyobrazic sobie, ze niepewnosc zawsze
generuje niepewnosc, a raczej wzmacnia ja, to nie plotlbys takich bzdur.


> Mysle, ze moze on juz byc autorytetem i gwarantowac w tym aspekcie
> PEWNOSC WIEDZY - tak jak jej rodzice.

Znasz to powiedzenie, ze" Indyk myslal o niedzieli a w niedziele leb mu
scieli"... Ha, ha, ha...


>> Z tego co ja pamietam o swoim pierwszym razie to wiem, ze nie chcialem
>> sie zblaznic, chcialem byc dobry, ale tez bylo mi obojetnym z kim to
>> bedzie.

> A z kim to bylo, jezeli mozna wiedziec? (i jeszcze jedno pytanie: ile miales
> partnerek w zyciu? - pytam z ciekawosci, nie z jakiejs planowanej
> zlosliwosci...)

Juz chyba  kiedys o tym pisalem. W sumie cztery i pol. Pol, gdyz z pierwsza,
Greczynka okazalem sie nieudacznikiem i - jak sie to mowi - 'wyskoczylem niczym
Filip z konopii'. Bylo to tuz po tym jak poznalem moja pierwsza zone. Moj,
zyjacy jeszcze wowczas ojciec (wakacje 1970r.) wyslal mnie na wczasy do
Kolobrzegu. Tam poznalem fajna Greczynke, mlodsza ode mnie. Chcialem koniecznie
dowiedziec sie jak to jest zanim zwiaze sie wezlem malzenskim. No i pewnego
dnia poderwaly mnie dwie dziewczyny, obie Greczynki. Jedna sie gdzies ulotnila
ale ciagle balem sie ze przyjdzie i ze sie nie sprawdze, ze w koncu tak sie
napalilem, ze nawet nie doszlo do kopulacji a juz bylem po wytrysku. Cale
szczescie, ze dziewczyna byla rzeczywiscie wspaniala i pomogla mi wyjsc z
dolka. Tego samego dnia albo dzien pozniej zginal moj ojciec....

Pierwsza byla wiec moja pierwsza zona, a druga Teresa M., ktora nastepnie
zostala moja zona. Po siedmiu latach zostalem przez nia zmuszony nieomalze do
tego by pojsc 'na lewo', a nastapilo to wowczas, gdy urodzil sie juz nasz
mlodszy syna Jan, i kiedy mielismy juz trojke dzieci. Bylem uziemiony finansowo
i wydawalo sie jej, ze moze mna pomiatac i odstawic od seksu. Bylem zbyt od
seksu uzalezniony by moglo jej to ujsc bezkarnie. No i nie uszlo. I to byla
moja 3,5. Rozstalem sie zreszta z ta kobieta dosc szybko chociaz odnowilem z
nia kontakty po tym jak Teresa M. wyrzucila mnie po raz kolejny  z naszego domu
w marcu 1995 r. Dzieki tej kobiecie przetrwalem najtrudniejszy okres, kiedy
bedac uzaleznionym od dzieci i bedac odstawionym przez Terese M. mialem z kim w
ogole pogadac o sprawach damsko-meskich. Dzieki tej kobiecie wyjasnilo mi sie
rowniez wiele spraw, ktorych nie  bylbym w stanie do konca zrozumiec i wyjasnic
gdybym nie byl z kobieta.

A czwarta to przypadkowa (a moze i nie-przypadkowa)  poznana jesienia 1995r. w
Nowym Jorku, dzieki ktorej w miesiac zapoznalem sie doswiadczalnie (ale juz
swiadom mechanizmow) z manipulacja kobiety miedzy dwoma doroslymi facetami, i
do jakiej bezwzglednosci w tej manipulacji jest gotowoa sie posunac. Moge
powiedziec tylko tyle, ze gdybym nie byl swiadom babskiej manipulacji to nie
jestem pewien, czy bylaby jeszcze zywa. Probowala mnie w sposob skrajny ponizyc
i uzaleznic (podpuszczajac i ponizajac) tak bym byl jej seksualnym niewolnikiem.
Byla zwyczajna dziwka, ktora potrafila rozmawiac z wlasnym mezem przez
telefon gdy rownoczesnie kopulowala sie ze mna.

To o czym pisze znam z wlasnego doswiadczenia, a dlatego wyciagam tak daleko
idace wnioski, ze jestem bardzo czuly na manipulacje. Moze mi ktos zarzucic, ze
4,5 kobiety to o 3,5 za duzo. Ja jednak uwazam, ze bez tych doswiadczen, nie
bylbym w stanie tak ostro odczytywac manipulacji, nie bylbym w stanie pisac o
tym, z czego nie zdaja sobie sprawy mezczyzni (i kobiety) traktujacy seks jak
sport lub tez trwajacy w swietej glupocie przy jednej d... .


>> Najwyrazniej wiec najwazniejsza role odgrywal element potwierdzenia
>> wlasnej wartosci, uwierzenia we wlasne sily. I wyobraz
>> sobie teraz, ze kazde Dziecko dziala w ten sposob i w 'pierwszym razie'
>> poszukuje raczej utwierdzenia sie w swojej wartosci, ugruntowania wiedzy
>> teoretycznej. Nie jest wiec celem 'pierwszego razu' uprawianie seksu dla
>> przyjemnosci ale upewnienie sie we wlasnej doskonalosci, czyli doznanie
>> emocjonalne, doznanie porzadkujace osobowosc i ugruntowujace ja w
>> przkonaniu o wlasnej doskonalosci.

> I to jest chore...

Dlaczego dazenie do ugruntowania  sie w poczuciu wlasnej wartosci jest chore?
Nie rozumiem.... Troche napisalem to niejasno, ale bylem juz zmeczony a
chcialem skoczyc mysl i bokiem mi to wyszlo...:)


> Uzdrowienie nie przyjdzie jednak wraz z inicjacja seksualna w domu, a w
> umozliwieniu dzieciom zdobycia poczucia wlasnej wartosci oraz ufnosci
> i szacunku wobec swojego partnera.

To juz przerabialismy (jako ludzkosc) na wiele przeroznych sposobow od batow i
szkol przetrwania poczynajac a na bogactwie i zbytkownym zyciu dzieci bogatych
rodzicow konczac. I co z tego wyniknelo? A moze uwazasz, ze edukacja szkolna  
zalatwi to wszystko z czym nie uporali się rodzice?

A poza tym Deszczu, przestaje juz miec ochote obchodzic sie z Toba jak z jajkiem,
ktoremu to ja mam UDOWODNIC DLACZEGO chce zmian w wychowaniu dzieci.
To ja mam Ci udowodnic to, czego bez doswiadczenia udowodnic sie nie da. Ty zas
obstajesz przy zakazie nawet nie uczyniwszy niczego by obalic moje stwierdzenia
czastkowe dotyczace SKUTKOW  strachu i czyli szumu zaklocajacego system
informacyjny Czlowieka. A jest niezwykle latwo udowodnic, ze KAZDY system, w
ktorym dziala szum, i ktorego SKUTKI kumuluja sie, jest systemem dryfujacym, a
wiec ewoluujacym. Stad juz niedaleka droga do tego, by wykazac, ze tak
patologie biologiczne jak i spoleczne maja swoje zrodlo w strachu, a podlozem
tego - jak wiadomo - jest brak poczucia wlasnej wartosci.


>> I wyobraz sobie, ze zamiast Doskonalego Wzorca, na ktorym
>> mozna przekonac sie o tej swojej doskonalosci Dziecko odbywa ten
>> swoj 'pierwszy raz' z osobnikiem, ktory badz to jest takim samym
>> NIEPEWNYM, gdyz jest to jego 'pierwszy raz' lub tez z osobnikiem
>> wypaczonym poszukujacym w seksie sposobu na wyzycie sie.

> "Osobnik" powinien byc wychowany w ten sam sposob co powyzej.

To znaczy...?
Napisz w punktach, jeden po drugim. I wskaz , W KTORYM miejscu procesu
wychowawczego eliminujesz czynnik patogenny i ZABEZPIECZASZ osobnika przed
wypadnieciem ze stabilnosci.


>> Czy w takim ukladzie wyobrazasz sobie osiagniecie przez takie
>> Dziecko PEWNOSCI WIEDZY o tym jak ma wygladac jego zycie seksualne i
>> emocjonalne, jego wspolzycie i relacje z partnerem?

> Wyobrazam sobie, wyobrazam... jezeli nawet bylyby jakies uszczerbki w tej
> pewnosci to zawsze mozna porozmawiac z matka/ojcem o seksie uprawianym z
> partnerka uzyskujac tym samym wiedze od rodzicow i na jej podstawie dopelnic
> brakujace elementy swojego poczucia wlasnej wartosci.

Nie zapomnij o tym, ze 'pierwszego doswiadczenia', ktore okazalo sie
niedoskonalym, nie da sie tak latwo skorygowac. A juz na pewno nie da sie tego
skorygowac gadaniem z tymi, ktorzy ... zawiedli bezwarunkowe zaufanie Dziecka
ZAKAZUJAC mu doswiadczenia, czyli ZAKAZUJAC mu pozyskania Wiedzy, ktorej tylko
i wylacznie sa zrodlem.

Metoda dosc zmudna i ryzykowna jest natomiast wspolzycie w pozycji "69"
praktykowane przez mezczyzne z dominujaca kobieta. Warunkiem powodzenia jest
jednak to, czy mezczyzna nie da sie ponizyc kobiecie, ktora dazy do
zaspokojenia wylacznie samej siebie odstawiajac mezczyzne  'do zaspokojenia na
potem'. Pozycja ta jest doskonala forma terapii wzajemnej, gdyz w tej wlasnie
pozycji manipulacje i ponizanie mezczyzny przez kobiete ujawnic jest mezczyznie
najlatwiej. Pewnie nie bylo Cie jeszcze na newsach w 1996 r. gdy poruszylem i
objasnilem ten temat. Zrobil sie straszny wrzask i tumult, tak wielki, ze
natychmiast wyrzucono mnie z listy dyskusyjnej "ciemnogrod".


>> Jak moze przeniesc cokolwiek skoro jeszcze NIC NIE WIE o tym jak zyc?

> Jakto nic nie wie? Wychowany w poczuciu wlasnej wartosci, w szacunku i
> zaufaniu, wolny od zakazow/nakazow - i na bazie tego czerpiacy wiedze od
> swoich wspanialych rodzicow - wie bardzo duzo!

Ale nie ma DOSWIADCZENIA, ktore utrwaliloby osobowosc, ktore ustabilizowaloby
jej widzenie 'zlotego srodka'. Nie da sie zbyt dlugo balansowac wylacznie na
bazie wiedzy intelektualnej. A juz szczegolnie w przypadku mezczyzny, gdyz
kobieta wraz z matriarchalnym otoczeniem zniszczy ten zalazek intelektualnej
stabilnosci, zmusi mezczyzne do poddania sie manipulacji zamieniajac sie w...
'czarownice', ktorych tyle na stosach spalila Swieta Inkwizycja. Wiedzieli, ze
cos jest nie tak, tylko nie wiedzieli Co JEST NIE TAK.


>> Myslalem Deszczu, zes lepiej przemyslal zagadnienie inicjacji
>> seksualnej Dziecka. Tys jednak przeszedl nad tym do porzadku dziennego
>> traktujac Dziecko jako wszystkowiedzace i nie wymagajace nauczenia.

> Prawidlowo skonstruowana podswiadomosc dziecka (bez paskudztwa Choroby
> Swiata) moze tworzyc intuicje tak doskonala, ktora sama wskaze dziecku
> odpowiednia droge do wiedzy. Mam tu na mysli cos w rodzaju rodzicow
> zakorzenionych w umysle dziecka na stale. Nauczanie przez rodzicow nie
> mialoby wiec ksztaltowac jego swiadomosci (rodzic do dziecka: "zrozum,
> ze..."), co w ogole jego osobowosc (rodzic do dziecka: "widze, ze myslisz
> podobnie jak ja...").

Opisz swoja Chorobe Swiata i przedstaw antidotum na nia tak jak zrobilem to ja
z Brakiem Poczucia Wlasnej Wartosci i szczepionka, ktora wlasciwie szczepionka
nie jest, a jest tylko nieodzownym RYTUALEM gwarantujacym stabilizacje
osobowosci Dziecka.


> (Nawet jezeli pojawialyby sie powazniejsze watpliwosci - mozna poprosic
> rodzica o dopelnienie wiedzy... czemu nie!)

Jak...?  W jaki sposób...?

LeoTar



> Kwestionujac intencje rodzica i zarzucajac mu chec skrzywdzenia dziecka
> ponizasz rodzica Panie Deszczu. Nie wiem jak inni rodzice czytajacy
> te grupe, ale ja czuje sie przez Ciebie ponizany wlasnie wskutek braku
> szacunku i zaufania dla moich intencji.

Po pierwsze nie zarzucam rodzicom SWIADOMEJ checi skrzywdzenia dziecka, ale
zastanawia mnie to, czy ich dobre intencje nie wywolaja skutkow ubocznych...
I to wcale nie oznacza _ponizania_ (bylbys ponizany, gdybys SWIADOMIE
krzywdzil dziecko... Ty natomiast wykluczasz w _swojej_ interpretacji swoich
teorii krzywdzenie dziecka, wiec badz pewny, ze Cie nie ponizam)!


> A zarazem to nie Ty bierzesz odpowiedzialnosc za skutki nieuswiadomienia
> i niewlasciwej inicjacji moich dzieci.

Ale biore odpowiedzialnosc za wychowanie swoich dzieci - piszac 'rodzic' mam
takze na mysli siebie (choc rodzicem jeszcze nie jestem).


> Zakazujesz mi wykonywania obowiazkow a zarazem zrzucasz na mnie za
> sprawa instytucji spolecznych odpowiedzialnosc za SKUTKI  destrukcji,
> ktorej moga sie dopuscic (i dopuszcza sie) moje dzieci w stosunku
> do siebie samych lub do spoleczenstwa. W ten sposob pozbawiles mnie
> moich praw rodzicielskich ale chcialbys bym ponosil odpowiedzialnosc
> za to co sie stanie wskutek TWOJEJ decyzji o pozbawieniu mnie tych
> praw. Ciekawa - nie powiem - reprezentujesz filozofie... Filozofie
> dyktatorow, ktorzy nie zwazajac na skutki swoich dzialan musza za
> wszelka cene podporzadkowac sobie tych, nad ktorymi zdobyli wladze.

Nie pozbawiam Cie praw rodzicielskich, bo doskonale wiem, ze niezaleznie od
wszystkiego, tylko Ty chcesz dla dzieci jak najlepiej (ja tez chce jak
najlepiej, ale to Ty jestes rodzicem, wiec chcesz jeszcze lepiej :) ). Niech
chce brac sie za wychowywanie Twoich dzieci, bo, tak jak piszesz, nie wezme
za nie odpowiedzialnosci. Chce, bys to TY podejmowal decyzje o
wychowywaniu - ale ksztaltowal te decyzje konsultujac sie np. ze mna. Ja nie
ponosze odpowiedzialnosci za Twoje decyzje, ale moge na nie wplynac.


>> Czy uwazasz, ze nie da sie doswiadczyc SZACUNKU i ZAUFANIA poza
>> rodzicami?

> Jezeli nie uszanuja nas rodzice, nie naucza nas szacunku i zaufania dla
> samych siebie to ktoze inny moze to zrobic?

Tylko i wylacznie rodzice! Ale potem trzeba te wartosci "zainicjowac" w
budowaniu swojej wlasnej rodziny... Chodzi mi o to, by partnerzy mieli do
siebie taki stosunek, jaki mieli jako dzieci do swoich rodzicow! (Oooo
wlasnie!!!) Dlatego tez NIE MA roznicy, czy zainicjuja sie wsrod rodzicow
czy miedzy soba - bo tak tu, jak i tam istniec bedzie SZACUNEK, ZAUFANIE,
POCZUCIE WLASNEJ WARTOSCI, itd.


>> A co powiesz na np. inicjacje 18-letniej dziewczyny z doswiadczonym
>> seksualnie 21-latkiem?

> ...Ktory juz utrwalil sie w swojej niepewnosci...? Oj Deszczu, Deszczu.

Ha, ha!!! W tym momencie bzdury pleciesz... Przeciez rodzic takze juz
utrwalil sie w swojej niepewnosci!!!!!!!


> Juz chyba  kiedys o tym pisalem. W sumie cztery i pol. Pol, gdyz z
> pierwsza, Greczynka okazalem sie nieudacznikiem i - jak sie to mowi
> - 'wyskoczylem niczym Filip z konopii'.

Ile miales wtedy lat?


> Bylem uziemiony finansowo i wydawalo sie jej, ze moze mna pomiatac i
> odstawic od seksu. Bylem zbyt od seksu uzalezniony by moglo jej to ujsc
> bezkarnie.

Czy mezczyzna, wedlug Ciebie, moze byc nieuzalezniony od seksu? Jezeli tak,
to cool. Jezeli nie, to jest to perfekcyjna pozywka dla kobiety, by
manipulowac...  Czy mozna byc jednoczesnie uzaleznionym od seksu i nie byc
manipulowanym. Co na to kobiety?


> Ja jednak uwazam, ze bez tych doswiadczen, nie bylbym w stanie tak
> ostro odczytywac manipulacji, nie bylbym w stanie pisac o tym, z
> czego nie zdaja sobie sprawy mezczyzni (i kobiety) traktujacy seks
> jak sport lub tez trwajacy w swietej glupocie przy jednej d... .

Masz racje.


> Dlaczego dazenie do ugruntowania  sie w poczuciu wlasnej wartosci
> jest chore?

Dlatego, ze 'ugruntowanie' to prawie to samo co 'dowartosciowywanie' <--- i
na tej zasadzie mozemy sie caly czas 'ugruntowywac'.


> A poza tym Deszczu, przestaje juz miec ochote obchodzic sie z Toba jak
> z jajkiem, ktoremu to ja mam UDOWODNIC DLACZEGO chce zmian w
> wychowaniu dzieci.

Nie musisz mi udowodnic dlaczego chcesz _zmian_ w wychowaniu (bo ja tez
chce), ale dlaczego uwazasz swoje _pomysly_ na zmiany za absolutnie sluszne.


> To ja mam Ci udowodnic to, czego bez doswiadczenia udowodnic sie nie da.

Skoro nie da sie tego udowodnic bez doswiadczenia (bo istotnie sie nie da),
to dlaczego jestes tak fanatycznie przekonany o slusznosci swoich teorii?


> Ty zas obstajesz przy zakazie nawet nie uczyniwszy niczego by obalic
> moje stwierdzenia czastkowe dotyczace SKUTKOW  strachu i czyli szaumu
> zaklocajacego system informacyjny Czlowieka.

Alez nie czynie niczego by obalic Twoje stwierdzenia czastkowe dotyczace
SKUTKOW strachu, bo sie calkowicie z nimi zgadzam!!! Zgodzenie sie ze
stwierdzeniami dotyczacymi skutkow strachu nie rowna sie jednak ze
zgodzeniem sie z Twoimi _projektami_ na wyeliminowanie tego strachu.


> A jest niezwykle latwo udowodnic, ze KAZDY system, w
> ktorym dziala szum, i ktorego SKUTKI kumuluja sie, jest systemem
> dryfujacym, a wiec ewoluujacym. Stad juz niedaleka droga do tego,
> by wykazac, ze tak patologie biologiczne jak i spoleczne maja swoje
> zrodlo w strachu, a podlozem tego - jak wiadomo - jest brak poczucia
> wlasnej wartosci.

Masz 100% racje.


> To znaczy...?
> Napisz w punktach, jeden po drugim. I wskaz , W KTORYM miejscu procesu
> wychowawczego eliminujesz czynnik patogenny i ZABEZPIECZASZ osobnika
> przed wypadnieciem ze stabilnosci.

Nie ma tego "w ktorym miejscu" - nie ma zadnych, bezsensownych rytualow.
Nie rytual (to terminologia religijno-uzaleznieniowa!!!) a wychowywanie - w
obustronnym zaufaniu i szacunku, na zasadach partnerstwa, z poczuciem
wlasnej wartosci, bez nakazowo-zakazowych metod, z wyczerpujacym
przekazywaniem Wiedzy, wolnosci od uzaleznien... Wtedy nierownosc miedzy
Ojcem i Synem, miedzy Matka i Corka jest minimalna, a triumfuje szeroko
pojeta rownosc. Rownosc ta nie jest wiec uzyskiwana przez inicjacje
seksualna w domu, gdyz taka inicjacja staje sie wtedy zbedna, a jej
doswiadczenie poza domem nie jest niczym istotnym w ksztaltowaniu sie
psychiki dziecka oraz wiedzy o tym JAK ZYC (zakladam, ze inicjuje sie z
partnerem/partnerka wychowana w ten sam sposob).

Realizacja tego projektu uczyni cos niezwykle istotnego i pozytywnego -
zmieni range wielkiego wydarzenia, jaka jest inicjacja seksualna!!! Po
prostu jej doswiadczenie nie bedzie zadna weryfikacja, ani ugruntowaniem
poczucia wlasnej wartosci - bedzie to nauka 'nowego' w pelnym zaufaniu wobec
siebie i partnera - bez strachu i niepewnosci.


> Metoda dosc zmudna i ryzykowna jest natomiast wspolzycie w pozycji
> "69" praktykowane przez mezczyzne z dominujaca kobieta.

A moze powinno sie przed inicjacja kilka razy uprawiac seks w pozycji "69" z
partnerem/partnerka??? Co Ty na to?


> Pozycja ta jest doskonala forma terapii wzajemnej, gdyz w tej
> wlasnie pozycji manipulacje i ponizanie mezczyzny przez kobiete
> ujawnic jest mezczyznie najlatwiej.

To prawda.


> Ale nie ma DOSWIADCZENIA, ktore utrwaliloby osobowosc, ktore
> ustabilizowaloby jej widzenie 'zlotego srodka'.

Doswiadczenie bedzie, ale poza domem i nie bedzie niezwykle istotne,
stabilizujace, itd.


> Opisz swoja Chorobe Swiata i przedstaw antidotum na nia tak jak zrobilem
> to ja z Brakiem Poczucia Wlasnej Wartosci i szczepionka, ktora wlasciwie
> szczepionka nie jest, a jest tylko nieodzownym RYTUALEM garantujacym
> stabilizacje osobowosci Dziecka.

RYTUAL to glupota pochodzaca bezposrednio od bezsensu religii, ktora wlasnie
wypchana jest roznymi rytualami i obrzedami! Zagladnij jeszcze raz na moj
krotki post z dnia 99.05.05, godz. 02:20.


>> (Nawet jezeli pojawialyby sie powazniejsze watpliwosci - mozna
>> poprosic rodzica o dopelnienie wiedzy... czemu nie!)

> Jak...?   W jaki sposób...?

Proszac o informacje.

W. Deszcz




In article <7gs87j$39q$3...@h1.uw.edu.pl>, "W. Deszcz" <w...@cybis.asp.wroc.pl>
writes:

> Po pierwsze nie zarzucam rodzicom SWIADOMEJ checi skrzywdzenia dziecka, ale
> zastanawia mnie to, czy ich dobre intencje nie wywolaja skutkow ubocznych...

Zastanow sie czy nie wywoluja ich teraz. Czy dyscyplina zamiast partnerstwa nie
wywoluje skutkow ubocznych?


> I to wcale nie oznacza _ponizania_ (bylbys ponizany, gdybys SWIADOMIE
> krzywdzil dziecko... Ty natomiast wykluczasz w _swojej_ interpretacji swoich
> teorii krzywdzenie dziecka, wiec badz pewny, ze Cie nie ponizam)!

To, co napisales jest dla mnie calkowicie niezrozumiale - wymieszales,
zapetliles sie. Niezaleznie jednak od tego, co chciales powiedziec na temat
ponizania  ja uwazam, ze nie ma znaczenia, czy ponizajacy i ponizany maja
swiadomosc tego, ze ponizanie w relacjach miedzy nimi ma miejsce. Ponizanie
jest czyms funkcjonujacym obiektywnie w swiecie przemocy i oszustwa. Ponizanie,
jest bowiem juz sam brak zaufania, ktory jest bezposrednia przyczyna klamstwa.


>> A zarazem to nie Ty bierzesz odpowiedzialnosc za skutki nieuswiadomienia
>> i niewlasciwej inicjacji moich dzieci.

> Ale biore odpowiedzialnosc za wychowanie swoich dzieci - piszac 'rodzic' mam
> takze na mysli siebie (choc rodzicem jeszcze nie jestem).

Bedziesz mogl tak napisac dopiero wowczas, gdy bedziesz mial dzieci.
Wyobrazenia rodzicow potencjalnych i rodzicow faktycznych na temat wychowania i
potrzeb dziecka sa nieporownywalne, gdyz dopiero doswiadczenie odslania
rzeczywisty stosunek potencjalnego rodzica do dziecka, ktore stworzyl. Brudy
najlepiej i najwyrazniej wychodza na wierzch dopiero w w praniu.


>> Zakazujesz mi wykonywania obowiazkow a zarazem zrzucasz na mnie za
>> sprawa instytucji spolecznych odpowiedzialnosc za SKUTKI  destrukcji,
>> ktorej moga sie dopuscic (i dopuszcza sie) moje dzieci w stosunku
>> do siebie samych lub do spoleczenstwa. W ten sposob pozbawiles mnie
>> moich praw rodzicielskich ale chcialbys bym ponosil odpowiedzialnosc
>> za to co sie stanie wskutek TWOJEJ decyzji o pozbawieniu mnie tych
>> praw. Ciekawa - nie powiem - reprezentujesz filozofie... Filozofie
>> dyktatorow, ktorzy nie zwazajac na skutki swoich dzialan musza za
>> wszelka cene podporzadkowac sobie tych, nad ktorymi zdobyli wladze.

> Nie pozbawiam Cie praw rodzicielskich, bo doskonale wiem, ze niezaleznie od
> wszystkiego, tylko Ty chcesz dla dzieci jak najlepiej (ja tez chce jak
> najlepiej, ale to Ty jestes rodzicem, wiec chcesz jeszcze lepiej :) ).

Nie musisz sie za mnie licytowac, wystarczy bys sie nie wpier..... .
Ponial...?


> Niech chce brac sie za wychowywanie Twoich dzieci, bo, tak jak piszesz,
> nie wezme za nie odpowiedzialnosci. Chce, bys to TY podejmowal decyzje o
> wychowywaniu - ale ksztaltowal te decyzje konsultujac sie np. ze mna.

Nie masz zadnych podstaw by oczekiwac mojej zgody na konsultowanie sie z Toba,
gdyz to ja biore na siebie odpowiedzialnosc za decyzje, ktore podejmuje na
podstawie obserwowania samego siebie, dzieci i... takich innych jak Ty. Mam
prawo obserwowac, wyciagac wnioski i podejmowac decyzje, ale 'konsultacje',
ktore maja zmienic moja opinie uwazam, ze probe wymuszenia przez kogos na mnie
decyzji, co do ktorej ja nie mam pewnosci, ze jest sluszna. Konsultacje sa wiec
zakamuflowana proba ingerencji w moje decyzje, za ktore 'konsultant'... nie
ponosi odpowiedzialnosci. Jest to wiec proba narzucenia mi Twojej woli. I w tym
momencie Twoj wywod okazuje sie nieuczciwym w stosunku do mnie, gdyz chcesz
mnie zdominowac.

Jak myslisz, jaka jest reakcja czlowieka, ktoremu jakis inny cwaniak (taki jak
Ty, np.) narzuca sila swoja wole?


> Ja nie ponosze odpowiedzialnosci za Twoje decyzje, ale moge na nie wplynac.

I to jest wlasnie oszustwo. Ja uwazam, ze etyka, na ktorej Ty opierasz swoje
poglady wychowawcze jest etyka przemocy, jest etyka nieludzka sprzyjajaca
degeneracji gatunku, gdyz GWARANTUJE ona niepewnosc Wiedzy o Zyciu,
niepewność naszego trwania o czym przekonujemy sie naocznie codziennie
potykajac sie o przemoc i jej skutki. Twoja etyka bazuje na zakazach
seksualnych, ktorch rezultatami sa gwalt i przestepstwo.

Etyka, ktorą proponuję, eliminuje calkowicie zakazy w dziale Wiedza o Zyciu, co
przynosi wyzwolenie Dziecka, a wiec Czlowieka z jarzma niepewnosci i braku
poczucia wlasnej wartosci. Dzieki temu niszczycielski potencjal seksualny
Kobiety traci swoja moc, gdyz byl potrzebny tylko po to bysmy sobie uswiadomili
KIM jestesmy i JAKI "blad" popelnil  nieswiadomy Stworca, "blad". ktorego
bledem nazwac nie sposob, gdyz bez niego dwa wcielenia Stworcy (Cialo i Duch,
Mezczyzna i Kobieta) nigdy nie stalyby sie Swiadoma Jednoscia.

Jak mozesz probowac wplywac na moje decyzje zdajac sobie sprawe, ze Twoja etyka
przynosi ze soba rozpad? Czy w ten wlasnie sposob chcesz zapewnic sobie
'poczucie wyzszosci", poczucie "bycia lepszym" ode mnie?

Czy wiesz Deszczu co to jest MANIPULACJA?


>>> Czy uwazasz, ze nie da sie doswiadczyc SZACUNKU i ZAUFANIA poza
>>> rodzicami?

>> Jezeli nie uszanuja nas rodzice, nie naucza nas szacunku i zaufania dla
>> samych siebie to ktoze inny moze to zrobic?

> Tylko i wylacznie rodzice! Ale potem trzeba te wartosci "zainicjowac" w
> budowaniu swojej wlasnej rodziny...

No wiec jak - czy zaufanie i szacunek juz zostaly 'zainicjowane' przez
rodzicow, czy tez nie zostaly 'zainicjowane'? Jezeli obraz rodziny stworzony
przez rodzicow w umysle Dziecka jest doskonaly, Dziecko wie (emocjonalnie) jak
ma dzialac to po coz jeszcze raz inicjacja podczas zakladania rodziny przez
Dziecko? Czyzby jakies watpliwosci, niepewnosc... Wiedzy? Czy to nastepne
pokolenie rowniez ma sluzyc eksperymentowaniu i zbieraniu ciegow za to... No
wlasnie, za co kolejne pokolenie ma zbierac baty...? Czyzby za... niepewnosc
Wiedzy, ktorej nie dostarczyli nieswiadomi rodzice....?


> Chodzi mi o to, by partnerzy mieli do siebie taki stosunek, jaki mieli jako
> dzieci do swoich rodzicow! (Oooo wlasnie!!!)

Oj Deszczu, Deszczu. Pomieszaly Ci sie kierunki przkazywania Wiedzy. Dzieci sa
studentami a nauczycielami sa Rodzice. Dzieci nie wiedza nic o stosunkach i
maja sie tego nauczyc od swoich Rodzicow. Jezeli Dzieci przejmuja role rodzicow
i same staja sie nauczycielami to znaczy, ze ich rodzice sa do dupy. A taka
wlasnie hierarchie w uczeniu ustaliles Ty piszac, ze dzieci  w swoich zwiazakach
powinny miec taki sam stosunek do siebie jaki mialy do swoich rodzicow.
Z jednej strony Twoje zdanie jest cenne dla udowodnienia Twojej glupoty
zyciowej, gdyz  uwazasz, ze dzieci urodzily sie UKSZTALTOWANE i gotowe do
zycia. I jest to jest wyraz Twojej... dzieciecej naiwnosci. Zarazem ukazujesz
jak sprytnie nieswiadomi i uciekajacy od odpowiedzialnosci rodzice przerzucili
na Ciebie poczucie winy, za to co potencjalnie zlego mozesz zrobic wskutek ich
nieswiadomosci.

Z drugiej zas strony publicznie potwierdzasz to, co ukrytym jest w przyslowiu:
"Niedaleko pada jablko od jabloni", gdyz stosunek Dziecka do jego rodzicow
ksztaltowany jest przez... rodzicow Dziecka, a nie przez Dziecko. A wiec: "Po
owocach poznacie ich"... :)  Chcialbym Cie spotkac za jakis czas, gdy juz
bedziesz mial swoje dzieci.


> Dlatego tez NIE MA roznicy, czy zainicjuja sie wsrod rodzicow czy miedzy
> soba - bo tak tu, jak i tam istniec bedzie SZACUNEK, ZAUFANIE, POCZUCIE
> WLASNEJ WARTOSCI, itd.

Jezelis nie spraktykowal to spraktykuj swoja metode, a pozniej pogadamy o jej
rezultatach.:)
Jezeli stac Cie bedzie na szczerosc, na pozbycie sie wstydu kleski, ktorej obys
nie poniosl stosujac sie do nakazow tradycyjnej etyki, moralnosci nieswiadomych
mordercow...


>>> A co powiesz na np. inicjacje 18-letniej dziewczyny z doswiadczonym
>>> seksualnie 21-latkiem?

>> ...Ktory juz utrwalil sie w swojej niepewnosci...? Oj Deszczu, Deszczu.

> Ha, ha!!! W tym momencie bzdury pleciesz... Przeciez rodzic takze juz
> utrwalil sie w swojej niepewnosci!!!!!!!

I chodzi wlasnie o to, by te niepewnosc wyeliminowac.


>> Juz chyba  kiedys o tym pisalem. W sumie cztery i pol. Pol, gdyz z
>> pierwsza, Greczynka okazalem sie nieudacznikiem i - jak sie to mowi
>> - 'wyskoczylem niczym Filip z konopii'.

> Ile miales wtedy lat?

Dopiero co skonczylem 20. Pozno...?


>> Bylem uziemiony finansowo i wydawalo sie jej, ze moze mna pomiatac i
>> odstawic od seksu. Bylem zbyt od seksu  uzalezniony by moglo jej to ujsc
>> bezkarnie.

> Czy mezczyzna, wedlug Ciebie, moze byc nieuzalezniony od seksu? Jezeli tak,
> to cool.

Moze byc niezaleznym, ale tylko wowczas, gdy bedzie mial poczucie wlasnej
wartosci, poczucie rownosci z Kobieta. Nie chodzi jednak o to, by sie
uniezaleznic od seksu nie uprawiajac seksu na sile - to jest kolejne
uzaleznienie. Seks nie moze byc polem do maniplacji, a to jest mozliwe tylko
wowczas, gdy Kobieta i Mezczyzna nie beda starali sie uczynic siebie wzajem
swoimi niewolnikami. Stan taki jest zas mozliwy tylko wowczas, gdy zadne z nich
nie bedzie sie czulo niepewne samego siebie,  bedzie zdawalo sobie sprawe ze
swojego miejsca w Zyciu, bedzie czulo sie rownym wszystkim innym, a w
szczegolnosci nie bedzie cierpialo z powodu komleksu nizszosci w stosunku do
swoich rodzicow. To co Freud nazwl kompleksem Edypa/Elektry musi zniknac z
nieuswiadamianych zachowan Czlowieka.


> Jezeli nie, to jest to perfekcyjna pozywka dla kobiety, by manipulowac...

Nie masz swoich doswiadczen...?
I probujesz zabierac glos w dyskusji na temat skutkow...?


> Czy mozna byc jednoczesnie uzaleznionym od seksu i nie być manipulowanym.

Nie. A jezeli juz pokusisz sie o cos takiego, to bedzie Cie to kosztowac
baaaaardzo wiele wysilku. I bedziesz sie musial 'odreagowywac' (to takie modne
swego czasu slowo uzywane przez nicniewiedzacych terapeutow) na innych. A w
ostatecznosci odreagujesz sie na samym sobie. Polecam raz jeszcze ksiazeczke
Tadeusza Kobierzyckiego "Poza Miloscia i Wolnoscia" o tym jak dochodzi do
popelniania samobojstw przez mlodych ludzi obserwujacych degeneracje rodzin, w
ktorych sie wychowuja.


> Co na to kobiety?

Myslisz, ze zrezygnuja dobrowolnie z dominacji, dzieki ktorej staja się…
prostytutkami. Robia z Mezczyzn niewolnikow wykorzystujac brak swiadomosci i
brak poczucia wlasnej wartosci facetow, by w ten sposob zaspokajac swoj wlasny
(kobiet) brak poczucia wlasnej wartosci. Chcesz dalej trwac w takim bezmyslnym
stadzie, ktore rzadzi sie prawami niewolnictwa i zwyczajnej zwierzecej hordy?

(...)

>> Dlaczego dazenie do ugruntowania  sie w poczuciu wlasnej wartosci
>> jest chore?

> Dlatego, ze 'ugruntowanie' to prawie to samo co 'dowartosciowywanie' <--- i
> na tej zasadzie mozemy sie caly czas 'ugruntowywac'.

Czepiasz sie slow, co jest przejawem niecheci do ZROZUMIENIA sedna sprawy i
zaakceptowania ROZWIAZANIA.


>> A poza tym Deszczu, przestaje juz miec ochote obchodzic sie z Toba jak
>> z jajkiem, ktoremu to ja mam UDOWODNIC DLACZEGO chce zmian w wychowaniu
>> dzieci.

> Nie musisz mi udowodnic dlaczego chcesz _zmian_ w wychowaniu (bo ja tez
> chce), ale dlaczego uwazasz swoje _pomysly_ na zmiany za absolutnie sluszne.

Bo wszystkie doswiadczenia ludzkosci, zarowno te nieswiadome jak i te bedace
wynikiem intelektualnych dysput wskazuja na to, ze mam racje. A w przyszlosci
wolalbym, bys negujac moje propozycje gotow byl zaproponowac cos w zamian.
Roszczeniowa postawa, jakze popularna zarowno wsrod kobiet jak i spoleczenstw
komunistycznych, nie jest ta, ktora akceptuje Wolny Czlowiek. Chyba ze chcesz
bym Cie obszczekal i obsikal, bys potem ze smrodu sam ze soba nie mogl
wytrzymac.


>> To ja mam Ci udowodnic to, czego bez doswiadczenia udowodnic sie nie da.

> Skoro nie da sie tego udowodnic bez doswiadczenia (bo istotnie sie nie da),
> to dlaczego jestes tak fanatycznie przekonany o slusznosci swoich teorii?

Dlatego, ze mam swoje doswiadczenia rodzinne, ktorych ani powielic ani w pelni
przekazac slowem sie nie da.


>> Ty zas obstajesz przy zakazie nawet nie uczyniwszy niczego by obalic
>> moje stwierdzenia czastkowe dotyczace SKUTKOW  strachu i czyli szumu
>> zaklocajacego system informacyjny Czlowieka.

> Alez nie czynie niczego by obalic Twoje stwierdzenia czastkowe dotyczace
> SKUTKOW strachu, bo sie calkowicie z nimi zgadzam!!! Zgodzenie sie ze
> stwierdzeniami dotyczacymi skutkow strachu nie rowna sie jednak ze
> zgodzeniem sie z Twoimi _projektami_ na wyeliminowanie tego strachu.

Caly czas zapytuje wiec o ten TWOJ SPOSOB. :)

(...)

>> Metoda dosc zmudna i ryzykowna jest natomiast wspolzycie w pozycji
>> "69" praktykowane przez mezczyzne z dominujaca kobieta.

> A moze powinno sie przed inicjacja kilka razy uprawiac seks w pozycji "69" z
> partnerem/partnerka??? Co Ty na to?

To jest terapia dla tych, ktorzy juz wpadli w gowno choroby swiata. Chociaz
przyznam, ze niekoniecznie musi byc tylko lekarstwem... :)


>> Pozycja ta jest doskonala forma terapii wzajemnej, gdyz w tej
>> wlasnie pozycji manipulacje i ponizanie mezczyzny przez kobiete
>> ujawnic jest mezczyznie najlatwiej.

> To prawda.

A Ty skad wiesz...? :)


>> Ale nie ma DOSWIADCZENIA, ktore utrwaliloby osobowosc, ktore
>> ustabilizowaloby jej widzenie 'zlotego srodka'.

> Doswiadczenie bedzie, ale poza domem i nie bedzie niezwykle istotne,
> stabilizujace, itd.

Przeciez caly czas tak wlasnie sie dzieje i jest z tego wielki syf.. Jak to
wyjasnisz?


>> Opisz swoja Chorobe Swiata i przedstaw antidotum na nia tak jak zrobilem
>> to ja z Brakiem Poczucia Wlasnej Wartosci i szczepionka, ktora wlasciwie
>> szczepionka nie jest, a jest tylko nieodzownym RYTUALEM garantujacym
>> stabilizacje osobowosci Dziecka.

> RYTUAL to glupota pochodzaca bezposrednio od bezsensu religii, ktora wlasnie
> wypchana jest roznymi rytualami i obrzedami! Zagladnij jeszcze raz na moj
> krotki post z dnia 99.05.05, godz. 02:20.

Zgoda. Niepotrzebnie nazywam DOSWIADCZENIE  rytualem.


>>> (Nawet jezeli pojawialyby sie powazniejsze watpliwosci - mozna
>>> poprosic rodzica o dopelnienie wiedzy... czemu nie!)

>> Jak...?   W jaki sposób...?

> Proszac o informacje.

Sprobuj zapytac...:)


> W. Deszcz

LeoTar




In article <7gni68$1a0$1...@h1.uw.edu.pl>, "W. Deszcz" <w...@cybis.asp.wroc.pl>
writes:

>> [...] A wlasciwie powielenie klamstwa nastepuje juz w momencie
>> inicjacji seksualnej niezgodnie z prezentowana przeze mnie idea,
>> a wiec inicjacji poza rodzina.

> Wydaje mi sie, ze mozna dokonac inicjacji poza rodzina z calkowitym
> poczuciem wlasnej wartosci, w pelnym zaufaniu i szacunku.

Dobrze chociaz zauwazasz, ze wydaje Ci sie.:)

Zastanow sie jednak, czy inicjacja z kimkolwiek, kto cierpi na brak poczucia
wlasnej wartosci i raczej chce sam siebie podbudowac uzalezniajac anizeli pomoc
uniezaleznic sie inicjowanemu/inicjowanej, moze dostarczyc pewnosci? Przeciez
uzaleznianie polega wlasnie na trzymaniu w niepewnosci, podsycaniu niepewnosci.
Przypatrz sie temu w jaki sposob rodziny uzaleznialy swoje dzieci w Chinach;
polecam w ten materii niezastapiona "Cywilizację Chinską" francuzkiego sinologa
Marcela Granet'a (1884-1940). Pozostalosc tego uzaleznienia mamy do dzisiaj, a
kiedys uzaleznienie to bylo szczegolnie dobrze widoczne na przykladzie relacji
ojciec-syn.

Sprobuj spojrzec na sprawe uzalezniania podczas inicjacji w ten wlasnie sposob,
ze inicjowanie dziewiczego jeszcze dziecka przez kogos wczesniej uzaleznionego
prowadzi do przekazania uzaleznienia poprzez dazenie do wykorzystania
inicjowanego. I nie ma znaczenia, czy inicjacja odbywa sie w wsrod rodzicow,
czy tez z kims zupelnie obcym. Inicjacja wsrod rodzicow wydaje sie byc
najlepsza gwarancja nawet wowczas, gdy u rodzicow istnieja jeszcze
pozostalosci uzaleznienia, gdyz zarowno matka bedzie dbala i pilnowala tego by
ojciec nie uzaleznil od siebie corki, ani tez ojciec nie dopusci by matka
uzaleznila od siebie syna. W akcie inicjacji syna nie uczestniczy tylko matka,
a w inicjacji corki nie uczestniczy tyko ojciec - w obydwu przypadkach
uczestnicza oboje rodzice. Oczywiscie oboje musza byc USWIADOMIENI jaki jest
CEL inicjacji. I mysle, ze rodzicow racjonalnie myslacych stac na takie wlasnie
podejscie w przeciwienstwie do tych, ktorych irracjonalizm zwraca wciaz ku
Bogu, 'kozlu ofiarnemu' ich umyslowej niesamodzielnosci (czyli umyslowego
uzaleznienia).


> Przy Twoich teoriach istnieje niebezpieczenstwo, ze wartosci te w
> swiadomosci dziecka beda mialy prawo bytu _jedynie_ w obrebie rodziny.

Pomysl o inicjacji, a raczej o 'pierwszym razie' jako o czym, czego Dziecko sie
obawia. A czy to boli, a czy jestem mezczyzna/kobieta, a jak to jest i co z
tego wyniknie. Otoczenie podczas inicjacji powinno wiec byc calkowicie zaufane
i autorytatywne,  Jezeli wszystkie rodziny beda w stanie dokonac tego dokladnie
w taki sam sposob, i beda w stanie wyprodukowac absolutnie niezaleznych
mlodych, juz zainicjowanych, ludzi to nie istnieje zadne ryzyko, ze rodzina
doskonala bedzie wyjatkiem. Nie istnieje wiec zadne ryzyko, ze doskonalosci
bedzie dziecko poszukiwac wylacznie w swojej rodzinie, gdyz ta doskonalosc
bedzie powszechnoscia. Ufam, ze dziecko przez sacunek dla rodzica tej samej
plci nie bedzie dazylo do zagarniecia jego (rodzica) partnera tym bardziej, ze
bedzie mialo do wyboru mlodych partnerow/ek.

Poza tym istnieje jeszcze jedna sprawa, ktora kwestionowal Freud - zasadnosc
ZAKAZU zwiazkow endogamicznych. Zwiazki te ochrzczono jako kazirodcze
niezaleznie od tego, czy mialyby one sluzyc inicjacji czy tez zakladaniu rodzin
przez bezposrednich krewnych. Jezeli brak samowiedzy spowodowal uzaleznienie
sie Stworcy (w dalszej kolejnosci Mezczyzny i Kobiety) od tej niewiedzy, to nie
mogli oni dzialac racjonalnie a wiec ich dzialania inicjacyjne prowadzilyby do
skrajnego uzalezniania od nich dzieci i ich zaglade, a zatem niemoznosc
rozrastanie sie form Zycia po to, by w koncu poprzez obserwacje  i analize
SKUTKOW swojej nieswiadomej aktywnosci mogl Stworca odnalezc samego siebie i
uswiadomic sobie PRZYCZYNE tkwiaca w jego poczatkowym stanie nieswiadomosci. W
ewolucji Zycia widzimy ciagle poszukiwanie, rowniez poprzez przemoc. Czy nie
moze wiec byc tak, ze ZAKAZ inicjacji sluzyl tylko i wylacznie wymuszaniu
poszukiwan po to by w koncu doszukac sie PRZYCZYNY w drodze eliminacji tego, co
nie prowadzi do wspolnego ZRODLA? W koncu dazenie do inicjacji w rodzinie jest
ujawniane przez wiele dzieci i moze byc odebrane oraz rozszyfrowane przez wielu
rodzicow, ktorzy sa w stanie nie poddac sie terrorowi zakazowej kultury.

>> Ale ja juz moge miec dosc, moze mi sie nie chciec; moge pragnac zyc w
>> spokoju i Pokoju...? Czy nadal musze byc tym, ktory ciagnie ten woz,
>> i kogo co rusz jakas pluskwa chce ukasac wlasnie dlatego, ze
>> niewygodnym jest to o czym pisze?

> Musisz pogodzic sie z tym, ze nikt nie zaakceptuje w _pelni_ Twoich
> pogladow, ale moze zaakceptowac ich znaczna czesc.

Wolalbym bys mowil za siebie, a nie za wszystkich - mowiac NIKT wypowiadasz sie
za wszystkich mimo iz nie wiesz tego, co ci inni mysla. Wypowiadasz sie za cala
cywilizacje, o ktorej wiadomo, ze jest nadzwyczaj gleboko zdegenerowana. Jezeli
wypowiadasz tak zdecydowana opinie to powiedz chociaz czy masz dzieci? I jakie
masz z nimi doswiadczenia? Bo na razie to nic na ten temat nie wiemy a wiedza
doswiadczalna w zakresie wychowania dzieci jest wiedza najwazniejsza. Wiemy, ze
cos musimy zmienic ale nie wiemy co, wiec mozemy to cos zmienic tylko wowczas,
gdy bedziemy analizowac wyniki doswiadczen. Czy masz takie doswiadczenia
wlasne, czy tylko takie z opowiadan?


> Jezeli oczekujesz absolutnego zrozumienia to mozesz od razu
> zrezygnowac z propagowania swoich idei.

Wyglada na to zes bardzo naiwnym jest.:)
Albo naiwnego udajesz... Hmm..?


>> Nie wiem czy zauwazyles moja interpretacje KAZIRODZTWA. Za kazirodztwo
>> uwazam wszelka aktywnosc rodzica tak swiadoma jak i nieswiadoma, ktorej
>> celem jest przyciagniecie i uzaleznienie od siebie Dziecka. I nie musi
>> to byc aktywnosc fizyczna - na rowni z fizyczna jako kazirodcza uwazam
>> aktywnosc psychiczna, ktorej celem jest podporzadkowanie sobie woli
>> Dziecka przez Rodzica.

> Rozumiem i popieram ta interpretacje kazirodztwa... ciekawie, ciekawie,
> LeoTarze.

Zastanow sie wiec teraz, czy kazirodztwo emocjonalne nie jest powszechnoscia?
Popatrz na relacje miedzy kobieta i mezczyzna - sa w fatalnym stanie; wojna,
wojna i jeszcze raz wojna. A rownoczesnie potrzebujemy miec kogos za partnera.
I wyobraz sobie teraz, ze w tym zafajdanym ukladzie pojawia sie Dziecko.
Rodzice nie sa dla siebie partnerami gdyz sie ze soba ciagle zra, wiec
pojawienie sie dziecka jest jakby szansa dla kazdego z nich, ze bedzie mialo w
dziecku przyjaciela. Zamiast przyjazni, zaufania i szacunku  miedzy rodzicami
pojawia sie patologiczna relacja miedzy dzieckiem i podzielonymi rodzicami,  z
ktorych kazdy walczy na swoj sposob o zdobycie Dziecka na wylacznosc dla
siebie. Zamiast byc nauczycielami staja sie emocjonalnymi parrtnerami dziecka.
Miedzy dzieckiem a rodzicem tej samej plci pojawia sie relacja homoseksualna a
miedzy dzieckiem a rodzicem plci przeciwnej relacja kazirodcza. Jednym slowem
kazde z rodzicow na swoj sposob uzaleznia od siebie Dziecko zamiast byc dlan
WZORCEM dla przyszlych zachowan dziecka, ktorych uczy sie ono obserwujac
rodzicow.

Brak poczucia wlasnej wartosci, brak zaufania i szacunku miedzy rodzicami
prowadzi miedzy nimi do walki o wladze nad tym drugim, a gdy pojawia sie
dziecko staje sie ono obiektem adoracji i walki o to, ktore z rodzicow
zdominuje dziecko by je zachowac na wlasnosc dla siebie UZALEZNIAJAC je od
siebie. Uzaleznienie jest wiec poczatkiem emocjonalnego kazirodztwa i
emocjonalnego homoseksualizmu (sklonnosc do tej samej plci jest ksztaltowana w
domu rodzinnym). Ta wlasnie walka rodzicow o zdominowanie dziecka powoduje, ze
przez dlugi czas dziecko nie moze sie " "zdecydowac" na dokonanie "wyboru"
wlasnej plci, a poniewaz do samego konca okresu przebywania z rodzicami nie
dostaje wlasciwych wzorcow relacji miedzy kobieta i mezczyzna oraz kobiecosci
i meskosci wiec plec emocjonalna nie zostaje uksztalowana. Rownoczesnie nie ma
szacunku ani dla plci wlasnej ani tez nie ma szacunku dla plci przeciwnej.

Nadchodzi lato, czas rodzinnych  wycieczek na 'zielona trawke'. Przyjrzyj sie
rodzinom gdzie bedza dzieci plci obojga, najlepiej parka. Ciekaw jestem czy
Twoje obserwacje beda sie pokrywaly z moimi? Ja obserwuje to regularnie, ze na
takich wycieczkach chlopiec biega przy matce a corka przy ojcu. Mozesz
powiedziec, ze to nic nie znaczy, ze to takie zwyczajne... Ja odpowiedm, ze to
nie jest ani zwyczajne, ani tez nic nie znaczace. To znaczy tylko tyle, ze syn
jest przyciagany przez matke a rownoczesnie ponizany (jako rywal) przez ojca.
Podobnie jest z corka, ktora jest przyciagana przez ojca a rownoczesnie
ponizana przez matke (jako rywalka do ojca). Gdyby dzieci nie byly wychowywane
w srodowisku uzalezniajacym to nie obserwowalibysmy takiej walki, ktora
traktuje sie jako przejaw "normalnych okresow rozwojowych". Takie nic nie
znaczace wyjasnienia sa dobre, ale dla... dzieci, ktore mozna oszukiwac gdyz
jeszcze nic nie wiedza o Zyciu...


>> Tylko i wylacznie. Ale czy wyobrazasz sobie, ze dziecko podejmie taka
>> decyzje, jezeli zostanie wychowane w przekonaniu, ze jest jakikakolwiek
>> forma jego fizycznego, seksualnego kontaktu z rodzicem jest ZABRONIONA
>> i NIEDOPUSZCZALNA?

> Moim zdaniem powinna byc ona na tyle samo zabroniona i niedopuszczalna, co
> jakakolwiek forma jego fizycznego, seksualnego kontaktu z kims poza
> rodzina - czyli w skrocie: dziecko nie powinno byc wychowywane w systemie
> nakazowo-zakazowym w zadnym wypadku.

Zupelnie nie rozumiem tego cos tutaj napisal. Objasnij prosze to zdanie pelne
sprzecznosci...


>> Czy wyobrazasz sobie Dziecko zdolne do pokonania zapory ustawionej przez
>> Rodzica/ow ?

> Rodzice nie powinni ustawiac dziecku zadnych zapor przez dostarczanie mu
> _wiedzy_, na ktorej zbuduje ono poczucie wlasnej wartosci i samo zadecyduje
> o sposobie doswiadczenia zdobytych teorii.

Jak maja tej wiedzy dostarczac?
Jak maja okazywac zaufanie do siebie w sytuacjach calkowitego wzajemnego
oddania sie sobie? Czy uwazasz, ze to mozna pozorowac albo opisywac? Czy
uwazasz, ze to mozna odegrac jakos niczym na scenie teatru? Przeciez nasz Zycie
to najwiekszy teatr od ktorego oczekujemy by byl teatrem prawdziwym. A
szczegolnie wazna jest PRAWDA dla uczacego sie Zycia Dziecka. Teoria jest g...
warta jezeli nie jest poparta praktyka. Jestem nauczycielem w szkole i wiem, ze
nawet ci starsi juz uczniowie popelniaja bezkrytycznie bledy, ktore zdarza mi
sie popelniac.  A coz dopiero Dziecko, ktore jest "biala, niezapisana tablica"...

LeoTar



In article <7gni68$1a0$1...@h1.uw.edu.pl>, "W. Deszcz" <w...@cybis.asp.wroc.pl>
writes:

> Rozumiem i popieram ta interpretacje kazirodztwa... ciekawie, ciekawie,
> LeoTarze.

Czyzbys kazirodztwo rozumiał inaczej anizeli ZNIEWALANIE Dziecka przez Rodzica?


>> Tylko i wylacznie. Ale czy wyobrazasz sobie, ze dziecko podejmie taka
>> decyzje, jezeli zostanie wychowane w przekonaniu, ze jakikakolwiek forma
>> jego fizycznego, seksualnego kontaktu z rodzicem jest ZABRONIONA
>> i NIEDOPUSZCZALNA?

> Moim zdaniem powinna byc ona na tyle samo zabroniona i niedopuszczalna, co
> jakakolwiek forma jego fizycznego, seksualnego kontaktu z kims poza

... lubisz celibat...? :)


> rodzina - czyli w skrocie: dziecko nie powinno byc wychowywane w systemie
> nakazowo-zakazowym w zadnym wypadku.

Wprawdzie nie wypowiedziales sie jasno na temat odrzucenia lub zaakceptowania
endogamii, ale podtrzymam ten temat. W dawnych Chinach (patrz: Marcel Granet
"Cywilizacja chinska") by uniknac posadzenia o endogamie wysylano kobiety z
gniazda rodzinnego do innych wiosek by nastepnie pozwolic im wrocic do
rodzinnego wioski jako zonie bliskiego krewnego. Pobyt poza rodzinna wioska
mial niejako sluzyc zmianie relacji krwi, eliminacji zwiazkow krwi z mezczyzna
po to by nie dopuscic do degenracji. Dlaczego tak robiono postaram sie to
wyjasnic ponizej.

Dzieci wychowujace sie w bardzo duzej zazylosci (niekoniecznie musza byc bratem
i siostra) sa ze soba bardzo zzyte, w stosunku do siebie wzajem prawie
calkowicie bezkrytyczne i doskonale potrafia nasladowac swoje zachowania.
Rownoczesnie sa ksztaltowane przez wspolnych rodzicow, a wiec przyjmuja
dokladnie takie same zachowania jak ich rodzice (lub tez klan, w ktorym sie
wychowuja). Jezeli zatem miedzy rodzicami (kobietami i mezczyznami klanu)
istnieje nieuswiadamiany brak zaufania, wraz z ktorym mamy manipulacje, wyzysk
i nienawisc, to gdyby dzieci tego klanu (rodziny) zakladaly ze soba rodziny nie
bylyby w stanie rozpoznac tego czegos, co jest zlego w relacjach miedzy
Kobietami a Mezczyznami klanu. Jezeli od urodzenia zyjemy w kotle z gotujaca
sie woda to jest to dla nas srodowisko normalne i nie bedziemy w stanie
zrozumiec tego, ze ktos, kto zyje w wodzie zimnej zginie natychmiast gdyby
probowal wejsc w nasze srodowisko. Przyzwyczajamy sie do naszego zrodowiska i
jest nam w nim dobrze mimo tego, ze zginiemy w ogniu.

Podobnie jest z nieswiadoma manipulacja i oszustwem miedzy kobietami i
mezczyznami klanu. Strach, ktory zawsze towarzyszy manipulacji i oszustwom,
powoduje, ze  podczas prokreacji dokonywanej przez oszustow nastepuje mutacja
informacji tzw. genetycznej (nie bede powtarzal tutaj wczesniejszych wywodow
jak to sie dzieje; zajrzyj pod haslo "szum i niestabilnosc systemow"). W
polaczeniu do niezdolnosci rozpoznawania manipulacji i oszustwa miedzy bardzo
bliskimi krewnymi mielibysmy wiec do czynienia z bardzo szybka degeneracja i
wymarciem gatunku. Czlowiek przestrzega zakazu endogamii chyba najskrupulatniej
ze wszystkich tworow swiata zwierzat a jednak mimo tego nastepuje mutacja
informacji genetycznej sluzacej odtwarzaniu, replikacji. Zakaz endogamii byl
wiec prawdopodobnie nieswiadoma proba, doswiadczeniem w zakresie inzynierii
spolecznej (moze byc genetycznej), ktora zostala podjeta przez nieswiadomego
Stworce chyba nie tylko w celu sprawdzenia mechanizmu dryftu, ale przede
wszystkim w celu Jego samopoznania. Zakaz jest zas najlepszym stymulatorem
poszukiwan generujacym przy okazji przemoc, gdyz sam w sobie (zakaz) jest
przemoca.


>> Czy wyobrazasz sobie Dziecko zdolne do pokonania zapory ustawionej przez
>> Rodzica/ow ?

> Rodzice nie powinni ustawiac dziecku zadnych zapor przez dostarczanie mu
> _wiedzy_, na ktorej zbuduje ono poczucie wlasnej wartosci i samo zadecyduje
> o sposobie doswiadczenia zdobytych teorii.

Widze, ze robisz postepy. Szkoda tylko, ze w kazdej chwili gotow jestes do...
ucieczki z zajetej pozycji. :)

LeoTar

 
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego