Kobieto puchu marny... - Jak to na wojence bywało

Przejdź do treści

Menu główne:

Kobieto puchu marny...

Rok 1998

Chcialbym Wam wszystkim podziekowac za rady. Na pewno z ktorejs z nich
skorzystam.
Chcialbym, zebyscie wypowiedzieli sie nt. jednej kwestii.

Kobieta, o ktorej napisalem miala w wielkim uproszczeniu 3 rozwiazania
sytuacji, w ktorej sie znalazla:
1. Pozostac konsekwentna i olewac nas obu.
2. Zwiazac sie ze mna, co byloby nie fair wobec niego (wobec tego, co mu
   mowila zostawiajac go).
3. Wrocic do niego, co moim zdaniem jest nie fair wobec mnie i wobec niego.

Nie znam faceta, ale wydaje mi sie, ze on juz zawsze bedzie sie zastanawial,
dlaczego ona mu to zrobila. Cos tu z ta jej miloscia jest nie tak. Moim
zdaniem, jak sie kogos kocha, to sie to wie. Jak sie ma watpliwosci, to juz
nie jest to, cos jest nie tak.

Moze sie myle.
A wy co otym myslicie.

Romeo       25.02.1998




> jak sie kogos kocha, to sie to wie. Jak sie ma watpliwosci, to juz
> nie jest to, cos jest nie tak.

Dokladnie. Tez tak mysle.

Melisa




Cze

Znam dokładnie ten klimat ...
I ciesz sie ze los nie pozwolil ci sie wpakowac w cos czego konsekwencji nie
jestes w stanie przewidziec :)

Mnie sie tez udalo :) i choc na poczatku bylem nie szczesliwy to pozniej
cieszylem sie, ze los na demna czowal !.
U mnie klimat roznil sie tym ze ona byla mezatka - ale reszta dokladnie byla
taka sama ... szczegolnie to z tymi powrotami i odchodzeniem ... choc ona
mowila ze mnie kocha i podobno chciala byc ze mna :(.

Wally



On Wed, 25 Feb 1998 11:44:44 +0100, "Romeo (bez Julii)"
<gny...@friko3.onet.pl> wrote:

[...]

> Nie znam faceta, ale wydaje mi sie, ze on juz zawsze bedzie sie zastanawial,
> dlaczego ona mu to zrobila.

Niech mysli, ale nie moze przyjmowac, ze to jego wina, iz ona go
zostawila. To ona probuje znalezc sobie faceta ktorym latwiej sie
manipuluje, ale zarazem nie chce takiego partnera na zycie. Chce sie
czuc bezpiecznie ale NIE UFAJAC lecz manipulujac. Ten, ktory sie nie
daje manipulowac nie daje tej gwarancji (dowolnosci jej manipulacji),
no wiec chce zrobic tak, by go upokorzyc. Ale, ze musi miec chociaz
jednego, by na nim potwierdzac, ze jest sama cos warta, wiec znajduje
sobie "drugiego" tymczasowego, ktory moze stac sie "pierwszym"... itd.
itd.  Nigdy niekonczaca sie manipulacja wynikajaca z braku poczucia
wlasnej wartosci kobiety. Ale to nie jest wina tego faceta, z ktorym
ona sie zadaje. To wina jej nieswiadomych rodzicow, a szczegolnie
destrukcyjnej matki.  Ta jedna nie jest wyjatkiem - jest regula...


> Cos tu z ta jej miloscia jest nie tak.

Kazdy "glupi" to zobaczy...:)


> Moim zdaniem, jak sie kogos kocha, o sie to wie.

Jezeli nie masz BEZWZGLEDNEGO PUNKTU ODNIESIENIA to nie wiesz, a tylko
Ci sie wydaje, ze wiesz; to jest zasadnicza roznica.


> Jak sie ma watpliwosci, to juz nie jest to, cos jest nie tak.

A DLACZEGO sie ma watpliwosci...?
Bo sie NIE WIE NA PEWNO.
A DLACZEGO sie nie wie na pewno?
Bo sie nie ma PUNKTU ODNIESIENIA, ktory powinien byl zostac
dostarczony dziecku w procesie edukacyjnym. Niestety, nieswiadomi
rodzice powielajac wzorzec swoich nieswiadomych rodzicow ZAKAZALI
dziecku poznania PRAWDY o ich wlasnym zyciu. Nie, oni NIE sklamali,
oni tylko zataili - z nieswiadomosci - cos dla siebie.


> Moze sie myle.
> A wy co otym myslicie.

Nie, calkiem sie nie  mylisz.:)
Tylko DLACZEGO tak cicho o to pytasz? To trzeba WYKRZYCZEC by wszyscy
uslyszeli, ze sie nie mylisz!!!

> Romeo

LeoTar



: Niech mysli, ale nie moze przyjmowac, ze to jego wina, iz ona go
: zostawila. To ona probuje znalezc sobie faceta ktorym latwiej sie
: manipuluje, ale zarazem nie chce takiego partnera na zycie. Chce sie
: czuc bezpiecznie ale NIE UFAJAC lecz manipulujac. Ten, ktory sie nie
: daje manipulowac nie daje tej gwarancji (dowolnosci jej manipulacji),
: no wiec chce zrobic tak, by go upokorzyc. Ale, ze musi miec chociaz
: jednego, by na nim potwierdzac, ze jest sama cos warta, wiec znajduje
: sobie "drugiego" tymczasowego, ktory moze stac sie "pierwszym"... itd.
: itd.  Nigdy niekonczaca sie manipulacja wynikajaca z braku poczucia
: wlasnej wartosci kobiety. Ale to nie jest wina tego faceta, z ktorym
: ona sie zadaje. To wina jej nieswiadomych rodzicow, a szczegolnie
: destrukcyjnej matki.  Ta jedna nie jest wyjatkiem - jest regula...

Bardzo jestem ciekawa co bys powiedzial kobiecie ktorej przytrafilo sie
dokladnie to samo. A moze zdaje ci sie ze tylko faceci maja z tym problemy?
Przynajmniej z tego co piszesz tak wynika.

Annabbell



On 11 Mar 1998 16:32:24 GMT, dani...@infoserv.ii.uj.edu.pl (Annabell)
wrote:

>: Niech mysli, ale nie moze przyjmowac, ze to jego wina, iz ona go
>: zostawila. To ona probuje znalezc sobie faceta ktorym latwiej sie
>: manipuluje, ale zarazem nie chce takiego partnera na zycie. Chce sie
>: czuc bezpiecznie ale NIE UFAJAC lecz manipulujac. Ten, ktory sie nie
>: daje manipulowac nie daje tej gwarancji (dowolnosci jej manipulacji),
>: no wiec chce zrobic tak, by go upokorzyc. Ale, ze musi miec chociaz
>: jednego, by na nim potwierdzac, ze jest sama cos warta, wiec znajduje
>: sobie "drugiego" tymczasowego, ktory moze stac sie "pierwszym"... itd.
>: itd.  Nigdy niekonczaca sie manipulacja wynikajaca z braku poczucia
>: wlasnej wartosci kobiety. Ale to nie jest wina tego faceta, z ktorym
>: ona sie zadaje. To wina jej nieswiadomych rodzicow, a szczegolnie
>: destrukcyjnej matki.  Ta jedna nie jest wyjatkiem - jest regula...

> Bardzo jestem ciekawa co bys powiedzial kobiecie ktorej przytrafilo sie
> dokladnie to samo. A moze zdaje ci sie ze tylko faceci maja z tym problemy?

Nie, nie uwazam ze sa to tylko problemy mezczyzn. W takim samym
stopniu jest to problem mezczyzn jak i kobiet i DLATEGO wlasnie mowie
o koniecznosci zaakceptowania WSPOLNEGO rozwiazania. A nie ma
rozwiazania dopoki nie ma zrozumienia PROBLEMU.

Problem jest bardzo konkretny, bo chodzi o brak zaufania do partnera,
ale zaczyna sie ten problem nie od partnera lecz od nas samych, ktorzy
nie ufamy samym sobie co jest prostym nastepstwem braku poczucia
wlasnej wartosci. A to z kolei zostalo nam wpojone przez naszych
nieswiadomych rodzicow w nakazowo-zakazowym systemie wychowawczym.
Czyz ja to musze po raz ktorys powtarzac..? Rzeczywiscie musze sie
oderwac od tych newsow i napisac cos, co moglbym umiescie w jednym
miejscu Netu.;-)

Wskazuja na bardzo konkretna PRZYCZYNE tego powszechnego zjawiska oraz
na SPOOB jej wyeliminowania.


> Przynajmniej z tego co piszesz tak wynika.

Skoro dotychczasowe "przegiecie" bylo tylko w jedna strone ("ooo, my
biedne pokrzywdzone kobiety") co zepchnelo poczucie winy wylacznie na
mezczyzn do tego stopnia, ze nie sa oni w stanie wyrwac sie z tego
wylacznie kobiecego postrzegania widzenia przemocy, wiec trzeba
przegiac pale w druga strone by obie strony spostrzegly, ze cos jest
nie w porzadku w METODZIE WYCHOWAWCZEJ oraz dominujacej,
materialistycznej  FILOZOFII .  Przemiana Czlowieka, uczlowieczenie
zwierzecia, ktorego punktem zwrotnym bedzie wyeliminowanie przemocy,
wymaga wspoldzialania obojga plci a nie bezmyslnego i systematycznego
zrzucania odpowiedzialnosci za dziejace sie zlo na plec przeciwna.

Do tej pory to tylko kobiety zrzucaly cala wine na mezczyzn posuwajac
sie wrecz do tego, ze  wymyslono (za sprawa kobiet i ich niewolnikow
mezczyzn), ze mezczyzni maja zakodowana przemoc w "genach", a
nastepnie w "memach". Pan Dawkins wymyslil nawet "samolubny gen" by
tylko nie naruszyc ZAKAZOW seksualnych. Za sprawa feministycznych
genetykow wydumano nawet, ze genialni ludzie musza miec genialne...
mamuski, a ojcowie sa nieistotni.

Jak myslisz, ile trzeba wlozyc pracy by zmienic te stereotypy myslowe
starannie utrwalane za pomoca... dupy w matriarchalnej cywilizacji?
Czy sadzisz, ze jest mozliwa plynna, bezbolesna zmiana sposobu
widzenia rzeczywistosci w sytuacji, kiedy dzieki dotychczasowym mitom
jedna z plci (kobieta) zdecydowanie dominowala nad druga utrzymujac te
druga w uzaleznieniu od siebie dzieki pasywnosci swojego (kobiecego)
seksu  i braku poczucia wlasnej wartosci u mezczyzny?  Czy wyrwanie
sie z tego "zaczarowanego kregu" niemocy i wyeliminowanie dominacji
seksualnej nie jest przejsciem przez osobliwosc, niczym w matematyce
polaczenie nieskonczonosci ujemnej z dodatnia? Zauwaz, ze wowczas
nastepuje anihilacja i powrot do zera, do stanu BEZWZGLEDNIE
stabilnego.

>  Annabbell

LeoTar



Wladek Tarnawski (leo...@polbox.com) wrote:

: Problem jest bardzo konkretny, bo chodzi o brak zaufania do partnera,
: ale zaczyna sie ten problem nie od partnera lecz od nas samych, ktorzy
: nie ufamy samym sobie co jest prostym nastepstwem braku poczucia
: wlasnej wartosci. A to z kolei zostalo nam wpojone przez naszych

A co zrobic jesli zaufalismy partnerowi calkowicie i oddalismy mu wszystko a
on zawiodl to zaufanie. Co zrobic jesli mimo to sie go bardzo kocha i chce
sie walczyc o bycie razem. Jak go nauczyc tego zeby potrafil zaufac i
kochac i jak samemu nauczyc sie znowu zaufania.

Ja wiem ze ty na te tematy juz wiele razy sie wypowiadales ale  czasem
trudno jest z tego wszystkiego wysnuc konkretne wnioski.

A tak a propos wiodacego tematu to bardzo czesto spotykam sie z postawa (ale
zarowno wsrod mezczyzn jak i kobiet) czekania na cos lepszego i oszukiwania,
wykorzystywania partnera. Tzn . "on/ona juz mi sie znudzil ale nie chce byc
sam/sama wiec poczekam na cos lepszego i wtedy ja/go zostawie". Dla mnie
jest to calkowicie absurdalne chociaz niejako zrozumiale. Wynika to chyba ze
strasznego w skutkach tchorzostwa i zaklamania. A robia to ludzie ktorzy
wydaja sie nawet przy blizszym poznaniu ineligentni i hmm... dobrzy (?).
  
Annabell



Annabell schrieb in Nachricht <6e88mo$mb1$1...@info.cyf-kr.edu.pl>...

> A tak a propos wiodacego tematu to bardzo czesto spotykam sie z postawa (ale
> zarowno wsrod mezczyzn jak i kobiet) czekania na cos lepszego i oszukiwania,
> wykorzystywania partnera. Tzn . "on/ona juz mi sie znudzil ale nie chce byc
> sam/sama wiec poczekam na cos lepszego i wtedy ja/go zostawie". Dla mnie
> jest to calkowicie absurdalne chociaz niejako zrozumiale. Wynika to chyba ze
> strasznego w skutkach tchorzostwa i zaklamania. A robia to ludzie ktorzy
> wydaja sie nawet przy blizszym poznaniu ineligentni i hmm... dobrzy (?).
>
> Annabell

Bardzo trafne spostrzezenie !
Ja osobiscie doswiadczylem czegos podobnego w zyciu.
Konkretnie zostalem uzyty jako "instrument" w celu odzyskania
ex- przyjaciela. Przez dluzszy czas nie zdawalem sobie z tego
sprawy, gdyz moja natura nie dopuszczala do swiadomosci takiego
scenariusza. Nadal nie potrafie zrozumiec jak ktos moze byc
zdolny do manipulowania ludzkimi uczuciami. Niektorzy zadaja
sobie nawet sporo trudu zeby to manipulowanie nie dawalo
najmniejszych podstaw do podejrzen.Wszystkie posuniecia
maja z gory zaplanowane z profesjonalna precyzja.

Moim zdanie ludzie, ktorzy tak postepuja sa to pozbawieni skrupulow,
tchorzliwi egoisci,dla ktorych nie ma zadnych moralnych granic.
W kazdej zyciowej sytuacji kieruja sie dewiza: cel uswieca srodki.
- A moze sa to ludzie chorzy ?, ktorzy sami wpadli w sidla wlasnej
 niezdolnosci do zbudowania trwalego zwiazku opartego
 na zaufaniu,szczerosci i milosci ?

Tomek.



Tomasz Korcz (Tomasz...@kiel.netsurf.de) wrote:

: sprawy,gdyz moja natura nie dopuszczala do swiadomosci takiego
: scenariusza. Nadal nie potrafie zrozumiec jak ktos moze byc
: zdolny do manipulowania ludzkimi uczuciami.Niektorzy zadaja
: sobie nawet sporo trudu zeby to manipulowanie nie dawalo
: najmniejszych podstaw do podejrzen.Wszystkie posuniecia
: maja z gory zaplanowane z profesjonalna precyzja.
: Moim zdanie ludzie,ktorzy tak postepuja sa to pozbawieni skrupulow,
: tchorzliwi egoisci,dla ktorych nie ma zadnych moralnych granic.
: W kazdej zyciowej sytuacji kieruja sie dewiza: cel uswieca srodki.
: - A moze sa to ludzie chorzy ?,ktorzy sami wpadli w sidla wlasnej
:   niezdolnosci do zbudowania trwalego zwiazku opartego
:   na zaufaniu,szczerosci i milosci ?

Ogladales moze film "Gra" z M.Douglasem? Bardzo jestem ciekawa co o tym
sadzisz. Ja wyszlam z tego filmu niemal zdruzgotana. Kompletnie nie mogac
sie pogodzic z mysla jak mozna zniszczyc w taki sposob czlowieka (tzn przez
manipulacje).

Annabell



On 13 Mar 1998 09:28:54 GMT, dani...@infoserv.ii.uj.edu.pl (Annabell)
wrote:
> Tomasz Korcz (Tomasz...@kiel.netsurf.de) wrote:

>: sprawy,gdyz moja natura nie dopuszczala do swiadomosci takiego
>: scenariusza. Nadal nie potrafie zrozumiec jak ktos moze byc
>: zdolny do manipulowania ludzkimi uczuciami.Niektorzy zadaja

W matriarchalnym swiecie panuje przekonanie, ze kobieta NIE MOZE
MANIPULOWAC i wykorzystywac bezbronne dzieci do obrony samej siebie
przed PRZEMIANA. No bo skoro urodzila to znaczy, ze nie zabije. A
jednak zabija NIE UFAJAC (musi wiec dominowac) i w tym celu uzywa
dzieci jak tarczy przed uderzeniami szamoczacego sie mezczyzny. I - o
dziwo - ten jej sposob dzialania jest SANKCJONOWANY przez przestepcza
instytucje wymiarem sprawiedliwosci zwana. Zamiast zajac sie
mechanizmem przemocy i PRZYCZYNA tenze "wymiar sprawiedliwosci" stara
sie za wszelka cene udowodnic wine... mezczyznie. Chora cywilizacja,
chory z nieswiadomosci Umysl...


>: sobie nawet sporo trudu zeby to manipulowanie nie dawalo
>: najmniejszych podstaw do podejrzen.Wszystkie posuniecia
>: maja z gory zaplanowane z profesjonalna precyzja.

Przekonalem sie o tym walczac z Teresa M.: bezwzgledna precyzja i
bezgraniczna perfidia dzialania w obronie wlasnego, skrzywdzonego
przez rodzicow JA, tego "wewnetrznego dziecka", ktore zrobi wszystko
by nigdy w zyciu nie zostac juz wiecej skrzywdzonym. Ja ja kiedys
skrzywdzilem swoja nieodpowiedzialnoscia i nieswiadomoscia, ale to, ze
sie na mnie nadziala wyniknelo z braku nalezytego mojego i jej
WYCHOWANIA SEKSUALNEGO w domach rodzinnych. Oboje chcielismy byc
kochanymi ale zadne z nas nie zdawalo sobie sprawy, ze zostalismy tak
bardzo pokrzywdzeni przez rodzicow (zakazami), ze nie jestesmy w
stanie kochac a jedynie manipulowac i zaspokajac wlasne pragnienia.
Trzeba bylo wielu cierpien i ponad 20 lat bym pojal, dzieki naszym
dzieciom, GDZIE ZOSTAL POPELNIONY BLAD, blad wynikajacy z
NIESWIADOMOSCI rodzicow (naszych bogow), ktora jest wynikiem NIEWIEDZY
i NIEZROZUMIENIA samych siebie.


>: Moim zdanie ludzie,ktorzy tak postepuja sa to pozbawieni skrupulow,
>: tchorzliwi egoisci,dla ktorych nie ma zadnych moralnych granic.
>: W kazdej zyciowej sytuacji kieruja sie dewiza: cel uswieca srodki.
>: - A moze sa to ludzie chorzy ?,ktorzy sami wpadli w sidla wlasnej
>: niezdolnosci do zbudowania trwalego zwiazku opartego
>: na zaufaniu,szczerosci i milosci ?

Przestan pierdolic !!!
Pomysl o tym, ze nieswiadomy stworca, czyli nasi rodzice, wpuscili nas
w ten kanal. Przestan ich bronic i zmuszac DZIECKO do przyjmowania na
siebie poczucia winy. Zupelnie nie szanujesz DZIECKA, lamiesz jego
NIEZBYWALNE PRAWA, podstawowe z nich: PRAWO DO WIEDZY, PRAWDY I
ZAUFANIA. To nie dziecko ma sie uczyc - uczyc ma rodzic. Ma dostarczac
WIEDZY, PRAWDY i pokazywac jak UFA. I wszystko to ma robic
doswiadeczalnie, na wlasnym przykladzie w stosunku do drugiego
rodzica. Jakakolwiek "strefa cienia" jest OSZUKIWANIEM DZIECKA.
Rozumiesz glabie ?!!!


> Ogladales moze film "Gra" z M.Douglasem? Bardzo jestem ciekawa co o tym
> sadzisz. Ja wyszlam z tego filmu niemal zdruzgotana. Kompletnie nie mogac
> sie pogodzic z mysla jak mozna zniszczyc w taki sposob czlowieka (tzn przez
> manipulacje).

A mozna, mozna. Jezeli mozesz przypatrz sie naszym dzieciom, ktorych
mozgi zostaly wyprane przez Terese M., ktora MUSIALA dominowac i
uzywala do tego celu DUPY we wszystkich postaciach: oferty, pieniadza,
poganiacza czyli ekonomowego bata, ponizacza ("z inna bedziesz
impotentem"), hipnotyzera. Manipulacja zaczyna sie w dupie i jest
POWSZECHNA dlatego, ze nieswiadoma d... nie wyobraza sobie zycia
inaczej jak PROSTYTUUJAC sie.

> Annabell

LeoTar



Annabell schrieb in Nachricht <6eau8m$bu4$1...@info.cyf-kr.edu.pl>...
> Tomasz Korcz (Tomasz...@kiel.netsurf.de) wrote:

>: sprawy,gdyz moja natura nie dopuszczala do swiadomosci takiego
>: scenariusza. Nadal nie potrafie zrozumiec jak ktos moze byc
>: zdolny do manipulowania ludzkimi uczuciami.Niektorzy zadaja
>: sobie nawet sporo trudu zeby to manipulowanie nie dawalo
>: najmniejszych podstaw do podejrzen.Wszystkie posuniecia
>: maja z gory zaplanowane z profesjonalna precyzja.
>: Moim zdanie ludzie,ktorzy tak postepuja sa to pozbawieni skrupulow,
>: tchorzliwi egoisci,dla ktorych nie ma zadnych moralnych granic.
>: W kazdej zyciowej sytuacji kieruja sie dewiza: cel uswieca srodki.
>
>: - A moze sa to ludzie chorzy ?,ktorzy sami wpadli w sidla wlasnej
>: niezdolnosci do zbudowania trwalego zwiazku opartego
>: na zaufaniu,szczerosci i milosci ?

> Ogladales moze film "Gra" z M.Douglasem? Bardzo jestem ciekawa co o tym
> sadzisz. Ja wyszlam z tego filmu niemal zdruzgotana. Kompletnie nie mogac
> sie pogodzic z mysla jak mozna zniszczyc w taki sposob czlowieka (tzn przez
> manipulacje).
>
> Annabell

Jesli chodzi o ten film z Demi Moor - to ogladalem ale pod
innym tytulem. Tutaj niestety musze stwierdzic,ze prawdziwe
zycie jest bardziej okrutne od kinowej wersji.

Wiekszosc ludzi potrafi sie bronic przed taka personifikacja zla.
Ja natomiast jestem wobec takich manipulacji bezbronny.
Moj system wartosci nie znal tej ciemnej strony ludzkiej natury.
To tak jak z wirusami, nie bylem zaszczepiony....
Teraz mam zainstalowany doskonaly skanner antywirusowy.
Bo wlasnie poprzez komputer dopadl mnie ten niebezpieczny wirus.
Dalem anons , ze jestem samotny i szukam kogos......

Dlatego doskonale potrafie zrozumiec LeoTara.
On prubuje walczyc z tym zlem. Niestety jest to walka z wiatrakami.
Wiekszosc ludzi zyje w zaklamaniu i hipokryzji.
Dopiero pozniej gdy po rozstaniu dochodzi do tego
przyslowiowego prania brudow niektorzy wyciagaja z tego
nauke na przyszlosc....

Nie wiem czy tych ludzi nalezy potepiac, zwalczac i ostrzegac
innych przed grozacym niebezpieczenstwie z ich strony ?
Czy tez pozwolic im dalej uprawiac to obrzydliwe rzemioslo ?

Tomek



> Annabell schrieb in Nachricht <6eau8m$bu4$1...@info.cyf-kr.edu.pl>...
>> Tomasz Korcz (Tomasz...@kiel.netsurf.de) wrote:

>> Ogladales moze film "Gra" z M.Douglasem? Bardzo jestem ciekawa co o tym
>> sadzisz. Ja wyszlam z tego filmu niemal zdruzgotana. Kompletnie nie mogac
>> sie pogodzic z mysla jak mozna zniszczyc w taki sposob czlowieka (tzn przez
>> manipulacje).

szczerze mowiac to mam watpliwosci co do okreslenia
'zniszczyc'... Z drugiej strony to moglo mu pomoc, uswiadomic, ze
powinien sie zmienic. W koncu to o to wszystkim chodzilo (tak
przynajniej to zrozumialem).

yArEcK




: szczerze mowiac to mam watpliwosci co do okreslenia
: 'zniszczyc'... Z drugiej strony to moglo mu pomoc, uswiadomic, ze
: powinien sie zmienic. W koncu to o to wszystkim chodzilo (tak
: przynajniej to zrozumialem).

Tak, oczywiscie to "mialo " mu pomoc i uswiadomic ze powinien zyc inaczej.
Film konczy sie szczesliwie. Bohater wraca do spoleczenstwa odnowiony,
lepszy i swiadomy. Ale to wlasnie jest dla mnie przerazajace. Najpierw caly
ten kociol totalne osaczenie a potem happy end i buzi dupci.
Nie uwazam ze cos takiego jest dobre. Wlasciwie to zakonczenie zrobilo na
mnie druzgocace wrazenie bo gdyby to sie skonczylo autodestrukcja albo np.
zawalem bohatera to byloby normalne...

Annabell




Wladek Tarnawski napisał(a) w wiadomości:
<3506e401...@news.wnaft.agh.edu.pl>...

> Problem jest bardzo konkretny, bo chodzi o brak zaufania do partnera,
> ale zaczyna sie ten problem nie od partnera lecz od nas samych, ktorzy
> nie ufamy samym sobie co jest prostym nastepstwem braku poczucia
> wlasnej wartosci. A to z kolei zostalo nam wpojone przez naszych
> nieswiadomych rodzicow w nakazowo-zakazowym systemie wychowawczym.
> Czyz ja to musze po raz ktorys powtarzac..?

W zupelnosci sie zgadzam, tylko w takim razie system ten powinien opierac
sie na calkowitym zaufaniu i uczciwosci ludzi wzgledem siebie (w
szczegolnosci kobieta-mezczyzna), co wydaje mi sie raczej utopijne. Dziecko
wychowujace sie w takiej rodzinie po jakims czasie ma kontakt tez z innymi
ludzmi, ktorzy raczej beda mieli wplyw na jego zycie. By wiekszosc ludzi
zaczela myslec podobnie potrzebna jest swego rodzaju rewolucja, co trudno
bez uswiadamiania osiagnac. Idea jest piekna i godna dazenia.

Konar

...jest drzewem na pniu

PS
Nie rozumiem tylko dlaczego za gloszenie taki pogladow zalozyli Panu 'bana'?

> LeoTar




On Thu, 12 Mar 1998 20:34:53 +0100, "konar" <er...@friko3.onet.pl>
wrote:
> Wladek Tarnawski napisał(a) w wiadomości:
> <3506e401...@news.wnaft.agh.edu.pl>...

>> Problem jest bardzo konkretny, bo chodzi o brak zaufania do partnera,
>> ale zaczyna sie ten problem nie od partnera lecz od nas samych, ktorzy
>> nie ufamy samym sobie co jest prostym nastepstwem braku poczucia
>> wlasnej wartosci. A to z kolei zostalo nam wpojone przez naszych
>> nieswiadomych rodzicow w nakazowo-zakazowym systemie wychowawczym.
>> Czyz ja to musze po raz ktorys powtarzac..?

> W zupelnosci sie zgadzam, tylko w takim razie system ten powinien opierac
> sie na calkowitym zaufaniu i uczciwosci ludzi wzgledem siebie (w
> szczegolnosci kobieta-mezczyzna), co wydaje mi sie raczej utopijne. Dziecko
> wychowujace sie w takiej rodzinie po jakims czasie ma kontakt tez z innymi
> ludzmi, ktorzy raczej beda mieli wplyw na jego zycie. By wiekszosc ludzi
> zaczela myslec podobnie potrzebna jest swego rodzaju rewolucja, co trudno
> bez uswiadamiania osiagnac. Idea jest piekna i godna dazenia.
>
> Konar
> ...jest drzewem na pniu
>
> PS
> Nie rozumiem tylko dlaczego za gloszenie taki pogladow zalozyli Panu 'bana'?

Bo to co wypisuje nie podoba sie wielu a niektorzy z nich od czasu do
czasu maja widocznie okazje pogrzebac przy serwerze.
Zaczelo sie wczoraj wieczorem ale juz sie uspokoilo.:)

LeoTar

 
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego