Kształtowanie osobowości a wychowanie (Re: było: LeoTar FAQ) odc.1 - Jak to na wojence bywało

Przejdź do treści

Menu główne:

Kształtowanie osobowości a wychowanie (Re: było: LeoTar FAQ) odc.1

Rok 1999 > Kształtowanie osobowości a wychowanie.
12.05.1999
Witam!
LeoTar wrote:

> [...]

>> 3. Czy Twoje kolejne tematy, to efekt aktualnych przemyslen, przeczytanych
>>     (uslyszanych) wlasnie kawalkow, czy kolejne ujawnienie rzeczy do ktorych
>>     juz dawno temu doszedles?

> Najlepiej mi sie pisze, kiedy musze komus cos pokazac na bazie jego wlasnych
> obrazkow, doswiadczen. [...]

O widzisz - jest mi to bardzo na reke :).
W zwiazku z tym mam tutaj fragmenty rozmowy miedzy mna a moja znajoma
(glownie moje wypowiedzi) na temat spraw, ktorych wiekszosc dosc czesto
poruszasz. Chcialbym poznac Twoje zdanie (nie tylko zreszta - innych
grupowiczow rowniez) na poruszone tu problemy.
Oczywiscie nie da sie calego swiatopogladu, wszystkich mysli
przekazac w jednym mailu, dlatego moze sie okazac, ze jakas kwestia
zostala przez mnie potraktowana w sposob bardzo uproszczony. Jesli
bedzie taka potrzeba to chetnie dany temat rozwine. Czekam jednak na
wszelkie uwagi i komentarze.
Zdanie wstepu i zaraz przechodze do fragmentow dyskusji (mam nadzieje,
ze roznorodnosc problemow nikogo nie zniecheci):
---
Rozmawialem z moja znajoma na temat stosunkow panujacych w rodzinie,
miedzy rodzicem (rodzicami) a dzieckiem (dziecmi). Roznica zdan pojawila
sie wraz z problemem wprowadzenia dziecka w swiat doroslych, uchronienia
go przed bledami i problemami spoleczenstwa. Ja stwierdzilem, ze prawda
i odpowiednie przygotowanie do jej odebrania sa najwazniejsze. Moja
znajoma przyznala, ze rozumie moje zdanie, ale... :
> Ja doskonale rozumiem, co Ty chcesz powiedziec, i co myslisz na temat
> chronienia dziecka przed sprawami, o ktorych i tak wczesniej czy pozniej
> bedzie musialo sie dowiedziec, a ktore nie sa latwe i proste.
Widzisz, nie chodzi mi jedynie o samo chronienie przez pozostawienie
tematu "na pozniej", gdy dziecko bedzie juz starsze i zrozumie - nie
tylko o wychowanie w niewiedzy (niedomowienia to nie jedyny problem - to
klamstwa sa jednym z najwiekszych). Kiedy maluch niewiele wie (albo nic)
na temat wielu spraw to wcale sie ich nie spodziewa, nie takich jakie sa
w rzeczywistosci. Kiedy sie pojawiaja nie umie sobie z nimi poradzic,
robi cos co doroslemu wyda sie naiwne, bezsensowne, nieodpowiednie czy
niemoralne. Przez to, ze przyzwyczail sie do swojego "dzieciecego
swiata", takiego rozumienia go, duzo zajmie mu poradzenie sobie z
problemami (albo nawet dostrzezenie niektorych z nich).

Jak myslisz, czemu istnieja tematy tabu i nawet "w swiecie doroslych"
nie potrafimy/nie umiemy/boimy sie o nich otwarcie rozmawiac? Tego nas
nieswiadomie nauczono w dziecinstwie. Dlatego tak naprawde nie umiemy o
niektorych sprawach rozmawiac bez zahamowan i uprzedzen. Spojrzenie na
swiat i rozne pojmowanie rzeczywistosci otrzymujemy "z rak" rodzicow.
Pozniej juz "patrzymy" w ten sposob i wszystko wlasnie tak odbieramy. Z
czasem rozne doswiadczenia moga to zmienic, ale naprawde trudno porzucic
swoj sposob myslenia i rozumienia rzeczywistosci. "Pierwsze doswiadczenie"
jest zawsze najtrwalsze. Niestety czesto jest nieodpowiednie, nawet
"samorzutne" (rodzice nie wiedza skad u ich pociech takie a nie inne zachowania).
A przeciez ludzie, wynoszac wpojone w domu rodzinnym zachowania i poglady,
maja mniejszy lub większy wplyw na obraz calego spoleczenstwa.

> W poprzednim
> mailu stwierdzilam, ze nie wiem czy bede w stanie tak je poprowadzic, bo nie
> jestem pewna, czy moj (nie wiem jak to nazwac) Instynkt macierzynski
> (strasznie to slowo jest nie na miejscu, ale w tej chwili nic nie moge
> wymyslic) nie wezmie gory nad rozsadkiem. Pewnie teraz owiesz, ze to wlasnie
> ten instynkt powinien podpowiedziec mi najlepsze rozwiazanie, a tym
> rozwiazaniem jest prawda.
Nie, Twoj Instynkt Macierzynski (to okreslenie wcale nie jest takie zle
- mysle, ze wiem co masz na mysli; ja tutaj rozumiem go jako
"automatyczne", "odruchowe" dzialanie majace na celu uchronienie dziecka
przed aktualnym niebezpieczenstwem) bedzie staral sie ochronic dziecko w
taki sposob jak to dzieje sie obecnie - "pragnac widziec" natychmiastowe
efekty ochrony. Nie mowie o zaprzestaniu "ochrony z natychmiastowymi
efektami", ale o przygotowaniu dziecka do obiektywnego spojrzenia (a
przynajmniej bez uprzedzen) na WSZYSTKIE sprawy (nawet te, ktore pozna
juz pozniej, bez rodzicow). Ja proponuje prawde OBOK Instynktu
Macierzynskiego - jedno drugiego nie wyklucza. Ochraniaj, ale
rownoczesnie przygotuj dziecko, nie odsuwaj nieuniknionego - jesli nie
od Ciebie to gdzie indziej zdobedzie wiedze i nauczy sie tak patrzec na
swiat (tego napewno bedziesz zalowac). Najpierw przygotuj, naucz widziec
rzeczy takimi jakie one sa, nie jak sie wydaje spoleczenstwu
("idealnemu" zreszta). Wtedy nic co pragniesz przekazac nie bedzie zle
zrozumiane.
----------
> Ja to tak bym powiedziala:
>
> Dziecko: Mamusiu skad sie wzialem???
> Mamusia(czyli ja :) : Kiedy mamusia i tatus sie spotkali bardzo sie
> pokochali. Ta milosc byla taka wielka, ze zapragneli miec kogos, z kim
> mogliby sie nia podzielic i kogo mogliby pokochac rownie wielka miloscia. I
> wtedy w brzuszku mamusi pojawiles/as sie Ty. (Bede pisala w rodz. meskim,
> nie znaczy to jednak, ze wole chlopca :)) Najpierw byles taki malutki, ze
> mamusia nie mogla zobaczyc twoich nozek, ani raczek, a pozniej rosles i
> rosles, az w koncu nie miesciles sie w brzuszku mamusi i bardzo chciales
> wyjsc. Teraz jestes juz duzym chlopcem i bardzo Cie z tatusiem kochamy.
Bardzo dobrze, ze chcesz polaczyc seks z miloscia. Ale nic o nim nie
mowisz i dziecko wcale tak tego nie odbierze. Bedzie uwazalo, ze je
kochacie, ze jest dzieki Waszej wielkiej milosci (nawet pewnie
spyta: "Mamusiu, a skad sie wzialem w brzuszku?" i co wtedy powiesz?).
Pozniej, kiedy dowie sie o seksie, bedzie go i milosc traktowalo jak
dwie, nie zwiazane ze soba rzeczy. Nie mowisz nic o, wynikajacym z
milosci, zaufania i szacunku, pragnieniu Bliskosci. To, ze mowisz
glownie o milosci i nie opisujesz szczegolow zwiazanych z seksem wcale
nie znaczy, ze nie powinnas o nim mowic ani nie uzywac slowa 'seks' -
wrecz przeciwnie, ja uwazam ze to najlepszy moment. Wtedy dziecko bedzie
mialo juz "podstawy", "punkt odniesienia". Nie mowie, ze wtedy trzeba
powiedziec o tym, co dokladnie sie robi i jak, ale ze tu powinno
rozpoczac sie poznawanie przez dziecko Wspanialego Przezycia jakim
powinien byc seks.
Nie mowisz rowniez nic o tym, ze dawanie zycia to wielka
odpowiedzialnosc i trzeba miec pewnosc, ze to nie tyle chec posiadania
dziecka, co poczucie trwalosci zwiazku, zaufania, rownosci, milosci i
przyjazni miedzy rodzicami i wynikajace z tego pragnienie podzielenia
sie tym wszystkim z dzieckiem.
Troche za duzo chcialem powiedziec w kilku slowach, ale mysle, ze
zrozumiesz co ja chcialbym przekazac dziecku. To nie jest kwestia
wyjasnienia slowami i to jeszcze jak najszybciej. Nalezy mowic prawde,
nie zostawiac jakis "niewyjasnionych etapow, spraw" - duzo z tego co
bedzie przekazane dziecku to stosunek rodzicow (powinni byc obydwoje) do
tego co mowia. Jesli beda zmieszani i beda chcieli szybko przez to
przebrnac albo powiedziec cos o bocianie i kapuscie to rownie dobrze
moga czekac az dziecko dowie sie wszystkiego gdzie indziej. Przez
rodzicow powinna "przeplywac" szczerosc i wzajemna milosc. Wtedy napewno
dziecko przez cale zycie bedzie tak traktowalo seks i nawet rowiesnicy
juz tego nie zmienia.
----------
>       Wiem o co Ci chodzi i naprawde chcialabym z czystym sumieniem
> powiedziec : zawsze bede wszystko, cala prawde mowic dziecku, bez wzgledu na
> wszystko, ale jest cos co mowi mi ze nie moge teraz, w obecnej chwili tak
> sie zdeklarowac. Moze trudno Ci to zrozumiec, ale to jest cos co tkwi gdzies
> gleboko we mnie.
... i zostalo nieswiadomie przekazane, "wpojone" przez Twoich rodzicow.
Tak samo jak Im przez Ich rodzicow. Tak jest w kazdej rodzinie -
zachowanie w wielu sytuacjach, stosunek do innych - to wszystko wynosimy
z domu. Ty napewno bedziesz zachowywala sie (jako matka) jak wlasna mama
i bedziesz chciala aby Twoja rodzina (maz i dziecko/dzieci) byla pod
wieloma wzgledami jak Twoich rodzicow (Oni i ich dzieci). Nieswiadomie
powielisz 'wzorzec', 'model rodziny', wszystko co na ten temat wynioslas
z domu. Podswiadomie bedziesz w wielu sytuacjach zachowywala sie tak jak
Twoi rodzice. I tez bedziesz stosowala 'system nakazow i zakazow,
klamstw i przemilczen'. Tylko, ze przez to Twoje dziecko nie bedzie
czulo sie rowne swoim rodzicom. Mimo, ze bedziesz chciala dla niego jak
najlepiej - "zbuntuje sie", znajdzie inny autorytet, ktory nie bedzie
zakazywal i przekaze mu to czego Ty nie chcials/balas sie. Kiedys mi
napisalas:
>        W szkole podstawowej w 8 klasie bylam bardzo zbuntowanym
> dzieckiem i to zostalo mi w szkole sredniej. Sprawialam moim rodzicom
> wiele klopotow, wracalam pozno do domu, dostawalam ochrzan ze tak pozno
> to na nastepny dzien wracalam jeszcze pozniej, nie mowilam gdzie chodze
> i z kim. Bardzo sie martwili o mnie a ja to mialam gdzies i bylam
> obrazona na caly swiat, ze nie daje mi swobody decydowania o wlasnym
> zyciu. Nie wiem czy wiesz o czym mowie. Ciagle wyrzucanie rodzicom, ze
> nie pozwalaja mi byc samodzielna, ze nie daja mi uczyc sie zycia, tylko
> chca swoje doswiadczenia przelac na mnie a ja chcialabym miec swoje.
Spojrz na to oczami dziecka a pozniej rodzica.
Po Twoich ostatnich mailach odnioslem wrazenie, ze rozumiesz moje
spojrzenie na wychowanie, ale sama nie mozesz/nie chcesz w ten sposob
"patrzec". Moze teraz bedzie Ci latwiej kiedy zrozumiesz, ze Twoje
dziecko najprawdopodobniej bedzie moglo napisac cos podobnego do tego,
co Ty wtedy.
----------
> Ja nie robie naprawde z seksu tematu tabu, czy z jakiegokolwiek tematu z tym
> zwiazanego. Moze i masz racje, moze moja mama troszke sie czerwienila, kiedy
> o tym mowila, ale wiedzialam, ze zawsze moge przyjsc do Niej i porozmawiac o
> seksie, o tym co  chcialam wiedziec, nie robila z tego tematu, ktorego
> absolutnie nie chciala poruszac.
Nie wiem jak bylo w Twoim przypadku, ale uwazam, ze ogromna czesc ludzi
traktuje seks jak cos, czego nalezy sie wstydzic i mowic o tym jak
najmniej. Napewno rodzice nadal nie potrafia nauczyc dziecka odpowiednio
traktowac tego tematu, tej sfery zycia. Nie uwazam, ze znalazlem jedyne
sluszne rozwiaznie (nawet nie wiem czy do konca sluszne). Ale nawet
jesli nie to i tak sa to sprawy, ktore dziecku powinni wytlumaczyc
rodzice. To oni musza "wprowadzic" dziecko w tak delikatny temat jakim
jest seks, a nie rowiesnicy czy nauczyciel na wychowaniu seksualnym.
Powinni stworzyc podstawy, na ktorych dziecko zbuduje swoje podejscie do
seksu. I nie powinno sie wstydzic tego tematu ani traktowac go jak testu
na doroslosc, najlepszego sposobu na sprawianie sobie przyjemnosci czy
jeszcze inaczej. Powinno rozmawiac z rodzicami zawsze kiedy pojawia sie
pytania, watpliwosci i problemy - nie tylko kiedy nie wie skad sie
wzielo.
----------
> Ja takze nie uwazam, zebym miala jakies
> problemy z mowiemiem o seksie, poniewaz dla mnie jest to (choc przyznam, ze
> nie zawsze byla) normalna rzecz wynikajaca z milosci dwojga ludzi.
Kazdy z nas ma pewne zahamowania co do ronych spraw. Wszystko dlatego,
ze odbieramy je w sposob niepelny, tajemniczy, wstydliwy, obrazliwy czy
jeszcze calkiem inny. Nie znaczy to wcale, ze nie potrafimy na jakis
temat rozmawiac. Ale jednak sa rzeczy, elementy zwiazane z tym tematem,
ktorych wolimy nie poruszac, nie rozmawiac o nich albo traktujemy je z
ogromnym dystansem (np. umiejac o tym wspomniec jedynie zartem). I
dlatego nie umiemy mowic o naszych problemach (to wiaze sie z tym
zahamowaniem), wolimy poradzic sobie z nimi sami. Dlatego mnostwo osob
ma zahamowania do szczerej rozmowy, poruszajacej wszystkie "ciemne
zakamarki duszy". Moze potrafi mowic o wielu rzeczach, ale nie o
wszystkich - nie o tych ktore woli schowac przed swiatem, przed samym
soba. Prawdopodobnie tak samo ja i Ty. Moze akurat to nie seks (chociaz
nie wiem czy potrafilbym poradzic sie rodzicow gdyby pojawil sie jakis
problem). Ale sa rzeczy, przez ktore o czyms nie powiemy nawet ukochanej
osobie (dla niektorych to jest duma, honor, strach, obawa, ale to i tak
jest zahamowaniem). Trzeba wlozyc duzo pracy by pozbyc sie takich
zahamowan nabytych w dziecinstwie.
----------
To tyle w tej chwili
Pozdrawiam serdecznie
Janusz H.




14.05.1999
In article <3739D4D6...@friko5.onet.pl>, "Janusz H."
<hja...@friko5.onet.pl> writes:

>> Ja to tak bym powiedziala:
>>
>> Dziecko: Mamusiu skad sie wzialem???
>> Mamusia(czyli ja :) : Kiedy mamusia i tatus sie spotkali bardzo sie
>> pokochali. Ta milosc byla taka wielka, ze zapragneli miec kogos, z kim
>> mogliby sie nia podzielic i kogo mogliby pokochac rownie wielka miloscia. I
>> wtedy w brzuszku mamusi pojawiles/as sie Ty. (Bede pisala w rodz. meskim,
>> nie znaczy to jednak, ze wole chlopca :)) Najpierw byles taki malutki, ze
>> mamusia nie mogla zobaczyc twoich nozek, ani raczek, a pozniej rosles i
>> rosles, az w koncu nie miesciles sie w brzuszku mamusi i bardzo chciales
>> wyjsc. Teraz jestes juz duzym chlopcem i bardzo Cie z tatusiem kochamy.

> Bardzo dobrze, ze chcesz polaczyc seks z miloscia.

Nie nazywaj 'zauroczenia' i seksualnej fascynacji miloscia, gdyz jest to tylko
MANIPULACJA NIESWIADOMYCH. Jedno chce zdobyc wladze nad drugim w sposob
wypracowany przez tysiaclecia i przekazywany z pokolenia na pokolenie.


> Ale nic o nim nie mowisz i dziecko wcale tak tego nie odbierze.

Niedomowienie daje mozliwosc MANIPULOWANIA, a zatem NIE JEST STANEM STABILNYM w
relajach miedzy Matka i Dzieckiem. Niepewnosc wiedzy, ktora przekazala Dziecku
stwarza Matce mozliwosc DOWOLNEGO interpretowania tego co wczesniej powiedziala
w zaleznosci od tego, jakiemu CELOWI ma sluzyc wyjasnienie. Jezeli celem bedzie
zdobycie lub utrzymanie wladzy to mozna niedomowienie przeredagowac tak, by
przysluzylo sie temu wlasnie celowi.

Godnym zastanowienia sie bylby problem WYLACZENIA lub tez wylaczenia sie
zdecydowanej wiekszosci ojcow z rozmow z dziecmi na tematy seksualne. Czyzby
ojcowie nie potrafili z dziecmi o tym rozmawiac czy tez sa starannie od tego
tematu przez Matki odizolowywani by byly one dla Dzieci JEDYNYMI
dostarczycielkami wiedzy o zyciu seksualnym czlowieka, i by wskutek swej
monopolistycznej postawy 'nauczycielek seksu' mogly mowic to, co jest im
wygodne z punktu widzenia 'interesow kobiety' ? DLACZEGO tak jest...?


> Bedzie uwazalo, ze je kochacie, ze jest dzieki Waszej wielkiej milosci
> (nawet pewnie spyta: "Mamusiu, a skad sie wzialem w brzuszku?" i co
> wtedy powiesz?).

Jestes naiwny, albo zgrywasz naiwnego. Czy sadzisz, ze delikatna rozmowa z
totalnym oszustem zmusi go do rezygnacji z zajmowania takiej pozycji? Nie,
oszust tylko doskonali oszustwo i brnie w nie coraz dalej nawet jezeli zbliza
sie do Ciebie na niewielki dystans. Dzieki klamstwu posmakowal wladzy, a to
jest trucizna straszliwa jezeli czlowiek nie ma wewnetrznego poczucia wlasnej
wartosci a probuje je budowac na grzebietach innych. A tak wlasnie czyni
Kobieta od samego zarania. Nie mozna wiec rozmawiac z Nia inaczej jak tylko...
DOSWIADCZALNIE. Trzeba ja zmusic do ZAUFANIA ale w taki sposob by
rownoczesnie mogla sie przekonac, ze zaufafszy nie tylko ze nic nie stracila,
ale jeszcze zyskala.


> Pozniej, kiedy dowie sie o seksie, bedzie go i milosc traktowalo jak
> dwie, nie zwiazane ze soba rzeczy.

Rozdwojenie jazni, czyli... schizofrenia. :)


> Nie mowisz nic o, wynikajacym z milosci, zaufania i szacunku, pragnieniu
> Bliskosci.

Ja mysle, ze o potrzebie bliskosci to kobiety mowia az za duzo. Tyle tylko, ze
mowia w kontekscie fizycznej nieobecosci zapracowanych mezczyzn w domach. "Jak
by to bylo dobrze gdyby tatus byl w domu, ale on ciagle taki zapracowany" - i
juz do Dziecka idzie przekaz, ze tatus nie chce byc w domu tylko woli pracowac,
a mamusia MUSI sie zajmowac domem, w ktorym jest tyle ciezkiej pracy...:)


> To, ze mowisz glownie o milosci i nie opisujesz szczegolow zwiazanych
> z seksem wcale nie znaczy, ze nie powinnas o nim mowic ani nie uzywac
> slowa 'seks' - wrecz przeciwnie, ja uwazam ze to najlepszy moment.
> Wtedy dziecko bedzie mialo juz "podstawy", "punkt odniesienia".

Ale wtedy Kobieta  straci mozliwosc manipulacji, czyli dezinformacji....
Czy nie za duzo wymagasz od oszustki...? :)


> Nie mowie, ze wtedy trzeba powiedziec o tym, co dokladnie sie robi i jak,

A jezeli Dziecko zapyta, to co...?
Proponujesz by nadal nie mowic wszystkiego do konca, niedoinformowywac,
pozostawic w zawieszeniu...?


> ale ze tu powinno rozpoczac sie poznawanie przez dziecko
> Wspanialego Przezycia jakim powinien byc seks.

Nie odfruwaj, stoj na ziemi.
Przezycie jest wspaniale tylko i wylacznie wowczas, jezeli nie niesie ze soba
poczucia niepewnosci, poczucia zagrozenia. Nie wiem czy byles kiedys na
zabawach wodnych, zjezdzalniach w ciemnych rurach, zjezdzalniach z duzej
wysokosci. Albo czy miales okazje jezdzic na tych korkociagowatych  i
beczkowatych kolejkach (zdaje sie ze jest cos takiego w Parku w Chorzowie).
Mimo iz bezpieczenstwo na tych ekstrermalnych zabawkach jest ponoc gwarantowane
to jednak zawsze pojawia sie niepewnosc i pytanie: "Co to bedzie?". Ludzie
napedzaja sie nawzajem (mimo iz obawa pojawia sie za kazdym nastepnym razem)
udajac odwaznych i... obserwujac tych, ktorych podpuszczaja do udzialu we
Wspanialym Przezyciu. A jednak sie boja...

Czy myslales kiedys, DLACZEGO ludzie wymyslili takie zabawy, sporty
ekstremalne? Czy dlatego, ze chca ginac, czy dlatego, ze  chca sie pozbyc
strachu, ktorego zrodla nie mozna zidentyfikowac i od ktorego nie mozna sie
uwolnic? Porownaj zachowania ludzio doroslych z zachowaniami Dzieci - one boja
sie znacznie mniej i tylko wowczas, gdy boja sie ich rodzice. Strach jest wiec
czyms NABYTYM, utrwalanym wraz z wdrazaniem przekonania o niepewnosci swiata.
A przeciez sam fakt istnienia jest ZAPRZECZENIEM  niepewnosci.


> Nie mowisz rowniez nic o tym, ze dawanie zycia to wielka
> odpowiedzialnosc i trzeba miec pewnosc, ze to nie tyle chec posiadania
> dziecka, co poczucie trwalosci zwiazku, zaufania, rownosci, milosci i
> przyjazni miedzy rodzicami i wynikajace z tego pragnienie podzielenia
> sie tym wszystkim z dzieckiem.

To nie o gadanie chodzi - tutaj chodzi o DOSWIADCZANIE. To tak jak z Kobieta,
ktory urodziwszy w samotnosci byla przekonana, ze jest wylaczna STWORCZYNIA
Dziecka. Nie Jej blad i nie Ona ponosi zan odpowiedzialnosc, ale SKUTKI tego
Jej przekonania trwaja tragicznie az do dzisiaj. Z tego przekonania wyrosla
prostytucja i... nienawisc do Mezczyzny, w ktorej Kobieta chce sie utwierdzac
dopuszczajac sie nawet... aborcji, czyli zabijania, by pozniej
odpowiedzialnosc za nia zrzucic wylacznie na Mezczyzne. Zas negatywne
doswiadczenie prostytucji mozna wyeliminowac z podswiadomosci Kobiety tylko
poprzez wymuszenie na Niej doswiadczenia POZYTYWNEGO, ktore skompensuje to
poprzednie. Mozna tez nie dopuscic do wygenerowania doswiadczenia negatywnego,
ale to mozna osiagnac tylko poprzez wyeliminowanie NIEPEWNOSCI WIEDZY w trakcie
edukowania Dziecka. Nie da sie jednak tego osiagnac dopoty, dopoki Kobieta
bedzie trwala nieprzejednanie na pozycji: JESTEM KSIEZNICZKA, JESTEM
WLADCZYNIA. Jestem Pania Zycia i Smierci !


> Troche za duzo chcialem powiedziec w kilku slowach, ale mysle, ze
> zrozumiesz co ja chcialbym przekazac dziecku.

Nie rob tego slowami - rob to czynami. Pozwol Dziecku DOSWIADCZAC z Toba. Zycie
to Najlepsza szkola, ktora moze byc wolna od bledow jezeli nauke prowadza
Autorytety Dziecka. Ta domowa szkola zycia staje sie tragiczna, gdy dzieciece
autorytety chca zachowac nad dzieckiem kontrole poprzez kreowanie tajemnic,
ktore niedlugo potem przestaja byc dla Dziecka tajemnicami, tyle ze w warunkach
NIEPEWNOSCI WIEDZY.


> To nie jest kwestia wyjasnienia slowami i to jeszcze jak najszybciej.
> Nalezy mowic prawde, nie zostawiac jakis "niewyjasnionych etapow, spraw"
> - duzo z tego co bedzie przekazane dziecku to stosunek rodzicow (powinni
> byc obydwoje) do tego co mowia.

Gdyby miedzy rodzicami panowala jednomyslnosc i nie byloby  tendencji do
manipulowania w celu zdobycia dominacji to obecnosc obojga rodzicow nie jest
konieczna nawet gdy padaja najtrudniejsze pytania. To co sugerujesz oznacza
BRAK ZAUFANIA. Ale tez poruszajac ten temat wskazales na cos niezmiernie
waznego. Chodzi mianowicie o inicjacje seksualna Dziecka, w ktorej brac musza
udzial oboje rodzice, a nie tylko jedno z nich. Celem bowiem inicjacji jest
POROWNANIE  sie i ZROWNANIE Syna z Ojcem lub tez Corki z Matka. A Drugi Rodzic
stanowi element, Wage, na ktorej nastepuje POROWNANIE i ZROWNANIE.


> Jesli beda zmieszani i beda chcieli szybko przez to przebrnac albo powiedziec
> cos o bocianie i kapuscie to rownie dobrze moga czekac az dziecko dowie sie
> wszystkiego gdzie indziej.

Ale czy tak wlasnie nie dzieje sie powszechnie? Nawet wsrod tych
wyksztalconych?


> Przez rodzicow powinna "przeplywac" szczerosc i wzajemna milosc.

Puste slowa jezeli DOSWIADCZENIE wskazuje na cos innego. Uczymy sie przez
Doswiadczenie, jak malpy, albo psy, koty...


> Wtedy napewno przez cale zycie bedzie tak traktowalo seks
> i nawet rowiesnicy  juz tego nie zmienia.

Znasz takie dzieci...?
A moze znasz takich rodzicow...?

LeoTar
Wladek Tarnawski




14.05.1999
In article <3739D4D6...@friko5.onet.pl>, "Janusz H."
<hja...@friko5.onet.pl> writes:

>> W poprzednim mailu stwierdzilam, ze nie wiem czy bede w stanie tak
>> je poprowadzic, bo nie jestem pewna, czy moj (nie wiem jak to nazwac)
>> Instynkt macierzynski (strasznie to slowo jest nie na miejscu, ale w tej
>> chwili nic nie moge wymyslic) nie wezmie gory nad rozsadkiem. Pewnie
>> teraz owiesz, ze to wlasnie ten instynkt powinien podpowiedziec mi
>> najlepsze rozwiazanie, a tym rozwiazaniem jest prawda.

> Nie, Twoj Instynkt Macierzynski (to okreslenie wcale nie jest takie zle
> - mysle, ze wiem co masz na mysli; ja tutaj rozumiem go jako
> "automatyczne", "odruchowe" dzialanie majace na celu uchronienie dziecka
> przed aktualnym niebezpieczenstwem) bedzie staral sie ochronic dziecko w
> taki sposob jak to dzieje sie obecnie - "pragnac widziec" natychmiastowe
> efekty ochrony.

To prawda. Ale gdzies gleboko w podswiadomosci Kobiety ukryta zostala
informacja, z ktorej ona sama nie zdaje sobie sprawy, a ktora prowadzi ja do
przyjecia stanowiska: JESTEM WAZNIEJSZA od Mezczyzny, jestem Jego Pania, gdyz
to ja urodzilam (w domysle: stworzylam) Dziecko. Jest to bledna  informacja
uksztaltowana wskutek niewiedzy, a wiec niepewnosci Stworcy/ow. Nie znaczy to,
ze Kobieta jest winna tego, ze przyjela takie wlasnie stanowisko, gdyz
przyjmujac postawe PANA w stosunku do Mezczyzny zmusila Mezczyzne do
POSZUKIWANIA Jego wspóludzialu, wspoluczestnictwa w Tworzeniu. Dlatego wlasnie
to mezczyzni a nie kobiety tworza w zdecydowanej wiekszosci Nauke; to oni
poszukuja sensu i istoty istnienia.

Bedac wazniejsza o swojej 'wazniejszosci' i dysponujac pasywnym seksem
wykorzystywala Kobieta wszystkie okazje do tego, by utrwalic swoja dominacje i
permanentnie utrzymac Mezczyzne w pozycji uzaleznienia od Niej samej, mimo iz
doraznie mogla byc nawet Jego niewolnica (np. haremy, burdele, pozornie
upodlajaca praca domowa, etc.). To co nazywasz 'ochrona Dziecka' prze Kobiete
jest z jednej strony normalnym odruchem kazdego Rodzica, przy czym Kobieta
uwaza, ze jest ona w tej 'ochronie' lepsza od Ojca. W ten sposob kreuje sie na
JEDYNA obronczynie praw Dziecka podczas gdy w rzeczywistosci wykorzystuje ona
Dzieci jako tarcze gwarantujace Jej utrzymanie dominacji nad Mezczyna.

Jaka masz pewnosc, ze 'kobiecy demon' manipulacji nie jest w stanie wytworzyc
w umyslach zbiorowej halucynacji zagrozenia tylko dlatego, by uzasadnic Jej
NADOPIEKUNCZA postawe w stosunku do Dziecka, ktore w gruncie rzeczy wykorzysta
nastepnie do zachowania swojej dominujacej pozycji spolecznej (matriarchat) ?


> Nie mowie o zaprzestaniu "ochrony z natychmiastowymi efektami", ale o
> przygotowaniu dziecka do obiektywnego spojrzenia (a  przynajmniej bez
> uprzedzen) na WSZYSTKIE sprawy (nawet te, ktore pozna juz pozniej, bez
> rodzicow). Ja proponuje prawde OBOK Instynktu Macierzynskiego - jedno
> drugiego nie wyklucza.

"Obiektywne spojrzenie" oznacza POZBAWIENIE WPLYWOW, a na to Kobieta nie chce
sie zgodzic za zadne skarby poniewaz musialaby oprzec sie w swoim zyciu na
ZAUFANIU we wlasne sily. A tego zaufania nie ma wiec wszelkimi sposobami chce
trwac w ukladzie jaki wytworzyla wokol siebie dzieki zdolnosci do PASYWNEGO,
niezaangazowanego uprawiania seksu, czym karmi i zarazem zniewala Mezczyzne
rowniez pozbawionego poczucia wlasnej wartosci. Nie ufajac stara sie go w dowolny
sposob podporzadkowac sobie, a jak sie jej uda podporzadkowac wowczas zaczyna
gardzic obciazajac równocześnie Mezczyzne poczuciem winy za ten stan rzeczy.


> Ochraniaj, ale rownoczesnie przygotuj dziecko, nie odsuwaj nieuniknionego
> - jesli nie od Ciebie to gdzie indziej zdobedzie wiedze i nauczy sie tak
> patrzec na swiat (tego napewno bedziesz zalowac).

Mylisz sie. Kobieta trwa w tak wielkim zaslepieniu, ze nie przyjmuje zadnych
informacji o klesce swoich Dzieci; co najwyzej wina za te niepowodzenia obciaza
Mezczyzne, a jest Jej to stosunkowo latwo uczynic, dzieki... malzenskiej
prostytucji, ktora wyzej nazwalem delikatnie 'niezaangazowanym seksem'. Wiedza
to to, czego Kobieta nie chce dostarczyc Dziecku, gdyz wowczas zniknelaby
TAJEMNICA dajace Jej WLADZE. I broni Kobieta tej swojej postawy az do form
skrajnych, faszystowskich ujawniajacych sie sprawowaniem wladzy nad czyims
zyciem poprzez... zabijanie tego kogoś (np. reformatorów życia rodzinnego).

FASZYZM to wytwor nieswiadomej Kobiety, polowy Czlowieka. A to, ze zewnetrznie
faszyzm jest uprawiany przez mezczyzn to tylko skutek skrajnego ich upodlenia
przez kobiety, to reakcja na zlo duchowe implementowane synom przez nieswiadome
i zadne wladzy matki.


> Najpierw przygotuj, naucz widziec rzeczy takimi jakie one sa, nie jak sie
> wydaje spoleczenstwu ("idealnemu" zreszta). Wtedy nic co pragniesz
> przekazac nie bedzie zle zrozumiane.

Najpierw trzeba byc samemu wyedukowanym by edukowac innych. A Kobieta to
bezmyslne DOSWIADCZENIE, ktore Mezczyzna musi uswiadomic (i wyzwolić).

LeoTar
Wladek Tarnawski




14.05.1999
In article <3739D4D6...@friko5.onet.pl>, "Janusz H."
<hja...@friko5.onet.pl> writes:

> Rozmawialem z moja znajoma na temat stosunkow panujacych w rodzinie,
> miedzy rodzicem (rodzicami) a dzieckiem (dziecmi). Roznica zdan pojawila
> sie wraz z problemem wprowadzenia dziecka w swiat doroslych, uchronienia
> go przed bledami i problemami spoleczenstwa. Ja stwierdzilem, ze prawda
> i odpowiednie przygotowanie do jej odebrania sa najwazniejsze. Moja
> znajoma przyznala, ze rozumie moje zdanie, ale... :
>> Ja doskonale rozumiem, co Ty chcesz powiedziec, i co myslisz na temat
>> chronienia dziecka przed sprawami, o ktorych i tak wczesniej czy pozniej
>> bedzie musialo sie dowiedziec, a ktore nie sa latwe i proste.
> Widzisz, nie chodzi mi jedynie o samo chronienie przez pozostawienie
> tematu "na pozniej", gdy dziecko bedzie juz starsze i zrozumie - nie
> tylko o wychowanie w niewiedzy (niedomowienia to nie jedyny problem - to
> klamstwa sa jednym z najwiekszych).

Chyba nie oczekujesz, ze bede frontalnie probowal udowadniac komukolwiek  ze
klamie - tego sie zrobic nie da, poniewaz ktos kto raz sklamal jest przekonany,
ze ujawnienie jego klamstwa pozbawi go "twarzy", honoru, szacunku u innych,
etc. Jezeli wierzyc Biblii to Kobieta sklamala pierwsza i tak sie to do tej
pory za nia ciagnie. A mowiac bardziej przyziemnie Kobieta poczula smak wladzy,
kiedy stwierdzila, ze Mezczyzna staje sie ulegly gdy ustawi go Ona w pozycji
psa goniacego za kawalkiem kielbasy umieszczonym na koncu kija, ktory jest
przywiazany do psiego grzbietu. Ten moment musial byl kiedys nastapic, gdyz
jego reminiscencje obserwujemy do dzisiaj we wszystkich kulturach. Raz
popelnione oszustwo, ktorego owocem stalo sie pozornie latwiejsze i nie
wymagajace specjalnego myslenia zycie, rozroslo sie do monstrualnych rozmiarow
i 'weszlo w krew' ulegajac jedynie modyfikacjom, z ktorych najdoskonalsza jest
manipulacja poczuciem winy Mezczyzny. To jest rowniez klamstwo i w atmosferze
tego klamstwa wychowywane sa dzieci.


> Kiedy maluch niewiele wie (albo nic) na temat wielu spraw to wcale sie ich
> nie spodziewa, nie takich jakie sa w rzeczywistosci.

Dziecko odbiera wszystko bezkrytycznie a wszystko co podaja mu rodzice jest dla
niego rzeczywistoscia. Zaskoczenie pojawia sie wowczas, gdy dziecko spotyka sie
z czyms czego powinno sie dowiedziec a nie dowiedzialo sie od rodzicow. Szok
dziecka jest tym wiekszy, gdy okazuje sie, ze wszyscy robia to samo i ze mozna
sie dowiedziec od obcych o tym, co rodzice skrzetnie przed dzieckiem ukrywali
lub odslaniali tak by niczego nie odslonic, albo tez gmatwali tak jak to tylko
bylo mozliwe. Miesci sie w tym element oszustwa, ktorym zarzadza - niestety -
glownie Kobieta, i ktora sprawuje wladze wlasnie dzieki oszustwu i manipulacji.
Kobieta podtrzymuje wladze nad dzieckiem dokladnie w taki sa sposob jak czynila
to (i nadal czyni) z Mezczyzna. I nie mozna nazwac oszustwa inaczej jak tylko
oszustwem, gdyz inaczej oszustwem byloby nie nazwanie tej dzialalnosci Kobiety
oszustwem.

Dla Dziecka, jako odbiorcy wiedzy, w momencie dostarczania mu niekompletnej lub
calkowicie przeinaczonej (sfalszowanej) wiedzy, to co zostaje mu dostarczone
przez rodzica staje sie fragmentem fundamentu, na ktorym buduje ono swoj
autorytet, swoja osobowosc. Do rozczarowania dochodzi wowczas, gdy Dziecko
skonfrontuje wiedze otrzymana od swoich rodzicow z wiedza innych dzieci, ktora
rowniez otrzymaly one od swoich rodzicow. Nie ma takiej pary rodzicow, ktorzy
klamaliby identycznie, gdyz groziloby to rozpoznaniem ich klamstwa przez innych
doroslych. Chociaz powszechnosc wystepowania  w pewnym okresie bajki o bocianie
przynoszacym dzieci lub tez o dzieciach wyrastajacych z kapusty moze swiadczyc
o tym, ze zaklamanie rodzicow moze posunac sie az tak daleko, ze sa oni w
stanie uzgodnic wspolne wspolne klamstwa podawane dzieciom.


> Kiedy sie pojawiaja nie umie sobie z nimi poradzic, robi cos co doroslemu
> wyda sie naiwne, bezsensowne, nieodpowiednie czy niemoralne.

Mowisz juz o SKUTKACH wczesniejszych oszustw i niedomowien popelnionych przez
rodzicow w stosunku do Dziecka. To oni, Rodzice. wytworzyli w umysle Dziecka
pewien obraz rzeczywistosci, ktory - wskutek niejednolitosci wiedzy -
conajmniej troche rozni sie od obrazu rzeczywistosci ich rowiesnikow. Efektem
jest konflikt roznych rzeczywistosci wynikly z konfrontacji roznych klamstw.
Dziecko nie potrafi sobie poradzic z tymi odmiennosaciami nie dlatego, ze to
ono jest za te niejednoznacznosci odpowiedzialne lecz dlatego, ze rodzice byli,
sa i beda dla niego bezwarunkowymi autorytetami.


> Przez to, ze przyzwyczail sie do swojego "dzieciecego swiata", takiego
> rozumienia go, duzo zajmie mu poradzenie sobie z problemami (albo nawet
> dostrzezenie niektorych z nich).

To nie Dziecko przyzwyczailo sie do swojego "dzieciecego swiata" lecz zostalo
don wdrozone przez swoich rodzicow. To oni oszukujac je w najlepszym wypadku
niedomowieniami budowali dziecicy swiat niedopowiedzialnosci i substytutow
milosci byle tylko nie musieli mowic prawdy do samego konca. I z przykroscia
musze stwierdzic, ze znacznie gorsza, bardziej destrukcyjna rola przypada w tej
dzialalnosci Matkom, ktore nie majac poczucia wlasnej wartosci i nie bedac w
stanie zaufac swoim mezom wykorzystuja Dziecko jako orez w walce o wladze nad
rodzina. I co gorsza nie zdaja sobie z tego sprawy. Gdy zas uswiadomi sie im to
uciekaja od rozliczenia sie z malzonkiem z klamstw a zamiast tego szukaja
nowego partnera, ktory posluzylby jako uzdrowiciel patologicznego ukladu. Nie
daza wiec do usuniecia z relacji rodzinnych zlogow klamstwa, co jest czynnoscia
niezbedna do usuniecia z podswiadomosci Dziecka falszywych obrazow, lecz
staraja sie przemilczec swoje klamstwa w nadziei, ze zostana im te klamstwa
wybaczone bez rozliczenia, na zasadzie domyslow czyli kolejnych niedomowien (a
wiec kolejnych klamstw). Zalozenie, ze Wiedza jest posiadana a'priori jest
nieuprawnionym zalozeniem Rodzica w stosunku do Dziecka.


> Jak myslisz, czemu istnieja tematy tabu i nawet "w swiecie doroslych"
> nie potrafimy/nie umiemy/boimy sie o nich otwarcie rozmawiac?

Odpowiedziales sobie sam piszac :
> Tego nas nieswiadomie nauczono w dziecinstwie. Dlatego tak naprawde
> nie umiemy o niektorych sprawach rozmawiac bez zahamowan i uprzedzen.
> Spojrzenie na swiat i rozne pojmowanie rzeczywistosci otrzymujemy "z rak"
> rodzicow. Pozniej juz "patrzymy" w ten sposob i wszystko wlasnie tak
> odbieramy. Z czasem rozne doswiadczenia moga to zmienic, ale naprawde
> trudno porzucic swoj sposob myslenia i rozumienia rzeczywistosci.

Nie mamy ani zadnych mozliosci (brak wiedzy) ani powodow (gwarantuja nam nasze
bezpieczenstwo fizyczne) by odrzucic Rodzicow jako Autorytety. Jako noworodki i
dzieci jestesmy calkowicie od Rodzicow uzaleznieni cooni nieswiadomie
wykorzystuja, gdyz sami sa rowniez... uzaleznieni od swoich rodzicow. A
utrwalanie uzaleznienia odbywa sie poprzez zakazy i nakazy, ograniczanie
dostepu do Wiedzy potrzebnej do samodzielnego zycia. 'Produkt' takiego
wychowania to Dziecko, ktore ciagle czegos od rodzicow potrzebuje i nie moze
sie od nich 'oderwac'. Istnieje rowniez identyczna zaleznosc odwrotna, gdyz
rodzice sa przekonani, ze bez pomocy Dziecka nie beda w stanie zyc na starosc.
Problem ten bardzo jaskrawo wystepowal kiedys w spoleczenstwie chinskim
(przynajmniej tam jest to dobrze opisane). Tam mowilo sie wprostm, ze syn musi
utrzymywac ojca na starosc i caly 'trening' edukacyjny Dziecka w okresie
wychowawczym sprowadzal sie do calkowitego podporzadkowania dzialan i decyzji
syna woli ojca. Moznaby powiedziec, ze bylo to skrajnie negatywne uzaleznienie,
ale patrzac na to zjawisko z drugiej strony nie mozna nie zauwazyc, ze gdyby
nie takie wlasnie feudalne relacje miedzy ojcem i synem (spoleczenstwo chinskie
bylo typowym spoleczenstwem agrarnym), to nie moglibysmy obserwowac tak
wspanialego nacjonalizmu, komunizmu, fanatyzmu, etc., ktore to zjawiska w
pelnej krasie obserwowac mozmy do tej pory na przykladzie... matriarchalnego
spoleczenstwa chinskiego.


> "Pierwsze doswiadczenie" jest zawsze najtrwalsze.

...gdyz jest pierwsze, a wiec pozostawia najglebszy slad. Stad moje twierdzenie
o tym, ze PEWNOSC, niepodwazalnosc doskonalosci pierwszego doswiadczenia
gwarantuje NIEPODWAZALNOSC doskonalosci nastepnych. Pewnosc wyklucza
niepewnosc, a zatem watpliwosci. Jezeli cos wydaje sie niedoskonale to mozna to
zweryfikowac poprzez nastepne doswiadczenie. Jezeli wiec z inicjacja seksualna
wiaze sie niepewnosc jej doskonalosci to mozna te niepewnosc wyeliminowac lub
potwierdzic tylko przeprowadzajac nastepne doswiadczenia. Ale nie da sie
zauwazyc niedoskonalosci jezeli doswiadczenie odbywa sie z tym samym partnerem.
Dlatego wlasnie tak trudno jest dokonac zmian we wszelkiego rodzaju
monokulturach, czyli rowniez w tych grupach spolecznych, ktore poprzez model
kulturowy odrzucaja zmiane partnerow seksualnych. Jezeli cos jest zle, to nie
mozna odrrzucic zakazac czegokolwiek, co mogloby ujawnic mechanizm patologii.
Zakazowa, a wiec ograniczajaca swobode seksualna kultura byla dobra i efektywna
na etapie utrwalania i poszerzania swiadomosci. Dlatego monoteistyczne judaizm,
islam  jak i chrzescijanstwo byly i sa skutecznymi ideologiami
wyolbrzymiajacymi patologie w przeciwienstwie do panteistycznego hinduizmu i
wszelkich odmian animizmu, w ktorych roznorodnosc form seksualnych sprzyja
zacieraniu sladow po bledzie nieswiadomosci przejawiajacym sie nieufnych
formacjach matriarchalnych.


> Niestety czesto jest nieodpowiednie, nawet "samorzutne"

Nieprawda, ze samorzutne. To co nazywasz samorzutnym dzialaniem dziecka jest
dzialaniem WYMUSZONYM przez rodzicielski ZAKAZ, a wiec PONIZANIE Dziecka przez
nieswiadomego Rodzica. Rodzic nie jest nawet swiadom tego, ze zakazujac Dziecku
POZNANIA poniza je. Zamiast tegfo powinien zaspokoic dziecieca potrzebe
POZNANIA.


> (rodzice nie wiedza skad u ich pociech takie a nie inne zachowania).

Latwiej jest poszukac winnego poza soba, a wiec manipulujac staraja sie rodzice
zepchnac odpowiedzialnosc najpierw jedno na drugie, a gdy to nie skutkuje
obciazaja wina niewinne Dziecko. Nie da sie jednak tego ani ukryc ani temu
zaprzeczyc, ze Glownym Manipulatorem we wszystkich ukladach jest Kobieta, ktora
naduzywa w stosunku do Mezczyzny pasywnosci swojego seksu straszac go
porzuceniem i kastracja. A gdy juz uczyni sobie mezczyzne spolegliwym
(uzaleznionym) wówczas zabiera sie za zmuszanie do uleglosci Dzieci.


> A przeciez ludzie, wynoszac wpojone w domu rodzinnym zachowania
> i poglady, maja mniejszy lub wiekszy wplyw na obraz calego spoleczenstwa.

Nie inaczej. Spoleczenstwo to akumulacja dzialan poszczegolnych rodzin, ich
wspolnych interesow nawet wowczas, gdy sa to interesy sprzeczne z interesami
jednostek. Taki byl zamysl stworzenia panstwa i jest to pewnik, na ktorym
budowano dotychczas cala historie polityczna oraz uprawiano filozofie polityki.

LeoTar
Wladek Tarnawski




16.05.1999
Zmuszony zostalem podzielic moja odpowiedz, ale nastepna czesc napewno
sie pojawi - nie znam jednak dokladnego terminu :).
-----------------------------------------------------------------------
Witaj Leo!
Zanim zaczne odpowiadac na Twoj post chcialbym wyjasnic kilka rzeczy.
Dzieki temu latwiej bedziemy mogli sie porozumiec (a przynajmniej mam
taka nadzieje), bo zamierzam wyjasnic skad u mnie takie a nie inne
podejscie do kilku spraw. Moze to co chce przekazac wyjdzie nazbyt
uproszczone, ale jednak sprobuje (moze sie okazac, ze troche sie
zagalopuje i zaczne opisywac zbedne rzeczy :) - lepiej jednak troche za
duzo niz zostawiajac jakies niedomowienia).
Na poczatek pozwole sobie zacytowac fragmenty dosc starej juz wypowiedzi
Pinopy (mozliwe, ze czesc z nich nie bedzie teraz potrzebna, ale pozniej
moze sie przydac). Cytuje, poniewaz zgadzam sie z tym, a pisanie tego od
nowa jest, mysle, nieoptrzebne:
Bogdan Szenkaryk wrote:
>
> [...] zastanow sie, w jaki sposob nauczyles sie myslec?
> W jaki sposob, czy tez dzieki czemu zdobywales doswiadczenie i wiedze?
> Wszystko to bylo mozliwe dzieki organom zmyslowym, a raczej dzieki
> przezywanym wrazeniom. Twoje dzisiejsze myslenie wydaje sie przekraczac
> to, co pochodzi wylacznie ze zmyslow, ale sa to tylko pozory. Gdyby nie
> istnialy na samym poczatku zupelnie nie powiazane ze soba przezycia
> zmyslowe, nie byloby ani pozniejszego myslenia, ani gromadzenia
> doswiadczen i wiedzy.
> [...]
> Nauka rozumienia i rozumowania odbywa sie u niemowlecia na tej samej
> zasadzie co u zwierzat. Czyli w swiadomosci niemowlecia dochodzi do
> podobnego wiazania ze soba roznych wrazen zmyslowych i powstawania
> skojarzen jak w swiadomosci psow Pawlowa. W ten sposob powstaja
> najprostsze pojecia; pojec przybywa i zaczynaja one tworzyc coraz bardziej
> skomplikowany system pojeciowy. (Caly czas nalezy miec na uwadze, ze bez
> organow zmyslowych byloby to niemozliwe.)
>
> Uczenie sie jest procesem, ktory trwa niemal nieustannie, bo albo poznaje
> sie nowe rzeczy, zjawiska, wlasciwosci, zaleznosci, itd., albo rozmysla
> sie o nich, przypomina sie je, doszukuje sie nowych powiazan miedzy nimi i
> od czasu do czasu odnajduje sie je. […]

Czlowiek, poznajac otaczajacy go swiat, wciaz sie uczy. Tworzy sie
jego 'system pojeciowy' i swiatopoglad. Z czasem ma w swoim umysle na
tyle uksztaltowany obraz rzeczywistosci, juz dostatecznie spojny, ze
uwaza go za prawdziwy i wedlug niego zyje. Wyrabia sobie taki sposob
bycia, ktory nie wywoluje w nim uczucia, ze robi cos "nie tak" (moze sie
oczywiscie zdarzyc, ze w pewnej sytuacji pojawi sie ambiwalencja uczuc,
ale generalnie na co dzien malo kto bez przymusu zachowuje sie wbrew
sobie). Zdarza sie jednak tak, ze nie dostrzega mnostwa sprzecznosci w
swoim postepowaniu (m.in. widzi bledy innych i je potepia, a nawet nie
dostrzega identycznych u siebie; tu przychodzi mi do glowy m.in.
okreslenie 'dulszczyzna').

Doswiadaczajac nowych rzeczy czlowiek koryguje lub utwierdza sie w
swoich przekonaniach. Czesto tez ignoruje/znieksztalca niektore aspekty
sprawy tak aby pasowala ona do "jego swiata". Jesli jednak dopuszcza
pewne zmiany, zazwyczaj nie dotycza one bezposrednio calej "podstawy",
na ktorej powstaly pozniejsze poglady i zachowania, rozumienie i
pojmowanie wielu spraw. Co jednak jesli doswiadcza czegos co nijak nie
ma sie do jego wyobrazen, jest wbrew niemu, czegos co nigdzie "nie
pasuje"? Albo nie przyjmuje tego do wiadomosci, broni jak moze swojego
obrazu rzeczywistosci, "swojego swiata" (w ktorym jest mu przeciez tak
dobrze, wiec po co cokolwiek zmieniac?). Albo zaczyna zastanawiac sie co
jest nie tak jak powinno, zmienia swoj stosunek do swiata, jego obraz
rzeczywistosci staje sie bardziej podobny do realnego (co jednak nie
znaczy, ze niemozliwe sa jakies "przegiecia", ktore raczej od tego
oddalaja). Zmiana nastawienia zdarza sie jednak o wiele rzadziej (chyba
nie pomyle sie duzo piszac, ze dobrym przykladem jest wlasnie Twoja
osoba?). Pierwsza sytacja jest (niestety) najbardziej powszechna.
My wlasnie glownie o niej :).

LeoTar wrote:
>
> Chyba nie oczekujesz, ze bede frontalnie probowal udowadniac komukolwiek  ze
> klamie - tego sie zrobic nie da, poniewaz ktos kto raz sklamal jest przekonany,
> ze ujawnienie jego klamstwa pozbawi go "twarzy", honoru, szacunku u innych,
> etc.

Zgadzam sie. Najprawdopodobniej nie pozwoli zebys zburzyl jego
"porzadku swiata", zacznie robic wszystko aby Cie zdyskredytowac,
sprawic bys byl kims gorszym kto musi sie mylic. Nie bedzie juz zwracal
uwagi na to czy masz racje czy nie - bedziesz po prostu 'wrogiem'.
IMHO zeby porzucic droge zaklamania i manipulacji trzeba zdac
sobie sprawe, ze szczerosc i zaufanie jest o wiele bardziej
"atrakcyjne", przynosi o wiele wiecej korzysci. Trzeba byc rowniez
odpowiedzialnym za swoje czyny, czyli w konsekwencji uswiadomic
sobie wlasne klamstwo, przyznac sie przed samym soba do bledu - wtedy
mozliwe jest porzucenie starego sposobu myslenia i wyjscie "na prosta".
Tylko tu pojawia sie problem - jak nauczyc klamce i oszusta
odpowiedzialnosci? Jak przekonac go, ze to czym zyl do tej pory bylo...
"bledem", brakiem dojrzalosci i odpowidzialnosci za wlasne zycie? Jesli
nie frontalnie to pozostaje jeszcze druga mozliwosc, o wiele bardziej
zmudna i dostosowywana do kazdej osoby indywidualnie - nie tyle
wytykajac jej bledy co wskazujac o wiele lepszy sposob bycia,
zachowania, rozwiazywania problemow. Porozumienie, zaufanie, zrozumienie
- to w tym wypadku slowa kluczowe. Ale czy to skuteczny sposob?
> Jezeli wierzyc Biblii to Kobieta sklamala pierwsza i tak sie to do tej
> pory za nia ciagnie.
Jezeli wierzyc...
Ktos kto sklamie i nie uswiadomi sobie braku wlasnej odpowiedzialnosci
(a tym samym swojej niedojrzalosci) oraz tego, ze klamstwo tylko
pozornie przynosi korzysci i tylko oddala od szczescia, to bedzie dalej
brnal w swym klamstwie. I tu nie ma znaczenia czy jest to kobieta czy
mezczyzna. Ani to, kto zaczal pierwszy - chyba, ze chodzi o to, kto byl
na lepszej "pozycji startowej" (chociaz i tak stwierdzenie "to on zaczal
pierwszy" jest dla mnie jak proba pociagniecia kogos za soba, wskazania
wiekszej winy gdzie indzej - a takie postepowanie nie rozwiazuje
problemu, konfliktu - raczej go poglebia).

> A mowiac bardziej przyziemnie Kobieta poczula smak wladzy,
> kiedy stwierdzila, ze Mezczyzna staje sie ulegly gdy ustawi go Ona w pozycji
> psa goniacego za kawalkiem kielbasy umieszczonym na koncu kija, ktory jest
> przywiazany do psiego grzbietu. Ten moment musial byl kiedys nastapic, gdyz
> jego reminiscencje obserwujemy do dzisiaj we wszystkich kulturach.
Zgodze sie dodajac jednak, ze nie mozna takiej miary zastosowac wzgledem
kazdej osoby, kazdego zwiazku. Nie wszedzie kobieta "zeszla na droge
manipulacji". A juz napewno nie wszedzie az w takim stopniu.
Tu jest chyba odpowiedni moment zebym wyjasnil jak ja widze ta kwestie i
czemu niekiedy sie nie zgadzam (znow bedzie troche "od korzeni").
Na poczatku napisalem o ksztaltowaniu swiatopogladu, o jego korygowaniu
przez mniejsze poprawki az po wieksze zmiany "od podszewki". I tak jest
w przypadku kazdego czlowieka, Twoim i moim. Uczymy sie caly czas, ale
tak naprawde diametralnie zmieniamy sie (swoj sposob rozumienia
otaczajacej nas rzeczywistosci i wlasnego postepowania) rzadko. Kiedys
przeczytalem Twoje stwierdzenie (od tego momentu pojawi sie wszystko tak
jak _ja_to_odebralem_, jesli w ktoryms momencie sie myle - popraw mnie),
ze to dzieki Teresie M. dostrzegles caly mechanizm manipulacji kobiet.
Pozniej juz mniej skrajne przypadki utwierdzily Cie w Twoim przekonaniu,
ze tak jest wszedzie w mniejszym lub wiekszym stopniu. Nie zgadzam sie z
Toba we wszystkim. Musisz pamietac, ze nikt nie doswiadczyl jeszcze
wszystkiego, wiec istnieje mozliwosc ze Twoja interpretacja jest
pewnym naduzyciem - nie mozna "brac" wszystkich kobiet (ani tez
wszystkich mezczyzn) jedna miara. Nie powinienes wychodzic z zalozenia,
ze wszystkie kobiety to "modliszki", bezwzgledne manipulantki. Kazdy
czlowiek jest indywidualna osobowoscia - musisz go najpierw poznac,
zrozumiec, wiedziec czym sie kieruje. Bez tego nie ma mozliwosci zebys
mogl sie z nim porozumiec, ani tym bardziej on z Toba. Zgadzam sie z
twierdzeniem, ze kobiety wogole sa o wiele lepszymi manipulantkami niz
mezczyzni (ale nie jest tak we wszystkich przypadkach). IMHO to z powodu
tego, ze kobiety, zyjace w swiecie fizycznych naduzyc (tu lepsi sa
mezczyzni), a nie mogace sobie w tym swiecie poradzic, niejako "zeszly
do podziemia", gdzie wyrobily sobie pewien "system obrony", aby nie byc
kims ponizanym, gorszym. Dlatego sa lepsze jesli chodzi o jakikolwiek
szantaz emocjonalny, wywolywanie poczucia winy. Mezczyznie wydaje sie,
ze ma swoja kobiete w reku, ze przylozy i wszystko jest jak trzeba.
Wtedy kobieta, mimo ze ponizana, potrafi "odreagowac", nadrobic sobie
taka sytuacje w innej sferze. W takiej sytuacji mezczyzna rzeczywiscie
moze byc nieswiadomy tego, ze to ona potrafi wplynac na niego w wiekszym
stopniu. Ale znow podkreslam, ze nie dzieje sie tak wszedzie. Przyznaje,
sa rowniez sytuacje kiedy kobieta wyniosla taki sposob wspolbycia z domu
rodzinnego (choc moze sie rowniez zdarzyc, ze corka nie przejela
wszystkich cech, zachowan matki-manipulantki, poniewaz to nie ona
(matka) musiala miec na nia najwiekszy wplyw w momencie ksztaltowania
sie fundamentow osobowosci corki). I tu juz zalezy od mezczyzny czy z
taka kobieta bedzie, czy jest ona bardzo dobra manipulantka i czy on
tego nie zauwazy bo bedzie nia zauroczony, zaslepiony swoimi zadzami;
czy tez obydwoje sa na tyle nieodpowiedzialni, niedojrzali, egoistyczni,
ze na poczatku bedzie swietnie a z czasem znudza sie soba, nie dbajac o
laczace ich poczatkowo uczucie (jesli byla to milosc) coraz bardziej
beda sie od siebie oddalac - wtedy jedno bedzie chcialo zyc kosztem
drugiego (kobieta na swoj sposob, mezczyzna na swoj). IMO nie ma tu
"wielkiej zmowy" kobiet, nie wszyscy ludzie sa calkowicie pozbawieni
poczucia wlasnej wartosci, nie wszyscy boja sie odpowiedzialnosci za
wlasne zycie. Jednak fakty sa takie, ze duza czesc boi sie byc
odpowiedzialna (co znow, najprawdopodobniej, wynika z braku wlasnej
wartosci).
To tak moim skromnym zdaniem, nie musimy sie we wszystkim zgadzac -
wazne zebysmy mogli sie zrozumiec.
Pozwole sobie jeszcze zacytowac list Twojej corki, ktory znajduje sie na
Twojej stronie (mam nadzieje, ze nie masz nic przeciwko):
> Czesc Tato!
>
> Moze list nie jest najlepszym pomyslem na wyrazanie tego co sie czuje,
> ale jak na razie ja nie potrafie zrobic tego w inny sposob.
> Wcale nie jest mi latwo wyjezdzac, bo bede tesknic za Toba, chociaz
> byly takie momenty, kiedy mialam naprawde wszystkiego dosc! Wtedy nie
> zalezalo mi na niczym, chcialam wrocic do Polski i wiecej Cie nie
> widziec! Moze nie jest to przyjemne slyszec (czytac), ale ja pisze to
> co czuje! Jednak mimo to naprawde jest mi smutno wyjezdzac! Wiesz co
> jest moim marzeniem? Miec dom (pelny, zawsze na miejscu), do
> ktorego wracajac nie mialabym obawy, ze zastane klocacych sie
> rodzicow, albo w ogole ich nie zastane. Dom, w ktorym nikt nie
> zrzucalby na mnie odpowiedzialnosci za los rodziny, i nikt nie
> kazalby mi byc wdziecznym za to, ze mnie kocha.
> Mam nadzieje, ze kiedys bede miala taki dom! I jak na razie to nie
> bedzie dom, w ktorym ja bede zona, czy matka, ale dom, w ktorym bede
> mogla byc jeszcze dzieckiem! I ze stanie sie to szybko !!!
>
> Caluje Cie
> Kaska
>
> P.S1. Jezeli moge to chcialabym sie spotkac z Agata! Mysle, ze
> porozmawiasz o tym z mama i bede mogla ja poznac!
>
>                                                   Caluje Cie
>                                                   Kaska
>
> P.S2. Nie jestem pewna, czy uwalnianie emocji jest dobrym pomyslem
> (tzn. pomysl jest bardzo dobry), ale trzeba to robic powoli, bo
> niektorzy, rzadko okazujacy swoje uczucia (tak jak my,
> szczegolnie mama) w wyniku uwolnienia emocji (dobrych) moga doznac
> szoku!
>
> P.S3. Jezdzij ostroznie!
>
> P.S4. Mam nadzieje, ze rozumiesz co chce Ci przekazac przez ten list.
> To, czego nie potrafie powiedziec a chcialabym tego.
> To sie nazywa SZCZESCIE RODZINNE.
IMO Twoja corka napewno wierzy w to co pisze. A to oznacza, ze naprawde
pragnelaby aby Jej rodzina byla szczesliwa, pelna szczerosci, zaufania,
wzajemnego szacunku i partnerstwa (i to zarowno rodzina, w ktorej jest
dzieckiem jak i taka, w ktorej jest rodzicem). Jesli tak jest, to
wspolna praca mozna to osiagnac, nie zaprzepascic tych idealow.
W P.S.2 Twoja corka pisze o szczerosci, a przez caly list nie pojawia
sie slowko klamstwa (przynajmnie ja nie widze tu zadnej manipulacji,
zadnych klamstw). Jest jedynie delikatnie przekazana prawda, tak aby
nikogo nie zranic. Czy to nie oznacza, ze potrafilaby zyc w
niepatologicznej rodzinie? Ze bylaby w stanie taka zbudowac wraz ze
szczerym, kochajacym i odpowiedzialnym mezczyzna (nikt nie mowi, ze z
bledow rodzicow nie mozna wyciagnac slusznych wnioskow)? Nie wiem co
wydarzylo sie od 2 wrzesnia 1994 (bo taka data widnieje przy liscie),
nie znam Twojej corki, jej losow. Nie znam rowniez Twojej rodziny.
Jednak na podstawie tych informacji, ktore udalo mi sie zebrac nie
zmienilem swojego zdania (na temat m.in. tego, co napisalem
kilkanascie/kilkadziesiat linijek wyzej). Nie wszystkie kobiety
manipuluja (nawet jesli taka mozliwosc w nich "drzemie"), nie wszystkie
sa na to "skazane" i jesli tylko beda w stanie uswiadomic sobie, ze
najwazniejsza jest odpowiedzialnosc za wlasne zycie, za wlasne
postepowanie, moga zbudowac zwiazek oparty na zaufaniu, szczerosci,
szacunku, zrozumieniu, partnerstwie i milosci. Dokladnie to samo dotyczy
mezczyzn. Obydwie strony popelniaja podobne beldy, inaczej sobie z nimi
radzac/inaczej od nich uciekajac. Dlatego wlasnie najwazniejsze jest
uswiadomienie sobie, ze kazdy musi byc za siebie odpowiedzialny.
Jak juz wspomnialem - nie musimy zgadzac sie we wszystkich kwestiach.
Czekam jednak na wszelkie uwagi.
Pozdrawiam
Janusz H.
[cdn]




21.05.1999
[c.d. czyli (2b)]
Witam po kilkudniowej przerwie.
> Raz
> popelnione oszustwo, ktorego owocem stalo sie pozornie latwiejsze i nie
> wymagajace specjalnego myslenia zycie,
A takze nie wymagajace bycia odpowiedzialnym. Jednak nie mozna czuc sie
za cos odpowiedzialnym nie bedac jednoczesnie tego swiadomym.
> rozroslo sie do monstrualnych rozmiarow
> i 'weszlo w krew' ulegajac jedynie modyfikacjom,
Dlatego, ze niewiele osob stara sie zrealizowac sokratejskie haslo:
"Poznaj sam siebie" (ze tak to w skrocie okresle; Freud to samo ujal
innymi slowami: "Gdzie bylo id - tam niech bedzie ego"). Bez
uswiadomienia nie ma odpowiedzialnosci - a bez niej nie ma mowy o
usunieciu z naszego zycia oszustwa.
> z ktorych najdoskonalsza jest
> manipulacja poczuciem winy Mezczyzny. To jest rowniez klamstwo i w atmosferze
> tego klamstwa wychowywane sa dzieci.
Zgadzam sie - jednak wciaz twierdze, ze nie wszedzie ma miejsce taka
sytuacja jak ja przedstawiasz (zob. (2a) - moja poprzednia odpowiedz na
ten sam post).
>> Kiedy maluch niewiele wie (albo nic) na temat wielu spraw to wcale sie ich
>> nie spodziewa, nie takich jakie sa w rzeczywistosci.

> Dziecko odbiera wszystko bezkrytycznie a wszystko co podaja mu rodzice jest dla
> niego rzeczywistoscia. Zaskoczenie pojawia sie wowczas, gdy dziecko spotyka sie
> z czyms czego powinno sie dowiedziec a nie dowiedzialo sie od rodzicow.
Tak jest. Dziecko poznaje swiat dzieki rodzicom, dzieki nim uczy sie na
niego "patrzec". Jednak stopniowo coraz wiecej innych (niz rodzice)
czynnikow ma wplyw na ksztaltowanie obrazu rzeczywistosci dziecka. Jego
swiat stopniowo sie powieksza - najpierw kolyska, pozniej caly pokoj,
dom, wreszcie podworko, przedszkole, itd. I za kazdym razem pojawia sie
coraz wiecej nowych zrodel wiedzy. Ale to wlasnie rodzice sa
autorytetami, oni ksztaltuja podstawy, na ktorych dziecko bedzie
budowalo swoj obraz rzeczywistosci, "ukladalo" zdobyta wiedze. Jesli
beda odpowiedzialni nie pozwola by ktos/cos (np. telewizja)
mialo negatywny wplyw na ksztaltowanie obrazu rzeczywistosci malca, jego
osobowosci.
> Szok
> dziecka jest tym wiekszy, gdy okazuje sie, ze wszyscy robia to samo
Nie jestem pewien do czego odnosi sie tutaj okreslenie "wszyscy robia to
samo"? Chodzi o to, ze rodzice nie sa z dzieckiem calkowicie szczerzy,
ze probuja kontrolowac dostarczana mu wiedze?
Nie wszyscy w takim samym stopniu i nie w ten sam sposob ograniczaja
dziecko, dostarczana mu wiedze. To nie jest zmowa tylko popelniane bledy
wychowawcze wynikajacy z braku wiedzy i odpowiedzialnosci. Zreszta nie
chodzi tu przeciez o dostarczanie dziecku jedynie "suchej wiedzy", ale
przede wszystkim o to, by stalo sie ono swiadomym i odpowiedzialnym
czlowiekiem posiadajacym poczucie wlasnej wartosci. To sa glowne
elementy, ktore powinny stanowic fundament osobowosci.
> i ze mozna
> sie dowiedziec od obcych o tym, co rodzice skrzetnie przed dzieckiem ukrywali
> lub odslaniali tak by niczego nie odslonic, albo tez gmatwali tak jak to tylko
> bylo mozliwe.
Rodzice ukrywaja cos przed dzieckiem mowiac, ze to dla jego dobra, albo
ze i tak nie zrozumie. No pewnie - kiedy nie nauczy sie go
odpowiedzialnosci oraz wielu istotnych rzeczy (niekoniecznie tak waznych
jak to co trzeba akurat przekazac), ale stanowiacych podstawy, na
ktorych dziecko buduje swoj swiatopoglad, swoje podejscie do zycia -
wtedy nic dziwnego, ze moze cos zle odebrac, nie byc w stanie udzwignac
takiej odpowiedzialnosci. I wtedy rodzice moment przekazania prawdy
odsuwaja coraz dalej. A dziecko dorasta, nie jest juz pod ich okiem 24
godziny na dobe - zaczyna funkcjonowac jako czlonek wiekszej
spolecznosci. Rozumie swiat na swoj sposob, czesto inaczej niz
rowiesnicy (ktorzy tez roznia sie swiatopogladem). Wszystko dlatego, ze
kazdy ze "swiatow" jest choc troche znieksztalcony przez klamstwa i
nieodmowienia. Dla kazdego cos innego jest wazne, kazdy stara sie to
osiagnac na swoj wypracowany i "sluszny" sposob (niestety - czesto
kosztem innych). Nie ma identycznych swiatopogladow - rozne obrazy
rzeczywistosci (i nas samych zreszta tez) bardzo czesto do siebie "nie
pasuja", w duzej mierze nie pokrywaja sie; moze sie nawet okazac, ze nie
uzupelniaja sie nawzajem.
> Miesci sie w tym element oszustwa, ktorym zarzadza - niestety -
> glownie Kobieta, i ktora sprawuje wladze wlasnie dzieki oszustwu i manipulacji.
Tak - glownie (co nie znaczy, ze zawsze i wszedzie) kobieta.
> Kobieta podtrzymuje wladze nad dzieckiem dokladnie w taki sa sposob jak czynila
> to (i nadal czyni) z Mezczyzna. I nie mozna nazwac oszustwa inaczej jak tylko
> oszustwem, gdyz inaczej oszustwem byloby nie nazwanie tej dzialalnosci Kobiety
> oszustwem.
Jak dla mnie: to duze uogolnienie - nie wszedzie tak jest.
> Dla Dziecka, jako odbiorcy wiedzy, w momencie dostarczania mu niekompletnej lub
> calkowicie przeinaczonej (sfalszowanej) wiedzy, to co zostaje mu dostarczone
> przez rodzica staje sie fragmentem fundamentu, na ktorym buduje ono swoj
> autorytet, swoja osobowosc.
Racja. Dostarczenie wiedzy (calkowice prawdziwej, bez klasmtw i
niedomowien, ktore falszuja obraz rzeczywistosci) rowniez staloby sie
czescia tego fundamentu (o wiele bardziej stabilna). Tyle tylko ze
dziecko takiej wiedzy nie otrzymuje.
> Do rozczarowania dochodzi wowczas, gdy Dziecko
> skonfrontuje wiedze otrzymana od swoich rodzicow z wiedza innych dzieci, ktora
> rowniez otrzymaly one od swoich rodzicow.
Najczesciej najwieksze roznice zauwazalne sa w spotkaniu z kims choc
troche od niego starszym, kims kto staje sie pewnego rodzaju autorytetem
grupy, a kto posiada wieksza wiedze (choc i tak niepelna,
znieksztalcona). To, ze jest przywodca takiej grupy i jednoczesnie jego
wiedza (oraz fundamenty tej wiedzy) sa niepelne, znieksztalcone i przede
wszystkim niepewne - nie prowadzi do niczego dobrego. Dziecko chce
nalezec do grupy rowiesniczej, byc czescia jakiejs spolecznosci. Jednak
"szargaja" nim przeciwstawne uczucia - po ktorej stronie stanac:
autorytetow-rodzicow czy autorytetu grupy?
To bardzo duze uproszczenie z pominieciem wielu czynnikow, ale jednak
IMHO wlasnie tak to czesto (b. ogolnie) wyglada.
> Nie ma takiej pary rodzicow, ktorzy
> klamaliby identycznie, gdyz groziloby to rozpoznaniem ich klamstwa przez innych
> doroslych. Chociaz powszechnosc wystepowania  w pewnym okresie bajki o bocianie
> przynoszacym dzieci lub tez o dzieciach wyrastajacych z kapusty moze swiadczyc
> o tym, ze zaklamanie rodzicow moze posunac sie az tak daleko, ze sa oni w
> stanie uzgodnic wspolne wspolne klamstwa podawane dzieciom.
Nie sadze, by byla to kwestia uzgodnienia. Tu raczej chodzi o to, ze
rodzice, obawiajac sie przekazania dziecku pelnej wiedzy, w tym wypadku
o seksie (oraz calej odpowiedzialnosci jaka by wtedy na nich spadla),
kieruja sie postepowaniem ogolu. A ze 'bocian' i 'kapusta' to
najbardziej "obstukane" historyjki to latwiej wybrac ktoras z nich niz
wymyslac cos innego. Zreszta wtedy ma sie poparcie innych (a
przynajmniej nie ma przeciwnikow - przeciez dziecku taka bajka
"wystarczy", wiec co mozna takim rodzicom zarzucic?). Czlowiek to istota
stadna - stad jest to jeszcze bardziej na reke.
>> Kiedy sie pojawiaja nie umie sobie z nimi poradzic, robi cos co doroslemu
>> wyda sie naiwne, bezsensowne, nieodpowiednie czy niemoralne.
>
> Mowisz juz o SKUTKACH wczesniejszych oszustw i niedomowien popelnionych przez
> rodzicow w stosunku do Dziecka.
Tak wiem, ze o skutkach.
> To oni, Rodzice wytworzyli w umysle Dziecka
> pewien obraz rzeczywistosci, ktory - wskutek niejednolitosci wiedzy -
> conajmniej troche rozni sie od obrazu rzeczywistosci ich rowiesnikow. Efektem
> jest konflikt roznych rzeczywistosci wynikly z konfrontacji roznych klamstw.
> Dziecko nie potrafi sobie poradzic z tymi odmiennosaciami nie dlatego, ze to
> ono jest za te niejednoznacznosci odpowiedzialne lecz dlatego, ze rodzice byli,
> sa i beda dla niego bezwarunkowymi autorytetami.
Kazdy odbiera jedynie fragment rzeczywistosci i na nim buduje jej obraz
w swoim umysle (jesli nie calej to przynajmniej tego co uzna juz za
"wystarczajaca calosc"). Czlowiek jest (tak zwana) istota swiadoma,
jednak nie wszystko dociera do jego swiadomosci, nie wszystko jest do
niej "dopuszczane", uszeregowane w jego "systemie pojeciowym". Jesli
czlowiek nie nauczy sie wciaz rozbudowywac, polepszac, korygowac swojego
obrazu rzeczywistosci to do jego swiadomosci wiele informacji wciaz nie
bedzie dopuszczanych - dlatego obraz ten bedzie znieksztalocny,
nieadekwatny, wypaczony.
Do takiej sytuacji dopuszczaja najczesciej (niestety) rodzice. Chociaz
nie sa w stanie przekazac dziecku wszystkiego, to moga mu stworzyc
odpowiednie podstawy do odebrania wiedzy. Jesli nie naucza go
odpowiedzialnosci, dazenia do ciaglego doskonalenia siebie i
zobaczenia/zrozumienia spraw i rzeczy takimi jakie sa (a nie jakie
chcielibysmy zeby byly), a "powstawiaja" mu (nawet nieswiadomie) pelno
"blokad", ograniczen, zahamowan, zaloza "klapki na oczy" - to
uksztaltuja kolejna zyjaca w swoim Ciemnogrodzie miernote kierujaca
sie "owczym pedem".
>> Przez to, ze przyzwyczail sie do swojego "dzieciecego swiata", takiego
>> rozumienia go, duzo zajmie mu poradzenie sobie z problemami (albo nawet
>> dostrzezenie niektorych z nich).
>
> To nie Dziecko przyzwyczailo sie do swojego "dzieciecego swiata" lecz zostalo
> don wdrozone przez swoich rodzicow.
Tak, ale zyjac w swoim "dzieciecym swiecie" zaakceptowalo (nieswiadomie,
"nie majac wyjscia") to, ze wiele rzeczy jest wlasnie takimi, jakimi je
rozumie (czesto blednie). Stad moje niefortunne okreslenie:
"przyzwyczailo sie". Zgadzam sie z tym, ze do takiego rozumienia
sytuacji zostalo "wdrozone przez swoich rodzicow". Ale to dziecko placi
za ich bledy, brak odpowiedzialnosci. I samo powiela bledy rodzicow.
> To oni oszukujac je w najlepszym wypadku
> niedomowieniami budowali dziecicy swiat niedopowiedzialnosci i substytutow
> milosci byle tylko nie musieli mowic prawdy do samego konca. I z przykroscia
> musze stwierdzic, ze znacznie gorsza, bardziej destrukcyjna rola przypada w tej
> dzialalnosci Matkom, ktore nie majac poczucia wlasnej wartosci i nie bedac w
> stanie zaufac swoim mezom wykorzystuja Dziecko jako orez w walce o wladze nad
> rodzina. I co gorsza nie zdaja sobie z tego sprawy. Gdy zas uswiadomi sie im to
> uciekaja od rozliczenia sie z malzonkiem z klamstw a zamiast tego szukaja
> nowego partnera, ktory posluzylby jako uzdrowiciel patologicznego ukladu. Nie
> daza wiec do usuniecia z relacji rodzinnych zlogow klamstwa, co jest czynnoscia
> niezbedna do uduniecia z podswiadomosci Dziecka falszywych obrazow, lecz
> staraja sie przemilczec swoje klamstwa w nadziei, ze zostana im te klamstwa
> wybaczone bez rozliczenia, na zasadzie domyslow czyli kolejnych niedomowien (a
> wiec kolejnych klamstw). Zalozenie, ze Wiedza jest posiadana a'priori jest
> nieuprawnionym zalozeniem Rodzica w stosunku do Dziecka.
Kolejne uogolnienie, ale zgadzam sie - istnieje wiele rodzin, w ktorych
sytacja wlasnie tak wyglada.

[c.d.n.]
Pozdrawiam
Janusz H.

 
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego