LeoTar FAQ. odc.1. - Jak to na wojence bywało

Przejdź do treści

Menu główne:

LeoTar FAQ. odc.1.

Rok 1999 > LeoTar FAQ.
5.05.1999
Skoro, godzisz sie na zadawanie pytan, pozwolilem sobie na zredagowanie
osobnego tematu...

Oczywiscie pytania to tylko szansa na udzielenie odpowiedzi....
1. Czy wyznajesz jakas religie, o ogolnie znanej nazwie?
2. Czy jest ktos, kto jest dla Ciebie kims w rodzaju guru? (kto to?)
3. Czy Twoje kolejne tematy, to efekt aktualnych przemyslen, przeczytanych
(uslyszanych) wlasnie kawalkow, czy kolejne ujawnienie rzeczy do ktorych juz
dawno temu doszedles?
4. Kim jestes z wyksztalcenia?
5. Jako kto pracujesz?
6. Dlaczego z niczym nie wyrozniajacego sie malego obywatela swiata
przeksztalciles sie w majacego duzo do powiedzenia ideologa? (Zawsze cos
jest momentem przelomowym, gdzies potrzebny byl odpowiedni bodziec)
Tyle na poczatek. Ty wybierzesz, czy chcesz odpowiadac na pytania i czy
zrobisz to ew. na forum publicznym...

Z powazaniem
Przemek Rakowski




05.05.1999
In article <372fe...@news.vogel.pl>, "Przemysław Rakowski"
<Przemysla...@natned.com.pl> writes:

> Skoro, godzisz sie na zadawanie pytan, pozwolilem sobie na zredagowanie
> osobnego tematu...

Czyzbys sie przymierzal napisac moja biografie..? :))


> Oczywiscie pytania to tylko szansa na udzielenie odpowiedzi....

Oczywiscie. A poza tym chcialbym Cie poinformowac, ze informacje, o ktore
pytasz od dawna kraza sie w Sieci - wystarczy zapytac DejaNews.


> 1. Czy wyznajesz jakas religie, o ogolnie znanej nazwie?

Tak - uniwersalizm, humanizm. A moze raczej humanizm swiecki. Czlowiek jako
przeblysk doskonalego Zycia (Wyobrazni, Swiadomosci, Stworcy, etc.)
ksztaltujacy, wspoltworzacy a zarazem modyfikujacy Siebie-Stworce-Zycie.
Zanim jednak doszedlem do takiego pojmownia Zycia wychowalem sie w atmosferze
katolicyzmu zmodyfikowanego prawoslawiem, niezbyt odleglym judaizmem, oraz
najbardziej oddalonym islamem moich przodkow. Nie byl mi obcym panteizm, z
ktorym zapoznawalem sie dosc wczesnie grzebiac we wczesnej mlodosci w  historii
swiata antycznego, co chyba wynikalo z wielokulturowosci moich przodkow.


> 2. Czy jest ktos, kto jest dla Ciebie kims w rodzaju guru? (kto to?)

Do pewnego momentu mialem swoich idoli, do ktorych zreszta chetnie wracam po
to, by odnajdywac w nich to samo co odnalazlem w sobie. I jest to u wszystkich,
zarowno tych uwazanych powszechnie za swietych jak i tych uwazanych za
zbrodniarzy. Zastanawiam sie czasem czy do konca byli swiadomi swoich mysli i
poczynan. Kazdy z nich na swoj sposob popychal mysl Czlowieka w kierunku
samopoznania, w kierunku odnalezienia PRZYCZYNY, ktora spowodowala, ze Czlowiek
nie ufa samemu sobie i nie szanuje samego siebie. Popelnilbym nietakt zarowno w
stosunku do tych niezyjacych juz jak i zyjacych, gdybym nieopatrznie kogos nie
wymienil. A na pewno o kims zapomnialbym, gdyz lista zasluzonych jest
nieskonczona. W koncu kazdy wykonal lub wykonuje jakas prace.


> 3. Czy Twoje kolejne tematy, to efekt aktualnych przemyslen, przeczytanych
>     (uslyszanych) wlasnie kawalkow, czy kolejne ujawnienie rzeczy do ktorych
>     juz dawno temu doszedles?

Najlepiej mi sie pisze, kiedy musze komus cos pokazac na bazie jego wlasnych
obrazkow, doswiadczen. Dlatego zazwyczaj improwizuje, ale u podloza tych
improwizacji leza wyniki dawnych przemyslen, z ktorych czasami zdaje sobie
sprawe dopiero wtedy, gdy ktos zadaje pytanie. Czasami pojawia sie cos nowego,
czym nie mialem czasu zajac sie detalicznie, co funkcjonuje tylko w zarysie w
mojej glowie. Umysl to nieograniczona kopalnia Wiedzy, do ktorej dostep mozna
uzyskac tylko wowczas, gdy znika strach, czyli szum odcinajacy nas od
najbardziej subtelnej Wiedzy, tej wiedzy drzemiacej w podswiadomosci, we
freudowskim 'id'. Strach, czyli szum, uniemozliwia nam swobodne sterowanie
naszym jednostkowym zyciem


> 4. Kim jestes z wyksztalcenia?

Elektronikiem (Polit. Wrocl. - 1975), ale zaczynalem na fizyce (U.Wrocl. -
1969) a juz w trakcie studiow na P.Wr. studiowalem troche na A.Med. we
Wroclawiu.


> 5. Jako kto pracujesz?

Jako nauczyciel akademicki w 2-letnim college'u w Nowym Jorku.

> 6. Dlaczego z niczym nie wyrozniajacego sie malego obywatela swiata
>     przeksztalciles sie w majacego duzo do powiedzenia ideologa?

Nie przesadzaj, zem az taki wielki ideolog. No chyba, ze uznasz Prawo Dziecka
do Wolnosci i Wiedzy za NAJWAZNIEJSZA z idei, ktora warunkuje samozrozumienie i
samopoznanie Czlowieka.


> (Zawsze cos jest momentem przelomowym, gdzies potrzebny byl
>  odpowiedni bodziec)

Jak wyzej. Chociaz trudno wlasciwie dokladnie powiedziec cos o przelomie to może
zdarzeniem przelomowym rozciagnietym nieco w czasie bylo odciecie mnie od moich
Dzieci jesienia 1994 r. przez Terese M., ich matke-tyrana, ktora przygotowywala
sie do wyrzucenia mnie poza rodzine juz od 1990 r., a zdecydowala sie mnie
jeszcze 'zatrzymac' tylko dlatego, ze pod koniec 1990 r. udalo mi sie dotrzec
do Instytutow Osiagania Ludzkich Mozliwosci w Filadelfii pod ktorych kierunkiem
rozpoczelismy rehabilitacje naszego syna Wojciecha, dziecka z zespolem Downa.
Dlatego tak czesto odwoluje sie do wspolpracy Dziecka z Rodzicem, ktora
kontynuowana - nawet nieswiadomie - w skrajnych warunkach moze umozliwic
nieswiadomemu Rodzicowi dotarcie do korzeni zla. Trzeba byc jednak nastawionym
na BEZWARUNKOWA pomoc Dziecku. Teresa M. byla hamulcowym w naszej rodzinie i
pewnie gdyby nie moje kulturowo-religijne korzenie nie bylbym w stanie pociagnac
tego rodzinnego pociagu z sila z jaka pociagnalem. Wycisnalem z siebie wszystko
co najlepszego odziedziczylem po kazdej z nacji, w ktorych jestem zakorzeniony.
Z judaizmu wzialem bezwzgledne poswiecenie i oddanie sie Dziecku, ale nie moglbym
tego zrealizowac bez zmyslowej zywotnosci prawoslawia, bezmyslnej i bezwzglednej
wiernosci tatarskiego janczara i pozornie glupiej upartosci poskiej nacji. Przebieglosc,
wola walki, upartosc i spryt do pokonania strachu podsycane krzykiem corki, ktora
napisala mi w ostatnim liscie do mnie nieocenzurowanym przez Terese M., ze
chcialaby przezyc SZCZESCIE RODZINNE,  zanim zalozy wlasna rodzine.
A iskra, ktora bezposrednio wyzwolila we mnie proces lawinowego odslaniania
podswiadomosci i jej tajemnic stala sie samobojcza smierc mojego amerykanskiego
bossa, ktory zastrzelil sie strzalem prosto w serce.


> Tyle na poczatek. Ty wybierzesz, czy chcesz odpowiadac na pytania i czy
> zrobisz to ew. na forum publicznym...

Nie mam nic do ukrycia. Dzieki pomocy wielu udalo mi sie uwolnic od
dyskryminowania samego siebie. Moim wiec obowiazkiem jest pokazanie JAK mozna
tego dokonac tym, ktorzy nie wierzac we wlasne sily ponizaja (dyskryminuja)
samych siebie. A ktos, kto dyskryminuje samego siebie nie moze nie
dyskryminowac innych, nawet jezeli zdarza sie to bardzo rzadko. Dyskryminacja
zas staje sie przyczyna nienawisci i rasizmu. By sie jednak od niej uwolnic
nie da sie zaglaskiwac ran by doraznie ograniczyc uplyw krwi. To tak jak z
hemofilia - jedna rana moze spowodowac smierc chorego organizmu przez
wykrwawienie sie. Jedynym sposobem by uniknac smierci organizmu jest wyleczyc
go podajac mu antidotum dzialajace WIECZNIE. Tak samo z Czlowiekiem jako
Zbiorowoscia, pewna Forma Zycia poszukujacego wlasnej tozsamosci poprzez
Stwarzanie nowych cudow by w ten sposob przekonac sie o wlasnej nieskonczonej
Mocy Tworczej.


> Z powazaniem

Czy zadowolony? :)


> Przemek

Pozdrawiam
LeoTar
Wladek Tarnawski
-------------------------------------------------------------------
e-mail:   Leo...@aol.com
http://members.aol.com/LeoTar
http://members.tripod.com/~leotar
------------------------------------------------------------------




06.05.1999
Zadowolony :-)
Mysle, ze teraz bede spogladal nieco inaczej na Twoje teorie.
Powiem Ci jednak co mnie do tej pory zrazalo - Twoj jezyk. Mysle, ze gdybys
nie uzywal pewnych gornolotnych sformuowan, gdybys pisal jezykiem niczym nie
wyrozniajacym sie, to moglbys dotrzec do o wiele szerszej publiki. Teraz
jestes uwazany przez wielu za ideologa ktory zachlysta sie wlasnymi pomyslami
na zycie i nie widzi niczego poza tym. To Twoj pozorny brak pokory i ogromna
bunczucznosc wylewajaca sie z Twoich tekstow odpycha ludzi...
Jezeli oczywiscie nie zalezy Ci na dotarciu do innych - niczego nie musisz
zmieniac.

Dzieki!




07.05.1999
"Przemysław Rakowski" wrote:

> wyrozniajacym sie, to moglbys dotrzec do o wiele szerszej publiki. Teraz
> jestes uwazany przez wielu za ideologa ktory zachlysta sie wlasnymi

Jakiego znow ideologa, co ty mruczysz kotku ?
Wez lepiej poswiec troche czasu i przewertuj archiwa.
To po prostu "cymbal brzmiacy" i "krowa ktora duzo ryczy".
Miej kregoslup i swoje poglady chlopcze.

Pozdrawiam,
Blizbor

PS. Zadaj jemu pare pytan to i na Ciebie chlusnie go... go... :)))
no wiesz czym :)))))
Blizbor.




07.05.1999
Szkoda mi czasu na wertowanie archiwow... Wiem z kim mam do czynienia i to
mi wystarczy.
Moje poglady nie zmienily sie ni w zab po przeczytaniu lektury LeoTar'a...
Skad takie przypuszczenia?!




07.05.1999
ano ze stazu na grupie ... i znajomosci tego co w archiwach siedzi.
Chcesz kogos ocenic to musisz wiedziec o kim mowisz, a nie przeczytac
dwa posty i stwierdzic "COOL MAN !!!" ...

Pozdrawiam,
Blizbor




08.05.1999
In article <37333613...@ima.pl>,
 Blizbor <tb67...@ima.pl> wrote:
> "Przemysław Rakowski" wrote:

>> Szkoda mi czasu na wertowanie archiwow... Wiem z kim mam do czynienia i to
>> mi wystarczy.
>> Moje poglady nie zmienily sie ni w zab po przeczytaniu lektury LeoTar'a...
>> Skad takie przypuszczenia?!

> ano ze stazu na grupie ... i znajomosci tego co w archiwach siedzi.

Wyglada na to, ze kierujesz sie osobistymi uprzedzeniami do mnie, Panie
Blizbor. Nienawisc ani nie jest najlepszym doradca, ani tez pozwala spojrzec
na innych ludzi obiektywnie. Jezeli mnie pamiec nie myli Blizborku, to juz
kiedys atakowales mnie w sposob jawnie nienawistny, teraz starasz sie to
ukryc za nieco lagodniejszymi slowkami. Fakt pozopstaje jednak faktem, ze Ty
zaatakowales mnie pierwszy, i to juz dosc dawno temu.


> Chcesz kogos ocenic to musisz wiedziec o kim mowisz, a nie przeczytac
> dwa posty i stwierdzic "COOL MAN !!!" …

Przeczytanie czyjejs korespondencji tez niewiele daje, gdyz - jak mowia -
'papier wszystko przyjmie'. Nie poznawszy osoby nie powinienes nic o tej
osobie mowic. Mozesz natomiast mowic wszystko o... sobie samym. Rob tak jak
ja - publikuj wiedze o sobie, to co jestes w stanie z siebie wydobyc, a
odbedzie sie to z pozytkiem dla Ciebie i innych. A ze mnie zlez wreszcie -
jednym slowem sie odwal... :)

LeoTar

> Pozdrawiam,
> Blizbor




08.05.1999
In article <37328...@news.vogel.pl>,
 "Przemysław Rakowski" <Przemysla...@natned.com.pl> wrote:

> Szkoda mi czasu na wertowanie archiwow...

Istotnie. Wertowanie tasiemcowych dyskudji, w ktorych powiela sie to samo
niewiele wnosi, moze natomiast znudzic.


> Wiem z kim mam do czynienia i to mi wystarczy.

Czy moglbym sie dowiedziec z kim mam do czynienia?
Przepraszam: z kim Ty masz do czynienia...? :)


> Moje poglady nie zmienily sie ni w zab po przeczytaniu lektury LeoTar'a...

A moglbys je zaprezentowac...


> Skad takie przypuszczenia?!

Dlaczego spuszczasz z tonu przed Blizborem?
Czyzby Blizbor byl osobnikiem niebezpiecznym...?
Chociaz Jego ksywa brzmi tak jakos... pogansko, sekciarsko... :)

LeoTar




10.05.1999
Gdybym starał ci się odpowiedziec Ci z kim wg mnie mam do czynienia, to
byloby to bardzo niebezpieczne, bo ciezko uzyc tu odpowiednich slow, a poza
tym bylaby to proba oceny na forum publicznym - niezbyt dobry pomysl.
Moge zaprezentowac poglady na jakis temat... Chyba dobrze wiesz, ze nie da
sie zaprezentowac swoich pogladow ot tak, w jednym poscie... Generalnie mamy
pewne wspolne poglady, choc nazywamy rzeczy zupelnie innymi imionami i w
zupelnie innym stylu. Namiastka tego co mysle pojawia sie co jakis czas w
moich odpowiedziach na rozne tematy...

Nie jestem konfliktowym facetem, a przed Blizbor'em nie spuszczam z tonu. Po
prostu nie zmienilem zdania po przeczytaniu Twoich tekstow. Zreszta nikt
chyba nie zmienia swojego swiatopogladu, po przeczytaniu kilku e-maili...

Przemyslaw Rakowski




11.05.1999
In article <37368...@news.vogel.pl>, "Przemysław Rakowski"
<Przemysla...@natned.com.pl> writes:

> Gdybym starał ci się odpowiedziec Ci z kim wg mnie mam do czynienia, to
> byloby to bardzo niebezpieczne, bo ciezko uzyc tu odpowiednich slow, a poza
> tym bylaby to proba oceny na forum publicznym - niezbyt dobry pomysl.

Chyba masz racje. :)


> Moge zaprezentowac poglady na jakis temat... Chyba dobrze wiesz, ze nie da
> sie zaprezentowac swoich pogladow ot tak, w jednym poscie... Generalnie mamy
> pewne wspolne poglady, choc nazywamy rzeczy zupelnie innymi imionami i w
> zupelnie innym stylu. Namiastka tego co mysle pojawia sie co jakis czas w
> moich odpowiedziach na rozne tematy...

Jezeli moge sobie jednak pozwolic na szczerosc to stwierdzenie, ze "wszystko
zalezy od punktu odniesienia", ktore znalazlem w jednej z Twoich odpowiedzi,
moze swiadczyc o raczej skrajnej odmiennosci naszych pogladow anizeli o
pogladowej wspolnocie. Jezeli bylbys tak dobry chetnie wyslucham wyjasnienia,
DLACZEGO tak wlasnie napisales, gdyz takie stwierdzenie jest dla mnie dowodem
skrajnego relatywizmu, ktorego ja sam nie akceptuje.


> Nie jestem konfliktowym facetem, a przed Blizbor'em nie spuszczam z tonu.

Wybacz moj sarkazm.


> Po prostu nie zmienilem zdania po przeczytaniu Twoich tekstow. Zreszta nikt
> chyba nie zmienia swojego swiatopogladu, po przeczytaniu kilku e-maili...

Czyzbym wiec mial racje posadzajac Cie o relatywizm...?

LeoTar
Wladek Tarnawski




11.05.1999
LeoTar napisał(a) w wiadomości:

> Jezeli moge sobie jednak pozwolic na szczerosc to stwierdzenie, ze "wszystko
> zalezy od punktu odniesienia", ktore znalazlem w jednej z Twoich odpowiedzi,
> moze swiadczyc o raczej skrajnej odmiennosci naszych pogladow anizeli o
> pogladowej wspolnocie. Jezli bylbys tak dobry chetnie wyslucham wyjasnienia,
> DLACZEGO tak wlasnie napisales, gdyz takie stwierdzenie jest dla mnie dowodem
> skrajnego relatywizmu, ktorego ja sam nie akceptuje.

Pomijajac fizyke, w ktorej to stwierdzenie broni sie samo, podam kilka
przykladow z zycia.

Ktos kogos zabil. Czy da sie stwierdzic, ze jest to dobre, albo zle? Nie. Bo
przeciez moze byc zle, gdy zabil, bo chcial okrasc, a moze byc dobre, gdy
zabil, bo bronil innych (np. na wojnie, w obronie zony, dzieci...).
To przyklad radykalny i rzadki, ale wzbudzajacy watpliwosci. Jezeli wiec sa
watpliwosci w przypadku takiego czynu jak zabijanie, to takie watpliwosci sa
tez w przypadku o wiele mniejszych i drobniejszych rzeczy.

Ktos komus pozycza pieniadze. Mozna to robic po to aby innym pomoc, albo po
to aby innych uzaleznic od siebie. Wszystko zalezy od osoby ktora to robi.
Oceniajacy rzadko, bardzo rzadko ma wystarczajaca ilosc informacji aby ocenic
dany czyn. Tak wiec ocena czegos jako dobro, lub zlo zalezy od punktu
odniesienia, od tego na jakiej podstawie dokonuje sie takiej oceny.
Te same rzeczy w wydaniu roznych ludzi moga byc dobrem lub zlem.

Przemyslaw Rakowski




11.05.1999
altavista babe

>Oceniajacy zadko, bardzo zadko ma wystarczajaca ilosc informacji aby ocenic
>dany czyn.

nigdy nie ma wystarczajacej ilosci danych, bo wszystko opiera sie na
nieskonczonosci/chaosie ;)
Slowem, oceniac mozesz wtedy kiedy pozwoli Ci na to sztuczna granica [
wytworzona przez system w ktorym zyjesz] informacji ktore musisz
zdobyc o obiekcie ocenianym, aby dzialac optymalnie/obiektywnie. Czesto
ludzie ucza sie pewnego rodzaju wzorow/znakow rozpoznawczych, ktore
widzac [owa minimalna ilosc informacji] z rachunku prawdopodobienstwa...
potrafia juz ocenic osobe z ktora się rozmawia... to bardzo ekonomiczne
i wygodne, wiecej osob na tym zyska niz straci... a jak trafisz na odmienca
[niewazne czy ocenionego za wysoko czy za nisko] i ty i on ulegniecie
modyfikacji, zblizycie się do siebie

pozdr
--
...phenomen...




12.05.19999
In article <373c6873...@news.vogel.pl>, phen...@kki.net.pl (phenomen)
writes:

>> Oceniajacy rzadko, bardzo rzadko ma wystarczajaca ilosc informacji aby
>> ocenic dany czyn.

> nigdy nie ma wystarczajacej ilosci danych, bo wszystko opiera sie na
> nieskonczonosci/chaosie ;)

A wiec nie o to chyba chodzi by 'wiedziec wszystko' lecz o to by umiec wybierac.
Jak jednak wybierac skoro nie mamy pewnosci co do skutkow naszych wyborow...?


> Slowem, oceniac mozesz wtedy kiedy pozwoli Ci na to sztuczna granica [
> wytworzona przez system w ktorym zyjesz] informacji ktore musisz
> zdobyc o obiekcie ocenianym, aby dzialac optymalnie/obiektywnie.

Trzebaby chyba dodac, ze 'optymalnosc dzialan' nie ma nic wspolnego z ich
'obiektywnoscia'. Optymalnie znaczy najbezpieczniej jak tylko mozna przy danym
poziomie wiedzy lub przy blizej nieokreslonejj niepewnosci BAZY, punktu
odniesienia, rozumienia Zycia, etc.


> Czesto ludzie ucza sie pewnego rodzaju wzorow/znakow rozpoznawczych,
> ktore widzac [owa minimalna ilosc informacji] z rachunku
> prawdopodobienstwa... potrafia juz ocenic osobe z ktora sie rozmawia...

A czy potrafia oceniac siebie? Ocenic siebie jest najwieksza sztuka,
najwazniejsza z umiejetnosci. Po cholere zabierac sie za ocenianie kogos innego,
kiedy moj/nasz wplyw na ich zycie i sposob dzialania jest niewielki, mozemy
natomiast w sposob istotny wplynac na nasze zycie? Oceniajac siebie samego i
publikujac te oceny moge natomiast zachecac ludzi do analizowania (oceniania)
samych siebie i w ten sposob doprowadzac do ich przemiany.


> to bardzo ekonomiczne i wygodne, wiecej osob na tym zyska niz straci...

Na pewno znacznie wiecej zyskasz niz stracisz jezeli zdecydujesz sie na otwarte,
pozbawione wszelkich tradycyjnych ograniczen, spojrzenie na siebie. Ty na tym
na pewno zyskasz, a przy Tobie rowniez inni...


> a jak trafisz na odmienca [niewazne czy ocenionego za wysoko czy
> za nisko] i ty i on ulegniecie modyfikacji, zblizycie sie do siebie

Pod warunkiem, ze bedziesz w stanie sie przed nim otworzyc. A to jest mozliwe
tylko wowczas, jezeli nie chcesz czegos o sobie UKRYWAC. Kazdy, nawet
najbardziej naiwny (a moze wlasnie ci robia to najlepiej) predzej czy pozniej
wyczuje oszustwo i odwroci sie od oszusta.

LeoTar
Wladek Tarnawski




13.05.1999
altavista babe

>> nigdy nie ma wystarczajacej ilosci danych, bo wszystko opiera sie na
>> nieskonczonosci/chaosie ;)

> A wiec nie o to chyba chodzi by 'wiedziec wszystko' lecz o to by umiec wybierac.
> Jak jednak wybierac skoro nie mamy pewnosci co do skutkow naszych wyborow...?

logicznie


>> Slowem, oceniac mozesz wtedy kiedy pozwoli Ci na to sztuczna granica [
>> wytworzona przez system w ktorym zyjesz] informacji ktore musisz
>> zdobyc o obiekcie ocenianym, aby dzialac optymalnie/obiektywnie.

> Trzebaby chyba dodac, ze 'optymalnosc dzialan' nie ma nic wspolnego z ich
> 'obiektywnoscia'. Optymalnie znaczy najbezpieczniej jak tylko mozna przy danym
> poziomie wiedzy lub przy blizej nieokreslonejj niepewnosci BAZY, punktu
> odniesienia, rozumienia Zycia, etc.

oczywiscie


>> Czesto ludzie ucza sie pewnego rodzaju wzorow/znakow rozpoznawczych,
>> ktore widzac [owa minimalna ilosc informacji] z rachunku
>> prawdopodobienstwa... potrafia juz ocenic osobe z ktora sie rozmawia...
> A czy potrafia oceniac siebie? Ocenic siebie jest najwieksza sztuka,
> najwazniejsza z umiejetnosci.

Owszem, ludzie stale sie oceniaja i stale przyblizaja sie do obiektywnosci.


> Po cholere zaberac sie za ocenianie kogos innego,
> kiedy moj/nasz wplyw na ich zycie i sposob dzialania jest niewielki, mozemy
> natomiast w sposob istotny wplynac na nasze zycie? Oceniajac siebie samego i
> publikujac te oceny moge natomiast zachecac ludzi do analizowania (oceniania)
> samych siebie i w ten sposob doprowadzac do ich przemiany.

sprzecznosc.... ocenianie samego siebie, jak sam wlasnie napisales
przeciez musi odbywac sie wzgledem innych


>> to bardzo ekonomiczne i wygodne, wiecej osob na tym zyska niz straci...

> Na pewno znacznie wiecej zyskasz niz stracisz jezeli zdecydujesz sie na
> otwarte, pozbawione wszelkich tradycyjnych ograniczen, spojrzenie na siebie. Ty
> na tym na pewno zyskasz, a przy Tobie rowniez inni...

dlaczego? owe stosowanie symboliki/wzorow pozwala na znacznie
szybszym weryfikowaniu, coz z tego ze jest wieksza dopuszczalnosc
bledu? rozped jaki nadaje wartosciowaniu system jest badz co badz
pozytywny, mimo iz zawsze bedzie mniej doskonaly od metody jednostki,
nie pozwoli na powstanie anarchii, w pewnym momencie bedzie mozna
zbudowac sobie nasz upragniony chaos [anarchie] w systemie, tak aby
nie powodowala ona konfliktow [oczywiscie nie bedzie to wolnosc
absolutna... ale jej zludzenia ludziom wystarczaja.... chyba]


>> a jak trafisz na odmienca [niewazne czy ocenionego za wysoko czy
>> za nisko] i ty i on ulegniecie modyfikacji, zblizycie sie do siebie

> Pod warunkiem, ze bedziesz w stanie sie przed nim otworzyc. A to jest mozliwe
> tylko wowczas, jezeli nie chcesz czegos o sobie UKRYWAC. Kazdy, nawet
> najbardziej naiwny (a moze wlasnie ci robia to najlepiej) predzej czy pozniej
> wyczuje oszustwo i odwroci sie od oszusta.

Alez to jest rowniez krok naprzod, kazde dzialanie zbliza do
rozwiazania, chocby bylo wzglednie odwrocone o 180 stopni

pozdr
--
...phenomen...




16.05.1999
In article <37463be2...@news.vogel.pl>, phen...@kki.net.pl (elenktikos)
writes:

>> A wiec nie o to chyba chodzi by 'wiedziec wszystko' lecz o to by umiec
>> wybierac. Jak jednak wybierac skoro nie mamy pewnosci co do skutkow
>> naszych wyborow...?

> logicznie

Ale czy potrafisz wyciagnac z tego jakies wnioski? Nie wystarczy powiedziec:
logiczne. Co dalej...?


>>> Slowem, oceniac mozesz wtedy kiedy pozwoli Ci na to sztuczna granica
>>> wytworzona przez system w ktorym zyjesz] informacji ktore musisz
>>> zdobyc o obiekcie ocenianym, aby dzialac optymalnie/obiektywnie.

>> Trzebaby chyba dodac, ze 'optymalnosc dzialan' nie ma nic wspolnego z ich
>> 'obiektywnoscia'. Optymalnie znaczy najbezpieczniej jak tylko mozna przy
>> danym poziomie wiedzy lub przy blizej nieokreslonejj niepewnosci BAZY,
>> punktu odniesienia, rozumienia Zycia, etc.

> oczywiscie

I coz z tego, ze jest to oczywiste? Jakie wyciagasz dalsze wnioski co do
przesuwania/nieprzesuwania granicy? W jaki sposob chcesz poszerzyc baze Wiedzy?
Czy przez oczekiwanie az ktos cos za Ciebie zrobi, a moze cos sie 'przypadkowo'
stanie? NA co czekasz?


>>> Czesto ludzie ucza sie pewnego rodzaju wzorow/znakow rozpoznawczych,
>>> ktore widzac [owa minimalna ilosc informacji] z rachunku
>>> prawdopodobienstwa... potrafia juz ocenic osobe z ktora sie rozmawia...

>> A czy potrafia oceniac siebie? Ocenic siebie jest najwieksza sztuka,
>> najwazniejsza z umiejetnosci.

> Owszem, ludzie stale sie oceniaja i stale przyblizaja sie do obiektywnosci.

Czy oceniaja siebie nawzajem czy tez samych siebie? Jak myslisz, ktorej
czynnosci podejmuja sie chgetniej - oceniania siebie czy oceniania innych? No
wezmy na przyklad te grupe, p.s.p., i mnie jako przyklad osobnika o bardzo
kontrowersyjnych dla wielu pogladach. Jak myslisz, czy chetniej oceniaja siebie
czy tez bardzo chetnie oceniaja mnie, gdyz sie 'podkladam'. zamist oceniac
rzeczowosc moich pogladow i wyjasnien...? :)

I coz to znaczy oceniac siebie stale przyblizajac sie do obiektywnosci? Czy
moze miec jakakolwiek wartosc ocena, ktora z racji niewiedzy (braku punktu
odniesienia) nie jest ocena obiektywna?


>> Po cholere zaberac sie za ocenianie kogos innego, kiedy moj/nasz
>> wplyw na ich zycie i sposob dzialania jest niewielki, mozemy natomiast
>> w sposob istotny wplynac na nasze zycie? Oceniajac siebie samego i
>> publikujac te oceny moge natomiast zachecac ludzi do analizowania
>> (oceniania) samych siebie i w ten sposob doprowadzac do ich przemiany.

> sprzecznosc.... ocenianie samego siebie, jak sam wlasnie napisales
> przeciez musi odbywac sie wzgledem innych

Chyba sie zagapiles - nigdzie tego nie napisalem ani tez nie wyrazilem
oceniania siebie wzgledem innych. W swiecie, w ktorym dzieje sie zle  i nie
wiemy DLACZEGO dzieje sie zle konfrontowanie pogladow, a nie ocenianie innych
na podstawie tego co sami myslimy, jest sposobem na odnalezienie BLEDU, ktory
powoduje ow dyskomfort niepewnosci i rywalizacji by dopasc kogos i zrobic z
niego swojego niewolnika.:)


>> Na pewno znacznie wiecej zyskasz niz stracisz jezeli zdecydujesz sie na
>> otwarte, pozbawione wszelkich tradycyjnych ograniczen, spojrzenie na siebie.
>> Ty na tym na pewno zyskasz, a przy Tobie rowniez inni...

> dlaczego? owe stosowanie symboliki/wzorow pozwala na znacznie
> szybszym weryfikowaniu, coz z tego ze jest wieksza dopuszczalnosc
> bledu? rozped jaki nadaje wartosciowaniu system jest badz co badz
> pozytywny, mimo iz zawsze bedzie mniej doskonaly od metody jednostki,
> nie pozwoli na powstanie anarchii, w pewnym momencie bedzie mozna
> zbudowac sobie nasz upragniony chaos [anarchie] w systemie, tak aby
> nie powodowala ona konfliktow [oczywiscie nie bedzie to wolnosc
> absolutna...

A wiec 'chaos kontrolowany', czyli taki, w ktoryms ktos jednak ma wladze...? Oj
Panie Phenomen


> ale jej zludzenia ludziom wystarczaja.... chyba]

Godne podkreslenia spostrzezenie: CHYBA.

A czy pomyslales, ze skutkiem takiej doskonale sterowanej (manipulowanej,
nadzorowanej) anarchii nie opartej na Zaufaniu i Szacunku bedzie degeneracja
gatunku do takiego poziomu, ze z jednej strony nie bedzie w stanie prokreowac,
a z drugiej nie zostana usuniete mechanizmy starzenia sie. Po czym nastapi jego
(gatunku) wymarcie...  Brak zaufania generuje strach, ktory jest biologicznym
szumem w sposob naturalny odksztalcajacym (znieksztalcajacym, mutujacym,
degenerujacym, etc... - wybierz sobie opkreslenie, ktore Ci najlepiej pasuje)
informacje o naszym potomstwie, co prowadzi do horroru znieksztalcenia gatunku
lub tez do calkowitej niezdolnosci kobiety i mezczyzny do prokreacji.
Niezdolnosc do prokreacji to nie tylko niezdolnosc w sensie fizycznej kopulacji
ale takze niezdolnosc do zaplodnienia jaja lub tez utrzymania plodu. Nie jest
wszak tajemnica, ze w wielu przypadkach dochodzi do poronienia z
niewyjasnionych przyczyn, co medycyna nazywa poronieniem samoistnym. Wedlug
mnie za takim poronieniem  kryje sie niestabilnosc srodowiska,  w ktorym
zagniezdzone jest jajo, a wiec srodowiska macicy, srodowiska, o ktorego
stabilnosci decyduje stabilnosc emocjonalna kobiety.

Jezeli zas chodzi o procesy starzeniowe to tak samo jak mutacje podczas
zaplodnienia (i w niedlugim czasie po zaplodnieniu) sa zmiany starzeniowe
wywolywane nieuswiadamianym strachem. To, ze dokonuja sie znacznie powolniej
wynika ze znacznie  wiekszej objetosci informacji (materialu genetycznego),
ktora musi zostac znieksztalcona w przypadku osobnika doroslego anizeli w
przypadku dopiero co powstalego plodu. Ponadto osobnik dorosly nie jest juz tak
bardzo jak plod zagrozony wplywami toksycznego srodowiska matki.

Tymniemniej mozemy sobie wyobrazic skrajny scenariusz zaglady gatunku homo
sapiens nie w wyniku zaglady nuklearnej, najazdu nieistniejacych 'obcych' lecz
w wyniku niezdolnosci do pokonania strachu przed podjeciem calkowitej
odpowiedzialnosci za wlasne decyzje. Przede wszystkim te wychowawcze czyniace
Dziecko rownym Rodzicowi.


>>> a jak trafisz na odmienca [niewazne czy ocenionego za wysoko czy
>>> za nisko] i ty i on ulegniecie modyfikacji, zblizycie sie do siebie

>> Pod warunkiem, ze bedziesz w stanie sie przed nim otworzyc. A to jest
>> mozliwe tylko wowczas, jezeli nie chcesz czegos o sobie UKRYWAC.
>> Kazdy, nawet najbardziej naiwny (a moze wlasnie ci robia to najlepiej)
>> predzej czy pozniej wyczuje oszustwo i odwroci sie od oszusta.

> Alez to jest rowniez krok naprzod, kazde dzialanie zbliza do
> rozwiazania, chocby bylo wzglednie odwrocone o 180 stopni.

Masz racje. Ale gdzies jest kres oszustwa, zas warunkiem jego ujawnienia jest
dokopanie sie do PRZYCZYNY i zastosowanie antidotum, czyli ODTAJNIENIE tego, co
bylo do tej pory tajnym. I wystarczy bysmy odtajnili relacje miedzy Dzieckiem a
Rodzicami - dalej PRZEMIANA potoczy sie sama.

LeoTar
Wladek Tarnawski




18.05.1999
altavista babe

>>> A wiec nie o to chyba chodzi by 'wiedziec wszystko' lecz o to by umiec
>>> wybierac. Jak jednak wybierac skoro nie mamy pewnosci co do skutkow
>>> naszych wyborow...?

>> logicznie

> Ale czy potrafisz wyciagnac z tego jakies wnioski? Nie wystarczy powiedziec:
> logiczne. Co dalej...?

dalej zawsze bedzie "lepiej" :)
straszny ze mnie optymista sie zrobil ;)
niewiem co chcesz uslyszec, bo dla mie kazde dzialanie jest wzglednie logiczne


>>> Trzebaby chyba dodac, ze 'optymalnosc dzialan' nie ma nic wspolnego z ich
>>> 'obiektywnoscia'. Optymalnie znaczy najbezpieczniej jak tylko mozna przy
>>> danym poziomie wiedzy lub przy blizej nieokreslonejj niepewnosci BAZY,
>>> punktu odniesienia, rozumienia Zycia, etc.

>> oczywiscie

> I coz z tego, ze jest to oczywiste? Jakie wyciagasz dalsze wnioski co do
> przesuwania/nieprzesuwania granicy? W jaki sposob chcesz poszerzyc baze Wiedzy?

metoda prob i bledow... kiedy cos parzy, nie bede dotykal :)
logika, zakladajac ze pierwsze nasze posuniecie jest zupelnie
przypadkowe, jest bezwladna proba znalezienia milosci, owo posuniecie
wywola efekt, ktory albo da nam owa milosc albo jej nie da, a poniewaz
szanse mamy nieskonczenie male... zaczynamy naturalnie odbijac sie od
poprzedniego dzialania i robic cos przeciwnego, moze teraz sie uda?
Nie? To szukamy dalej.... ale zaraz.... za drugim razem juz bylo
blizej.... a za 56 zauwazylem ze, 23 odzialywuje na 3 przez co tamten
na jeszcze jakis inny... i wtedy bedzie "git" , nie bede czul sie
samotny.... jednak owych zaleznosci jest tak duzo, ze czlowiek poczal
budowac systemy, ktore sa w stanie uchronic wiekszosc przed
"separacja"... kazde dzialanie jest w rzeczywistosci pozytywne, czyz
nie ? :)


> Czy przez oczekiwanie az ktos cos za Ciebie zrobi, a moze cos sie 'przypadkowo'
> stanie? NA co czekasz?

na nic nie czekam, robie to co w danej chwili uznaje za logiczne


>>> A czy potrafia oceniac siebie? Ocenic siebie jest najwieksza sztuka,
>>> najwazniejsza z umiejetnosci.

>> Owszem, ludzie stale sie oceniaja i stale przyblizaja sie do obiektywnosci.

> Czy oceniaja siebie nawzajem czy tez samych siebie? Jak myslisz, ktorej
> czynnosci podejmuja sie chetniej - oceniania siebie czy oceniania innych?

zalezy od stopnia rozwoju systemu.... kiedy jest on niedoskonaly,
rodza sie konflikty.... jednak one wszystkie zawsze same sie
udoskonala.... przykladem jestes przeciez ty sam


> No wezmy na przyklad te grupe, p.s.p., i mnie jako przyklad osobnika o bardzo
> kontrowersyjnych dla wielu pogladach. Jak myslisz, czy chetniej oceniaja siebie
> czy tez bardzo chetnie oceniaja mnie, gdyz sie 'podkladam', zamiast oceniac
> rzeczowosc moich pogladow i wyjasnien...? :)

za malo danych, jak dla mnie pol na pol.


> I coz to znaczy oceniac siebie stale przyblizajac sie do obiektywnosci? Czy
> moze miec jakakolwiek wartosc ocena, ktora z racji niewiedzy (braku punktu
> odniesienia) nie jest ocena obiektywna?

oczywiscie, bo kazdy z nas ma ten sam punkt odniesienia i kazdy z nas
bladzi w dazeniu do jednego celu - milosci ;)
to co odbiera nasz mozg jest przez cos weryfikowane.... a jest tym
uczucie cierpienia [czyli potrzeba milosci/pojednania] jakby od zawsze
zakorzeniona... zgodna z budowa i geneza wszechswiata... mysle, ze
jestem tutaj bardzo bliski obecnej prawdy


>>> Po cholere zaberac sie za ocenianie kogos innego, kiedy moj/nasz
>>> wplyw na ich zycie i sposob dzialania jest niewielki, mozemy natomiast
>>> w sposob istotny wplynac na nasze zycie? Oceniajac siebie samego i
>>> publikujac te oceny moge natomiast zachecac ludzi do analizowania
>>> (oceniania) samych siebie i w ten sposob doprowadzac do ich przemiany.

>> sprzecznosc.... ocenianie samego siebie, jak sam wlasnie napisales
>> przeciez musi odbywac sie wzgledem innych

> Chyba sie zagapiles - nigdzie tego nie napisalem ani tez nie wyrazilem
> oceniania siebie wzgledem innych. W swiecie, w ktorym dzieje sie zle  i nie
> wiemy DLACZEGO dzieje sie zle konfrontowanie pogladow, a nie ocenianie innych
> na podstawie tego co sami myslimy, jest sposobem na odnalezienie BLEDU, ktory
> powoduje ow dyskomfort niepewnosci i rywalizacji by dopasc kogos i zrobic z
> niego swojego niewolnika.:)

nie widzisz tego, ze nie wolno przyrownywac tylko czesci rownania.To,
ze trudno jest rozwiazac trudne rownanie nie swiadczy o tym, ze wolno
nam wyciagac z niego dowolne nie poparte niczym czynniki... Ocenianie
samego siebie jest jakas abstrakcja, bo co mozna powiedziec o sobie
nie majac punktu odniesienia.... chyba tylko tyle ze "wydaje mi sie ze
jestem", albo "wiem ze nic nie wiem"... modyfikacja wlasnego wizerunku,
moze odbyc sie tylko pod warunkiem dzialania zewnetrznych czynnikow,
ktore ty chcesz wylaczyc.... sprzecznosc :)


>> dlaczego? owe stosowanie symboliki/wzorow pozwala na znacznie
>> szybszym weryfikowaniu, coz z tego ze jest wieksza dopuszczalnosc
>> bledu? rozped jaki nadaje wartosciowaniu system jest badz co badz
>> pozytywny, mimo iz zawsze bedzie mniej doskonaly od metody jednostki,
>> nie pozwoli na powstanie anarchii, w pewnym momencie bedzie mozna
>> zbudowac sobie nasz upragniony chaos [anarchie] w systemie, tak aby
>> nie powodowala ona konfliktow [oczywiscie nie bedzie to wolnosc
>> absolutna...

> A wiec 'chaos kontrolowany', czyli taki, w ktoryms ktos jednak ma wladze...? Oj
> Panie Phenomen

Czlowiek ma na celu poznanie nieskonczonosci  nie napisalem przeciez, ze chaos
kontrolowany jest ostatnim z etapow


>> ale jej zludzenia ludziom wystarczaja.... chyba]

> Godne podkreslesnia spostrzezenie: CHYBA.
> A czy pomyslales, ze skutkiem takiej doskonale sterowanej (manipulowanej,
> nadzorowanej) anarchii nie opartej na Zaufaniu i Szacunku bedzie degeneracja
> gatunku do takiego poziomu, ze z jednej strony nie bedzie w stanie prokreowac,
> a z drugiej nie zostana usuniete mechanizmy starzenia sie.

Jesli takowa anarchia nie uwzglednia tak podstawowych wartosci, to
nawet nie ma o czym mowic... to wrecz sprzeczne z logika... ja nie o
takiej doskonalej anarchii pisalem


> Po czym nastapi jego
> (gatunku) wymarcie...  Brak zaufania generuje strach, ktory jest biologicznym
> szumem w sposob naturalny odksztalcajacym (znieksztalcajacym, mutujacym,
> degenerujacym, etc... - wybierz sobie okreslenie, ktore Ci najlepiej pasuje)
> informacje o naszym potomstwie, co prowadzi do horroru znieksztalcenia gatunku
> lub tez do calkowitej niezdolnosci kobiety i mezczyzny do prokreacji.

nie, to sprzeczne z teoria ewolucji


> zagniezdzone jest jajo, a wiec srodowiska macicy, srodowiska, o ktorego
> stabilnosci decyduje stabilnosc emocjonalna kobiety.

Nie bylo jeszcze gatunku, ktory wymarlby z wlasnej wylacznie winy


> Tymniemniej mozemy sobie wyobrazic skrajny scenariusz zaglady gatunku homo
> sapiens nie w wyniku zaglady nuklearnej, najazdu nieistniejacych 'obcych' lecz
> w wyniku niezdolnosci do pokonania strachu przed podjeciem calkowitej
> odpowiedzialnosci za wlasne decyzje. Przede wszystkim te wychowawcze czyniace
> Dziecko rownym Rodzicowi.

mysle ze teoria ewolucji temu skutecznie zaprzecza... nie wiem czy jest
sens przytaczania toku rozumowania bo bedzie to chyba niewiele mniej
ogolne. To o czym piszesz, jest skrajnym przypadkiem, ktory - nie
wykluczam - moze miec miejsce, jednak dotyczy to tylko jednego z takich
"zwiazkow", sa jeszcze inne, ktore zgodnie z teoria chaosu, raczej nie
wystartuja wszystkie razem rowniez w "przeciwna strone", wystarczy
drobne zboczenie odchylenie od wartosci "destrukcyjnej" i juz mamy
perpetum mobile ;)

A poniewaz gdyby chaos mial wybrac najczarniejsza dla nas wersje, nie
istnialoby nic, juz w momencie kreacji, a skoro jednak istnieja dwie
rozne wartosci oznacza to, ze kiedys musza one sie przyciagnac...


>> Alez to jest rowniez krok naprzod, kazde dzialanie zbliza do
>> rozwiazania, chocby bylo wzglednie odwrocone o 180 stopni.

> Masz racje.

nie zupelnie, bo zapomialemp chaosie
powiedzmy 179 stopni :)


> Ale gdzies jest kres oszustwa, zas warunkiem jego ujawnienia jest dokopanie
> sie do PRZYCZYNY i zastosowanie antidotum, czyli ODTAJNIENIE tego, co
> bylo do tej pory tajnym. I wystarczy bysmy odtajnili relacje miedzy Dzieckiem
> a Rodzicami - dalej PRZEMIANA potoczy sie sama.

o! wreszcie jakis ogolny konsensus.... :)
przydaloby sie jednak rozprowadzic ten tok rozumowania, bo owo
nieszczesne dziecko jest tylko jednym z etapow ewolucji danego
organizmu, ktory wcale nie dla wszystkich zaczyna sie na pojeciu
"dziecko i jego uswiadomienie"

pozdr
--
...phenomen...
elenktikos




20.05.1999
In article <37453113...@news.vogel.pl>, phen...@kki.net.pl (elenktikos)
writes:

>> Ale czy potrafisz wyciagnac z tego jakies wnioski? Nie wystarczy powiedziec:
>> logiczne. Co dalej...?

> dalej zawsze bedzie "lepiej" :)

A nie wystarczy zeby bylo 'tylko' DOBRZE i STABILNIE, ale za to ZAWSZE, czyli
Wiecznie...?


> straszny ze mnie optymista sie zrobil ;)
> nie wiem co chcesz uslyszec, bo dla mnie kazde dzialanie jest wzglednie logiczne

Chce uslyszec Twoje zdanie na temat DLACZEGO jest zle, skoro wszyscy chca
dobrze. Nie mozesz powiedziec, ze kazde dzialanie jest logiczne jezeli nie
wiesz dokad zmierzasz, jezeli zas okreslisz CEL ku ktoremu zmierzasz to dopiero
wowczas mozesz okreslac dzialania jako logiczne. Logika dzialan jest zawsze
zwiazana z jakims celem - nie jest bezcelowa.

Dlatego twierdze, ze przemoc rowniez ma sens a jej celem jest wyeliminowac...
sama siebie z Zycia. By jednak tego dokonac musi Przemoc zrozumiec DLACZEGO
otworzyla puszke Pandorry. Musimy to rowniez zrozumiec my, ludzie, fizyczne
narzedzia bezmyslnej i nieswiadomej Przemocy. By rozwiazac problem musisz
poznac jego PRZYCZYNE, a nie poznasz PRZYCZYNY nie doswiadczywszy jej SKUTKOW.


>> I coz z tego, ze jest to oczywiste? Jakie wyciagasz dalsze wnioski co do
>> przesuwania/nieprzesuwania granicy? W jaki sposob chcesz poszerzyc
>> baze Wiedzy?

> metoda prob i bledow... kiedy cos parzy, nie bede dotykal :)

Dosc kosztowna - jak na moj gust - metoda. Czy nie lepiej jest jednak zaczac
myslec biorac pod uwage rowniez te rozwiazania, ktore do tej pory byly
eliminowane... bezmyslnie, i ktore sprzyjaly ekspansji przemocy zamiast ja
eliminowac?


> logika, zakladajac ze pierwsze nasze posuniecie jest zupelnie
> przypadkowe/ jest bezwladna proba znalezienia milosci, owo posuniecie
> wywola efekt, ktory albo da nam owa milosc albo jej nie da, a poniewaz
> szanse mamy nieskonczenie male... zaczynamy naturalnie odbijac sie od
> poprzedniego dzialania i robic cos przeciwnego, moze teraz sie uda ?
> Nie? To szukamy dalej.... ale zaraz.... za drugim razem juz bylo
> blizej.... a za 56 zauwazylem ze, 23 odzialywuje na 3 przez co tamten
> na jeszcze jakis inny... i wtedy bedzie "git",

Znakomicie powiedziales to, co nazywam "brakiem pierwszego doswiadczenia".
To to samo, co "brak inicjacji", brak zadania (okreslenia) wlasciwego sposobu
funkcjonowania, kierunku dzialania by nie bylo NIEPEWNOSCI. I tylko poprzez
doswiadczenie mozemy stwierdzic, ze rezultat doswiadczenia jest moze nie zly,
ale niepewny, nie zaspokajacy naszych oczekiwan. Doswiadczamy wiec dalej, ale
jakzez tak dlugo mozna doswiadczac i doswiadczac? Moze warto jednak zaczac
MYSLEC i DEDUKOWAC, gdyz bezmyslne doswiadczanie doprowadzilo do zaglady
wiele gatunkow zwierzat a takze cywilizacji ludzkich. Czy nie wydaje Ci sie mozliwym
ze Czlowiek-Stworca kreowal to wszystko tylko po to, by obserwowac, by w koncu
mogl zaczac wyciagac wnioski (analiza) i dokonywac syntezy swojej doswiadczalnej
wiedzy. Ale czy robił to tak zupełnie bez celu - jak myslisz?


> nie bede czul sie samotny....

Ano wlasnie. Samotnosc Czlowieka oddzielonego od Stworcy mimo iz pozostaja
JEDNYM i NIEPODZIELNYM. Tak jak Kobieta i Mezczyzna czuja sie samotni podczas
gdy ich samotnosc zniknelaby, gdyby poczuli sie JEDNOSCIA. Tyle, ze Jednosc
Kobiety i Mezczyzny nie bedzie mozliwa dopoty, dopoki nie beda sobie UFAC i
dopoki nie beda sie SZANOWAC. A to wymaga wyeliminowania NIEPEWNOSCI, ktora
jest przywara KAZDEGO Czlowieka, ktoremu jego rodzice nie przekaza Wiedzy, nie
wyeliminuja niepewnosci na jego starcie w dorosle i samodzielne (ponoc) zycie.
Czyli ponownie wracamy do zagadnienia INICJACJI S....... . :)


> jednak owych zaleznosci jest tak duzo, ze czlowiek poczal budowac systemy,
> ktore sa w stanie uchronic wiekszosc przed "separacja"...

Ktore to systemy chronia przed separacja...?
I DLACZEGO uwazasz, ze takie budowle sa konstruktami wartosciowymi jezeli
chociaz JEDEN ludzik moze zostac odseparowany od CALOSCI? Kto dal Ci prawo
takiego wyrokowania? Kto dal ludziom nieswiadomym samych siebie prawo
wyrokowania o "porzucaniu" jednostki bez zrozumienia mechanizmu przemocy?
A moze uwazasz, ze nieswiadoma wiekszosc ma prawo zmusic jednostke do
zaakceptowania swoich (wiekszosci) destrukcyjnych norm byle tylko nie naruszac
prawa do manipulacji, czyli oszustwa...?


> kazde dzialanie jest w rzeczywistosci pozytywne, czyz nie ? :)

Jezeli potrafi sie je analizowac, wyciagac zen wnioski i dokonywac pozytywnej
syntezy. Skojarzlo mi sie to z 'dezintegracja pozytywna' destrukcyjnej osobowosci. :)
Jezeli zas nie potrafi tego dokonywac to takie dzialanie jest zmarnowana praca.
W ten sposob zginelo juz wiele cywilizacji...:(


>> Czy przez oczekiwanie az ktos cos za Ciebie zrobi, a moze cos sie
>> 'przypadkowo' stanie? NA co czekasz?

> na nic nie czekam, robie to co w danej chwili uznaje za logiczne

Czy ja tez mam takie PRAWO ? :)
Jezeli Ty masz prawo do postepowania - wedlug Ciebie - logicznego, to ja
pozwolilem sobie kilka lat temu skorzystac z tego prawa i opublikowalem moje
przemyslenia na temat PRZYCZYNY przemocy. I czynie to po dzien dzisiejszy, za
co spotykam sie z DYSKRYMINACJA wiekszosci. Bardzo ciekawym w tym wszystkim
jest w dodatku to, ze na temat dzieci i sposobu ich wychowywania wypowiadaja
sie ludzie psychicznie pokancerowani (uszkodzeni) ale NIE MAJACY swoich dzieci,
i ci tez stanowia najwieksza i najbardziej agresywna grupe wsrod moich
oponentow. Ci, ktorzy dzieci maja oponuja, ale ZASTANAWIAJA sie i MYSLA. Ci
zas, ktorzy dzieci nie maja walcza ze mna, gdyz przed samymi soba nie chca
przyznac sie do tego, ze zostali skrzywdzeni przez swoich rodzicow. Nie
namawiam ich do wystepowania przeciwko rodzicom, namawiam jedynie do
ZROZUMIENIA i - dzieki temu - PRZELAMANIA BARIER odzielajacych ich od rodzicow.


>> Czy oceniaja siebie nawzajem czy tez samych siebie? Jak myslisz, ktorej
>> czynnosci podejmuja sie chetniej - oceniania siebie czy oceniania innych?

> zalezy od stopnia rozwoju systemu.... kiedy jest on niedoskonaly,
> rodza sie konflikty.... jednak one wszystkie zawsze same sie
> udoskonala.... przykladem jestes przeciez ty sam

Ja rozwiazalem moj konflikt wewnetrzny, ktorego PRZYCZYNA byla nieswiadomosc i
niewiedza moich rodzicow jak powinni byli mnie wychowywac i edukowac,
rozwiazalem go dzieki DOSWIADCZENIU, ANALIZIE i SYNTEZIE wnioskow. Dlatego
wlasnie odrzucilem ZAKAZ uzasadniajac spojnie SKUTKI jego dalszego
funkcjonowania. Nie dokonalbym tego, bez doswiadczenia w pracy z Dziecmi, bez
doswiadczenia z systemami sterowania i ich niestabilnoscia, nie dokonalbym bez
ogromnego bagazu wiedzy, ktora zdobylem od moich Nauczycieli, i Tych
akademickich i tych Nauczycieli Zycia, z ktorymi spotykalem sie w ksiazkach i w
zyciu codziennym. Nie byloby tego jednak bez Dzieci... i mojej woli walki o
samodzielnosc Syna Wojciecha, Dziecka z zespolem Down'a, ktorego kultura
europejska uwaza jeszcze za "bubel", ktorego trzeba traktowac jak "wegetujaca
roslinke" zamiast uczynic wszystko by Dziecko stalo sie samodzielne i
NIEZALEZNE od rodzicow,  w szczegolnosci zas wolne od emocjonalnego
uzaleznienia od matki.


>> Jak myslisz, czy chetniej oceniaja siebie czy tez bardzo chetnie oceniaja
>> mnie, gdyz sie 'podkladam'. zamist oceniac rzeczowosc moich pogladow
>> i wyjasnien...? :)

> za malo danych, jak dla mnie pol na pol.

Za malo danych o czym...? O moim zyciu, czy o... Twoim zyciu? A moze masz za
malo doswiadczen by mnie oceniac? A skad wiesz jakie maja doswiadczenie ci,
ktorzy krzycza najglosniej przeciwko mnie gotowi mnie zniszczyc byle tylko oni
nie musieli poruszac swej podswiadomosci?


>> I coz to znaczy oceniac siebie stale przyblizajac sie do obiektywnosci? Czy
>> moze miec jakakolwiek wartosc ocena, ktora z racji niewiedzy (braku punktu
>> odniesienia) nie jest ocena obiektywna?

> oczywiscie, bo kazdy z nas ma ten sam punkt odniesienia i kazdy z nas
> bladzi w dazeniu do jednego celu - milosci ;)

Tyle tylko, ze NIE UFAJAC chce w tej "toksycznej milosci" podporzadkowac sobie
te druga strone. Nie ma innej mozliwosci w sytuacji braku zaufania jak tylko
PODPORZADKOWAC sobie drugiego czlowieka. Dlatego chcesz wladzy, gdyz nie
ufasz... Dlatego kobieta sprzedaje seks by zdobyc wladze nie zaufawszy. Nie
pojmujesz roznicy miedzy stanem zaufania i brakiem zaufania...? Nie ma Milosci
bez zaufania...


> to co odbiera nasz mozg jest przez cos weryfikowane...

Nie, nie mamy zwierzchnikow. Jezeli wierzysz w zwierzchnika/ow to juz jestes
"wierzacym w Boga niewolnikiem", i wlasciwie nasza rozmowa w tym momencie sie
konczy. Ja wierze ale w Czlowieka-Tworce, a nie w jakiegos Boga egzystujacego
poza Czlowiekiem.


> a jest tym uczucie cierpienia [czyli potrzeba milosci/pojednania] jakby
> od zawsze zakorzeniona... zgodna z budowa i geneza wszechswiata...

Wszechswiat - a raczej nasze wyobrazenia o nim - zostal 'stworzony' przez nas,
w naszej Zbiorowej Swiadomosci/Nieswiadomosci i jest nadal przez nas
ksztaltowany. Popatrz ile nowych zjawisk pojawia sie we Wszechswiecie  kazdego
roku dzieki zbiorowemu wysilkowi astronomow, astrofizykow, kosmologow i...
materialistycznych ideologow ubustwiajacych zarazem Kobiete...:)


> mysle, ze jestem tutaj bardzo bliski obecnej prawdy

Prawda to FAKT, a nie enigma. Ty nie wskazujesz na FAKT, ktory ma byc GWARANTEM
prawdy. Chcesz stworzyc iluzje, miraz bez jego DOSWIADCZALNEJ weryfikacji.

(...)


> nie widzisz tego, ze nie wolno przyrownywac tylko czesci rownania.

Alez o to wlasnie chodzi. Ci, ktorzy holduja ZAKAZOWI chca poslugiwac sie rozwiazaniem
czastkowym. Ja odrzucam rozwiazania czesciowe i nie spelniajace WSZYSTKICH
warunkow. Moj system musi byc bezwzglednie stabilny.
c.d.n.
*

LeoTar
Wladek Tarnawski




20.05.1999
altavista babe

>>> Ale czy potrafisz wyciagnac z tego jakies wnioski? Nie wystarczy powiedziec:
>>> logiczne. Co dalej...?
>> dalej zawsze bedzie "lepiej" :)

> A nie wystarczy zeby bylo 'tylko' DOBRZ i STABILNIE, ale za to ZAWSZE, czyli
> Wiecznie...?

nie wiem o czym piszesz...


>> straszny ze mnie optymista sie zrobil ;)
>> niewiem co chcesz uslyszec, bo dla mnie kazde dzialanie jest wzglednie
>> logiczne

> Chce uslyszec Twoje zdanie na temat DLACZEGO jest zle, skoro wszyscy chca
> dobrze.

"Jest zle" to tylko wzgledna opinia, ale przyjmijmy ten punkt widzenia, wiec "zle jest"
dlatego ze nie jestesmy doskonali, co z tego ze mamy to najprymitywniejsze uczucie
milosc, brakuje nam przeciez calej reszty fizycznych aspektow


> Nie mozesz powiedziec, ze kazde dzialanie jest logiczne jezeli nie
> wiesz dokad zmierzasz,

dlaczego nie ?


> jezeli zas okreslisz CEL ku ktoremu zmierzasz to dopiero
> wowczas mozesz okreslac dzialania jako logiczne.

zawsze jest jakis cel, posredni


> Dlatego twierdze, ze przemoc rowniez ma sens a jej celem jest wyeliminowac...
> sama siebie z Zycia. By jednak tego dokonac musi Przemoc zrozumiec DLACZEGO
> otworzyla puszke Pandorry. Musimy to rowniez zrozumiec my, ludzie, fizyczne
> narzedzia bezmyslnej i nieswiadomej Przemocy. By rozwiazac problem musisz
> poznac jego PRZYCZYNE, a nie poznasz PRZYCZYNY nie doswiadczywszy jej SKUTKOW.

Heh, tak, wlasnie to napisalem , tylko juz nie pamietam czy w rozmowie
z Toba, jednak nie zapominaj ze owa przemoc jest jednak nieodlacznym
elementem naszego zycia, i wyeliminowac jej sie calkowicie nie da...
przemoc/agresja/expansja jest nam przeciez caly czas potrzebna...


>>> I coz z tego, ze jest to oczywiste? Jakie wyciagasz dalsze wnioski co do
>>> przesuwania/nieprzesuwania granicy? W jaki sposob chcesz poszerzyc
>>> baze Wiedzy?

>> metoda prob i bledow... kiedy cos parzy, nie bede dotykal :)

> Dosc kosztowna - jak na moj gust - metoda. Czy nie lepiej jest jednak zaczac
> myslec biorac pod uwage rowniez te rozwiazania, ktore do tej pory byly
> eliminowane... bezmyslnie, i ktore sprzyjaly ekspansji przemocy zamiast ja
> eliminowac?

Nie wiem co znaczy kosztowna, kiedy nie ma przeciez innej metody...
tylko ze metoda owa urosla juz do takich struktur, ze moze trudno
komus dzisiaj to dostrzec, caly czas chodzi o zwykle prymitywne "akcja-reakcja"


> Znakomicie powiedziales to, co nazywam "brakiem pierwszego doswiadczenia". To
> to samo, co "brak inicjacji", brak zadania (okreslenia) wlasciwego sposobu
> funkcjonowania, kierunku dzialania by nie bylo NIEPEWNOSCI. I tylko poprzez
> doswiadczenie mozemy stwierdzic, ze rezultat doswiadczenia jest moze nie zly,
> ale niepewny, nie zaspokajacy naszych oczekiwan. Doswiadczamy wiec dalej, ale
> jakzez tak dlugo mozna doswiadczac i doswiadczac? Moze warto jednak zaczac
> MYSLEC i DEDUKOWAC,

No zaraz, a dlaczego uwazasz ze owo doswiadczanie odbywa sie bez analizy ?


> gdyz bezmyslne doswiadczanie doprowadzilo do zaglady wiele gatunkow
> zwierzat a takze cywilizacji udzkich. Czy nie wydaje Ci sie mozliwym ze
> Czlowiek-Stworca kreowal to wszystko tylko po to, by obserwowac, by w
> koncu mogl zaczac wyciagac wnioski (analiza) i dokonywac syntezy swojej
> doswiadczalnej wiedzy. Ale czy tak bez celu - jak myslisz?

mysle ze instynkt samodoskonalenia sie ma kazdy z nas


>> nie bede czul sie samotny....

> Ano wlasnie. Samotnosc Czlowieka oddzielonego od Stworcy mimo iz pozostaja
> JEDNYM i NIEPODZIELNYM. Tak jak Kobieta i Mezczyzna czuja sie samotni podczas
> gdy ich samotnosc zniknelaby, gdyby poczuli sie JEDNOSCIA. Tyle, ze Jednosc
> Kobiety i Mezczyzny nie bedzie mozliwa dopoty, dopoki nie beda sobie UFAC i
> dopoki nie beda sie SZANOWAC. A to wymaga wyeliminowania NIEPEWNOSCI, ktora
> jest przywara KAZDEGO Czlowieka, ktoremu jego rodzice nie przekaza Wiedzy, nie
> wyeliminuja niepewnosci na jego starcie w dorosle i samodzielne (ponoc) zycie.
> Czyli ponownie wracamy do zagadnienia INICJACJI S....... . :)

to tylko czesc evolucji, jednak co do owej inicjacji, mysle ze rodzice
naprawde nie maja tutaj nic do gadania.... to jest tak naturalna
sprawa, ze wlasciwie to we wszystkim innym rodzice moga sie przydac
ale nie w tym.... tutaj maga tylko namacic. To jest, tak jakby rodzic
staral sie przeprowadzic dowod na to, ze oddychanie jest niezbedne do
zycia.... tylko ze w tej sferze zagadnien [moze troche zly przyklad]
nie jest to tak trywialne...
Myslisz ze problemy damsko meskie spowodowane sa brakiem inicjacji
seksualnej [przez stosunek jak mniemam] ? ;)


>> jednak owych zaleznosci jest tak duzo, ze czlowiek poczal
>> budowac systemy, ktore sa w stanie uchronic wiekszosc przed
>> "separacja"...

> Ktore to systemy chronia przed separacja...?

wszystkie, jest jeden wielki w ktorym zawieraja sie mniejsze


> I DLACZEGO uwazasz, ze takie budowle sa konstruktami wartosciowymi jezeli
> chociaz JEDEN ludzik moze zostac odseparowany od CALOSCI? Kto dal Ci prawo
> takiego wyrokowania? Kto dal ludziom nieswiadomym samych siebie prawo
> wyrokowania o "porzucaniu" jednostki bez zrozumienia mechanizmu przemocy?

Tutaj na szczescie nie ma zadnego "niezrozumienia" bo system to jedyny
mozliwy sposob na zbudowanie wartosciowych konstrukcji. Kazdy z nas
oddaje sie zbiorowemu cierpieniu, wiekszosc z nas na razie zupelnie nie
zdaje sobie sprawy "po co? " jednak, to nie przeszkadza w dalszym rozwoju,
potrzebujemy jeszcze wielu etapow rozwoju, aby moc zaczac komunikowac
sie tak doskoanale, aby nawet tak oczywiste sprawy nie budzily watpliwosci.


> A moze uwazasz, ze nieswiadoma wiekszosc ma prawo zmusic jednostke do
> zaakceptowania swoich (wiekszosci) destrukcyjnych norm byle tylko nie naruszac
> prawa do manipulacji, czyli oszustwa...?

oczywiscie, zawsze bylo tak ze wygrywa wiekszosc/silniejszy itp.
To zreszta logiczne, i bardziej oplacalne... bo coz przyjdzie nam po
jednej troche bardziej swiadomej jednostce, ktora wyparla wielu mniej
swiadomych [ktorzy pracujac wspolnie ze soba... czyli poprzez
manipulacje itp.... szybka wyprzedza w swiadomosci tamtego
samotnika... tutaj juz fizyka sie klania :)]


>> kazde dzialanie jest w rzeczywistosci pozytywne, czyz nie ? :)

>Jezeli potrafi sie je analizowac, wyciagac zen wnioski i dokonywac pozytywnej
> syntezy. Skojarzlo mi sie to z 'dezintegracja pozytywna' destrukcyjnej osobowosci. :)

kazdy potrafi analizowac, tutaj juz przesadzasz... skad u Ciebie taka
niewiedza/brak wiary ?


>Jezeli zas nie potrafi tego dokonywac to takie dzialanie jest zmarnowana praca.
> W ten sposob zginelo juz wiele cywilizacji...:(

bo owe cywilizacje byly we wczesnym stadium poznawania swiata, my mamy
juz wieksze szanse :)


>>> Czy przez oczekiwanie az ktos cos za Ciebie zrobi, a moze cos sie
>>> 'przypadkowo' stanie? NA co czekasz?

>> na nic nie czekam, robie to co w danej chwili uznaje za logiczne

> Czy ja tez mam takie PRAWO ? :)
> Jezeli Ty masz prawo do postepowania - wedlug Ciebie - logicznego, to ja
> pozwolilem sobie kilka lat temu skorzystac z tego prawa i opublikowalem moje
> przemyslenia na temat PRZYCZYNY przemocy. I czynie to po dzien dzisiejszy, za
> co spotykam sie z DYSKRYMINACJA wiekszosci. Bardzo ciekawym w tym wszystkim
> jest w dodatku to, ze na temat dzieci i sposobu ich wychowywania wypowiadaja
> sie ludzie psychicznie pokancerowani (uszkodzeni) ale NIE MAJACY swoich dzieci,
> i ci tez stanowia najwieksza i najbardziej agresywna grupe wsrod moich
> oponentow. Ci, ktorzy dzieci maja oponuja, ale ZASTANAWIAJA sie i MYSLA. Ci
> zas, ktorzy dzieci nie maja walcza ze mna, gdyz przed samymi soba nie chca
> przyznac sie do tego, ze zostali skrzywdzeni przez swoich rodzicow. Nie
> namawiam ich do wystepowania przeciwko rodzicom, namawiam jedynie do
> ZROZUMIENIA i - dzieki temu - PRZELAMANIA BARIER odzielajacych ich od rodzicow.

no oczywiscie ze masz do tego prawo, jak juz mowilem w kazdym dzialaniu widze
logike [nie mylic z uznawaniem tego dzialania za "prawidlowe"/"optymalne" w
moich oczach]


> samodzielnosc Syna Wojciecha, Dziecka z zespolem Down'a, ktorego kultura
> europejska uwaza jeszcze za "bubel", ktorego trzeba traktowac jak "wegetujaca
> roslinke" zamiast uczynic wszystko by Dziecko stalo sie samodzielne i
> NIEZALEZNE od rodzicow,  w szczegolnosci zas wolne od emocjonalnego
> uzaleznienia od matki.

nie wiem na czym polega zespol Down'a, jednak wydaje mi sie, ze
usamodzielnienie nie bedzie calkowite [liczac ze calkowite to samodzielnosc
przecietnego czlowieka]. Nie wiem, czy dobrze zgadne, ale zdaje mi sie,
ze chyba sie z losem jeszcze nie pogodziles :(
Wiem, ze trzeba robic wszystko co najlepsze, ale pamietaj o szacunku dla innych,
nawet jesli mocno wierzysz w to, ze jakies osoby popelnialy jakies bledy, to
dlaczego nie mialbys przyjac tego jako zwykle doswiadczenie ? Myslisz ze Twoja
wiedza zbawi swiat ? Podstawy wiary w siebie, ma kazdy z nas... a to czego ty
mozesz nauczyc innych to tylko kropla w morzu w porownaniu z tym czego jeszcze
nasi potomkowie beda doswiadczac... Nie pisalbym tego, gdyby nie to, iz moim
zdaniem zabierasz sie za to malo obiektywnie, bo coz Ci przyjdzie z pisania tak
ogolnych i czesto niestety zawierajacych nielogiczne elementy manifestow... imho,
wskazuje to na jakis uraz, ktory kryjesz w sobie po dawnych zajsciach, a to oznacza
na brak zrozumienia w jakiejs kwestii ktora Cie jeszcze dreczy i liczysz na pomoc na
grupie [nie chodzi raczej o pomoc typu pytanie- odp.] wyladowywujac sie przy
tym... po czym to mozna poznac ? czesto odpisujesz na jakis temat, powracajac do
sprawy swojej rodziny.... i naprawde, rzadko jest tak, ze owe odwolywanie sie do
tego temtu potrafi komus naswietlic problem, uparles sie tego, ze wszyscy sa glupki
i dlatego mowia [nie rozumiem], ale nie rezygnuj jednak z analizy... [samokrytyka]


>> za malo danych, jak dla mnie pol na pol.

> Za malo danych o czym...? O moim zyciu, czy o... Twoim zyciu? A moze masz za
> malo doswiadczen by mnie oceniac? A skad wiesz jakie maja doswiadczenie ci,
> ktorzy krzycza najglosniej przeciwko mnie gotowi mnie zniszczyc byle tylko oni
> nie musieli poruszac swej podswiadomosci?

no wiec, wlasnie , za malo danych o tych ktorzy to rzekomo wola
oceniac innych nie siebie.... co uznaje za nielogiczne, ale dopiero
teraz to zauwazylem... po czym poznajesz brak samokrytyki? ze ktos
tego nie napisal? a moze skrytykowal, tylko nie widzi bledu.... bo za
malo doswiadczen.. :)


>> oczywiscie, bo kazdy z nas ma ten sam punkt odniesienia i kazdy z nas
>> bladzi w dazeniu do jednego celu - milosci ;)

> Tyle tylko, ze NIE UFAJAC chce w tej "toksycznej milosci" podporzadkowac sobie
> te druga strone.

milosc nie jest toksyczna, toksyczna jest cala reszta.... my
szlifujemy ja wg naszej wspolnej cechy...milosci


> Nie ma innej mozliwosci w sytuacji braku zaufania jak tylko PODPORZADKOWAC
> sobie drugiego czlowieka. Dlatego chcesz wladzy, gdyz nie ufasz... Dlatego
> kobieta sprzedaje seks by zdobyc wladze nie zaufawszy. Nie pojmujesz roznicy
> miedzy stanem zaufani i brakiem zaufania...? Nie ma Milosci bez zaufania...

alez zgadzam sie z tym co napisales
brak zaufania bedzie wystepowal do konca wystepowania roznic pomiedzy
nami.... do konca harmonizowania chaosu....


>> to co odbiera nasz mozg jest przez cos weryfikowane...

> Nie, nie mamy zwierzchnikow.  Jezeli wierzysz w zwierzchnika/ow to juz jestes
> "wierzacym w Boga niewolnikiem", i wlasciwie nasza rozmowa w tym momencie sie
> konczy. Ja wierze ale w Czlowieka-Tworce, a nie w jakiegos Boga egzystujacego
> poza Czlowiekiem.

wybacz, ale chyba sie zgubilem.... porzuce ten akapit


>> a jest tym uczucie cierpienia [czyli potrzeba milosci/pojednania] jakby
>> od zawsze zakorzeniona... zgodna z budowa i geneza wszechswiata...

> Wszechswiat - a raczej nasze wyobrazenia o nim - zostal 'stworzony' przez nas,
> w naszej Zbiorowej Swiadomosci/Nieswiadomosci i jest nadal przez nas
> ksztaltowany. Popatrz ile nowych zjawisk pojawia sie we wszechswiecie  kazdego
> roku dzieki zbiorowemu wysilkowi astronomow, astrofizykow, kosmologow i...
> materialistycznych ideologow ubustwiajacych zarazem Kobiete...:)

to nie zmienia postaci rzeczy... ja znam teorie wzglednosci, nie ma obaw ;)


>> mysle, ze jestem tutaj bardzo bliski obecnej prawdy

> Prawda to FAKT, a nie enigma. Ty nie wskazujesz na FAKT, ktory ma byc GWARANTEM
> Prawdy. Chcesz stworzyc iluzje, miraz bez jego DOSWIADCZALNEJ weryfikacji.

faktem jest milosc, nic poza tym nie moze nazywac sie faktem :)
Chyba ze faktem nazwiemy iluzje ktorej ulegla wiekszosc


(...)

>> nie widzisz tego, ze nie wolno przyrownywac tylko czesci rownania.

> Alez o wlasnie ci, ktorzy holduja ZAKAZOWI chca poslugiwac sie rozwiazaniem
> czastkowym. Ja odrzucam rozwiazania czesciowe i nie spelniajace WSZYSTKICH
> warunkow. Moj system musi byc bezwzglednie stabilny.

mysle ze daleko mu do tego, mam nadzieje ze zdajesz sobie z tego
sprawe.. a jesli myslisz ze jestes juz gotowy to moze przypatrz sie
reakcjom ludzi na tej grupie.... to jest taki calkiem niezly wyznacznik

pozdr
--
...phenomen...     
elenktikos




26.05.1999
In article <37455b0d...@news.vogel.pl>, phen...@kki.net.pl (elenktikos)
writes:

>> Chce uslyszec Twoje zdanie na temat DLACZEGO jest zle,
>> skoro wszyscy chca dobrze.

> "Jest zle" to tylko wzgledna opinia, ale przyjmijmy ten punkt
> widzenia, wiec "zle jest" dlatego ze nie jestesmy doskonali,
> co z tego ze mamy to najprymitywniejsze uczucie - milosc,
> brakuje nam przeciez calej reszty fizycznych aspektow

To prawda, ze ocena  "dobry" lub "zly" zalezy od... poziomu swiadomosci - im
nizsza swiadomosc jednostki tym chetniej uzywa ona takich wlasnie ocen, gdyz
dzieki nim stara sie przyblizyc sama siebie do tego Centralnego Punktu, do
Celu, do Punktu odniesienia, do Milosci, ktora nieswiadoma jednostka profanuje.
Ten brak swiadomosci Celu znajduje odbicie w tym co tak ladnie nazwales, czyli
w braku calej reszty fizycznych aspektow doskonalosci. Nie moze byc
Doskonalosci bez Milosci, bez Swiadomej Milosci, bez jej Swiadomosci u
jednostki...


>> Nie mozesz powiedziec, ze kazde dzialanie jest logiczne
> jezeli nie wiesz dokad zmierzasz,

> dlaczego nie ?

Czy mozna wyciagac jakiekolwiek wnioski, porownywac wyniki dzialan skoro nie
mamy (albo nie znamy) Celu, czyli Punktu Odniesienia? Z czym chcesz te wyniki
porownywac?


>> jezeli zas okreslisz CEL ku ktoremu zmierzasz to dopiero
>> wowczas mozesz okreslac dzialania jako logiczne.

> zawsze jest jakis cel, posredni

Podobnie jak lokalne ekstremum.;)  Wspominalem juz kiedys o prezentowanych
przez Murray'a Gell-Mana w ksiazce "Kwark i jaguar" wynikach dzialania
algorytmu genetycznego TIERRA. Pomijajac podobienstwo zachowan TIERRY do
zachowan seksualnych czlowieka mowi on rowniez o tym, ze algorytm znajduje
sobie czasem takiez wlasnie lokalne punkty stabilnosci, ktore nie sa punktem
stabilnosci globalnej, ale algorytm jest tak leniwy, ze trzeba mu dac "kopa" by
poszedl ruszyl dalej na poszukiwania stabilnosci. Czyz nie jest dokladnie tak
samo z nami - musimy dostac kopa by poszukiwac dalej? Czy nie sadzisz, ze w
tym algorytmie zostala calkiem nieswiadomie zakodowana historia Zycia, a juz
conajmniej historia gatunku zwanego SSAKI wsrod ktorych bodzcem poszukiwan jest
seks, a wlasciwie samica manipulujaca seksem? Dlaczego jednak mobilizuje ona
samca do dalszych poszukiwan - gdyby byla usatysfakcjonowana nie dazylaby
przeciez do poprawy jakosci...?


>> Dlatego twierdze, ze przemoc rowniez ma sens a jej celem jest
>> wyeliminowac... sama siebie z Zycia. By jednak tego dokonac
>> musi Przemoc zrozumiec DLACZEGO otworzyla puszke Pandorry.
>> Musimy to rowniez zrozumiec my, ludzie, fizyczne narzedzia
>> bezmyslnej i nieswiadomej Przemocy. By rozwiazac problem
>> musisz poznac jego PRZYCZYNE, a nie poznasz PRZYCZYNY
>> nie doswiadczywszy jej SKUTKOW.

> Heh, tak, wlasnie to napisalem, tylko juz nie pamietam czy w rozmowie
> z Toba, jednak nie zapominaj ze owa przemoc jest jednak nieodlacznym
> elementem naszego zycia, i wyeliminowac jej sie calkowicie nie da...
> przemoc/agresja/expansja jest nam przeciez caly czas potrzebna...


Do czego jest nam ta przemoc/etc. potrzebna? Czyzbys uwazal, ze do/dla Trwania
Zycia...? Dlaczego nie chcesz dostrzec, ze poprzez ekstremalizacje postaw dwoch
demiurgow -  Budowniczego i Destruktora  - ukrytych w Stworcy stara sie On
(Stworca) znalezc Rozwiazanie Problemu nieswiadomosci samego siebie. Przemoc
jest mu potrzebna tylko i wylacznie do rozwiazanie tego Centralnego Problemu
samego Stworcy, ktory nie majac Poczatku - jako ze przedwiecznym jest - nie
mogl miec jakiegokolwiek Nauczyciela, ktory przekazalby mu Wiedze o Nim (czyli
o Stworcy) samym.

Spojrz na Kobiete, spojrz na Mezczyzne. W kazdym z nas jest ukrytych tych Dwoch
Demiurgow. Kobieta - wydawaloby sie - stwarza fizycznie Dziecko, ale
rownoczesnie wskutek swojej nieswiadomosci niszczy Je, zabija uzalezniajac od
siebie Mezczyzne. Mezczyzna zas pracuje nad stwarzaniem swiata nazywanego
zewnetrznym a rownoczesnie niszczy ten swiat wskutek wojen i dazenia do...
podporzadkowania sobie, uzaleznienia od siebie Kobiety. Czy nie wydaje Ci sie,
ze ci dwoje, ktorzy marza o Milosci stosuja wobec siebie przemoc tak calkowicie
bezcelowo?


>>> metoda prob i bledow... kiedy cos parzy, nie bede dotykal :)

>> Dosc kosztowna - jak na moj gust - metoda. Czy nie lepiej jest jednak zaczac
>> myslec biorac pod uwage rowniez te rozwiazania, ktore do tej pory byly
>> eliminowane... bezmyslnie, i ktore sprzyjaly ekspansji przemocy zamiast ja
>> eliminowac?

> nie wiem co znaczy kosztowna, kiedy nie ma przeciez innej metody...

Masz racje co do tego, ze kazda metoda jest dobra jezeli nie ma... zadnej
innej.:)  Ale czy nie wydaje Cie sie, ze wlasnie DLATEGO przemoc, ktorej
wynikiem jest zazwyczaj niszczenie starego (starego niekoniecznie w sensie
materialnym) NIE JEST bezcelowa? Sam wszak zauwazyles, ze: skoro nie ma innej
metody"...:)


> tylko ze metoda owa urosla juz do takich struktur, ze moze trudno
> komus dzisiaj to dostrzec, caly czas chodzi o zwykle prymitywne
> "akcja-reakcja"

Ale tak wlasnie uczymy sie, i mysle, ze nazwanie tej zaleznosci "prymitywnym"
jest conajmniej nie na miejscu. Dla mnie sprzezenie zwrotne (czyli feedback)
jest czyms najdoskonalszym i najwazniejszym w calym procesie poznawczym i
tworczym. Jest to najwazniejsza z cech i aktywnosci Stworcy (Tworcy) bez ktorej
nie byloby mozliwym Jego/Nasze samopoznanie.


>> Znakomicie powiedziales to, co nazywam "brakiem pierwszego doswiadczenia".
>> To to samo, co "brak inicjacji", brak zadania (okreslenia) wlasciwego sposobu
>> funkcjonowania, kierunku dzialania by nie bylo NIEPEWNOSCI. I tylko poprzez
>> doswiadczenie mozemy stwierdzic, ze rezultat doswiadczenia jest moze nie
>> zly, ale niepewny, nie zaspokajacy naszych oczekiwan. Doswiadczamy wiec
>> dalej, ale jakzez tak dlugo mozna doswiadczac i doswiadczac? Moze warto
>> jednak zaczac MYSLEC i DEDUKOWAC,

> No zaraz, a dlaczego uwazasz ze owo doswiadczanie odbywa sie bez analizy ?

Powinienem byl pewnie dopisac, ze chodzi mi o analize zbiorowa...:)
Doswiadczenie jednostkowe niewiele jest warte, gdy nie ma - nawet burzliwej -
wymiany pogladow.


>> gdyz bezmyslne doswiadczanie doprowadzilo do zaglady wiele gatunkow
>> zwierzat a takze cywilizacji udzkich. Czy nie wydaje Ci sie mozliwym ze
>> Czlowiek-Stworca kreowal to wszystko tylko po to, by obserwowac, by w
>> koncu mogl zaczac wyciagac wnioski (analiza) i dokonywac syntezy
>> swojej doswiadczalnej wiedzy. Ale czy tak bez celu - jak myslisz?

> mysle ze instynkt samodoskonalenia sie ma kazdy z nas

Nie przecze, ze jest inaczej. Ale czy zapytales kiedykolwiek siebie samego:
"Dlaczego nas tyle jest...?" :)


>>> nie bede czul sie samotny....

>> Ano wlasnie. Samotnosc Czlowieka oddzielonego od Stworcy mimo iz
>> pozostaja JEDNYM i NIEPODZIELNYM. Tak jak Kobieta i Mezczyzna
>> czuja sie samotni podczas gdy ich samotnosc zniknelaby, gdyby
>> poczuli sie JEDNOSCIA. Tyle, ze Jednosc Kobiety i Mezczyzny nie
>> bedzie mozliwa dopoty, dopoki nie beda sobie UFAC i dopoki nie beda
>> sie SZANOWAC. A to wymaga wyeliminowania NIEPEWNOSCI, ktora
>> jest przywara KAZDEGO Czlowieka, ktoremu jego rodzice nie przekaza
>> Wiedzy, nie wyeliminuja niepewnosci na jego starcie w dorosle i
>> samodzielne (ponoc) zycie.
>> Czyli ponownie wracamy do zagadnienia INICJACJI S....... . :)

> to tylko czesc evolucji, jednak co do owej inicjacji, mysle ze rodzice
> naprawde nie maja tutaj nic do gadania....

Jestem przeciwnikiem ewolucji - nie da sie na drodze ewolucji przejsc od
nieswiadomosci do swiadomosci. To wymaga doswiadczenia ekstremalnego podczas
gdy ewolucja takie doswiadczenie wyklucza.


> to jest tak naturalna sprawa,

A co to znaczy "naturalna sprawa"...? Chyba kpisz Phenomenie... :)


> ze wlasciwie to we wszystkim innym rodzice moga sie przydac
> ale nie w tym.... tutaj maga tylko namacic.

A kto ma wyznaczyc KIERUNEK (sposob) dzialania? Dlaczegoz tak sie upierasz nie
analizujac konsekwencji NIEPEWNOSCI wyprodukowanej przez zakaz. Odpychasz,
uciekasz od analizy systemowej i analizy mechanizmow stabilnosci/niestabilnosci
i chcesz sprowadzic dyskusje na obszar: JA TAK UWAZAM i NIC NIE WOLNO ZMIENIAC?
Zarzut, ktory powszechnie tradycjonalisci stosuja wobec mnie i moich pogladow
ale nie zamierzaja stosowac go do siebie. Jak juz kiedys powiedzialem: akceptowanie
wlasnego dogmatyzmu ZMUSZA nas do akceptowania dogmatyzmu naszych oponentow.
Akceptuj wiec moj dogmatyzm i nie przeszkadzaj mi w zrealizowaniu mojego
doswiadczenia, a po REZULTATACH poznamy kto mial racje. W kazdym innym
przypadku, gdy bedziesz staral sie narzucic mi swoja wole tylko dlatego, ze
uwazasz swoj dogmat za niepodwazalny jestes ZWOLENNIKIEM PRZEMOCY, jestes
zwolennikiem DYSKRYMINACJI. Nie mozesz mi wiec odmowic prawa do dzialania w
identyczny sposob.


> To jest, tak jakby rodzic staral sie przeprowadzic dowod na to, ze
> oddychanie jest niezbedne do zycia.... tylko ze w tej sferze zagadnien
> [moze troche zly przyklad] nie jest to tak trywialne...

Podoba mi sie Twoj samokrytycyzm, chociaz rzadko sie go postrzega.:)
Przyklad jest istotnie trywialny, gdyz dziecko przygotowuje sie do samodzielnego
oddychania przez 9 miesiecy pozostajac na "szkoleniu" w lonie matki.


> Myslisz ze problemy damsko meskie spowodowane sa brakiem inicjacji
> seksualnej [przez stosunek jak mniemam] ? ;)

Tak wlasnie mysle. Ale nie sprowadzaj inicjacji wylacznie do fizycznego stosunku
seksualnego. To jest tylko zakonczenie calego procesu wychowawczego. I mam
nadzieje, ze podczas nastepnych dyskusji w tej materii bede mial okazje wyjasnic
jeszcze DLACZEGO uwazam ten akt inicjacji za calkowicie nieszkodliwy z punktu
widzenia... ZAPLODNIENIA kobiety, czy to inicjowanej Corki czy tez Matki dzieki
ktorej inicjowany jest Syn.


>>> jednak owych zaleznosci jest tak duzo, ze czlowiek poczal budowac
>>> systemy, ktore sa w stanie uchronic wiekszosc przed "separacja"...

>> Ktore to systemy chronia przed separacja...?

> wszystkie,  jest jeden wielki w ktorym zawieraja sie mniejsze

Nie, to ten jeden wielki, nieswiadom samego siebie,  sam podzielil sie na
mniejsze gdyz inaczej nie bylby w stanie dokonac samopoznania. Spojrz, ze w
dzialalnosci ludzkosci obserwujemy caly czas tendencje do scalania sie.
Powinienes zrezygnowac ze statycznego myslenia o Stworcy, ktory znajduje sie na
etapie przejsciowym od stanu calkowitej Nieswiadomosci samego siebie do
drugiego stanu stabilnego - calkowitej samoswiadomosci. To jest stan przejsciowy,
a my pozornie podzieleni jestesmy "wyrobnikami" Stworcy odzyskujacego
Wolnosc od nieswiadomosci.


>> I DLACZEGO uwazasz, ze takie budowle sa konstruktami wartosciowymi jezeli
>> chociaz JEDEN ludzik moze zostac odseparowany od CALOSCI? Kto dal Ci prawo
>> takiego wyrokowania? Kto dal ludziom nieswiadomym samych siebie prawo
>> wyrokowania o "porzucaniu" jednostki bez zrozumienia mechanizmu przemocy?

> Tutaj na szczescie nie ma zadnego "niezrozumienia" bo system to jedyny
> mozliwy sposob na zbudowanie wartosciowych konstrukcji. Kazdy z nas
> oddaje sie zbiorowemu cierpieniu, wiekszosc z nas narazie zupelnie nie
> zdaje sobie sprawy "po co? " jednak, to nie przeszkadza w dalszym
> rozwoju, potrzebujemy jeszcze wielu etapow rozwoju, aby moc zaczac
> komunikowac sie tak doskoanale, aby nawet tak oczywiste sprawy nie
> budzily watpliwosci.

Czy wyobrazasz sobie taki stan DOSKONALOSCI bez jednolitej i spojnej etyki?


>> A moze uwazasz, ze nieswiadoma wiekszosc ma prawo zmusic jednostke
>> do zaakceptowania swoich (wiekszosci) destrukcyjnych norm byle tylko nie
>> naruszac prawa do manipulacji, czyli oszustwa...?

> oczywiscie, zawsze bylo tak ze wygrywa wiekszosc/silniejszy itp.

Ale to jednostki inicjuja epokowe przemiany ludzkosci... Nie mozesz wiec
gardzic jednostka w imie blizej nieokreslonego "dobra ogolu"...


> To zreszta logiczne, i bardziej oplacalne... bo coz przyjdzie nam po jednej
> troche bardziej swiadomej jednostce, ktora wyparla wielu mniej swiadomych

A jezeli to wlasnie ta jednostka ma racje co do dalszego KIERUNKU rozwoju
Czlowieka, czlowieczenstwa...? I coz wtedy...?


> [ktorzy pracujac wspolnie ze soba... czyli poprzez manipulacje itp....
> szybko wyprzedza w swiadomosci tamtego samotnika... tutaj juz
> fizyka sie klania :)]

Marzylem kiedys o tym, by zostac astronomem. Nawet zdawalem egazamin na
astronomie na Uniwerek Wroclawski. Ale po egzaminach wstepnych skaperowan
mnie na fizyke (ten sam wydzial). No i wytrzymalem na fizyce rok... Za duzo bylo
tam... manipulacji matematykow. A ja prosty czlowiek, z rodziny
nieinteligenckiej nie nadawalem sie do manipulacji... :)


>>> kazde dzialanie jest w rzeczywistosci pozytywne, czyz nie ? :)

>> Jezeli potrafi sie je analizowac, wyciagac zen wnioski i dokonywac
>> pozytywnej syntezy. Skojarzylo mi sie to z 'dezintegracja pozytywna'
>> destrukcyjnej osobowosci. :)

> kazdy potrafi analizowac, tutaj juz przesadzasz... skad u Ciebie taka
> niewiedza/brak wiary ?

Odpowiadam na teksty, ktore widze na ekranie; moze wiec niejednoznacznie sie
wypowiadasz albo nie potrafisz przedstawic jednoznacznie swoich intencji.
Zweryfikuj to co piszesz i jak piszesz....
A moze lepiej byloby przez... DOSWIADCZENIE wykluczajace niejednoznacznosc
slowa ...


>> Jezeli zas nie potrafi tego dokonywac to takie dzialanie jest
>> zmarnowana praca. W ten sposob zginelo juz wiele cywilizacji...:(

> bo owe cywilizacje byly we wczesnym stadium poznawania swiata,
> my mamy juz wieksze szanse :)

Kpisz czy o droge pytasz...? :)
A moze brakuje Ci argumentow, co...

(...)

>> samodzielnosc Syna Wojciecha, Dziecka z zespolem Down'a, ktorego
>> kultura europejska uwaza jeszcze za "bubel", ktorego trzeba traktowac jak
>> "wegetujaca roslinke" zamiast uczynic wszystko by Dziecko stalo sie
>> samodzielne i NIEZALEZNE od rodzicow,  w szczegolnosci zas wolne od
>> emocjonalnego uzaleznienia od matki.

> nie wiem na czym polega zespol Down'a, jednak wydaje mi sie, ze
> usamodzielnienie nie bedzie calkowite [liczac ze calkowite to
> samodzielnosc przecietnego czlowieka].

Skoro nie wiesz co to jest to jakim prawem wypowiadasz swoja  opinie?


> Niewiem, czy dobrze zgadne, ale zdaje mi sie, ze chyba sie z losem
> jeszcze nie pogodziles :(

Odpowiedz na to pytanie/stwierdzenie pozostawiam "na deser" - gdy przyjdzie po
temu czas.:)


> Wiem, ze trzeba robic wszystko co najlepsze, ale pamietaj o szacunku
> dla innych, nawet jesli mocno wierzysz w to, ze jakies osoby popelnialy jakies
> bledy, to dlaczego nie mialbys przyjac tego jako zwykle doswiadczenie ?

Tak wlasnie traktuje te doswiadczenia czlonkow mojej bylej rodziny. Ale jezeli
te doswiadczenia osiagnely poziom skrajnie negatywnych zjawisk w tym sensie, ze
stabilnosc psychiczna dzieci Teresa M. utrzymuje dzieki manipulowaniu a nie
dzieki temu, ze wiedza one jak zyc, to moim niezbywalnym prawem i obowiazkiem
Ojca jest probowac pomoc dzieciom przez WYMUSZANIE myslenia. Kobieta powtarza
bezmyslnie wymuszone "doswiadczenie porodu" nie analizujac go i nie analizujac
nieswiadomych skutkow braku wczesniejszego, programujacego doswiadczenia. Te
bezmyslnosc kobiety trzeba wyeliminowac i ofiara  moich dzieci nie jest ani
pierwsza ani tez pewnie nie bedzie ostatnia. Sprzeciwil sie tej ofierze Abraham,
ale nie znalazl wystarczajacej liczby zwolennikow ani tez pewnie nie rozumial
do konca o co chodzi. Nie chcial zabijac dziecka dlatego, ze szanowal je w
przeciwienstwie do Kobiety, ktora nienawidzac Mezczyzne wyslugiwala sie (i
nadal to czyni) Dzieckiem by upokorzyc Mezczyzne. Zawsze jednak starala sie to
czynic tak, by winnym ofiarnej smierci Dziecka czul sie Mezczyzna. Czas temu
polozyc kres WYJASNIAJAC  mechanizm przemocy i aplikujac ANTIDOTUM.


> Myslisz ze Twoja wiedza zbawi swiat ?

Masz jakas lepsza propozycje...?
A poza tym nie jest to Moja Wiedza, lecz Nasza Wiedza - nie ukrywam jej przed
nikim.:)
Gdy odslonilem to do czego dotarlem z mojej prywatnej zamienila sie w NASZA,
publiczna.... Masz mi to za zle?


> Podstawy wiary w siebie, ma kazdy z nas... a to czego ty mozesz nauczyc
> innych to tylko kropla w morzu w porownaniu z tym czego jeszcze nasi
> potomkowie beda doswiadczac...

Podstawy ma kazdy nas w sobie z racji urodzenia sie do Bycia Wolnym. Ale
podstawy te niszcza nieswiadomi rodzice.


> Nie pisalbym tego, gdyby nie to, iz moim zdaniem zabierasz sie za to
> malo obiektywnie, bo coz Ci przyjdzie z pisania tak ogolnych i czesto
> niestety zawierajacych nielogiczne elementy manifestow...

Zamiast krytykowac odwolujac sie do ogolnikow moze lepiej byloby gdybys
przedstawil konkretne zarzuty i... jak to widzisz Ty; jak widzisz usprawnienie
czegos co uwazasz, ze jest w moim wydaniu nieoptymalne lub malo (co to znaczy
malo?) obiektywne. W ktorym miejscu moje wywody dotyczace wychowania sa
nielogiczne? Pomijam oczywiscie fanfaronade, ktora byla elementem....reklamy.:)


> imho, wskazuje to na jakis uraz, ktory kryjesz w sobie po dawnych
> zajsciach, a to oznacza na brak zrozumienia w jakiejs kwestii ktora
> Cie jeszcze dreczy i liczysz na pomoc na grupie [nie chodzi raczej
> o pomoc typu pytanie- odp.] wyladowywujac sie przy tym... po czym
> to mozna poznac ?

No wiec skoro stac Cie na zarzuty w stosunku do mnie to moze stac Cie i na to
by mi... pomoc, skoro uwazasz, ze jestem tutaj po to by mi ktos udzielil
pomocy. Jak myslisz, czy nie byloby to o wiele uczciwsze podejscie z Twojej
strony. A tak zarzuty ogolnikowe, wyjasnienia jeszcze bardziej... Nie wiesz co
rzec a probujesz mieszac wokol mnie... A z ostatnich postingow widac, ze masz
coraz mniej do powiedzenia. Spojrz na mnie - czy ja nie mowie konkretnych
rzeczy, czy nie omawiam konkretnych spraw i zjawisk. Dyskutujac z Toba o niczym
marnuje cenne chwile....   Czy myslisz, ze robie to bezinteresownie...? :)))


> czesto odpisujesz na jakis temat, powracajac do sprawy swojej rodziny....

Bo to jest moja "kopalnia wiedzy" o ludzkich zachowaniach. W rodzinie przezylem
wszystko co mi dalo sile przetrwania... W ten sposob skladam rowniez hold moim
Dzieciom i  Kobiecie (oby jej ziemia lekka byla), ktora przyczynila sie
do mojego wyzwolenia.
Nie wierzysz temu co pisze Phenomenie...?
Jakze wiec mozesz oczekiwac, ze bede Cie powaznie traktowal skoro uwazasz, ze
masz prawo kwestionowania moich slow?


> i naprawde, rzadko jest tak, ze owe odwolywanie sie do tego temtu
> potrafi komus naswietlic problem,
Mysle, ze do tych, ktorzy maja dzieci to dociera. I to mi wystarczy, gdyz
uwazam przyszlosc Dzieci  za najwazniejszy PLON mojej pracy edukacyjnej.


> uparles sie tego, ze wszyscy sa glupki i dlatego mowia [nie rozumiem],
> ale nie rezygnuj jednak z analizy... [samokrytyka]

Dlatego tutaj jestem by takim nie-rozumiejacym glupkom [nie obraz sie] wyjasnic
na swoim przykladzie [dostalem w d... i sie tego nie wstydze], w ktorym miejscu
popelniaja blad.

>> Tyle tylko, ze NIE UFAJAC chce w tej "toksycznej milosci" podporzadkowac
>> sobie te druga strone.

> milosc nie jest toksyczna, toksyczna jest cala reszta.... my
> szlifujemy ja wg naszej wspolnej cechy...milosci

Przestan bla, blac...:)


> alez zgadzam sie z tym co napisales brak zaufania bedzie wystepowal do konca
> wystepowania roznic pomiedzy nami.... do konca harmonizowania chaosu....

Coz za chaotyczny Chaos - przestan juz lepiej gadac, wstrzymaj sie na jakis
czas, przemysl i... powroc z nowymi pomyslami...

(...)

>> ksztaltowany. Popatrz ile nowych zjawisk pojawia sie we wszechswiecie
>> kazdego roku dzieki zbiorowemu wysilkowi astronomow, astrofizykow,
>> kosmologow i... materialistycznych ideologow ubustwiajacych zarazem
>> Kobiete...:)

> to nie zmienia postaci rzeczy... ja znam teorie wzglednosci, nie ma obaw ;)

Nie watpie...  Prezentujesz relatywizm przedniej klasy.:)


>> Prawda to FAKT, a nie enigma. Ty nie wskazujesz na FAKT, ktory ma byc
>> GWARANTEM prawdy. Chcesz stworzyc iluzje, miraz bez jego
>> DOSWIADCZALNEJ weryfikacji.

> faktem jest milosc, nic poza tym nie moze nazywac sie faktem. :)

Faktem jest Zycie, a bez Milosci Zycia nie ma lub tez dryfuje Ono w
poszukiwaniu swego stabilnego stanu. Znajdzie go w Milosci.


> Chyba ze faktem nazwiemy iluzje ktorej ulegla wiekszosc

Tez, ale iluzja to dryfowanie...

(...)

>>> nie widzisz tego, ze nie wolno przyrownywac tylko czesci rownania.

>> Alez o to właśnie chodzi. Ci, ktorzy holduja ZAKAZOWI chca poslugiwac sie
>> rozwiazaniem czastkowym. Ja odrzucam rozwiazania czesciowe i nie spelniajace
>> WSZYSTKICH warunkow. Moj system musi byc bezwzglednie stabilny.

> mysle ze daleko mu do tego, mam nadzieje ze zdajesz sobie z tego sprawe..

Zdaje sobie sprawe z tego ile przygotowan czeka mnie jeszcze by wyeliminowac
calkowicie jakiekolwiek niestabilnosci (czyt. wahania). Ale wiem tez, ze nie
widze zadnego innego lepszego wyjscia dla stabilnej przyszlosci.


> a jesli myslisz ze jestes juz gotowy to moze przypatrz się reakcjom ludzi na tej
> grupie.... to jest taki calkiem niezly wyznacznik

O ktorych ludziach mowisz - czy tych, ktorzy zachowuja sie jak zwierzeta, czy
tez tych, ktorzy sluchaja w milczeniu czekajac na GOTOWE rozwiazania...?

LeoTar
Wladek Tarnawski
 
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego