LeoTar FAQ. odc.3. - Jak to na wojence bywało

Przejdź do treści

Menu główne:

LeoTar FAQ. odc.3.

Rok 1999 > LeoTar FAQ.
31.05.1999
In article <37453113...@news.vogel.pl>, phen...@kki.net.pl (elenktikos)
writes:

>> W jaki sposob chcesz poszerzyc baze Wiedzy?

> metoda prob i bledow... kiedy cos parzy, nie bede dotykal :)

Metoda kosztowna, choc... jedyna gdy nie mamy zadnego doswiadczenia, czyli nie
posiadamy zadnej wiedzy praktycznej, ktora moglibysmy potwierdzic lub obalic
nasze teoretyczne wywody (domysly, przekonania, wiare, etc.).


> logika, zakladajac ze pierwsze nasze posuniecie jest zupelnie
> przypadkowe/ jest bezwladna proba znalezienia milosci, owo posuniecie
> wywola efekt, ktory albo da nam owa milosc albo jej nie da, a poniewaz
> szanse mamy nieskonczenie male... zaczynamy naturalnie odbijac sie od
> poprzedniego dzialania i robic cos przeciwnego, moze teraz sie uda ?

Gromadzimy doswiadczenia... Ale nadal nie znamy wzorca, z ktorym mozemy
porownac rezultat poszczegolnych doswiadczen. Porownujemy nastepny z
poprzednim, ktory wydaje sie nam najblizszym/najlepszym przyblizeniem Prawdy.
Caly czas sie z Toba zgadzam. Racz jednak zauwazyc, ze wraz z przyblizaniem sie
do owego Rozwiazania (Doswiadczenia) Doskonalego zwieksza sie opor tych
schematycznych zachowan (tradycja), ktore dawaly przywileje pewnym grupom (np.
kobietom, wojownikom, politykom, uczonym, urzednikom, platnym pochlebcom czyli
lobbystom :), adwokatom, medykom, etc.). Rozwarstwienie (podzial) spoleczenstwa
spowodowany poszukiwaniem Nieznanego Rozwiazania doprowadzil do grupowej
ksenofobii i strachu przed pozostalymi grupami spolecznymi. Miedzy narodami
wyraza sie w to nacjonalizmach, a wewnatrz jednego spoleczenstwa w partykularyzmach.
W relacjach zas miedzy kobietami i mezczyznami w feminizmie i meskim szowinizmie.


> Nie? To szukamy dalej.... ale zaraz.... za drugim razem juz bylo blizej....

Tego nie wiesz, gdyz nie znasz Celu Doswiadczania, a przynajmniej caly czas
taki poglad reprezentujesz twierdzac, ze nasze Zycie nie ma celu, albo tez, ze
nasze doswiadczanie nie ma celu. Zadecyduj wiec wreszcie, czy nasze zycie ma
jakis cel, czy tez nie ma go...:)


> a za 56 zauwazylem ze, 23 odzialywuje na 3 przez co tamten
> na jeszcze jakis inny... i wtedy bedzie "git" , nie bede czul się samotny....

Wpadles do klatki, ktora sam zastawiles ptaszku.:)
Tu Cie boli - boisz sie samotnosci, ale owijasz to w taka gesta tkanine by nikt
sie nie zorientowal. Czasem nawet to powiesz wprost (jak w powyzszym zdaniu),
ale przytrafi Ci sie to baaardzo rzadko i tylko wprawny obserwator rozumiejacy
mechanizm "ucieczki" zdola chwycic Cie w locie...


> jednak owych zaleznosci jest tak duzo, ze czlowiek poczal budowac
> systemy, ktore sa w stanie uchronic wiekszosc przed "separacja"...
> kazde dzialanie jest w rzeczywistosci pozytywne, czyz nie ? :)

Ja mysle, ze tych zaleznosci nie bylo tak wiele :)  lecz wlasnie wskutek
tchorzliwej dzialalnosci czlowieka starajacego sie za wszelka cene uniknac
separacji utworzono ich bardzo wiele; maja rzekomo zabezpieczyc jednostke przed
separowaniem podczas gdy w rzeczywistosci bronia "interesow" jednej
heterogenicznej grupy: KOBIET. I wypraszam sobie nazywanie mnie antyfeminista,
gdyz jest to stwierdzenie faktu. I opluje kazdego, kto zacznie mi tlumaczyc, ze
jestem w bledzie poniewaz ja nie czynie kobiet winnymi tego stanu rzeczy; ba,
ja wrecz uwazam, ze stworzenie tych praw bylo konieczne by wymoc na mezczyznie
pokonanie strachu przed "separacja", gdyz tylko pokonawszy ten strach mogl sie
on dokopac do ROZWIAZANIA problemu dokuczliwego nie tylko jemu ale takze
kobiecie. Jezeli jednak kobiety nie chca sie do tego przyznac to uwazam, ze
moim prawem, a raczej obowiazkiem jako mezczyzny jest wytlumaczenie tchorzliwym
facetom w jaki sposob i dlaczego sa przez kobiety upadlani; gdybym tego nie
powiedzial ponizalbym wlasna plec, a zatem ponizalbym.... samego siebie. Gdybym
tego nie powiedzial kobietom to ponizalbym rowniez je - w koncu kobieta tez
czlowiek.:)  
A moze uwazasz inaczej...?

(...)

>> Czy oceniaja siebie nawzajem czy tez samych siebie? Jak myslisz, ktorej
>> czynnosci podejmuja sie chetniej - oceniania siebie czy oceniania innych?

> zalezy od stopnia rozwoju systemu.... kiedy jest on niedoskonaly,
> rodza sie konflikty.... jednak one wszystkie zawsze same sie
> udoskonala.... przykladem jestes przeciez ty sam

Ale kiedys musi nastapic STOP, czyli stabilizacja... Nie ma bowiem sensownego
budowania bez stabilizacji - wszystko jest tymczasowoscia...


>> No wezmy na przyklad te grupe, p.s.p., i mnie jako przyklad osobnika o
>> bardzo kontrowersyjnych dla wielu pogladach. Jak myslisz, czy chetniej
>> oceniaja siebie czy tez bardzo chetnie oceniaja mnie, gdyz sie
>> 'podkladam'. zamist oceniac rzeczowosc moich pogladow i wyjasnien...? :)

> za malo danych, jak dla mnie pol na pol.

Gdybys mial doswiadczenia wlasne pewnie juz by Ci wystarczylo tej wiedzy o
mnie. Nie moja wina, ze nie masz zadnych doswiadczen tej klasy co moje.
Widocznie zylem energiczniej i mniej... tchorzliwie.:)


>> I coz to znaczy oceniac siebie stale przyblizajac sie do obiektywnosci? Czy
>> moze miec jakakolwiek wartosc ocena, ktora z racji niewiedzy (braku punktu
>> odniesienia) nie jest ocena obiektywna?

> oczywiscie, bo kazdy z nas ma ten sam punkt odniesienia i kazdy z nas
> bladzi w dazeniu do jednego celu - milosci ;)

Nie posluguj sie pojeciem, ktorego nie potrafisz w zaden sposob weryfikowac -
jest to zwyczajne naduzycie. By je weryfikowac musisz miec Punkt Odniesienia,
czyli Wzorzec o stabilnosci Absolutu. A ten mozesz otrzymac tylk i wylacznie od
rodzicow, ktorzy taki wzorzec powinni reprezentowac w swoich zachowaniach i
wzajemnych relacjach. Chodzi o Zaufanie i Szacunek, ktore sa ekspresja Milosci,
a bez ktorych nie mozna zbudowac niczego trwalego. Jezeli dobrze zrozumialem to
dla Ciebie jedyna trwala wartoscia jest "milosc", o ktorej nie potrafisz
powiedziec wiele, ale o ktorej marzysz. Wyobraz sobie, ze dla mnie tak samo tym
celem ostatecznym jest Milosc, ale ja wiem jak tego najwspanialszego z doswiadczen
psychicznych moge doswiadczac rowniez w sferze fizycznej, o ile sfera  takowa
istnieje...:)


> to co odbiera nasz mozg jest przez cos weryfikowane....

Sloma Ci z butow wylazi Panie w Boga Wierzacy...:)


> a jest tym uczucie cierpienia [czyli potrzeba milosci/pojednania] jakby
> od zawsze zakorzeniona...

Spadaj masochisto !


> zgodna z budowa i geneza wszechswiata...

Pewnie wymyslonego i stworzonego przez Twojego Bozka, hi, hi...


> mysle, ze jestem tutaj bardzo bliski obecnej prawdy

Czyjej prawdy....?

Wiesz ze sa 3 rodzaje prawdy:
   - moja prawda,
   - twoja prawda, i
   - gowno prawda..

Ktora wybierasz...? :)))


>> Chyba sie zagapiles - nigdzie tego nie napisalem ani tez nie wyrazilem
>> oceniania siebie wzgledem innych. W swiecie, w ktorym dzieje sie zle  i nie
>> wiemy DLACZEGO dzieje sie zle konfrontowanie pogladow, a nie ocenianie
>> innych na podstawie tego co sami myslimy, jest sposobem na odnalezienie
>> BLEDU, ktory powoduje ow dyskomfort niepewnosci i rywalizacji (...)

> nie widzisz tego, ze nie wolno przyrownywac tylko czesci rownania.

Ja tego nie robie. Szukam rozwiazania, ktore spelnia wszystkie warunki Sieci. I
jestem pewien, ze znalazlem, gdyz tylko to jedno rozwiazanie nie bylo brane pod
uwage jako potencjalne rozwiazanie. Rozwiazanie, ktorego wdrozenie pozbawia
wladzy kobiet nad mezczyznami, wladzy seksualnej wynikajacej z pasywnej
psychofizjologii ich (kobiet) seksu. Czyzbys chcial bronic kobiety w imie
dalszego ponizania przez nie mezczyzn...?
A moze bardziej podoba Ci sie plec niewiescia anizeli Twoja wlasna
Phenomenie...?


> To, ze trudno jest rozwiazac trudne rownanie nie swiadczy o tym, ze wolno
> nam wyciagac z niego dowolne nie poparte niczym czynniki...

Ja mam doswiadczenie, a wiec baze do dokonywania aproksymacji. I bede to robil
nawet wowczas, jezeli okaze sie, ze musze obalic.... ZAKAZ. Wiesz o jaki zakaz
chodzi, no nie...? :)


> Ocenianie samego siebie jest jakas abstrakcja, bo co mozna powiedziec
> o sobie nie majac punktu odniesienia....

A co w takim razie mozesz powiedziec o innych skoro nic nie potrafisz
powiedziec o sobie? Czym bedziesz sie kierowal oceniajac innych? Czyzbys mial
jakies schematy do dokonywania takich ocen? I ktoz Cie uprawomocnil do
dokonywania takich ocen skoro nie możesz dokonac samooceny. "Poznaj wpierw
samego siebie" Phenomenie...


> chyba tylko tyle ze "wydaje mi sie ze jestem", albo "wiem ze nic nie wiem"...

...czyzby jakies watpliwosci...? 
Do niedawna zdaje sie nie miales zadnych... :-)


> modyfikacja wlasnego wizerunku, moze odbyc sie tylko pod warunkiem
> dzialania zewnetrznych czynnikow, ktore ty chcesz wylaczyc....
> sprzecznosc :)

Doswiadczenie jest wlasnie tym "czynnikiem zewnetrznym", ktorego nie masz
wlasnie Ty. Jezeli sa jakowes inne czynniki zewnetrzne, ktore moga zastapic
doswiadczenie to nazwij je. W koncu doswiadczenie fizyczne jest tym lacznikiem,
drugim elementem zamykajacym petle sprzezenia zwrotnego w relacjach
wewnetrznych Stworcy podobnie jak i w relacjach miedzy Kobieta i Mezczyzna.


>> A wiec 'chaos kontrolowany', czyli taki, w ktoryms ktos jednak ma
>> wladze...? Oj Panie Phenomen

> Czlowiek ma na celu poznanie nieskonczonosci  nie napisalem przeciez,
> ze chaos kontrolowany jest ostatnim z etapow

A co to jest nieskonczonosc...? :)


>> A czy pomyslales, ze skutkiem takiej doskonale sterowanej (manipulowanej,
>> nadzorowanej) anarchii nie opartej na Zaufaniu i Szacunku bedzie degeneracja
>> gatunku do takiego poziomu, ze z jednej strony nie bedzie w stanie
>> prokreowac, a z drugiej nie zostana usuniete mechanizmy starzenia sie
>> (jeszcze, przyp.LeoTar).

> Jesli takowa anarchia nie uwzglednia tak podstawowych wartosci, to
> nawet nie ma o czym mowic... to wrecz spreczne z logika... ja nie o
> takiej doskonalej anarchii pisalem

To sprecyzuj te Twoja anarchie...  Wymien cechy, ktore beda ja charakteryzowac.


>> Po czym nastapi jego (gatunku) wymarcie...  Brak zaufania generuje strach,
>> ktory jest biologicznym szumem w sposob naturalny odksztalcajacym
>> (znieksztalcajacym, mutujacym, degenerujacym, etc... - wybierz sobie
>> okreslenie, ktore Ci najlepiej pasuje) informacje o naszym potomstwie,
>> co prowadzi do horroru znieksztalcenia gatunku lub tez do calkowitej
>> niezdolnosci kobiety i mezczyzny do prokreacji.

> nie, to sprzeczne z teoria ewolucji

Schowaj ja sobie do d... .


>> zagniezdzone jest jajo, a wiec srodowiska macicy, srodowiska, o ktorego
>> stabilnosci decyduje stabilnosc emocjonalna kobiety.

> Nie bylo jeszcze gatunku, ktory wymarlby z wlasnej wylacznie winy

Skoro tak twierdzisz to udowodnij swoje twierdzenie. Co do eliminowania
negatywnych skutkow strachu mozesz sie przekonac po doswiadczeniach ludzi,
ktorzy przezyli syberyjskie wygnanie, wojne wietnamska, wyszli calo z opresji
dzieki pokonaniu strachu, a takze po uczestnikach wszelkiego rodzaju walk (full
contact), i in..  Giniesz gdy sie boisz, gdy pokonasz strach przezywasz.
Gatunki, wsrod ktorych wystepuje manipulacja musza dotrzec do skrajnej formy
strachu, po ktorej musi nastapic smierc, najpierw jednostkowa a pozniej
zbiorowa. Byloby dobrze gdybys mi wskazal gatunki wsrod ktorych nie bylo walki,
a wiec i strachu. Czy potrafisz...?


>> Tymniemniej mozemy sobie wyobrazic skrajny scenariusz zaglady
>> gatunku homo sapiens nie w wyniku zaglady nuklearnej, najazdu
>> nieistniejacych 'obcych' lecz w wyniku niezdolnosci do pokonania
>> strachu przed podjeciem calkowitej odpowiedzialnosci za wlasne
>> decyzje. Przede wszystkim te wychowawcze czyniace Dziecko
>> rownym Rodzicowi.

> mysle ze teoria ewolucji temu skutecznie zaprzecza...

Teorii ewolucji nigdy nikt nie potwierdzil; stanowi ona jedynie swoiste
przyblizenie procesow zachodzacych w Zyciu, ktore jestesmy w stanie postrzegac.
Jednoznacznie nie wyjasnia ona jednak NICZEGO - wszystko to spekulacje, domysly
i przypuszczenia.


> niewiem czy jest sens przytaczania toku rozumowania bo bedzie to
> chyba niewiele mniej ogolne. To o czym piszesz, jest skrajnym
> przypadkiem, ktory nie wykluczam moze miec miejsce, jednak
> dotyczy to tylko jednego z takich "zwiazkow",

Ale ten przypadek JEST. I zostal w bardzo prosty sposob detalicznie wyjasniony
pod warunkiem, ze odrzucimy TABU seksualne traktujace jednego z rodzicow jako
wylaczna wlasnosc drugiego. Pisalem juz o tym kiedys, ze takie wlasnie relacje
miedzy partnerami (traktowanie siebie jako wlasnosc) doprowadzily do powstania
systemu wlasnosci zwanym w ekonomii "wlasnoscia prywatna". Nie zaprzeczam, ze
ta forma byla potrzebna po to wlasnie by ZMUSZAC ludzi do wysilku nad
wyjasnieniem tajemnicy Zycia, gdyz tylko poprzez dbalosc o wlasnosc prywatna
mozna zachecac i zmuszac innych do dbalosci o wszystko co wytworzylismy. Ale
forma ta staje sie forma destrukcyjna w chwili gdy relacje miedzy ludzmi nie
sprowadzaja sie do wspolpracy w Zaufaniu i Szacunku. Zadna "prywatna wlasnosc"
nie zabezpieczy nikogo przed napasciami, agresja, wojnami jezeli panowac bedzie
tendencja do "zdobywania" po to by poczuc sie lepszym. Brak poczucia wlasnej
wartosci mozna zaspokoic tylko... poczuciem wlasnej wartosci wynikajacym z
relacji rownosci miedzy Dzieckiem i Rodzicem.


> sa jeszcze inne, ktore zgodnie z teoria chaosu, raczej nie
> wystartuja wszystkie razem rowniez w "przeciwna strone", wystarczy
> drobne zboczenie odchylenie od wartosci "destrukcyjnej" i juz mamy
> perpetum mobile ;)

Pokaz jak to zrealizowac, a zaakceptuje... jezeli nie znajde dowodow
przeciwko.:)


> A poniewaz gdyby chaos mial wybrac najczarniejsza dla nas wersje, nie
> istnialoby nic, juz w momencie kreacji, a skoro jednak istnieja dwie
> rozne wartosci oznacza to, ze kiedys musza one sie przyciagnac...

A wiec rowniez zmierzasz do Jednosci tyle tylko, ze nie wiesz jak ta Jednosc ma
sie przejawiac. Pomysl wiec w ten sposob - jezeli ja stary moge Ci cos
podpowiadac - ze bez tworzenia (doswiadczania) Stworca - kimkolwiek jest - nie
bylby w zaden sposob udowodnic samemu sobier, ze jest cokolwiek wart. Czy
uwazasz, ze Czlowiek tak bardzo rozni sie od przyjetego przez Stworce schematu
postepowania, czyli potwierdzania samemu sobie swojego BYCIA poprzez
Doswiadczanie? Sprobuj odpowiedziec na to bez unikow, od ktorych ostatnio nie
stronisz Phenomenie...:)


>>> Alez to jest rowniez krok naprzod, kazde dzialanie zbliza do
>>> rozwiazania, chocby bylo wzglednie odwrocone o 180 stopni.

>> Masz racje.

> nie zupelnie, bo zapomialem o chaosie powiedzmy 179 stopni :)

A teraz to masz poczucie humoru.:)


>> Ale gdzies jest kres oszustwa, zas warunkiem jego ujawnienia jest
>> dokopanie sie do PRZYCZYNY i zastosowanie antidotum, czyli
>> ODTAJNIENIE tego, co bylo do tej pory tajnym. I wystarczy bysmy
>> odtajnili relacje miedzy Dzieckiem a Rodzicami - dalej PRZEMIANA
>> potoczy sie sama.

> o! wreszcie jakis ogolny konsensus.... :)

Nie ma zadnego konsensusu. Mowimy o Celu ale tylko ja mowie o tym JAK ten cel
osiagnac. By mozna bylo mowic o konsensusie musiusz zglosic swoj sposob w JAKI
chcesz osiagnac cel, co do ktorego uzgodnilismy juz, ze nalezy go osiagnac.:)


> przydaloby sie jednak rozprowadzic ten tok rozumowania, bo owo
> nieszczesne dziecko jest tylko jednym z etapow ewolucji danego
> organizmu, ktory wcale nie dla wszystkich zaczyna sie na pojeciu
> "dziecko i jego uswiadomienie"

Schodzisz do macicy...? :)

> pozdr
LeoTar
Wladek Tarnawski




03.06.1999
altavista babe

>> logika, zakladajac ze pierwsze nasze posuniecie jest zupelnie
>> przypadkowe/ jest bezwladna proba znalezienia milosci, owo posuniecie
>> wywola efekt, ktory albo da nam owa milosc albo jej nie da, a poniewaz
>> szanse mamy nieskonczenie male... zaczynamy naturalnie odbijac sie od
>> poprzedniego dzialania i robic cos przeciwnego, moze teraz sie uda ?

> Gromadzimy doswiadczenia... Ale nadal nie znamy wzorca, z ktorym mozemy
> porownac rezultat poszczegolnych doswiadczen.

skad sie Twoim zdaniem wziela milosc ?


>> a za 56 zauwazylem ze, 23 odzialywuje na 3 przez co tamten
>> na jeszcze jakis inny... i wtedy bedzie "git" , nie bede czul sie
>> samotny....

> Wpadles do klatki, ktora sam zastawiles ptaszku.:)
> Tu Cie boli - boisz sie samotnosci, ale owijasz to w taka gesta tkanine by nikt
> sie nie zorientowal. Czasem nawet to powiesz wprost (jak w powyzszym zdaniu),
> ale przytrafi Ci sie to baaardzo rzadko i tylko wprawny obserwator rozumiejacy
> mechanizm "ucieczki" zdola chwycic Cie w locie...

a wiec zmien role i przestan lapac ptaszkow do klatki tylko pomoz im
zaczac fruwac... bo ja nie rozumiem nadal dlaczego jestem w klatce
Twoim zdaniem ? dlaczego mialbym chciec aby nikt sie nie zorientowal ?


>> jednak owych zaleznosci jest tak duzo, ze czlowiek poczal budowac
>> systemy, ktore sa w stanie uchronic wiekszosc przed "separacja"...
>> kazde dzialanie jest w rzeczywistosci pozytywne, czyz nie ? :)

> Ja mysle, ze tych zaleznosci nie bylo tak wiele :)  lecz wlasnie wskutek
> tchorzliwej dzialalnosci czlowieka starajacego sie za wszelka cene uniknac
> separacji utworzono ich bardzo wiele; maja rzekomo zabezpieczyc jednostke przed
> separowaniem podczas gdy w rzeczywistosci bronia "interesow" jednej
> heterogenicznej grupy: KOBIET.

bronia interesow oby grup, faceci moga poprzez owe systemy dogadzac
babom... a faceci wlasnie tego chca. Baby rowniez bez systemow by
cierpialy bo nie mialyby swoich idealow. Wiec wszyscy sa zadowoloni
kiedy jednak mozna pogodzic interesy obu grup.


>, gdyz tylko pokonawszy ten strach mogl sie
> on dokopac do ROZWIAZANIA problemu dokuczliwego nie tylko jemu ale takze
> kobiecie. Jezeli jednak kobiety nie chca sie do tego przyznac to uwazam, ze
> moim prawem, a raczej obowiazkiem jako mezczyzny jest wytlumaczenie tchorzliwym
> facetom w jaki sposob i dlaczego sa przez kobiety upadlani; gdybym tego nie
> powiedzial ponizalbym wlasna plec, a zatem ponizalbym.... samego siebie. Gdybym
> tego nie powiedzial kobietom to ponizalbym rowniez je - w koncu kobieta tez
> czlowiek.:)  

znowu slowo ROZWIAZANIE ktorego w ogole nie rozumiem


>> zalezy od stopnia rozwoju systemu.... kiedy jest on niedoskonaly,
>> rodza sie konflikty.... jednak one wszystkie zawsze same sie
>> udoskonala.... przykladem jestes przeciez ty sam

> Ale kiedys musi nastapic STOP, czyli stabilizacja... Nie ma bowiem sensownego
> budowania bez stabilizacji - wszystko jest tymczasowoscia...

kiedys, na koncu tak.... to jest tak jak z osiaganiem obiektywizmu...
stabilizacja, harmonia, lad... to wszystko utopia, ale ciagle do niej
sie zblizamy....


>>> No wezmy na przyklad te grupe, p.s.p., i mnie jako przyklad osobnika o
>>> bardzo kontrowersyjnych dla wielu pogladach. Jak myslisz, czy chetniej
>>> oceniaja siebie czy tez bardzo chetnie oceniaja mnie, gdyz sie
>>> 'podkladam'. zamist oceniac rzeczowosc moich pogladow i wyjasnien...? :)

>> za malo danych, jak dla mnie pol na pol.

> Gdybys mial doswiadczenia wlasne pewnie juz by Ci wystarczylo tej wiedzy o
> mnie. Nie moja wina, ze nie masz zadnych doswiadczen tej klasy co moje.
> Widocznie zylem energiczniej i mniej... tchorzliwie.:)

co za glupoty.... znowu kwestia odwagi huh... chyba juz cos na ten
temat napisalem, a ty dalej swoje
energiczniej to moze zyjesz dlatego ze miales szczescie na "loterii
genetycznej"


>>> I coz to znaczy oceniac siebie stale przyblizajac sie do obiektywnosci? Czy
>>> moze miec jakakolwiek wartosc ocena, ktora z racji niewiedzy (braku punktu
>>> odniesienia) nie jest ocena obiektywna?

>> oczywiscie, bo kazdy z nas ma ten sam punkt odniesienia i kazdy z nas
>> bladzi w dazeniu do jednego celu - milosci ;)

> Nie posluguj sie pojeciem, ktorego nie potrafisz w zaden sposob weryfikowac -
> jest to zwyczajne naduzycie. By je weryfikowac musisz miec Punkt Odniesienia,
> czyli Wzorzec o stabilnosci Absolutu. A ten mozesz otrzymac tylk i wylacznie od
> rodzicow, ktorzy taki wzorzec powinni reprezentowac w swoich zachowaniach i
> wzajemnych relacjach. Chodzi o Zaufanie i Szacunek, ktore sa ekspresja Milosci,
> a bez ktorych nie mozna zbudowac niczego trwalego. Jezeli dobrze zrozumialem to
> dla Ciebie jedyna trwala wartoscia jest "milosc", ktorej nie potrafisz
> powiedziec wiele, ale o ktorej marzysz. Wyobraz sobie, ze dla mnie tak samo tym
> celem ostatecznym jest Milosc, ale ja wiem jak to najwspanialsze z doswiadczen
> psychicznych moge doswiadczac rowniez w sferze fizycznej, o ile sfera  takowa
> istnieje...:)

w jaki sposob moze doswiadczyc w sferze fizycznej ? Czy ty chcesz
powiedziec ze znalazles droge do tego czego wszyscy od wiekow dokopac
sie nie moga ? ;)
prosze bardzo, powiedz w jaki sposob


>> to co odbiera nasz mozg jest przez cos weryfikowane....
>> a jest tym uczucie cierpienia [czyli potrzeba milosci/pojednania] jakby
>> od zawsze zakorzeniona...

> Spadaj masochisto !

Sloma Ci z butow wychodzi panie Swiadomy :)


>> zgodna z budowa i geneza wszechswiata...

> Pewnie wymyslonego i stworzonego przez Twojego Bozka, hi, hi...

a jakze by inaczej, moj bozek to srednia moich doswiadczen


>>> Chyba sie zagapiles - nigdzie tego nie napisalem ani tez nie wyrazilem
>>> oceniania siebie wzgledem innych. W swiecie, w ktorym dzieje sie zle  i nie
>>> wiemy DLACZEGO dzieje sie zle konfrontowanie pogladow, a nie ocenianie
>>> innych na podstawie tego co sami myslimy, jest sposobem na odnalezienie
>>> BLEDU, ktory powoduje ow dyskomfort niepewnosci i rywalizacji (...)

>> nie widzisz tego, ze nie wolno przyrownywac tylko czesci rownania.

> Ja tego nie robie. Szukam rozwiazania, ktore spelnia wszystkie warunki Sieci. I
> jestem pewien, ze znalazlem, gdyz tylko to jedno rozwiazanie nie bylo brane pod
> uwage jako potencjalne rozwiazanie. Rozwiazanie, ktorego wdrozenie pozbawia
> wladzy kobiet nad mezczyznami, wladzy seksualnej wynikajacej z pasywnej
> psychofizjologii ich (kobiet) seksu. Czyzbys chcial bronic kobiety w imie
> dalszego ponizania przez nie mezczyzn...?

w jaki sposob chcesz odciagnac "pieski od kosci" ? Przeciez to dla nich
oznacza zaglade... takie jest prawo natury, aby wspolnymi silami
osiagac cel.... nie obchodza mnie tymczasowe srodki jak manipulacja,
bo ich uniknac nie mozna.... celem jest osiagniecie swiadomosci


>>To, ze trudno jest rozwiazac trudne rownanie nie swiadczy o tym, ze wolno
>> nam wyciagac z niego dowolne nie poparte niczym czynniki...

> Ja mam doswiadczenie, a wiec baze do dokonywania aproksymacji. I bede to robil
> nawet wowczas, jezeli okaze sie, ze musze obalic.... ZAKAZ. Wiesz o jaki zakaz
> chodzi, no nie...? :)

nie


>> Ocenianie samego siebie jest jakas abstrakcja, bo co mozna powiedziec
>> o sobie nie majac punktu odniesienia....

> A co w takim razie mozesz powiedziec o innych skoro nic nie potrafisz
> powiedziec o sobie? Czym bedziesz sie kierowal oceniajac innych? Czyzbys mial
> jakies schematy do dokonywania takich ocen? I ktoz Cie uprawomocnil do
> dokonywania takich ocen skoro nie smiesz dokonac samooceny. "Poznaj wpierw
> samego siebie" Phenomenie...

oczywiscie ze mam punkt odniesienia do wydawania ocen, tym punktem
jest moje cierpienie. Wzgledem niego oceniam otoczenie


>> modyfikacja wlasnego wizerunku, moze odbyc sie tylko pod warunkiem
>> dzialania zewnetrznych czynnikow, ktore ty chcesz wylaczyc.... sprzecznosc :)

> Doswiadczenie jest wlasnie tym "czynnikiem zewnetrznym", ktorego nie masz
> wlasnie Ty. Jezeli sa jakowes inne czynniki zewnetrzne, ktore moga zastapic
> doswiadczenie to nazwij je. W koncu doswiadczenie fizyczne jest tym lacznikiem,
> drugim elementem zamykajacym petle sprzezenia zwrotnego w relacjach
> wewnetrznych Stworcy podobnie jak i w relacjach miedzy Kobieta i Mezczyzna.

nie przecze, ale ty rowniez niczemu nie zaprzeczyles


>>> A wiec 'chaos kontrolowany', czyli taki, w ktoryms ktos jednak ma
>>> wladze...? Oj Panie Phenomen

>> Czlowiek ma na celu poznanie nieskonczonosci  nie napisalem przeciez,
>> ze chaos kontrolowany jest ostatnim z etapow

> A co to jest nieskonczonosc...? :)

swiadomosc


>> Jesli takowa anarchia nie uwzglednia tak podstawowych wartosci, to
>> nawet nie ma o czym mowic... to wrecz sprzeczne z logika... ja nie o
>> takiej doskonalej anarchii pisalem

> To sprecyzuj te Twoja anarchie...  Wymien cechy, ktore beda ja charakteryzowac.

jest to nieskonczenie skomplikowany system, ktory nie ma ograniczen w
czasie i przestrzeni, potrafi maksymalnie mozliwie dogodzic wszystkim i
wszystkiemu... ale nie tak bardzo jakby tego pragnelo nasze wnetrze,
jednak lepszego wyjscia nie ma.


>>> zagniezdzone jest jajo, a wiec srodowiska macicy, srodowiska, o ktorego
>>> stabilnosci decyduje stabilnosc emocjonalna kobiety.

>> Nie bylo jeszcze gatunku, ktory wymarlby z wlasnej wylacznie winy

> Skoro tak twierdzisz to udowodnij swoje twierdzenie. Co do eliminowania
> negatywnych skutkow strachu mozesz sie przekonac po doswiadczeniach ludzi,
> ktorzy przezyli syberyjskie wygnanie, wojne wietnamska, wyszli calo z opresji
> dzieki pokonaniu strachu, a takze po uczestnikach wszelkiego rodzaju walk (full
> contact), i in..  Giniesz gdy sie boisz, gdy pokonasz strach przezywasz.

pokonanie strachu nastepuje zawsze, czy zas ktos zginie to juz strach
nie ma tutaj zadnego znaczenia. Nawet pokonujac wszelkie przeszkody, w
otchlani nieskonczonosci ;) zawsze znajdzie sie taka ktora bedzie w
stanie go zmiazdzyc [to jest ten pech]


> Gatunki, wsrod ktorych wystepuje manipulacja musza dotrzec do skrajnej formy
> strachu, po ktorej musi nastapic smierc, najpierw jednostkowa a pozniej
> zbiorowa. Byloby dobrze gdybys mi wskazal gatunki wsrod ktorych nie bylo walki,
> a wiec i strachu. Czy potrafisz...?

Ale walka to juz zaprzeczenie odrebnosci tego gatunku, to sprzeczne z
logika aby gatunek walczyl sam ze soba, wiec musialy tu juz dzialac
inne czynniki, ktore od razy wykluczaja wine owego gatunku.


>>> Tymniemniej mozemy sobie wyobrazic skrajny scenariusz zaglady
>>> gatunku homo sapiens nie w wyniku zaglady nuklearnej, najazdu
>>> nieistniejacych 'obcych' lecz w wyniku niezdolnosci do pokonania
>>> strachu przed podjeciem calkowitej odpowiedzialnosci za wlasne
>>> decyzje. Przede wszystkim te wychowawcze czyniace Dziecko
>>> rownym Rodzicowi.

>> mysle ze teoria ewolucji temu skutecznie zaprzecza...

> Teorii ewolucji nigdy nikt nie potwierdzil; stanowi ona jedynie swoiste
> przyblizenie procesow zachodzacych w Zyciu, ktore jestesmy w stanie postrzegac.
> Jednoznacznie nie wyjasnia ona jednak NICZEGO - wszystko to spekulacje, domysly
> i przypuszczenia.

oczywiscie, nie przecze temu ze w to trzeba uwierzyc... w to ze
rozmawiam z Leotarem tez musze wierzyc. Wszystko to jest kwestia
doswiadczenia, powtarzalnosc w owym doswiadczeniu segreguje niektore
zdarzenia na te bardziej "znajome" [w ktore trzeba wierzyc mniej] i te
zupelnie niespotykane, niepewne.


>> sa jeszcze inne, ktore zgodnie z teoria chaosu, raczej nie
>> wystartuja wszystkie razem rowniez w "przeciwna strone", wystarczy
>> drobne zboczenie odchylenie od wartosci "destrukcyjnej" i juz mamy
>> perpetum mobile ;)

> Pokaz jak to zrealizowac, a zaakceptuje... jezeli nie znajde dowodow
> przeciwko.:)

to sie realizuje samo, my tego nie realizujemy, ktos za nas juz to
zrealizowal, my jestesmy tylko narzedziem tego czegos


>> A poniewaz gdyby chaos mial wybrac najczarniejsza dla nas wersje, nie
>> istnialoby nic, juz w momencie kreacji, a skoro jednak istnieja dwie
>> rozne wartosci oznacza to, ze kiedys musza one sie przyciagnac...

> A wiec rowniez zmierzasz do Jednosci tyle tylko, ze nie wiesz jak ta Jednosc ma
> sie przejawiac. Pomysl wiec w ten sposob - jezeli ja stary moge Ci cos
> podpowiadac - ze bez tworzenia (doswiadczania) Stworca - kimkolwiek jest - nie
> bylby w zaden sposob udowodnic samemu sobie, ze jest cokolwiek wart. Czy
> uwazasz, ze Czlowiek tak bardzo rozni sie od przyjetego przez Stworce schematu
> postepowania, czyli potwierdzania samemu sobie swojego BYCIA poprzez
> Doswiadczanie? Sprobuj odpowiedziec na to bez unikow, od ktorych ostatnio nie
> stronisz Phenomenie...:)

wydaje mi sie ze fakt tworzenia nie implikuje poczucia wlasnej
wartosci. Trudno zeby to nie wygladalo jak unik, kiedy ja nie rozumiem
jak teoria chosu ma zostac pogodzona z poczuciem wlasnej wartosci,
ktorej kazdemu z nas caly czas brakuje. Piszesz ze nie wiem jak ma sie
przejawiac owa jednosc, owszem nie wiem, ale czy to moze wiesz ?
Poza tym nie moge sie wypowiadac nie rozumiejac tego co ty uwazasz za
stworce.... czlowiek = stworca nie moze sie od siebie roznic, wiec
zaczynam sie zastanawiac czy ty nie mowisz przypadkiem o "poczatku
tego wszystkiego", ale tego ja naprawde nie rozumiem, i watpie abys ty
rozumial.


>>> Ale gdzies jest kres oszustwa, zas warunkiem jego ujawnienia jest
>>> dokopanie sie do PRZYCZYNY i zastosowanie antidotum, czyli
>>> ODTAJNIENIE tego, co bylo do tej pory tajnym. I wystarczy bysmy
>>> odtajnili relacje miedzy Dzieckiem a Rodzicami - dalej PRZEMIANA
>>> potoczy sie sama.

>> o! wreszcie jakis ogolny konsensus.... :)

> Nie ma zadnego konsensusu. Mowimy o Celu ale tylko ja mowie o tym JAK ten cel
> osiagnac. By mozna bylo mowic o konsensusie musiusz zglosic swoj sposob w JAKI
> chcesz osiagnac cel, co do ktorego uzgodnilismy juz, ze nalezy go osiagnac.:)

o nie, ty mowisz dokladnie tyle samo co ja, to ze Tobie sie wydaje iz
mowisz wystarczajaca ilosc nie znaczy ze tak jest dla innych...


>> przydaloby sie jednak rozprowadzic ten tok rozumowania, bo owo
>> nieszczesne dziecko jest tylko jednym z etapow ewolucji danego
>> organizmu, ktory wcale nie dla wszystkich zaczyna sie na pojeciu
>> "dziecko i jego uswiadomienie"

>Shcodzisz do macicy...? :)

tak

pozdr
--
...phenomen...     
elenktikos



16.05.1999
In article <373c6873...@news.vogel.pl>, phen...@kki.net.pl (phenomen)
writes:

>> Oceniajacy zadko, bardzo rzadko ma wystarczajaca ilosc informacji aby ocenic
>> dany czyn.

> nigdy nie ma wystarczajacej ilosci danych, bo wszystko opiera sie na
> nieskonczonosci/chaosie ;)

Czy uwazasz zatem, ze osiagniecie calkowitej pewnosci nie jest mozliwe? Albo
prosciej, czy uwazasz, ze osiagniecie calkowitej pewnosci jest mozliwe?
Odpowiedz: TAK lub NIE.


> Slowem, oceniac mozesz wtedy kiedy pozwoli Ci na to sztuczna granica 
> [wytworzona przez system w ktorym zyjesz] informacji ktore musisz
> zdobyc o obiekcie ocenianym, aby dzialac optymalnie/obiektywnie.
Wracasz wiec do tego samego punktu, z ktorego wyszedles wczesniej: chcesz
oceniac cos/kogos na podstawie informacji wzorcowej ustanowionej przez kogos
innego, co do ktorej nie ma zadnej pewnosci, ze jest informacja kompletna.
Jakzez wiec mozesz oceniac skoro wzorzec, ktory Ci zostal wbudoweany nie jest
kompletny? No bo gdyby kazdy z nas mial kompletny wzorzec to czyzby potrzebnym
bylo ocenianie?
A poza tym caly czas wracasz do tego, ze to Ty oceniasz kogos. Wez sie i
odpieprz od oceniania kogokolwiek i zacznij oceniac siebie. Czys jest takim
swietoszkiem, za jakiego chcesz uchodzic? :)


> Czesto ludzie ucza sie pewnego rodzaju wzorow/znakow rozpoznawczych,
> ktore widzac [owa minimalna ilosc informacji] z rachunku prawdopodobienstwa...

Bzdury gadasz - to nie rachunek prawdopodobienstwa tylko doswiadczenie lub tez
brak skazenia psychicznego. Im masz wiecej doswiadczen tym masz wiecej wlasnych
schematow, ktore wyparly z BIOS-a schematy narzucone przez rodzicow i zakazowe
spoleczenstwo. Zarazem im jestes mlodszy, im mniej skazony przez spoleczenstwo
tym blizszym jestes prawdy, nie potrafisz tylko tej prawdy wyartykulowac, nie
potrafisz jej nazwac w jezyku doroslych.


> potrafia juz ocenic osobe z ktora sie rozmawia...

Tylko po co...?
Czyzbys chcial zyc cudzym zyciem?


> to bardzo ekonomiczne i wygodne, wiecej osob na tym zyska niz straci...

Dopoty, dopoki sie nie okaze, ze schematy byly zbudowane na klamstwie,
oszustwie, manipulacji, przemocy, dazeniu do wladzy... I ze podlozem tych
dzialan byl... brak poczucia wlasnej wartosci.


> a jak trafisz na odmienca [niewazne czy ocenionego za wysoko czy
> za nisko] i ty i on ulegniecie modyfikacji, zblizycie sie do siebie

Pod warunkiem, ze odmieniec bedzie mial otwarta glowe, ze nie zostal jeszcze
skrajnie wykorzystany i ze bedzie mial wystarczajaco duzo odwagi, by podjac
ryzyko przemiany. Jezeli jest zdominowany przez strach i totalna niemoc, to
szkoda sie z takim zadawac. Dla takich jedyna droga jest... komin lub
przepasc...

LeoTar
Wladek Tarnawski





18.05.1999
altavista babe
> Czy uwazasz zatem, ze osiagniecie calkowitej pewnosci nie jest mozliwe? Albo
> prosciej, czy uwazasz, ze osiagniecie calkoitej pewnosci jest mozliwe?
> Odpowiedz: TAK lub NIE.

do pewnwego stopnia.... mozemy rozwijac nasza pewnosc, expandowac wraz
ze wszechswiatem i zbijac kolejne argumenty/roznice. nie potrafie pojac
swiata w ktorym zyje, wiec nie wiem czy TAK czy NIE.... moze na samym
koncu bedzie TAK, ale ten koniec bedzie faktycznym poczatkiem kolejnej
niepewnosci... a moze nie? Nie wiem.... nie mam pewnosci... moge w to
wierzyc... a ty masz pewnosc ?


>> Slowem, oceniac mozesz wtedy kiedy pozwoli Ci na to sztuczna granica 
>> [wytworzona przez system w ktorym zyjesz] informacji ktore musisz
>> zdobyc o obiekcie ocenianym, aby dzialac optymalnie/obiektywnie.

> Wracasz wiec do tego samego punktu, z ktorego wyszedles wczesniej: chcesz
> oceniac cos/kogos na podstawie informacji wzorcowej ustanowionej przez kogos
> innego,

nie ma wartosci zwiazanych tylko z jednym pojeciem, to sprzeczne z
logika.... wartosciami ludzie sie wymieniaja bo nie ma innego wyjscia


> co do ktorej nie ma zadnej pewnosci, ze jest informacja kompletna.
> Jakzez wiec mozesz oceniac skoro wzorzec, ktory Ci zostal wbudoweany nie jest
> kompletny?

na podstawie tego co mam... a mam inne wyjscie ?


> No bo gdyby kazdy z nas mial kompletny wzorzec to czyzby potrzebnym
> bylo ocenianie?

nie, oceniamy wlasnie po to, aby sie owego oceniania pozbyc


> A poza tym caly czas wracasz do tego, ze to Ty oceniasz kogos. Wez sie i
> odpieprz od oceniania kogokolwiek i zacznij oceniac siebie. Czys jest takim
> swietoszkiem, za jakiego chcesz uchodzic? :)

zastanow sie....


>> Czesto ludzie ucza sie pewnego rodzaju wzorow/znakow rozpoznawczych,
>> ktore widzac [owa minimalna ilosc informacji] z rachunku prawdopodobienstwa...

> Bzdury gadasz - to nie rachunek prawdopodobienstwa tylko doswiadczenie lub tez
> brak skazenia psychicznego.

hehe... widze ze agresji sie jednak nie wypierasz... 
szkoda ze nie widzisz tego tak kompleksowo :)


> Im masz wiecej doswiadczen tym masz wiecej wlasnych schematow,
> ktore wyparly z BIOS-a schematy narzucone przez rodzicow i zakazowe
> spoleczenstwo.

czysta logika :)


>> potrafia juz ocenic osobe z ktora sie rozmawia...

> Tylko po co...?
> Czyzbys chcial zyc cudzym zyciem?

tak, ten sposob pozwala nam zyc wzajemie swoim zyciem... oczywiscie
jest to na razie tylko utopia... ale coraz blizsza


>> a jak trafisz na odmienca [niewazne czy ocenionego za wysoko czy
>> za nisko] i ty i on ulegniecie modyfikacji, zblizycie sie do siebie

> Pod warunkiem, ze odmieniec bedzie mial otwarta glowe, ze nie zostal jeszcze
> skrajnie wykorzystany i ze bedzie mial wystarczajaco duzo odwagi, by podjac
> ryzyko przemiany. Jezeli jest zdominowany przez strach i totalna niemoc, to
> szkoda sie z takim zadawac. Dla takich jedyna droga jest... komin lub
> przepasc...

juz wiem, czemu w pewnym momencie dialogu z Toba poczulem sie jak
niepoprawny optymista ;). Nie wierzysz w ludzi. Nie widzisz tego, ze
swiat dazy w ku jednemu celu... kazdy z nas powstal z naturalnych jego
odlamkow, i w mniejszym lub wiekszym stopniu uzupelnia go.

pozdr
--
...phenomen... 
elenktikos




31.05.1999
In article <37463d10...@news.vogel.pl>, phen...@kki.net.pl (elenktikos)
writes:

>> Pod warunkiem, ze odmieniec bedzie mial otwarta glowe, ze nie zostal jeszcze
>> skrajnie wykorzystany i ze bedzie mial wystarczajaco duzo odwagi, by podjac
>> ryzyko przemiany. Jezeli jest zdominowany przez strach i totalna niemoc, to
>> szkoda sie z takim zadawac. Dla takich jedyna droga jest... komin lub
>> przepasc...

> juz wiem, czemu w pewnym momencie dialogu z Toba poczulem sie jak
> niepoprawny optymista ;). Nie wierzysz w ludzi.

Gdybym nie wierzyl w ludzi to jakzez bym sie mogl zdecydowac na ogloszenie
hipotezy, za ktora Swieta Inkwizycja scigalaby mnie pewnie do grobowej deski.
To, ze sie zdecydowalem swiadczy wlasnie o tym, ze WIERZE w ludzi i w ich
zdolnosc samodzielnej przemiany. Wystarczy im wskazac kierunek... Zreszta nie
wolno robic nic wiecej poza stymulowaniem tempa...:)))


> Nie widzisz tego, ze swiat dazy w ku jednemu celu... kazdy z nas powstal
> z naturalnych jego odlamkow, i w mniejszym lub wiekszym stopniu uzupelnia go.

Nie, kazdy z nas tworzy Calosc w polaczeniu z Kobieta. A podzielilismy sie na
drobne odlamki wlasnie dlatego, ze nie bylismy swiadomi tego, ze jestesmy
Jednoscia. By sobie to uzmyslowic musielismy przejsc droge cierniowa
wewnetrznego i fizycznego rozbicia po to by sie nastepnie odtworzyc niczym
Feniks z popiolow. To cena samouswiadomienia Stworcy-Czlowieka.

LeoTar
Wladek Tarnawski




03.06.1999
altavista babe
>> Nie widzisz tego, ze swiat dazy w ku jednemu celu... kazdy z nas powstal
>> z naturalnych jego odlamkow, i w mniejszym lub wiekszym stopniu uzupelnia go.

> Nie, kazdy z nas tworzy Calosc w polaczeniu z Kobieta.

nie jest to w rzeczywistosci mozliwe, ale dazymy do tego.... nie ma
zwiazkow idealnych


> A podzielilismy sie na
> drobne odlamki wlasnie dlatego, ze nie bylismy swiadomi tego, ze jestesmy
> Jednoscia. By sobie to uzmyslowic musielismy przejsc droge cierniowa
> wewnetrznego i fizycznego rozbicia po to by sie nastepnie odtworzyc niczym
> Feniks z popiolow. To cena samouswiadomienia Stworcy-Czlowieka.

znowu konsensus, tylko ze Twoja teoria przypomina mi wiare w to,
jakoby to mozliwe bylo wytworzenie sie malej lokalnej harmonii w
chaosie... jednak, aby osiagnac jednosc potrzeba nieskonczonej ilosci
pracy/manipulacji aby kazdy z nas byl jednym i tym samym.

pozdr
--
...phenomen...     
elenktikos




12.05.19999In article <3737d...@news.vogel.pl>, "Przemysław Rakowski"
<Przemysla...@natned.com.pl> writes:
> LeoTar napisał(a) w wiadomości:
>> Jezeli moge sobie jednak pozwolic na szczerosc to stwierdzenie, ze
>> "wszystko zalezy od punktu odniesienia", ktore znalazlem w jednej z
>> Twoich odpowiedzi, moze swiadczyc o raczej skrajnej odmiennosci
>> naszych pogladow anizeli o pogladowej wspolnocie. Jezeli bylbys tak
>> dobry chetnie wyslucham wyjasnienis, DLACZEGO tak wlasnie
>> napisales, gdyz takie stwierdzenie jest dla mnie dowodem
>> skrajnego relatywizmu, ktorego ja sam nie akceptuje.

> Pomijajac fizyke, w ktorej to stwierdzenie broni sie samo, podam kilka
> przykladow z zycia.

To nie fizyka stworzyla czlowieka lecz czlowiek stworzyl fizyke, by poprzez...
wzajemne oszukiwanie sie poprawiac swoje samopoczucie. Jednostka gnebi
jednostke pod pretekstem zdobywania wiedzy. Czy relatywizujac wszystko fizyka
zdolala rozwiazac jakikolwiek z najbardziej palacych problemow ludzkosci...?


> Ktos kogos zabil. Czy da sie stwierdzic, ze jest to dobre, albo zle? Nie. Bo
> przeciez moze byc zle, gdy zabil, bo chcial okrasc, a moze byc dobre, gdy
> zabil, bo bronil innych (np. na wojnie, w obronie zony, dzieci...).

Na pewno mozna jednak powiedziec, ze zmusza do zastanowienia DLACZEGO zabil.
Morderstwo jest wystepkiem przeciwko Zyciu, wystepkiem potepianym najbardziej
we wszystkich kulturach i religiach poza... satanistami, ktorzy gloryfikuja
smierc, szczegolnie smierc malego Dziecka. Czy uwazasz zatem, ze zaniechanie
wyjasnienia DLACZEGO zabijamy tylko dlatego, zeby nie naruszyc czyjegos
poczucia wlasnej wartosci zbudowanego na... zabijaniu i/lub by sie temu komus
nie narazic, jest czynnoscia godna pochwaly i propagowania?


> To przyklad radykalny i rzadki, ale wzbudzajacy watpliwosci. Jezeli wiec sa
> watpliwosci w przypadku takiego czynu jak zabijanie, to takie watpliwosci sa
> tez w przypadku o wiele mniejszych i drobniejszych rzeczy.

Ja, z moimi skrajnymi pogladami na temat wychowania nie mam zadnych watpliwosci
co do tego, ze etyka akceptujaca zabijanie w JAKIMKOLWIEK przypadku jest etyka
mordercow, etyka zapozyczona ze swiata zwierzat albo tez - co blizsze prawdy :)
- zapozyczona z nieswiadomosci Stworcy.


> Ktos komus pozycza pieniadze. Mozna to robic po to aby innym pomoc, albo po
> to aby innych uzaleznic od siebie. Wszystko zalezy od osoby ktora to robi.

Sa jednak pieniadze napedem POSZUKIWANIA rozwiazania zagadki przemocy podobnie
jak i sama przemoc jest aktywnoscia nieswiadomego Stworcy, dzieki ktorej moze
on zmusic samego siebie do odzyskania tozsamosci. Przemoc Stworcy, ktory walczy
sam z soba by wreszcie uzmyslowic sobie samemu, ze... walczy sam z soba wskutek
NIEPEWNOSCI POCZATKU, ktorego nie bylo tak jak i nie bedzie KONCA.


> Oceniajacy rzadko, bardzo rzadko ma wystarczajaca ilosc informacji aby ocenic
> dany czyn.

Pozostaje wiec tylko ZAUFAC. Ale nie da sie zaufac, jezeli nas tego nie
nauczono i jezeli w procesie wychowawczym nauczono nas poddawac w watpliwosc
wszystko, nawet nasza wlasna wartosc, poczucie wlasnej wartosci...


> Tak wiec ocena czegos jako dobro, lub zlo zalezy od punktu
> odniesienia, od tego na jakiej podstawie dokonuje sie takiej oceny.

Jezeli mamy wiecej niz jeden punkt odniesienia (Kobieta inny, Mezczyzna inny)
to natychmiast mamy do czynienia z konfliktem, ktory bedzie stopniowo zataczal
coraz szersze kregi az dojdzie do totalnej walki wszystkich ze wszystkimi. 
Czyz nie jest jednak zastanawiajacym, ze Kobieta stara sie trzymac na uboczu
tej walki wszystkich mezczyzn ze wszystkimi mezczyznami sama czerpiac jeno
korzysci z tej wzajemnej zaglady mezczyzn walczacych przeciwko sobie rzekomo w
obronie gniazd rodzinnych (partiotyzm, nacjonalizm, faszyzm, Matka Ziemia...)


> Te same rzeczy w wydaniu roznych ludzi moga byc dobrem lub zlem.

Jezeli nie potrafisz zrozumiec lub nie chcesz zaakceptowac mechanizmu, ktory
prowadzi do eskalacji przemocy, eskalacji patologii...

LeoTar
Wladek Tarnawski




13.05.1999
On 12 May 1999, LeoTar wrote:
> To nie fizyka stworzyla czlowieka lecz czlowiek stworzyl fizyke, by poprzez...
> wzajemne oszukiwanie sie poprawiac swoje samopoczucie. 

Misiu, czlowiek fizyki nie stworzyl ;)
Czlowiek po prostu malutka czesc zjawisk, wlasciwosci i cech zebral pod
etykietka: "Fizyka" ;P


> Jednostka gnebi
> jednostke pod pretekstem zdobywania wiedzy. Czy relatywizujac wszystko fizyka
> zdolala rozwiazac jakikolwiek z najbardziej palacych problemow ludzkosci...?

Palacych - nie chce mi sie szukac przykladow, coby nie wyjsc poza (glupie
bo glupie) - ogien ;)
Poza tym misiaczku, relatywizujac, to pieprzysz glupoty, bo zeby nie ta
durna fizyka i nie to ognisko iles_tam_tysiacleci_temu to Twoje glupoty
nie wyszly poza kilka okolicznych jaskin. Moze to by bylo i lepiej.....


> mordercow, etyka zapozyczona ze swiata zwierzat albo tez - co blizsze prawdy :)
> - zapozyczona z nieswiadomosci Stworcy.

Acha.
Nie jestes, neqs zwierzatkiem, pamietaj.


>> Ktos komus pozycza pieniadze. Mozna to robic po to aby innym pomoc, albo po
>> to aby innych uzaleznic od siebie. Wszystko zalezy od osoby ktora to robi.

> Sa jednak pieniadze napedem POSZUKIWANIA rozwiazania zagadki przemocy podobnie
> jak i sama przemoc jest aktywnoscia nieswiadomego Stworcy, dzieki ktorej moze
> on zmusic samego siebie do odzyskania tozsamosci. Przemoc Stworcy, ktory walczy
> sam z soba by wreszcie uzmyslowic sobie samemu, ze... walczy sam z soba wskutek
> NIEPEWNOSCI POCZATKU, ktorego nie bylo tak jak i nie bedzie KONCA.

Kochanie, nie uogolniaj ;>
To, ze On tak, to nie znaczy, ze ja tez ;)
Nie ze wszystkim jest tak, ze "i chcialby i boi sie" ;)


>> Oceniajacy zadko, bardzo zadko ma wystarczajaca ilosc informacji aby ocenic
>> dany czyn.

> Pozostaje wiec tylko ZAUFAC. Ale nie da sie zaufac, jezeli nas tego nie
> nauczono i jezeli w procesie wychowawczym nauczono nas poddawac w watpliwosc
> wszystko, nawet nasza wlasna wartosc, poczucie wlasnej wartosci...

Rozbrajasz mnie, kotku ;)
Mnie nikt zaufania nie uczyl ;)
Jesli juz, to przez to cale "wychowanie" itede - pojecie "zaufania"
jest spaczane ;) Toz samo z poczuciem wlasnej wartosci i tak dalej ;)


>> Te same rzeczy w wydaniu roznych ludzi moga byc dobrem lub zlem.

> Jezeli nie potrafisz zrozumiec lub nie chcesz zaakceptowac mechanizmu, ktory
> prowadzi do eskalacji przemocy, eskalacji patologii...

I'm think, I'm paranoid... la la la ;)

> LeoTar

neq

._  _  _. ---  --- -[ /\/3q ]-- - -- -        -   --      --                -- -  
[ )(/,(_] pgp, personal stuff, projects, at        UIN #35409639                |
        | http://neq.industrial.art.pl/                n...@industrial.art.pl        
. . . Three nights has the same thing happened, violent all day then        |
   quiet from moonrise to sunrise. I wish I could get                        :
                   some clue to the cause. . .                                .
-- 
Archiwum listy dyskusyjnej pl-sci-psychologia
http://www.newsgate.gliwice.pl/archive/pl-sci-psychologia/




14.05.1999
In article <1999051304...@dumb.iinf.polsl.gliwice.pl>,
n...@industrial.art.pl (neq) writes:
> On 12 May 1999, LeoTar wrote:
>> To nie fizyka stworzyla czlowieka lecz czlowiek stworzyl fizyke, by
>> poprzez...  wzajemne oszukiwanie sie poprawiac swoje samopoczucie.

> Misiu, czlowiek fizyki nie stworzyl ;)

Uszom nie wierze. Czyzby wiec fizyka stwarzala czlowieka? Skoro w boskim planie
tworzenia Czlowiek pojawil sie dopiero ktoregos tam dnia to znaczy, ze fizyka z
jej wszystkimi prawami poprzedzala Czlowieka... Powtorze za ktoryms z Twoich
listow, w ktorym sie zassales neq: "uszom nie wierze".:)


> Czlowiek po prostu malutka czesc zjawisk, wlasciwosci i cech zebral pod
> etykietka: "Fizyka" ;P

Co za zmyslne zwierze ten Czlowiek - potrafi od czasu do czasu odslonic (pardon
- odkryc) to co mu Bog-niedojda zaslonil swoja nieswiadomoscia. Niezly jestes
neq - takie samoponizanie sie mozliwe jest tylko w swiecie ludzi bez poczucia
wlasnej wartosci reprezentowanym na przyklad przez... faszystow. Czy masz moze
z nimi cos wspolnego...?


>> Jednostka gnebi jednostke pod pretekstem zdobywania wiedzy. Czy
>> relatywizujac wszystko fizyka zdolala rozwiazac jakikolwiek z najbardziej
>> palacych problemow ludzkosci...?

> Palacych - nie chce mi sie szukac przykladow, coby nie wyjsc poza (glupie
> bo glupie) - ogien ;)

Widzisz, nawet w takim prostym przypadku moze nastapic nieporozumienie wskutek
niekoniecznie intencjonalnej manipulacji. A co dopiero w przypadku tak
skomplikowanych i nieprzeniknionych teorii, ktorymi fizyka raczy maluczkich.
Zastanow sie nad tym ile lat musi spedzic student sleczac nad grubymi ksiegami
by "nauczyc sie rozumiec" te wszystkie teorie fizyczne, ktore za kilka lat
okazuja sie g... warte i laduja w lamusie. Czyz nie jest to zastanawiajace? A
moze raczej kompromitujace dla fizyki...?


> Poza tym misiaczku, relatywizujac, to pieprzysz glupoty, bo zeby nie ta
> durna fizyka i nie to ognisko iles_tam_tysiacleci_temu to Twoje glupoty
> nie wyszly poza kilka okolicznych jaskin. Moze to by bylo i lepiej.....

Widzisz neq, ja od dawna o tym wiedzialem i jakze czesto podkreslam, ze gdyby
nie ta "durna" nauka, to ta "moja" teoria nie ujrzalaby swiatla dziennego, gdyz
nie mialbym wiedzy o swiecie, wiedzy ktory stworzyl Czlowiek. To dzieki tej
"zasranej" nauce mowie i pisze to co slychac. I jestem wdzieczny tej nauce,
ktorej poszczegolni wyrobnicy "oszukiwali" dlatego by podniesc swoj prestiz, by
poczuc sie lepszymi, by zaspokoic braki emocjonalne, ktorych sprawcami byli ich
nieswiadomi rodzice. Ja jestem tej nauce wdzieczny co nie znaczy, ze nie mam
prawa powiedziec tego, co mysle o mechanizmach, ktore doprowadzily do powstania
tejze nauki niekoniecznie zawsze dzialajacej w interesie ogolu. Bardzo czesto
bowiem ta nauka okazuje sie bronia w rekach jednostek w celu zdobycia przezen
wladzy nad innymi, czyli w celu podtrzymania niewolnictwa. Chociaz w sumie to
nie ma zadnych negatywow rozwoju nauki, nawet fakt, ze... mozliwa jest zaglada
kazdego gatunku, w szczegolnosci homo sapiens.:)

Nie wystarczy wiec neq oburzac sie na moje obrazoburcze stwierdzenia dotyczace
nauki, trzeba jeszcze zastanowic sie DLACZEGO wsrod ludzi istnieje tendencja do
dominowania, tendencja do unikania odpowiedzialnosci, do manipulowania, do
zniewalania, itd., ktore to zjawiska mozna okreslic jednym wspolnym mianem:
PRZEMOC ?  Czy Ty neq nie odrozniasz woli poszukiwania rozwiazania problemu od
bezmyslnego potepiania w czambul...? Czyzbys byl az takim ciemnogrodzianinem?


>> mordercow, etyka zapozyczona ze swiata zwierzat albo tez - co blizsze
>> prawdy :)  - zapozyczona z nieswiadomosci Stworcy.

> Acha.
> Nie jestes, neqs zwierzatkiem, pamietaj.

No moze jak Ci sie troche oleju do glowy wleje to i trybiki latwiej beda w niej
wspolpracowac, lzej im bedzie rozruszac neq-owa rdze tradycji...:)


>> Przemoc Stworcy, ktory walczy sam z soba by wreszcie uzmyslowic
>> sobie samemu, ze... walczy sam z soba wskutek NIEPEWNOSCI
>> POCZATKU, ktorego nie bylo tak jak i nie bedzie KONCA.

> Kochanie, nie uogolniaj ;
> To, ze On tak, to nie znaczy, ze ja tez ;)
> Nie ze wszystkim jest tak, ze "i chcialby i boi sie" ;)

Masz na mysli, ze taki bezmyslny, czy ze taki wredny i okrutnik...?


>> (...) nie da sie zaufac, jezeli nas tego nie nauczono i jezeli w procesie
>> wychowawczym nauczono nas poddawac w watpliwosc wszystko,
>> nawet nasza wlasna wartosc, poczucie wlasnej wartosci...

> Rozbrajasz mnie, kotku ;)
> Mnie nikt zaufania nie uczyl ;)

To widac. Dlatego tak bredzisz...


> Jesli juz, to przez to cale "wychowanie" itede - pojecie "zaufania"
> jest spaczane ;) Toz samo z poczuciem wlasnej wartosci i tak dalej ;)

Jezeli uwazasz, ze miedzy ludzmi istotnie panuje zaufanie to jak wyjasnisz te
wszystkie kanty i oszustwa, ktorych tyle ma miejsce w swiecie? Jezeli nie
bywasz nigdzie w swiecie a znasz tylko Polske to rzeczywiscie mozesz miec
problemy ze zidentyfikowaniem tego zjawiska, gdyz Twoja wrazliwosc na cos
takiego jak: klamstwo, zlodziejstwo, oszustwo, brak zaufania, brak poczucia
wlasnej wartosci zostala zabita przez totalitaryzm dopiero co zakonczonego
okresu radosnej tworczosci, ale nie tylko. Chyba wiesz ponadto, ze totalitaryzm
w naszym wieku niejedno mial imie. A gdyby sie dobrze przyjrzec to czegos na
wzor faszyzmu moznaby sie dopatrzec takze w wiekach znacznie, znacznie
wczesniejszych. Jak masz problemy z identyfikacja to polecam ksiazeczke, ktora
w roku 1996 napisal i wydal Walter Laqueur a tytul brzmi "Faszyzm, wczoraj -
dzis - jutro", a ktora zostala rowniez wydana w Polsce przez warszawskie
wydawnictwo Da Capo w 1998 r.

Tobie polecam ksiazke, ktore przegladam chociaz przegladac nie musze, gdyz to
co w niej znajduje przezylem na wlasnej skorze  w "zaciszu domowego ogniska" i
pod bacznym okiem matriarchalnego prawa w katolickim (to akurat jest najmniej
wazne) kraju. Niechze sie jednak nikt nie pomyli, ze katolicyzm jest dla
faszyzmu jedynym partnerem. Partnerem faszyzmu jest kazda ideologia wyrastajaca
z braku poczucia wlasnej wartosci, ktorego to braku (poczucia wlasnej wartosci)
faszyzm jest forma skrajna, ekstremalna. Nie nalezy wiec obwiniac... faszyzmu i
faszystow za skutki ichniej ideologii, ale nalezy poszukac PRZYCZNY, ktora taka
skrajnie patologiczna forme braku poczucia wlasnej wartosci wyprodukowala. Tej
skrajnej formie niedowierzania samemu sobie towarzyszy skrajny brak zaufania w
stosunku do otoczenia i bezwzgledne dazenie do podporzadkowania sobie
wszystkich i wszystkiego. I to jest wlasnie paranoja faszyzmu, ktorej zrodlem
jest... zakazowo-nakazowe wychowanie dzieci w ich rodzinach sprzyjajace
dominacji Kobiety. Faszyzm niekoniecznie musi przybierac formy fizycznego
zniewalania lub niszczenia, gdy nie da sie zniewolic (przyklad Holocaustu).
Rownie, a moze nawet bardziej efektywnym moze byc faszyzm intelektualny
poslugujacy sie manipulacja, ktorej celem jest umyslowe zniewolenie ludzi, by
nastepnie wykorzystac ich fizycznie do ograniczania wolnosci i podporzadkowywania
sobie innych. I tak dalej, i tak dalej.

A poczatek temu wszystkiemu daje... nieswiadoma i nieufna Kobieta uzywajaca
seksu jako srodka do terroryzowania i podporzadkowywania sobie Mezczyzny.
Zjawiska faszystowskie w duzych grupach sa juz tylko akumulacja (globalizacja)
zjawisk w rodzinach - mezczyzni uciskani przez kobiety w rodzinach staraja sie
zdominowac innych mezczyzn, staraja sie dominowac siebie nawzajem, gdyz z
kobietami nie moga sobie poradzic. Wszyscy robia to samo, czyli kazdy chce
zawladnac conajmniej jednym innym mezczyzna, co prowadzi do rywalizacji, walki
o wladze, ktora nastepnie przeradza sie w bezwzgledna walke na zycie i smierc.
Pomysl o tym neq i o... wykorzystaniu faszyzmu dla wymuszenia pokojowych
przemian spolecznych.


>>> Te same rzeczy w wydaniu roznych ludzi moga byc dobrem lub zlem.

>> Jezeli nie potrafisz zrozumiec lub nie chcesz zaakceptowac mechanizmu,
>> ktory prowadzi do eskalacji przemocy, eskalacji patologii...

> I'm think, I'm paranoid... la la la ;)

Tak dobrowolnie, bez bicia przyznajesz sie do tego izes emocjonalnym bublem...?
;)

LeoTar
Wladek Tarnawski




17.05.1999
On 14 May 1999, LeoTar wrote:

>> Czlowiek po prostu malutka czesc zjawisk, wlasciwosci i cech zebral pod
>> etykietka: "Fizyka" ;P

> Co za zmyslne zwierze ten Czlowiek - potrafi od czasu do czasu odslonic (pardon
> - odkryc) to co mu Bog-niedojda zaslonil swoja nieswiadomoscia. Niezly jestes
> neq - takie samoponizanie sie mozliwe jest tylko w swiecie ludzi bez poczucia
> wlasnej wartosci reprezentowanym na przyklad przez... faszystow. Czy masz moze
> z nimi cos wspolnego...?

Tak, moj kolega jest skinem-idealista
A co do ponizania - niby przed kim? Przed Bogiem?
Nie za duzo bys koteczku chcial?
Zachowujesz sie jak rozwydrzone dziecko ;)
Za tokiem Twojego rozumowania: jak juz Bog Cie stworzyl, to moze mial sie
jeszcze gnojem zajmowac i opowiadac mu co i jak? Jak dla mnie to nie ;)
Wiesz dlaczego? Odpowiedz: bo RTFM ;>


> Widzisz, nawet w takim prostym przypadku moze nastapic nieporozumienie wskutek
> niekoniecznie intencjonalnej manipulacji. A co dopiero w przypadku tak
> skomplikowanych i nieprzeniknionych teorii, ktorymi fizyka raczy maluczkich.
> Zastanow sie nad tym ile lat musi spedzic student sleczac nad grubymi ksiegami
> by "nauczyc sie rozumiec" te wszystkie teorie fizyczne, ktore za kilka lat
> okazuja sie g... warte i laduja w lamusie. Czyz nie jest to zastanawiajace? A
> moze raczej kompromitujace dla fizyki...?

Dla samej fizyki jako nauki - IMHO nie.


> Widzisz neq, ja od dawna o tym wiedzialem i jakze czesto podkreslam, ze gdyby
> nie ta "durna" nauka, to ta "moja" teoria nie ujrzalaby swiatla dziennego, gdyz
> nie mialbym wiedzy o swiecie, wiedzy ktory stworzyl Czlowiek. 

Czlowiek stworzyl Twoja wiedze o swiecie? A ktory?
Jak dla mnie, to Ty sam tworzysz swoja wiedze o swiecie. Jesli nie - to
jestes kaleka.


> To dzieki tej
> "zasranej" nauce mowie i pisze to co slychac. I jestem wdzieczny tej nauce,
> ktorej poszczegolni wyrobnicy "oszukiwali" dlatego by podniesc swoj prestiz, by
> poczuc sie lepszymi, by zaspokoic braki emocjonalne, ktorych sprawcami byli ich
> nieswiadomi rodzice. Ja jestem tej nauce wdzieczny co nie znaczy, ze nie mam
> prawa powiedziec tego, co mysle o mechanizmach, ktore doprowadzily do powstania
> tejze nauki niekoniecznie zawsze dzialajacej w interesie ogolu. Bardzo czesto
> bowiem ta nauka okazuje sie bronia w rekach jednostek w celu zdobycia przezen
> wladzy nad innymi, czyli w celu podtrzymania niewolnictwa. Chociaz w sumie to
> nie ma zadnych negatywow rozwoju nauki, nawet fakt, ze... mozliwa jest zaglada
> kazdego gatunku, w szczegolnosci homo sapiens.:)

to po cholere najezdzasz na fizyke?
Nie najezdzaj na nauke.
Sam chyba sie domyslisz na co powinienes najezdzac


> Nie wystarczy wiec neq oburzac sie na moje obrazoburcze stwierdzenia dotyczace
> nauki, trzeba jeszcze zastanowic sie DLACZEGO wsrod ludzi istnieje tendencja do
> dominowania, tendencja do unikania odpowiedzialnosci, do manipulowania, do
> zniewalania, itd., ktore to zjawiska mozna okreslic jednym wspolnym mianem:
> PRZEMOC ?  Czy Ty neq nie odrozniasz woli poszukiwania rozwiazania problemu od
> bezmyslnego potepiania w czambul...? Czyzbys byl az takim ciemnogrodzianinem?

Akurat nie czepiam sie Twoich obrazoburczych stwierdzen odnosnie nauki.
Najwyzej z nimi polemizuje.
Czepiam sie innych rzeczy, wiesz jakich ;>


>> Acha.
>> Nie jestes, neqs zwierzatkiem, pamietaj.

> No moze jak Ci sie troche oleju do glowy wleje to i trybiki latwiej beda w niej
> wspolpracowac, lzej im bedzie rozruszac neq-owa rdze tradycji...:)

Latwiej bedzie LeoTarowi w dupe wchodzic ;>


>>> Przemoc Stworcy, ktory walczy sam z soba by wreszcie uzmyslowic
>>> sobie samemu, ze... walczy sam z soba wskutek NIEPEWNOSCI
>>> POCZATKU, ktorego nie bylo tak jak i nie bedzie KONCA.

>> Kochanie, nie uogolniaj ;
>> To, ze On tak, to nie znaczy, ze ja tez ;)
>> Nie ze wszystkim jest tak, ze "i chcialby i boi sie" ;)

> Masz na mysli, ze taki bezmyslny, czy ze taki wredny i okrutnik...?

Mam na mysli, ze wydaje Ci sie, ze jesli on tak, to ja tez.


>> Rozbrajasz mnie, kotku ;)
>> Mnie nikt zaufania nie uczyl ;)

> To widac. Dlatego tak bredzisz...

Zle. Wroc, nazad ;>
Nie powiedzialem, ze nie umiem ufac ;>
Zaufanie to jest rzecz ktora umie sie z difoltu
Moze nie ?


>> Jesli juz, to przez to cale "wychowanie" itede - pojecie "zaufania"
>> jest spaczane ;) Toz samo z poczuciem wlasnej wartosci i tak dalej ;)

> Jezeli uwazasz, ze miedzy ludzmi istotnie panuje zaufanie to jak wyjasnisz te
> wszystkie kanty i oszustwa, ktorych tyle ma miejsce w swiecie? 

Twoje ?
Jeszcze kilka Twoich postow przetrawie i powinienem byc w stanie napisac.
Chcesz ?


> A poczatek temu wszystkiemu daje... nieswiadoma i nieufna Kobieta uzywajaca
> seksu jako srodka do terroryzowania i podporzadkowywania sobie Mezczyzny.

Rzecz naturalna.
Kazdy mlody facet sie na to nacina.
Zauwaz tez, ze mloda kobieta nacina sie na wiele rzeczy u faceta.
I co? Rzecz kurde naturalna, tak bywa.
I nie zganiaj na Boga - bo to czlowiek jest glupi.


> Zjawiska faszystowskie w duzych grupach sa juz tylko akumulacja (globalizacja)
> zjawisk w rodzinach - mezczyzni uciskani przez kobiety w rodzinach staraja sie
> zdominowac innych mezczyzn, staraja sie dominowac siebie nawzajem, gdyz z
> kobietami nie moga sobie poradzic. Wszyscy robia to samo, czyli kazdy chce
> zawladnac conajmniej jednym innym mezczyzna, co prowadzi do rywalizacji, walki
> o wladze, ktora nastepnie przeradza sie w bezwzgledna walke na zycie i smierc. 

Uogolniasz.
Co nie znaczy, ze sie nie zgadzam.


> Pomysl o tym neq i o... wykorzystaniu faszyzmu dla wymuszenia pokojowych
> przemian spolecznych.

Myslalem juz o tym duzo ;)
Tylko... dlaczego nazywasz to faszyzmem, ha ?


>> I'm think, I'm paranoid... la la la ;)

> Tak dobrowolnie, bez bicia przyznajesz sie do tego izes emocjonalnym bublem...?
> ;)

To taka piosenka, bardzo fajna ;)
A ten cytat odnosil sie do Ciebie ;)

> LeoTar
neq




08.05.1999
In article <37324815...@ima.pl>, Blizbor <tb67...@ima.pl> wrote:
> "Przemysław Rakowski" wrote:

>> wyrozniajacym sie, to moglbys dotrzec do o wiele szerszej publiki. Teraz
>> jestes uwazany przez wielu za ideologa ktory zachlysta sie wlasnymi

> Jakiego znow ideologa, co ty mruczysz kotku ?
> Wez lepiej poswiec troche czasu i przewertuj archiwa.

A moze polecisz Szanownemu PT Czytelnikowi by sie zapoznal z Twoimi - jakze
chwiejnymi - pogladami. Zmieniasz je by sie przymilic jednym razem a gdy
wyczujesz u kogos slabosc lub... zyczliwosc skaczesz do gardla. Jak szczur
albo bullterier. No wiesz taki pies-morderca...


> To po prostu "cymbal brzmiacy" i "krowa ktora duzo ryczy".

Czyzby Cie to ryczenie az tak bardzo pobudzalo (a moze podniecalo, he, he, he)
gdyby bylo calkowicie pozbawione slusznosci?


> Miej kregoslup i swoje poglady chlopcze.

Czy uwazalbys, ze Przemek R. ma kregoslup gdyby Jego poglady zgadzaly sie z
Twoimi, natomiast doszedlbys do wniosku, ze kregoslupa nie ma gdyby Wasze
poglady byly rozne? Jestes hipokryta Blizbor, tak jak kazdy sekciarz.

> Pozdrawiam,
> Blizbor
>
> PS. Zadaj jemu pare pytan to i na Ciebie chlusnie go... go... :)))

Tobie sie oberwalo kiedys Blizborku-Rozporku, bo nie miales umiaru w
bezpardownowym atakowaniu mnie. A teraz mialczysz i skwierczysz jak
przysmazany szczur by napuscic na mnie innych. Coz za wstretny swad
przysmazanej skorki zramolalego szczura...


> no wiesz czym :)))))
Nie udawaj takiego swietoszka, ktory nawet slowa GOWNO nie wazy sie
wypowiedziec na publicznym forum. A  moze przygotowujesz sie do
kanonizacji...? Chociaz watpie by JPII chcial sie zadawac z Tobie
podobnymi... Ha, ha, ha...

LeoTar

> Blizbor.




08.05.1999
In article <37313...@news.vogel.pl>,
  "Przemysław Rakowski" <Przemysla...@natned.com.pl> wrote:

> Zadowolony :-)

Milo slyszec.


> Mysle, ze teraz bede spogladal nieco inaczej na Twoje teorie.

Nie spogladaj na nie tylko je PRZEMYSL.


> Powiem Ci jednak co mnie do tej pory zrazalo - Twoj jezyk.

Nie jestes wyjatkiem. W jakis jednak sposob musialem "dbac" o reklame tego co
oferuje. Musialem zmusic Szanowych Czytelnikow do tego, by chcac nie chcac
zakodowali we wlasnych glowach koncepcje, idee. Na mnie mogli pluc, ale raz
uslyszawszy o co chodzi nigdy juz nie przestana myslec o samej idei nawet
wowczas jezeli sie z nia nie zgadzaja.

Wiesz to tak jak z wielka powodzia - wiadomo, ze podczas przelewania sie
ogromnych mas wody wyplukuje ona caly syf nagromadzony przez lata wszystkich
po katach i kryjowkach. Ale jest to nieodzowne by ten syf przestal zatruwac
otoczenie, srodowisko. Taka wlasnie przyjalem metode: wzburzyc umysly i
zmusic je do myslenia, zasiac w nich ziarno zwatpienia i niepewnosci.
Mniejsza o jezyk a akceptacje dla mnie samego jest nieistotna...


> Mysle, ze gdybys nie uzywal pewnych gornolotnych sformuowan, gdybys pisal
> jezykiem niczym nie wyrozniajacym sie, to moglbys dotrzec do o wiele szerszej
> publiki.

Moze masz racje a moze i jej nie masz. Z tego co przezylem piszac w Sieci od
marca 1996 r. jestem przekonany, ze wybralem wlasciwa metode. Ci, ktorzy
uzywaja kulturalnego i grzecznego jezyka nie akceptowali mnie dlatego, ze
ujawnialem zbyt wiele oszustw, ktorych sie dopuszczali. I ci atakowali mnie
najbrutalniej. Ci zas, ktorzy uzywaja wulgarnego jezyka nie maja
wystarczajacej wiedzy by mogi zrozumiec wszystko z tych moich okrojonych
wypowiedzi. Okrojonych, gdyz nie da się wyrazic wszystkich stanow emocjonalnych
za pomoca slow; co wiecej nie da sie nawet utrwalic na papierze wszystkich
mysli, ktore przeplywaja przez glowe.

W mojej wiec ocenie nie mialo najmniejszego znaczenia jakiego jezyka uzywam -
i tak zostane obwolany natchnionym wariatem, psychopata, zboczencem,
pedofilem, seksista, aroganckim i butnym ideologiem, etc.


> Teraz jestes uwazany przez wielu za ideologa ktory zachlysta sie wlasnymi
> pomyslami na zycie i nie widzi niczego poza tym.

Nie mysle by tak bylo. Tymbardziej, ze Ci, ktorzy najwiecej wiedza na temat
mechanizmow przemocy zebrali ode mnie najwiekszy lomot (sami tez mi zreszta
niezle dolozyli) i mysle, ze wlasnie oni wyciagneli najwiecej korzysci (w
pozotywnym sensie) z tego sieciowego "mordobicia". :)


> To Twoj pozorny brak pokory i ogromna bunczucznosc wylewajaca sie z Twoich
> tekstow odpycha ludzi...

Odpycha tych, ktorzy obawiaja sie spojrzec na wlasne zycie bez emocji, gdyz
okazaloby sie, ze musza wiele w nim zmienic a przynajmniej zaakceptowac fakt,
ze  sami dopuscili sie roznych wymuszen emocjonalnych lub tez, ze byli takim
wymuszeniom poddawani. I juz nie wazne kto to robil w stosunku do nich lub
tez w stosunku do kogo oni sami to robili. Mimo wszystko jestesmy UCZCIWI i
brzydzimy sie przemoca; dlatego tak trudno jest nam samym spojrzec na
przemoc, ktorej sami dopuszczalismy sie. A co dopiero wowczas, gdy siedzimy w
samym srodku kotla z manipulacja i przemoca.


> Jezeli oczywiscie nie zalezy Ci na dotarciu do innych - niczego nie musisz
> zmieniac.

Wraz z pojawianiem sie nowych ludzi dostrzegajacych to, ze "innosci" mojego
myslenia nie nalezy sie obawiac, gdyz pomaga to uwolnic sie od zadawania i
ulegania przemocy, zmienia sie rowniez ton moich odpowiedzi. To tak samo jak
na wojnie - gdy przeciwnicy zaczynaja spogladac na siebie coraz mniej
nienawistnie zmienia sie rowniez sposob prowadzenia przez nich walki i
niepohamowana agresja zaczyna ustepowac wzajemnemu zrozumieniu.

> Dzieki!

LeoTar

 
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego