Mówienie prawdy pomaga - Jak to na wojence bywało

Przejdź do treści

Menu główne:

Mówienie prawdy pomaga

Rok 1999

Krowa (mu...@polbox.com) wrote:

: Mu!
: Wojciech A. Chmiel napisał w odpowiedzi na moj post:

: > Czytam sobie Wasze pogadanki i bardzo mi się to podoba.
: > Tylko dlaczego Krowa (ładna ksywka) cały czas pyta się dlaczego?
: > Sorry Krówko, ale chyba bardziej jestem za Przemkiem.
: > Masz ciekawe podejście do tej sprawy. Powiedziałbym indywidualne.

: Dlatego, bo nie zgadzam sie z tym, ze mozna komus nie powiedziec prawdy i
: twierdzic, ze to jest dla niego dobre. Po tym, jak ktos powiedzial mi, ze
: powinienem zaakceptowac cudza chec zycia w klamswie, zmienilem swoje zdanie
: i uwazam, ze powinno sie to uszanowac, ale nie mozna z gory zalozyc, ze ktos
: tej prawdy nie chce poznac.

Ja takze czytam sobie wasze pogadanki i tez mi sie podobaja. Mysle ze roznica
zdan - w waszych wywodach - pochodzi od innego podejscia do mowienia
prawdy. Niektorzy uwazaja ze reguly utylitrane - inaczej konsekwencjonalistyczne
rzadza mowieniem prawdy i rzeczywiscie tak jest - w niektorych przypadkach.
Oznacza to ze mozna nie mowic prawdy gdy konsekwencje sa lepsze niz
powiedznie jej. Dla przykladu: maz po pijaku zdradzil zone. Wie ze jezeli
jej to powie bedzie ona bardzo cierpiec. Teraz on czuje sie zle gdyz - zakladamy -
ze ja kocha. Powiedzienie prawdy spowoduje ze on uwolni sie od poczucia winy,
a ja pograzy. Dochodzimy tutaj do stwierdzenia ze konsekwencja prawdy bedzie
zle samopoczucie zony.

A teraz inne podejscie - tzw. intencjonalne. Jezeli zalozymy ze nasza intencja
jest nie ograniczanie nikogo i przedstawianie rzeczywistaci jaka jest - np. aby
dana osoba zyla pelnia zycia (dobrymi i zlymi stronami), to nie ma
niczego zlego ze powiemy jej cala prawde. Tak bywa u dentysty - jezeli
on nas informuje ze mamy zepsuty zab i trzeba go usunac to przedstawia nam
rzeczywistosc nie dbajac o to czy bedziemy sie przez to bac samego rwania.

Podsumowujac uwazam ze kazdy z Was ma racje, choc sam czesto skalaniam
sie ku  zasadzie by prawda nie krzywdzila ludzi. Rozumiem tez ze przez takie
zachowanie ograniczam czyjas wolnosc. Mysle tez ze podejscie intencjonalne -
jesli chodzi o mowienie prawdy jest o wiele latwiejsze niz utylitarystyczne - choc
na pewno nie jest mniej moralne.

Risto                            11.05.1999

p.s. dalej bede sie przysluchiwal rozmowie :)




Co do mowienia prawdy, to mnie sie wydaje, ze wiekszosc ludzi nie chce znac
prawdy, natomiast sa tacy ktorzy czasem chca ja znac. Co wy na to ?

Los



altavista babe

>> Mówiąc slangiem p. osobowości "karmię potwora" (jak każdy
>> zresztą). Potwór = Ego.

> I kazdy ma w sobie takiego potwora? A moze niektorzy maja jakies male,
> zastraszone stworzonko...?

owo zwierzatko przez czas niekarmienia mialo wiecej czasu do
przemyslenia planu expansji kiedy juz dostanie pozywienia
dlatego tez sumarycznie w kazdym z nas jest taki potencjal
senk w tym ze mozna miec pecha, i potwora nigdy nie ozywic nawet
pomimo wszelkiej samoswiadomosci

--...phenomen...




Mu!

Przemysław Rakowski napisał w odpowiedzi na moj post:

> Zgodnie z teoria wzglednosci, cos co moze byc uwazane za ruch w jednym
> ukladzie odniesienia, nie jest nim w innym ukladzie odniesienia.

Dokladnie tak. Tylko klamstwo nie ma nic wspolnego z poruszaniem sie, chyba
tylko z poruszaniem ustami :)


> Tak wiec cos moze byc rownoczesnie prawda i klamstwem, w zaleznosci od tego
> kto mowi i kto slucha...

No tak. Haslo: "ktos sie porusza" moze byc rownoczesnie prawdziwe i falszywe.
Chyba, ze powiesz: "ktos sie porusza wzgledem konkretnego układu odniesienia".

Pozostalo Ci udowodnic pozostale przypadki.

kał




Mu!

Wojciech A. Chmiel napisał w odpowiedzi na moj post:

Krotka uwaga: wycinaj tekst, na ktory nie odpowiadasz.

> Słuchaj, Ty jesteś on czy ona ?

on.

> Znowu zgodzimy się w 101 procentach. Tez nie rozumiem, jak można okłamać
> kogoś dla jego dobra. Głupie...

Yo! Nie jestem jedyny, ktory ceni prawde.

kał




Mu!

Pajonk Hfat napisał w odpowiedzi na post Wojtka Chmiela:

>> Dlaczego ? Przecież to, że syn-żołnierz zginął nie jest Twoją winą. Ale
>> rozumiem Cię - mówienie prawdy to ciężka sprawa. Moje skromne zdanie jest
>> takie, że ZAWSZE warto mowić prawdę. Bo wcześniej, czy później, to się
>> opłaci...

> Moze i masz racje ale dlaczego taka matka nie moze zyc z przeświadczeniem ze
> jej syn zginal jako bohater.

Bo to nieprawda.

Zapytam inaczej: czy sklamalbys, gdyby zapytala wprost, w jaki sposob umarl
jej syn?

kał




altavista babe

>> Po prostu chce utrzymac sie przy pozytywnej samoocenie... Z
>> doswiadczenia wiem, ze to tylko slogan, bo nie mozna miec zawyzonej
>> samooceny, kazdy inteligentny czlowiek, znieksztalcajac dana
>> informacje dla wlasnego samopoczucia, w dluzszym kontakcie z nia, musi
>> zredukowac swoj dotychczasowy wizerunek....

> Czy to znaczy, ze wg. Ciebie inteligentny czlowiek nie moze miec
> rowniez zanizonej samooceny? Jesli tak, to jakos trudno jest mi sie z
> tym zgodzic. Jesli nie, to widze tu sprzecznosc.

Nie, czlowiek inteligentny nie musi miec wcale wysokiej samooceny, ale
niska samoocena to tylko stan przejsciowy.... wlasciwie ocenianie sie
przez czlowieka moznaby przedstawic w postaci wykresu.... glowna
granica bylaby wysoka samoocena, dolna niska.... zas sam wykres bylby
sinusoida ktora zaweza sie do tych granic ktore rowniez zbiegaja ku
sobie... wraz z przyrostem x'ow :)

--...phenomen...



> Nie wiem, czy zauwazyles, ale nigdy nie pisalem aby klamac (wsadzac kit).

> Jestem tylko zdania, ze czasem nalezy komus oszczedzic prawdy.

Oszczędzenie prawdy to kłamstwo.
Taki wyimaginowany przykład:
Masz dziewczynę, którą zdradzasz (wiem, nieprawda, ale "wyobraź sobie...")
Dziewczę coś podejrzewa, pyta się - "masz inną ?"
I co? Oszczędzisz prawdy, powiesz "nie, skąd !!!". Czyli kit...

Wojciech A. Chmiel



Pajonk Hfat napisał(a) w wiadomości: <7h6kga$nif$1...@pollux.ip-plus.net>...

>>> Pajonk

>> Dlaczego ? Przecież to, że syn-żołnierz zginął nie jest Twoją winą. Ale
>> rozumiem Cię - mówienie prawdy to ciężka sprawa. Moje skromne zdanie jest
>> takie, że ZAWSZE watro mowić prawdę. Bo wcześniej, czy później, to się
>> opłaci...

> Moze i masz racje ale dlaczego taka matka nie moze zyc z przeświadczeniem
> ze jej syn zginal jako bohater. Po pierwsze bedzie dumna a po drugie umrze
> bardziej szczesliwa ( o ile mozna byc szczesliwym po stracie syna)
>
> Pajonk

.....o ile nie dowie się prawdy. Moze malo prawdopodobne, ale zawsze.

Wojciech A.




Przemysław Rakowski napisał(a) w wiadomości: <3736e...@news.vogel.pl>...

>> Za to, że powiesz która godzina, dostaniesz w dupę ?!
>> Ciekawe. Nie zdarzyło mi się.

> W dupe nie dostaniesz, ale zegarek mozesz stracic...

Musialeś mieć przykre doświadczenia w tej sprawie. Mnie na szczęście nikt
krzywdy nie zrobił...

Aha, jeszcze jedno - zaczynam się, cholera, gubić w tym wszystkim. Kto
odpowiada komu, gdzie i kiedy. Może by tak "przenieść" rozmowę do nowej
"działki", co ?

Wojciech A. Chmiel



On Tue, 11 May 1999 17:06:18 +0200, "Krowa" <mu...@polbox.com> wrote:
> Mu!

>> Moze i masz racje ale dlaczego taka matka nie moze zyc z przeswiadczeniem
>> ze jej syn zginal jako bohater.

> Bo to nieprawda.
>
> Zapytam inaczej: czy sklamalbys, gdyby zapytala wprost, w jaki sposob umarl
> jej syn?

Wezmy pod uwage inny przypadek, ze syn zginal na froncie w meczarniach
(a to sie niestety zdarza). Gdyby matka mnie zapytala, czy sie meczyl
oczywiscie bym zaprzeczyl - powiedzialbym wprost, ze zginal szybko.

> kał

???
Ja jednak konwencjonalnie pozdrawiam

Pio72




Krowa <mu...@polbox.com> wrote in message:

>> [..] Wiec dywagacje zdrowych (nie depresyjnych) ludzi na temat
>> prawdy sa jak pogawedki gluchego ze slepym...?

> (..) To, ze Ty masz takie zdanie, nie znaczy, ze masz prawo oskarzac
> ludzi zdrowych za to, ze wierza w wartosc prawdy (czy dobrze zrozumialem
> Twoja odpowiedz?)

Nigdzie nikogo nie oskarzalam. Zle zrozumiales, a ja niestety nie mam czasu
tlumaczyc :-(


>> [..] Dlaczego jedni ludzie potrafia tworzyc zludzenia, a inni nie bardzo...?

> Przeczytaj moja odpowiedz. Wedlug mnie [...]

Dziekuje Ci za odpowiedz, jednak Twoje indywidualne zdanie dla mnie
pozostaje tylko Twoim indywidualnym zdaniem [zludzeniem? ;)]. Nie moge sie
na nim opierac.

Pozdrawiam serdecznie i sorki, ze tak krotko.

Melisa




Mu!

Pio72 napisał w odpowiedzi na moj post:

>> Zapytam inaczej: czy sklamalbys, gdyby zapytala wprost, w jaki sposób umarl
>> jej syn?

> Wezmy pod uwage inny przypadek, ze syn zginal na froncie w meczarniach
> (a to sie niestety zdarza). Gdyby matka mnie zapytala, czy sie meczyl
> oczywiscie bym zaprzeczyl - powiedzialbym wprost, ze zginal szybko.

Nie chcialbym pytac Ciebie o cos, co jest dla mnie wazne, skoro kazesz nawet
matce miec falszywe informacje na temat smierci jej wlasnego syna...


>> kał

>???

Przetlumacz sobie moja ksywke na angielski i zapisz fonetycznie

kał




Mu!

Wojciech A. Chmiel napisał w odpowiedzi na moj post:

> Ciekawe słowa. Pozwolisz, ze ja jednak będę przy swoim (zodiakalny baran
> !!!). Myślę, że prawdę zawsze warto mówić - tylko trzeba wiedzieć jak. Moze
> jestem nienormalny.... według współczesnej psychologii oczywiście :)

Ok, tu pewnie masz racje. Mowilismy o tym, czy warto mowic, a nie o tym jak.
Tez mysle, ze sa sposoby gorsze i lepsze.

Wedlug wspolczesnej psychologii... A co ona mowi na ten temat?

kał




Mu!

WWW.REDANTS.MTL.PL napisał w odpowiedzi na moj post:

> Dla przykladu: maz po pijaki zdradzil zone. Wie ze jezeli
> jej to powie bedzie ona bardzo cierpiec.

A moim zdaniem lepiej jest, jesli ona to wie.


> Powiedzienie prawdy spowoduje ze on uwoli sie od poczucia winy

Dlaczego? Bedzie wiedzial, ze bardzo zranil zone.


> Dochodzimy tutaj do stwierdzenia ze konsekwencja prawdy bedzie
> zle samopoczucie zony.

Wedlug mnie zle samopoczucie zony i meza sa naturala konsekwencja zdrady.


> Podsumowujac uwazam ze kazdy z Was ma racje, choc sam czesto skalaniam sie
> ku zasadzie by prawda nie krzywidzila ludzi.

Ja tez, jak najbardziej. Nie zauwazam jednak sytuacji, w ktorej znajomosc
prawdy mialaby kogos skrzywdzic. W wymienionym przypadku zone skrzywdzil
maz, nie Ty. Musialbys podac inny...

kał



>> Moze i masz racje ale dlaczego taka matka nie moze zyc z przeswiadczeniem
>> ze jej syn zginal jako bohater.

> Bo to nieprawda.
>
> Zapytam inaczej: czy sklamalbys, gdyby zapytala wprost, w jaki sposób umarl
> jej syn?

Tak.
Pajonk



In article <wJzZ2.6174$I1.1...@news.tpnet.pl>, "Wojciech A. Chmiel"
<wch...@free.com.pl> writes:

> Dlaczego ? Przecież to, że syn-żołnierz zginął nie jest Twoją winą. Ale
> rozumiem Cię - mówienie prawdy to ciężka sprawa. Moje skromne zdanie jest
> takie, że ZAWSZE warto mowić prawdę. Bo wcześniej, czy później, to się
> opłaci...

Jezeli mowisz Prawde dlatego, ze Ci sie to oplaci to jestes... oszustem.
Prawde trzeba mowic dlatego, i niezaleznie od konsekwencji, dlatego, ze - jak
mowi przyslowie - "Prawda, niczym oliwa, zawsze na wierzch wyplywa". Prawda
jest jedna i jakkolwiek kreci sie ten swiat, to w koncu kiedys MUSISZ na Prawde
sie natknac...

LeoTar



In article <gJzZ2.6171$I1.1...@news.tpnet.pl>, "Wojciech A. Chmiel"
<wch...@free.com.pl> writes:

> Czytam sobie Wasze pogadanki i bardzo mi się to podoba.
> Tylko dlaczego Krowa (ładna ksywka) cały czas pyta się dlaczego?

Bo to najmadrzejsze z pytan...:)


> Sorry Krówko, ale chyba bardziej jestem za Przemkiem.
> Masz ciekawe podejście do tej sprawy. Powiedziałbym indywidualne.

Ty rowniez takie podejscie (niezalezne) powinienes miec. A jezeli juz optujesz
za Przemkiem to powinienes wyjasnic DLACZEGO; no i wracamy do najmadrzejszego z
pytan...:)

LeoTar



In article <3737d...@news.vogel.pl>, "Przemysław Rakowski"
<Przemysla...@natned.com.pl> writes:
> LeoTar napisał(a) w wiadomości:

>> Czy Ty wogole masz jakies stale poglady, czy zmieniasz je jak rekawiczki...?

> Znowu musze pilnowac slow jakich uzywam, bo prowadzi to do nieporozumien.
> Jest to trudne, jezeli chce sie pisac krotkie wypowiedzi, nie obwarowane
> roznymi zabezpieczeniami. Coz, skoro tak chcesz, bede staral sie byc
> dokladny.

Mnie wystarczy, jezeli bedziesz potrafil z kazdej konfliktowej sytuacji wybrnac
CELUJAC w jedna wspolna PRZYCZYNE. Albo tez pokazujac w jaki sposob mozna
uniknac roznorodnosci i konfrontacyjnosci za pomoca jednej 'szczepionki'.


> Dwie rozne rzeczy to to czego wymagam od innych, a czego wymagam od siebie!
> Ja nie zyje w zaklamaniu i nie oklamuje (chyba ze oklamywaniem nazwac
> milczenie).

Owszem. Jezeli wiesz cos, co moze zmienic zycie wielu a ukrywasz to ze strachu,
wstydu, niepewnosci, etc., to jestes najzwyczajniejszym oszustem. Nie ma
znaczenia, czy milczysz swiadomie czy tez nieswiadomie - jezeli jest problem, a
Ty unikasz wskazania jakiegos sposobu rozwiazania go, ktory wedlug Ciebie jest
sposobem slusznym, to LEKCEWAZYSZ potrzebujacych przez sam fakt okazywania
strachu przed nimi.


> Od innych tego nie wymagam. Inni moga sami sobie ukladac zycie. Moga zyc w
> klamstwie. Jezeli mi na nich nie zalezy - pozwalam im; jezeli mi na nich
> zalezy - zaczynam myslec co z tym zrobic, jak to zmienic.

Jak mozesz przewidywac kto moze miec a kto nie bedzie mial wplywu na Twoje
zycie. Tego nie wiesz, a wiec posrednio zagrazasz rowniez samemu sobie.
Ponadto podchodzisz konsumpcyjnie, selektywnie do mowienia ludziom prawdy, gdyz
kierujesz sie osobistymi animozjami (zalezy Ci, albo tez nie zalezy Ci na kims).
Nie dbasz o to, by pomoc kazdemu a tylko tym, o ktorych sadzisz, ze moga
Ci sie w przyszlosci przydac. No coz, dziwnie traktujesz rownosc...


> Nikt nie zyje w klamstwie moim kosztem

Nie powinienes tak mowic skoro nie jestes wszystkiego swiadom. A nie jestes
swiadom, gdyz uwazasz sie za... egoiste, ktory tylko dzieki egoizmowi potrafi
zyc.


> Najczesciej zyje sie w klamstwie swoim wlasnym kosztem.

I nie wydaje Ci sie, ze trzeba to czlowiekowi uzmyslowic...?


> Jezeli ktos zbyt ingeruje w moje zycie zmieniam to.

Co zmieniasz...?  Czy rowniez wowczas, jezeli nie jestes swiadom oddzialywania
(ingerencji).?


> Nie wyznaje jednak metody brutalnej zmiany i ingerencji w czyjes zycie (o
> ile to zycie nie jest szkodliwe w stopniu nieakceptowalnym).

Nawet jezeli zagraza to Twojemu bezpieczenstwu i jedynym sposobem uzyskania
bezpieczenstwa jest zmienic tego kogos?


> Wazniejsze, bardziej efektywne i bardziej humanitarne wydaje mi sie
> zainteresowanie kogos moim systemem wartosci i spowodowanie, aby sam
> doprowadzil do zmiany swojego (zburzyl go), niz zburzenie czyjegos systemu i
> zmuszenie go do pracy odbudowawczej.

A gdybys byl pierwszym, ktory uzmyslawia sobie dopiero co jest zlego w zyciu i
dzialalnosci ludzi to jakbys postepowal? Gdybys uzmyslawial sobie dzieki
DOSWIADCZANIU zla ze strony innych i dopiero po doswiadczeniu tego zdawalbys
sobie zprawe z mechanizmu? Jak wowczas zainteresowac kogos tym systemem, gdy on
wyciaga przeciwko Tobie miecz i popier..... prawo stanowione? Czy nadstawilbys
bezradnie polczka, czy tez uderzylbys mieczem rownoczesnie uswiadamiajac?

LeoTar



In article <3737d...@news.vogel.pl>, "Przemysław Rakowski"
<Przemysla...@natned.com.pl> writes:
> LeoTar napisał(a) w wiadomości:

>> Jest jeszcze druga strona medalu - w odpowiedzialnym zyciu nie mozesz
>> powzolic by inni krzywdzili Ciebie.

> Z tym nie ma problemu, JAK ktos moze mnie skrzywdzic?!!!
> Wystarczy, ze mam poczucie wlasnej wartosci i swiadomosc wlasnego egoizmu.

Egoizm oznacza NIEROWNOSC. Nie mieszaj wiec egoizmu z poczuciem wlasnej
wartosci.


> To wystarczy aby slowa innych nie ranily, to wystarczy aby otrzasnac sie z
> utraty ukochanej osoby.

Jezeli nie zrozumiesz calego mechanizmu JAK doszlo do uzaleznienia sie to to,
co nazywasz egoizmem oznacza najzwyczajniej ZABLOKOWANIE sie, odciecie sie od
swiata zewnetrznego, by zaden bodziec zewnetrzny nie byl Cie w stanie urazic.
Nie znaczy to, ze musisz sie izolowac w sensie fizycznym, w sensie komunikacji;
jestes natomiast odizolowany emocjonalnie.

LeoTar




In article <37387218...@news.vogel.pl>, phen...@kki.net.pl (expander ą)
writes:

>>> Np. mam wysokie poczucie własnej wartości - niektorzy powiedzieliby że
>>> za wysokie - a więc mam tym więcej powodów aby pewnych informacji
>>> o mnie samym po prostu do świadomości nie dopuszczać.

Wysokie poczucie wlasnej wartosci nie oznacza samoswiadomosci natomiast
prawdziwa  jest relacja odwrotna.:)


>> Ok, teraz rozumiem o co Ci chodzi. Troche zanadto przesuwam inna czesc tego
>> watku, w ktorym krytukuje nie mowienie prawdy, do tego, w ktorym
>> znieksztalcenie utozsamiam z klamstwem.

Bo tak wlasnie jest...


>> Ja sam probuje sobie wmowic, ze matura jest czyms latwiejszym niz jest
>> w rzeczywistosci, bo nie chce sie jej bac. Jednak nie chcialbym nie zdawac
>> sobie sprawy, ze nie jest do konca tak,  jak probuje sobie wmowic.

Czy matura - w istocie rzeczy - czyni czlowieka dojrzalym, czy tez tylko ma
symbolizowac dojrzalosc, ktorej w gruncie rzeczy czlowiek mature zaliczajacy,
nie osiaga? Czyz matura nie jest symbolem inicjacji podobnie jak Pierwsza
Komunia w Kk czy te roznorodne plemienne rytualy inicjacyjne nic wspolnego z
dojrzaloscia emocjonalna nie majace?


>>> Mówiąc slangiem p. osobowości "karmię potwora" (jak każdy
>>> zresztą). Potwór = Ego.

>> ?

> Po prostu chce utrzymac sie przy pozytywnej samoocenie...

Tak na sile, bez Wiedzy czyli  fundamentow..?
Czy sadzisz, ze to jest mozliwe?


> Z doswiadczenia wiem, ze to tylko slogan, bo nie mozna miec zawyzonej
> samooceny, kazdy inteligentny czlowiek, znieksztalcajac dana
> informacje dla wlasnego samopoczucia, w dluzszym kontakcie z nia, musi
> zredukowac swoj dotychczasowy wizerunek....

A wiec 'tymczasowe' oszukiwanie samego/ej siebie, ktore nastepnie przeradza sie
w permanentne samooszukiwanie...? Czy uwazasz, ze to jest sposob na zycie?


> stad, przepisem na zdrowego czlowieka, jest dowolne znieksztalcanie,
> bo i tak doprowadzi ono nas w koncu do optymalnego...

A wiec przez klamstwo (przemoc) do Prawdy. Logiczna negacja Falszu prowadzi do
odzyskania (siegniecia, odtworzenia) Prawdy, czy tak? A czy nie moznaby tego
samego sposobu postepowania zastosowac do odnalezienia tego, co stalo sie
Pierwotna PRZYCZYNA braku poczucia wlasnej wartosci i zniknelo wraz ze
zniknieciem stanu  Pierwotnego?


> ten krotki dowod wskazuje tylko na to, ze aby zostac nazwanym
> "zdrowym" trzeba miec szczescie [odpowiednie przygotowanie dziecka
> do bycia "srednia" rozpietosci  pojecia "zdrowy"]

Czyli proponujesz by nadal nadal trwac w klamstwie i iluzji...?
Coz za chore spoleczenstwo... :(

LeoTar




In article <373af1f5...@news.vogel.pl>, phen...@kki.net.pl (phenomen)
writes:

>>> Mówiąc slangiem p. osobowości "karmię potwora" (jak każdy
>>> zresztą). Potwór = Ego.

>> I kazdy ma w sobie takiego potwora? A moze niektorzy maja jakies male,
>> zastraszone stworzonko...?

> owo zwierzatko przez czas niekarmienia mialo wiecej czasu do
> przemyslenia planu expansji kiedy juz dostanie pozywienia
> dlatego tez sumarycznie w kazdym z nas jest taki potencjal
> senk w tym ze mozna miec pecha, i potwora nigdy nie ozywic nawet
> pomimo wszelkiej samoswiadomosci

Swiadomy potwor jest niegrozny a nieswiadomemu trzeba dac kopa by zmusic do...
myslenia. :)))

LeoTar




In article <2xWY2.1888$I1.3...@news.tpnet.pl>, "Melisa" <mel...@friko.onet.pl>
writes:
> Ronan <ro...@dawid.uni.wroc.pl> wrote in message

>>> Czy bywaja osoby zdrowe, ktore nie znieksztalcaja informacji o swiecie,
>>> tylko je np lekcewaza?

>> Nie (lekceważenie jest także zniekształceniem). Mówiąc o zniekształcaniu
>> mam na myśli tzw. "złudzenia, które pozwalają żyć" [...]

> Nie sadzilam, ze te zludzenia sa tak potrzebne w zyciu... Czy mozna sie ich
> nauczyc? :)

To sa przeslawne  "mechanizmy obronne", Meliso...


>> [..] Tego efektu nie ma tylko u pacjentów depresyjnych, ktorych - nader
>> słusznie - nazywa sie jedynymi racjonalnymi ludźmi.

> Sadze, ze powinien powiedziec mi to psychiatra, zamiast wypisywac recepty,
> ktore laduja w koszu.

Czyzbys korzystala z "pomocy" psychiatrow...?
Czegoz innego poza oferta 'prochow' oczekujesz od ludzi, ktorzy NIE WIEDZA z
czym maja do czynienia i jak naprawde temu zaradzic...?


>> [...] Jednak wyobrażanie sobie, że to zniekształcanie informacji jest
>> złe, jest poglądem błędnym.

> Heh, i jak to sie ma do poprzedniego tematu i tych, co twierdza 'prawda za
> wszelka cene'? :) Wiec dywagacje zdrowych (nie depresyjnych) ludzi na temat
> prawdy sa jak pogawedki gluchego ze slepym...?

Przy czym 'slepym i gluchym' sa 'dywagujacy sobie zdrowi psychole'.. No,no,
dobre sobie...
Gdyby istotnie ci 'zdrowi', uzurpujacy sobie prawo do zajmowania sie tymi
rzekomo 'chorymi' wiedzieli istotnie co zrobic, by wyleczyc 'chorych' to nie
mielibysmy 'chorych'. A zatem 'zdrowi lekarze' sa uzurpatorami, ktorzy nie
wiedza co zrobic, by nie bylo chorych. No chyba, ze 'zaloza' sobie, ze chorzy
byc musza.:) Nie ma jednak wowczas zadnej gwarancji na to, ze 'zdrowi lekarze'
nie sa 'chorymi pacjentami'. Czyzby zwariowany swiat Orwella...?


>> Osoba z zerowym poczuciem kontroli nie jest w stanie przedsięwziąść
>> żadnego działania, bo jest świadoma głównie tysiąca okoliczności
>> utrudniających sukces.

> O wlasnie. Dokladnie tak. Dlaczego jedni ludzie potrafia tworzyc zludzenia,
> a inni nie bardzo...?

Chcialas zapewne zapytac o to: "dlaczego jedni potrafia oszukiwac lepiej od
innych"..? :)))

> [....]

>>> 2. Czy uwaszasz, ze znieksztalcasz informacje?

>> Jak najbardziej (..)  mam tym więcej powodów aby pewnych
>> informacji o mnie samym po prostu do świadomości nie dopuszczać.
> To nietypowe, ze zdajesz sobie z tego sprawe :)

Istotnie.:)
A moze On manipuluje..?


>> Mówiąc slangiem p. osobowości "karmię potwora" (jak każdy
>> zresztą). Potwór = Ego.

> I kazdy ma w sobie takiego potwora? A moze niektorzy maja jakies male,
> zastraszone stworzonko...?

A moze WSZYSCY maja takie stworzonko? Stworzonko wykarmione zaborcza matczyna
piersia, uzaleznione od niezaspokojonej seksualnie matki, ktora nie moze
znalezc zaspokojenia gdyz... NIE UFA. Czy to takie malo prawdopodobne? A jakze
powszechnym jest SKUTEK - wszak wszyscy ciagniemy cycka, albo przymusowo dajemy
sie obmacywac zachlannym i... kazirodczym mamuskom?


> Pozdrawiam i zycze rozciagliwego czasu :)

Czas to wymysl niedorozwinietego mozgu, ktorego rozwoj zostal zatrzymany
wskutek... braku doskonalego pierwszego doswiadczenia. Autorytet, ktory nie
wierzy w to, ze sam dla siebie jest autorytetem. Nieswiadomy Stworca...

> Melisa

LeoTar



On Tue, 11 May 1999 20:56:13 GMT, phen...@kki.net.pl (phenomen) wrote:
> altavista babe napisał:

Hotbot kid ;)

>> Czy to znaczy, ze wg. Ciebie inteligentny czlowiek nie moze miec
>> rowniez zanizonej samooceny? Jesli tak, to jakos trudno jest mi sie z
>> tym zgodzic. Jesli nie, to widze tu sprzecznosc.

> Nie, czlowiek inteligentny nie musi miec wcale wysokiej samooceny, ale
> niska samoocena to tylko stan przejsciowy.... wlasciwie ocenianie sie
> przez czlowieka moznaby przedstawic w postaci wykresu.... glowna
> granica bylaby wysoka samoocena, dolna niska.... zas sam wykres bylby
> sinusoida ktora zaweza sie do tych granic ktore rowniez zbiegaja ku
> sobie... wraz z przyrostem x'ow :)

Rozumiem (chyba) o co Ci chodzi, ale nie moge sie jednak z tym
zgodzic. Jest wielu ludzi o wysokim IQ i bardzo niskiej/ bardzo
wysokiej samoocenie. No, chyba, ze inteligencji nie rozpatrujemy w
kategorii IQ, ale wtedy to chyba czysta filozofia. Zreszta moze sie w
koncu okazac, ze ten "stan przejsciowy" trwa cale zycie, ze wzgledu na
srodowisko w jakim jest dana osoba.

Pio72




LeoTar napisał(a) w wiadomości:

> Owszem. Jezeli wiesz cos, co moze zmienic zycie wielu a ukrywasz to ze strachu,
> wstydu, niepewnosci, etc., to jestes najzwyczajniejszym oszustem. Nie ma
> znaczenia, czy milczysz swiadomie czy tez nieswiadomie - jezeli jest problem, a
> Ty unikasz wskazania jakiegos sposobu rozwiazania go, ktory wedlug Ciebie jest
> sposobem slusznym, to LEKCEWAZYSZ potrzebujacych przez sam fakt okazywania
> strachu przed nimi.
> Jak mozesz przewidywac kto moze miec a kto nie bedzie mial wplywu na Twoje
> zycie. Tego nie wiesz, a wiec posrednio zagrazasz rowniez samemu sobie.
> Ponadto podchodzisz konsumpcyjnie, selektywnie do mowienia ludziom prawdy,
> gdyz kierujesz sie osobistymi animozjami (zalezy Ci, albo tez nie zalezy Ci na
> kims). Nie dbasz o to, by pomoc kazdemu a tylko tym, o ktorych sadzisz, ze moga
> Ci sie w przyszlosci przydac. No coz, dziwnie traktujesz rownosc...

Jestem egoista i kieruje sie przede wszystkim wlasnym dobrem. Motywy
dzilania zawsze sa rozne i zawsze mozna przylepiac im rozne etykietyki, ale
zawsze u podstaw lezy egoizm.


>> Nikt nie zyje w klamstwie moim kosztem

> Nie powinienes tak mowic skoro nie jestes wszystkiego swiadom. A nie jestes
> swiadom, gdyz uwazasz sie za... egoiste, ktory tylko dzieki egoizmowi potrafi
> zyc.

Znowu przeoczenie. Z tego co wiem, nikt nie zyje w klamstwie moim kosztem.
Choc pewien marginalny koszt zawsze istnieje.


>> Najczesciej zyje sie w klamstwie swoim wlasnym kosztem.

> I nie wydaje Ci sie, ze trzeba to czlowiekowi uzmyslowic...?

Nie zawsze.


>> Nie wyznaje jednak metody brutalnej zmiany i ingerencji w czyjes zycie (o
>> ile to zycie nie jest szkodliwe w stopniu nieakceptowalnym).

> Nawet jezeli zagraza to Twojemu bezpieczenstwu i jedynym sposobem uzyskania
> bezpieczenstwa jest zmienic tego kogos?

Co innego rozumiemy chyba przez pojecie ingerencji w moje (Twoje) zycie. Dla
mnie jest to ingerencja glownie psychiczna, dla Ciebie w duzej mierze
fizyczna. Dlatego sie troche nie rozumiemy. Z ingerencji psychicznej zawsze
da sie wybronic bez zmiany osoby ingerujacej. Z ingerencji fizycznej,
oczywiscie nie zawsze.

Przemyslaw Rakowski

 
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego