Ostatni pojedynek z nieświadomością dzikiej kobiety. - Jak to na wojence bywało

Przejdź do treści

Menu główne:

Ostatni pojedynek z nieświadomością dzikiej kobiety.

Rok 1997

4 kwietnia przyleciala do USA starsza siostra mojej zony, Wieslawa
Mazur (z d.Mierzwiak), ktora na stale mieszka we Wroclawiu ale ma
"zielona karte" i co roku przylatuje do Stanow aby ja zachowac.
Przyleciala razem ze swoim mezem Ryszardem, ktory w marcu zostal
obywatelem USA i po dwuletniej ponad nieobecnosci odwiedzil Polske.
Od mniej wiecej poltora roku Rysiek jest kierowca dlugodystansoowym
przemierzajac wzdluz i wszerz Ameryke. W ubieglym roku moja
szwagierka, podczas swoich odwiedzin w USA, towarzyszyla swojemu
mezowi w jego pracy przy okazji zwiedzajac ciekawe zakatki Nowego
Swiata.

Od ponad dwoch lat nie mam zadnego kontaktu z moimi dziecmi,
uwiezionymi we Wroclawiu przez ich matke, a moja eks-zone Terese
Mierzawiak, mlodsza siostre Wieski. Po powrocie Ryska z Polski
natychmiast sie z nim skontaktowalem - chcialem sie dowiedziec jak
tam dzieci. Wiedzialem skadinad (mam swoj wywiad), ze Rysiek widzial
sie z dziecmi. Rysiek obiecal mi, ze porozmawiamy ale od tamtego czasu
"jak kamien w wode". Dzwonilem w miedzyczasie do niego ale albo
nikogo nie bylo albo - jezeli ktos odebral telefon - to okazywalo sie
ze jest w drodze razem z zona. Zadzwonilem dzisiaj z rana (sobota,
25 kwiecien 1997). Telefon odebral Tomek, wspolokator. Odpowiedzial
mi, ze Rysiek od poniedzialku jest w drodze. Zapytalem czy Wieska
jest razem z nim? "Nie" - zabrzmiala odpowiedz. Czy poleciala z
powrotem do Polski? "Nie" - zabrzmialo ponownie. Jest wiec tutaj?
Odpowiedz "Tak" - wyjasnila mi wiele. Jadac do fryzjera kupilem
dzisiejszy "Super Express", w ktorym znalazlem artykul Jana
Wierzbickiego zatytulowany "Lekarze dyktatorow i wladcow. Pacjent
Adolf Hitler i jego profesor Morell", jak ulal pasujacy do polozenia
mojej eks-zony Teresy.

A wiec kolejna prowokacja, ktorej mam sie stac ofiara. Rysiek ma sie
stac nieswiadomym wykonawca wyroku smierci, ktory wydala na mnie
psychopatka Teresa Mierzwiak wraz z pozostalymi Mierzwiaczkami:
Wieslawa, ich matka Staszka i Danuta Mierzewiak, synowa Staszki. Ale
po kolei, bo czytelnik nieswiadomy zlozonosci (a moze prostoty)
sytuacji moze pomyslec, ze przesadzam.

Tak, jak moja matka az do 1986 roku ukrywala przede mna, ze jej babka
byla Zydowka tak i ja, terroryzowany przez Terese Mierzwiak zgadzalem
sie na ukrywanie przed naszymi dziecmi niektorych spraw z naszej
przeszlosci. Az do 1994 roku moje dzieci nie wiedzialy (przynajmniej
oficajalnie), ze bylem juz kiedys zonaty i ze maja przyrodnia siostre
Agate z mojego pierwszego malzenstwa. Nie wiedzialy rowniez, ze moj
ojciec byl Ukraincem a jego dziadowie Tatarami. Nie wiedzialy
rowniez, ze ich matka usunela pierwsza ciaze ze mna, kiedy jeszcze
trwalem w pierwszym malzenstwie, w ktorego rozbiciu ich matka
odegrala pierwszoplanowa role. O tym wszystkim mlodszy syn Jan i
corka Katarzyna dowiedzieli sie, gdy przyjechali do mnie pod koniec
zimy 1993/94, Kasia w lutym 94 a Jasiu w marcu. Chodzili do szkol
amerykanskich oraz do polskiej szkoly przy Konsulacie RP w Nowym
Jorku.

Nie obwinialem przed dziecmi Teresy za to, co sie stalo ale tez nie
winilem siebie; wyjasnialem im, ze przyczyny tych tragicznych wydarzen
znajduja sie w naszej nieswiadomosci, w naszym dziecinstwie.
Nie wiedzialem jeszcze wowczas o tym wszystkim czego dowiedzialem sie
po 12 wrzesnia 1994, juz po powrocie dzieci i Teresy do Polski, i po
samobojczej smierci mojego bossa, na temat inicjacji seksualnej
dzieci i konsekwencji zakazow.

Dzialajac w najlepszej wierze, chcac skonczyc z tajemnicami
rodzinnymi, ktore nie sprzyjaja zaufaniu a jedynie przyczyniaja sie
do powielania nieuczciwych archetypow a wiec tworzniu nastepnego,
patologicznego pokolenia degeneratow, nie zdawalem sobie sprawy, ze
uchylam rabka tajemnicy pilnie strzezonej przez kobiety w celu
zachowania dominacji nad mezczyznami. Kierujac sie najbardziej
szczytnymi idealami humanizmu, szacunku i zaufania dla drugiego
czlowieka nie zdawalem sobie zupelnie sprawy, ze odslaniam caly
patologiczny mechanizm przemocy stosowany przez kobiety od samego
poczatku istnienia gatunku. Co ja mowie - od samego Stworzenia
Materii przez Nieswiadomego Stworce czyli Swiadomosc. Ale nie
uciekajmy w filozofie.

Teresa, przyjechawszy z Wojtkiem w czerwcu '94 do Stanow zorientowala
sie natychmiast w stuacji, poniewaz od dawna manipulowala cala
rodzina, i zaczela wprowadzac ferment miedzy mnie a dzieci.
Sekundowala jej w tym Wieska, ktora rowniez wtedy znalazla sie w USA.
Doprowadzilo to do poroznienia mnie z Kasia. Pod koniec sierpnia
Teresa wyjezdzala z chlopcami do Polski juz nieco spokojniejsza
poniewaz zrobila "krecia robote" sklociwszy mnie z corka. A po
wyjezdzie Kasi do Polski na poczatku wrzesnia '94 Teresa przerwala mi
zupelnie kontakt z dziecmi poddajac je we Wroclawiu "praniu mozgow"
przy pomocy wroclawskich pan-psychologow i socjologow, darmozjadow
uzurpujacych sobie prawo do rzadzenia masami, a wiec do manipulacji
podswiadomoscia tluszczy.

Ale na tym nie koniec. Teresa wpadla w panike i to, co do tej pory
robila na wpol nieswiadomie zaczela robic swiadomie. Ponizana w
przeszlosci przez matke przerazila sie, ze za swoje czyny bedzie
musiala odpowiadac wiec postanowila mnie definitywnie zlikwidowac.
Byc moze podjela takie postanowienie juz w 1990 r. kiedy sluzbowo
wyjezdzalem do USA (dzieki temu wyjazdowi rehabilitowalismy Wojtka w
Instytutach Osiagania Ludzkich Mozliwosci w Filadelfii, Pa), a
pierwsze przygotowania poczynila okradajac mnie z naszego wspolnego
konta dewizowego. To, ze dokopalem sie do Glenna Domana przesunelo
tylko "wykonanie na mnie wyroku smierci" wydanego na mnie przez
kobiete-hetere za ujawnienie tajemnic, ktore istniec nie maja prawa.
Kazda tajemnica staje sie bowiem przedmiotem manipulacji, szantazu
a wiec jest zalazkiem wladzy i dominacji czlowieka nad czlowiekiem.

Pierwszy raz probowala mnie zgladzic za pomoca Kasi, gdy bylem sam
z Jasiem i Kasia na poczatku 1994 r. Namowila mnie na glodowke
"zero-kalorii". Gdy juz sie na to dalem namowic Kasia przekonala mnie
("bo tak mama mowila"), ze codziennie rano powinienem pic szklanke
soku ze swiezych winogron, rzekomo dla oczyszczania organizmu. Ufajac
zonie (niby dlaczego mialem nie ufac?) pilem ten sok dobrowolnie
narazajac sie na "szok cukrowy" - Teresa chciala wykorzystac
cukrzcowe sklonnosci w rodzinie mojej matki i zadac mi smierc rekami
Kasi. Hitler tez nie zabijal wlasnymi rekami lecz tylko wydawal
rozkazy. Tchorze i umniejszacze nie chca sobie brudzic wlasnych rak
chetnie za to zmuszaja innych do popelnienia zbrodni. Teresa
wykorzystywala Kasie emocjonalnie ponizajac ja wczesniej i dlatego
Kasia sklonna byla zrobic, zapewne w dobrej wierze, wszystko o co
matka ja poprosi. Ale ja troche te "zero calories" glodowke
oszukiwalem i szok nie byl wystarczajaco silny aby mnie zabic.

Gdy na poczatku grudnia '94 r. zjawilem sie w domu, we Wroclawiu
uzbrojony juz w zaczatki Wiedzy czekal mnie pierwszy wstrzas - Teresa
wyrzucila mnie z domu po raz pierwszy. Troche mniejsze ponizanie na
Boze Narodzenie '94, gdy znowu przylecialem do Polski. A pozniej luty
'95, kiedy Kasia stawala sie demonem pokazujacym strach i nienawisc
Teresy do mnie. A pozniej marzec '95 z policja, psychiatrami,
pogotowiem i stwarzaniem atmosfery Apokalipsy. Nie udalo sie Teresie
usmiercic mnie rekami Kasi probowala wiec za pomoca psychiatrow
zrobic ze mnie wariata sugerujac im, ze zaobserwowala w mojej
psychice niepokojace zmiany sugerujac im przez to, ze pobyt w USA pod
wplywem nowych pradow myslowych ("pewnie mial kontakt z New Age" -
lek. psychiatra Sidorowicz, wroclawski katolicki konowal, eks-minister
zdrowia, pytal mnie tylko o to, czy nie mialem kontaktow z New Age).
Po domowej wizycie u psychologa Magdaleny Beszlej, ktorej maz
psychiatra nie chcial w ogole ze mna nawet rozmawiac, moja eks-zona
prowokowala mnie do popelnienia samobojstwa. Miejsce znakomite -
Beszlejowie maja mieszkanie na samej gorze budynku w ktorym klatka
schodowa to wymarzone miejsce dla samobojcow, ktorzy chcieliby
skoczyc "glowa w dol". To byl poczatek stycznia '95.

W sierpniu '95 inny terapeuta wroclawski, lek. psychiatra Elzbieta
Lipnicka, ktora znala nas z marca '95 i przepychanek
policyjno-psychiatrycznych poradzila mi, zebym sie jak najszybciej
rozwiodl poniewaz Teresa jest jak beton i nic do niej nie dociera.
W tym czasie sprawa rozwodowa byla juz w toku ale sad wroclawski
nieskory w sprawach rodzinnych. Dla mnie to i dobrze poniewaz
osiagalem coraz wyzsze i wyzsze stany swiadomosci walczac o wolnosc
dzieci ale przede wszystkim o swoja wlasna.

Czytelnicy WYROKU w mojej sprawie rozwodowej wiedza zapewne, jak
skonczyla sie sprawa w sadzie. W prokuraturze jedna sprawa sie
zakonczyla a druga wisi. Oczywiscie podejrzanym jestem ja na co
dowodami sa jedynie pomowienia ludzi, ktorzy powinni sie znac na
psychice ale tak naprawde pilnuja jedynie wladzy, oraz zeznania sitwy
kobiet-Mierzwiaczek, a wsrod nich mojej corki Kasi, ktora przez
systematyczne "pranie mozgu" robione jej przez matke mowi to co matka
chce, poniewaz chce przetrwac i boi sie matki fizycznie. Boi sie do
tego stopnia, ze nie odpowiedziala na zaden z moich listow, ktore
wysylalem do niej na Wydzial Chemii Politechniki Wroclawskiej, gdzie
Kasia studiuje biotechnologie. Listy docieraly i byly odbierane poniewaz
dostarczalem je przez osobistego kuriera, ktory sprawdzal, czy
zostaly odebrane. O chlopcach lepiej w ogole nie mowic, poniewaz
jestem dla nich wrogiem, a raczej rywalem o kobiete, ktorego boja sie
wskutek seksualnej oferty, ktora zlozyla im kazirodcza matka (wszak
to zakazane a oni marza o matce, kobiecie ojca).

Nie dalem sie zabic rekami corki, nie poradzila sobie ze mna policja
i psychiatria wiec pozostal jeszcze jeden czlowiek, Rysiek Mazur,
ktorego trzeba tylko na mnie napuscic. A jak to zrobic? To przeciez
bardzo proste, wystarczy wzbudzic jego zazdrosc o Wieske i skierowac
podejrzenia w moja strone. A reszta dokona sie sama. W taki sam
sposob Teresa wzbudzila moja zazdrosc jeszcze w 1995 roku i
skierowala ja przeciwko Ryskowi. Uzyla bardzo prostego sposobu -
podczas calkowitej ciszy komunikacyjnes ze strony moich dzieci w
stosunku do mnie, jemu przyslaly one kartke z zyczeniami urodzinowymi
(moze imieninowymi). Bylem autentycznie zazdrosny ale nie o dzieci
lecz o Terese i dokopalem sie do tego bardzo szybko, ale wczesniej
zrobilem Ryskowi awanture. Ten sam mechanizm chca teraz Mierzwiaczki
wykorzystac do tego, by Ryska podpuscic na mnie i zeby doszlo do
starcia miedzy nami. Jezeli jeden drugiego zabije, to obaj swiadkowie
manipulacji Mierzwiaczek zostana izolowani, jeden w grobie a drugi w
wiezieniu. A moze zgina obaj? A moze obaj znajda sie w wiezieniu...
Sprawa jest otwarta. Wazne, by dzieci nie dowiedzialy sie prawdy o
wspolnej manipulacji mamusi, jej siostry oraz ich bratowej Danki, no
i szefowej calego babskiego interesu czyli Staszki.

Jest popoludnie, sobota, 25 kwietnia 97. Rysiek pewnie jest w drodze
powrotnej z Kalifornii do New Jersey. Moze bedzie juz dzisiaj, moze
jutro, a moze dopiero w poniedzialek lub wtorek. Jestem spokojny.
Jezeli Rysiek da sie podpuscic swojej zonie, ktora broni sie przed
ujawnieniem manipulacji i zadzy wladzy to dojdzie do starcia. Jezeli
mnie zaatakuje i nie bede mial wyboru nie zawaham sie bronic wlasnego
zycia, Byc moze do niczego nie dojdzie, gdyz przez cale dwa lata
wyjasnialem Ryskowi wszystkie mechanizmy, ktore wykorzystywaly nasze
zony-siostry najpierw przeciwko mnie, z mozliwoscia rozszerzenia na
niego. Byc moze bardziej niz na wolnosci zalezy mu na kobiecie, ktora
nim manipulowala i manipuluje nadal kuszac moimi dziecmi. Nikt tego
nie wie, chyba nawet on sam. Ja wiem, ze trwaja ostatnie
przygotowania do ostatniej prowokacji przeciwko mnie. Hitlerowskie
ego kobiety-umniejszacza broni sie przed smiercia nieswiadomosci,
broni sie przed odzyskaniem swiadomosci. Zobaczymy, czy jestem juz
wystarczajaco dobrze przygotowany do zadania ostatniego ciosu
umniejszaczowi wolnosci moich dzieci.

Jeszcze raz polecam "Wrednych ludzi" Jaya Carter'a pod adresem

W kontekscie mojej sprawy rodzinnej polecam rowniez "Toksycznych
terpaeutow"
Davida Boadelli - Hitler, Manson, Jones. Koresh czy ten
ostatni palant z Kalifornii, ktory naklonil 39 uzaleznionych od niego do
zbiorowego samobojstwa, a takze moja eks-zona i jej najblizsze babskie
otoczenie to ta sama parafia. Ale zrodlo tego zjawiska lezy w zakazie
inicjacji seksualnej dzieci w domu rodzinnym. Zlamanie tego zakazu
i odrzucenie archetypu umniejszacza wskutek ponizania przez zakaz na
najnizszym poziomie jest warunkiem przetrwania Homo Sapiens, o ktorym
juz Freud mowil, ze wcale nie jest myslacym zwierzeciem. Cywilizajca,
ktora narodzi sie z naszej musi odrzucic wszelkie zakazy, ktore
ograniczaja PIERWSZE DOSWIADCZENIE UCZACEGO SIE DZIECKA, w tym rowniez
najwazniejsze doswiadczenie dostraczajace wzorcow zaufania i szacunku
dla siebie i dla otoczenia.

Wladek Tarnawski
LeoTar
http://...

sobota, 25 kwietnia 1997 roku.

 
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego