Alzheimer i trochę historii. - Rocznik 2015

Idź do spisu treści

Menu główne:

Alzheimer i trochę historii.

Lato 2015

Data: Sun, 12 Jul 2015 20:45:24 +0200
Nadawca: LeoTar <LeoTar@wp.pl>
Firma/Organizacja: Sunrise Services
Grupy dyskusyjne: pl.sci.psychologia

20 lat po zerwaniu wszelkich kontaktów odwiedziła mnie moja była żona
Teresa M. Tak się złożyło, że odwiedziła mnie, jak na ironię, w Dniu
Rodziny 27 czerwca. Nie jest istotne to, kto zainicjował to spotkanie,
ważne jest że w ogóle do niego doszło. Wbrew pozorom 20 lat to wcale nie
tak dużo jakby się mogło wydawać i wbrew pozorom zerwania wszelkich
kontaktów wcale takiego zerwania oznaczać nie muszą o czym się sam
przekonałem. Ale nie o tym chcę napisać. Ważne jest to, czego się
dowiedziałem od żony na temat naszego Wojtka (zespół Down'a). Po naszym
wnuczku, Antosiu, Wojtek jest kolejną ofiarą, u której pojawiły się
objawy przemocy emocjonalnej dokonywanej przez Teresę na naszych
dzieciach. U Wojtka, który skończył 35 lat, pojawiły się objawy Alzheimera.

Pierwszą ofiarą nieuświadamianej przemocy emocjonalnej Teresy była i
jest nasza Kasia; matce nie udało się zniekształcić dziecka w okresie
życia płodowego chociaż Kasia wybroniła się przed tym z wielkim trudem.
Skończyło się na wielowodziu chociaż lekarze podejrzewali, że w związku
z wielowodziem Kasia może urodzić się z wodogłowiem. Skończyło się na
strachu chociaż Teresa miała tak ogromny brzuch i „zważoną” na nim
skórę, przy tym nie mogła o własnych siłach urodzić, że lekarze w
Lublinie nie wiedzieli co z nią zrobić. W końcu zdecydowali się wykonać
cesarskie cięcie i jakoś się szczęśliwie udało bez konsekwencji dla
obydwu dziewczyn, chociaż rekonwalescencja Teresy trwała bardzo długo.
Przyczyn tych komplikacji wówczas, niestety, nie wyjaśniono.

W 1979 wróciliśmy ze Świdnika  do Wrocławia i zamieszkaliśmy w
mieszkaniu zajmowanym kiedyś przez rodzinę Teresy w domu przy ul.
Kościelnej na Klecinie, który teraz był już w całości własnością jej
wuja. Jej rodzice wybudowali dom w drugiej części ogrodu, przy ul.
Buraczanej, więc Teresa pozostawała w ścisłym kontakcie i pod wpływem
swojej matki Stanisławy. Moja teściowa musiała mnie tolerować bo byłem
ojcem jej wnuczki ale poza tym to traktowała mnie jak powietrze gdyż nie
miałem z jej córką ślubu kościelnego a poza tym byłem dla niej
wiarołomny, gdyż zostawiłem pierwszą żonę i córkę. Nigdy też pewnie nie
dowiedziała się jaki był udział Teresy w rozpadzie mojego pierwszego
małżeństwa. Pewnie cały czas podsycała nieufność Teresy, co do moich
potencjalnych zachowań i w ten sposób manipulowała emocjami córki. W
rezultacie życia w ogromnym stresie (ja również żyłem w stresie, gdyż
podświadomie czułem, choć  nie zdawałem sobie z tego sprawy, że jestem
manipulowany) spłodziliśmy Wojtka, który jest dowodem na to, jak bardzo
stres wpływa na przemiany (ewolucję) informacji zwanej genetyczną w
początkowej fazie życia płodu. Pamiętam też pierwsze spotkanie z Teresą
po porodzie (cesarskie cięcie) w klinice na Chałubińskiego. Nie
rozumiałem tego ale czułem podświadomie jej niechęć (a może nienawiść)
do nas obydwu, do mnie i do syna chociaż wówczas jeszcze nie było
diagnozy genetycznej Down'a a jedynie podejrzenie zespołu na podstawie
cech fizycznych.

I wreszcie Jasiu, który - w przeciwieństwie do dwójki naszych starszych
dzieci – był starannie prowadzony od samego początku, w tym również
sprawdzony na ewentualne wady genetyczne ze względu na obciążenie
rodziny. My również, w przeciwieństwie do pierwszych dzieci, byliśmy
pozornie bardziej świadomymi rodzicami, ale czy aby na pewno?. Gdy
urodził się Jasiu ja stałem się dla Teresy już tylko dostarczycielem
utrzymania dla niej i dzieci. Przestałem się liczyć jako partner, w tym
również jako partner seksualny. Tłumaczyłem to sobie, że zajmując się
trójką dzieci ma liczne obowiązki i pewnie ten stan minie. Dopiero po
latach analizując nasze życie i pożycie zdałem sobie sprawę jak bardzo
ja i dzieci byliśmy przez nią wykorzystywani z tego prostego powodu, iż
brakowało jej poczucia własnej wartości ze wszystkimi tego
konsekwencjami, a więc brakiem zaufania i szacunku wobec siebie samej
oraz wobec ludzi ją otaczających, przede wszystkim wobec mnie oraz
naszych dzieci. Nie ufała a więc musiała sobie podporządkować. Z dziećmi
szło jej bardzo łatwo ale ja byłem bardziej oporny więc i środków
musiała używać adekwatnych, a najskuteczniejszym było nasze życie
seksualne, które właściwie... przestało istnieć. Każdym swoim
posunięciem starała się sobie udowodnić, że ma rację nie ufając mi a
ponieważ ja wówczas nie byłem świadom tego mechanizmu więc ulegałem jej
manipulacjom i prowokacjom, i dawałem się wpuszczać w maliny gdyż miała
u mnie duży kredyt zaufania poparty moim poczuciem winy w stosunku do
niej. Ulegałem jej presji i „dobrowolnie” (a jakże) godziłem się na
życie w oszustwie, które oboje starannie ukrywaliśmy przed dziećmi.
Dzieciom jednakże żadne rodzicielskie kłamstwo i  niedomówienie nie
umknie. Szczególnie tym dzieciom, które widzą oboje rodziców w akcji.
Efekty są widoczne po wielu latach. Kasia, której poświęciłem najwięcej
czasu, najbardziej obiektywnie oceniała nas oboje. Najmniej obiektywizmu
wykazał Jasiu, z którym spędziłem najmniej czasu, i który dopiero teraz,
korzystając już z własnych doświadczeń zaczyna patrzeć na mnie
niezależnie od tego co nakazała mu widzieć we mnie Teresa. Czyli
przestaje widzieć we mnie jedynie wroga matki. Powoli uniezależnia się
emocjonalnie od niej ale bez jej zgody nie uwolni się całkowicie z jej
emocjonalnego uścisku, którym uczyniła mnie wrogiem syna.

Najbardziej poszkodowanym dzieckiem jest nasza Kasia, którą Teresa
musiała oszukać by wymusić na Kasi wystąpienie przeciwko ukochanemu ojcu
a następnie zmusiła ją do „dobrowolnego” zeznania, podczas rozprawy
rozwodowej, jakobym proponował córce kontynuację nauki w zamian za to,
że będzie uprawiała ze mną seks.  Kasia była już wtedy pełnoletnia a
więc w razie ujawnienia oszustwa ponosiłaby odpowiedzialność karną za
fałszywe zeznania. Teresa nie tylko, że zmusiła Kasię do oszukania i
zaparcia się ojca, ale zrobiła z niej wspólniczkę własnego przestępstwa.
Teraz wiem, że wszystko to robiła ze strachu że będzie musiała
zrezygnować ze sprawowania władzy i będzie musiała zaufać na równi z
innymi. Nie potrafi tego zrobić do dzisiaj chociaż jej wizyta u mnie
świadczy o ruchu we właściwą stronę. Czy jednak zdąży odkłamać to co
zakłamała zanim wyczerpie się moja cierpliwość i wola czekania, tego nie
wiem. Ruch należy wyłącznie do niej. A Kasia nie dość tego, że urodziła
syna z wadami genetycznymi spowodowanymi przez jej zaburzone emocje to
jeszcze zapewne żyje w kłamstwie ze swoim partnerem tak jakby mnie nigdy
nie znała, gdyż do tego zmusiła ją matka.

A Wojtek...? No cóż Wojtek bronił się przed agresją i emocjonalnym
wykorzystywaniem przez matkę uciekając w chorobę od samego poczęcia
poczynając. Dziecko nie jest w stanie wystąpić przeciwko rodzicowi nawet
jeżeli ten dopuszcza się agresji przeciwko swojemu potomkowi. Nie mogąc
rozładować akumulującej się w dziecku agresji na agresorze, w tym
przypadku na matce, dokonuje agresji przeciwko sobie. Uzależniony od
matki uzależnia ją równocześnie od siebie zmuszając do opieki nad sobą.
Alzheimer oraz wszystkie choroby mające swój przyczynę w mózgu (a więc
według mnie wszystkie! choroby) to skutki autoagresji dziecka nie
mogącego rozładować zakumulowanej złości na osobie agresora, czyli
rodzica. Pamiętam, kiedy pierwszy (i ostatni) raz zbiłem Wojtka za to,
że zesikał się w spodnie. Patrzyłem na jego bezradność i... zadowolenie
Teresy, która stała obok i nawet nie zareagowała na mój a agresję w
stosunku do syna. Potem przepraszałem syna i prosiłem o wybaczenie, ale
moja przemoc z podjudzenia Teresy stała się faktem. Podobnie raz w życiu
uderzyłem Kasię, która z podpuszczenia matki poniżyła mnie – zapewne
matka przekonała ją, że jest - niczym królewna – niedotykalna i może ze
mną zrobić to co tylko zechce. Nie powinienem był się dać sprowokować
córce, a właściwie Teresie, ale też nie mogłem się dać poniżyć a Kasia
działała (wrzeszczała jak gdybym ją gwałcił) jak zahipnotyzowana przez
matkę. Teresa opanowała do perfekcji sztukę manipulowania ludźmi ale
trafiła kosa na kamień i efektem tego starcia nieświadomego mężczyzny z
dziką kobietą jest moja filozofia oraz utopia, którą zamierzam zbudować.

LeoTar


 
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego