Dulszczyzna - Rocznik 2015

Idź do spisu treści

Menu główne:

Dulszczyzna

Zima 2014/15

Data: Sun, 25 Jan 2015 15:22:34 +0100
Nadawca: zdumiony <zdumiony@jestem.pl>
Firma/Organizacja: ATMAN - ATM S.A.
Grupy dyskusyjne: pl.sci.psychologia

Największym problemem naszych rodzin od wieków jest dulszczyzna,
zauważona już w 19 wieku przez Gabrielę Zapolską. Charakteryzuje się
tym, że głową rodziny jest nie ojciec lecz matka. Głową rodziny - to za
mało powiedziane, jest bożkiem, który przesłania prawdziwego Boga.
W grze o dominację ojciec ustępuje, usuwa się w cień, zostaje cieniem
człowieka. Matka nie tylko gardzi swoim mężem ale go także z pasją
nienawidzi, ma on tylko w zębach przynosić pieniądze.
A jak taki LeoTar widziałby metodę uzdrowienia sytuacji?  Taki, że
synalek zamiast robić dziecko służącej miał by spędzić upojną noc z
panią Dulską?! Jest dokładnie na odwrót. Więź rodzice-dzieci a zwłaszcza
matka-dzieci powinna być znacznie mniejsza niż więź mąż-żona.
Święty Paweł ma rację - to mąż powinien być głową rodziny, żona powinna
być mu posłuszna. Ponieważ taka dominacja jest znacznie lepsza niż
odwrotna. Władza męża to liberalna monarchia a władza kobiety to
totalitaryzm. Zaraz pewnie usłyszę o dyktatorach jak Lenin,Hitler,Stalin
a z drugiej strony o liberalnej władzy królowej Wiktorii. Ale władza
polityków to co innego niż władza w rodzinie.



glob pisze:

> Zdumiony U nas nie ma konserwatyzmu jest kołtuństwo. 1. konserwatysta
> wartości stosuje do siebie. 2. Kołtun jest pusty żyje pozorami, ale
> wszystkim to co uważa za wartość narzuca, sam się nie stosując, czyli
> aborcja wśród katoliczek najwyższa. 3. Kołtun jak mówi się o
> pedofilii, krzyczy atak na moją Dulską rodzinę,  bo pod dywanem co
> schował? Itd.

Dobrze piszesz globku. Ja mogę Ci dopowiedzieć co nieco z własnego
doświadczenia - przeżyłem z kołtunem formalnie 20 lat. I wiem co kołtun
zrobił z rodziną.

LeoTar



glob pisze:

Teo Właśnie dlatego zbojkotowałem ten wątek, bo obłudna dulszczyzna ,
podwójna moralność, narzucanie innym stadnego pędu, żebyś był do mnie
upodobniony, wzięło się ze struktur katolickich, a tylko pedofil
przesunie winę na kobietę, bo kobiet nienawidzi. Kobieta której
odbiera się prawa, jak to życzy sobie taki pedofil jak ty, staje się
agresywna, czyli przemanipulowana. Tym samym im bardziej atakujesz
kobiety tym bardziej będą agresywne, im bardziej kobiecie odbierzesz
prawa tym bardziej materialistyczna, bo nie zarabia i musi kręcić
facetem, im bardziej do czegoś nie ma prawa, tym bardziej kręci
facetem.  (glob)

Tam gdzie nie ma równości musi być nierówność. Brak emocjonalnej równości między synem i ojcem powoduje, że syn będzie sobie to kompensował w przyszłości starając się podporządkować sobie innych ludzi, w tym kobietę z którą pozostaje w związku.

Tak samo działa kobieta: brak jej równości z matką powoduje, że nie będzie ufała ani sobie ani nikomu innemu, w tym swojemu mężowi. Nie ufając będzie za wszelka cenę starała sie podporządkować go sobie. I w tym celu używa seksu, manipuluje seksem traktując seks jako przedmiot handlu. Zaczyna sie małżeńska prostytucja, proceder obrzydliwy.

I nie ma w tym niczego przeciwko kobietom poza tym, że uświadomiłem sobie jaka jest droga od zakazu do manipulacji i władzy. Nie ma nic złego w tym, że kobiety zamknięte w swojej seksualnej niewoli zmuszają mężczyzn aby im pomogli wyzwolić się z tejże niewoli. Problem w tym, że równocześnie mężczyzna musi zostać wyzwolony ze swojego braku poczucia własnej wartości.

Jak sam zauważyłeś kobiety kręcą mężczyznami jak chcą, a ja wskazuję jedynie przyczynę takiego stanu rzeczy i metodę wyzwolenia zarówno kobiet jak i mężczyzn z tego wzajemnego zniewalania się, z tego dążenia do podporządkowania sobie jednego przez drugie. Bo jeśli jest walka to nie ma miejsca na współpracę, zaufanie, szacunek, miłość. Tylko uwolnienie od wzajemnego poniżania się i wykorzystywania doprowadzi do powszechnej miłości.

Jeszcze raz radzę: czytaj to co piszę i nie wyobrażaj sobie nic więcej ponadto.

LeoTar



Chiron pisze:
> Użytkownik "LeoTar" <LeoTar@wp.pl> napisał w wiadomości
> news:ma3aus$ecp$1@node1.news.atman.pl...
>> glob pisze:

>>> Zdumiony U nas nie ma konserwatyzmu jest kołtuństwo. 1. konserwatysta
>>> wartości stosuje do siebie. 2. Kołtun jest pusty żyje pozorami, ale
>>> wszystkim to co uważa za wartość narzuca, sam się nie stosując, czyli
>>> aborcja wśród katoliczek najwyższa. 3. Kołtun jak mówi się o
>>> pedofilii, krzyczy atak na moją Dulską rodzinę, bo pod dywanem co
>>> schował? Itd.

>> Dobrze piszesz globku. Ja mogę Ci dopowiedzieć co nieco z własnego
>> doświadczenia - przeżyłem z kołtunem formalnie 20 lat. I wiem co
>> kołtun zrobił z rodziną.

> Kołtun zrobił z rodziną? A Ty- gdzie wtedy byłeś i co robiłeś? Jak się
> kołtunowi przeciwstawiłeś? Jak mu nie pozwoliłeś krzywdzić siebie i
> dzieci?

Pisałem już - bałem się porzucenia/odstawienia do d... . Kołtun bardzo
zręcznie mną manipulował wykorzystując mój brak poczucia własnej
wartości i obciążał mnie poczuciem winy za wszystko co złego działo się
między nami. Wykorzystywał również moje oddanie dzieciom. Teraz wiem, jak
i dlaczego to robił. Wiem również, że nie byłem/jestem przypadkiem
odosobnionym. "Syndrom sztokholmski" jest zjawiskiem dość powszechnym a
oprawczyniami są kobiety/matki. Mega-manipulantki...

> Chiron

LeoTar



zdumiony pisze:
> W dniu 2015-01-26 o 13:58, LeoTar pisze:

>> Pisałem już - bałem się porzucenia/odstawienia do d... . Kołtun bardzo
>> zręcznie mną manipulował wykorzystując mój brak poczucia własnej
>> wartości i obciążał mnie poczuciem winy za wszystko co złego działo się
>> między nami Wykorzystywał również moje oddanie dzieciom. Teraz wiem, jak
>> i dlaczego to robił. Wiem również, że nie byłem/jestem przypadkiem
>> odosobnionym. "Syndrom sztokholmski" jest zjawiskiem dość powszechnym a
>> oprawczyniami są kobiety/matki. Mega-manipulantki...

> To może lepiej dla człowieka jest się nie żenić?

Rodzina to doświadczenie bez którego nie dotarlibyśmy do przyczyny zła.
Korzystając z doświadczeń wcześniejszych pokoleń oraz wyciągając wnioski
z doświadczeń własnych możemy stworzyć nowy model rodziny, z którego
wyeliminowana zostanie manipulacja i dążenie do dominacji, czyli rodzina
oparta na wzajemnym oraz osobistym zaufaniu i szacunku. A nowa rodzina
to droga do zbudowania społeczeństwa (i cywilizacji) z którego
wyeliminowana będzie przemoc, ale i władza oraz hierarchia społeczna.

LeoTar



zdumiony pisze:
> W dniu 2015-01-26 o 14:55, LeoTar pisze:

>> oparta na wzajemnym oraz osobistym zaufaniu i szacunku. A nowa rodzina
>> to droga do zbudowania społeczeństwa (i cywilizacji) z którego
>> wyeliminowana będzie przemoc, ale i władza oraz hierarchia społeczna.

> Nowa rodzina to orgia że każdy z każdym? ;)

Jeżeli rozumiesz inicjację seksualną dzieci z rodzicami jako "każdy z
każdym" to istotnie tak to wygląda. Weź jednak pod uwagę, że inicjacja
seksualna, tak jak i każda inna jest doświadczeniem jednorazowym, bez
możliwości powtarzania. Pierwszy raz to jedyny raz, niepowtarzalny. A ma
ogromne znaczenie dla dobrych (w sensie zaufania i szacunku) z właściwym
partnerem seksualnym dziecka, czyli już nie z rodzicem.

Spróbuj spojrzeć na inicjację nie jak na kazirodztwo które jest
fizycznym bądź emocjonalnym uzależnieniem dziecka od rodzica (i które ja
zdecydowanie odrzucam) lecz na akt, który przynosi dziecku wyzwolenie od
rodziców. Dziecko staje się pewnym siebie sobie panem ufającym we własne
siły i czerpiącym z poczucia własnej wartości. Wyzwolenie się dziecka od
rodziców nie oznacza, że będzie ono tych rodziców lekceważyło, czy tez
nie będzie ich szanować. Wręcz przeciwnie, ale na zasadach
partnerskich, jak równy z równym gdyż akt inicjacji jest aktem zrównania
dziecka z rodzicem.

Jeszcze raz: przestań kojarzyć inicjację z kazirodztwem mimo iż dochodzi
do seksualnego zbliżenia dziecka z rodzicem tyle, że inicjacja to
zbliżenie z woli dziecka, a zbliżenie z woli rodzica to kazirodztwo.

LeoTar



Chiron pisze:
> Użytkownik "LeoTar" <LeoTar@wp.pl> napisał w wiadomości
> news:ma5imd$7hr$1@node2.news.atman.pl...
>> zdumiony pisze:
>>> W dniu 2015-01-26 o 14:55, LeoTar pisze:

>>>> oparta na wzajemnym oraz osobistym zaufaniu i szacunku. A nowa rodzina
>>>> to droga do zbudowania społeczeństwa (i cywilizacji) z którego
>>>> wyeliminowana będzie przemoc, ale i władza oraz hierarchia społeczna.

>>> Nowa rodzina to orgia że każdy z każdym? ;)

>> Jeżeli rozumiesz inicjację seksualną dzieci z rodzicami jako "każdy z
>> każdym" to istotnie tak to wygląda. Weź jednak pod uwagę, że inicjacja
>> seksualna, tak jak i każda inna jest doświadczeniem jednorazowym, bez
>> możliwości powtarzania, Pierwszy raz to jedyny raz, niepowtarzalny. A
>> ma ogromne znaczenie dla dobrych (w sensie zaufania i szacunku) z
>> właściwym partnerem seksualnym dziecka, czyli już nie z rodzicem.
>>
>> Spróbuj spojrzeć na inicjację nie jak na kazirodztwo które jest
>> fizycznym bądź emocjonalnym uzależnieniem dziecka od rodzica (i które
>> ja zdecydowanie odrzucam) lecz na akt, który przynosi dziecku
>> wyzwolenie od rodziców. Dziecko staje się pewnym siebie sobie panem
>> ufającym we własne siły i czerpiącym z poczucia własnej wartości.
>> Wyzwolenie się dziecka od rodziców nie oznacza, że będzie ono tych
>> rodziców lekceważyło, czy tez nie będzie ich szanować. Wręcz
>> przeciwnie, ale na zasadach partnerskich, jak równy z równym gdyż akt
>> inicjacji jest aktem zrównania dziecka z rodzicem.
>>
>> Jeszcze raz: przestań kojarzyć inicjację z kazirodztwem mimo iż
>> dochodzi do seksualnego zbliżenia dziecka z rodzicem tyle, że
>> inicjacja to zbliżenie z woli dziecka, a zbliżenie z woli rodzica to
>> kazirodztwo.

> No ale Ty stwierdzasz, że na takich inicjacjach się skończy- no bo teraz
> to wprawdzie mogło by być inaczej, ale jak wszyscy będą po inicjacjach
> to już następne pokolenia...etc.

Tak właśnie. Tak byłoby idealnie gdyby jedno pokolenie zdołało pokonać
tysiąc-pokoleniowe zaszłości. Ale zdaje sobie sprawę z tego, że jedno
pokolenie może się okazać niewystarczające do tego by przerobić
dotychczasową historie ludzkości.


> Zatrzymajmy się tu: jak chcesz doprowadzić do tego momentu, w którym
> niemal wszyscy będą po inicjacjach? Skoro sam przyznajesz, że na razie
> to może się nie skończyć tylko na inicjacjach, to jak chcesz tego
dokonać?

Myślę, że tak jak każdy proces społeczny i ten wymagać będzie, być może,
poświęcenia więcej niż jednego pokolenia na stan przejściowy z cechami
kazirodztwa. Ale przyroda jest bardzo rozrzutna jeżeli chodzi o
poświęcanie materiału w procesie poszukiwania rozwiązania doskonałego.
Wydaje mi się, że tak jak dotychczas każda rodzina w sposób nieświadomy
i każda na swój sposób poszukiwała drogi do wyzwolenia od
niewyjaśnionej przemocy tak i teraz każda rodzina będzie musiała znaleźć
swoja ścieżkę przemiany, ścieżkę za którą sama przed sobą będzie
odpowiadać. Pomyłki są możliwe ale stopniowo przemoc, dzięki wyzwoleniu
z zakazu, zostanie wyeliminowana.

> Chiron

LeoTar



Chiron pisze:
> Użytkownik "LeoTar" <LeoTar@wp.pl> napisał w wiadomości
> news:ma6b8p$230$1@node2.news.atman.pl...
>> Chiron pisze:
>>> Użytkownik "LeoTar" <LeoTar@wp.pl> napisał w wiadomości
>>> news:ma5imd$7hr$1@node2.news.atman.pl...
>>>> zdumiony pisze:
>>>>> W dniu 2015-01-26 o 14:55, LeoTar pisze:

>>>>>> oparta na wzajemnym oraz osobistym zaufaniu i szacunku. A nowa
>>>>>> rodzina to droga do zbudowania społeczeństwa (i cywilizacji) z którego
>>>>>> wyeliminowana będzie przemoc, ale i władza oraz hierarchia społeczna.

>>>>> Nowa rodzina to orgia że każdy z każdym? ;)

>>>> Jeżeli rozumiesz inicjację seksualną dzieci z rodzicami jako "każdy z
>>>> każdym" to istotnie tak to wygląda. Weź jednak pod uwagę, że inicjacja
>>>> seksualna, tak jak i każda inna jest doświadczeniem jednorazowym, bez
>>>> możliwości powtarzania, Pierwszy raz to jedyny raz, niepowtarzalny. A
>>>> ma ogromne znaczenie dla dobrych (w sensie zaufania i szacunku) z
>>>> właściwym partnerem seksualnym dziecka, czyli już nie z rodzicem.
>>>>
>>>> Spróbuj spojrzeć na inicjację nie jak na kazirodztwo które jest
>>>> fizycznym bądź emocjonalnym uzależnieniem dziecka od rodzica (i które
>>>> ja zdecydowanie odrzucam) lecz na akt, który przynosi dziecku
>>>> wyzwolenie od rodziców. Dziecko staje się pewnym siebie sobie panem
>>>> ufającym we własne siły i czerpiącym z poczucia własnej wartości.
>>>> Wyzwolenie się dziecka od rodziców nie oznacza, że będzie ono tych
>>>> rodziców lekceważyło, czy tez nie będzie ich szanować. Wręcz
>>>> przeciwnie, ale na zasadach partnerskich,jak równy z równym gdyż akt
>>>> inicjacji jest aktem zrównania dziecka z rodzicem.
>>>>
>>>> Jeszcze raz: przestań kojarzyć inicjację z kazirodztwem mimo iż
>>>> dochodzi do seksualnego zbliżenia dziecka z rodzicem tyle, że
>>>> inicjacja to zbliżenie z woli dziecka a zbliżenie z woli rodzica to
>>>> kazirodztwo.

>>> No ale Ty stwierdzasz, że na takich inicjacjach się skończy- no bo teraz
>>> to wprawdzie mogło by być inaczej, ale jak wszyscy będą po inicjacjach
>>> to już następne pokolenia...etc.

>> Tak właśnie. Tak byłoby idealnie gdyby jedno pokolenie zdołało pokonać
>> tysiąc-pokoleniowe zaszłości. Ale zdaje sobie sprawę z tego, że jedno
>> pokolenie może się okazać niewystarczające do tego by przerobić
>> dotychczasową historie ludzkości.


>>> Zatrzymajmy się tu: jak chcesz doprowadzić do tego momentu, w którym
>>> niemal wszyscy będą po inicjacjach? Skoro sam przyznajesz, że na razie
>>> to może się nie skończyć tylko na inicjacjach, to jak chcesz tego
>>> dokonać?

>> Myślę, że tak jak każdy proces społeczny i ten wymagać będzie, być
>> może, poświęcenia więcej niż jednego pokolenia na stan przejściowy z
>> cechami kazirodztwa. Ale przyroda jest bardzo rozrzutna jeżeli chodzi
>> o poświęcanie materiału w procesie poszukiwania rozwiązania
>> doskonałego. Wydaje mi się, że tak jak dotychczas każda rodzina w
>> sposób nieświadomy i każda na swój sposób poszukiwała drogi do
>> wyzwolenia od niewyjaśnionej przemocy tak i teraz każda rodzina będzie
>> musiała znaleźć swoja ścieżkę przemiany, ścieżkę za którą sama przed
>> sobą będzie odpowiadać. Pomyłki są możliwe ale stopniowo przemoc,
>> dzięki wyzwoleniu z zakazu, zostanie wyeliminowana.

> No właśnie- to jest ten problem. Zapewne nigdy go nie zauważysz. No ale
> niczym nie różnisz się od Marxa. On też uznał, że likwidacja religii,
> prywatnej własności- łącznie z żonami- stworzy nowy rodzaj człowieka,
> który będzie szczęśliwy. Podobnie jak Ty- uznał konkurowanie za
> szkodliwe.

Konkurowanie prowadzi do wojny, najpierw w rodzinie a później jest wojna
rozpowszechniana na całe społeczeństwa. Wszystko w celu zaspokojenia
nienasyconej kobiety, która od samego początku naszego istnienia domaga
się od mężczyzny zapewnienia jej i jej(!) dzieciom bezpieczeństwa i jak
największej ilości dóbr materialnych. A wszystko dlatego, że - tak jak i
mężczyzna - cierpi z powodu braku poczucia własnej wartości i nie wierzy
we własne siły.


> I podobnie też jak Ty - z góry zakładał, że musi istnieć nawóz
> historii - który przecież do dziś jest znajdowany np na Polach Śmierci w
> Kampuczy czy na terenach byłego Związku Sowieckiego (o Chinach nie
> wspomnę - za bardzo są zamknięci).

Nawozem historii staja się ci, którzy nie chcą bądź też nie są w stanie
dokonać zmian w swoim myśleniu i działaniu. I to niekoniecznie dlatego,
że muszą zginąć w walce bądź zostać zamordowanymi. Do ofiar zaliczam
również tych, którzy nie są w stanie założyć własnych rodzin z powodów
emocjonalnych bądź też dlatego, że są homoseksualistami. Takie osobniki
odejdą bezpotomnie lecz umożliwia innym zrozumienie, na swoim
przykładzie, skutków przemocy w rodzinie gdyż za najbardziej pierwotną
przemoc uważam zakaz o którym tyle piszę; wszystkie inne formy przemocy
wywodzą się z tej pierwotnej formy przemocy rodzica w stosunku do
dziecka. Dlatego dopuszczam nawet lokalne konflikty zbrojne, które
powodować będą przyśpieszoną edukację społeczeństw i szybsze wymieranie
niereformowalnych.


> On jednak szybko znalazł sponsorów-
> międzynarodowych banksterów, którym jego poglądy czemuś przypadły do
> gustu. W ramach wdzięczności pewno jakoś ich w swoich krytykach nie
> zauważał. Oni natomiast nie mogli się nadziwić, jak wspaniale powiódł
> się marksistowski eksperyment społeczny w Chinach- co czołowy bankster
> Rotszyld- pochwalił publicznie.

Nie wiem czy możni tego świata interesują się moim pomysłem na
uwolnienie świata od przemocy ale staram się tym pomysłem "zarazić" moje
najbliższe otoczenie, w tym świat Usenetu. Jeżeli mam rację to znajdę
zwolenników, nie klakierów, którzy na bazie własnych doświadczeń i
przemyśleń zaakceptują moją tezę bądź też ja odrzucą. Ja jestem na tyle
przekonany o tym, że mam rację, że nie boje się publicznie o swoich
tezach i pomysłach dyskutować. Każdy, kto bierze się za bary z ta tezą
musi to zrobić na własną odpowiedzialność


> No cóż - było co chwalić - niektórzy twierdzą, że nie mniej jak
> 50 milionów ludzi stało się tam nawozem historii.

To i tak niewiele w stosunku do całej naszej populacji - doświadczenia
zazwyczaj są kosztowne. Ja nie przewiduję aż takich kosztów. Przewiduj e
natomiast gwałtowny przyrost możliwości ludzkiego intelektu (potencjału)
w miarę jak ludzkość będzie uwalniać swój umysł od zakaz i jego skutków.


> Aha- i podobnie jak Marx- swoje indywidualne przeżycia
> rozciągasz na innych- i za cholerę nie uwierzysz pewno, że ja z całą
> pewnością nie dałbym się takiej kobiecie (jak Twoja żona) omotać.

No cóż, kiedyś myślałem podobnie do Ciebie i przez pewien czas oceniałem
to co sie stało w kategoriach przegranej. Ostatecznie jednak to dzięki
negatywnym doświadczeniom z kobietami (Teresa M. nie była jedyną przez
którą zostałem wykorzystany) wyciągnąłem daleko idące wnioski co do tego
czym kierują się kobiety w stosunku do mężczyzn i czego od mężczyzny
oczekują. Stosując przemoc w stosunku do mężczyzny równocześnie proszą
mężczyznę o pomoc w wyzwoleniu z jarzma seksualnego niewolnictwa, które
same sobie narzuciły by rodzaj ludzki mógł przetrwać. By
nieodpowiedzialnego mężczyznę nauczyć odpowiedzialności stosując metodę
kopniaków. Nie wszyscy to wytrzymują i są tacy, którzy popełniają
samobójstwa albo wpadają w różne nałogi. Ale w bezwzględnej walce o
przetrwanie gatunku każda metoda, która daje szansę na znalezienie
rozwiązania, jest dobra. Kobieta jest niczym ziemia: rodzi i żywi w
ciszy i bez szemrania i domaga się od męskiego ducha tylko jednego,
wyzwolenia.


> Nie znaczy to, że jestem lepszy czy też gorszy - po prostu - moje wzorce
> pozwalały mi na bezproblemowe radzenie sobie z takimi kobietami. A
> wręcz- rozpoznawanie i omijanie szerokim łukiem. Bo to, co ona robiła-
> co zobaczyłeś lata po ślubie- ja dostrzegłbym zapewne po pierwszej
> randce. I podobnych do mnie jest wielu. A także podobnych do Ciebie.

Ale ja nie narzekam. Ja jestem wdzięczny tym wszystkim kobietom, które w
jakiś sposób dokonały na mnie przemocy, gdyż każda z nich dołożyła
cegiełkę do budowli, którą zbudowałem. Tak jak i dzieci, z którymi nie
mam teraz kontaktu ale które swoim życiem i postępowaniem utwierdziły
mnie w przekonaniu, że moja diagnoza co do budowania osobowości dziecka
jest słuszna. Natomiast moją zasługą w tym wszystkim była i jest
umiejętność odnalezienia pozytywów w tej gmatwaninie ścieżek, którymi
kobieta zacierała ślady swej perwersyjnej działalności. Ukrywała swoje
manipulacje by jej prawdziwe oblicze nie zostało rozpoznane, gdyż
groziło by to zniszczeniem jej mechanizmów obronnych i destrukcją jej z
takim mozołem budowanego ego. Tego każdy się boi i chce zachować
podświadomie tylko dla siebie.


> Tyle, że nie usiłuję twierdzić, że moje indywidualne relacje z kobietami
> i ewentualny jakiś ich "wspólny mianownik" jest regułą wśród kobiet.
> Tobie się raczej wyperswadować już tego nie da, że jesteś w ogromnym
> błędzie. Przecież nawet nie dostrzegasz   s w o j e j   własnej winy w
> tym związku. Choćby tego, że nie potrafiłeś od niej po prostu odejść-
> albo zostać i chronić dziecko. Zostałeś- i mieliście kolejne dziecko.
> Nie różnisz się od kobiety, która ma męża alkoholika- sadystę.
> Przychodzi, znęca się nad nią i dzieckiem- a ona zachodzi ponownie w
> ciążę- bo może się Józuś opamięta, jak będzie drugie dziecko.
> Owszem, on jest bydlakiem- ale ona jest osobą bardzo
> nieodpowiedzialną. Podobnie w twoim związku. I podobnie jak taka
> kobieta- kiedy wreszcie od niego odejdzie (albo raczej on ją
> zostawi)- wściekasz się tak naprawdę na siebie- wypierając i
> projektując swoją winę na partnera.

Trzeba poszukiwać wspólnych cech w działaniu płci, zarówno kobiet jak i
mężczyzn. Tylko dokonując uogólnień można wyciągnąć jakieś wspólne,
sensowne wnioski dające się następnie zastosować do każdego z nas. To Ty
jesteś w błędzie twierdząc, że nie można takich wspólnych cech odnaleźć.

Mylisz się również co do mojego odczuwania winy. Czułem się winien w
stosunku do mojej byłej co ona bezwzględnie wykorzystywała mimo iż była
współwinną sytuacji, które ją spotkały ze mną. Była współwinną rozbicia
mojego pierwszego małżeństwa, współwinna usunięcia jej pierwszej ciąży,
współwinną nawet tego, że związałem się z inną Teresą (P.). Byliśmy
wspólnikami w tych wszystkich wydarzeniach a zarazem byliśmy oboje
niewinnymi gdyż oboje wyszliśmy z domów, które nie zapewniły nam, z
różnych przyczyn, poczucia własnej wartości. A to, że mam tyle dzieci
(razem 4) to było tylko podświadome nakręcanie przemocy aby doprowadzić
do eksplozji gdy nieuświadomiona przemoc przekroczy masę krytyczną i
wyleje się szerokim strumieniem. Czekałem do samego końca i mogę teraz
po latach powiedzieć, że sam podpaliłem lont dynamitu, który rozsadził
moja rodzinę. Wtedy osiągnąłem już jednak szczyt i sięgnąłem po
rozwiązanie zagadki mechanizmu przemocy w rodzinie. Sam prowokowałem
trudne sytuacje po to by odkryć coś co było dotychczas dla mnie nie do
osiągnięcia.


> No cóż- nie liczę, że to zmieni twoje poglądy- ale może coś gdzieś tam
> na dnie serca- zostanie

Istotnie, nie jesteś w stanie zmienić moich poglądów ani o malutki
kroczek w tył. A dlaczego? Mam nadzieję, że zrozumiesz wyjaśnienie które
Ci napisałem jeden akapit wyżej. Jeżeli jest coś niejasnego to wal
śmiało postaram się dopowiedzieć.

> Chiron

LeoTar



zdumiony pisze:
> W dniu 2015-01-27 o 20:48, ikka pisze:

>>> To może lepiej dla człowieka jest się nie żenić?

>> wiesz, jak to mówią - statek jest najbezpieczniejszy w porcie, ale
>> statek nie do tego służy.

> A ja się nie ożeniłem

Dopóki się nie ożenisz nie wiesz ile tracisz. Serio...

LeoTar



Qrczak pisze:
> Dnia 2015-01-27 21:52, obywatel zdumiony uprzejmie donosi:
>> W dniu 2015-01-27 o 21:50, LeoTar pisze:

>>>> A ja się nie ożeniłem

>>> Dopóki się nie ożenisz nie wiesz ile tracisz. Serio...

>> I kto to mówi...

> Zapomniał o s.

Może być i z s i bez s. :-)

> Q

LeoTar




zdumiony pisze:

Największym problemem naszych rodzin od wieków jest dulszczyzna,
zauważona już w 19 wieku przez Gabrielę Zapolską. Charakteryzuje się
tym, że głową rodziny jest nie ojciec lecz matka. Głową rodziny - to za
mało powiedziane, jest bożkiem, który przesłania prawdziwego Boga.

> W grze o dominację ojciec ustępuje, usuwa się w cień, zostaje cieniem
> człowieka. Matka nie tylko gardzi swoim mężem ale go także z pasją
> nienawidzi, ma on tylko w zębach przynosić pieniądze.

Masz rację, a nawet więcej. Kobieta sama siebie uznaje nie za bożka lecz za boginię, jedyną boginię/stwórczynię potomstwa. Jej przekonanie o jej boskości wywodzi się sprzed wieków, kiedy mężczyzna nie był jeszcze świadom swego udziału w stwarzaniu potomstwa. Pisałem już o tym, ale powtórzę to jeszcze raz.

Kobieta traktowała potomstwo jak swoją część i dbała o nie jak o siebie samą. Ale sama nie była w stanie zabezpieczyć siebie i potomstwa wykorzystywała więc nieświadomego mężczyznę do tego by jej to bezpieczeństwo zapewnił. A jak to robiła? Najprościej jak tylko potrafiła i czym mogła sobie zjednać mężczyznę czyli handlując seksem. Gdy chłop był posłuszny jej woli to był nagradzany a jak był oporny to był odrzucany i nie dostawał d... . Kobieta miała na mężczyznę haka ale takie traktowanie seksu zamiast być przyjemnością stało się dla niej obrzydliwością. Nie mogła jednak przyznać się przed sobą samą do tego, że to ona sama przyczyniła się do obrzydzenia sobie seksu i winą za ten stan rzeczy obarczała i nadal obarcza mężczyznę. Bo w rozwoju społecznym niewiele odeszliśmy od swoich praszczurów.

Inna rzecz, że pierwotny mężczyzna był, delikatnie mówiąc, nieodpowiedzialny a więc i nieufna postawa kobiety w stosunku do niego była uzasadniona. W miarę rozwoju, przez pracę i postępy w wiedzy, mężczyzna stawał się coraz bardziej świadom swego współudziału w stwarzaniu potomstwa ale postawa kobieta pozostała dalej taka jaka przyjęła jej matka, czyli nieufna. I trwa w tym przekonaniu do dzisiaj nadal traktując seks jak towar wymienny. W ten sposób podporządkowuje sobie mężczyznę i sprawuje nad nim władzę. Niewolnik kobiety mężczyzna z okresu heteryzmu i matriarchatu nadal jest jej niewolnikiem w okresie rozwoju rodziny zwanym patriarchatem.

Kobieta wykorzystuje bardzo skutecznie swoją broń seksualną: może manipulować męską potencją w zależności od tego co chce osiągnąć. W ten sposób może sprawić, że mężczyzna będzie się czuł albo tytanem seksu albo nic nie wartym impotentem niezdolnym do kopulacji podczas gdy ona sama może kopulować niezależnie od tego w jakim jest nastroju. Nazywam to prostytucją małżeńską.

Zauważ, że kobiety mężatki i dzieciate ograniczają powoli współżycie ze swoimi mężami w miarę jak dzieci staja się coraz bardziej samodzielne, czyli wtedy gdy rodzina jest coraz mniej zależna od pracy i dochodów ojca. Kobiety ujawniają swoją niechęć do współżycia i coraz mniej im zależy na mężach za to coraz chętniej oglądają się za innymi,z którymi uprawiając seks nie dla handlu lecz dla przyjemności.

Walka o dominację w rodzinie jest sprokurowana przez kobietę/matkę, która za wszelką cenę chce sobie podporządkować mężczyznę by służył jej i jej(!) dzieciom. Mężczyzna podświadomie wyczuwa te zamiary i próbuje podporządkować sobie kobietę, ale ta wymyka mu się korzystając cały czas ze swego pasywnego seksu i grożąc mężczyźnie psychiczną kastracją i porzuceniem.



>A jak taki LeoTar widziałby metodę uzdrowienia sytuacji?

Według moich przemyśleń jedyną drogą do uzdrowienia sytuacji w rodzinie jest wyeliminowanie walki o dominację, walki, która jest powodowana przez brak poczucia własnej wartości tak kobiety jak i mężczyzny. Brak poczucia własnej wartości zaczyna się już w wieku dziecięcym przez poniżanie syna przez ojca i córki przez matkę; poniżanie które polega na zakazie bliskich relacji emocjonalnych między córką i ojcem oraz synem i matką. To wygląda trochę jak kwadratura koła ale jest to zjawisko prawdziwe. Wskutek zakazu, którego być nie powinno relacje między dziećmi a rodzicami stają się relacjami kazirodczymi. Ojciec zakazuje synowi relacji z matką ale matka, która cierpi na brak poczucia własnej wartości obchodzi ten zakaz i syn staje się dla niej partnerem emocjonalnym tym bardziej, że równocześnie matka odrzuca swego męża a musi mieć partnera. Syn staje się jej emocjonalnym partnerem i zarazem wrogiem ojca, którego - z drugiej strony - chce we wszystkim naśladować. Podobnie wyglądają relacje w triadzie matka-córka-ojciec chociaż są bardziej ukryte ze względu na bardziej ukrytą i perfidną manipulację kobiet.



> Taki, że synalek zamiast robić dziecko służącej miał by spędzić
>upojną noc z panią Dulską?! Jest dokładnie na odwrót.

Zarówno kobieta/matka jak i mężczyzna/ojciec cierpią z powodu braku poczucia własnej wartości. Przyjmij na początek na wiarę, że przyczyną jest brak emocjonalnego zrównania się syna z ojcem na matce podczas inicjacji seksualnej syna oraz córki z matką podczas inicjacji seksualnej córki na ojcu. Z takim samym zjawiskiem mieliśmy do czynienia w pokoleniach poprzednich bo zakaz świadomej inicjacji seksualnej dzieci wśród rodziców obowiązuje od zawsze. Tylko ludzie, którzy są pełni poczucia własnej wartości są ludźmi w pełni wolnymi, ufają we własne siły i są autorytetami dla samych siebie. Niewolnicy, którzy nie zrównali się ze swoimi rodzicami dążą do wyzwolenia się przez podporządkowanie sobie innych, czyli przez podporządkowanie sobie innych ludzi. Tak czynią wszyscy rodzice, którzy nie przeżyli inicjacji seksualnej wśród swoich rodziców. Ponieważ taka praktyka dotąd nie obowiązywała to znaczy, że wszyscy jesteśmy w jakiś sposób zniewoleni, każdy na swój sposób. Początek wyzwalania bierze się z uświadomienia sobie mechanizmu uzależniania, uzależniania, którego praźródłem jest wspomniany zakaz by następnie przejść do uświadomienia dzieciom takiej opcji inicjacji seksualnej.


>Więź rodzice-dzieci a zwłaszcza
>matka-dzieci powinna być znacznie mniejsza niż więź mąż-żona.

Dzieci, które opuszczają dom rodzinny powinny być całkowicie emocjonalnie wolne od wpływów rodzicielskich. W dotychczasowym, matriarchalnym modelu rodziny obowiązkowe dzieci bardziej kochają swoje mamusie. Dzieci nie tyle kochają co są emocjonalnie uzależnione od swoich matek. Córki czekają na zgodę matek na inicjacje z ojcami, czego matki zgodnie z tradycja zakazują a synowie czekają na zgodę ojców by ci wyrazili zgodę na pierwszy raz z matką. Tak córki jak i synowie tkwią w emocjonalnym kazirodczym związku ze swoimi rodzicami, związku wywołanym przez zakaz. Zarówno synowie jak i córki są uzależnieni od obojga rodziców z tym, że matki, które we wszystkich relacjach posługują się manipulacją seksem uzależniają bardziej, są bardziej toksyczne aniżeli ojcowie.


>Święty Paweł ma rację - to mąż powinien być głową rodziny, żona powinna
>być mu posłuszna. Ponieważ taka dominacja jest znacznie lepsza niż
>odwrotna.

Mylisz się. Oboje rodzice powinni stanowić jedność: ani mąż nie powinien dominować nad żoną ani żona nad mężem. Powinni sobie bezgranicznie ufać, wzajemnie się szanować i być sobie nawzajem oddanymi. Ale nie będzie to możliwe dopóty, dopóki z powodu braku poczucia własnej wartości będą budować własne ego na karku tego drugiego poprzez poniżanie go i wysługiwanie się nim. By szanować i ufać drugiemu muszę najpierw szanować siebie i ufać samemu sobie; muszę być autorytetem (bogiem) dla samego siebie. Żadna dominacja nie jest dobra ponieważ za nią kryje się niewolnictwo i poniżanie siebie oraz partnera.


> Władza męża to liberalna monarchia a władza kobiety to totalitaryzm.

Każda władza to w taki lub inny sposób przemoc, której początkiem jest zakaz pierwotny. Tylko jego wyeliminowanie prowadzi do absolutnej wolności, równości i braterstwa. Poprzez akt inicjacji seksualnej wśród rodziców syn staje się równy ojcu a córka matce. W tym akcie dzieci zdobywają również wzorce: córka - wzorzec mężczyzny, syn - wzorzec kobiety. Bo dzieci od samego początku wzorują się na swoich rodzicach i podświadomie przyjmują ich zachowania jako wzorcowe. Nie uczymy się przez postępowanie tak jak rodzice mówią lecz przez naśladowanie rodziców i prze doświadczanie z nimi. Dlatego ten pierwszy akt seksualny (inicjacja) jest tak ważny gdyż staje się wzorcowym na całe dalsze życie. Jeżeli rodzice oszukają to i dzieci będą postępować oszukańczo. Dlatego tak ważnym jest by inicjacja miała miejsce dopiero wówczas gdy rodzice wyleczą się ze swoich ułomności emocjonalnych by nie zniewolili dzieci lecz je  w y z w o l i l i. Akt inicjacji ma być wyzwoleniem dziecka od rodziców.


>Zaraz pewnie usłyszę o dyktatorach jak Lenin,Hitler,Stalin
>a z drugiej strony o liberalnej władzy królowej Wiktorii. Ale władza
>polityków to co innego niż władza w rodzinie.

Takich mamy polityków jaka mamy rodzinę. A czy będą oni potrzebni w wolnym (od uzależnień) społeczeństwie?

LeoTar



zdumiony pisze:
> W dniu 2015-01-25 o 17:41, zdumiony pisze:

>> Dominacja mężczyzny nie oznacza totalitaryzmu, jak w sztuce którą
>> popełnił Szekspir "Poskromienie złośnicy", święty Paweł mówi też że

> Sztuka Szekspira którą się czyta jest bardzo wredna. Opowiada o
> niezależnej kobiecie mającej własne zdanie (i to ma być złe), potem mąż
> ją całkowicie łamie i pierze mózg, przez co staje się posłuszną suką i
> to ma być fajne i zabawne.
> Podobała mi się natomiast interpretacja tego tekstu przez Krzysztofa
> Warlikowskiego z Danutą Stenką.

Kobieta jest forma przetrwalnikową rodzaju ludzkiego. Zachowuje i
przekazuje w przyszłość wszystko, i to dobre i to złe. W szczególności
przenosi w przyszłość przyczynę oraz mechanizmy kreowania przemocy. I w
tym sensie należy ją "złamać". Mężczyzna musi jej jednak "zaoferować"
rozwiązanie, które uwolni kobietę od konieczności napędzania przemocy.
Dzięki sprytnie generowanej przemocy kobieta może sprawować władzę nad
niedojrzałym mężczyzną.

LeoTar



zdumiony pisze:
> W dniu 2015-01-25 o 17:27, LeoTar pisze:

>> Masz rację, a nawet więcej. Kobieta sama siebie uznaje nie za bożka lecz
>> za boginię, jedyną boginię/stwórczynię potomstwa. Jej przekonanie o jej
>> boskości wywodzi się sprzed wieków, kiedy mężczyzna nie był jeszcze
>> świadom swego udziału w stwarzaniu potomstwa. Pisałem już o tym, ale
>> powtórzę to jeszcze raz.

> Tutaj zgadzam się z Tobą, źle jest gdy matka "przywłaszcza" sobie
> potomstwo myśląc "ja urodziłam a chłop dał tylko plemnik".
> Przeceniasz jednak seks, i Twoje rozwiązanie powoduje jeszcze bardziej
> chore relacje.

Seks to najważniejsza sfera naszego życia, gdyż służy podtrzymaniu
gatunku. Wszystkie inne dziedziny życia są temu podporządkowane, służą
podtrzymaniu zdolności rozrodczych.


> Dominacja mężczyzny nie oznacza totalitaryzmu, jak w sztuce którą
> popełnił Szekspir "Poskromienie złośnicy", święty Paweł mówi też że
> mężczyzna ma kochać swoją żonę, oraz rodzice nie rozdrażniać dzieci.

Kobieta dominuje totalnie wewnątrz rodziny a mężczyzna stara się
zdominować świat na zewnątrz rodziny. I jedno i drugie na swój sposób
buduje świat totalitarny. Rodzina staje się początkiem dla totalitaryzmu
społecznego.
Dlatego tak ważnym jest wyzwolenie kobiety z jarzma zniewolenia
umysłowego, w którym nieświadomie trwa od samego początku. Wolna kobieta
to również wolność dla mężczyzny i dzieci.

LeoTar

 
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego