List do "Niebieskiej Linii" z 27.03.2015. - Rocznik 2015

Idź do spisu treści

Menu główne:

List do "Niebieskiej Linii" z 27.03.2015.

Wiosna 2015

Witam,

Trudno będzie mi w kilku słowach przedstawić to co chcę pokazać ponieważ detaliczne zrozumienie i objaśnienie przemocy domowej, która dotknęła mnie i moje dzieci, zajęło mi około 20 lat. Odsłoniłem jednak wszystkie zakamarki mojej psychiki oraz psychiki mojej byłej już żony. Może to zabrzmieć w pierwszej chwili dość nieprawdopodobnie ale dotarłem do pierwotnej przyczyny wszelkiej przemocy. Zrozumiałem mechanizm napędzający przemoc oraz pojąłem cel dla którego przemoc funkcjonuje. Zadałem sobie w końcu pytanie czy dalsze życie z przemocą w skali globalnej będzie możliwe i w jaki sposób uwolnić następne pokolenia od wszechogarniającej nas patologii, tak biologicznej, psychicznej i społecznej.

A wszystko zaczęło się od rehabilitacji mojego syna Wojciecha (35), dziecka z zespołem Down’a. W 1990 roku rozpoczęliśmy jego rehabilitację pod kierunkiem Instytutów Osiągania Ludzkich Możliwości (IAHP) w Filadelfii, PA. Po czterech latach filadelfijscy terapeuci i pedagodzy nie byli już w stanie nam więcej zaoferować i gdy tylko nadarzyła się okazja chętnie zakończyli współpracę z nami jako rodziną. Była to właściwie terapia adresowana do całej naszej rodziny bo - oprócz Wojtka mamy jeszcze córkę Kasię (38) i syna Jana (32) - wszyscy solidarnie uczestniczyliśmy w rehabilitacji spełniając różne funkcje.

Rok 1994 był w ogóle dla mnie przełomowy ponieważ odważyłem się powiedzieć Kasi i Jankowi o tym, że mają jeszcze starszą siostrę Agatę (44) moją córkę z mojego pierwszego małżeństwa. Wcześniej moja druga żona Teresa tak manipulowała mną bym nie powiedział dzieciom o tym, że mają jeszcze siostrę, mimo tego, że wiedziała jak bardzo zależy mi na tym by wszystkie moje dzieci się znały. Teresa ustanowiła zakaz kontaktów z Agatą a mnie uczyniła strażnikiem tego zakazu grożąc mi porzuceniem (manipulowała seksem). Obciążyła mnie ogromnym poczuciem winy, z którego uwolniłem się wyznając dzieciom skrzętnie dotychczas ukrywana prawdę o mnie samym. Dużo by pisać o tym w jakich warunkach doszło u mnie do tego przełomu ale najważniejszym było to, że ja sam zaufałem dzieciom bezgranicznie i pokonałem strach przed odrzuceniem przez nie.

Wówczas nie zdawałem sobie jednak sprawy czego dokonałem; dopiero po kilku miesiącach zdałem sobie sprawę, że wyzwoliłem się z niewolniczego jarzma, którym otoczyła mnie moja żona, która wykorzystywała tę tajemnicę o Agacie do sprawowania kontroli nade mną. Byłem po prostu jej emocjonalnym niewolnikiem nad którym całkowicie panowała i była pewna, że jej manipulacja jest na tyle niezawodna, że nie uda mi się zerwać tych niewolniczych kajdan. Stało się jednak inaczej przez moją bezgraniczną miłość i oddanie dzieciom, które odpłaciły mi tym samym. Ten stan wzajemnego szacunku i zaufania między mną i dziećmi wywołał agresję żony, która oszalała ze strachu, że straciła kontrolę nad rodziną. Nie była w stanie oprzeć relacji wewnątrz-rodzinnych na zaufaniu ponieważ nie ufała również samej sobie i dlatego musiała mieć „kozła ofiarnego”, czyli mnie, na którego zrzucała odpowiedzialność za swoje decyzje . Ujawniła głęboko skrywany kompleks niższości, z którego ani ona ani ja nie zdawaliśmy sobie sprawy. To, że była w stanie mną manipulować wynikało również z tego, że mnie również brakowało poczucia własnej wartości.

Ja od 1990 przebywałem i pracowałem w USA. Pojechałem tam z myślą, że znajdę jakąś pomoc dla naszego Wojtka. No i udało mi się dotrzeć do IAHP. Praca w USA umożliwiała mi finansowanie dość kosztownych wizyt w Filadelfii. terapię zaś prowadziła żona, która wraz z dziećmi przebywała głównie w Polsce gdyż tutaj mieliśmy lepsze warunki do rehabilitacji Wojtka. Jak już wspomniałem formalnie rehabilitację zakończyliśmy w 1994. Wtedy również ja zaufałem dzieciom i otrzymałem równie szczery odzew, jak nigdy wcześniej. Ale wtedy również moja Teresa straciła kontrolę nad rodziną i w swoim przekonaniu grunt pod nogami. Gdy wróciła z USA do Polski wraz z dziećmi na przełomie sierpnia i września ’94 by odzyskać swoja dominującą pozycję w rodzinie przede wszystkim przerwała mi łączność z dziećmi. Gdy w grudniu ’94, zaniepokojony tą „ciszą” ze strony dzieci, przyjechałem do Polski spotkało mnie cos czego się nie spodziewałem - moja żona, z nożem kuchennym w ręce pokazała mi drzwi bym się wynosił.

W okresie między wrześniem a grudniem 1994, nadal pracując w USA, bardzo intensywnie myślałem nad tym dlaczego Teresa przerwała mi łączność z dziećmi. Dodatkowym impulsem do rozmyślań była samobójcza śmierć mojego amerykańskiego bossa, we wrześniu ’94, która wyzwoliła falę przemocy w zakładzie, w którym pracowałem. Poszukiwałem odpowiedzi na nurtujące mnie pytanie DLACZEGO Teresa przerwała mi  łączność z dziećmi i DLACZEGO  mój boss się zastrzelił. W końcu po wielu podejściach, po całym łańcuchu DLACZEGO pojawiło się  światełko odpowiedzi w ciemnym dotychczas tunelu. Doszedłem do wniosku, że wszyscy cierpimy na brak poczucia własnej wartości i że w swoim życiu podejmujemy takie akcje by uciec od odpowiedzialności. Pozostało wyjaśnić tylko DLACZEGO cierpimy na brak poczucia własnej wartości lub inaczej mówiąc na kompleks niższości i w stosunku do kogo. Od którego momentu w naszym życiu ujawnia się ten kompleks? I doszedłem do wniosku, że kompleks niższości zaczyna się od relacji dziecka z rodzicem. Połączyłem to z freudowskim kompleksem Edypa i jungowskim kompleksem Elektry i wyszło, że kompleks dziecka w stosunku do rodzica tej samej płci ma swój początek w ZAKAZie. Zakaz jest najprostszym sposobem poniżenia dziecka przez rodzica.  I jest to fakt, którego ludzie są całkowicie nieświadomi. Fakt, który dla mnie - po latach analizy -  jest absolutną oczywistością ale który tak łatwo unika zauważenia.

Rodzice są dla dziecka tymi, którzy karmią, zapewniają bezpieczeństwo i uczą. Dziecko zaczyna poznawać świat obserwując, naśladując i doświadczając z rodzicami. Dziecko uczy się życia doświadczając  „pierwszego razu” zawsze z rodzicami. Każde pierwsze dziecięce doświadczenie jest najważniejsze gdyż jest wzorem dla tego samego typu doświadczeń następnych powinno więc być doskonałe (wzorcowe). Tylko oddani dziecku i kochający rodzice są w stanie spełnić te warunki by doświadczanie przez dziecko przebiegało bez strachu (przed pierwszym razem) i by dziecko miało pełne zaufanie do tych, którzy tego pierwszego doświadczenia dostarczają.

By iść dalej musimy zadać sobie fundamentalne pytanie: skąd pochodzimy, dokąd idziemy, jaki jest cel naszego życia i w jaki sposób to realizujemy?  Nie będę przeprowadzał całego filozoficznego wywodu i ograniczę się tylko do pytania: która ze sfer naszego życia jest najważniejsza?  Dla mnie odpowiedź jest prosta: najważniejszą sferą naszego życia jest życie seksualne, gdyż dzięki seksowi mamy z trwaniem życia na naszej planecie. Wszystkie inne dziedziny naszej aktywności są podporządkowane jednemu celowi: podtrzymaniu życia w ogóle a człowieka w szczególności. Łącząc to z poprzednimi wywodami doszedłem do wniosku, że pierwszy akt seksualny młodego człowieka, jego inicjacja seksualna musi być doskonały pozbawiony strachu i niepewności  przed niepowodzeniem. I że takiego doświadczenia może dostarczyć synowi tylko matka a córce ojciec. Tylko świadomi rodzice nastawieni na dobro dziecka nie skrzywdzą  go.

Jest jeszcze inny aspekt dotyczący inicjacji seksualnej („pierwszego razu”) z rodzicami. Syn od samego zarania porównuje się z ojcem walcząc o matkę a córka walczy o ojca porównując się z matką. Nie jestem pierwszym, który zaobserwował te zależności w rodzinie z dziećmi. Czy  syna walczy o matkę by ja posiąść  dla siebie jako swoja partnerkę czy też  chce się stać równy ojcu przez to, że posiądzie tę, która jest dla jego ojca kobietą doskonałą? Czy córka walczy z matka o ojca jako swego partnera czy też chce się stać równa matce spróbowawszy mężczyzny, którego matka uważa za swego doskonałego partnera? W akcie seksualnym przekazuje się wiedzę emocjonalnie a nie werbalnie. Uświadamianie werbalne nie jest doskonałe i podlegające manipulacjom w przeciwieństwie do emocji, w których człowiek nie jest w stanie oszukiwać.  Jeżeli syn zrówna się z ojcem emocjonalnie to stanie się równy swemu stwórcy (bogu) a posiadłszy wiedzę ojca stanie się autorytetem dla samego siebie. Podobnie córka, która zrówna się emocjonalnie z matką stanie się równa swojej stwórczyni (bogini) a posiadłszy wiedzę matki stanie się autorytetem dla samej siebie. Człowiek, który stanie się autorytetem dla samego siebie nie boi się odpowiedzialności za podejmowane przez siebie decyzje i nie będzie manipulował swoim partnerem by zrobić z niego „kozła ofiarnego” własnej niepewności.

Dlatego jest tak ważnym aby w tym akcie-misterium inicjacji seksualnej dziecka wszystko było najwyższej jakości by w rezultacie narodził się człowiek młody ale już dojrzały społecznie i emocjonalnie gotowy do założenia rodziny, w której nie będzie walki o to kto kim zawładnie: czy żona zawładnie mężem czy na odwrót. W takiej rodzinie permanentna rywalizacja o to kto kogo zmanipuluje zostanie zastąpiona przez pokojową współpracę i współdziałanie na rzecz wspólnego dobra. W takiej rodzinie podchody zostaną zastąpione przez wzajemne zaufanie i szacunek. W takiej, nowej rodzinie rozwiązany zostanie problem kompleksu Edypa/Elektry czyli problem braku poczucia własnej wartości, gdyż nierozwiązywalny dotychczas problem kompleksu Edypa/Elektry zostanie rozwiązany.

Dotychczas wszelkie kontakty seksualne między bliskimi krewnymi były traktowane jako kazirodztwo. W moim rozumieniu kazirodztwem jest każda relacja, niekoniecznie fizyczna, miedzy dzieckiem a rodzicem w której rodzic jest stroną aktywną. Rodzic cierpiący z powodu braku poczucia własnej wartości istotnie przyciąga dziecko po to by zaspokoić swoje potrzeby emocjonalne przy pomocy dziecka. I to jest kazirodztwo (negatywne). Natomiast jeżeli  zbliżenie dziecka z rodzicem jest inicjowane przez dziecko w celu przeżycia inicjacji seksualnej to całkowite uwolnienie się przez dziecko od emocjonalnych uzależnień od rodzica.  I jeszcze jedna sprawa, która może się wydawać niejasna gdyż nic o niej dotychczas nie powiedziałem. Akt -misterium inicjacji seksualnej dziecka ma się odbywać  z udziałem obojga rodziców. Syn porównuje się z ojcem ‘na matce’, matka jest ‘wagą’; i analogicznie córka porównuje się z matką ‘na ojcu’, ojciec jest w tym przypadku pasywna ‘wagą’.

Można na ten temat dyskutować bez końca - ja robię to publicznie w Internecie, z przerwami, od roku 1996 i końca dyskusji nie widać. Warto jednak na koniec tego krótkiego listu dodać, że rozważania te doprowadziły mnie do wniosku, że wszelka patologia, i biologiczna, psychiczna czy społeczna bierze się z tego właśnie centralnego zakazu obowiązującego wszystkie gromady ludzkie. Wystarczy potraktować skutek braku poczucia własnej wartości jako agresję przeciwko sobie a staje się to lepiej widoczne. Napiszę o tym jednak w kolejnym liście jeżeli Państwo wyrazicie zainteresowanie. Obecnie testuję metodę resocjalizacji (szeroko pojmowanej) opartą na tej właśnie wiedzy na wybranych mieszkańcach Domu Pomocy Społecznej w Ostrowinie gdzie mieszkam.

A jeżeli chcecie Państwo zapoznać się z dotychczasową dyskusją na ten temat to można ja znaleźć na stronach WWW do których można dotrzeć przez adres http://leotar.friko.pl/index1.html  . Jest to strona, która pozwala na wybranie stron właściwych. Można również skorzystać z adresu http://leotar.friko.pl/fall_2014/, który umożliwi dotarcie do tych samych co poprzednio stron z pierwszej strony tytułowej.  Są to fragmenty dyskusji toczących się w polskim Usenecie od 1996 roku, i wprawdzie jest tam również wiele „śmieci” ale można odtworzyć sens całości. By jednak odrzucić moją hipotezę lub ją zaakceptować każdy z Czytelników musi zmierzyć się sam z tymi materiałami i ze swoja przeszłością.

Życzę miłej lektury.
Pozdrawiam

Władek Tarnawski  (LeoTar)

Sunrise Services
Ostrowina 21
56-400 Oleśnica
e-mail:  LeoTar@wp.pl
tel.: +48661294908

 
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego