Seks jest piękny!!! Szok mógów zrytych porno. - Rocznik 2015

Idź do spisu treści

Menu główne:

Seks jest piękny!!! Szok mógów zrytych porno.

Jesień 2015

Data: Fri, 9 Oct 2015 08:14:57 +0200
Nadawca: LeoTar <LeoTar@wp.pl>
Firma/Organizacja: Sunrise Services
Grupy dyskusyjne: pl.sci.psychologia

glob pisze:
> Ikselka pisze:

>> Oczywiście, że tak. Astronomowie też nie byli na planetach i
>> gwiazdach, które opisują - i nikt lepiej od nich ich nie zna :-)

> I astronomowie uczą jak przeżyć na Uranie bo go widzieli przez
> teleskop? No to leć i żyj zgodnie z tym co widzieli na Uranie, bez
> wylądowania i doświadczeń bezpośrednich, które zmieniają po
> wylądowaniu mnóstwo teorii na temat co tam zastaniemy. Klerowi już
> dawno udowodniono szkodliwość obsesji na temat rodziny i tego co
> między nogami, nie zauważyłaś że mądre narody wyjebały to z wpływu na
> państwo i społeczeństwo i ludzie nie słuchają tych bzdur, nawet jak
> jeden oszołom z drugim wibruje z ambony młotem pneumatycznym, jak
> ludzie mają żyć w sypialni, bo dostaną zaburzeń i zboczeń?

Czy uważasz, że sama sekularyzacja rodziny i społeczeństwa wystarczy do
tego by wyeliminować patologię? Przecież sam trąbisz, że to zakaz
uprawiania seksu przez kler jest przyczyną perwersyjnych zachowań
klechów. Czyżbyś uważał, że zakaz seksualny działa tylko na nich a na
innych nie?

LeoTar



Data: Sat, 10 Oct 2015 10:50:54 +0200
Nadawca: LeoTar <LeoTar@wp.pl>
Firma/Organizacja: Sunrise Services
Grupy dyskusyjne: pl.sci.psychologia

glob pisze:
> LeoTar
>> glob pisze:
>>> Ikselka pisze:

>>>> Oczywiście, że tak. Astronomowie też nie byli na planetach i
>>>> gwiazdach, które opisują - i nikt lepiej od nich ich nie zna
>>>> :-)

>>> I astronomowie uczą jak przeżyć na Uranie bo go widzieli przez
>>> teleskop? No to leć i żyj zgodnie z tym co widzieli na Uranie,
>>> bez wylądowania i doświadczeń bezpośrednich, które zmieniają po
>>> wylądowaniu mnóstwo teorii na temat co tam zastaniemy. Klerowi
>>> już dawno udowodniono szkodliwość obsesji na temat rodziny i tego
>>> co między nogami, nie zauważyłaś że mądre narody wyjebały to z
>>> wpływu na państwo i społeczeństwo i ludzie nie słuchają tych
>>> bzdur, nawet jak jeden oszołom z drugim wibruje z ambony młotem
>>> pneumatycznym, jak ludzie mają żyć w sypialni, bo dostaną
>>> zaburzeń i zboczeń?

>> Czy uważasz, że sama sekularyzacja rodziny i społeczeństwa
>> wystarczy do tego by wyeliminować patologię? Przecież sam trąbisz,
>> że to zakaz uprawiania seksu przez kler jest przyczyną
>> perwersyjnych zachowań klechów. Czyżbyś uważał, że zakaz seksualny
>> działa tylko na nich a na innych nie?

> Brak edukacji seksualne powoduje że ty chcesz jebać dzieci co jest
> skrajną patologią, prawdopodobnie gdyby w szkole była edukacja
> seksualna w wieku dorosłym nie stałbyś się zboczeńcem.

Co do jednego zgadzamy się globku, że edukacja seksualna jest konieczna.
Co do reszty sytuacja wygląda tak, że Ty uważasz, że edukować seksualnie
nasze dzieci powinna szkoła ja natomiast uważam, że taka edukacja
powinna mieć miejsce w rodzinie gdyż to właśnie rodzice
dla dziecka
pierwszymi i najważniejszymi autorytetami we wszystkich sprawach. To oni
zapewniają dziecku szeroko rozumiane poczucie bezpieczeństwa, oni dbają
o dziecko, żywią i zaspokajają potrzebę miłości czyli stabilne
bezpieczeństwo emocjonalne. Rodzina powinna również przygotować dziecko
do... stworzenia nowej rodziny i życia w niej czyli dobrego spełniania
funkcji jako partnera i rodzica dla następnego pokolenia. Czyli edukacja
przykładem (doświadczalnie), gdy
ż dziecko uczy się obserwując, naśladując i
doświadczając z rodzicami wszystkiego czego i oni doświadczają.

Tak być powinno w rodzinie doskonalej, ale w praktyce niestety rzadko
która rodzina zbliża się chociażby połowicznie do tego ideału. Ot
chociażby fałsz pojawiający się w rodzinie, który dziecko wyłapuje emocjonalnie 

(dzięki zdolności do refleksji) ale nie jest w stanie nazwać, gdyż nie ma jeszcze
wystarczająco rozbudowanego aparatu pojęciowego i językowego i braku wzorca.
Sprzeczność między tym co rodzice mówią a
tym co robią dziecko wychwytuje
znakomicie i rodzi się w dziecku refleksja poznawcza: dziecko chciałoby
się dowiedzieć co jest właściwe, czy to co rodzice mówią czy to co
robią. Dziecko zaczyna postrzegać rodziców jako wątpliwy autorytet i
zaczyna obserwować świat poza rodziną i doświadczać go. Wskutek kłamstwa
lub niejednoznaczności w postępowaniu rodziców, które dziecko odkrywa,
rodzice tracą powoli swoją dominującą pozycję jako nauczyciele dziecka i
kieruje ono swoje zainteresowania poznawcze ku dalszemu otoczeniu w
poszukiwaniu rozstrzygnięcia, które zachowania rodziców ma uznać za
właściwe, gdzie tkwi Prawda.

Gdyby aparat pojęciowy i komunikacyjny dziecka był tak dojrzały jak
aparat dorosłego człowieka to pewnie wytknęłoby ono rodzicom
niejednoznaczność w ich postępowaniu, ale tak nie jest gdyż oprócz tego
ograniczenia dziecka jest ono szantażowane przez rodziców groźbą
porzucenia jeżeli nie podporządkuje się ich woli. Myślę sobie, że ten
aspekt relacji między dziećmi i rodzicami wynika stąd, iż panuje głęboko
zakorzenione przekonanie że to niby rodzice mają sprawować władzę
rodzicielską nad dziećmi czyli że dzieci maja być im podporządkowane i
być rodzicom posłuszne nawet wówczas gdy ci (rodzice) biją, kłamią i
oszukują dziecko. To rodzi sprzeciw dziecka, które jest wolne z
urodzenia lecz poddane rodzicielskiej tresurze powoli zaczyna myśleć i
działać tak jak tego oczekują od niego rodzice. Wystarczy jednak jeden
jedyny gest rodzica by potraktował on dziecko z szacunkiem i zaufaniem
jak równego sobie partnera by dziecko zaczęło 'mówić' co mu si
ę nie
podoba w relacjach rodziców w stosunku do niego. To wiem na pewno gdyż
doświadczyłem tego dzięki mojej córce i to zmieniło gwałtownie moją
świadomość.

I jeszcze jedna sprawa globku. Nigdy i nigdzie nie wypowiedziałeś się na
temat tego jak miałaby wyglądać i jakiego zakresu wiedzy miałaby
dotyczyć edukacja seksualna serwowana w szkołach. Bo jak Ci zapewne
wiadomo z wielu dyskusji różni ludzie różnie widzą tę edukację nie
wyłączając mnie, który odrzucam wszelkie granice zarówno werbalne jak i
doświadczalne co do wiedzy, którą należy dziecku dostarczyć by stało się
pewnym siebie, szanującym siebie i innych ludzi osobnikiem, który bierze
na siebie odpowiedzialność za podjęte decyzje i nie unika
odpowiedzialności za nie manipulując otoczeniem tak, by pozbyć się tej
odpowiedzialności. Dzięki szkole możliwe jest zapoznanie z
różnorodnością poglądów i przywracanie krytycznego myślenia
ograniczanego przez rodzinny monopol. Ale celem nie jest różnorodność
lecz monoteizm, gdyż każda różnorodność to przejaw walki o dominację a
tylko monoteizm zapewnia eliminację walki (czyli przemocy). Dzięki
szkole dzieci uczą się analizować i syntetyzować wnioski otrzymane z
obserwacji (doświadczenia) ale syntezę należy ciągnąć aż do samego
końca, do wyczerpania możliwości dalszej syntezy. I tam jest właśnie
rozwiązanie, czyli Prawda. Nasz dotychczasowy świat jest oparty na
fałszu i wszyscy poszukujemy świata prawdziwego.

LeoTar



Data: Sat, 10 Oct 2015 11:01:57 +0200
Nadawca: LeoTar <LeoTar@wp.pl>
Firma/Organizacja: Sunrise Services
Grupy dyskusyjne: pl.sci.psychologia

ikka pisze:
> W dniu 2015-10-09 o 03:36, Pszemol pisze:
>> "Ikselka" <ikselk@gazeta.pl> wrote in message
>> news:ts5zmt3lr7q8$.xjk7ligryf71.dlg@40tude.net...
>>> Dnia Thu, 8 Oct 2015 21:51:19 +0200, zdumiony napisał(a):
>>>> W dniu 08.10.2015 o 21:47, glob pisze:

>>>>> Nie wydaje ci się dziwne, że sutannowi zielonego pojęcia o związkach
>>>>> nie mający, bo nie mają praktyki, wypowiadają się o tych sprawach i
>>>>> uważasz, że gdyby glob pouczał budowniczych mostów, mosty by stały?

>>>> Ale większe mają pojęcie niż Ty. Mają pojęcie choćby z wysłuchiwania
>>>> spowiedzi.

>>> Oczywiście, że tak. Astronomowie też nie byli na planetach i gwiazdach,
>>> które opisują - i nikt lepiej od nich ich nie zna :-)

>> Astronomowie byli na planetach pośrednio, wysyłając tam sondy
>> kosmiczne i robiąc badania na tych planetach zdalnie...
>> Więc wiedzą o tych planetach więcej niż śmiertelnik.
>>
>> W Twojej analogii astronom-ksiądz miałby pouczać na temat
>> Księżyca kogoś kto nie tylko na Księżyc poleciał ale tam na nim
>> spędził pół życia... a astronom-ksiądz tylko oglądał go przez lunetę.
>>
>> Chciałabyś aby Twój chirurg był uczony wyłącznie przez
>> lekarza-teoretyka, który sam nigdy żadnej operacji nie zrobił?
>> Chciałabyś przyjąć lekcje ogrodnictwa od kogoś kto nigdy rąk
>> w ziemii nie zabrudził?
>>
>> Czemu więc tylko w sprawach religii myślisz na opak?

> bo to religia. Szukasz śladów rozsądku? :)

Zgodnie z prawidłami logiki negacja nierozsądku (kłamstwa, fałszu)
prowadzi do ujawnienia rozsądku (prawdy). Trzeciej opcji nie ma.

LeoTar



Data: Sat, 10 Oct 2015 10:58:24 +0200
Nadawca: LeoTar <LeoTar@wp.pl>
Firma/Organizacja: Sunrise Services
Grupy dyskusyjne: pl.sci.psychologia

Pszemol pisze:
> "Ikselka" <ikselk@gazeta.pl> wrote in message
> news:ts5zmt3lr7q8$.xjk7ligryf71.dlg@40tude.net...
>> Dnia Thu, 8 Oct 2015 21:51:19 +0200, zdumiony napisał(a):
>>> W dniu 08.10.2015 o 21:47, glob pisze:

>>>> Nie wydaje ci się dziwne, że sutannowi zielonego pojęcia o związkach
>>>> nie mający, bo nie mają praktyki, wypowiadają się o tych sprawach i
>>>> uważasz, że gdyby glob pouczał budowniczych mostów, mosty by stały?

>>> Ale większe mają pojęcie niż Ty. Mają pojęcie choćby z wysłuchiwania
>>> spowiedzi.

>> Oczywiście, że tak. Astronomowie też nie byli na planetach i gwiazdach,
>> które opisują - i nikt lepiej od nich ich nie zna :-)

> Astronomowie byli na planetach pośrednio, wysyłając tam sondy
> kosmiczne i robiąc badania na tych planetach zdalnie...
> Więc wiedzą o tych planetach więcej niż śmiertelnik.
>
> W Twojej analogii astronom-ksiądz miałby pouczać na temat
> Księżyca kogoś kto nie tylko na Księżyc poleciał ale tam na nim
> spędził pół życia... a astronom-ksiądz tylko oglądał go przez lunetę.
>
> Chciałabyś aby Twój chirurg był uczony wyłącznie przez
> lekarza-teoretyka, który sam nigdy żadnej operacji nie zrobił?
> Chciałabyś przyjąć lekcje ogrodnictwa od kogoś kto nigdy rąk
> w ziemii nie zabrudził?
>
> Czemu więc tylko w sprawach religii myślisz na opak?

Dobre pytanie. A dlaczegóż by nie rozszerzyć go na tak ważną sferę jak
edukacja seksualna?

Czyż nie jest ważne doświadczenie, szczególnie pierwsze, które staje się
wzorcowym, w tak ważnej dziedzinie jak życie seksualne człowieka? Czyż
można powierzyć kwestię stwarzania potomstwa ludziom niedoświadczonym
odczuwającym lęk z powodu niepewności wiedzy, której im brakuje z powodu
tradycyjnie ograniczającego wychowania?

LeoTar



Data: Thu, 8 Oct 2015 22:07:41 +0200
Nadawca: LeoTar <LeoTar@wp.pl>
Firma/Organizacja: Sunrise Services
Grupy dyskusyjne: pl.sci.psychologia

zdumiony pisze:

> „W seksie, tak jak w tańcu, jeśli ktoś przywiąże zbyt dużą wagę do
> techniki, to nigdy nie poczuje piękna tego, co robi. Bo piękno jest
> gdzie indziej, o czym się dzisiaj niewiele mówi”. Piękno bowiem rodzi
> się w spotkaniu dwojga osób, w tworzeniu relacji miłości, w oddawaniu
> się sobie, w trosce o wzajemne szczęście. „Seks jest piękny, jeśli
> wyraża głęboką relację międzyludzką” – uzupełnia zakonnik
>
> http://www.fronda.pl/a/seks-jest-piekny-szok-mozgow-zrytych-porno,58056.html

Wszystko się zgadza w tym co pisze p.Małgorzata Terlikowska. Tylko jak
sprawić by zaufanie i szacunek dla siebie i w stosunku do partnera były
prawdziwe a nie udawane i by wartości te były wynoszone z domów
rodzinnych partnerów.

Bo to co się w tej chwili dzieje w małżeństwach to "wypracowany" stan
równowagi chwiejnej opartej na równowadze siły w manipulowaniu tym
drugim. W takim układzie szacunek i zaufanie
, tak do siebie jak i do
partnera
, są tylko pozorne i dlatego gdy dzieci są już odchowane i
kobiety czują się mniej zagrożone doprowadzają do rozbicia rodziny by
uwolnić się od prostytucji małżeńskiej, którą mniej lub bardziej
świadomie uprawiają ze swoimi mężami dla zabezpieczenia siebie i dzieci.
Warto zwrócić uwagę na to, że problemy małżeńskie w większości małżeństw
narastają wraz ze wzrostem dzieci.

LeoTar



Data: Fri, 9 Oct 2015 08:01:21 +0200
Nadawca: LeoTar <LeoTar@wp.pl>
Firma/Organizacja: Sunrise Services
Grupy dyskusyjne: pl.sci.psychologia

Chiron pisze:
> Użytkownik "LeoTar" <LeoTar@wp.pl> napisał w wiadomości
> news:mv6io0$hib$1@portraits.wsisiz.edu.pl...
>> zdumiony pisze:

>>> „W seksie, tak jak w tańcu, jeśli ktoś przywiąże zbyt dużą wagę do
>>> techniki, to nigdy nie poczuje piękna tego, co robi. Bo piękno jest
>>> gdzie indziej, o czym się dzisiaj niewiele mówi”. Piękno bowiem rodzi
>>> się w spotkaniu dwojga osób, w tworzeniu relacji miłości, w oddawaniu
>>> się sobie, w trosce o wzajemne szczęście. „Seks jest piękny, jeśli
>>> wyraża głęboką relację międzyludzką” – uzupełnia zakonnik
>>>
>>> http://www.fronda.pl/a/seks-jest-piekny-szok-mozgow-zrytych-porno,58056.html

>> Wszystko się zgadza w tym co pisze p.Małgorzata Terlikowska. Tylko jak
>> sprawić by zaufanie i szacunek
, dla siebie i w stosunku do partnera,
>> były prawdziwe a nie udawane i by wartości te były wynoszone z domów
>> rodzinnych partnerów.
>>
>> Bo to co się w tej chwili dzieje w małżeństwach to "wypracowany" stan
>> równowagi chwiejnej opartej na równowadze siły w manipulowaniu tym
>> drugim.

> LOGIKI BRAK. Piszesz tak, jakbyś znał WSZYSTKIE małżeństwa. Przynajmniej
> większość. Znasz kilka bliżej (tak zakładam)- i na ich podstawie nie
> możesz uogólniać na wszystkie. To błąd logiczny.

Wiem Chironie, że Ty tak samo jak i większość ludzi, boisz się spojrzeć
beznamiętnie na własny związek, odbarwić go, gdyż wówczas musiałaby
runąć cała konstrukcja psychiczna, która pozwoliła Ci dotrwać do
dzisiaj. Zbudowałeś ją by ochronić swoje wewnętrzne dziecko przed
samozniszczeniem jako następstwem wykorzystywania Ciebie przez -
najpierw Twoją matkę - a teraz partnerkę. Bronisz własnego ego, które
pozwala Ci trwać.

Zdecydowana większość ludzi posądza mnie o, co najmniej, niegrzeczność.
Że niby włażę z buciorami w cudze życie, w sferę intymności
zarezerwowana dla dwojga ludzi. Jest tak istotnie jeżeli człowiek chce
ukryć sam przed sobą fakt, że jest oszukiwany i boi się zerwać pętające
go kajdany podświadomości. Można próbować pobudzić go do refleksji. Ale
czy przeciętny Kowalski jest w stanie samodzielnie złamać zakaz, na
którym zbudowano całą hierarchiczną i niewolniczą strukturę społeczną
dbającą o to by Kowalski si
ę nie wyzwolił?


>> W takim układzie szacunek i zaufanie
, tak do siebie jak i do partnera,
>> są tylko pozorne i dlatego gdy dzieci są już odchowane i kobiety czują
>> się mniej zagrożone doprowadzają do rozbicia rodziny by uwolnić się od
>> prostytucji małżeńskiej, którą mniej lub bardziej świadomie uprawiają
>> ze swoimi mężami dla zabezpieczenia siebie i dzieci. Warto zwrócić
>> uwagę na to, że problemy małżeńskie w większości małżeństw narastają
>> wraz ze wzrostem dzieci.

> Brednia- oparta na fałszu. To się zupełnie nie zgadza - choćby w wypadku
> małżeństwa mojego - czy jeszcze innych, które znam. Jeśli małżeństwa
> rozpadały się, to - jak ja obserwowałem - facet poszukał sobie młodszej.
> Czyli - de facto - nie potrafił utworzyć związku.
> --
>
> Chiron

I nigdy nie pomyślałeś o tym, że to kobieta jest przyczyną tego, ze
facet idzie do innej? To kobieta, gdy już dostrzeże szansę na uwolnienie
się od upokarzającej prostytucji małżeńskiej, "wypycha" męża z domu,
chce się go pozbyć ale w taki sposób by to on czu
ł się winny rozpadu
rodziny. Nie jesteś w stanie tego dostrzec gdyż tak zostałeś wychowany
przez własną matkę, która uprawiała również prostytucję z Twoim ojcem a
przed Tobą żaliła się - nie werbalnie - na Twojego ojca
i w ten sposób uczyła Cię, że to facet jest zawsze winien. Ten filtr
przekonania o niewinności kobiet założyła Ci na Twoją psychikę Twoja
matka a Twoja żona podświadomie, a może i świadomie, to wykorzystuje.
Skoro jednak przetrwaliście ze sobą tyle to widocznie jesteś jej do
czegoś potrzebny a może też jest jej Ciebie żal i z litości nie wyrzuca
Ciebie z domu. W końcu ludzie nie są źli tylko... nieświadomi tego
dlaczego zło czynią.

LeoTar



Data: Sat, 10 Oct 2015 13:13:07 +0200
Nadawca: LeoTar <LeoTar@wp.pl>
Firma/Organizacja: Sunrise Services
Grupy dyskusyjne: pl.sci.psychologia

Chiron pisze:
> Użytkownik "LeoTar" <LeoTar@wp.pl> napisał w wiadomości
> news:mv7lh5$ok1$1@portraits.wsisiz.edu.pl...
>> Chiron pisze:
>>> Użytkownik "LeoTar" <LeoTar@wp.pl> napisał w wiadomości
>>> news:mv6io0$hib$1@portraits.wsisiz.edu.pl...

>>>> Wszystko się zgadza w tym co pisze p.Małgorzata Terlikowska. Tylko jak
>>>> sprawić by zaufanie i szacunek
, dla siebie i w stosunku do partnera,
>>>> były prawdziwe a nie udawane i by wartości te były wynoszone z domów
>>>> rodzinnych partnerów.
>>>>
>>>> Bo to co się w tej chwili dzieje w małżeństwach to "wypracowany" stan
>>>> równowagi chwiejnej opartej na równowadze siły w manipulowaniu tym
>>>> drugim.

>>> LOGIKI BRAK. Piszesz tak, jakbyś znał WSZYSTKIE małżeństwa. Przynajmniej
>>> większość. Znasz kilka bliżej (tak zakładam) - i na ich podstawie nie
>>> możesz uogólniać na wszystkie. To błąd logiczny.

Twierdzisz Chironie, jakobym musiał poznać wszystkie pary (lub wszystkie
kobiety i wszystkich mężczyzn) by móc uogólniać. A od czegóż do diabła
jest ekstrapolacja.

..->Obserwuję->wyciągam wnioski->koryguję model(synteza)->obserwuję->..

Błąd logiczny popełniasz Ty ZAKŁADAJĄC, że coś jest niemożliwe lub
niedopuszczalne. Wydaje Ci się, że w ten sposób zachowasz dotychczasową
strukturę rodziny i społeczeństwa narzuconą Ci przez Tradycję. Nie
chcesz, a może boisz się, przeciwstawić poglądom swoich rodziców, którzy
narzucili Ci ten tok myślenia. Boisz się, że zmieniając swój sposób
myślenia i działania stracisz ułudę władzy, którą rzekomo sprawujesz w
rodzinie. Obawiasz się, że stracisz kobietę i dzieci, które ona (tak
właśnie: ONA) wychowała dla siebie a nie dla nich samych. Boisz się, że
jeżeli upomnisz się (chociaż spóźniony) o prawa dzieci i swoje prawa to
zostaniesz pozbawiony babskiego ciepełka. Tak, zachowujesz się bardzo
logicznie i grzecznie, z jednego tylko punktu widzenia, tego na którym
teraz siedzisz. I nie dostrzegasz, boisz się, nie widzisz możliwości
albo też po prostu już Ci się nie chce zmieniać cokolwiek w Twoim życiu.
Wiec trwasz okopany mechanizmami obronnymi, które zapewniają Ci w miarę
ciepłe pielesze. A wolność - niech tę robotę robią inni. W pewnym sensie
rozumiem Ciebie...


>> Wiem Chironie, że Ty tak samo jak i większość ludzi, boisz się
>> spojrzeć beznamiętnie na własny związek, odbarwić go, gdyż wówczas
>> musiałaby runąć cała konstrukcja psychiczna, która pozwoliła Ci
>> dotrwać do dzisiaj. Zbudowałeś ją by ochronić swoje wewnętrzne dziecko
>> przed samozniszczeniem jako następstwem wykorzystywania Ciebie przez -
>> najpierw Twoją matkę - a teraz partnerkę. Bronisz własnego ego, które
>> pozwala Ci trwać.

> LOGIKI BRAK. Coś musimy przecież przyjąć za podstawę dyskusji. Przyjmuję
> logikę. Skoro Ty jednak (jak wynika z Twojego postu)
- tego nie robisz -
> to jak mamy dyskutować? Co ma być naszą wspólną platformą dyskusji?
> Piszesz przecież, że WIESZ że ja jak większość ludzi...
 No ale ani nie
> znasz większości ludzi (niepodobna tak mi zakładać nawet), ani nie masz
> wiedzy o mnie. To co napisałeś jest po prostu nielogiczne. To są Twoje
> przypuszczenia, które
- jak mi się zdaje - bierzesz za fakty, prawdę,
> Twoją wiedzę. A tak nie jest.

Cały czas posługuje się logiką, ale dwuwartościową a nie rozmytą, która
dopuszcza 'szarą strefę' manipulacji i niedopowiedzeń. Nie ma dla mnie
innych
wartości jak tylko Prawda i Fałsz. To Ty nie chcesz przeanalizować do
końca i całkowicie uczciwie mojej tezy. Chcesz dyskutować w przekonaniu,
że może coś uda się ugrać, że może chociaż ociupinkę. Ja stawiam sprawę
najprościej jak tylko można:

1. przyjmuję ZAKAZ jako punkt wyjścia i analizuję konsekwencje,
2. przyjmuję BRAK ZAKAZU jako punkt wyjścia i analizuję konsekwencje.

Nie ma innych opcji do dyskusji. I staram się robić tę analizę uczciwie,
publicznie i bez chowania czegokolwiek pod dywan. Staram się jak tylko
mogę nie nadeptywać zbyt często na odciski oponentom, ale nie da się być
grzecznym gdy ktoś naciska bym przyznał, że czarne jest białe a białe
jest czarne. Byłbym nieuczciwy tak w stosunku do siebie. Kiedyś
próbowałem manipulować sobą tak jak czynisz to teraz Ty, ale efektem
była tylko autoagresja i niszczenie samego siebie. Teraz od takiej
manipulacji jestem wolny mimo iż z niektórych pozostałości nie udało mi
się jeszcze wyleczyć (nadwaga).

Chironie, ja niczego nie PRZYPUSZCZAM co do Twojej osoby. To co piszę
wynika z prostej analizy myślowej opartej na BRAKU ZAKAZU. I tę samą
technikę zastosuję w odniesieniu do każdego, kto tego zechce. Ani
złośliwie, ani dla zdobycia poklasku i uznania; po prostu uczciwie z
chęci pomożenia drugiemu człowiekowi będącemu w potrzebie. A potrzebę
uznania, poczucia się lepszym chociaż przez chwilę, uwolnienia się od
kompleksu niższości chociaż na chwilę można zaobserwować u każdego
uczestnika polemik obserwując manipulacje, których tutaj pełno. Również
wśród pań. :-)


>> Zdecydowana większość ludzi posądza mnie o, co najmniej,
>> niegrzeczność. Że niby włażę z buciorami w cudze życie, w sferę
>> intymności zarezerwowana dla dwojga ludzi. Jest tak istotnie jeżeli
>> człowiek chce ukryć sam przed sobą fakt, że jest oszukiwany i boi się
>> zerwać pętające go kajdany podświadomości. Można próbować pobudzić go
>> do refleksji. Ale czy przeciętny Kowalski jest w stanie samodzielnie
>> złamać zakaz, na którym zbudowano całą hierarchiczną i niewolniczą
>> strukturę społeczną dbającą o to by Kowalski si
ę nie wyzwolił?

> To znów ta zdecydowana większość. Może zdecydowana większość z tych,
> których znasz - to może być prawdziwe. Dalej piszesz jednak z sensem,
> IMO. Tak mi się wydaje. No bo istnieją zakazy i nakazy - na których
> zbudowana jest hierarchia społeczna. Zdaje mi się, że zupełnie pomijasz
> jednak potrzebę jej istnienia.

Tak, odrzucam potrzebę istnienia hierarchii społecznej gdyż - jak już
wcześniej pisałem - każda hierarchia oznacza istnienie niewolnictwa czy
to materialnego czy też umysłowego. Każda hierarchia oznacza nierówność
społeczną, w której są ci lepsi i ci gorsi. A jak wiemy z historii każda
tak relacja prędzej czy później prowadzi do walki tych gorszych o
wyrwanie się z rąk tych lepszych. Czyli że każdy niewolnik będzie dążył
do wyzwolenia się z rąk swego pana. Dlatego na przykład uważam, że
kobieta, która wskutek złego wychowania uważa się za lepszą od mężczyzny
i uważa że może nim bezkarnie manipulować jest współwinną gwałtu na
niej dokonanego. Tak jak wśród mężczyzn ta
k i wśród kobiet możliwe są
przeniesienia przemocy z jednego obiektu na inny, który akurat właśnie
się napatoczył.

Za jedyną strukturę zdolną do życia bez przemocy jest struktura
społeczna, w której wszyscy są sobie równi w sensie emocjonalnym gdyż w
takiej organizacji nie ma ani lepszych ani gorszych czyli nie ma
przyczyny wszelkich konfliktów. Jeżeli doprowadzimy do zaistnienia
takiej struktury społecznej to zniknie również problem manipulacji,
której celem jest przeniesienie odpowiedzialności z pana na
nieświadomego niewolnika, gdyż wszyscy równi będą odpowiedzialni za
decyzje, które będą podejmować. A to oznacza powszechną uczciwość i
pokojowe współistnienie. Anarchia konstruktywna to struktura społeczna,
której warunkiem zbudowania jest wyeliminowanie kompleksu Edypa/Elektry.
Mam nadzieję, że wiesz do czego piję? :-)


> Kolejna sprawa - czy taki przeciętny
> człowiek jest w stanie się z niej wyzwolić? Moja odpowiedź brzmi: tak.
> Twoja - jak mi się zdaje - brzmi: nie, należy go na siłę nawet wyzwolić.
> Czym się różnią nasze postawy? Od razu skojarzyła mi się opowieść o

Przeciętny człowiek ma zbyt małą wiedzę i zbyt mało czasu by rozmyślać
nad tym jak osiągnąć wolność, szczęście, sięgnąć po prawdziwą miłość. I
dlatego w ludzkim stadzie wykształciły się kasty szamanów, kapłanów,
naukowców, polityków, artystów, lekarzy, terapeutów, nauczycieli,
etc.
których zadaniem jest znalezienie rozwiązania W JAKI SPOSÓB osiągnąć
szczęście. To są jednostki, które wskutek różnych kolein losu, głównie
wskutek restrykcyjnego wychowania w rodzinie, zostały niejako mentalnie
sprowokowane, zmuszone do tych poszukiwań. Pozostali pracują na ich
utrzymanie w nadziei, że któryś z tych ich wybrańców znajdzie
rozwiązanie problemów egzystencjalnych oraz zagadki miłości.


> mnichu, który obserwował, jak z kokonów wylęgają się motyle. Otóż
> wysuwały one się do pewnego momentu. Potem bardzo długo pozostawały
> takie na wpół oswobodzone - napinając wątłe skrzydełka - aż rozwaliły
> część kokonu - i dalej już sprawnie wychodziły. Mnich zauważył, że zdarza
> się także, że w tym krytycznym momencie nielicznym wprawdzie - ale jednak
> zdarza się, że nie są w stanie rozerwać kokonu skrzydełkami - pozostają w
> nim szarpiąc się i ginąc w końcu. Wziął więc cieniutki nożyk - i
> delikatnie naciął kokon, w którym właśnie zaczął szarpać się motyl. Ten
> jednak - zamiast wyfrunąć od razu po oswobodzeniu
- spadł na podłogę. Miał
> pomarszczone, brzydkie skrzydełka. Nie był w stanie pofrunąć, a w końcu
> zdechł. I mnich wtedy zrozumiał, po co one się w ten sposób rodzą.

I Ty, stary wyga, wierzysz opowieściom mnicha? :-)
A gdyby nawet, to czyż nie jest to jeszcze jeden dowód na to, że Natura
(Świadomość) poszukuje doskonałości Absolutu zmieniając sama siebie
(swoje stany)?


>>>> W takim układzie szacunek i zaufanie
, tak do siebie jak i do partnera,
>>>> są tylko pozorne i dlatego gdy dzieci są już odchowane i kobiety czują
>>>> się mniej zagrożone doprowadzają do rozbicia rodziny by uwolnić się od
>>>> prostytucji małżeńskiej, którą mniej lub bardziej świadomie uprawiają
>>>> ze swoimi mężami dla zabezpieczenia siebie i dzieci. Warto zwrócić
>>>> uwagę na to, że problemy małżeńskie w większości małżeństw narastają
>>>> wraz ze wzrostem dzieci.

>>> Brednia - oparta na fałszu. To się zupełnie nie zgadza - choćby w wypadku
>>> małżeństwa mojego - czy jeszcze innych, które znam. Jeśli małżeństwa
>>> rozpadały się, to - jak ja obserwowałem - facet poszukał sobie młodszej.
>>> Czyli - de facto - nie potrafił utworzyć związku.

>> I nigdy nie pomyślałeś o tym, że to kobieta jest przyczyną tego,
że
>> facet idzie do innej?

> Może_być_i_tak. BYĆ MOŻE. Tak nie jest zawsze. Stosujesz wielkie
> kwantyfikatory zamiast małych - stąd też nieporozumienie.

Stosuję beznamiętną analizę oparta na zmienionym paradygmacie
wychowawczym. I nic ponadto. A że to boli to wiem sam po sobie ile
kosztowało mnie wyzwolenie się z samooszukiwania się. Ty uważasz to za
nieporozumienie ja zaś za konieczność by zmienić swoją świadomość i
przenieść się ze świata niewolników do świata ludzi wolnych i
niezależnych. Jesteś uzależniony od tradycji narzuconej Ci przez
rodziców, a szczególnie przez matkę. To właśnie matki hołdują tradycji,
to one są przetrwalnikową formą rodzaju ludzkiego. To dzięki ich sile z
jaką konserwują tradycje osiągnęliśmy ten etap rozwoju materialnego,
gdyż to one podsycają "wyścig męskich szczurów" do tego któremu dostanie
się lepsza kobieta w zamian za bezpieczeństwo materialne jej i je
potomstwa.

Ale też te kobiety-matki doprowadziły rodzaj ludzki na skraj zagłady
biologicznej broniąc wszelkimi sposobami seksualnego tabu, które dało im
władzę nad mężczyznami i z którego to tabu nie chcą zrezygnować. A
napaleni faceci robią wszystko co się tylko da by zdobyć co lepsze
damskie pośladki i cycki walcząc o
łupy wojenne, pieniądze i uznanie.
Spójrz na naukowców, którzy posunęli się nawet do tego by w zamian za
chwałę zaoferować kobietom sztuczne zapłodnienie bez udziału mężczyzny.
Patologia rodzi patologię. A zaczyna się od rodzicielskiego zakazu
zapoznania dziecka z seksualnymi uciechami rodziców, w których zamiast
miłości, uczciwości, szczerości, oddania, zaufania, wierności, etc.
dominuje mechanika, fizjologia mająca fizycznie zaspokoić kobietę. Facet
jęczący z wysiłku fizycznego i samo-zadowolona samica, której obca jest
empatia a nieobca manipulacja. I facet zapominający o asertywności gdy
tylko zobaczy kawałek odsłoniętego kobiecego uda. To BYŁO dobre gdy
znajdowaliśmy się na niskim poziomie rozwoju materialnego i społecznego
ale przestało być dobre gdy wznieśliśmy się na wyższy poziom rozwoju i
zmienił się stan naszej świadomości. Czas na zmiany Chironie a takie
globalnych zmian możemy dokonać tylko wówczas gdy podchodząc do analizy
odrzucimy stany niemożliwe czy zakazane. Zakaz to przeżytek, który -
jeśli nie odrzucony - zniszczy nasz gatunek.


>> To kobieta, gdy już dostrzeże szansę na uwolnienie się od
>> upokarzającej prostytucji małżeńskiej, "wypycha" męża z domu, chce się
>> go pozbyć ale w taki sposób by to on czu
ł się winny rozpadu związku.
>> Nie jesteś w stanie tego dostrzec gdyż tak zostałeś wychowany przez
>> własną matkę, która uprawiała również prostytucję z Twoim ojcem a
>> przed Tobą żaliła się - nie werbalnie - na Twojego ojca
>> i w ten sposób uczyła Cię, że to facet jest zawsze winien. Ten filtr
>> przekonania o niewinności kobiet założyła Ci na Twoją psychikę Twoja
>> matka a Twoja żona podświadomie, a może i świadomie, to wykorzystuje.
>> Skoro jednak przetrwaliście ze sobą tyle to widocznie jesteś jej do
>> czegoś potrzebny a może też jest jej Ciebie żal i z litości nie
>> wyrzuca Ciebie z domu. W końcu ludzie nie są źli tylko... nieświadomi
>> tego dlaczego zło czynią.

> Może tak być. Jednak
- co dla mnie jest oczywiste wręcz - nie masz pojęcia
> o zdrowym związku kobiety i mężczyzny. Związku - który może i nie jest
> idealny
- ale polegający na tym, że dwie osoby się kochają, szanują
> wzajemnie.

Moja żona odrzuciła mnie wówczas gdy zmieniłem swoje podejście do
kwestii zaufania i wzajemnego szacunku. Gdy okazałem dzieciom
bezgraniczne zaufanie i szacunek a one odpowiedziały mi na to tym samym
to mojej eks- wydało się, że to ju
ż dla niej koniec świata, świata który
kontrolowała manipulując właśnie moi brakiem poczucia własnej wartości.
Tak jak Ty i wszyscy ludzie naszej cywilizacji zostałem wychowany w
tradycji zakazu i tylko dzięki podświadomej współpracy z dziećmi udało
mi się wyrwać z okowów niewolniczego uzależnienia i dosięgnąć wolności.
Nie każdemu jest jednak dane mieć syna z zespołem Down'a i córki, które
kocham nad życie tak samo jak i synów. Wszyscy z naszej niedoskonałej
cywilizacji, którzy chcą sięgnąć po wolność i prawdziwą miłość, muszą
się nauczyć słuchać dzieci i nie bać się realizować dziecięcych
pragnień. Te niezrealizowane i wyparte (wskutek zakazu) dziecięce
pragnienia rozwiną się kiedyś w ślepą przemoc niczym w 'efekcie motyla'.
Albo innymi słowy 'kto sieje wiaterek
zbierze burzę'. Czy te wszystkie
anomalie pogodowe, z którymi mamy do czynienia nie są aby czasem
potężnymi zaburzeniami Świadomości dążącej do wyzwolenia się z
e stanu
nieświadomości?


> No bo dlaczego się jest ze sobą? Jeśli ktoś tego nie rozumie-
> to nie będzie do takiego układu dążyć. Nie będzie dążyć
- więc być może w
> pewnym momencie np facet poszuka sobie młodszej
- bo oparte wyłącznie na
> fizyczności współżycie z żoną zwyczajnie mu się znudzi. Oczywiście
- z
> nową kobietą też nie będzie umiał zbudować związku
- no bo nawet nie wie,
> jaki on ma być.

No właśnie. A od kogo On i Ona mają się nauczyć jak ma wyglądać
PRAWDZIWA (bo oparta na Prawdzie) relacja między Kobietą i Mężczyzną?


> No to wciąż będzie niezadowolony
- i pewno będzie
> wysnuwać rozmaite hipotezy, jakie podłe i złe są kobiety i że miłość to
> brednia. Tyle, że to on jest chory
- dlatego chore są jego związki (to
> samo oczywiście dotyczy także kobiety. To samo
- ale nie tak samo).
> Jeśli natomiast dwie osoby kochają się i szanują
- to nie będą miały
> pomysłów, żeby taki związek zniszczyć
- i próbować zbudować inny - bo to
> wewnętrzna sprzeczność
- rozumiesz? No bo skoro by poszły szukać innego -
> to by znaczyło, że ich związek nie opiera się na szacunku i miłości. (A
> z nich wynika wspieranie się, wybaczanie, etc)

Już tak niby blisko a ciągle daleko masz Chironie do Prawdy o samym
sobie. Ciągle jednostronne spojrzenie na to jak zostałeś wychowany.

LeoTar



Data: Sat, 10 Oct 2015 13:26:14 +0200
Nadawca: LeoTar <LeoTar@wp.pl>
Firma/Organizacja: Sunrise Services
Grupy dyskusyjne: pl.sci.psychologia

ikka pisze:
> W dniu 2015-10-08 o 22:07, LeoTar pisze:

>> [...] problemy małżeńskie w większości małżeństw
>> narastają wraz ze wzrostem dzieci.

> jakieś źródło tych rewelacji?

Obserwacja.

LeoTar



Data: Fri, 9 Oct 2015 19:53:45 +0200
Nadawca: LeoTar <LeoTar@wp.pl>
Firma/Organizacja: Sunrise Services
Grupy dyskusyjne: pl.sci.psychologia

DHSL pisze:
> On 08/10/2015 19:26, zdumiony wrote:

>> „W seksie, tak jak w tańcu, jeśli ktoś przywiąże zbyt dużą wagę do
>> techniki, to nigdy nie poczuje piękna tego, co robi. Bo piękno
>> jest gdzie indziej, o czym się dzisiaj niewiele mówi”. Piękno
>> bowiem rodzi się w spotkaniu dwojga osób, w tworzeniu relacji
>> miłości, w oddawaniu się sobie, w trosce o wzajemne szczęście.
>> „Seks jest piękny, jeśli wyraża głęboką relację międzyludzką” –
>> uzupełnia zakonnik
>>
>> http://www.fronda.pl/a/seks-jest-piekny-szok-mozgow-zrytych-porno,58056.html

> Normalne jest, ze idealizuje sie to czego sie nie doswiadczy
ło.
> Rzeczywistosc jest zupelnie inna.

Czyli Ty uważasz, że nie powinniśmy dążyć do osiągnięcia ideału,
doskonałości, wolności?
To po kiego diabła ciągle nowi i nowi poświęcają własne wygody a nawet i
życie by sięgnąć ideału?

LeoTar




Data: Sat, 10 Oct 2015 23:24:45 +0200
Nadawca: LeoTar <LeoTar@wp.pl>
Firma/Organizacja: Sunrise Services
Grupy dyskusyjne: pl.sci.psychologia

ikka pisze:
> W dniu 2015-10-10 o 13:26, LeoTar pisze:
>> ikka pisze:
>>> W dniu 2015-10-08 o 22:07, LeoTar pisze:

>>>> [...] problemy małżeńskie w większości małżeństw
>>>> narastają wraz ze wzrostem dzieci.

>>> jakieś źródło tych rewelacji?

>> Obserwacja.

> Obserwowałeś większość małżeństw? Brawo! :)

Wystarczająco wiele by obserwacje te mogły mi posłużyć do zweryfikowania
tez stanowiących konsekwencję mojej hipotezy wychowawczej.

LeoTar



Data: Sat, 10 Oct 2015 23:46:22 +0200
Nadawca: LeoTar <LeoTar@wp.pl>
Firma/Organizacja: Sunrise Services
Grupy dyskusyjne: pl.sci.psychologia

ikka pisze:
> W dniu 2015-10-10 o 23:24, LeoTar pisze:
>> ikka pisze:
>>> W dniu 2015-10-10 o 13:26, LeoTar pisze:
>>>> ikka pisze:
>>>>> W dniu 2015-10-08 o 22:07, LeoTar pisze:

>>>>>> [...] problemy małżeńskie w większości małżeństw
>>>>>> narastają wraz ze wzrostem dzieci.

>>>>> jakieś źródło tych rewelacji?

>>>> Obserwacja.

>>> Obserwowałeś większość małżeństw? Brawo! :)

>> Wystarczająco wiele [...]

> Wystarczająco to nie większość.

Weź pod uwagę tych, którzy moją hipotezę weryfikują - oni też obserwują
i wyciągają wnioski. Samemu brakło by mi życia, nie podołał bym. :-)


> Znowu fantazjujesz.
> Publicznie.

Żaden naukowiec nie weryfikuje sam tez, które stawia lecz poddaje je pod
osąd opinii innych badaczy. Tym bardziej, że skutki oddziaływania mojej
hipotezy dotyczą wszystkich dziedzin ludzkiej aktywności więc i
weryfikacja musi być interdyscyplinarna. A to trochę czasu zajmuje. :-)


> Fe.
> Brzydko.

Myślę, że powinnaś to powtórzyć stojąc przed lustrem i patrząc w oczy
swojego lustrzanego odbicia.

LeoTar



Data: Sun, 11 Oct 2015 00:04:42 +0200
Nadawca: LeoTar <LeoTar@wp.pl>
Firma/Organizacja: Sunrise Services
Grupy dyskusyjne: pl.sci.psychologia

ikka pisze:
> W dniu 2015-10-10 o 23:46, LeoTar pisze:
>> ikka pisze:
>>> W dniu 2015-10-10 o 23:24, LeoTar pisze:
>>>> ikka pisze:
>>>>> W dniu 2015-10-10 o 13:26, LeoTar pisze:
>>>>>> ikka pisze:
>>>>>>> W dniu 2015-10-08 o 22:07, LeoTar pisze:

>>>>>>>> [...] problemy małżeńskie w większości małżeństw
>>>>>>>> narastają wraz ze wzrostem dzieci.

>>>>>>> jakieś źródło tych rewelacji?

>>>>>> Obserwacja.

>>>>> Obserwowałeś większość małżeństw? Brawo! :)

>>>> Wystarczająco wiele [...]

>>> Wystarczająco to nie większość.

>> Weź pod uwagę tych, którzy moją hipotezę weryfikują - oni też
>> obserwują

> czyli kogo? Masz kilku kumpli sfrustrowanych jak ty i razem wyciągacie
> wnioski na temat całej populacji?

Nie doceniasz moich metod dzielenia się wiedzą i oddziaływania na innych
poszukiwaczy wolności oraz badaczy Świadomości.


>> i wyciągają wnioski. samemu brakło by mi życia, nie podołał bym. :-)

> Jakoś naukowcy dają sobie radę. Ty nie potrafisz podać nawet wielkości
> próby i opisać metodologii badań.

Zaczynałem od jednego przypadku jednej rodziny, mojej rodziny, a potem
stopniowo rozszerzałem obszar obserwacji bezpośrednich oraz dzięki
internetowi. To znakomite pole do prowadzenia obserwacji.

A co do metodologii... Nie znam się na tym. :-)


>>> Znowu fantazjujesz. Publicznie.

>> Żaden naukowiec nie weryfikuje sam tez, które stawia lecz poddaje je
>> pod

> uhm... tak, oczywiście. Naukowiec...

... no taki z konieczności.


>> osąd opinii innych badaczy. Tym bardziej, że skutki oddziaływania
>> mojej hipotezy dotyczą wszystkich dziedzin ludzkiej aktywności więc i
>> weryfikacja musi być interdyscyplinarna. A to trochę czasu zajmuje.
>> :-)


>>> Fe. Brzydko.

>> Myślę, że powinnaś to powtórzyć stojąc przed lustrem i patrząc w oczy
>> swojego lustrzanego odbicia.

> Jestem przekonana, że jednak nie :)

Obawiasz się spojrzeć w swoje oczy...?
A może boisz się zajrzeć na dno własnej duszy?

LeoTar



Data: Sun, 11 Oct 2015 00:56:37 +0200
Nadawca: LeoTar <LeoTar@wp.pl>
Firma/Organizacja: Sunrise Services
Grupy dyskusyjne: pl.sci.psychologia

ikka pisze:
> W dniu 2015-10-11 o 00:04, LeoTar pisze:
>> ikka pisze:
>>> W dniu 2015-10-10 o 23:46, LeoTar pisze:
>>>> ikka pisze:
>>>>> W dniu 2015-10-10 o 23:24, LeoTar pisze:
>>>>>> ikka pisze:

>>>>>>> Obserwowałeś większość małżeństw? Brawo! :)

>>>>>> Wystarczająco wiele [...]

>>>>> Wystarczająco to nie większość.

>>>> Weź pod uwagę tych, którzy moją hipotezę weryfikują - oni też
>>>> obserwują

>>> czyli kogo? Masz kilku kumpli sfrustrowanych jak ty i razem
>>> wyciągacie wnioski na temat całej populacji?

>> Nie doceniasz moich metod dzielenia sie wiedzą i oddziaływania na
>> innych poszukiwaczy wolności oraz badaczy Świadomości.

> ale doceniam siłę fanatyzmu wszelkiej maści.

Czy fanatyzmem nazwiesz każdą obronę czyichś głębokich przekonań?
Czy Twoje przekonania są lepsze od moich tylko dlatego, że zakorzenione
w tradycji, która przyniosła tyle cierpień ludzkości? I czy w takim
razie Twoich przekonań nie należałoby również nazwać fanatyzmem?


>>>> i wyciągają wnioski. samemu brakło by mi życia, nie podołał bym.
>>>> :-)

>>> Jakoś naukowcy dają sobie radę. Ty nie potrafisz podać nawet
>>> wielkości próby i opisać metodologii badań.

>> Zaczynałem od jednego przypadku jednej rodziny, mojej rodziny a
>> potem stopniowo rozszerzałem obszar obserwacji bezpośrednich oraz
>> dzięki internetowi. To znakomite pole do prowadzenia obserwacji.

> internet to rzeczywiście wiarygodne i weryfikowalne źródło danych :)

Jest pełne różnych rzeczy pożytecznych i badziewnych. Gdyby jednak był
całkowicie niewiarygodny i nieprzydatny to nie byłby zapewne tak
intensywnie rozwijany. Jego przydatność zależy od tego czy poszukiwacz
wie czego szuka i jakimi technikami się posługuje. Badania pionierskie
wymagają pionierskich metod. :-)


>> A co do metodologii... Nie znam się na tym. :-)


>>>>> Znowu fantazjujesz. Publicznie.

>>>> Żaden naukowiec nie weryfikuje sam tez, które stawia lecz
>>>> poddaje je pod

>>> uhm... tak, oczywiście. Naukowiec...

>> ... no taki z konieczności.

> ...no tak to wygląda

Zawsze musi być ten 'pierwszy raz'. Również gdy amator staje się
badaczem. Wszak nie święci garnki lepią i nikt nie rodzi się badaczem
lecz może mieć co najwyżej zadatki na takowego. :-)


>>>> osąd opinii innych badaczy. Tym bardziej, że skutki oddziaływania
>>>> mojej hipotezy dotyczą wszystkich dziedzin ludzkiej aktywności
>>>> więc i weryfikacja musi być interdyscyplinarna. A to trochę czasu
>>>> zajmuje. :-)


>>>>> Fe. Brzydko.

>>>> Myślę, że powinnaś to powtórzyć stojąc przed lustrem i patrząc w
>>>> oczy swojego lustrzanego odbicia.

>>> Jestem przekonana, że jednak nie :)

>> Obawiasz się spojrzeć w swoje oczy...? A może boisz się zajrzeć na
>> dno własnej duszy?

> Dziwaczne wnioski. Jak cała reszta twoich wniosków. I do tego worka je
> wrzucam. PLUM :)

Może masz rację; nie będę się upierał. ;-)

LeoTar



Data: Sun, 11 Oct 2015 12:44:47 +0200
Nadawca: FEniks <xxx@poczta.fm>
Firma/Organizacja: ICM, Uniwersytet Warszawski
Grupy dyskusyjne: pl.sci.psychologia

W dniu 2015-10-11 o 12:28, LeoTar pisze:
> FEniks pisze:
>> W dniu 2015-10-11 o 00:04, LeoTar pisze:

>>> Nie doceniasz moich metod dzielenia się wiedzą i oddziaływania na innych
>>> poszukiwaczy wolności oraz badaczy Świadomości.

>> Ja doceniam. Wiedz o tym.

> Cenię i szanuję odważnych i prawych ludzi; również moich adwersarzy.

To zamilcz.

Ewa



Data: Mon, 12 Oct 2015 08:17:10 +0200
Nadawca: LeoTar <LeoTar@wp.pl>
Firma/Organizacja: Sunrise Services
Grupy dyskusyjne: pl.sci.psychologia

ikka pisze:
> W dniu 2015-10-11 o 00:56, LeoTar pisze:
>> ikka pisze:
>>> W dniu 2015-10-11 o 00:04, LeoTar pisze:
>>>> ikka pisze:
>>>>> W dniu 2015-10-10 o 23:46, LeoTar pisze:
>>>>>> ikka pisze:
>>>>>>> W dniu 2015-10-10 o 23:24, LeoTar pisze:
>>>>>>>> ikka pisze:

>>>>>>>>> Obserwowałeś większość małżeństw? Brawo! :)

>>>>>>>> Wystarczająco wiele [...]

>>>>>>> Wystarczająco to nie większość.

>>>>>> Weź pod uwagę tych, którzy moją hipotezę weryfikują - oni
>>>>>> też obserwują

>>>>> czyli kogo? Masz kilku kumpli sfrustrowanych jak ty i razem
>>>>> wyciągacie wnioski na temat całej populacji?

>>>> Nie doceniasz moich metod dzielenia sie wiedzą i oddziaływania
>>>> na innych poszukiwaczy wolności oraz badaczy Świadomości.

>>> ale doceniam siłę fanatyzmu wszelkiej maści.

>> Czy fanatyzmem nazwiesz każdą obronę czyichś głębokich przekonań?

> "Każdy medal ma dwie strony. Fanatycy widzą tylko jedną". Wystarczająco
> dobra definicja.

Dokładnie tak właśnie jest w przypadku kazirodztwa i inicjacji
seksualnej dziecka wśród rodziców, to dwie różne strony tego samego
medalu: relacji seksualnych między rodzicami i dziećmi. Inicjacja to
wolność, szacunek, zaufanie zaś kazirodztwo to zniewolenie, brak
szacunku i brak zaufania. Ze wszystkimi konsekwencjami tych uczuć.


>> Czy Twoje przekonania są lepsze od moich tylko dlatego, że
>> zakorzenione

> Nie wiesz, jakie są moje przekonania. Jedyne, co wiesz, to że uważam za
> śmieszne twoje przekonanie o twojej nieomylności i twoje wynurzenia,
> które błędnie nazywasz hipotezą.

A o tym, ze uważasz moje przekonania za śmieszne dowiaduję się od Ciebie
po raz pierwszy. Czy to są Twoje przekonania...? Jeżeli nie to racz mi
zdradzić JAKIE są Twoje przekonania w temacie tradycji.


>> w tradycji, która przyniosła tyle cierpień ludzkości? I czy w takim
>> razie Twoich przekonań nie należałoby również nazwać fanatyzmem?


>>>>>> i wyciągają wnioski. samemu brakło by mi życia, nie podołał
>>>>>> bym. :-)

>>>>> Jakoś naukowcy dają sobie radę. Ty nie potrafisz podać nawet
>>>>> wielkości próby i opisać metodologii badań.

>>>> Zaczynałem od jednego przypadku jednej rodziny, mojej rodziny a
>>>> potem stopniowo rozszerzałem obszar obserwacji bezpośrednich
>>>> oraz dzięki internetowi. To znakomite pole do prowadzenia
>>>> obserwacji.

>>> internet to rzeczywiście wiarygodne i weryfikowalne źródło danych
>>> :)

>> Jest pełne różnych rzeczy pożytecznych i badziewnych. Gdyby jednak
>> był całkowicie niewiarygodny i nieprzydatny to nie byłby zapewne tak
>> intensywnie rozwijany. Jego przydatność zależy od tego czy
>> poszukiwacz

> Jego popularność nie ma żadnego związku z wiarygodnością. Każde dziecko
> to wie.

Więc Ty również nie jesteś wiarygodna...?
Czy należy Ciebie traktować poważnie czy niepoważnie?


>> wie czego szuka i jakimi technikami się posługuje. Badania
>> pionierskie wymagają pionierskich metod. :-)

> Oczywiście, tylko że to co robisz jest "metodą" pozwalającą tylko i
> wyłącznie potwierdzić to, co ci się objawiło i uroiło.

Ja przedstawiam pewien pogląd na edukację dzieci pozostawiając jego
weryfikacje innym ludziom. Czyż nie byłoby dziwne gdybym chciał być
sędzią we własnej sprawie?


>>>> A co do metodologii... Nie znam się na tym. :-)


>>>>>>> Znowu fantazjujesz. Publicznie.

>>>>>> Żaden naukowiec nie weryfikuje sam tez, które stawia lecz
>>>>>> poddaje je pod

>>>>> uhm... tak, oczywiście. Naukowiec...

>>>> ... no taki z konieczności.

>>> ...no tak to wygląda

>> Zawsze musi być ten 'pierwszy raz'. Również gdy amator staje się
>> badaczem. Wszak nie święci garnki lepią i nikt nie rodzi się badaczem
>> lecz ma co najwyżej zadatki na takowego. :-)

> cóż, w dobie internetu, w XXI wieku może warto poczytać o metodach
> prowadzenia badań?

Zwróciłaś moją uwagę - chyba przypadkowo - na to, że przecież cały czas
stosuję metody badawcze: obserwuję, dokonuje wywiadów, posiłkuję się
refleksją i używam logiki. Czy to nie jest metoda naukowa?

A może Ty uważasz, że niedopuszczalną jest zmiana paradygmatu
wychowawczego którą to zmianę wymuszają moje rozważania?

LeoTar



Data: Mon, 12 Oct 2015 07:34:43 +0200
Nadawca: LeoTar <LeoTar@wp.pl>
Firma/Organizacja: Sunrise Services
Grupy dyskusyjne: pl.sci.psychologia

Pszemol pisze:
> "LeoTar" <LeoTar@wp.pl> wrote in message
> news:mvak94$qt2$1@portraits.wsisiz.edu.pl...

>>> Astronomowie byli na planetach pośrednio, wysyłając tam sondy
>>> kosmiczne i robiąc badania na tych planetach zdalnie...
>>> Więc wiedzą o tych planetach więcej niż śmiertelnik.
>>>
>>> W Twojej analogii astronom-ksiądz miałby pouczać na temat
>>> Księżyca kogoś kto nie tylko na Księżyc poleciał ale tam na nim
>>> spędził pół życia... a astronom-ksiądz tylko oglądał go przez lunetę.
>>>
>>> Chciałabyś aby Twój chirurg był uczony wyłącznie przez
>>> lekarza-teoretyka, który sam nigdy żadnej operacji nie zrobił?
>>> Chciałabyś przyjąć lekcje ogrodnictwa od kogoś kto nigdy rąk
>>> w ziemii nie zabrudził?
>>>
>>> Czemu więc tylko w sprawach religii myślisz na opak?

>> Dobre pytanie. A dlaczegóż by nie rozszerzyć go na tak ważną sferę jak
>> edukacja seksualna?
>>
>> Czyż nie jest ważne doświadczenie, szczególnie pierwsze, które staje
>> się wzorcowym, w tak ważnej dziedzinie jak życie seksualne człowieka?
>> Czyż można powierzyć kwestię stwarzania potomstwa ludziom
>> niedoświadczonym odczuwającym lęk z powodu niepewności wiedzy, której
>> im brakuje z powodu tradycyjnie ograniczającego wychowania?

> Mylisz doświadczenie seksualne z doświadczeniem z płodzeniem potomstwa.
> Nie każdy seks ma na celu płodzenie potomstwa, i jak sądzę nie taki
> miałeś na myśli chcąc się pobzykać (oczywiście tylko "edukacyjnie") ze
> swoją córką...

W swoim życiu młody człowiek awansujący z dziecka na dorosłego nie ma
żadnej innej szansy na takie wzorcujące doświadczenie "w pigułce"
podczas którego może emocjonalnie doświadczyć wzajemnego zaufania,
szacunku, oddania, poczucia równości, wolności, braterstwa, spokoju,
pewności, etc. które są mu w stanie pokazać i nauczyć tylko rodzice
pielęgnujący te właśnie pozytywne wartości.

Trudność w zrealizowaniu takiego przedsięwzięcia polega na tym, że nie
ma jeszcze rodziców, którzy równocześnie spełnialiby wszystkie
postawione warunki konieczne do wypełnienia misji edukacyjnej. Bo
wyłącznym celem inicjacji seksualnej dziecka wśród rodziców jest
edukacja a nie prokreacja. Sytuację, w której podczas inicjacji doszłoby
do przypadkowego zapłodnienia kobiety (matki przez syna lub córki przez
ojca) omawiałem niedawno w wątku zatytułowanym "Prof. Bogusław Wolniewicz".

LeoTar



Data: Mon, 12 Oct 2015 07:50:16 +0200
Nadawca: LeoTar <LeoTar@wp.pl>
Firma/Organizacja: Sunrise Services
Grupy dyskusyjne: pl.sci.psychologia

glob pisze:
>> Pszemol
>>> "LeoTar" <Leo...@wp.pl> wrote in message
>>> news:mvak94$qt2$1@portraits.wsisiz.edu.pl...

>>>> Astronomowie byli na planetach pośrednio, wysyłając tam sondy
>>>> kosmiczne i robiąc badania na tych planetach zdalnie... Więc
>>>> wiedzą o tych planetach więcej niż śmiertelnik.
>>>>
>>>> W Twojej analogii astronom-ksiądz miałby pouczać na temat
>>>> Księżyca kogoś kto nie tylko na Księżyc poleciał ale tam na nim
>>>> spędził pół życia... a astronom-ksiądz tylko oglądał go przez
>>>> lunetę.
>>>>
>>>> Chciałabyś aby Twój chirurg był uczony wyłącznie przez
>>>> lekarza-teoretyka, który sam nigdy żadnej operacji nie zrobił?
>>>> Chciałabyś przyjąć lekcje ogrodnictwa od kogoś kto nigdy rąk w
>>>> ziemii nie zabrudził?
>>>>
>>>> Czemu więc tylko w sprawach religii myślisz na opak?

>>> Dobre pytanie. A dlaczegóż by nie rozszerzyć go na tak ważną sferę
>>> jak edukacja seksualna?
>>>
>>> Czyż nie jest ważne doświadczenie, szczególnie pierwsze, które
>>> staje się wzorcowym, w tak ważnej dziedzinie jak życie seksualne
>>> człowieka? Czyż można powierzyć kwestię stwarzania potomstwa
>>> ludziom niedoświadczonym odczuwającym lęk z powodu niepewności
>>> wiedzy, której im brakuje z powodu tradycyjnie ograniczającego
>>> wychowania?

>> Mylisz doświadczenie seksualne z doświadczeniem z płodzeniem
>> potomstwa. Nie każdy seks ma na celu płodzenie potomstwa, i jak
>> sądzę nie taki miałeś na myśli chcąc się pobzykać (oczywiście tylko
>> "edukacyjnie") ze swoją córką...

> Mógłbyś nie pisać że gwałcenie dzieci to edukacja?. Nie utrzymywać w
> słowach przekłamań zboczeńca ? No bo na edukacji seksualnej, to się
> dowiesz że jest to jedno z najcięższych zboczeń co on wypisuje i
> gdyby była w szkole edukacja seksualna, prawdopodobnie zadziałałaby
> profilaktycznie, czyli nie dopuściła do rozwoju zboczenia u Leo.

Edukacja seksualna w szkole może tylko przygotować grunt pod wychowanie
seksualne w rodzinie ale nie jest w stanie zastąpić rodziny ponieważ
szkoła nie jest w stanie zapewnić przekazu emocjonalnego, który jest
esencją w relacjach międzyludzkich.

I racz wreszcie przyjąć chociaż do wiadomości, że mimo tego, że byłem z
córką sam na sam nigdy z nią nie współżyłem o gwałcie nie wspominając.
Walisz głową w mur wmawiając mi coś czego ani nie zrobiłem ani nie
zamierzałem zrobić.

LeoTar



Data: Mon, 12 Oct 2015 08:32:40 +0200
Nadawca: LeoTar <LeoTar@wp.pl>
Firma/Organizacja: Sunrise Services
Grupy dyskusyjne: pl.sci.psychologia

glob pisze:
> LeoTar

>> Edukacja seksualna w szkole może tylko przygotować grunt pod
>> wychowanie seksualne w rodzinie ale nie jest w stanie zastąpić
>> rodziny ponieważ szkoła nie jest w stanie zapewnić przekazu
>> emocjonalnego, który jest esencją w relacjach międzyludzkich.
>>
>> I racz wreszcie przyjąć chociaż do wiadomości, że mimo tego, że
>> byłem z córką sam na sam nigdy z nią nie współżyłem o gwałcie nie
>> wspominając. Walisz głową w mur wmawiając mi coś czego ani nie
>> zrobiłem ani nie zamierzałem zrobić.

> Jesteś zboczeńcem, jak masz edukować jak ciebie trzeba leczyć.? Tym
> samym dziecko dowie się że jesteś zbokiem ze szkoły i będzie miało
> szanse być nie gwałcone. Samo postulowanie o to że edukacja ma być w
> domu, świadczy o przedmiotowym podejściu jakby dziecko było
> własnością, jak ty głupku jednego zdania logicznie nie jesteś w stanie
> napisać i nie chodzi tu o gramatykę zdania.

Odrzuciwszy argumenty 'ad personam' z tego co napisałeś, czyli
wycisnąwszy cytrynkę, czytamy, że dotychczasowa forma edukacji dzieci
bardzo Ci się podoba i nie dostrzegasz żadnej potrzeby zmian. jest
wszystko ok. Nie ma przemocy, wojen, zbrodni, patologii wszelkiej maści.
A jeżeli takowe są to winien jest... Pan Bóg, którego imienia nie
wypowiadasz. I ja się z Tobą zgadzam: winien jest Bóg (Rodzice), którzy
poniżają, biją, manipulują a przede wszystkim zakazują dzieciom dostępu
do prawdziwej Wiedzy o swoim, o ich życiu. I nie uda Ci się mi wmówić,
że szkoła jest w stanie zastąpić edukację rodzicielską. Basta!

LeoTar



Data: Mon, 12 Oct 2015 13:08:14 +0200
Nadawca: LeoTar <LeoTar@wp.pl>
Firma/Organizacja: Sunrise Services
Grupy dyskusyjne: pl.sci.psychologia

DHSL pisze:
> On 09/10/2015 18:53, LeoTar wrote:
>> DHSL pisze:
>>> On 08/10/2015 19:26, zdumiony wrote:

>>>> „W seksie, tak jak w tańcu, jeśli ktoś przywiąże zbyt dużą wagę do
>>>> techniki, to nigdy nie poczuje piękna tego, co robi. Bo piękno
>>>> jest gdzie indziej, o czym się dzisiaj niewiele mówi”. Piękno
>>>> bowiem rodzi się w spotkaniu dwojga osób, w tworzeniu relacji
>>>> miłości, w oddawaniu się sobie, w trosce o wzajemne szczęście.
>>>> „Seks jest piękny, jeśli wyraża głęboką relację międzyludzką” –
>>>> uzupełnia zakonnik
>>>>
>>>> http://www.fronda.pl/a/seks-jest-piekny-szok-mozgow-zrytych-porno,58056.html

>>> Normalne jest, ze idealizuje sie to czego sie nie doswiadczylo.
>>> Rzeczywistosc jest zupelnie inna.

>> Czyli Ty uważasz, że nie powinniśmy dążyć do osiągnięcia ideału,
>> doskonałości, wolności?
>> To po kiego diabła ciągle nowi i nowi poświęcają własne wygody a nawet i
>> życie by sięgnąć ideału?

> Oczywiscie ze nie, bo to pogon za fantazja. W naturalnym cyklu zycia i
> smierci nie ma czegos takiego jak ideal. Jezeli ktokolwiek dazy do
> osiagniecia idealu, to z gory skazany jest na porazke.

'Naturalny cykl życia i śmierci' dotyczy form niedoskonałych Bytu nie
dotyczy zaś jego samego. A zatem coś takiego jak śmierć Bytu nie
istnieje są natomiast PRZEMIANY jego Świadomości, jego formy pośrednie
między nieświadomością kosmicznej Pustki i świadomością Absolutu. My,
ludzie, jesteśmy jedną z form pośrednich bytu na tej jego drodze ku
Absolutowi, i - w moim mniemaniu - jesteśmy formą przedostatnią przed
staniem się Człowiekiem Świadomym, który sięgnie Absolutu. Tak jak
napisane jest w Biblii: Stworzył człowieka na wzór i podobieństwo swoje.
Świadomy Człowiek to (S)Twórca - według mnie a według innych Bóg. To
żywa, zmaterializowana Świadomość, to przedwieczny Byt, który NIE może
ponieść porażki gdyż musiałby przestać istnieć. A to jest NIEMOŻLIWE !!!


> Czlowiek swiadomy powienien dazyc do samoudoskonalania i swego rodzaju
> oswiecenia. Nie jest to rownoznaczne z dazeniem do idealu.

Czy istnieje kres samodoskonalenia się i co to oznacza 'swego rodzaju
oświecenie'?

I czy jest możliwe osiągnięcie oświecenia bez sięgnięcia po ideał?

LeoTar



Data: Mon, 12 Oct 2015 13:51:46 +0200
Nadawca: LeoTar <LeoTar@wp.pl>
Firma/Organizacja: Sunrise Services
Grupy dyskusyjne: pl.sci.psychologia

DHSL pisze:
> On 12/10/2015 12:08, LeoTar wrote:

>> Tak jak napisane jest w Biblii: Stworzył człowieka na wzór i
>> podobieństwo swoje.

> Ta tematyka sie nie zajmuje i dyskutowac o tym nie bede.

A czasem warto spojrzeć na problemy egzystencjalne. Bez takiego
spojrzenia nie da się rozwiązywać problemów bieżacych.


>> Świadomy Człowiek to (S)Twórca - według mnie a według innych Bóg.

> A wedlug jeszcze innych to osoba z okreslonym podzialem wartosci i
> priorytetow, kroczaca w celowo obranym kierunku w scisle okreslonym
> celu.

A mogę zapytać jaki to cel?


>> Czy istnieje kres samodoskonalenia się i co to oznacza 'swego rodzaju
>> oświecenie'?

> IMO nie istnieje widoczny kres samodoskonalenia sie, lecz ważniejsze od
> dotarcia do celu jest samo obranie wlasciwiej sciezki i konsekwentne nia
> dazenie.

... do jakiegoś celu? Bo piętro wyżej wspomniałeś coś o celu wędrówki.


>> I czy jest możliwe osiągnięcie oświecenia bez sięgnięcia po ideał?

> Jezeli bedziesz siegal po ideal to przestaniesz zauwazac i omina cie
> rzeczy istotne w danej chwili. Bedziesz patrzyl za horyzont jednoczesnie
> bedac slepym na to co dzieje ci sie pod nogami.

Nie wiesz jak wygląda horyzont gdy sięga się Absolutu... ;-)

LeoTar



Data: Mon, 12 Oct 2015 15:07:56 +0200
Nadawca: LeoTar <LeoTar@wp.pl>
Firma/Organizacja: Sunrise Services
Grupy dyskusyjne: pl.sci.psychologia

DHSL pisze:
> On 12/10/2015 12:51, LeoTar wrote:
>> DHSL pisze:
>>> On 12/10/2015 12:08, LeoTar wrote:

>>>> Tak jak napisane jest w Biblii: Stworzył człowieka na wzór i
>>>> podobieństwo swoje.

>>> Ta tematyka sie nie zajmuje i dyskutowac o tym nie bede.

>> A czasem warto spojrzeć na problemy egzystencjalne. Bez takiego
>> spojrzenia nie da się rozwiązywać problemów bieżacych.

> Moje zdanie jest takie, ze o ile dawniej (100 lat temu, 1000 lat temu)
> Biblia mogla byc jakims zrodlem wskazowek zyciowych, o tyle w
> dzisiejszych czasach jest zupelnie przestarzala i nadaje sie w zyciu
> tyle ile bajki braci Grimm.

Czy często lubisz mówić o czymś czego nie znasz...?

Niekoniecznie wszystko, co jest zawarte w Biblii, musi nadawać się na
śmietnik.


>>>> Świadomy Człowiek to (S)Twórca - według mnie a według innych Bóg.

>>> A wedlug jeszcze innych to osoba z okreslonym podzialem wartosci i
>>> priorytetow, kroczaca w celowo obranym kierunku w scisle okreslonym
>>> celu.

>> A mogę zapytać jaki to cel?

> Indywidualny, dla kazdego inny. Na podstawowym poziomie - to cokolwiek
> co powoduje ze czujesz sie komfortowo w swoim otoczeniu, jestes pewny
> swoich decyzji czerpiac nauke z porazek i dzielac sie sukcesami,

Skoro każdy ma inny cel by być szczęśliwym to jak wyobrażasz sobie życie
w podstawowej komórce społecznej, czyli w rodzinie? Czy każdy członek
rodziny ma mieć indywidualny cel?


> no i to oklepane pojecie 'bycia szczesliwym'. To tak, w skrocie.

Dlaczego 'bycie szczęśliwym' jest niegodne poświęcenia mu uwagi?

Czy preferujesz 'mieć' czy też pragniesz 'być'?


> innym celem moze byc np. zrozumienie - czegokolwiek.

A co gdy już zrozumiesz, gdy osiągniesz swój wymarzony cel? Co potem?


>>>> Czy istnieje kres samodoskonalenia się i co to oznacza 'swego rodzaju
>>>> oświecenie'?

>>> IMO nie istnieje widoczny kres samodoskonalenia sie, lecz ważniejsze od
>>> dotarcia do celu jest samo obranie wlasciwiej sciezki i konsekwentne nia
>>> dazenie.

>> ... do jakiegoś celu? Bo piętro wyżej wspomniałeś coś o celu wędrówki.

> Jw.

Całe życie chcesz więc zdobywać kolejne cele?
I tak bez końca? Toż to okropnie męczące musi być.


>>>> I czy jest możliwe osiągnięcie oświecenia bez sięgnięcia po ideał?

>>> Jezeli bedziesz siegal po ideal to przestaniesz zauwazac i omina cie
>>> rzeczy istotne w danej chwili. Bedziesz patrzyl za horyzont jednoczesnie
>>> bedac slepym na to co dzieje ci sie pod nogami.

>> Nie wiesz jak wygląda horyzont gdy sięga się Absolutu... ;-)

> Tego nikt nie wie. Sa jedynie tacy ktorzy probuja sie dowiedziec, przy
> okazji tracac poglad na sprawy 'tu i teraz'

'Tu i teraz' stają się Fakty za którymi stoją ukryte Przyczyny.
Czy nigdy nie pomyślałeś o tym, że warto by je było poznać?

LeoTar



Data: Mon, 12 Oct 2015 16:21:10 +0200
Nadawca: LeoTar <LeoTar@wp.pl>
Firma/Organizacja: Sunrise Services
Grupy dyskusyjne: pl.sci.psychologia

DHSL pisze:
> On 12/10/2015 14:07, LeoTar wrote:
>> DHSL pisze:
>>> On 12/10/2015 12:51, LeoTar wrote:
>>>> DHSL pisze:
>>>>> On 12/10/2015 12:08, LeoTar wrote:

>>>>>> Tak jak napisane jest w Biblii: Stworzył człowieka na wzór i
>>>>>> podobieństwo swoje.

>>>>> Ta tematyka sie nie zajmuje i dyskutowac o tym nie bede.

>>>> A czasem warto spojrzeć na problemy egzystencjalne. Bez takiego
>>>> spojrzenia nie da się rozwiązywać problemów bieżacych.

>>> Moje zdanie jest takie, ze o ile dawniej (100 lat temu, 1000 lat temu)
>>> Biblia mogla byc jakims zrodlem wskazowek zyciowych, o tyle w
>>> dzisiejszych czasach jest zupelnie przestarzala i nadaje sie w zyciu
>>> tyle ile bajki braci Grimm.

>> Czy często lubisz mówić o czymś czego nie znasz...?
>>
>> Niekoniecznie wszystko, co jest zawarte w Biblii, musi nadawać się na
>> śmietnik.

> Biblia to historyczne dzielo i nie ma tu mowy o zadnym smietniku.
> Natomiast nie uwazam zeby Biblia byla jakkolwiek pomocna przy
> rozwiazywaniu problemow egzystencjalnych.

Czy nigdy nie pomyślałeś, że nasi zamierzchli przodkowie byli bliżsi
czasowo naszego Początku a więc i mogli o tym Początku wiedzieć więcej?
Może cała trudność w wydobyciu zawartych w ich dziele informacji polega
na naszej nieumiejętności odszyfrowania alegorii, w których ukryli
wiadomości...?


>>>>>> Świadomy Człowiek to (S)Twórca - według mnie a według innych Bóg.

>>>>> A wedlug jeszcze innych to osoba z okreslonym podzialem wartosci i
>>>>> priorytetow, kroczaca w celowo obranym kierunku w scisle okreslonym
>>>>> celu.

Wierzysz w osobowego Boga?


>>>> A mogę zapytać jaki to cel?

>>> Indywidualny, dla kazdego inny. Na podstawowym poziomie - to cokolwiek
>>> co powoduje ze czujesz sie komfortowo w swoim otoczeniu, jestes pewny
>>> swoich decyzji czerpiac nauke z porazek i dzielac sie sukcesami,

>> Skoro każdy ma inny cel by być szczęśliwym to jak wyobrażasz sobie życie
>> w podstawowej komórce społecznej, czyli w rodzinie? Czy każdy członek
>> rodziny ma mieć indywidualny cel?

> Tak. Uwazam to za conajmniej logiczne, a juz na pewno naturalne u
> stworzenia z trw. wolna wola.

Ale skoro każdy członek rodziny ma mieć indywidualny, sobie tylko
właściwy cel, to prędzej lub później zaistnieje sprzeczność, która
będzie wymagała rozwiązania i tylko jeden z członków rodziny będzie mógł
dalej realizować swoje cele a ten drugi będzie musiał mu się
podporządkować. A to oznacza niewolnictwo w rodzinie.

Czy wyobrażasz sobie bycie niewolnikiem w strukturze, która powinna być
ostoją wolności? Czy będziesz mógł wówczas cieszyć się swoją wolną wolę
i realizować się?


>>> no i to oklepane pojecie 'bycia szczesliwym'. To tak, w skrocie.

>> Dlaczego 'bycie szczęśliwym' jest niegodne poświęcenia mu uwagi?
>>
>> Czy preferujesz 'mieć' czy też pragniesz 'być'?

> Sztuka polega na uzyskaniu odpowiedniego balansu.

A skąd będziesz wiedział, że osiągnąłeś już swój tajemniczy balans?
I na czym ten balans ma polegać?


>>> innym celem moze byc np. zrozumienie - czegokolwiek.

>> A co gdy już zrozumiesz, gdy osiągniesz swój wymarzony cel? Co potem?

> Kolejny cel z listy.

A przewidujesz jakiś koniec listy?
A jeśli tak to czym miałby być ten ostatni z twoich celów?


>>>>>> Czy istnieje kres samodoskonalenia się i co to oznacza 'swego rodzaju
>>>>>> oświecenie'?

>>>>> IMO nie istnieje widoczny kres samodoskonalenia sie, lecz ważniejsze
>>>>> od dotarcia do celu jest samo obranie wlasciwiej sciezki i
>>>>> konsekwentnenia dazenie.

>>>> ... do jakiegoś celu? Bo piętro wyżej wspomniałeś coś o celu wędrówki.

>>> Jw.

>> Całe życie chcesz więc zdobywać kolejne cele?
>> I tak bez końca? Toż to okropnie męczące musi być.

> Pamiec o czlowieku zalezy od tego co po sobie zostawi.

I masz już zdefiniowaną dziedzinę, która pozwoli Ci być zapamiętanym
przez ludzi?


>>>>>> I czy jest możliwe osiągnięcie oświecenia bez sięgnięcia po ideał?

>>>>> Jezeli bedziesz siegal po ideal to przestaniesz zauwazac i omina cie
>>>>> rzeczy istotne w danej chwili. Bedziesz patrzyl za horyzont
>>>>> jednoczesnie bedac slepym na to co dzieje ci sie pod nogami.

>>>> Nie wiesz jak wygląda horyzont gdy sięga się Absolutu... ;-)

>>> Tego nikt nie wie. Sa jedynie tacy ktorzy probuja sie dowiedziec, przy
>>> okazji tracac poglad na sprawy 'tu i teraz'

>> 'Tu i teraz' stają się Fakty za którymi stoją ukryte Przyczyny.
>> Czy nigdy nie pomyślałeś o tym, że warto by je było poznać?

> Tak. Na tym polega droga do celu.

Więc jednak chcesz osiągnąć jakiś cel ostateczny.
A czy potrafisz go nazwać?

LeoTar



Data: Mon, 12 Oct 2015 18:34:32 +0200
Nadawca: LeoTar <LeoTar@wp.pl>
Firma/Organizacja: Sunrise Services
Grupy dyskusyjne: pl.sci.psychologia

DHSL pisze:
> On 12/10/2015 15:21, LeoTar wrote:
>> DHSL pisze:
>>> On 12/10/2015 14:07, LeoTar wrote:
>>>> DHSL pisze:

[...]

>> Czy nigdy nie pomyślałeś, że nasi zamierzchli przodkowie byli bliżsi
>> czasowo naszego Początku a więc i mogli o tym Początku wiedzieć więcej?
>> Może cała trudność w wydobyciu zawartych w ich dziele informacji polega
>> na naszej nieumiejętności odszyfrowania alegorii, w których ukryli
>> wiadomości...?

> To niczego nie dowodzi. Wiedzieli jedynie tyle, ile im przekazali ich
> przodkowie. Poza tym, chodzi ci o poczatek biblijny czy geologiczny?

Zapomniałeś o 'głuchym telefonie' przekazów, które zniekształciły wiedzę
pierwotną o życiu - wcale nie musiała być uboższa od tej naszej.


>> Wierzysz w osobowego Boga?

> Tak i nie. Ja osobiscie nie wierze w tego samego Boga w ktorego ty
> wierzysz. Ale wierze, ze Bog moze byc symbolem reprezentujacym
> najwyzsza wartosc i doskonalosc w zyciu. Tak jak Ty wierzysz w swojego
> spersonifikowanego Boga w Absolucie.

Według mnie naszym S(T)wórcą jest nieświadomy Byt, który przez nasze
doświadczenie odzyskuje świadomość samego siebie, staje się Bytem
świadomym w osobie Świadomego Człowieka. Czyli istotnie: personifikacja.


>>>> Skoro każdy ma inny cel by być szczęśliwym to jak wyobrażasz sobie
>>>> życie w podstawowej komórce społecznej, czyli w rodzinie? Czy każdy
>>>> członek rodziny ma mieć indywidualny cel?

>>> Tak. Uwazam to za conajmniej logiczne, a juz na pewno naturalne u
>>> stworzenia z trw. wolna wola.

>> Ale skoro każdy członek rodziny ma mieć indywidualny, sobie tylko
>> właściwy cel, to prędzej lub później zaistnieje sprzeczność, która
>> będzie wymagała rozwiązania i tylko jeden z członków rodziny będzie mógł
>> dalej realizować swoje cele

> Bo ?

Jeżeli cele poszczególnych członków rodziny nie będą takie same to jeden
z nich będzie musiał ustąpić przed drugim lub walczyć o podporządkowanie
sobie tego drugiego. Rozbieżność celów prowadzi do wojny w rodzinie.


>> a ten drugi będzie musiał mu się
>> podporządkować. A to oznacza niewolnictwo w rodzinie.
>> Czy wyobrażasz sobie bycie niewolnikiem w strukturze, która powinna być
>> ostoją wolności? Czy będziesz mógł wówczas cieszyć się swoją wolną wolę
>> i realizować się?

> Prosze, rozwin ta mysl.

Wyjaśniłem wyżej.


[...]

>>>> Czy preferujesz 'mieć' czy też pragniesz 'być'?

>>> Sztuka polega na uzyskaniu odpowiedniego balansu.

>> A skąd będziesz wiedział, że osiągnąłeś już swój tajemniczy balans?
>> I na czym ten balans ma polegać?

> Twoje pytanie brzmialo: czy preferuje

Nie odpowiedziałeś na moje pytanie.


>>>>> innym celem moze byc np. zrozumienie - czegokolwiek.

>>>> A co gdy już zrozumiesz, gdy osiągniesz swój wymarzony cel? Co potem?

>>> Kolejny cel z listy.

>> A przewidujesz jakiś koniec listy?
>> A jeśli tak to czym miałby być ten ostatni z twoich celów?

> W moim przypadku, pomimo ze mam okreslona liste spraw do osiagniecia w
> tym zyciu, to jestem swiadomy ze najprawdopodobniej nie osiagne nawet
> polowy. Jednakze wcale nie znaczy to ze powienienem zaprzestac, lub
> 'zejsc' z drogi do celu. Wartosc jednego celu ponad drugim to kwestia
> osobistych priorytetow. Ostatni cel moze byc tak samo lub mniej wazny
> niz pierwszy.

Czy dopuszczasz zmianę 'listy swoich celów'? Przecież możesz napotkać
trudności nie do pokonania przy ich realizacji. A poza tym skoro
uważasz, że na pewno zrealizujesz listę celów to tak jakbyś ją juz
zrealizował gdyz znasz zakończenie. Czy to możliwe?

[...]

>>>> Całe życie chcesz więc zdobywać kolejne cele?
>>>> I tak bez końca? Toż to okropnie męczące musi być.

>>> Pamiec o czlowieku zalezy od tego co po sobie zostawi.

>> I masz już zdefiniowaną dziedzinę, która pozwoli Ci być zapamiętanym
>> przez ludzi?

> Nie jedna, caly czas nad tym pracuje :-)

A więc i 'lista Twoich celów'powinna być zawieszona na kołkach, czyż nie?


[...]

>>>> 'Tu i teraz' stają się Fakty za którymi stoją ukryte Przyczyny.
>>>> Czy nigdy nie pomyślałeś o tym, że warto by je było poznać?

>>> Tak. Na tym polega droga do celu.

>> Więc jednak chcesz osiągnąć jakiś cel ostateczny.
>> A czy potrafisz go nazwać?

> Jezeli masz na mysli jakis cel 'najwyzszy' to jw. - kwestia osobistych
> priorytetow. Ale zdarzylo mi sie zeby przelozyc jeden cel ponad drugi
> tylko i wylacznie z przyczyn technicznych.

By utrwalić sie w pamięci potomnych powinieneś chyba zdefiniować sobie
cel, który wpłynie pozytywnie na życie jak największej liczby ludzi. Czy
pomyślałeś w jaki sposób taki cel zdefiniować?

LeoTar



Data: Mon, 12 Oct 2015 21:57:05 +0200
Nadawca: LeoTar <LeoTar@wp.pl>
Firma/Organizacja: Sunrise Services
Grupy dyskusyjne: pl.sci.psychologia

FEniks pisze:
> W dniu 2015-10-12 o 18:34, LeoTar pisze:

>> Czy dopuszczasz zmianę 'listy swoich celów'? Przecież możesz napotkać
>> trudności nie do pokonania przy ich realizacji.

> Droga jest celem.
>
> Ewa

Droga to ścieżka po której idziemy do celu.
Droga i cel to dwie różne rzeczy.
Życie jest drogą Bytu od nieświadomości do pełnej samoświadomości,
Od Pustki Kosmosu do pełni Absolutu. Celem jest Absolut, pełnia Świadomości,
Świadomy Człowiek.

LeoTar



Data: Tue, 13 Oct 2015 02:28:44 +0200
Nadawca: LeoTar <LeoTar@wp.pl>
Firma/Organizacja: Sunrise Services
Grupy dyskusyjne: pl.sci.psychologia

FEniks pisze:
> W dniu 2015-10-12 o 22:06, LeoTar pisze:

>> Droga i cel to dwie różne rzeczy.

> Niekoniecznie.
>
> Ewa

Masz rację - gdy są Świadomością.

LeoTar



Data: Wed, 14 Oct 2015 13:17:41 +0200
Nadawca: LeoTar <LeoTar@wp.pl>
Firma/Organizacja: Sunrise Services
Grupy dyskusyjne: pl.sci.psychologia

DHSL pisze:
> On 12/10/2015 17:34, LeoTar wrote:

>>>> Ale skoro każdy członek rodziny ma mieć indywidualny, sobie tylko
>>>> właściwy cel, to prędzej lub później zaistnieje sprzeczność, która
>>>> będzie wymagała rozwiązania i tylko jeden z członków rodziny będzie
>>>> mógł
>>>> dalej realizować swoje cele

>>> Bo ?

>> Jeżeli cele poszczególnych członków rodziny nie będą takie same to jeden
>> z nich będzie musiał ustąpić przed drugim lub walczyć o podporządkowanie
>> sobie tego drugiego. Rozbieżność celów prowadzi do wojny w rodzinie.

> Ok, rozumiem ze to twoje osobiste doświadczenie. Z mojej strony to
> kompletna bzdura.

A jakie Ty masz doświadczenia rodzinne i rodzicielskie?


>>>> a ten drugi będzie musiał mu się
>>>> podporządkować. A to oznacza niewolnictwo w rodzinie.
>>>> Czy wyobrażasz sobie bycie niewolnikiem w strukturze, która powinna być
>>>> ostoją wolności? Czy będziesz mógł wówczas cieszyć się swoją wolną wolę
>>>> i realizować się?

>>> Prosze, rozwin ta mysl.

>> Wyjaśniłem wyżej.

>> [...]


>>>>>> Czy preferujesz 'mieć' czy też pragniesz 'być'?

>>>>> Sztuka polega na uzyskaniu odpowiedniego balansu.

>>>> A skąd będziesz wiedział, że osiągnąłeś już swój tajemniczy balans?
>>>> I na czym ten balans ma polegać?

> Osobista satysfakcja z tego co masz i kim jesteś i brak potrzeby na
> dalsze poszukiwanie.

I jesteś pewien, taki stan będzie Ciebie satysfakcjonował?


[...]

>>>> A przewidujesz jakiś koniec listy?
>>>> A jeśli tak to czym miałby być ten ostatni z twoich celów?

>>> W moim przypadku, pomimo ze mam okreslona liste spraw do osiagniecia w
>>> tym zyciu, to jestem swiadomy ze najprawdopodobniej nie osiagne nawet
>>> polowy. Jednakze wcale nie znaczy to ze powienienem zaprzestac, lub
>>> 'zejsc' z drogi do celu. Wartosc jednego celu ponad drugim to kwestia
>>> osobistych priorytetow. Ostatni cel moze byc tak samo lub mniej wazny
>>> niz pierwszy.

>> Czy dopuszczasz zmianę 'listy swoich celów'?

> Tak, lista jest dynamiczna.

Więc nie jest jednak ostatecznie zdefiniowana i nie masz określonego
celu ostatecznego, o którym mówisz w następnych zdaniach?


>> Przecież możesz napotkać
>> trudności nie do pokonania przy ich realizacji.

> Nie. Twoja percepcja może cie jedynie ograniczać.

A czy Ty zdjąłeś już z siebie wszelkie ograniczenia?


>> A poza tym skoro
>> uważasz, że na pewno zrealizujesz listę celów to tak jakbyś ją juz
>> zrealizował gdyz znasz zakończenie. Czy to możliwe?

> Przeciez napisalem powyzej ze najprawdopodobniej nie zrealizuje nawet
> polowy.

Więc jednak nie doznasz pełnej satysfakcji...? Czy się mylę?


[...]

>>>>>> 'Tu i teraz' stają się Fakty za którymi stoją ukryte Przyczyny.
>>>>>> Czy nigdy nie pomyślałeś o tym, że warto by je było poznać?

>>>>> Tak. Na tym polega droga do celu.

>>>> Więc jednak chcesz osiągnąć jakiś cel ostateczny.
>>>> A czy potrafisz go nazwać?

>>> Jezeli masz na mysli jakis cel 'najwyzszy' to jw. - kwestia osobistych
>>> priorytetow. Ale zdarzylo mi sie zeby przelozyc jeden cel ponad drugi
>>> tylko i wylacznie z przyczyn technicznych.

>> By utrwalić sie w pamięci potomnych powinieneś chyba zdefiniować sobie
>> cel, który wpłynie pozytywnie na życie jak największej liczby ludzi. Czy
>> pomyślałeś w jaki sposób taki cel zdefiniować?

> Nie widzę w tym najmniejszego problemu. Sztuka jednak jest połączyc to
> z własnym stylem życia i czerpaniu z tego satysfakcji która wpłynie
> również pozytywnie na to kim jesteś.

To teoria. A jak ma wyglądać Twoja praktyka?

LeoTar

 
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego