Aborcja a brak prezerwatywy. - Rok 2016

Przejdź do treści

Menu główne:

Aborcja a brak prezerwatywy.

Wiosna
Data: Fri, 29 Apr 2016 16:06:29 +0200
Nadawca: LeoTar <LeoTar@wp.pl>
Firma/Organizacja: Sunrise Services
Grupy dyskusyjne: pl.sci.psychologia

mcmlxxi.xi.xi@gmail.com pisze:
> W dniu piątek, 22 kwietnia 2016 21:03:58 UTC+2 użytkownik Kviat
> napisał:
>> W dniu 2016-04-22 o 14:59, mcmlxxi.xi.xi@gmail.com pisze:

>>> chorych do celibatu nie przyjmują

>> Że co? No tak, przyjęli zdrowego, a pedofilem zrobił się później...
>> to niezbyt dobrze świadczy o tej instytucji. Ze zdrowych robią
>> chorych...

> W snach kota zawsze jest pełno myszy ;) W środowiskach mających
> kontakt z dziećmi statystyczna ilość pedofilów jest znacząco wyższa
> niż w innych grupach zawodowych, na tej samej zasadzie co psychopatów
> wśród kadr zarządzających lub POlityków, czy innych środowisk
> dysponujących bezpośrednią władzę nad innymi ludźmi, szczególnie w
> resortach siłowych.

W ten oto prosty sposób dowiodłeś mojej tezy, że kobiety-matki prawie w
100% są pedofilami gdyż to one od niepamiętnych czasów mają monopol na
zajmowanie się nowo-narodzonymi i czerpią z tego zajęcia nieskrywaną
satysfakcję. W różnych kulturach wiek dziecka, w którym zostaje ono
uwolnione spod wyłącznej kurateli matki bywa różny ale jest to już tylko
musztarda po obiedzie. Najważniejszy okres rozwoju i kształtowania się
charakteru dziecka oraz jego sposób postrzegania świata (a głównie
widzenia relacji kobieta-mężczyzna) kończy się właśnie około 6-7 roku
życia. I nie dość tego, dziecko które idzie do szkoły jest w dalszym
ciągu poddawane wpływom kobiet bo zawód nauczycielski jest
sfeminizowany. Od kołyski dzieci wzrastają w świecie kobiet, który jest
wrogo nastawiony do mężczyzn gdyż uważa, że to mężczyzni narzucili
kobietom upokarzającą je prostytucję. W rzeczywistości prostytucją
zajmowała się już biblijna Ewa, która nie ufając Adamowi wykorzystywała
seks do tego by zmusić go do współpracy w zabezpieczeniu jej i jej!?
potomstwa.

Paradoksalnie można wykluczyć pedofilię wśród kobiet-matek, które z
różnych powodów... porzucają własne dzieci.

LeoTar




Data: Tue, 3 May 2016 07:43:28 +0200
Nadawca: LeoTar <LeoTar@wp.pl>
Firma/Organizacja: Sunrise Services
Grupy dyskusyjne: pl.sci.psychologia

Chiron pisze:
> Użytkownik "LeoTar" <LeoTar@wp.pl> napisał w wiadomości
> news:nfvppa$6t3$1@node2.news.atman.pl...
>> mcmlxxi.xi.xi@gmail.com pisze:

>>> W snach kota zawsze jest pełno myszy ;) W środowiskach mających
>>> kontakt z dziećmi statystyczna ilość pedofilów jest znacząco
>>> wyższa niż w innych grupach zawodowych, na tej samej zasadzie co
>>> psychopatów wśród kadr zarządzających lub POlityków, czy innych
>>> środowisk dysponujących bezpośrednią władzę nad innymi ludźmi,
>>> szczególnie w resortach siłowych.

>> W ten oto prosty sposób dowiodłeś mojej tezy, że kobiety-matki
>> prawie w 100% są pedofilami gdyż to one od niepamiętnych czasów
>> mają monopol na zajmowanie się nowo-narodzonymi i czerpią z tego
>> zajęcia nieskrywaną satysfakcję. W różnych kulturach wiek dziecka,
>> w którym zostaje ono uwolnione spod wyłącznej kurateli matki bywa
>> różny ale jest to już tylko musztarda po obiedzie. Najważniejszy
>> okres rozwoju i kształtowania się charakteru dziecka oraz jego
>> sposób postrzegania świata (a głównie widzenia relacji
>> kobieta-mężczyzna) kończy się właśnie około 6-7 roku życia. I nie
>> dość tego, dziecko które idzie do szkoły jest w dalszym ciągu
>> poddawane wpływom kobiet bo zawód nauczycielski jest sfeminizowany.
>> Od kołyski dzieci wzrastają w świecie kobiet, który jest wrogo
>> nastawiony do mężczyzn gdyż uważa, że to mężczyzni narzucili
>> kobietom upokarzającą je prostytucję. W rzeczywistości prostytucją
>> zajmowała się już biblijna Ewa, która nie ufając Adamowi
>> wykorzystywała seks do tego by zmusić go do współpracy w
>> zabezpieczeniu jej i jej!? potomstwa.
>>
>> Paradoksalnie można wykluczyć pedofilię wśród kobiet-matek, które
>> z różnych powodów... porzucają własne dzieci.

> To wszystko, co piszesz - jest tak niespójne, jest tyle "dziur"
> logicznych - więcej niż w szwajcarskim serze. Tyle lat cyzelujesz tę
> swoją teorię, że mógłbyś postarać się bardziej. Zacznij od
> (sugeruję) teorii Boga - kim (czym) on jest i jak sobie można
> wyobrazić kogoś tak niedoskonałego jako naszego stwórcę - a na
> dodatek przypuszczać, że stworzenie może wybić się ponad Stwórcę. Jak
> to przerobisz - to może i tu sobie poradzisz

Gdy ograniczam moje wywody do detali to mówisz, że jestem niespójny i
pełno jest "dziur" logicznych w tym co piszę. Kiedy zaś opisuję cały
patologiczny proces wychowawczy kończąc na sposobie rozwiązania
(uwolnienia się od) kompleksu Edypa/Elektry, który jest efektem
pierwotnego nieświadomego zakazu wychowania seksualnego dzieci w
rodzinie, to wówczas zarzucasz mi, że się niepotrzebnie powtarzam.
Zdecyduj się więc Chironie: albo skróty - wówczas Czytelnik musi wrócić
do moich wcześniejszych wywodów, albo rozwlekłość wywodu bieżącego,
który staje się nieczytelny. Według mnie stopniowe wtajemniczanie jest
skuteczniejsze gdyż pozwala spojrzeć na istotę rozwiązania z wielu
różnych punktów widzenia co jest niezmiernie ważne jeżeliet sobie
wwezmiemy pod uwaagę zróżnicowanie doświadczeń różnynch Czytelników.
Czytelników, którzy zechcą zgłębić system etyczny, który buduję od lat,
najchętniej odesłałbym - na razie - do mojej strony "Świat według
Leotar'a" ale niezbędna jest cierpliwość by się przez nią przedrzeć.

A wracając do Twojego ni to pytania, ni to zarzutu na tezę, którą
postawiłem dużo wcześniej, że to nie mężczyzni lecz kobiety-matki są
modelo( innych - zostały ukute, dla zrelacjonowania różnych
patologicznych sytuacji w relacjach dzieckom-dorosły, po to by ukryć
niezdolność obowiązującego prawa i psychologii do ukazania mechanizmu i
przyczyny uzależniania dziecka przez dorosłego, przede wszystkim przez
rodzica.

Powtórzę więc moje pojmowanie kazirodztwa. Kazirodczą nazywam każdą
relację między rodzicem a dzieckiem, której celem jest uzależnienie
słabszego (dziecka) od silniejszego (rodzic). Kazirodztwo jest
najbardziej pierwotną formą uzależnienia o charakterze rekurencyjnym,
powielaną w ciągu pokoleń. Przyczyną jest początkowa niewiedza naszych
pierwszych rodziców, naszych praszczurów, którym brakowało poczucia
pewności siebie właśnie z powodu tej początkowej niewiedzy. Brak
poczucia własnej wartości owocuje brakiem zaufania we własne siły oraz
ucieczką od odpowiedzialności za życiowe decyzje, które wymusza życie.
Brak samo-zaufania to również brak zaufania w stosunku do partnera (no
bo jak ufać komuś obcemu skoro nie ufam samemu/samej sobie?), z którym
tworzy się rodzinne stadło z równoczesnym dążeniem do zmuszenia go do
przejęcia odpowiedzialności za decyzje, które ja podejmuję a za które
nie chcę odpowiadać. Zaczyna się manipulacja i jeżeli mój partner nie
poddaje się tej mojej manipulacji to następnym kandydatem, z którym mogę
się podzielić odpowiedzialnością jest słabe jeszcze - bo nieświadome -
dziecko. Zjawisko to jest szczególnie dobrze widoczne w rodzinach
niepełnych, w których, z różnych powodów, brakuje jednego z rodziców.
Przyczyną może być rozwód lub separacja, śmierć lub dłuższa nieobecność
jednego z rodziców. Ale zjawisko to ma również miejsce w rodzinach
pozornie pełnych, w których jedno z rodziców (zazwyczaj matka) przejmuje
kontrolę nad komunikacją w rodzinie gdyż z jakichś powodów nie ufa swemu
partnerowi. Przyczyny eskalacji braku zaufania mogą być różne ale jedna
przyczyna pozostaje niezmienna: brak wiedzy (a więc błąd warunków
początkowych) wymuszany z pokolenia na pokolenie przez nieuświadomionych
rodziców, od samego Początku czyli od pierwszej pary poczynając.
Kazirodztwo ma więc charakter przede wszystkim psychiczny i jest
zjawiskiem powszechnym tak jak powszechną jest nieświadomość tego co,
jaką wiedzę, rodzice powinni przekazać swoim dzieciom.

Konsekwencje braku zaufania we własne siły i braku zaufania partnerowi
mają różny charakter w zależności od płci. W nowo zawiązanym związku
kobiety z mężczyzną trwają potyczki, wojenki podjazdowe, których celem
jest wysondowanie, zidentyfikowanie na li tylko własny użytek słabych
punktów partnera po to by w stosownej chwili te słabości wykorzystać do
obezwładnienia go i podporządkowania sobie i swoim celom. Już sam fakt
niespójności celów obojga z partnerów jest potencjalnym zarzewiem wojny
ale te drobne potyczki nie są groźne dopóki nie pojawi się dziecko. I
chociaż już na etapie 'przed dzieckiem' można zauważyć wykorzystywanie
przez kobietę seksu do ujarzmienia mężczyzny to jednak pełny "rozkwit"
handlu seksem mamy w okresie ciąży oraz już po narodzeniu się dziecka.
Nieufna kobieta nie bierze w ogóle pod uwagę tego, że mężczyzna może
czuć się odpowiedzialny za bezpieczeństwo rodziny i postanawia wymusić
na nim podporządkowanie się jej dyktatowi. Fizycznie uzależniona od
dobrej woli mężczyzny, nieufna zaczyna traktować seks jak pieniądze,
którymi opłaca sobie uległość i podporządkowanie się jej mężczyzny.
Handel to dość osobliwy bo z biegiem czasu staje się obrzydliwy jak
każde nieuczciwe działanie. I wówczas pojawia się chęć uwolnienia się od
tego poniżającego - w odczuciu kobiety - procederu. Zaczyna odpychać od
siebie mężczyznę gdy dąży on do zbliżeń by go następnie przyciągać no bo
przecież nie może się od niego całkowicie uwolnić ze względu na
zabezpieczenie, które dostarcza jej i jej(!) dziecku. Ten konflikt
sterowany przez kobietę stopniowo narasta aby osiągnąć swoje apogeum w
chwili, gdy dzieci już są odchowane i zdegenerowane przez nią
(uzależnione od niej) na tyle, że nie staną w obronie ojca lecz będą się
trzymać matczynej spódnicy ze strachu, że może je ona emocjonalnie
porzucić. Ze strachu wspierają więc matkę coraz bardziej pogrążając się
w piekle emocjonalnego kazirodztwa (uzależnienia psychicznego).

A teraz to samo tylko z innej strony. Mężczyzna, któremu brakuje wiedzy
również ucieka podświadomie od odpowiedzialności. Kobieta zostaje
fizycznie zmuszona do podjęcia odpowiedzialności w chwili porodu gdyż
podejmuje odpowiedzialność za bezpieczeństwo dziecka, a więc pierwej
musi zabezpieczyć samą siebie. Działa bezwiednie, pod przymusem niejako,
dojrzewa gwałtownie i dostrzega słabości mężczyzny wynikające z
niedojrzałości. Działa więc instynktownie, podświadomie chce go zmusić
do podjęcia odpowiedzialności pomimo jego niedojrzałości i zaczyna grę,
którą opisałem wyżej. Podejmując tę grę kobieta nie zdaje sobie jednak
sprawy z tego, że w zamian za osiągnięcie przez mężczyznę dojrzałości
ona będzie musiała zrezygnować z... władzy, którą nad nim miała i do
której tak bardzo już się przyzwyczaiła przez tak wiele pokoleń. Bo od
samej Ewy poczynając matki uczyły (i nadal uczą) córki w jaki sposób
mają sprawować władzę nad mężczyznami by ci byli im ulegli. A jak
wiadomo, każda władza deprawuje, nawet ta sprawowana dla chwalebnych
celów. Jeżeli sprawujący władzę jest panem to ten nad którym władza jest
sprawowana musi być niewolnikiem. A z niewolnika nie masz robotnika jak
mówi przysłowie; niewolnik również chce zakosztować pańskiej wolności i
jedynym wyjściem z sytuacji jest rezygnacja pana ze sprawowania władzy,
gdyż tylko wówczas obaj/oboje zakosztują wolności.

To co napisałem na temat wolności dotyczy zarówno relacji
kobieta-mężczyzna jak i relacji rodzice-dziecko. Mężczyzna i kobieta
muszą stać się dla siebie równoprawnymi partnerami, wprawdzie fizycznie
niezależnymi ale ściśle ze sobą współpracującymi. A do tego potrzebna
jest wspólnota wiedzy, bez tajemnic, bez azylu seksualnego tak
hołubionego i chronionego przez kobiety. Każda tajemnica, utrzymywana
świadomie lub nie, jest źródłem władzy i stanowi zagrożenie dla równości
i wolności. Tak jest w relacjach kobieta-mężczyzna i tak samo jest w
relacjach rodzice-dziecko. Obowiązkiem rodziców jest przekazać dziecku
wszelką posiadaną przez nich wiedzę o życiu by wyeliminować z jego
psychiki wszelką niepewność, konsekwencję braku wiedzy o początku
stworzenia, który stał/staje się błędem danych początkowych systemu
jakim jest Życie.

LeoTar




Data: Tue, 3 May 2016 07:49:13 +0200
Nadawca: LeoTar <LeoTar@wp.pl>
Firma/Organizacja: Sunrise Services
Grupy dyskusyjne: pl.sci.psychologia

Ikselka pisze:
> Dnia Fri, 29 Apr 2016 08:53:09 -0700 (PDT), mcmlxxi.xi.xi@gmail.com
> napisał(a):
>> W dniu piątek, 29 kwietnia 2016 16:57:36 UTC+2 użytkownik Chiron napisał:
>>> Użytkownik "LeoTar" <LeoTar@wp.pl> napisał w wiadomości
>>> news:nfvppa$6t3$1@node2.news.atman.pl...
>>>> mcmlxxi.xi.xi@gmail.com pisze:

>>>>> W snach kota zawsze jest pełno myszy ;) W środowiskach mających
>>>>> kontakt z dziećmi statystyczna ilość pedofilów jest znacząco wyższa
>>>>> niż w innych grupach zawodowych, na tej samej zasadzie co psychopatów
>>>>> wśród kadr zarządzających lub POlityków, czy innych środowisk
>>>>> dysponujących bezpośrednią władzę nad innymi ludźmi, szczególnie w
>>>>> resortach siłowych.

>>>> W ten oto prosty sposób dowiodłeś mojej tezy, że kobiety-matki prawie w
>>>> 100% są pedofilami gdyż to one od niepamiętnych czasów mają monopol na
>>>> zajmowanie się nowo-narodzonymi i czerpią z tego zajęcia nieskrywaną
>>>> satysfakcję. W różnych kulturach wiek dziecka, w którym zostaje ono
>>>> uwolnione spod wyłącznej kurateli matki bywa różny ale jest to już tylko
>>>> musztarda po obiedzie. Najważniejszy okres rozwoju i kształtowania się
>>>> charakteru dziecka oraz jego sposób postrzegania świata (a głównie
>>>> widzenia relacji kobieta-mężczyzna) kończy się właśnie około 6-7 roku
>>>> życia. I nie dość tego, dziecko które idzie do szkoły jest w dalszym ciągu
>>>> poddawane wpływom kobiet bo zawód nauczycielski jest sfeminizowany. Od
>>>> kołyski dzieci wzrastają w świecie kobiet, który jest wrogo nastawiony do
>>>> mężczyzn gdyż uważa, że to mężczyzni narzucili kobietom upokarzającą je
>>>> prostytucję. W rzeczywistości prostytucją zajmowała się już biblijna Ewa,
>>>> która nie ufając Adamowi wykorzystywała seks do tego by zmusić go do
>>>> współpracy w zabezpieczeniu jej i jej!? potomstwa.
>>>>
>>>> Paradoksalnie można wykluczyć pedofilię wśród kobiet-matek, które z
>>>> różnych powodów... porzucają własne dzieci.

>>> To wszystko, co piszesz - jest tak niespójne, jest tyle "dziur" logicznych -
>>> więcej niż w szwajcarskim serze. Tyle lat cyzelujesz tę swoją teorię, że
>>> mógłbyś postarać się bardziej. Zacznij od (sugeruję) teorii Boga - kim (czym)
>>> on jest i jak sobie można wyobrazić kogoś tak niedoskonałego jako naszego
>>> stwórcę - a na dodatek przypuszczać, że stworzenie może wybić się ponad
>>> Stwórcę. Jak to przerobisz- to może i tu sobie poradzisz

>> Podpisuję się pod powyższą opinią

> I ja.

Może by tak nieco więcej twórczej krytyki, hmm? Nie stać was?

LeoTar




Data: Tue, 3 May 2016 10:53:50 +0200
Nadawca: LeoTar <LeoTar@wp.pl>
Firma/Organizacja: Sunrise Services
Grupy dyskusyjne: pl.sci.psychologia

Chiron pisze:
> Użytkownik "Chiron" <chiron@onet.pl> napisał w wiadomości
> news:ng9ich$kmf$1@node2.news.atman.pl...
>> Użytkownik "LeoTar" <LeoTar@wp.pl> napisał w wiadomości
>> news:ng9dqa$g4d$1@node2.news.atman.pl...

>>>> To wszystko, co piszesz - jest tak niespójne, jest tyle "dziur"
>>>> logicznych - więcej niż w szwajcarskim serze. Tyle lat
>>>> cyzelujesz tę swoją teorię, że mógłbyś postarać się bardziej.
>>>> Zacznij od (sugeruję) teorii Boga - kim (czym) on jest i jak
>>>> sobie można wyobrazić kogoś tak niedoskonałego jako naszego
>>>> stwórcę - a na dodatek przypuszczać, że stworzenie może wybić
>>>> się ponad Stwórcę. Jak to przerobisz - to może i tu sobie
>>>> poradzisz

>> Po raz kolejny - odpowiedziałeś OMIJAJĄC ten argument. Mam ich
>> kilka - prosiłem bardzo, abyś się odniósł do tego powyżej na
>> początek

> Coś dodam: Goedel (choć spotkałem się i z tym, że równolegle
> Einstein) sformułował i udowodnił tezę, że w ramach pewnego
> zamkniętego układu jeśli powstają jakieś problemy - a układ jest w
> równowadze - to tylko zewnętrzne działania mogą to zmienić. Inaczej
> - w danym układzie jest określona ilość nie tylko materii i energii,
> ale także informacji.

Takim zamkniętym układem jest rodzina bezdzietna. Pierwsza rodzina
(hipotetyczni Adam i Ewa) mieli zero wiedzy, byli całkowicie nieświadomi
swoich s(t)wórczych możliwości pomimo całej swojej niewinności. Byli
emanacją Świadomości w stanie początkowej całkowitej nieświadomości.


> Informacja nie bierze się z niczego - podobnie, jak energia. Skoro
> Bóg jest niedoskonały - nie ma więc informacji o doskonałości. Sam
> się nie udoskonali.

Stąd Dziecko jako impuls z Przyszłości stwarzający szansę na
udoskonalenie Stwórcy. A zarazem łącze do Przeszłości całkowicie
nieświadomej, pustej.


> Tylko przyjęcie, że Bóg jest doskonały zaimplikuje tym, że Jego
> stworzenie może się udoskonalać - ewoluować. No ale z tego wynika,
> że to, co On stworzył - jest_takie_jak_być_powinno. Jest doskonałe.

To co Bóg (Stwórca w osobach Rodziców) stworzył (Dziecko) jest w
pierwszej chwili po stworzeniu (w chwili zapłodnienia) absolutnie
doskonałe chociaż absolutnie nieświadome tak jak nasi pierwsi rodzice.
Dziecko jest impulsem, bodźcem dla rodziców (Boga, Stwórcy) do
udoskonalenia się (dokonania pozytywnej przemiany, uświadomienia). Ale
uświadomienie rodziców odbywa się kosztem Dziecka na które przelewają
oni własną toksyczną nieświadomość. Zamiast przekazać Dziecku swoją
wiedzę o życiu zakazują mu oni POZNANIA, tak jak Bóg "zakazał im
poznania z drzewa wiedzy i życia". Nie robią tego złośliwie lecz
nieświadomie gdyż tak postąpił z nimi ich nieświadomy Stwórca
(nieświadoma siebie Świadomość).


> Po prostu w tym momencie nie może być inaczej. Jakakolwiek więc
> interwencja ludzka starająca się to zmienić - jest de facto -
> podważaniem doskonałości Boga.

W żadnym wypadku Dziecko (Człowiek) nie podważa doskonałości Boga
(Rodziców) domaga się jedynie od nich WIEDZY. Bez ich zgody, bez zgody
Stwórcy Człowiek nie jest w stanie złamać ZAKAZ-u ustanowionego przez
Boga (Rodziców), nawet gdyby ten zakaz został ustanowiony przez Stwórcę
bezzasadnie i w Jego nieświadomości.


> To tak, jak żeglarz, który zamiast nauczyć się mapy gwiazd i według
> niej nawigować - kombinuje, jakby tu np ustawić Gwiazdę Północy nie w
> dyszlu Wielkiego Wozu - ale w Krzyżu Południa. Jakkolwiek głupotę i
> śmieszność tego widać od razu - niestety, żeglarze tego nie robili
> (jak mi się zdaje) właściwie głównie z braku takich możliwości
> technicznych.

Ale przychodzi czas gdy stajemy przed dylematem: albo zaczniemy
kombinować jak tu ominąć zakaz albo zginiemy. Tak jak to fikuśnie
zrobiły córki Lota by zapewnić trwanie gatunku (spłodzić dzieci) upiły
swojego tatuśka bo bały się, że na trzeźwo by się nie zgodził gdyż tak
był wierny ZAKAZ-owi który przejął od swoich rodziców.


> Do czasów Marxa żaden filozof nie śnił o takich rzeczach. Dopiero
> ten głupkowaty rabinowicz wymyślił, że uczeni nie tylko mają
> opisywać rzeczywistość taką, jaka ona jest - ale - przede_wszystkim -
> jaka powinna być.

Ciekawość towarzyszyła nawet naszym rajskim rodzicom - inaczej nie
zostaliby wygnani z raju. Woleli jednak uświadomienie nawet za cenę
przemocy i wyrzeczeń aniżeli błogie życie w nieświadomości JAK TO SIĘ
robi? Nieświadomi, nie zdawali sobie sprawy z tego ile cierpień na
siebie i swych potomnych ściągną sprzeciwiwszy się Bogu, który chciał
ich trzymać krótko i w niewolniczej nieświadomości. A oni chcieli żyć na
własny rachunek na co bóg Bóg nie wyraził zgody.


> Tyle, że niedoskonałe stworzenie nie może tego wiedzieć lepiej, niż
> jego Stwórca. No ale skąd o tym ujarany syfiltyk miał wiedzieć?

Jeżeli założyć tak jak zakładasz Ty, że Bóg, Stwórca to twór statyczny,
doskonały i niezmienny to istotnie nie ma o czym gadać. Należałoby się
tylko zastanowić DLACZEGO mając siebie z takiego doskonałego stworzył
Człowieka na którym postanowił doświadczać? Czyżby właśnie Człowiek nie
miał być dla Niego obiektem doświadczeń dzięki którym mógłby udoskonalić
samego siebie? skoro tak, to Twoje założenie o doskonałości Boga upada
i staje się on tworem dynamicznym i poszukującym doskonałości, takim
właśnie jakim jest CZŁOWIEK. Dla mnie Człowiek jest emanacją
Boga-Stworcy, jest Jego najdoskonalszym wcieleniem, które przyniesie Mu
całkowite wyzwolenie z jarzma nieswiadomości, Wolność i Wolną Wolę.


> Niestety - każda głupota znajdzie swojego wyznawcę i naśladowcę. Efekt
> możemy obserwować do dziś. Podałem Ci na to mnóstwo udokumentowanych
> przykładów - jak przykład Bettelheima, czy też Pol Pota a także inne -
> o ile pamiętam. Ty natomiast uparłeś się ich przelicytować.

Oni nie wiedzieli tego czego ja wiem dzięki moim Dzieciom, z którymi
nauczyłem sie współpracować a nie walczyć o palmę pierwszeństwa. A
przede wszystkim dzięki mojej córce Katarzynie, która teraz cierpi ognie
piekielne za to, że gotowa była złamać ZAKAZ ustanowiony przez jej
nieświadomą matkę, która też tak cierpiała bo jej matka ja ponizyła. I
tak dalej, dalej aż do pierwszej Ewy, która dzięki zakazowi uzyskała
władzę nad Adamem i nad całym rodem człowieczym. I nie chce z tej władzy
dobrowolnie zrezygnować.


> Jeszcze raz: czy i w jaki sposób potrafisz udowodnić kardynalną
> chyba dla Twojej teorii hipotezę niedoskonałego Boga?

Właśnie to nieco wyżej zrobiłem. :-)

LeoTar




Data: Tue, 3 May 2016 11:06:42 +0200
Nadawca: LeoTar <LeoTar@wp.pl>
Firma/Organizacja: Sunrise Services
Grupy dyskusyjne: pl.sci.psychologia

Chiron pisze:
> Użytkownik "LeoTar" <LeoTar@wp.pl> napisał w wiadomości
> news:ng9e52$gh8$1@node2.news.atman.pl...
>> Ikselka pisze:
>>> Dnia Fri, 29 Apr 2016 08:53:09 -0700 (PDT),
>>> mcmlxxi.xi.xi@gmail.com napisał(a):
>>>> W dniu piątek, 29 kwietnia 2016 16:57:36 UTC+2 użytkownik
>>>> Chiron napisał:
>>>>> Użytkownik "LeoTar" <LeoTar@wp.pl> napisał w wiadomości
>>>>> news:nfvppa$6t3$1@node2.news.atman.pl...

>>>>>> W ten oto prosty sposób dowiodłeś mojej tezy, że
>>>>>> kobiety-matki prawie w 100% są pedofilami gdyż to one od
>>>>>> niepamiętnych czasów mają monopol na zajmowanie się
>>>>>> nowo-narodzonymi i czerpią z tego zajęcia nieskrywaną
>>>>>> satysfakcję. W różnych kulturach wiek dziecka, w którym
>>>>>> zostaje ono uwolnione spod wyłącznej kurateli matki bywa
>>>>>> różny ale jest to już tylko musztarda po obiedzie.
>>>>>> Najważniejszy okres rozwoju i kształtowania się charakteru
>>>>>> dziecka oraz jego sposób postrzegania świata (a głównie
>>>>>> widzenia relacji kobieta-mężczyzna) kończy się właśnie
>>>>>> około 6-7 roku życia. I nie dość tego, dziecko które idzie
>>>>>> do szkoły jest w dalszym ciągu poddawane wpływom kobiet bo
>>>>>> zawód nauczycielski jest sfeminizowany. Od kołyski dzieci
>>>>>> wzrastają w świecie kobiet, który jest wrogo nastawiony
>>>>>> do mężczyzn gdyż uważa, że to mężczyżni narzucili kobietom
>>>>>> upokarzającą je prostytucję. W rzeczywistości prostytucją
>>>>>> zajmowała się już biblijna Ewa, która nie ufając Adamowi
>>>>>> wykorzystywała seks do tego by zmusić go do współpracy w
>>>>>> zabezpieczeniu jej i jej!? potomstwa.
>>>>>>
>>>>>> Paradoksalnie można wykluczyć pedofilię wśród kobiet-matek,
>>>>>> które z różnych powodów... porzucają własne dzieci.

>>>>> To wszystko, co piszesz - jest tak niespójne, jest tyle
>>>>> "dziur" logicznych - więcej niż w szwajcarskim serze. Tyle
>>>>> lat cyzelujesz tę swoją teorię, że mógłbyś postarać się
>>>>> bardziej. Zacznij od (sugeruję) teorii Boga - kim (czym) on
>>>>> jest i jak sobie można wyobrazić kogoś tak niedoskonałego
>>>>> jako naszego stwórcę - a na dodatek przypuszczać, że
>>>>> stworzenie może wybić się ponad Stwórcę. Jak to przerobisz-
>>>>> to może i tu sobie poradzisz

>>>> Podpisuję się pod powyższą opinią

>>> I ja.

>> Może by tak nieco więcej twórczej krytyki, hmm? Nie stać was?

> A może tak wyjątkowo całkiem odniósłbyś się do tego? Nie ma w tym
> złośliwości, nawet nie jest to uszczypliwe. Po prostu - konkretny
> argument. Odniesiesz się?

Odniosłem się. Przeczytałeś?

LeoTar




Data: Tue, 3 May 2016 11:10:40 +0200
Nadawca: LeoTar <LeoTar@wp.pl>
Firma/Organizacja: Sunrise Services
Grupy dyskusyjne: pl.sci.psychologia

Chiron pisze:
>> Chiron napisał:

>>> To wszystko, co piszesz - jest tak niespójne, jest tyle "dziur"
>>> logicznych - więcej niż w szwajcarskim serze. Tyle lat cyzelujesz tę
>>> swoją teorię, że mógłbyś postarać się bardziej. Zacznij od
>>> (sugeruję) teorii Boga - kim (czym) on jest i jak sobie można
>>> wyobrazić kogoś tak niedoskonałego jako naszego stwórcę - a na
>>> dodatek przypuszczać, że stworzenie może wybić się ponad Stwórcę. Jak
>>> to przerobisz - to może i tu sobie poradzisz

> Po raz kolejny - odpowiedziałeś OMIJAJĄC ten argument. Mam ich kilka -
> prosiłem bardzo, abyś się odniósł do tego powyżej na początek

Wprawdzie wielokrotnie już poruszałem temat Boga (Stwórcy) i Jego
relacji z Człowiekiem ale dla Ciebie Chironie zrobię to jeszcze raz. I
nie będę się ograniczał jedynie do teorii lecz będę się odwoływał do
oczywistych oczywistości, których - wydaje mi się - Ty, być może nie
chcesz, albo nie jesteś w stanie dostrzec i zaakceptować. Zacznijmy od
kilku spostrzeżeń:

1.Czy zaistniałbyś gdyby nie Twoja Świadomość?

2.Czy zgodzisz się ze mną, że Rodzice są S(T)wórcą/ami swojego Dziecka?

3.Czy gdybyś nie był świadom to istniałby dla Ciebie zewnętrzny świat
materialny?

LeoTar




Data: Tue, 3 May 2016 14:18:44 +0200
Nadawca: LeoTar <LeoTar@wp.pl>
Firma/Organizacja: Sunrise Services
Grupy dyskusyjne: pl.sci.psychologia

Chiron pisze:
> Użytkownik "LeoTar" <LeoTar@wp.pl> napisał w wiadomości
> news:ng9puq$s6r$1@node2.news.atman.pl...
>> Chiron pisze:
>>>> Chiron napisał:

>>>>> To wszystko, co piszesz - jest tak niespójne, jest tyle "dziur"
>>>>> logicznych - więcej niż w szwajcarskim serze. Tyle lat cyzelujesz tę
>>>>> swoją teorię, że mógłbyś postarać się bardziej. Zacznij od
>>>>> (sugeruję) teorii Boga - kim (czym) on jest i jak sobie można
>>>>> wyobrazić kogoś tak niedoskonałego jako naszego stwórcę - a na
>>>>> dodatek przypuszczać, że stworzenie może wybić się ponad Stwórcę. Jak
>>>>> to przerobisz - to może i tu sobie poradzisz

>>> Po raz kolejny - odpowiedziałeś OMIJAJĄC ten argument. Mam ich kilka -
>>> prosiłem bardzo, abyś się odniósł do tego powyżej na początek

>> Wprawdzie wielokrotnie już poruszałem temat Boga (Stwórcy) i Jego
>> relacji z Człowiekiem ale dla Ciebie Chironie zrobię to jeszcze raz. I
>> nie będę się ograniczał jedynie do teorii lecz będę się odwoływał do
>> oczywistych oczywistości, których - wydaje mi się - Ty, być może nie
>> chcesz, albo nie jesteś w stanie dostrzec i zaakceptować. Zacznijmy od
>> kilku spostrzeżeń:
>>
>> 1.Czy zaistniałbyś gdyby nie Twoja Świadomość?

> Trudno odpowiedzieć. Czy istnieje kamień? Czy istnieje człowiek o bardzo
> niskiej świadomości? Jeśli tak - to czy istnieje tylko w części? Uważam,
> że istnieją - niezależnie od posiadanej świadomości. Lecz tego istnienia
> mogą świadome nie być.

Ja pytałem o Ciebie. Tak czy Nie?


>> 2.Czy zgodzisz się ze mną, że Rodzice są S(T)wórcą/ami swojego Dziecka?

> W pewnym stopniu - to rodzice są nim. Jednak - jak sięmu przypatrzeć - są
> dla dziecka OBRAZEM Stwórcy. To nie to samo wszak.

Nie migaj się. Tak czy Nie?


>> 3.Czy gdybyś nie był świadom to istniałby dla Ciebie zewnętrzny świat
>> materialny?

> Tak, tylko nie zdawałbym sobie z tego sprawy. To, że np będę przekonany,
> że nie istnieje sił grawitacji i wyskoczę z 10 piętra nie oznacza, że
> nic mi się nie stanie

Ponawiam pytanie ogólne. Tak czy Nie?

LeoTar




Data: Tue, 3 May 2016 16:45:57 +0200
Nadawca: LeoTar <LeoTar@wp.pl>
Firma/Organizacja: Sunrise Services
Grupy dyskusyjne: pl.sci.psychologia

Chiron pisze:
> Użytkownik "LeoTar" <LeoTar@wp.pl> napisał w wiadomości
> news:ng9ov8$r5a$1@node2.news.atman.pl...
>> Chiron pisze:
>>> Użytkownik "Chiron" <chiron@onet.pl> napisał w wiadomości
>>> news:ng9ich$kmf$1@node2.news.atman.pl...
>>>> Użytkownik "LeoTar" <LeoTar@wp.pl> napisał w wiadomości
>>>> news:ng9dqa$g4d$1@node2.news.atman.pl...

>>>>>> To wszystko, co piszesz - jest tak niespójne, jest tyle
>>>>>> "dziur" logicznych - więcej niż w szwajcarskim serze. Tyle
>>>>>> lat cyzelujesz tę swoją teorię, że mógłbyś postarać się
>>>>>> bardziej. Zacznij od (sugeruję) teorii Boga - kim (czym) on
>>>>>> jest i jak sobie można wyobrazić kogoś tak niedoskonałego
>>>>>> jako naszego stwórcę - a na dodatek przypuszczać, że
>>>>>> stworzenie może wybić się ponad Stwórcę. Jak to przerobisz
>>>>>> - to może i tu sobie poradzisz

>>>> Po raz kolejny - odpowiedziałeś OMIJAJĄC ten argument. Mam ich
>>>> kilka - prosiłem bardzo, abyś się odniósł do tego powyżej na
>>>> początek

>>> Coś dodam: Goedel (choć spotkałem się i z tym, że równolegle
>>> Einstein) sformułował i udowodnił tezę, że w ramach pewnego
>>> zamkniętego układu jeśli powstają jakieś problemy - a układ jest
>>> w równowadze - to tylko zewnętrzne działania mogą to zmienić.
>>> Inaczej - w danym układzie jest określona ilość nie tylko materii
>>> i energii, ale także informacji.

>> Takim zamkniętym układem jest rodzina bezdzietna. Pierwsza rodzina
>> (hipotetyczni Adam i Ewa) mieli zero wiedzy, byli całkowicie
>> nieświadomi swoich s(t)wórczych możliwości pomimo całej swojej
>> niewinności. Byli emanacją Świadomości w stanie początkowej
>> całkowitej nieświadomości.

> Ciekawa koncepcja, tyle - że zaraz sam ją obalasz. I to w sposób
> abstrakcyjny. Zobacz dalej


>>> Informacja nie bierze się z niczego - podobnie, jak energia.
>>> Skoro Bóg jest niedoskonały - nie ma więc informacji o
>>> doskonałości. Sam się nie udoskonali.

>> Stąd Dziecko jako impuls z Przyszłości stwarzający szansę na
>> udoskonalenie Stwórcy. A zarazem łącze do Przeszłości całkowicie
>> nieświadomej, pustej.

> Jeśli przyjmujesz to, co napisałem - to nie ma sensu Twoje zdanie.

A dlaczego ja mam przyjąć Twoje stwierdzenie jako założenie? Ja nie
opieram swoich wywodów na ŻADNYCH założeniach. Moje wywody są oparte na
obserwacjach i wnioskowaniu z wyników obserwacji.


> "Dziecko jako impuls z Przyszłości". Nie do pominięcia jest fakt, że
> stawiasz w tym momencie skutek PRZED przyczyną. Kolejny błąd: w
> układzie zamkniętym właśnie impuls nie przychodzi "znikąd" - bo wtedy
> już nie jest układem zamkniętym. I jak w ogóle może dojść sygnał z
> przyszłości?

Spróbuj więc rozpatrywać zdarzenia jako stany Świadomości (Ducha), która
poprzez kreowanie kolejnych zdarzeń poszukuje pełni wiedzy o samej
sobie. Jeden z jej stanów qusi-stabilnych to NIC, Pustka, ZERO,
nieświadomość ale w tym stanie panuje strach przed gwałtownym
zniknięciem, strach przed śmiercią. W tym momencie zaczyna się proces
tworzenia rzeczywistości przez stworzenie Materii; dzięki doświadczeniu
płynącemu z interakcji z Materią Duch przekonuje się, że może
doświadczać samego siebie. Jednak Materia okazuje się niepokorna, nie
daje się zdominować i sama chce zdominować Ducha zmuszając go do
kolejnej reakcji. Rozpoczyna się walka między Duchem (Informacją) a
Materią, walka, której kolejnymi odsłonami są obrazy Rzeczywistości,
sceny na której rozgrywa się walka podczas której mamy kolejne odsłony.
Walka, która może się zakończyć dopiero wówczas gdy Duch i Materia się
zjednoczą w Harmonii i pełnym wzajemnym poznaniu (Ty nazywasz to
Miłością). Produkty powstałe podczas tych zmagań stają się bodźcami dla
wyzwolenia się z błędnego kręgu przemocy, która grozi totalnym zniszczeniem.


> I jeśli byś jakoś nawet udowodnił, że to sens ma - to przecież nie
> może być doskonały taki Stwórca, który wciąż się udoskonala dostając
> sygnał z przyszłości. Doskonalszym od Niego jest ten, który ten
> sygnał wysyła. No ale - jeśli to on sam w przyszłości - to także nie
> jest doskonały. Poza tym - przepraszam - ale to kompletna paranoja by
> była.

Doskonalszym od poszukującego Stwórcy jest Dziecko, które rodzi się
niewinne ale pozbawione jakichkolwiek możliwości zakomunikowani swoich
potrzeb i z konieczności zdane jest na łaskę i niełaskę nieświadomego (i
niedoskonałego) Stwórcy. Dziecko jest tym właśnie doskonałym acz
nie-do-odczytania sygnałem z Przyszłości. Jednak w fazie wzrostu i w
atmosferze poszanowania jego praw Dziecko może ujawnić Stwórcy swoje od
niego oczekiwania. To przeżyłem Chironie i żadne Twoje zaprzeczenia mi
tego przekonania nie odbiorą. Jeżeli Ty tego nie przeżyłeś to znaczy, że
nie traktowałeś Dziecka jako równego sobie, czyli złamałeś kardynalne
przykazanie "szanuj bliźniego swego jak siebie samego".


>>> Tylko przyjęcie, że Bóg jest doskonały zaimplikuje tym, że Jego
>>> stworzenie może się udoskonalać - ewoluować. No ale z tego
>>> wynika, że to, co On stworzył - jest_takie_jak_być_powinno. Jest
>>> doskonałe.

>> To co Bóg (Stwórca w osobach Rodziców) stworzył (Dziecko) jest w
>> pierwszej chwili po stworzeniu (w chwili zapłodnienia) absolutnie
>> doskonałe chociaż absolutnie nieświadome tak jak nasi pierwsi
>> rodzice. Dziecko jest impulsem, bodźcem dla rodziców (Boga,
>> Stwórcy) do udoskonalenia się (dokonania pozytywnej przemiany,
>> uświadomienia).

> No ale skąd pochodzi ten impuls? Co jest jego źródłem?

Dziecko i jego oczekiwania uczniowskie w stosunku do Stwórcy czyli
Rodziców. Nie wiem czy pamiętasz moje tezy co do roli jaką mają wypełnić
rodzice w stosunku do Dziecka. Przypomnę więc: mają być opiekunami
zapewniającymi dziecku bezpieczeństwo oraz mają być nauczycielami nawet
tego, czego sami nie doświadczyli w swoim dzieciństwie. Pilnie słuchając
mogą się od dziecka dowiedzieć czego ono od nich oczekuje. Inaczej okażą
się zwykłymi egoistami nastawionymi na zaspokojenie i tylko własnych
potrzeb.


>> Ale uświadomienie rodziców odbywa się kosztem Dziecka na które
>> przelewają oni własną toksyczną nieświadomość. Zamiast przekazać
>> Dziecku swoją wiedzę o życiu zakazują mu oni POZNANIA, tak jak Bóg
>> "zakazał im poznania z drzewa wiedzy i życia". Nie robią tego
>> złośliwie lecz nieświadomie gdyż tak postąpił z nimi ich
>> nieświadomy Stwórca (nieświadoma siebie Świadomość).

> Nonsens. To naprawdę nie ma żadnego sensu. Bóg jest durniem?! No tak
> napisałeś.

Nie jest durniem. Ale nie jest też mądrzejszy od swego stworzenia. Gdyby
był mądrzejszy to nie naprodukował by tylu bezmyślnych i upartych ludzi.
Chociaż co do upartości to jest to również nasza ... zaleta. Dzięki
niej, mimo wielu przeciwności dokonaliśmy takiego rozwoju nauki i
techniki oraz wspięliśmy się na tak wysoki poziom rozwoju
technologicznego, że ze spokojem możemy spoglądać w przyszłość jeżeli
chodzi o zapewnieni naszej planecie jedzenia, spania i jakich takich
wygód. Gorzej jest z rozwojem społecznym i emocjonalnym, w których to
obszarach cechuje nas chyba nawet regres.


> Człowiek, jako istota szczęśliwa, ale nie posiadająca świadomości
> śmierci - dała się zwieźć szatanowi. Z istoty beztrosko biegającej
> po raju, nie martwiącej się o nic a co ważniejsze - nieśmiertelnej -
> przekształciła się w zwykłego śmiertelnika. Śmiertelnika, który aby
> uzyskać świadomość musi mozolnie w trudzie i znoju starać się o
> to. Po to, by teraz Bóg na powrót go do raju przyjął.

Przestań bajdurzyć Chiron. Jak sam piszesz człowiek musi harować i
umierać by w pewnym momencie Stwórca przyjął go do raju. I znowuż
przypisujesz Stwórcy wyższość nad Człowiekiem, i obciążasz Człowieka
poczuciem winy za to, że Bóg zakazał mu spożywania owoców z drzewa
wiedzy i życia a ten niewierny Człowiek zakaz złamał. A właściwie to ta
kusicielka Ewa wprowadziła zamęt w doskonały boski plan i namówiła
Adama, żeby i on spróbował jak ten Owoc (seks) smakuje i co z tego potem
wyniknęło.

A mnie się marzy Chironie, by Człowiek mógł mieć raj na Ziemi i
spełnienie tego oczekiwania widzę w zrównaniu Człowieka ze Stwórcą juz
za Życia na tej naszej glebie przez otwarcie przed Człowiekiem
wszystkich tajemnic życia Stwórcy i świadomą zgodę Stwórcy na to by
Człowiek poznał i doświadczył raju podczas swojego pierwszego razu.


>>> Po prostu w tym momencie nie może być inaczej. Jakakolwiek więc
>>> interwencja ludzka starająca się to zmienić - jest de facto -
>>> podważaniem doskonałości Boga.

>> W żadnym wypadku Dziecko (Człowiek) nie podważa doskonałości Boga
>> (Rodziców) domaga się jedynie od nich WIEDZY. Bez ich zgody, bez
>> zgody Stwórcy Człowiek nie jest w stanie złamać ZAKAZ-u
>> ustanowionego przez Boga (Rodziców), nawet gdyby ten zakaz został
>> ustanowiony przez Stwórcę bezzasadnie i w Jego nieświadomości.

> Przypomnij sobie opowiadanie o rodzących się motylach. Jak człowiek
> jednemu pomógł, rozcinając kokon - to okazało się, że tak naprawdę -
> oddał mu niedźwiedzią przysługę: motyl urodził się bardzo słaby,
> niezdolny do lotu - i zdechł. Tak to zostało zaprojektowane - i nie
> nam to zmieniać.

Nie zostało zaprojektowane tylko zostało narzucone przez nieświadomych
(Stwórcę), którzy nie wiedzieli jakie są ich obowiązki nauczycielskie
wobec Dziecka. Nie wciskaj tutaj jakiegoś inteligentnego projektanta bo
takowego NIE BYŁO.


> Nie mamy takiego prawa. A jak próbujemy - nieodłącznie towarzyszy
> nam klęska. Człowiek rodzi się w bólu i w mękach.

Bo ZAKAZ wywołuje patologię ciąży.


> Toruje sobie drogę na ten świat. Jak już się urodzi - jest
> przystosowany do dbania o siebie samego.

G.... prawda. Jest w dalszym ciągu uzależniony od swoich Rodziców
(Stwórcy) dopóki nie podrośnie.


> Czytałeś o dzieciach rodzonych przez cesarskie cięcie? One często
> charakteryzują się tym, że nie potrafią dbać o siebie. Rodzą się
> więc w pewnym sensie... kalekie.

Mógłbyś się nie kompromitować Chiron powielaniem bajek. Cała moja trójka
urodziła się cesarskim cięciem i są bardzo zaradne. Nawet mój Wojtek, Down.
Natomiast dwoje pierwszych dzieci to były patologiczne ciąże: Kasi
wróżyli wodogłowie ze względu na wielowodzie no a Wojtek urodził się z
zespołem Down'a. Ale nikt wtedy nie kojarzył patologii z głębokimi
zaburzeniami emocjonalnymi ich matki.


> Teraz kwestią wychowania jest, aby np dziecko mające naturalne
> tendencje do dbania o siebie nie przekształciło się w niszczącego
> innych drapieżnika. A także - by to, które od urodzenia nauczyło się,
> że ma usuwane przeszkody ze swej drogi - nauczyło się je usuwać.

A znasz takie, które nie chcą niszczyć?


> I wierz mi lub nie - kopulowanie z rodzicami zniszczy tylko jego
> psychikę.

Nie doświadczyłeś więc nie wiesz. Ja również nie doświadczyłem ale moje
doświadczenie z wychowywaniem dzieci wskazuje na to, że uparcie tkwisz w
błędzie.


>>> To tak, jak żeglarz, który zamiast nauczyć się mapy gwiazd i
>>> według niej nawigować - kombinuje, jakby tu np ustawić Gwiazdę
>>> Północy nie w dyszlu Wielkiego Wozu - ale w Krzyżu Południa.
>>> Jakkolwiek głupotę i śmieszność tego widać od razu - niestety,
>>> żeglarze tego nie robili (jak mi się zdaje) właściwie głównie z
>>> braku takich możliwości technicznych.

>> Ale przychodzi czas gdy stajemy przed dylematem: albo zaczniemy
>> kombinować jak tu ominąć zakaz albo zginiemy. Tak jak to fikuśnie
>> zrobiły córki Lota by zapewnić trwanie gatunku (spłodzić dzieci)
>> upiły swojego tatuśka bo bały się, że na trzeźwo by się nie zgodził
>> gdyż tak był wierny ZAKAZ-owi który przejął od swoich rodziców.

> No_właśnie!!! Kończy się to zawsze - ZAWSZE - katastrofą! To
> pokolenie nie miało żadnego udziału w chwale Izraela - tylko
> pokolenie Abrahama. Zostało skazane na wymarcie, przeklęte.
> Rozumiesz?!

Najpierw zajrzyj do ST albo do... Wikipedii a potem pisz. Bo na razie
piszesz bzdury.


> To jest to, o czym piszę Ci cały czas. Nie ma takiej możliwości -
> jak człowiek zamiast stosować się do Prawa sam zaczyna kombinować i
> prawa wymyślać - kończy się to w najlepszym wypadku dla niego źle. A
> najczęściej - na Kardamonowych Polach. Czy to naprawdę tak trudno
> zrozumieć?

Ci, którzy te eksperymenty robili nie wiedzieli tego, o czym wiem ja.
Chcieli zmieniać Materię nie zmieniwszy Ducha, chcieli budować owy
porządek społeczny nie zmieniwszy systemu wychowawczego, który
eliminowałby przemoc z relacji międzyludzkich. Sami zresztą byli tego
przykładem. Ja nie stosuję żadnej przemocy a jedynie UŚWIADAMIAM ludziom
pewna opcję wychowawczą. Do ludzi należy analiza tego co oferuję tak jak
również na nich spadnie odpowiedzialność za to, że podejmą się
wychowania i inicjacji seksualnej dzieci bez uwolnienia się od wszelkich
uzależnień emocjonalnych, przede wszystkim seksualnych. "Destrukcyjna"
działalność mediów w sferze moralności seksualnej służy właśnie
odkłamaniu sfery seksualnej, przygotowaniu gruntu pod nowy zasiew. Ale i
tak ostateczny krok i decyzja będą należały do Rodziców i Dziecka.


> Jak jeszcze Ci wyłuszczyć coś, co de facto sam zauważyłeś?! Albo jest
> Bóg - i wtedy stosujemy się do Jego Prawa, które nam dał, albo
> odrzucamy Boga. I jedno i drugie robimy bez względu na konsekwencje
> - które i tak poniesiemy. Ja wierzę Bogu. A Ty?

Ja wierzę w dynamicznego Stwórcę jakim jest Człowiek. Ja wierzę w
Człowieka jako Boga, odrzucam Boga i Stwórcę egzystującego poza i ponad
Człowiekiem.


>>> Do czasów Marxa żaden filozof nie śnił o takich rzeczach.
>>> Dopiero ten głupkowaty rabinowicz wymyślił, że uczeni nie tylko
>>> mają opisywać rzeczywistość taką, jaka ona jest - ale -
>>> przede_wszystkim - jaka powinna być.

>> Ciekawość towarzyszyła nawet naszym rajskim rodzicom - inaczej nie
>> zostaliby wygnani z raju. Woleli jednak uświadomienie nawet za cenę
>> przemocy i wyrzeczeń aniżeli błogie życie w nieświadomości JAK TO
>> SIĘ robi? Nieświadomi, nie zdawali sobie sprawy z tego ile cierpień
>> na siebie i swych potomnych ściągną sprzeciwiwszy się Bogu, który
>> chciał ich trzymać krótko i w niewolniczej nieświadomości. A oni
>> chcieli żyć na własny rachunek na co bóg Bóg nie wyraził zgody.

> Ależ ta świadomość ich wręcz zbrukała! Ja to widzę tak:
>
> "Mistrzu- jesteś taki mądry. Jesteś istotą Świadomą. Czy ja też muszę
> 40 lat zdobywać świadomość - a może mógłbyś mi ją dać już teraz? Na
> co mistrz odpowiedział: "tak, mogę ci ją dać teraz. Problem w tym, że
> ty nie jesteś w stanie jej przyjąć"
>
> Z czymś się nie zgadzasz?

Tak, nie zgadzam się. Mistrz nie zaufał uczniowi. Potraktował ucznia
jako coś gorszego od siebie , coś niegodnego zaufania. Mistrz poniżył
ucznia chociaż nie miał do tego żadnego prawa. Ty działasz dokładnie tak
samo jak ten stary mistrz.
A może poniżając ucznia przez okazanie uczniowi braku zaufania chciał
równocześnie się wywyższyć by w ten sposób złagodzić egzystencjalny ból
wywoływany przez poczucie niższości spowodowane kompleksem Edypa...? Kto
to wie Chironku. :-)


>>> Tyle, że niedoskonałe stworzenie nie może tego wiedzieć lepiej,
>>> niż jego Stwórca. No ale skąd o tym ujarany syfiltyk miał
>>> wiedzieć?

>> Jeżeli założyć tak jak zakładasz Ty, że Bóg, Stwórca to twór
>> statyczny, doskonały i niezmienny to istotnie nie ma o czym gadać.
>> Należałoby się tylko zastanowić DLACZEGO mając siebie za takiego
>> doskonałego stworzył Człowieka na którym postanowił doświadczać?
>> Czyżby właśnie Człowiek nie miał być dla Niego obiektem doświadczeń
>> dzięki którym mógłby udoskonalić samego siebie? skoro tak, to
>> Twoje założenie o doskonałości Boga upada i staje się on tworem
>> dynamicznym i poszukującym doskonałości, takim właśnie jakim jest
>> CZŁOWIEK. Dla mnie Człowiek jest emanacją Boga-Stworcy, jest Jego
>> najdoskonalszym wcieleniem, które przyniesie Mu całkowite
>> wyzwolenie z jarzma nieświadomości, Wolność i Wolną Wolę.

> Nie - to przecież nawet nielogiczne. O ile udaje mi się zrozumieć
> Jego zamysły - to On chce udoskonalić nas - abyśmy się stali częścią
> jego Miłości. Doskonałą częścią. I znów postawiłeś tezę pomijając
> fakt, że nie może się udoskonalać ktoś czerpiąc wiedzę znikąd.

Przestań bredzić Chironie o Miłości. Jak możesz pisać takie bzdury gdy
równocześnie Twój Bóg odmawia Człowiekowi zaufania i szacunku. A Miłość
to jest właśnie zaufanie i szacunek, to kwintesencja Miłości. Ciągle
błądzisz...


>>> Niestety - każda głupota znajdzie swojego wyznawcę i naśladowcę.
>>> Efekt możemy obserwować do dziś. Podałem Ci na to mnóstwo
>>> udokumentowanych przykładów - jak przykład Bettelheima, czy też
>>> Pol Pota a także inne - o ile pamiętam. Ty natomiast uparłeś się
>>> ich przelicytować.

>> Oni nie wiedzieli tego czego ja wiem dzięki moim Dzieciom, z
>> którymi nauczyłem sie współpracować a nie walczyć o palmę
>> pierwszeństwa.

> A nie przyszło Ci nigdy do głowy, że ich obrona tego, co robią - był
> podobna do Twojej? Po prostu - bronicie swojego ego.

Kto? Ja? Ja i ego, hue, hue. Moje ego juz dawno umarło. Umarło wraz z
rozwojem empatii.


>> A przede wszystkim dzięki mojej córce Katarzynie, która teraz
>> cierpi ognie piekielne za to, że gotowa była złamać ZAKAZ
>> ustanowiony przez jej nieświadomą matkę, która też tak cierpiała bo
>> jej matka ja poniżyła. I tak dalej, dalej aż do pierwszej Ewy,
>> która dzięki zakazowi uzyskała władzę nad Adamem i nad całym rodem
>> człowieczym. I nie chce z tej władzy dobrowolnie zrezygnować.

> No i dobrze. Na tym etapie, tak niskiej świadomości - jest im to
> niezbędne do przetrwania. Ich - i całego gatunku ludzkiego

Gatunek ludzki posługujący się "czarną pedagogiką" umiera...


>>> Jeszcze raz: czy i w jaki sposób potrafisz udowodnić kardynalną
>>> chyba dla Twojej teorii hipotezę niedoskonałego Boga?

>> Właśnie to nieco wyżej zrobiłem. :-)

> W moim głębokim przekonaniu - w żadnym razie - NIE. A wręcz
> przeciwnie. Choćby przykładem Lota pokazałeś, że jak ludzie
> kombinują swoim małym rozumkiem - w najlepszym razie wychodzi z tego
> tragedia

Jaka tragedia? Wszak ród Lota przetrwa podczas gdy inne wyginęły...

LeoTar




Data: Tue, 3 May 2016 18:32:46 +0200
Nadawca: LeoTar <LeoTar@wp.pl>
Firma/Organizacja: Sunrise Services
Grupy dyskusyjne: pl.sci.psychologia

Chiron pisze:
> Użytkownik "LeoTar" <LeoTar@wp.pl> napisał w wiadomości
> news:nga4ve$82c$1@node2.news.atman.pl...
>> Chiron pisze:
>>> Użytkownik "LeoTar" <LeoTar@wp.pl> napisał w wiadomości
>>> news:ng9puq$s6r$1@node2.news.atman.pl...
>>>> Chiron pisze:
>>>>>> Chiron napisał:

>>>>>>> To wszystko, co piszesz - jest tak niespójne, jest tyle
>>>>>>> "dziur" logicznych - więcej niż w szwajcarskim serze.
>>>>>>> Tyle lat cyzelujesz tę swoją teorię, że mógłbyś postarać
>>>>>>> się bardziej. Zacznij od (sugeruję) teorii Boga - kim
>>>>>>> (czym) on jest i jak sobie można wyobrazić kogoś tak
>>>>>>> niedoskonałego jako naszego stwórcę - a na dodatek
>>>>>>> przypuszczać, że stworzenie może wybić się ponad
>>>>>>> Stwórcę. Jak to przerobisz - to może i tu sobie
>>>>>>> poradzisz

>>>>> Po raz kolejny - odpowiedziałeś OMIJAJĄC ten argument. Mam
>>>>> ich kilka - prosiłem bardzo, abyś się odniósł do tego
>>>>> powyżej na początek

>>>> Wprawdzie wielokrotnie już poruszałem temat Boga (Stwórcy) i
>>>> Jego relacji z Człowiekiem ale dla Ciebie Chironie zrobię to
>>>> jeszcze raz. I nie będę się ograniczał jedynie do teorii lecz
>>>> będę się odwoływał do oczywistych oczywistości, których -
>>>> wydaje mi się - Ty, być może nie chcesz, albo nie jesteś w
>>>> stanie dostrzec i zaakceptować. Zacznijmy od kilku
>>>> spostrzeżeń:
>>>>
>>>> 1.Czy zaistniałbyś gdyby nie Twoja Świadomość?

>>> Trudno odpowiedzieć. Czy istnieje kamień? Czy istnieje człowiek
>>> o bardzo niskiej świadomości? Jeśli tak - to czy istnieje tylko
>>> w części? Uważam, że istnieją - niezależnie od posiadanej
>>> świadomości. Lecz tego istnienia mogą świadome nie być.

>> Ja pytałem o Ciebie. Tak czy Nie?

> A co to jest: "Uważam, " że istnieją - niezależnie od posiadanej
> świadomości. Lecz tego istnienia mogą świadome nie być."

Ja pytam Ciebie a nie kamienie. Jak będę chciał wiedzieć co one myślą to
do nich się zwrócę. ;-)


>>>> 2.Czy zgodzisz się ze mną, że Rodzice są S(T)wórcą/ami swojego
>>>> Dziecka?

>>> W pewnym stopniu - to rodzice są nim. Jednak - jak sięmu
>>> przypatrzeć - są dla dziecka OBRAZEM Stwórcy. To nie to samo
>>> wszak.

>> Nie migaj się. Tak czy Nie?

> Leo! Przeczytaj - i powiedz: co ja w sposób IMO NIEDWUZNACZNY
> napisałem? jak wyżej: odpowiedź z uzasadnieniem.

Migasz się zamiast odpowiedzieć: prawda lub fałsz.

To u Ciebie bardzo popularny wybieg - niechęć do wyrażania
jednoznacznych opinii.


>>>> 3.Czy gdybyś nie był świadom to istniałby dla Ciebie
>>>> zewnętrzny świat materialny?

>>> Tak, tylko nie zdawałbym sobie z tego sprawy. To, że np będę
>>> przekonany, że nie istnieje sił grawitacji i wyskoczę z 10
>>> piętra nie oznacza, że nic mi się nie stanie

>> Ponawiam pytanie ogólne. Tak czy Nie?

> j.w.
>
> Czego nie zrozumiałeś? Przecież pisałem wprost?

Uzasadnienie jak w przypadku pktu 2. Jesteś za a nawet przeciw.
Jak Bolek. ;-)

Wybacz, ale szkoda czasu mi czasu by dyskutować i odpowiadać na Twoje
"ślizganie się".

EOT

LeoTar




Data: Mon, 16 May 2016 14:44:32 +0200
Nadawca: LeoTar <LeoTar@wp.pl>
Firma/Organizacja: Sunrise Services
Grupy dyskusyjne: pl.sci.psychologia

Chiron pisze:
> Użytkownik "LeoTar" <LeoTar@wp.pl> napisał w wiadomości
> news:ngadjg$inl$1@node2.news.atman.pl...

>>>>> Informacja nie bierze się z niczego - podobnie, jak energia.
>>>>> Skoro Bóg jest niedoskonały - nie ma więc informacji o
>>>>> doskonałości. Sam się nie udoskonali.

>>>> Stąd Dziecko jako impuls z Przyszłości stwarzający szansę na
>>>> udoskonalenie Stwórcy. A zarazem łącze do Przeszłości
>>>> całkowicie nieświadomej, pustej.

>>> Jeśli przyjmujesz to, co napisałem - to nie ma sensu Twoje
>>> zdanie.

>> A dlaczego ja mam przyjąć Twoje stwierdzenie jako założenie? Ja
>> nie opieram swoich wywodów na ŻADNYCH założeniach. Moje wywody są
>> oparte na obserwacjach i wnioskowaniu z wyników obserwacji.

> Bravo!!! Ja Ci pokazuję prosty brak logiki w tym, co piszesz - a Ty
> to potwierdzasz. Piszesz, że nie opierasz się na (podkreślając)
> ŻADNYCH założeniach - co jest (bo musi) być nieprawdą. Wprost lub
> nie, jawnie lub w sposób ukryty - ale MUSISZ przyjąć jakieś
> założenia.


Wcale nie muszę przyjmować założeń. Gdybym przyjął jakiekolwiek
założenia to znaczyłoby, że buduję całą teorię pod określoną tezę. Tak
czyni większość ludzi nauki, którzy wymyślają coś a potem dopasowują do
tego całą nadbudowę teoretyczną. Moja teoria wyrosła z mojego życiowego
doświadczenia, z faktów, które się stały i obserwacji, które poczyniłem.
Doświadczenie było i jest bazą do której dorobiłem nadbudowę analizując
zachowania swoje i zachowania moich najbliższych. I w tym cała jej (i
moja) siła, a to że stworzony szkielet pasuje jak ulał do zachowań
innych rodzin to tylko potwierdzenie na słuszność skonstruowanej
teorii. Można go swobodnie wykorzystywać do pokazywania wspólnego
mechanizmu tkwiącego w zachoaniach innych ludzi. Można analizować nowe
doświadczenia, które ujawniają ten sam wspólny mechanizm zachowań
kobiet, mężczyzn i dzieci.


> Dalej jeszcze ciekawiej: otóż stwierdzasz, że: "Dziecko jako impuls
> z Przyszłości stwarzający szansę na udoskonalenie Stwórcy. A zarazem
> łącze do Przeszłości całkowicie nieświadomej, pustej." to nic
> innego, jak Twoja obserwacja. TO ja się pytam: GDZIE i KIEDY to
> obserwowałeś? A to tylko jedno z wielu pytań, które sprowokowało to
> Twoje stwierdzenie. Odpowiesz?


Już Ci napisałem: od momentu, gdy dostrzegłem, że w moim otoczeniu
zaczęły się dziać rzeczy dziwne, nastroiłem się maksymalnie na odbiór
sygnałów płynących od dzieci. Szczególnie cennej wiedzy dostarczyła mi
nasza córka gdy przebywaliśmy tylko we dwoje, tuż przed jej wyjazdem z
USA i kiedy napisała mi list, który jest dostępny na mojej stronie pod
adresem http://leotar.net/war_1996-99/cze---tato.html. Widziałem wtedy
strach i pustkę w jej oczach po praniu mózgu jakie urządziła jej matka,
moja eks-żona Teresa M. Tego się nie da opisać, to trzeba przeżyć, tego
trzeba doświadczyć.

Nie wiem dlaczego tak bardzo dziwisz się gdy piszę, że dziecko jest dla
mnie impulsem z przyszłości. Przecież jest moja kopią przesyłaną w
przyszłość i w jego zachowaniach mogę odtworzyć (zobaczyć) własną
przeszłość w okresie gdy nie byłem jeszcze tak zagubiony jak wówczas gdy
w wieku formalnie dojrzałym zaczęły na mnie spadać kłopoty, z którymi
nie potrafiłem sobie poradzić. W moim dziecku dostrzegłem siebie jeszcze
nie zepsutego despotią zakazowego społeczeństwa. Dzięki dziecku
dowiedziałem się jak chciałoby żyć i dziecko wskazało mi również - nie
bezpośrednio - błędy, które popełniałem w przeszłości. Dlaczego więc
zabraniasz mi potraktować dziecko jako łącznik między moją przeszłością
i przyszłością? Ja czuję, że mam takie prawo.


>>> "Dziecko jako impuls z Przyszłości". Nie do pominięcia jest fakt,
>>> że stawiasz w tym momencie skutek PRZED przyczyną. Kolejny błąd:
>>> w układzie zamkniętym właśnie impuls nie przychodzi "znikąd" - bo
>>> wtedy już nie jest układem zamkniętym. I jak w ogóle może dojść
>>> sygnał z przyszłości?

>> Spróbuj więc rozpatrywać zdarzenia jako stany Świadomości (Ducha),
>> która poprzez kreowanie kolejnych zdarzeń poszukuje pełni wiedzy o
>> samej sobie.

> Stany świadomości także są przyczynowo - skutkowe. To co napisałeś -
> nie.


Chyba, że znajdziesz się w takim stanie świadomości, że zniknie
determinizm i cokolwiek zrobisz jest już tylko dobre dla Ciebie i dla
twojego otoczenia. Jest to możliwe, gdy korzystasz z dobrodziejstw
niczym nie zaburzonej Wolnej Woli i gdy wszystko co robisz jest dobre.
Wtedy istotnie przestaje istnieć związek przyczynowo-skutkowy, albo
raczej zmianie może ulec kolejność składników tej relacji.


> Poza tym - samo poszukiwanie wiedzy o samym sobie - pełni wiedzy -
> poprzez kreowanie kolejnych zdarzeń - uważam, że jest ok. Natomiast
> Ty pisałeś (Przypominam!) o wzrastaniu świadomości ponadto.


Nie nigdy tak nie pisałem. Cały czas podkreślam natomiast emocjonalne
ZRÓWNANIE się Dziecka (Człowieka) z jego Stwórcą (Rodzicem). Nie można
sięgnąć dalej (wyżej) Absolutu tak jak nie można wiedzieć więcej niż
posiadanie kompletnej wiedzy o życiu.


> Np świadomości NIEDOSKONAŁEGO Stwórcy ponad całą prawdę o sobie -
> poprzez kontakt z przyszłością. Przepraszam, ale to jest - pisząc
> eufemistycznie - science - fiction. A raczej tylko fiction. To nie ma
> nic wspólnego z filozofią. To bluźni logice, rozumowi.


Ok. Stwórca jest doskonały ale w stanie początkowym nieświadomy swej
doskonałości z powodu braku danych z doświadczenia.

Dopóki Stwórca nie jest w stanie pokonać ZAKAZ-u, który sam nieświadomie
ustanowił dopóty nie jest w stanie posiąść pełni wiedzy o samym sobie;
jest niedoskonały. Dziecko rodzi się całkowicie wolne, wolne od
wszelkich zakazów, a więc posiada wiedzę absolutną. Jedyne czego nie
potrafi dokonać to to, że nie potrafi tej wiedzy przekazać swemu
ograniczonemu otoczeniu, nie potrafi tej wiedzy zwerbalizować potrafi ją
natomiast okazać. Niestety, nieświadomi rodzice (Stwórca dziecka) nie
potrafią tych sygnałów odczytać i zamiast skorzystać z szansy, którą
stwarza im nieskażone jeszcze dziecko zaczynają to dziecko socjalizować
czyli po prostu zmuszają je do przyjęcia ograniczeń, które zostały im
narzucone przez ich równie nieświadomych rodziców. Rodzice zabierają
dziecku wolność i chełpią się, że sprawują nad dzieckiem władzę
absolutną. Dziecko, by przetrwać w otoczeniu, które powinno mu być
najbardziej przyjazne a jest wrogie, poszukuje sposobu na zachowanie
minimum godności pomimo terroru psychicznego rodziców. Terror ten
prowadzi czasami do śmierci dziecka, gdyż nie może już ono dalej godzić
się na poniżenie, którego doznaje ze strony tych, którym ufa i którzy
powinni je wspierać w zachowaniu wolności.

Jeżeli rodzic potrafi odczytać sygnały płynące ze strony dziecka to może
się wiele dowiedzieć o własnej przeszłości i może zmienić swoje
postępowanie. Rodzic może się sam doprowadzić do dezintegracji
pozytywnej, dzięki której zmieni się całkowicie i z pana, władcy i
ciemiężyciela dziecka może się zamienić w jego przyjaciela i powiernika
służącego dziecku pomocą w rozwoju pozytywnych postaw dziecka. Dziecko
uczy się przez obserwowanie, naśladowanie i w końcu doświadczanie z
rodzicami.


>> Jeden z jej stanów qusi-stabilnych to NIC, Pustka, ZERO,
>> nieświadomość ale w tym stanie panuje strach przed gwałtownym
>> zniknięciem, strach przed śmiercią.

> Jeśli jest to nic, pustka - to nie ma tam także strachu. Aby był
> strach przed śmiercią - potrzeba jednostki, która jest go zdolna
> odczuwać. Zauważ, że równie dobrze możesz stwierdzić, że tam jest
> wielkie nic a w tym nic - wypełniająca pustkę energia miłości.
> Cokolwiek nie przyjmiesz - to jest niesprawdzalne. Jednak wpisując
> tam miłość - możesz chociaż nawiązać do stworzenia świata. No ale
> podkreślam - nie ma powodu, żeby uznać, iż tam jest (był) strach.
> Jeśli to gdzieś zaobserwowałeś - to podaj gdzie i kiedy. A jako
> hipoteza - dla mnie jest mało ciekawa i nie potrafię jej odnieść do
> czegokolwiek.


Czy emocje uważasz za atrybut Ducha czy Materii? Strach nie jest domeną
Materii lecz stanem Ducha (Świadomości/Nieświadomości).


>> W tym momencie zaczyna się proces tworzenia rzeczywistości przez
>> stworzenie Materii; dzięki doświadczeniu płynącemu z interakcji z
>> Materią Duch przekonuje się, że może doświadczać samego siebie.
>> Jednak Materia okazuje się niepokorna, nie daje się zdominować i
>> sama chce zdominować Ducha zmuszając go do kolejnej reakcji.
>> Rozpoczyna się walka między Duchem (Informacją) a Materią. Walka,
>> której kolejnymi odsłonami są obrazy Rzeczywistości, sceny na
>> której rozgrywa się walka podczas której mamy kolejne odsłony.
>> Walka, która może się zakończyć dopiero wówczas gdy Duch i Materia
>> się zjednoczą w Harmonii i pełnym wzajemnym poznaniu (Ty nazywasz
>> to Miłością). Produkty powstałe podczas tych zmagań stają się
>> bodźcami dla wyzwolenia się z błędnego kręgu przemocy, która grozi
>> totalnym zniszczeniem.

> Jakkolwiek - teraz starasz się jak rozumiem - opisać rozwój
> człowieka, jako zapanowanie nad swoimi cielesnymi pożądaniami. OK. I
> jak rozumiem - kończy się to czymś, co np Siddharta nazwał Drogą
> Złotego Środka. No ale to nic nowego - obecne chyba w każdej religii
> czy systemie filozoficznym traktującym o rozwoju osobistym. To, co
> dołożyłeś jako novum do tego wszystkiego - to narodziny w pustce -
> strachu. Mnie się akurat to, co Twoje - wydaje bardzo niespójne z
> resztą.


Patrz akapit wyżej.


>>> I jeśli byś jakoś nawet udowodnił, że to sens ma - to przecież
>>> nie może być doskonały taki Stwórca, który wciąż się udoskonala
>>> dostając sygnał z przyszłości. Doskonalszym od Niego jest ten,
>>> który ten sygnał wysyła. No ale - jeśli to on sam w przyszłości -
>>> to także nie jest doskonały. Poza tym - przepraszam - ale to
>>> kompletna paranoja by była.

>> Doskonalszym od poszukującego Stwórcy jest Dziecko, które rodzi
>> się niewinne ale pozbawione jakichkolwiek możliwości zakomunikowani
>> swoich potrzeb i z konieczności zdane jest na łaskę i niełaskę
>> nieświadomego (i niedoskonałego) Stwórcy. Dziecko jest tym właśnie
>> doskonałym acz nie-do-odczytania sygnałem z Przyszłości.


Dziecko w stanie początkowym jest doskonałe, podobnie jak Stwórca, ale
tego nieświadome.


> Czyli - jak twierdzisz - Stwórca wysyła na świat coś doskonałego -
> dziecko. Coś, co jest doskonalsze od niego. W sposób IMO bardzo
> nieuprawniony zrównujesz tu rodzica ze Stwórcą. Ja Ci napisałem:
> rodzic staje się (czyli - po jakimś czasie) dla dziecka OBRAZEM
> Stwórcy. Jednakże nie samym Stwórcą. Komunikowanie zaś potrzeb
> dziecka najlepiej właśnie odbywa się w oceanie miłości. Matka (wybacz
> - nie spotkałem ojca, który byłby w stanie - ale może i tacy są)-
> czasem potrafi dobrze się wsłuchać w swoje dziecko - i odczytać je
> swoim sercem: dlaczego ono do niej przyszło.


Przesadziłem z tą lepszością, jak już wyżej zauważyłem. Dziecko rodzi
się tak doskonałe jak Stwórca. Ale co do rodziców, to nie tylko są oni
dla dziecka obrazem Stwórcy ale są samym Stwórcą.


>> Jednak w fazie wzrostu i w atmosferze poszanowania jego praw
>> Dziecko może ujawnić Stwórcy swoje od niego oczekiwania.

> Dziecko oczekuje ZAWSZE miłości. Reszta - to pochodna tego.


Dziecko oczekuje przede wszystkim poczucia bezpieczeństwa i
bezgranicznie ufa, że je otrzyma. Na wyrost ufa i szanuje rodziców
chociaż ci podświadomie wykorzystują dziecko do zaspokojenia swoich
deficytów emocjonalnych odziedziczonych po złych relacjach z ich
nieświadomymi i... skrzywdzonymi rodzicami. Dziecko daje miłość
(zaufanie i szacunek) a w zamian jest wykorzystywane. Szczególnie przez
matki, gdyż to one zostały najbardziej skrzywdzone przez własne matki.


>> To przeżyłem Chironie i żadne Twoje zaprzeczenia mi tego
>> przekonania nie odbiorą. Jeżeli Ty tego nie przeżyłeś to znaczy,
>> że nie traktowałeś Dziecka jako równego sobie, czyli złamałeś
>> kardynalne przykazanie "szanuj bliźniego swego jak siebie samego".

> Jeszcze raz: to nie Ty jesteś jego Stwórcą. I co konkretnie
> przeżyłeś - bo piszesz co najmniej niejasno.


Ja je spłodziłem wespół z kobietą więc to ja jestem jego (współ)Stwórcą.


>>>>> Tylko przyjęcie, że Bóg jest doskonały zaimplikuje tym, że
>>>>> Jego stworzenie może się udoskonalać - ewoluować. No ale z
>>>>> tego wynika, że to, co On stworzył -
>>>>> jest_takie_jak_być_powinno. Jest doskonałe.

>>>> To co Bóg (Stwórca w osobach Rodziców) stworzył (Dziecko) jest
>>>> w pierwszej chwili po stworzeniu (w chwili zapłodnienia)
>>>> absolutnie doskonałe chociaż absolutnie nieświadome tak jak
>>>> nasi pierwsi rodzice. Dziecko jest impulsem, bodźcem dla
>>>> rodziców (Boga, Stwórcy) do udoskonalenia się (dokonania
>>>> pozytywnej przemiany, uświadomienia).

> Dziecko jako impuls do rozwoju dla rodziców...ok. Nie jest to jedyna
> możliwość - jak tu piszesz. No ale ok - między innymi po to do
> rodziców przyszło. Ono chce miłości - to oczywiste.


>>> No ale skąd pochodzi ten impuls? Co jest jego źródłem?

>> Dziecko i jego oczekiwania uczniowskie w stosunku do Stwórcy czyli
>> Rodziców. Nie wiem czy pamiętasz moje tezy co do roli jaką mają
>> wypełnić rodzice w stosunku do Dziecka. Przypomnę więc: mają być
>> opiekunami zapewniającymi dziecku bezpieczeństwo

> ok


>> oraz mają być nauczycielami nawet tego, czego sami nie doświadczyli
>> w swoim dzieciństwie.

> Jeśli nie zaznali czegoś, to nie będą umieli tego dać dziecku. Bo nie
> ma w nich tego. Najpierw muszą się tego sami nauczyć. Nie jest to
> wykluczone - ale najczęściej po prostu nie przekazują tego dziecku -
> bo i jak? A kiedy próbują (a owszem, to się zdarza) - wtedy skutki są
> opłakane. Bo robią coś na zasadzie "mnie tego nie dano i robiono ze
> mną tak, to ja zrobię na odwrót". Tyle, że i tak źle i tak
> niedobrze.


Ale jeśli ten brak (deficyt) staje się zagrożeniem dla trwania całego
gatunku to czy rodzice nie powinni skorzystać z podpowiedzi dziecka i
czy nie powinni podjąć próby wypełnienia niedostatku? Nikt nie mówi, że
będzie to łatwe, ale wszystkie wielkie przemiany w historii ludzkości
wymagały wiele wysiłku i poświęcenia.


>> Pilnie słuchając mogą się od dziecka dowiedzieć czego ono od nich
>> oczekuje. Inaczej okażą się zwykłymi egoistami nastawionymi na
>> zaspokojenie i tylko własnych potrzeb.

> Ok. I jak wyżej - nie zawsze będą umieli mu to dać.


Wyślą więc w przyszłość niedoróbkę.


>>>> Ale uświadomienie rodziców odbywa się kosztem Dziecka na które
>>>> przelewają oni własną toksyczną nieświadomość. Zamiast
>>>> przekazać Dziecku swoją wiedzę o życiu zakazują mu oni
>>>> POZNANIA, tak jak Bóg "zakazał im poznania z drzewa wiedzy i
>>>> życia". Nie robią tego złośliwie lecz nieświadomie gdyż tak
>>>> postąpił z nimi ich nieświadomy Stwórca (nieświadoma siebie
>>>> Świadomość).

>>> Nonsens. To naprawdę nie ma żadnego sensu. Bóg jest durniem?! No
>>> tak napisałeś.

>> Nie jest durniem. Ale nie jest też mądrzejszy od swego stworzenia.

> Czyli: skoro stworzenie jest mądrzejsze od stwórcy - to jest tak, jak
> Ci napisałem. Jest to oczywisty nonsens. Nie może coś, co nie ma
> danej informacji przekazać jej swojemu stworzeniu. To brednia.


Na tym polega działalność TWÓRCZA - na dodawaniu nowej wiedzy do wiedzy
posiadanej nawet przez samego Stwórcę.

I w tym momencie nasunęła mi się wątpliwość co doskonałości
dotychczasowego Stwórcy. Skoro brakowało mu w jego zasobach wiedzy
koniecznej do wyrwania się ze spirali zniewalania i przemocy (zgodzisz
się ze mną, że jest to niedoskonałość) to znaczy, że wcale nie był
doskonały i można go udoskonalić. Wytwarzał Dziecko, które było
wprawdzie nieświadome ale doskonałe i podświadomie chce aby wywarło ono
na niego presję psychiczną by zrezygnował ze swojego zadufania w sobie i
by zaczął poszukiwać przyczyny, która powoduje, że dziecko czuje się
nieusatysfakcjonowane.


> Podobnie z rodzicami - o czym pisałem przed chwilą. Bóg, którego tu
> prezentujesz to dureń- który na domiar złego usiłuje edukować
> mądrzejsze od siebie stworzenie. Poza tym wcale nie przejmujesz się
> tym, co Ci już pisałem: ani energia ani informacja nie bierze się
> "znikąd". Skoro w Bogu nie ma pewnych informacji o jego stworzeniu -
> to nie będzie tej informacji w samym stworzeniu. To proste i
> logiczne. Z czym się nie zgadzasz?


A więc należy coś stworzyć aby uzupełnić niekompletność wiedzy Stwórcy.
Czy uważasz, że boga-Stwórcy nie wolno człowiekowi poprawiać? Czy
uważasz, że dziecko, jeżeli czuje że rodzice nie dają mu wszystkiego,
nie ma prawa domagać się zmian w ich funkcjonowaniu? Czu uważasz, że
świat z przemocą jest doskonały i musimy się z tym zastanym stanem pogodzić?


>> Gdyby był mądrzejszy to nie naprodukował by tylu bezmyślnych i
>> upartych ludzi.

> No tak. Skoro stworzenie mądrzejsze od stwórcy - to może mu robić
> głupie uwagi wbrew 3 pierwszym przykazaniom Dekalogu. Tyle, że tak
> naprawdę to jest ocena dzieła arcymistrza przez profana. I opinia,
> którą wyraża profan świadczy tylko o nim samym - a nie o dziele
> arcymistrza. Oczywiście - gdyby profan to zrozumiał, mógłby przestać
> być profanem. No ale to się zdarza nader rzadko, niestety.


Czyli uważasz, że profan nie ma prawa zwrócić uwagi arcymistrzowi?
Arcymistrz ma więc pozostać dla profana czymś nietykalnym, świętym? A
przecież arcymistrzowie również przegrywają... I to z profanami właśnie.


>> Chociaż co do upartości to jest to również nasza ... zaleta.
>> Dzięki niej, mimo wielu przeciwności dokonaliśmy takiego rozwoju
>> nauki i techniki oraz wspięliśmy się na tak wysoki poziom rozwoju
>> technologicznego, że ze spokojem możemy spoglądać w przyszłość
>> jeżeli chodzi o zapewnieni naszej planecie jedzenia, spania i
>> jakich takich wygód. Gorzej jest z rozwojem społecznym i
>> emocjonalnym, w których to obszarach cechuje nas chyba nawet
>> regres.

> To już na inną dyskusję. Warto się zatrzymać aby Ci pokazać, że
> najpierw swojego Stwórcę pojechałeś z góry, a potem łaskawie
> zgodziłeś się, że no - właściwie to może być, niech tam. Jeszcze raz:
> to nie świadczy o Stwórcy. Twoja opinia wystawia świadectwo: Tobie.


Świadectwo o czym?


>>> Człowiek, jako istota szczęśliwa, ale nie posiadająca
>>> świadomości śmierci - dała się zwieźć szatanowi. Z istoty
>>> beztrosko biegającej po raju, nie martwiącej się o nic a co
>>> ważniejsze - nieśmiertelnej - przekształciła się w zwykłego
>>> śmiertelnika. Śmiertelnika, który aby uzyskać świadomość musi
>>> mozolnie w trudzie i znoju starać się o to. Po to, by teraz Bóg
>>> na powrót go do raju przyjął.

>> Przestań bajdurzyć Chiron.

> Nie czytałeś Genesis, prawda? Zacznij od tego. To nie moje - jak
> byłeś łaskaw napisać - bajdurzenie.


Czytałem, i to nie raz i dwa. To moja ulubiona lektura chociaż ostatnio
się zaniedbałem. :-)


>> Jak sam piszesz człowiek musi harować i umierać by w pewnym
>> momencie Stwórca przyjął go do raju. I znowuż przypisujesz Stwórcy
>> wyższość nad Człowiekiem, i obciążasz Człowieka poczuciem winy za
>> to, że Bóg zakazał mu spożywania owoców z drzewa wiedzy i życia a
>> ten niewierny Człowiek zakaz złamał. A właściwie to ta kusicielka
>> Ewa wprowadziła zamęt w doskonały boski plan i namówiła Adama,
>> żeby i on spróbował jak ten Owoc (seks) smakuje i co z tego potem
>> wyniknęło.

> Skup się i zdecyduj: plan Stwórcy był doskonały - ale Stwórca jest i
> tak niższy od swojego stworzenia, jednak gdyby Ewa zechciała ten
> doskonały plan realizować to byłoby ok - jednak ona dała się zwieść
> szatanowi- ale była doskonalsza od Stwórcy? Leo - tu logiki brak.


Gdyby Ewa nie namówiła Adama do złamania zakazu to pewnie nie byłoby nas
Chironku. To ona sprowokowała mężczyznę do przemocy, jeżeli tak można
nazwać złamanie zakazu, i sprowokowała go siłą do rozpoczęcia poszukiwań
rozwiązania zagadki dlaczego ten starzec Stwórca zakazał im spożywać
wcale nie trujący owoc.


>> A mnie się marzy Chironie, by Człowiek mógł mieć raj na Ziemi i
>> spełnienie tego oczekiwania widzę w zrównaniu Człowieka ze Stwórcą
>> juz za Życia na tej naszej glebie przez otwarcie przed Człowiekiem
>> wszystkich tajemnic życia Stwórcy i świadomą zgodę Stwórcy na to
>> by Człowiek poznał i doświadczył raju podczas swojego pierwszego
>> razu.

> Pewno Cię to zdziwi, ale Marx, Mao Tse Dong, Pol Pot, Lenin, Stalin-
> oni właśnie to głosili. Takseneda. Właśnie to jest obserwacja. Czy
> Ty proponujesz coś innego? Ależ nie. Nawet podobnie do nich jesteś
> przekonany, że Ty się z pewnością nie mylisz.


Czy oni proponowali wychowanie seksualne i inicjację seksualna w postaci
o jakiej ja piszę? Nigdzie się z tym nie spotkałem. Owszem było tam coś
o seksie i wolności seksualnej ale nie w takiej postaci. Jeżeli wiesz
coś więcej to napisz, uchyl rąbka tajemnicy. Bo jeśli chcesz to
zatrzymać tylko dl siebie to znaczy, że chcesz nade mną sprawować
władzę. Chcesz nie mieć za swojego niewolnika. Czy tak...?


>>>>> Po prostu w tym momencie nie może być inaczej. Jakakolwiek
>>>>> więc interwencja ludzka starająca się to zmienić - jest de
>>>>> facto - podważaniem doskonałości Boga.

>>>> W żadnym wypadku Dziecko (Człowiek) nie podważa doskonałości
>>>> Boga (Rodziców) domaga się jedynie od nich WIEDZY. Bez ich
>>>> zgody, bez zgody Stwórcy Człowiek nie jest w stanie złamać
>>>> ZAKAZ-u ustanowionego przez Boga (Rodziców), nawet gdyby ten
>>>> zakaz został ustanowiony przez Stwórcę bezzasadnie i w Jego
>>>> nieświadomości.

>>> Przypomnij sobie opowiadanie o rodzących się motylach. Jak
>>> człowiek jednemu pomógł, rozcinając kokon - to okazało się, że
>>> tak naprawdę - oddał mu niedźwiedzią przysługę: motyl urodził się
>>> bardzo słaby, niezdolny do lotu - i zdechł. Tak to zostało
>>> zaprojektowane - i nie nam to zmieniać.

>> Nie zostało zaprojektowane tylko zostało narzucone przez
>> nieświadomych (Stwórcę), którzy nie wiedzieli jakie są ich
>> obowiązki nauczycielskie wobec Dziecka. Nie wciskaj tutaj jakiegoś
>> inteligentnego projektanta bo takowego NIE BYŁO.

> To kto to tak zaprojektował z tymi skrzydełkami? KTO?!


Samodoskonalący się Stwórca na kolejnych etapach swojego samorozwoju.

[...]

>>> I wierz mi lub nie - kopulowanie z rodzicami zniszczy tylko jego
>>> psychikę.

>> Nie doświadczyłeś więc nie wiesz. Ja również nie doświadczyłem ale
>> moje doświadczenie z wychowywaniem dzieci wskazuje na to, że
>> uparcie tkwisz w błędzie.

> Skoro nie opierasz tego o doświadczenie (a znam takich, co
> doświadczyli i zryło im to psyche - może do końca swych dni )-
> to_na_podstawie_czego_tak_uparcie_to_głosisz???


Żadna z dotychczasowych kultur nie wpadła na pomysł inicjacji dziecka z
rodzicami, przy udziale obojga rodziców. To co znamy to związki dziecka
z pojedynczym rodzicem co, według mnie, jest kazirodztwem. Za
kazirodztwo uważam również jakiekolwiek uzależnienie dziecka od rodzica,
ze szczególnym podkreśleniem uzależnienia emocjonalnego w którym
szczególnie lubują się kobiety. Wszystkie matki bez wyjątków. I
kazirodztwo uważam za coś bardzo złego.

Natomiast to co ja opisuję to jest inicjacja dziecka do wolności i
niezależności emocjonalnej od rodziców. I jest to, jak już się tak tego
tak bardzo domagasz, mój pomysł autorski stworzony na podstawie
obserwacji zachowań dzieci i dorosłych oraz analizy historii przemocy,
nie tylko w rodzinie lecz tej dokonywanej na skalę masową.


>>>>> To tak, jak żeglarz, który zamiast nauczyć się mapy gwiazd i
>>>>> według niej nawigować - kombinuje, jakby tu np ustawić
>>>>> Gwiazdę Północy nie w dyszlu Wielkiego Wozu - ale w Krzyżu
>>>>> Południa. Jakkolwiek głupotę i śmieszność tego widać od razu
>>>>> - niestety, żeglarze tego nie robili (jak mi się zdaje)
>>>>> właściwie głównie z braku takich możliwości technicznych.

>>>> Ale przychodzi czas gdy stajemy przed dylematem: albo
>>>> zaczniemy kombinować jak tu ominąć zakaz albo zginiemy. Tak jak
>>>> to fikuśnie zrobiły córki Lota by zapewnić trwanie gatunku
>>>> (spłodzić dzieci) upiły swojego tatuśka bo bały się, że na
>>>> trzeźwo by się nie zgodził gdyż tak był wierny ZAKAZ-owi który
>>>> przejął od swoich rodziców.

>>> No_właśnie!!! Kończy się to zawsze - ZAWSZE - katastrofą! To
>>> pokolenie nie miało żadnego udziału w chwale Izraela - tylko
>>> pokolenie Abrahama. Zostało skazane na wymarcie, przeklęte.
>>> Rozumiesz?!

>> Najpierw zajrzyj do ST albo do... Wikipedii a potem pisz. Bo na
>> razie piszesz bzdury.

> "W tekście z Księgi Rodzaju 19,30-38 mamy do czynienia z bardzo starą
> legendą plemienną, która mogła zostać zapożyczona nawet z tradycji
> Moabitów lub Amonitów, gloryfikujących ich pochodzenie jako ludów
> dzikich i czystych rasowo. To jedno ze stanowisk. Inne spojrzenie
> badaczy jest takie, że początek tym opowiadaniom, które ośmieszały
> obcokrajowców i ich pochodzenie, dały wcześniejsze konflikty
> plemienne między dawnymi Izraelitami a Moabitami i Amonitami. W
> opowiadaniu o Abrahamie to szokujące wydarzenie odgrywa w tym miejscu
> rolę decydującą, gdyż przesądza o tym, że linia Lota nie będzie miała
> udziału w obietnicy i swojego przeznaczenia ma szukać gdzie indziej.
> Jest to jeden z epizodów wskazujących na fakt, że wiara Lota nie była
> tak silna jak wiara Abrahama."
>
> http://pierzchalski.ecclesia.org.pl/index.php?page=10&id=10-01&sz=&pyt=224
>
>a
>
> także tu http://www.niedziela.pl/artykul/50540/nd/Corki-Lota
>
> i w wielu innych miejscach. Bóg w sposób nie budzący wątpliwości
> surowo zakazywał kazirodztwa. Ta linia została więc skazana na
> wymarcie. Nie odegrała żadnej roli - jak np linia Abrahama


Ja piszę o inicjacji a Ty ciągle narzucasz wracasz do kazirodztwa i
narzucasz pojmowanie inicjacji jako kazirodztwo. Chcesz utożsamić
kazirodztwo z inicjacją a to są dwie zupełnie różne sprawy. No chyba, że
każdy kontakt seksualny dziecka z rodzicami, nawet ten poznawczy, uznać
za kazirodztwo. Ale wówczas musisz się pogodzić z czymś takim jak
istnienie kompleksów Edypa/Elektry ze wszystkimi ich negatywnymi
konsekwencjami. A zacząć trzeba od tego, że zakaz rodzica w stosunku do
uczącego się dziecka jest przemocą, gdyż jest okazaniem dziecku braku
szacunku i zaufania.

Jak już wielokrotnie wspominałem zakaz ten (inicjacji dziecka w
trójkącie z rodzicami) posłużył rozwojowi materialnemu człowieka, gdyż
wywołuje rywalizację i "wyścig szczurów" które napędzają postęp
techniczny i technologiczny stwarzając warunki do materialnie
bezpiecznego trwania ludzkości. Ale równocześnie przemoc wywodząca się z
zakazu zagraża biologicznemu trwaniu gatunku z zupełnie innej strony.
Zakaz i jego konsekwencje brak zaufania i szacunku między płciami
prowadzą do tego, że spada zdolność prokreacyjna ludzi (no bo jak
kobieta nie ufa mężczyźnie to nie zgodzi się mieć z nim dzieci albo
wyprodukuje je tylko dla siebie traktując mężczyznę przedmiotowo jako
dostarczyciela "zasilania". Ale faceci też nie w ciemię bici i coraz
niechętniej zgadzają się na takie układy. I jedne i drudzy uciekają od
mnożenia się w pracę i różne używki (podróże, balety, imprezki, etc)
zamiast zajmować się dziećmi.

Do tego dochodzi biologiczna degeneracja rodzaju ludzkiego w postaci
zaburzeń rozwojowych, zwanych szumnie genetycznymi, jako następstwa
zaburzeń emocjonalnych. Zaburzenia emocjonalne oddziaływują na
informację przekazywaną potomkowi powodując jej "odjazd" od wartosci
oczekiwanej i mamy patologię biologiczną.

Oprócz chorób rozwojowych mamy coraz więcej zaburzeń psychicznych no bo
zakaz jest równocześnie wirusem umysłu, który nie pozwala wierzyć we
własne siły i ze zwykłej samoobrony osobnik zawirusowany podświadomie
ucieka od odpowiedzialności za swoje decyzje chowając sie za "chorobą
psychiczną". I im dziwniejsze jego zachowania tym bardziej
niepełnosprawnym jest uznawany rzez szanowne grono psychiatrów, którzy
sami równiez cierpią na zaburzenia emocjonalne i w poszukwaiu
rozwiązania dla siebie wybrali ten zawód.


>>> To jest to, o czym piszę Ci cały czas. Nie ma takiej możliwości
>>> - jak człowiek zamiast stosować się do Prawa sam zaczyna
>>> kombinować i prawa wymyślać - kończy się to w najlepszym wypadku
>>> dla niego źle. A najczęściej - na Kardamonowych Polach. Czy to
>>> naprawdę tak trudno zrozumieć?

>> Ci, którzy te eksperymenty robili nie wiedzieli tego, o czym wiem
>> ja. Chcieli zmieniać Materię nie zmieniwszy Ducha, chcieli budować
>> nowy porządek społeczny nie zmieniwszy systemu wychowawczego,
>> który eliminowałby przemoc z relacji międzyludzkich. Sami zresztą
>> byli tego przykładem. Ja nie stosuję żadnej przemocy a jedynie
>> UŚWIADAMIAM ludziom pewna opcję wychowawczą. Do ludzi należy
>> analiza tego co oferuję tak jak również to, że na nich spadnie
>> odpowiedzialność za to, gdy podejmą się (lub nie) wychowania i
>> inicjacji seksualnej dzieci bez uwolnienia się od wszelkich
>> uzależnień emocjonalnych, przede wszystkim seksualnych.
>> "Destrukcyjna" działalność mediów w sferze moralności seksualnej
>> służy właśnie odkłamaniu sfery seksualnej, przygotowaniu gruntu pod
>> nowy zasiew. Ale i tak ostateczny krok i decyzja będą należały do
>> Rodziców i Dziecka.

> Czyli - zmienić ludzką mentalność. Tę da się tylko na 3 sposoby: 1.
> własnym przykładem 2. własnym przykładem 3. własnym przykładem


Czy mam być tym pierwszym, który pokaże, że złamie zakaz i nic się złego
nie stanie?

Najpierw muszę mieć pewność, że za złamanie zakazu nic nie złego nie
spotka. Następnie muszę zmienić świadomość kobiety i z dzikuski wychować
(tak, tak wychować) kobietę świadomą i wolną od uzależnień. By tego
dokonać trzeba uwolnić sie od wpływu prawa, które zakazowi hołduje a
więc trzeba zneutralizować działanie tego prawa by zniknęło poczucie
zagrożenia czyli negatywny czynnik rodzący chore emocje. To zabierze
trochę czasu, ale są to warunki by taki eksperyment mógł być
przeprowadzony bez narażenia jego efektów czyli dziecka spłodzonego w
wolności i przeznaczonego do życia w wolności.

Jak myślisz, czy wystarczy mi sił? Bo jeżeli nie to może lepiej
skoncentrować się na wychowaniu młodego pokolenia w duchu bez zakazów?


>>> Jak jeszcze Ci wyłuszczyć coś, co de facto sam zauważyłeś?! Albo
>>> jest Bóg - i wtedy stosujemy się do Jego Prawa, które nam dał,
>>> albo odrzucamy Boga. I jedno i drugie robimy bez względu na
>>> konsekwencje - które i tak poniesiemy. Ja wierzę Bogu. A Ty?

>> Ja wierzę w dynamicznego Stwórcę jakim jest Człowiek. Ja wierzę w
>> Człowieka jako Boga, odrzucam Boga i Stwórcę egzystującego poza i
>> ponad Człowiekiem.

> Aaa - trza było tak od razu. Skoro Boga nie ma - to możesz sobie
> wymyślić każdą brednię, nawet najbardziej zbrodniczą. No ale skoro
> Boga nie ma - to co jest? Chociaż forsa jest realna? I skoro Boga nie
> ma - tylko każdy z nas jest Bogiem - to jakim prawem chcesz
> krytykować innych Bogów? Oni te nie powinni krytykować Ciebie?


Ja nie krytykuję nikogo tylko grzecznie zwracam uwagę na braki w WIEDZY.


>>>>> Do czasów Marxa żaden filozof nie śnił o takich rzeczach.
>>>>> Dopiero ten głupkowaty Rabinowicz wymyślił, że uczeni nie
>>>>> tylko mają opisywać rzeczywistość taką, jaka ona jest - ale
>>>>> - przede_wszystkim - jaka powinna być.

>>>> Ciekawość towarzyszyła nawet naszym rajskim rodzicom - inaczej
>>>> nie zostaliby wygnani z raju. Woleli jednak uświadomienie
>>>> nawet za cenę przemocy i wyrzeczeń aniżeli błogie życie w
>>>> nieświadomości JAK TO SIĘ robi? Nieświadomi, nie zdawali sobie
>>>> sprawy z tego ile cierpień na siebie i swych potomnych ściągną
>>>> sprzeciwiwszy się Bogu, który chciał ich trzymać krótko i w
>>>> niewolniczej nieświadomości. A oni chcieli żyć na własny
>>>> rachunek na co bóg Bóg nie wyraził zgody.

>>> Ależ ta świadomość ich wręcz zbrukała! Ja to widzę tak:
>>>
>>> "Mistrzu- jesteś taki mądry. Jesteś istotą Świadomą. Czy ja też
>>> muszę 40 lat zdobywać świadomość - a może mógłbyś mi ją dać już
>>> teraz? Na co mistrz odpowiedział: "tak, mogę ci ją dać teraz.
>>> Problem w tym, że ty nie jesteś w stanie jej przyjąć"
>>>
>>> Z czymś się nie zgadzasz?

>> Tak, nie zgadzam się. Mistrz nie zaufał uczniowi. Potraktował
>> ucznia jako coś gorszego od siebie, coś niegodnego zaufania.
>> Mistrz poniżył ucznia chociaż nie miał do tego żadnego prawa. Ty
>> działasz dokładnie tak samo jak ten stary mistrz. A może poniżając
>> ucznia przez okazanie uczniowi braku zaufania chciał równocześnie
>> się wywyższyć by w ten sposób złagodzić egzystencjalny ból
>> wywoływany przez poczucie niższości spowodowane kompleksem
>> Edypa...? Kto to wie Chironku. :-)

> Ciekawa, arcyciekawa interpretacja:-). Gdyby to chodziło np o karate
> - mistrz ma 10 dan, uczeń to zupełny świeżak który prosi o nauczenie
> czegoś, czego mistrz uczył się 40 lat. Jeśli teraz spróbuje mu to
> przekazać - to w najlepszym razie uczeń tego nie wykona. Bardzo
> możliwe, że nabawi si enia duchowe są wielokroć groźniejsze
> przecież.


A może mistrz boi się, że uczeń go szybko przerośnie i mistrz nie będzie
mógł już czerpać z duchowej satysfakcji z "bycia mistrzem" i zajmowania
uprzywilejowanej pozycji?


>>>>> Tyle, że niedoskonałe stworzenie nie może tego wiedzieć
>>>>> lepiej, niż jego Stwórca. No ale skąd o tym ujarany syfiltyk
>>>>> miał wiedzieć?

>>>> Jeżeli założyć tak jak zakładasz Ty, że Bóg, Stwórca to twór
>>>> statyczny, doskonały i niezmienny to istotnie nie ma o czym
>>>> gadać. Należałoby się tylko zastanowić DLACZEGO mając siebie za
>>>> takiego doskonałego stworzył Człowieka na którym postanowił
>>>> doświadczać? Czyżby właśnie Człowiek nie miał być dla Niego
>>>> obiektem doświadczeń dzięki którym mógłby udoskonalić samego
>>>> siebie? skoro tak, to Twoje założenie o doskonałości Boga
>>>> upada i staje się on tworem dynamicznym i poszukującym
>>>> doskonałości, takim właśnie jakim jest CZŁOWIEK. Dla mnie
>>>> Człowiek jest emanacją Boga-Stworcy, jest Jego najdoskonalszym
>>>> wcieleniem, które przyniesie Mu całkowite wyzwolenie z jarzma
>>>> nieświadomości, Wolność i Wolną Wolę.

>>> Nie - to przecież nawet nielogiczne. O ile udaje mi się
>>> zrozumieć Jego zamysły - to On chce udoskonalić nas - abyśmy się
>>> stali częścią jego Miłości. Doskonałą częścią. I znów postawiłeś
>>> tezę pomijając fakt, że nie może się udoskonalać ktoś czerpiąc
>>> wiedzę znikąd.

>> Przestań bredzić Chironie o Miłości. Jak możesz pisać takie bzdury
>> gdy równocześnie Twój Bóg odmawia Człowiekowi zaufania i szacunku.
>> A Miłość to jest właśnie zaufanie i szacunek, to kwintesencja
>> Miłości. Ciągle błądzisz...

> Czy gdy Twój 5 letni syn zobaczył, że golisz się brzytwą - bez
> wahania dałeś mu ją i powiedziałeś, że jest Tobie równy, więc niech
> się też goli? Czy gdybyś tak zrobił - to by to świadczyło o miłości i
> szacunku dla niego?


Nie, jako 5-latkowi nie dałbym mu brzytwy. Ale kiedy MUSZĘ mu ją dać i
najlepiej jak odbędzie się to pod moim okiem. Wcześniej muszę go do tego
dobrze przygotować pokazując mu jak to robię.

Tak samo jest z wychowaniem seksualnym i z inicjacją seksualną. Dziecko
5-letnie nie będzie się domagało inicjacji ale będzie chciało wiedzieć
jak rodzice się kochają, gdyż obserwując przygotowuje się do swojego
pierwszego razu. Obserwując uczy się tego jakie emocje towarzyszą
współżyciu jego nauczycieli. Ale kiedyś musi przyjść ten czas kiedy samo
zechce spróbować i najlepiej jeżeli spróbuje tego z rąk tych którym ufa,
których szanuje i przed którymi nie będzie się bało niepowodzenia gdyż
ufa, że to oni zapewnią mu spełnienie pierwszego razu obdarowując siłą i
wiarą w siebie na przyszłośc.


>>>>> Niestety - każda głupota znajdzie swojego wyznawcę i
>>>>> naśladowcę. Efekt możemy obserwować do dziś. Podałem Ci na to
>>>>> mnóstwo udokumentowanych przykładów - jak przykład
>>>>> Bettelheima, czy też Pol Pota a także inne - o ile pamiętam.
>>>>> Ty natomiast uparłeś się ich przelicytować.

>>>> Oni nie wiedzieli tego czego ja wiem dzięki moim Dzieciom, z
>>>> którymi nauczyłem sie współpracować a nie walczyć o palmę
>>>> pierwszeństwa.

>>> A nie przyszło Ci nigdy do głowy, że ich obrona tego, co robią -
>>> był podobna do Twojej? Po prostu - bronicie swojego ego.

>> Kto? Ja? Ja i ego, hue, hue. Moje ego już dawno umarło. Umarło wraz
>> z rozwojem empatii.

> Nie stawaj jako sędzia we własnej sprawie. Ja Cię odbieram inaczej.


Wal śmiało Chiron. Nie krępuj się i nie rób tajemnic. Bo - jak już
zapewne wiesz - tajemnica jest zalążkiem władzy. Może Ty chcesz taka
władzę nade mną i nad czytelnikami zachować po to by mieć satysfakcję i
by chociaż na chwilę uwolnić sie od poczucia niższości, które
zaserwowali Ci Twoi rodzice. No wiesz, Ty zdołujesz kogoś i poczujesz
się na chwilę lepiej a póżniej przyjdzie to samo i będziesz musiał
zgnoić kogoś innego. I tak w koło Macieja. Pomyśl nad tyn. ;-)


>>>> A przede wszystkim dzięki mojej córce Katarzynie, która teraz
>>>> cierpi ognie piekielne za to, że gotowa była złamać ZAKAZ
>>>> ustanowiony przez jej nieświadomą matkę, która też tak
>>>> cierpiała bo jej matka ja poniżyła. I tak dalej, dalej aż do
>>>> pierwszej Ewy, która dzięki zakazowi uzyskała władzę nad Adamem
>>>> i nad całym rodem człowieczym. I nie chce z tej władzy
>>>> dobrowolnie zrezygnować.

>>> No i dobrze. Na tym etapie, tak niskiej świadomości - jest im to
>>> niezbędne do przetrwania. Ich - i całego gatunku ludzkiego

>> Gatunek ludzki posługujący się "czarną pedagogiką" umiera...

> Od początku tak działa - i istniejemy. Nie ma więc powodu tego
> ruszać. Widać tak ma być. No ale skoro uważasz, że Boga niet - czyli
> Stwórca nie istnieje, no to komu tu zaufać, prawda? W takim razie
> uznałeś się za najdoskonalszego twórcę. Stąd te Twoje błędy.


Każdy ma wierzyć w siebie samego. "Nie będziesz miał bogów cudzych
przede mną" mówi do mnie moja podświadomość.


>>>>> Jeszcze raz: czy i w jaki sposób potrafisz udowodnić
>>>>> kardynalną chyba dla Twojej teorii hipotezę niedoskonałego
>>>>> Boga?

>>>> Właśnie to nieco wyżej zrobiłem. :-)

>>> W moim głębokim przekonaniu - w żadnym razie - NIE. A wręcz
>>> przeciwnie. Choćby przykładem Lota pokazałeś, że jak ludzie
>>> kombinują swoim małym rozumkiem - w najlepszym razie wychodzi z
>>> tego tragedia

>> Jaka tragedia? Wszak ród Lota przetrwa podczas gdy inne
>> wyginęły...

> Właśnie nie. Przeczytaj linki. Powołujesz się na wikipedię, która
> wyraźnie podaje, że dzieci Lota odniosły sukces - ale to Hagada. Tak
> opisał to Talmud - czyli coś, co jest Biblii zaprzeczeniem. A hagada
> to opowiadanie, które tak naprawdę nie ma treści - a tylko jakiś
> morał. I zostało wymyślone przez Żydów dla innych Żydów. Jedna z
> takich talmudycznych hagad opowiada o rabinie, którego Bóg uznał za
> mądrzejszego od siebie i zawsze z radością wysłuchiwał jego rad.


Żydzi to starożytna wiedza. Może czasami warto jest ich posłuchać...?

LeoTar



Data: Sun, 22 May 2016 11:47:02 +0200
Nadawca: LeoTar <LeoTar@wp.pl>
Firma/Organizacja: Sunrise Services
Grupy dyskusyjne: pl.sci.psychologia

Chiron pisze:
> Użytkownik "Ikselka" <ikselk@gazeta.pl> napisał w wiadomości
> news:tyqbfdxgf80s$.16ue4znhdwdhp.dlg@40tude.net...
>> Dnia Mon, 16 May 2016 15:29:12 +0200, CookieM napisał(a):

>>> Wikipedii, której to nazwę rozmyślnie pisze chyba z
>>> małej litery. Jednym słowem: prawowita jest tylko interpretacja podawana
>>> przez Magisterium Kościoła.

>> Nikt Ci nie zabrania modlić się i myśleć wg Wiki.

> Ciekawe jest to, że właśnie tu Wikipedia podaje, że według
> chrześcijaństwa jest tak a tak, a według tradycji żydowskiej istnieje
> hagada - która ma interpretacje taką, jak podał LeoTar. Co ciekawe dla
> mnie - ludzie wychowani w tradycji naszej kultury bronią czegoś tak z nią
> sprzecznego i jej obcego - jak hagady! Nie wiem, czy bardziej śmieszne-
> czy straszne :-(


W czy interpretacja hagadowa jest lepsza/gorsza od interpretacji
nowo-testamentowej? Dla mnie ważna jest moja własna, zdrowo-rozsądkowa.
No chyba, że komuś brakuje inteligencji i empatii by samemu poszukiwać
brakujących wzorców. ;-)

LeoTar


 
Świat według LeoTar'a
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego