Korwin-Mikke do LeoTar'a. - Rok 2016

Przejdź do treści

Menu główne:

Korwin-Mikke do LeoTar'a.

Zima 2016/17
Data: Wed, 28 Dec 2016 21:05:08 +0100
Nadawca: LeoTar <leotar@leotar.net>
Firma/Organizacja: Sunrise Services
Grupy dyskusyjne: pl.sci.psychologia

LeoTar pisze:
> pinokio pisze:
>> W dniu 27.12.2016 o 20:51, pinokio pisze:

>>> Janusz Korwin-Mikke w PE: "DZIECKO NALEŻY RÓWNIEŻ DO OJCA!"

>> a co o tym sądzisz?

> Dziecko NIE NALEŻY ani do matki, ani do ojca.
> Należy samo do siebie a dla swoich rodziców jest SZANSĄ na stanie się
> ludzmi świadomymi swego pochodzenia oraz na odzyskanie utraconej -przez
> nieświadomość - wolności.

Dziecko jest WYSŁANNIKIEM Stwórcy (Boga) do nieświadomych rodziców (ludzi).

LeoTar




Data: Thu, 29 Dec 2016 11:41:30 +0100
Nadawca: LeoTar <leotar@leotar.net>
Firma/Organizacja: Sunrise Services
Grupy dyskusyjne: pl.sci.psychologia

pinokio pisze:
> W dniu 28.12.2016 o 21:03, LeoTar pisze:

>> Dziecko NIE NALEŻY ani do matki, ani do ojca. Należy samo dosiebie
>> a dla swoich rodziców jest SZANSĄ na stanie się ludzmi świadomymi

> Tylko dlaczego z drugiej strony twierdzisz że dziecko powinno mieć
> seks z rodzicami, skoro nie jest ich własnością?

Dlatego, że są dla dziecka autorytetami dostarczającymi mu wiedzy. 
Ten akt to akt poznania prawdziwego oblicza Stwórcy i emocjonalnego 
zrównania się z nim. Przejmując wiedzę od Stwórcy i doświadczając 
z Nim dziecko staje się Autorytetem dla samego siebie. I co równie 
ważne przejmuje wiedzę w pierwszym doświadczeniu od zaufanego zródła. 
To pierwsze doświadczenie pozbawione jakichkolwiek osłon to wzorzec 
relacji między kobietą i mężczyzną tak niezbędny w dorosłym życiu. 
Warunkiem osiągnięcia pozytywnych efektów tego pierwszego 
doświadczenia jest by był to wzorzec relacji partnerskich a nie 
niewolniczych, które panują, niestety, w obecnym systemie zależności 
rodzinnych.

LeoTar




Data: Thu, 29 Dec 2016 19:07:44 +0100
Nadawca: LeoTar <leotar@leotar.net>
Firma/Organizacja: Sunrise Services
Grupy dyskusyjne: pl.sci.psychologia

Jakub A. Krzewicki pisze:
> W dniu czwartek, 29 grudnia 2016 11:41:42 UTC+1 użytkownik LeoTar
> napisał:

>> Dlatego, że są dla dziecka autorytetami dostarczającymimu wiedzy.

> Częściowo masz rację, a częściowo pierniczysz.

Możesz rozwinąć z czym się nie zgadzasz...?


> Kiedy miałem 3 lata, umiałem już pisać i czytać. W wieku pomiędzy 4 a
> 6 rokiem życia wiedziałem już, że dzieci bocian nie przynosi,

Urodziłeś się geniuszem Jakubie i wcale się nie dziwię, że tak Ci pozostało.


> bo w bibliotece rodziców "książka dla chłopców" też była.

I z niej cała Twa wiedza o relacjach damsko-męskich?


> Marzeniem dziecięcym "tego pierwszego razu" w zerówce była wcale nie
> mama, ale urodziwa córka jej koleżanki, z którą koniecznie
> chciałem... pójść pod prysznic.

Bo Twoim rodzicom nawet nie przyszło do głowy, że możesz mieć jakieś 
"dziwne" pragnienia seksualne i nieswiadomie tępili Twoje jakiekolwiek 
"nieprawomyślne" - według nich - zachowania. Dziecko nie jest wstanie 
przeciwstawić się tym, którzy żywią i bronią oraz ogrzewają... własnym 
ciałem i spycha swoje pragnienia w głęboka podswiadomość obawiając 
się reakcji dorosłego, szczególnie matki. A tymczasem matka zaspokaja 
swoją chuć nie na osobniku dorosłym, kóremu nie ufa lecz na słabym 
i bezbronnym osesku.

Dlatego gdy nieco odrosłeś od ziemi i zacząłeś się kontaktować ze światem 
spoza rodziny, bedąc rozbudzonym seksualnie przez matkę, która traktowała 
Ciebie podświadomie jak obiekt seksualny, zacząłeś się oglądać za dziewczynami. 
Każdy z nas przeszedł zresztą to samo, gdyż taki jest obowiązujący model 
wychowawczy dzieci w ludzkiej rodzinie. A poza tym zwyczajna ciekawość 
poznawcza, która napędza nasz proces uczenia się skierowała Cię do dziewczyn 
skoro nie mogłeś poznać w rodzinie.


> To były lata 80-te i młodzież młodsza, a zwłaszcza dzieci z
> podstawówki we Wrocławiu dorastały w takiej swobodzie erotycznej, na
> którą zapewne oburzyliby się współcześni moraliści. Końskie zaloty i
> podglądanie na przerwie z okna klasowego koleżanek rozbierających
> się na skos w szatni WF było na porządku dziennym. AIDS-em nikt nie
> straszył, bo mieli go wtedy jeszcze tylko nieliczni "pedały" i
> narkomani dożylni. W starszych klasach były organizowane w wolne
> soboty zabawy szkolne, gdzie dziewczęta przychodziły w
> minispódniczkach dziś byśmy powiedzieli "sailorkach" albo w
> spódnico-spodniach i krótkich podkoszulkach odsłaniających pępek, z
> dużym dekoltem i szerokimi rękawami, przez które było widać pachy i
> kawałek biustu. Wolne kawałki były pretekstem do tego, żeby w tańcu
> się poprzytulać i co nieco pomiziać. O niektórych ładnych prymuskach
> szkolny chodziły plotki, że w dyskotekach w centrum miasta "dają"
> turystom z drugiego obszaru płatniczego za marki i dolary - nie wiem,
> ile było w tym prawdy. Starowicz i Wisłocka czytani wszędzie, gdzie i
> kiedy się dało - końcówka PRL-u. To tak na marginesie, co robiła
> młodzież pokolenia "dzieci stanu wojennego" w wolnej chwili od nauki
> czy od angażowania się w polityczną wywrotę rodziców. A jeszcze
> pamiętam, że jeden kolega zapraszał nas jak była wolna chata na
> oglądanie niemieckich pornoli, które przywieźli jego starzy z Reichu.
> A narzeka się na współczesne "gównazja". No może jedna różnica była
> taka, że oprócz brykania wtedy ówczesna młodzieżzajmowała się jednak
> na serio nauką.

Przyjemnie się slucha Twojego gawędziarstwa. Serio. :-) 
Gdybyś tak jeszcze zechciał wniknąć w istotę byłbyś (ja mam nadzieję,
żę będziesz) niezrównanym propagatorem nowej myśli.

LeoTar




Data: Thu, 29 Dec 2016 19:24:41 +0100
Nadawca: LeoTar <leotar@leotar.net>
Firma/Organizacja: Sunrise Services
Grupy dyskusyjne: pl.sci.psychologia

pinokio pisze:
> W dniu 29.12.2016 o 19:07, LeoTar pisze:

>> Dlatego gdy nieco odrosłeś od ziemi i zacząłeś się kontaktować ze
>> światem spoza rodziny, bedąc rozbudzonym seksualnie przez matkę,
>> która traktowała Ciebie podświadomie jak obiekt seksualny, zacząłeś
>> się oglądać za dziewczynami. Każdy z nas przeszedł zresztą to samo,
>> gdyż

> LeoTarze! Jakub ma rację. Ze mną tak samo było, oglądałem się za
> młodszymi i do tej pory mi zostało. To że Ty wyjątkowo pragnąłeś
> seksualnie swojej mamy, nie oznacza że musisz wmawiać to każdemu!

Ja też oglądałem się za obcymi dziewczynami, chociaż - tu rzec muszę - 
wolałem równolatki. I nigdy mi do głowy nawet do głowy nie przyszło, że 
mam jakieś ukryte pragnienia wobec mojej rodzicielki. To co pisze jest 
wynikiem obserwacji zachowań moich dzieci, moich wnuków oraz 
beznamiętnej acz bezwzględnie konsekwentnej analizy ciągów 
przyczynowo-skutkowych.

LeoTar




Data: Thu, 29 Dec 2016 20:27:37 +0100
Nadawca: LeoTar <leotar@leotar.net>
Firma/Organizacja: Sunrise Services
Grupy dyskusyjne: pl.sci.psychologia

pinokio pisze:
> W dniu 29.12.2016 o 19:24, LeoTar pisze:

>> Ja też oglądałem się za obcymi dziewczynami, chociaż - tu rzec
>> muszę - wolałem równolatki. I nigdy mi do głowy nawet do głowy nie
>> przyszło, że

> Równolatki też, jak byłem młody, więc równolatki = wtedy młode


>> mam jakieś ukryte pragnienia wobec mojej rodzicielki. To co piszę
>> jest wynikiem obserwacji zachowań moich dzieci, moich wnuków oraz
>> beznamiętnej acz bezwzględnie konsekwentnej analizy ciągów
>> przyczynowo-skutkowych.

> Twój syn Ci powiedział że pragnie Twojej żony?

Nie, synowie nie powiedzieli mi tego wprost. To wynikło raczej z analizy 
ich patologicznych zachowań oraz analizy zachowań żony. Seksualne 
prowokacje żony połączone były z ukrytymi, bo nieświadomymi, 
oczekiwaniami synów.

Równie ciekawie wyglądała moja relacja z córką, która czując moją 
bezwarunkową akceptację dla niej pewnego razu, gdy miała lat 17, 
po prostu prowokowała mnie seksualnie. Prawdopodobnie był to również 
element jeszcze zwierzęcej walki z matka o partnera szanującego i 
ufającego a także efekt odegrnia się na matce za to, żę córkę poniżała. 
Tym niemniej w połączeniu z innymi obserwacjami dało mi to wiele do 
myślenia w czasie gdy zaczęła na mnie oddziaływać ślepa przemoc.

Nie sposób opisać w kilku zdaniach wszystkich myśli, które doprowdziły 
mnie do sformułowania hipotezy o konieczności pełnego wychowaniaia 
seksualnego dzieci wśród opiekunów, gdyż nie był to proces liniowy lecz 
lawinowy i turbulentny podczas którego posługiwałem się autohipnozą i 
medytacją. Zręby teorii powstały w czasie kilku dni a potem było już 
tylko żmudne rozpracowywanie detali, co czynię zresztą do dzisiaj. :-)

LeoTar




Data: Thu, 29 Dec 2016 19:17:27 +0100
Nadawca: LeoTar <leotar@leotar.net>
Firma/Organizacja: Sunrise Services
Grupy dyskusyjne: pl.sci.psychologia

Jakub A. Krzewicki pisze:
> W dniu czwartek, 29 grudnia 2016 18:24:03 UTC+1 użytkownik Jakub A.
> Krzewicki napisał:
>> W dniu czwartek, 29 grudnia 2016 11:41:42 UTC+1 użytkownik LeoTar
>> napisał:

>>> Dlatego, że są dla dziecka autorytetami dostarczającymi mu
>>> wiedzy.

>> Częściowo masz rację, a częściowo pierniczysz.
>>
>> Kiedy miałem 3 lata, umiałem już pisać i czytać. W wieku pomiędzy 4
>> a 6 rokiem życia wiedziałem już, że dzieci bocian nie przynosi, bo
>> w bibliotece rodziców "książka dla chłopców" też była. Marzeniem
>> dziecięcym "tego pierwszego razu" w zerówce była wcale nie mama,
>> ale urodziwa córka jej koleżanki, z którą koniecznie chciałem...
>> pójść pod prysznic.
>>
>> To były lata 80-te i młodzież młodsza, a zwłaszcza dzieci z
>> podstawówki we Wrocławiu dorastały w takiej swobodzie erotycznej,
>> na którą zapewne oburzyliby się współcześni moraliści. Końskie
>> zaloty i podglądanie na przerwie z okna klasowego koleżanek
>> rozbierających się na skos w szatni WF było na porządku dziennym.
>> AIDS-em nikt nie straszył, bo mieli go wtedy jeszcze tylko
>> nieliczni "pedały" i narkomani dożylni. W starszych klasach były
>> organizowane w wolne soboty zabawy szkolne, gdzie dziewczęta
>> przychodziły w minispódniczkach dziś byśmy powiedzieli "sailorkach"
>> albo w spódnico-spodniach i krótkich podkoszulkach odsłaniających
>> pępek, z dużym dekoltem i szerokimi rękawami, przez które było
>> widać pachy i kawałek biustu. Wolne kawałki były pretekstem do
>> tego, żeby w tańcu się poprzytulać i co nieco pomiziać. O
>> niektórych ładnych prymuskach szkolny chodziły plotki, że w
>> dyskotekach w centrum miasta "dają" turystom z drugiego obszaru
>> płatniczego za marki i dolary - nie wiem, ile było w tym prawdy.
>> Starowicz i Wisłocka czytani wszędzie, gdzie i kiedy siędało -
>> końcówka PRL-u. To tak na marginesie, co robiła młodzież pokolenia
>> "dzieci stanu wojennego" w wolnej chwili od nauki czy od
>> angażowania się w polityczną wywrotę rodziców. A jeszcze pamiętam,
>> że jeden kolega zapraszał nas jak była wolna chata na oglądanie
>> niemieckich pornoli, które przywieźli jego starzy z Reichu. A
>> narzeka się na współczesne "gównazja". No może jedna różnica była
>> taka, że oprócz brykania wtedy ówczesna młodzież zajmowała się
>> jednak na serio nauką.

> PS. Jak by się komuś marzyła komunistyczna wspólność żon, to powinien
> cofnąć się w czasie i urodzić we Wrocku w 2. poł. lat 80-tych.
> Oczywiście taka reinkarnacja pod prąd z żadną karmą nie jest możliwa,
> ale te czasy najlepiej określa powiedzenie "hulaj dusza, piekła nie
> ma!".

Jestem skrajnym przeciwnikiem jakiejkolwiek wspólnoty partnerów seksualnych 
gdyż kojarzy mi się to z najdzikszymi przejawami komunizmu, a biorąc pod 
uwagę historyczny rozwój formacji społecznych, z heteryzmem i całkowitą 
nieświadomością mężczyzn ich współudziału w przekazywaniu i podtrzymaniu Życia. 
Wspólnota pierwotna to zwierzęce stado albo pierwotna horda.

Jedynym wyjątkiem "podzielenia się" partnerem seksualnym z osobą trzecią jest 
akt inicjacji dziecka za którego poziom wiedzy i świadomości jestem odpowiedzialny. 
Akt inicjacji jest ostatnim elementem procesu poznawczego przygotowującego 
młodego czowieka do życia w nowej rodzinie. I za to jestem odpowiedzialny. 
Stworzyłem potomka i jestem odpowiedzialny za jego pełne przygotowanie do życia 
w rodzinie.

LeoTar




Data: Thu, 29 Dec 2016 19:55:10 +0100
Nadawca: LeoTar <leotar@leotar.net>
Firma/Organizacja: Sunrise Services
Grupy dyskusyjne: pl.sci.psychologia

pinokio pisze:
> W dniu 29.12.2016 o 19:17, LeoTar pisze:

>> I za to jestem odpowiedzialny. Stworzyłem potomka i jestem
>> odpowiedzialny za jego pełne przygotowanie do życia w rodzinie.

> Ile lat trzeba będzie czekać na to, że okaże się że eksperyment
> nieudany?

Wbrew pozorom niewiele. Bo falsyfikację teorii mozna przeprowadzić nie 
tylko na swoim dziecku wychowując je od samego początku ale również 
na "dużym dziecku", które wyrosło w nieświadomości swoich zakazanych 
potrzeb. Wystarczy poinformować takie niedojrzałe dziecko czego zabrakło 
w jego wychowaniu by uruchomić proces naprawczy; proces, który 
prowadzi do zamiany zakazu (fałsz) z przyzwoleniem, a przynajmniej z 
uświadomieniem na to co zostało zakazane (prawda). Już samo uświadomienie 
sobie tego, jak powinno przebiegać nasze wychowanie i przygotowanie do 
życia działa ozdrowieńczo. Mamy właśnie na tapecie takiego młodego człowieka, 
któremu podałem wiedzę ok. 20 miesiecy temu i widać jak bardzo zmieniły się 
jego patologiczne zachowania. Widać samodzielny ciąg ku przemanie świadomości, 
ciąg ku dezintegracji pozytywnej jak by rzekł prof. K.Dąbrowski. To taki mój 
sztandarowy przykład, bardzo trudny gdyż był bardzo zdeprawowany pomimo 
młodego wieku.

Oczywiście, nie jest to jedyny przypadek, który mam "na tapecie". Drugim, równie 
ważnym, a może nawet ważniejszym, jest moja rozbita rodzina, która będzie 
dowodem koronnym o ile uda mi się ją odbudować na zupełnie innych relacjach 
(partnerstwo w miejsce niewolnictwa seksualnego). Tutaj potrzebna jest jednak 
decyzja drugiej strony, czyli mojej byłej żony. Jeżeli uwierzy ona w to, że w tej grze 
nie chodzi o to kto jest ważniejszy lecz o to by wszystkim nam żyło się dobrze, że w 
tej śmiertelnej grze może nie być przegranych lecz, że wszyscy wygrają, to dowód 
przedstawię zapewne już wkrótce. Jeżeli nie uda mi się sztuka odbudowania rodziny 
rozbitej przed 22 laty to pozostaną dowody, o których wspomniałem wcześniej.

LeoTar




Data: Thu, 29 Dec 2016 19:19:12 +0100
Nadawca: LeoTar <leotar@leotar.net>
Firma/Organizacja: Sunrise Services
Grupy dyskusyjne: pl.sci.psychologia

pinokio pisze:
> W dniu 29.12.2016 o 18:32, Jakub A. Krzewicki pisze:

>>> jego starzy z Reichu. A narzeka się na współczesne "gównazja".
>>> No może jedna różnica była taka, że oprócz brykania wtedy
>>> ówczesna młodzież zajmowała się jednak na serio nauką.

> Ja tam nie brykałem

I ja też nie. :-)
A może myśmy jacyś upośledzeni...? ;-)

LeoTar




Data: Thu, 29 Dec 2016 19:35:58 +0100
Nadawca: LeoTar <leotar@leotar.net>
Firma/Organizacja: Sunrise Services
Grupy dyskusyjne: pl.sci.psychologia

pinokio pisze:
> W dniu 29.12.2016 o 19:19, LeoTar pisze:

>>> Ja tam nie brykałem

>> I ja też nie. :-)
>> A może myśmy jacyś upośledzeni...? ;-)

> Ja zajmowałem się matematyką. Ale potem gdy podrosłem, zrobiło mi się
> szkoda niewykorzystanych szans.

Ja też byłem umysłem ścisłym i tak mi chyba pozostało do dzisiaj. To, że 
skierowałem się ku naukom społecznym to efekt potrzeby chwili, czyli rozpadu 
rodziny i poszukiwania mechnizmu, przyczyny, która do tego doprowadziła. 
Moje podejście do psychiki człowieka czyni z tej dziedziny, do niedawna uważanej 
za hochsztaplerkę, naukę absolutnie ścisłą. Tylko bezwzględne trzymanie się reguł 
logiki pozwala zgłębić psychikę człowieka (w tym siebie samego) oraz... Bytu (Stwórcy).

LeoTar




Data: Thu, 29 Dec 2016 20:04:42 +0100
Nadawca: LeoTar <leotar@leotar.net>
Firma/Organizacja: Sunrise Services
Grupy dyskusyjne: pl.sci.psychologia

pinokio pisze:
> W dniu 29.12.2016 o 19:35, LeoTar pisze:

>> ścisłą. Tylko bezwzględne trzymanie się reguł logiki pozwala
>> zgłębić psychikę człowieka (w tym siebie samego) oraz... Bytu
>> (Stwórcy).

> Człowieka nie zgłębisz samą logiką, a tym bardziej Boga. Zwłaszcza
> że odrzucasz Jezusa.

Nigdy nie odrzucałem Jezusa jako emanacji Boga; zarzuciłem mu natomiast 
brak pełnej świadomości czego efektem było oszustwo, które przetestował 
na samym sobie decydując się na śmierć nie dysponując pełnią mocy na 
skutek nieświadomości.

Natomiast co do Boga to uważam, że jest ABSOLUTNIE logiczny i konsekwentny 
w swym działaniu tak jak kobieta, która konsekwentnie, pomimo nieświadomości 
(z barku pełnego wychowania seksualnego w rodzinie) prze do uwolnienia się od 
prostytucji małżeńskiej. I choć wszystko robi na opak to gdy chociaż raz 
zaskoczysz w jaki sposób ona działa przestaje być dla psychoanalityka tajemnicą.

LeoTar




Data: Thu, 29 Dec 2016 20:30:11 +0100
Nadawca: LeoTar <leotar@leotar.net>
Firma/Organizacja: Sunrise Services
Grupy dyskusyjne: pl.sci.psychologia

pinokio pisze:
> W dniu 29.12.2016 o 20:04, LeoTar pisze:

>> Nigdy nie odrzucałem Jezusa jako emanacji Boga; zarzuciłem mu
>> natomiast brak pelnej świadomości czego efektem było oszustwo,
>> które przetestował na samym sobie decydując się na śmierć nie
>> dysponując pełnią mocy na skutek nieświadomości.

> Kiedyś jeszcze spotkasz Jezusa i zrozumiesz że Jego śmierć nie była
> Jego błędem.

Zrobiłby więcej gdyby przeżył i dokonał identyfikacji zródła przemocy  
dzieląc się Wiedzą. Ale On tej wiedzy nie miał i dlatego nie wiedział jak 
uratować samego siebie.

LeoTar




Data: Thu, 29 Dec 2016 20:32:56 +0100
Nadawca: LeoTar <leotar@leotar.net>
Firma/Organizacja: Sunrise Services
Grupy dyskusyjne: pl.sci.psychologia

pinokio pisze:
> W dniu 29.12.2016 o 17:56, Ikselka pisze:

>> Dziecko do NIKOGO nie należy. Dziecko to wolny człowiek,
>> powierzony czasowo rodzicom biologicznym w opiekę. Czasem
>> niestety.

> Nareszcie rozsądne myślenie. Mam za złe Korwinowi, bo choć mówi
> wiele rozsądnych rzeczy, to uważa dzieci za WŁASNOŚĆ rodziców.

Gdyż tak właśnie, jako ichnia własność, był traktowany przez swoich rodziców.

LeoTar

 
Świat według LeoTar'a
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego