Czemu niektórzy nienawidzą Boga? - Rocznik 2017

Przejdź do treści

Menu główne:

Czemu niektórzy nienawidzą Boga?

Wiosna
Data: Tue, 18 Apr 2017 18:33:38 +0200
Nadawca: LeoTar Gnostyk <LeoTar@leotar.net>
Firma/Organizacja: Sunrise Services
Grupy dyskusyjne: pl.soc.religia

Trybun pisze:
> W dniu 2017-04-17 o 00:12, maddon18@gmail.com pisze:

>> Czy po prostu nienawidzą samej idei Boga? Czy też niektóre rzeczy
>> im nie pasują. Czy jak Bóg zmienił by parę rzeczy tworząc nowy
>> realm to byłoby już w porządku. Co tak naprawdę ludziom W Bogu
>> przeszkadza? Nie mam zamiaru tu forsować żadnych teorii, poważnie
>> pytam więc bez haseł propagandowych proszę.

> Nie, sama idea Boga im odpowiada, ponieważ z jakichś powodów w Niego
> wierzą.

Pierwowzorem boga są rodzice, którzy uzależnili dziecko od siebie przez
co uczynili je niewierzącym we własne siły i niezdolnym do sprawowania
odpowiedzialności za decyzje, które każdy człowiek musi podejmować w
swoim życiu. Uzależnienie dziecka od rodzica polega na tym, że w okresie
wychowywania dziecka rodzice nie przekazali mu kompletnej wiedzy o tym
jak ma uczciwie i odpowiedzialnie żyć. Jest to więc uzależnienie przez
ograniczenie możliwości poznawczych dziecka; ograniczenie, którego bez
zgody rodziców nie sposób dziecku samodzielnie nadrobić.


> Nienawiść bierze się pewnie z tego że przedmiot ich kultu nie spełnia
> ich oczekiwań.

Takie niedouczone dziecko ciągle wierzy, ufa, że rodzice nadrobią to
czego nie dopełnili we właściwym okresie jego życia. Nie jest to więc
nienawiść do boga lecz nadzieja, że w pewnym momencie rodzice otrząsną
się z letargu, w którym tkwią, i wyzwolą dziecko ze zniewolenia
wynikającego z nieświadomego ograniczenia jego zdolności poznawczych.


> Zmiana paru rzeczy nic by nie wniosła w całokształcie ludzkiego
> podejścia do Boga.

Bo to rodzice, skrywani prze dziecko za fasadą boga, muszą się zmienić.
Muszą sobie uświadomić czego nie dopełnili w stosunku do dziecka by uwolnić
je ze zniewalającego jarzma zakładanego dziecku na grzbiet przez cały okres
zakazowego wychowywania.

LeoTar Gnostyk




Data: Wed, 19 Apr 2017 11:01:21 +0200
Nadawca: LeoTar Gnostyk <LeoTar@leotar.net>
Firma/Organizacja: Sunrise Services
Grupy dyskusyjne: pl.soc.religia

Trybun pisze:
> W dniu 2017-04-18 o 18:33, LeoTar Gnostyk pisze:
>> Trybun pisze:
>>> W dniu 2017-04-17 o 00:12, maddon18@gmail.com pisze:

>>>> Czy po prostu nienawidzą samej idei Boga? Czy też niektóre
>>>> rzeczy im nie pasują. Czy jak Bóg zmienił by parę rzeczy
>>>> tworząc nowy realm to byłoby już w porządku. Co tak naprawdę
>>>> ludziom W Bogu przeszkadza? Nie mam zamiaru tu forsować żadnych
>>>> teorii, poważnie pytam więc bez haseł propagandowych proszę.

>>> Nie, sama idea Boga im odpowiada, ponieważ z jakichś powodów w
>>> Niego wierzą.

>> Pierwowzorem boga są rodzice, którzy uzależnili dziecko od siebie
>> przez co uczynili je niewierzącym we własne siły i niezdolnym do
>> sprawowania odpowiedzialności za decyzje, które każdy człowiek musi
>> podejmować w swoim życiu. Uzależnienie dziecka od rodzica polega na
>> tym, że w okresie wychowywania dziecka rodzice nie przekazali mu
>> kompletnej wiedzy o tym jak ma uczciwie i odpowiedzialnie żyć. Jest
>> to więc uzależnienie przez ograniczenie możliwości poznawczych
>> dziecka; ograniczenie, którego bez zgody rodziców nie sposób
>> dziecku samodzielnie nadrobić.

> Myślę że w Boga (Stwórcę) człowiek tak naprawdę zaczyna wierzyć
> dopiero w wieku późniejszym. Rodzice co najwyżej mogą potomstwo
> naprowadzać na coś co ma już konkretny, ugruntowany kształt. Ale
> prawdziwa wiara nie bierze się z wychowania, a z braku odpowiedzi na
>  kluczowe dla istoty rozumnej (człowieka) - sprawy.

Gdyby rodzice pozwolili sie poznać dziecku jako Stwórca dziecko nie
musiałoby poszukiwać odpowiedzi na egzystencjalne pytania, które są
wynikiem niewiedzy. Gdyby rodzice wyposażyli dziecko w tę Wiedzę o
Stwórcy dziecko nie trawiłoby niepotrzebnie życia na te poszukiwania
lecz zajęłoby się wyłącznie stwarzaniem niezbędnej rzeczywistości, a nie
gadżetów, w przyśpieszonym tempie. Do czego są nam potrzebne gadżety jak
nie do zaspokajania naszej chorej potrzeby "bycia lepszymi" od naszych
Stwórców. No bo skoro nie pozwolili nam byśmy się z nimi zrównali w
okresie naszego wychowywania to musimy być od nich lepsi. Skoro nie
potrafili zbudować harmonijnej równowagi to znaczy, że skoro tak
postępowali nasi bogowie to tak widocznie musi być. No więc skoro nie
mogliśmy się z nimi zrównać to musimy się okazać lepsi nie tylko od nich
ale również od wszystkich innych. W ten sposób zaspokoimy swój brak
poczucia własnej wartości, brak wynikający z niedoróbki wychowawczej
naszych Stwórców.


>>> Nienawiść bierze się pewnie z tego że przedmiot ich kultu nie
>>> spełnia ich oczekiwań.

>> Takie niedouczone dziecko ciągle wierzy, ufa, że rodzice nadrobią
>> to czego nie dopełnili we właściwym okresie jego życia. Nie jest to
>> więc nienawiść do boga lecz nadzieja, że w pewnym momencie rodzice
>> otrząsną się z letargu, w którym tkwią, i wyzwolą dziecko ze
>> zniewolenia wynikającego z nieświadomego ograniczenia jego
>> zdolności poznawczych.

> Dziecko może, a raczej na pewno - tak, ale czy dorosły normalny
> człowiek może jeszcze mieć pretensje do rodziców/wychowawców? Moim
> zdaniem - NIE, o swoje niepowodzenia mają pretensje nie do ojca czy
> matki, a do Boga. Bo zdaje się spory odsetek wierzących nie robi tego
> bezwarunkowo - w zamian oczekują od Niego protektoratu w życiu
> doczesnym.  Kapłani w idiotyczny sposób te oczekiwania wzmacniają -
> klepiąc bezmyślnie formułki w stylu "Jezus cie kocha itd"..

Bóg to tylko fasada, za którą dziecko samo ukrywa rodziców. Bo to
rodzice są Stwórcami dziecka i to od nich i przez nich się ono uzależnia
korzystając z ich wsparcia. Wszak karmią, przewijają i zapewniają
fizyczne bezpieczeństwo. A ponieważ w tych czynnościach dominują matki,
więc i od matek dzieci uzależniają się bardziej niż od ojców, których
nie zazwyczaj nie ma w domu gdyż są przez matki wypychani do innych
zajęć by nie przeszkadzali matkom w budowaniu "wyjątkowych" więzi z
oseskiem. W tym okresie życia dziecko nie ma jeszcze żadnych wzorców
relacji z innymi ludzmi, w tym przede wszystkim z rodzicami, więc
chłonie wszystko co mu rodzice (czyt. matki) podsuwają. A ponieważ celem
matki (ojca też, ale jest on dla dziecka mniej grozny) jest
dowartościować się, gdyż brakuje jej poczucia własnej wartości, więc
robi wszystko dziecko stało się taką jej skarbonką, w której lokuje
matka wszystkie uczucia w nadziei, że dziecko będzie jej kiedyś za to
wdzięczne. Matkę połączona z dzieckiem tworzy chory, symbiotyczny
organizm, chory tym bardziej, że nie chce pozwolić się dziecku od siebie
oderwać jak gdyby chciała je dalej zatrzymać w macicy. Robi wszystko by
nie przerwać pępowiny, którą byłą połączona z dzieckiem w okresie ciąży.
A przecież dziecko ma się stać niezależnym osobnikiem, od którego życie
będzie wymagało samodzielności i odpowiedzialności za to co robi.
Symbiotyczna więz z matką będzie zaś temu przeszkadzać. Dziecko wyuczone
przez matkę, że będzie mu ona zawsze służyć gdyż przez to będzie się
czuła lepszą, ma pretensje za swoje życiowe porażki do wszystkich
naokoło tylko nie do siebie. Bo przecież mamuśka przekonała je, że
zawsze znajdzie się ktoś, kto mu pomoże i zdejmie z niego
odpowiedzialność tak samo jak ona, manipulując, przerzuca
odpowiedzialność za wszystkie rodzinne niepowodzenia na swego partnera.


>>> Zmiana paru rzeczy nic by nie wniosła w całokształcie ludzkiego
>>> podejścia do Boga.

>> Bo to rodzice, skrywani prze dziecko za fasadą boga, muszą się
>> zmienić. Muszą sobie uświadomić czego nie dopełnili w stosunku do
>> dziecka by uwolnić je ze zniewalającego jarzma zakładanego dziecku
>>  na grzbiet przez cały okres zakazowego wychowywania.

> Po części oczywiście masz rację, ale zrzucanie całych niepowodzeń
> czy odwrotnie - szczęścia w życiu doczesnym i jakoby to miało być
> tylko efektem stylu wychowania przez rodziców, nie wydaje mi się być
>  prawdą.

A jednak to rodzice wychowują dziecko, a więc są również odpowiedzialni
za niedoróbki wychowawcze, których się dopuścili. Sęk w tym, że są oni
tych niedoróbek nieświadomi gdyż wychowują dziecko tak jak się tego
nauczyli do swoich rodziców, a ci od swoich... I tak w niekończącym się
łańcuchu wychowawczym docieramy aż do tego Pierwszego, który będąc
Pierwszym nie miał rodziców, a więc i nie miał się od kogo nauczyć co i
w jaki sposób powinien przekazać własnemu potomstwu. Zaczął
eksperymentować by otrzymać odzew, który dostarczyłby mu Wiedzy nie
tylko o ty jak wychowywać, ale również o tym, kim On sam jest? Skąd
przyszedł i dokąd zmierza?

LeoTar Gnostyk




Data: Sat, 22 Apr 2017 16:46:43 +0200
Nadawca: LeoTar Gnostyk <LeoTar@leotar.net>
Firma/Organizacja: Sunrise Services
Grupy dyskusyjne: pl.soc.religia

Trybun pisze:
> W dniu 2017-04-19 o 11:01, LeoTar Gnostyk pisze:
>> Trybun napisał:

>>> Myślę że w Boga (Stwórcę) człowiek tak naprawdę zaczyna wierzyć
>>> dopiero w wieku późniejszym. Rodzice co najwyżej mogą potomstwo
>>> naprowadzać na coś co ma już konkretny, ugruntowany kształt. Ale
>>>  prawdziwa wiara nie bierze się z wychowania, a z braku
>>> odpowiedzi na kluczowe dla istoty rozumnej (człowieka) - sprawy.

>> Gdyby rodzice pozwolili się poznać dziecku jako Stwórca dziecko
>> nie musiałoby poszukiwać odpowiedzi na egzystencjalne pytania,
>> które są wynikiem niewiedzy. Gdyby rodzice wyposażyli dziecko w tę
>> Wiedzę o Stwórcy dziecko nie trawiłoby niepotrzebnie życia na te
>> poszukiwania lecz zajęłoby się wyłącznie stwarzaniem niezbędnej
>> rzeczywistości, a nie gadżetów, w przyśpieszonym tempie. Do czego
>> są nam potrzebne gadżety jak nie do zaspokajania naszej chorej
>> potrzeby "bycia lepszymi" od naszych Stwórców. No bo skoro nie
>> pozwolili nam byśmy się z nimi zrównali w okresie naszego
>> wychowywania to musimy być od nich lepsi. Skoro nie potrafili
>> zbudować harmonijnej równowagi to znaczy, że skoro tak postępowali
>>  nasi bogowie to tak widocznie musi być. No więc skoro nie mogliśmy
>>  się z nimi zrównać to musimy się okazać lepsi nie tylko od nich
>> ale również od wszystkich innych. W ten sposób zaspokoimy swój brak
>> poczucia własnej wartości, brak wynikający z niedoróbki
>> wychowawczej naszych Stwórców.

> Co to znaczy? - przecie rodzice w tych kwestiach są dokładnie na
> tyle mądrzy co ich potomstwo.. To i tylko to (ogólną niewiedzę w tym
>  temacie) wykorzystują to ci wszyscy "wiedzący", ci co to niby znają
>  ścieżki prowadzące do Boga/Stwórcy. Ludzie w swojej bezsilności
> często tym hochsztaplerom ulegają, bo już lepsza jest choćby nadzieja
> niż nic, niż to że cała ta nasza egzystencja nie ma ani wpływu na nic
> ani najmniejszego znaczenia dla nikogo i niczego. Jak więc mieli by
> inaczej wychowywać swoje potomstwo?

Nie, rodzice wiedzą wiedzą znacznie więcej, gdyż doświadczając w życiu
zdobyli pokazny zapas wiedzy Ale w dalszym ciągu nie wiedzą wszystkiego,
gdyż tego najważniejszego poznania zakazał im Stwórca, który będąc
nieświadomym i zazdrosnym o swego/swoją partnerkę zakazał swoim wytworom
spożywania owoców z drzewa wiedzy, z drzewa życia wiecznego. A chodzi o
zakaz poznania Stwórcy w akcie potencjalnego tworzenia i pierwszego
uczestnictwa w tym akcie potencjalnego stworzenia nowego życia dla
kontynuacji Życia, czyli potomka.


>>>>> Nienawiść bierze się pewnie z tego że przedmiot ich kultu
>>>>> nie spełnia ich oczekiwań.

>>>> Takie niedouczone dziecko ciągle wierzy, ufa, że rodzice
>>>> nadrobią to czego nie dopełnili we właściwym okresie jego
>>>> życia. Nie jest to więc nienawiść do boga lecz nadzieja, że w
>>>> pewnym momencie rodzice otrząsną się z letargu, w którym tkwią,
>>>> i wyzwolą dziecko ze zniewolenia wynikającego z nieświadomego
>>>> ograniczenia jego zdolności poznawczych.

>>> Dziecko może, a raczej na pewno - tak, ale czy dorosły normalny
>>> człowiek może jeszcze mieć pretensje do rodziców/wychowawców?
>>> Moim zdaniem - NIE, o swoje niepowodzenia mają pretensje nie do
>>> ojca czy matki, a do Boga. Bo zdaje się spory odsetek wierzących
>>>  nie robi tego bezwarunkowo - w zamian oczekują od Niego
>>> protektoratu w życiu doczesnym.  Kapłani w idiotyczny sposób te
>>> oczekiwania wzmacniają - klepiąc bezmyślnie formułki w stylu
>>> "Jezus cie kocha itd"..

>> Bóg to tylko fasada, za którą dziecko samo ukrywa rodziców. Bo to
>> rodzice są Stwórcami dziecka i to od nich i przez nich się ono
>> uzależnia korzystając z ich wsparcia. Wszak karmią, przewijają i
>> zapewniają fizyczne bezpieczeństwo. A ponieważ w tych czynnościach
>>  dominują matki, więc i od matek dzieci uzależniają się bardziej
>> niż od ojców, których nie zazwyczaj nie ma w domu gdyż są przez
>> matki wypychani do innych zajęć by nie przeszkadzali matkom w
>> budowaniu "wyjątkowych" więzi z oseskiem. W tym okresie życia
>> dziecko nie ma jeszcze żadnych wzorców relacji z innymi ludzmi, w
>> tym przede wszystkim z rodzicami, więc chłonie wszystko co mu
>> rodzice (czyt. matki) podsuwają. A ponieważ celem matki (ojca też,
>> ale jest on dla dziecka mniej grozny) jest dowartościować się,
>> gdyż brakuje jej poczucia własnej wartości, więc robi wszystko
>> dziecko stało się taką jej skarbonką, w której lokuje matka
>> wszystkie uczucia w nadziei, że dziecko będzie jej kiedyś za to
>> wdzięczne. Matkę połączona z dzieckiem tworzy chory, symbiotyczny
>> organizm, chory tym bardziej, że nie chce pozwolić się dziecku od
>> siebie oderwać jak gdyby chciała je dalej zatrzymać w macicy. Robi
>> wszystko by nie przerwać pępowiny, którą byłą połączona z
>> dzieckiem w okresie ciąży. A przecież dziecko ma się stać
>> niezależnym osobnikiem, od którego życie będzie wymagało
>> samodzielności i odpowiedzialności za to co robi. Symbiotyczna więz
>> z matką będzie zaś temu przeszkadzać. Dziecko wyuczone przez matkę,
>> że będzie mu ona zawsze służyć gdyż przez to będzie się czuła
>> lepszą, ma pretensje za swoje życiowe porażki do wszystkich naokoło
>> tylko nie do siebie. Bo przecież mamuśka przekonała je, że zawsze
>> znajdzie się ktoś, kto mu pomoże i zdejmie z niego odpowiedzialność
>> tak samo jak ona, manipulując, przerzuca odpowiedzialność za
>> wszystkie rodzinne niepowodzenia na swego partnera.

> Raczej są tylko narzędziami do reprodukcji czegoś wcześniej
> zaprogramowanego, jedną z największych ich ról w wychowaniu jest to
> aby dziecko jak najpóźniej zaczęło z tego sobie zdawać sprawę.

Czyli uważasz, że istnieje bóg Bóg poza człowiekiem, dla którego człowiek
jest tylko wyrobnikiem oraz jego niewolnikiem? I, że cały proces wychowawczy
dziecka ma się koncentrować na tym jak zrobić z dziecka jeszcze większego,
sprawniejszego i lepszego niewolnika boga Boga? Czy tak?


> I raczej nie rozróżniałbym tu aż tak wyraziście ról jakie pełnią w
> tej kompilacji ojciec i matka. Są związki w których to matka pracuje
> a ojciec zajmuje się potomstwem, i mało tego - nikt z rodziców nie
> czuje się być pokrzywdzonym.

To przysłuchaj się rozmowom kobiet. Bo mężczyzni dumnie milczą lub
co najwyżej upijają się na umór. Coś nie gra w tej Twojej koncepcji. ;-)


>>>>> Zmiana paru rzeczy nic by nie wniosła w całokształcie
>>>>> ludzkiego podejścia do Boga.

>>>> Bo to rodzice, skrywani prze dziecko za fasadą boga, muszą się
>>>> zmienić. Muszą sobie uświadomić czego nie dopełnili w stosunku
>>>> do dziecka by uwolnić je ze zniewalającego jarzma zakładanego
>>>> dziecku na grzbiet przez cały okres zakazowego wychowywania.

>>> Po części oczywiście masz rację, ale zrzucanie całych
>>> niepowodzeń czy odwrotnie - szczęścia w życiu doczesnym i jakoby
>>> to miało być tylko efektem stylu wychowania przez rodziców, nie
>>> wydaje mi się być prawdą.

>> A jednak to rodzice wychowują dziecko, a więc są również
>> odpowiedzialni za niedoróbki wychowawcze, których się dopuścili.
>> Sęk w tym, że są oni tych niedoróbek nieświadomi gdyż wychowują
>> dziecko tak jak się tego nauczyli do swoich rodziców, a ci od
>> swoich... I tak w niekończącym się łańcuchu wychowawczym docieramy
>> aż do tego Pierwszego, który będąc Pierwszym nie miał rodziców, a
>> więc i nie miał się od kogo nauczyć co i w jaki sposób powinien
>> przekazać własnemu potomstwu. Zaczął eksperymentować by otrzymać
>> odzew, który dostarczyłby mu Wiedzy nie tylko o ty jak wychowywać,
>> ale również o tym, kim On sam jest? Skąd przyszedł i dokąd
>> zmierza?

> Też uważam że życie w społeczeństwie to w wielu wypadkach przyczyna
> różnych patologii. Jedną z nich jest tzw powszechna edukacja. Każdy
> człowiek to indywidualność, a więc nie można go edukować zbiorowo.

Ale edukacja i nauka umożliwiają wymianę poglądów, wymianę spostrzeżeń
co do zauważonych nieprawidłowości i teorii nieprawidłowości wyjaśniających.
Nie chcą rozmawiać tylko kobiety, które dzięki stworzonej przez siebie "tajemnicy"
poczęcia i zrodzenia potomka uważają się za coś lepszego od mężczyzn gdyż
w ich przekonaniu to tylko dzięki nim możliwe jest podtrzymanie życia.
Ta postawa wymaga reedukacji i intensywnej resocjalizacji.

Natomiast co do zbiorowej edukacji to całkowicie sie z Tobą zgadzam. Gdyby
każdy człowiek był edukowany indywidualnie to efektywność takiej edukacji
w sensie zarówno szybkości jak rozwoju potencjału twórczego, byłaby znacznie
większa, gdyż maksymalnie byłyby rozwijane indywidualne zdolności jednostki.
Od czegoś jednak trzeba było zacząć by zbudować podwaliny pod system
indywidualny.

Czy jednak nie uważasz, że taki system indywidualistyczny nie jest li tylko
rozwinięciem, udoskonalaniem systemu, który wygenerował "wyścig szczurów",
nie jest kontynuacją walki o to kto lepszy. A przecież dopóki będzie istniał czynnik
wywołujący ten wyścig dopóty będziemy mieć do czynienia z rywalizacją i
patologiami społecznymi przez rywalizację wywoływanymi. Można przecież
zbudować system, który będzie eliminował rywalizację, jako że jest ona
zjawiskiem szkodliwym, ale nie będzie ograniczał rozwoju ludzkim możliwości
stwórczych. Takim systemem jest Utopia.

LeoTar Gnostyk




Data: Sat, 22 Apr 2017 17:28:16 +0200
Nadawca: LeoTar Gnostyk <LeoTar@leotar.net>
Firma/Organizacja: Sunrise Services
Grupy dyskusyjne: pl.soc.religia

pinokio pisze:
> W dniu 22.04.2017 o 16:46, LeoTar Gnostyk pisze:

>> zdobyli pokazny zapas wiedzy Ale w dalszym ciągu nie wiedzą
>> wszystkiego, gdyż tego najważniejszego poznania zakazał im
>> Stwórca, który będąc nieświadomym i zazdrosnym o swego/swoją
>> partnerkę zakazał swoim wytworom spożywania owoców z drzewa wiedzy,
>> z drzewa życia wiecznego. A chodzi o zakaz poznania Stwórcy w
>> akcie potencjalnego tworzenia i pierwszego uczestnictwa w tym
>> akcie potencjalnego stworzenia nowego życia dla kontynuacji Życia,
>> czyli potomka.

> A Ty znowu swoje:

Cały czas, nie inaczej.:-)


> 6 Nikt z was nie będzie się zbliżał do ciała swojego krewnego, aby
> odsłonić jego nagość2. Ja jestem Pan! 7 Nie będziesz odsłaniać
> nagości swojego ojca lub nagości swojej matki. Jest ona twoją matką
> - nie będziesz odsłaniać jej nagości. 8 Nie będziesz odsłaniać
> nagości swojej macochy, bo to jest nagość twojego ojca.

To już nie jest aktualne. To było dobre dla neandertalczyka, którego
celem było przetrwać za wszelką cenę gdyż go było mało i rozwijać
technologię. Dla nas ten zakaz jest zwiastunem śmierci gatunku.

LeoTar Gnostyk




Data: Sat, 22 Apr 2017 17:54:48 +0200
Nadawca: LeoTar Gnostyk <LeoTar@leotar.net>
Firma/Organizacja: Sunrise Services
Grupy dyskusyjne: pl.soc.religia

pinokio pisze:
> W dniu 22.04.2017 o 17:28, LeoTar Gnostyk pisze:

>> To już nie jest aktualne. To było dobre dla neandertalczyka, którego
>> celem było przetrwać za wszelką cenę gdyż go było mało i rozwijać
>> technologię. Dla nas ten zakaz jest zwiastunem śmierci gatunku.

> Nowego Człowieka nie obowiązują takie przesądy jak moralność?

A czy rodzicielski ZAKAZ ograniczający dziecięce poznanie oraz poniżający
dziecko jest moralny? Odpowiedz sam sobie na to podstawowe pytanie.

LeoTar Gnostyk




Data: Sat, 22 Apr 2017 18:04:37 +0200
Nadawca: LeoTar Gnostyk <LeoTar@leotar.net>
Firma/Organizacja: Sunrise Services
Grupy dyskusyjne: pl.soc.religia

pinokio pisze:
> W dniu 22.04.2017 o 17:54, LeoTar Gnostyk pisze:

>> A czy rodzicielski ZAKAZ ograniczający dziecięce poznanie oraz
>> poniżający dziecko jest moralny? Odpowiedz sam sobie na to
>> podstawowe pytanie.

> W jaki sposób poniża dziecko?

Jeżeli rodzice zakazują doświadczyć z sobą tego czego sami doświadczają
to poniżają dziecko, gdyż wychodzi na to, ze nie jest oo godne
doświadczyć z nimi jako najważniejszymi autorytetami tego co dziecku
jest niezbędne do prawidłowego rozwoju emocjonalnego i by stało się ono
równym jego stwórcom (bogom). Poza tym pierwsze doświadczenie jest
najważniejszym doświadczeniem w życiu każdego człowieka i powinno być
sterylnie doskonałe, i takie doświadczenie są w stanie doświadczyć
dziecku ŚWIADOMI opiekunowie (mogą to być rodzice biologiczni lub
zastępczy jeżeli rodzice biologiczni nie żyją).


> Czy też jesteś przeciwko światłom na skrzyżowaniach?

A co ma piernik do wiatraka?

LeoTar Gnostyk




Data: Sat, 22 Apr 2017 20:10:45 +0200
Nadawca: LeoTar Gnostyk <LeoTar@leotar.net>
Firma/Organizacja: Sunrise Services
Grupy dyskusyjne: pl.soc.religia

pinokio pisze:
> W dniu 22.04.2017 o 18:04, LeoTar Gnostyk pisze:

>> doświadczyć z nimi jako najważniejszymi autorytetami tego co
>> dziecku jest niezbędne do prawidłowego rozwoju emocjonalnego i by
>> stało się ono równym jego stwórcom (bogom). Poza tym pierwsze
>> doświadczenie jest najważniejszym doświadczeniem w życiu każdego
>> człowieka i powinno być

> Dziecku do prawidłowego rozwoju emocjonalnego niezbędne jest
> uniknięcie takich "doświadczeń".

Po pierwsze to nie wycinaj tego co jest  istotne w wypowiedzi przedpiścy co
może zniekształcić wypowiedz i spowodować że stanie się ona pejoratywna.

A po drugie to o jakim wieku dzieci myślisz mając na uwadze pierwsze
doświadczenie seksualne dziecka?

Np i po trzecie: czego (w jakim zakresie) i od kogo, Twoim zdaniem, dzieci
powinny się uczyć o seksie?

Określ się albo nie zawracaj mi dup...

LeoTar Gnostyk




Data: Sat, 22 Apr 2017 20:54:32 +0200
Nadawca: LeoTar Gnostyk <LeoTar@leotar.net>
Firma/Organizacja: Sunrise Services
Grupy dyskusyjne: pl.soc.religia

pinokio pisze:
> W dniu 22.04.2017 o 20:10, LeoTar Gnostyk pisze:

>> A po drugie to o jakim wieku dzieci myślisz mając na uwadze
>> pierwsze doświadczenie seksualne dziecka?
>>
>> Np i po trzecie: czego (w jakim zakresie) i od kogo, Twoim zdaniem,
>> dzieci powinny się uczyć o seksie?
>>
>> Określ się albo nie zawracaj mi dup...

> Nauka "o seksie" nie jest taka ważna, ważna jest nauka o życiu, jak
> żyć, i to rodzice powinni nauczyć dzieci własnym przykładem.

Masz rację, wyraziłem się nieprecyzyjnie. Nauka o seksie stanowi jednak
najważniejszy element nauki o życiu w rodzinie. A ponadto z niej
wynikają wartości stanowiące podstawę moralności oraz wyznawanej filozofii.

LeoTar Gnostyk




Data: Sat, 22 Apr 2017 20:56:25 +0200
Nadawca: LeoTar Gnostyk <LeoTar@leotar.net>
Firma/Organizacja: Sunrise Services
Grupy dyskusyjne: pl.soc.religia

pinokio pisze:
> W dniu 22.04.2017 o 20:32, Jakub A. Krzewicki pisze:

>> A jeśli już, to od trochę starszego kolegi albo koleżanki,
>> najlepiej płci przeciwnej. ;)

> i to było by dla młodzieży o wiele bardziej atrakcyjne

Pierwszy najwyrazniej boi się kobiet a drugi chyba umysłowy zgred. ;-)

LeoTar Gnostyk

 
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego