Skąd się bierze egoizm? - Rocznik 2017

Przejdź do treści

Menu główne:

Skąd się bierze egoizm?

Jesień
Data: Mon, 6 Nov 2017 15:26:36 +0100
Nadawca: LeoTar Gnostyk <leotar@leotar.net>
Firma/Organizacja: Sunrise Services
Grupy dyskusyjne: pl.sci.psychologia

FEniks pisze:

> Z niedopieszczenia w dzieciństwie?

Z braku autentycznego a nie egoistycznego rodzicielskiego szacunku od
chwili narodzin poczynając. Z poniżania dziecka przez rodzica, który
poszukuje ofiary dla zaspokojenia swoich niespełnionych pragnień.


> Z braku wyrobienia nawyku dbałości i myślenia o innych?

Tego dziecko się uczy doświadczając z rodzicem dbającym wyłącznie o
siebie a nie dbającym o innych, w tym niedbającym o własne dziecko.


> Czy po prostu człowiek ma wrodzone predyspozycje do bycia egoistą?

Każde dziecko rodzi się niewinne wbrew religijnym insynuacjom zawartym w
micie o grzechu pierworodnym. Tym grzechem obarczony jest S(T)wórca i
jego namiestnicy, rodzice dziecka.


> Wiadomo, że dziecko musi być egoistą, żeby w ogóle przetrwać, ale
> dlaczego jednym to zostaje, a innym nie, nawet jeśli wychowują się
> pod jednym dachem?

Dziecko staje się egoistą we wrogim sobie, rodzinnym otoczeniu. Staje
się egoistą bo inaczej nie przetrwało by wśród tych, którzy powinni je
zabezpieczać, szanować i kochać. A oni, a właściwie to głównie one,
szukają w dziecku oparcia, oraz podziwu i zachwytu w jego oczach. Ma być
im wdzięczne za to, że się nim zajmują rzekomo bezinteresownie.


> Ewa

LeoTar Gnostyk




Data: Tue, 7 Nov 2017 23:34:42 +0100
Nadawca: LeoTar Gnostyk <leotar@leotar.net>
Firma/Organizacja: Sunrise Services
Grupy dyskusyjne: pl.sci.psychologia

FEniks pisze:
> W dniu 06.11.2017 o 15:26, LeoTar Gnostyk pisze:
>> FEniks pisze:

>>> Z niedopieszczenia w dzieciństwie?

>> Z braku autentycznego a nie egoistycznego rodzicielskiego szacunku
>> od chwili narodzin poczynając. Z poniżania dziecka przez rodzica,
>> który poszukuje ofiary dla zaspokojenia swoich niespełnionych
>> pragnień.


>>> Z braku wyrobienia nawyku dbałości i myślenia o innych?

>> Tego dziecko się uczy doświadczając z rodzicem dbającym wyłącznie o
>> siebie a nie dbającym o innych, w tym niedbającym o własne
>> dziecko.


>>> Czy po prostu człowiek ma wrodzone predyspozycje do bycia
>>> egoistą?

>> Każde dziecko rodzi się niewinne wbrew religijnym insynuacjom
>> zawartym w micie o grzechu pierworodnym. Tym grzechem obarczony
>> jest S(T)wórca i jego namiestnicy, rodzice dziecka.

> Rodzice też byli kiedyś dziećmi.

...i przejęli nieświadomość od swoich rodziców, a ci od swoich... I tak
w nieskończoność aż do tego pierwszego S(T)wórcy, którym była
nieświadoma samej siebie Świadomość (Byt pierwotny, Jackowe Istnienie,
etc.), i posiadająca zero (zbiór pusty) Wiedzy o samej sobie. I była w
stanie przekazać swoim wytworom tylko wynik pierwszego doświadczenia nie
będąc w stanie powiedzieć nic o tym doświadczeniu gdyż wcześniej nie
miała żadnego wzorca; pierwszy wzorzec, z którym mogła zacząć porównywać
swoją Wiedzę zdobywaną w kolejnych doświadczeniach, siłą rzeczy musiała
cechować co najmniej niepewność. Niepewność mogła zamienić się w pewność
dopiero wówczas gdy dopełni się zbiór Wiedzy o wszystkich, w tym również
potencjalnych zachowaniach produktów Świadomości materializującej swoje
idee. Dzięki tej materializacji Świadomość może doświadczać sama ze sobą
i może zbudować continuum Wiedzy o samej sobie. Ostatni wytwór
Świadomości, która odtworzyła w pełni Wiedzę o samej sobie i swoich
możliwych zachowaniach (pełnia Wiedzy, samowiedzy), będzie
zmaterializowaną Doskonałością, S(T)wórcą w stanie Omaega.


> Poza tym w pozostawionym fragmencie, o dziwo! się zgadzam.

Odrzuć te zakazy, z których albo sobie nie zdajesz sprawy albo ich
odrzucenia jeszcze nie akceptujesz, a osiągniesz pełną zgodność ze mną i
z moimi poglądami wychowawczymi.


> Ale jak widać teoria nie pomaga, bo przecież sam jesteś przykładem
> skrajnego egoisty.

Skąd taki wniosek? Przecież mnie nie znasz a moje słowo pisane jest
tylko niedoskonałym obrazkiem mojej osobowości i osoby. Może jedynym
uzasadnieniem, podstawą, punktem odniesienia dla Twojej oceny mojej
osoby jest fakt, że nie akceptujesz centralnej idei mojej filozofii
wychowania dzieci? A co jeśli się mylisz? A może boisz się zgodzić ze
mną gdyż wymagało by to wywrócenia do góry nogami całego Twojego systemu
wychowawczego wpojonego Ci przez Twoją Mamę? Twój Ojciec był tylko
nieliczącym się w wychowaniu dzieci dodatkiem do jej życia, które
spędziła na tym by nie spojrzeć w głębię swojej duszy i tylko goniła do
przodu by niczego nie zmieniać, gdyż zmiany wymagałyby od Niej odwagi i
zmierzenia się z błędami, które popełniła. A to jest wielkie wyzwanie, z
którym wiąże się strach przed pozorną przegraną. A przecież przyznanie
się do błędu przed samym/samą sobą to wreszcie szansa na
zneutralizowanie destrukcyjnego potencjału ludzkiej nieświadomości.


> I to się pogłębia. Na starość będziesz nie do zniesienia pewnie.

To, że jestem bezwzględny wcale nie oznacza, że jestem egoistą. Bronię
radykalnych zmian, które - dzięki temu, że uzmysłowiłem sobie
powszechność błędy wychowawczego - doprowadziły do dezintegracji
pozytywnej mojej osobowości (i osoby), i który to zabieg polecam
wszystkim, którzy chcą stać się ludźmi oświeconymi, ludźmi, którzy chcą
uwolnić swoje życie od przemocy. Ale trudno jest jednostce wolnej żyć
społeczności totalnie wypełnionej przemocą, gdyż bagno wchłania. Dlatego
każdy, kto zaakceptuje moja etykę i system wychowawczy musi propagować
nowo-zdobytą Wiedzę. Używam silnego stwierdzenia MUSI, gdyż z autopsji
wiem, że ta Wiedza popycha ku pozytywnym działaniom nawet najbardziej
opornych. Oczywiście im młodsi tym lepszy narybek, ale starzy maja
więcej doświadczenia życiowego, którym mogą wzbogacać cały system tej
Wiedzy. Poza tym starsi osobnicy gadający do rzeczy znajdują większy
posłuch, również wśród młodych wilczków.:)


> Ewa

LeoTar Gnostyk




Data: Mon, 20 Nov 2017 01:06:24 +0100
Nadawca: LeoTar Gnostyk <leotar@leotar.net>
Firma/Organizacja: Sunrise Services
Grupy dyskusyjne: pl.sci.psychologia

jsen@op.pl pisze:
> W dniu poniedziałek, 6 listopada 2017 15:26:37 UTC+1 użytkownik
> LeoTar Gnostyk napisał:
>> FEniks pisze:

>>> Z niedopieszczenia w dzieciństwie?

>> Z braku autentycznego, a nie egoistycznego, rodzicielskiego
>> szacunku od chwili narodzin poczynając. Z poniżania dziecka przez
>> rodzica, który poszukuje ofiary dla zaspokojenia swoich
>> niespełnionych pragnień.

> Leo, jestes chory. jesli w miare normalny rodzic czegokolwiek od
> dziecka chcialby sie spodziewac. to tylko tego, ze ono urzeczywistni
> marzenia, ktorych on nie dal rady, naprzeciwko swiata, zrealizowac.

I to jest właśnie chory rodzicielski egoizm. Zmuszać dziecko do tego by
zaspokoiło niespełnione pragnienia rodzica.


> jacek

LeoTar Gnostyk




Data: Mon, 20 Nov 2017 01:01:38 +0100
Nadawca: LeoTar Gnostyk <leotar@leotar.net>
Firma/Organizacja: Sunrise Services
Grupy dyskusyjne: pl.sci.psychologia

FEniks pisze:
> W dniu 07.11.2017 o 23:34, LeoTar Gnostyk pisze:

>> ...i przejęli nieświadomość od swoich rodziców, a ci od swoich... I
>> tak w nieskończoność aż do tego pierwszego S(T)wórcy, którym była
>> nieświadoma samej siebie Świadomość (Byt pierwotny, Jackowe
>> Istnienie, etc.), i posiadająca zero (zbiór pusty) Wiedzy o samej
>> sobie. I była w stanie przekazać swoim wytworom tylko wynik
>> pierwszego doświadczenia nie będąc w stanie powiedzieć nic o tym
>> doświadczeniu gdyż wcześniej nie miała żadnego wzorca; pierwszy
>> wzorzec, z którym mogła zacząć porównywać swoją Wiedzę zdobywaną w
>> kolejnych doświadczeniach, siłą rzeczy musiała cechować co
>> najmniej niepewność. Niepewność mogła zamienić się w pewność
>> dopiero wówczas gdy dopełni się zbiór Wiedzy o wszystkich, w tym
>> również potencjalnych zachowaniach produktów Świadomości
>> materializującej swoje idee. Dzięki tej materializacji Świadomość
>> może doświadczać sama ze sobą i może zbudować continuum Wiedzy o
>> samej sobie. Ostatni wytwór Świadomości, która odtworzyła w pełni
>> Wiedzę o samej sobie i swoich możliwych zachowaniach (pełnia
>> Wiedzy, samowiedzy), będzie zmaterializowaną Doskonałością,
>> S(T)wórcą w stanie Omega.

> Ale dałeś czadu!

To tylko mała rozgrzewka.:)


>>> Ale jak widać teoria nie pomaga, bo przecież sam jesteś
>>> przykładem skrajnego egoisty.

>> Skąd taki wniosek? Przecież mnie nie znasz a moje słowo pisane
>> jest tylko niedoskonałym obrazkiem mojej osobowości i osoby. Może
>> jedynym uzasadnieniem, podstawą, punktem odniesienia dla Twojej
>> oceny mojej osoby jest fakt, że nie akceptujesz centralnej idei
>> mojej filozofii wychowania dzieci?

> Nie. To, co tutaj wypisujesz i twoje farmazony na temat wychowywania
> dzieci to mały pikuś w porównaniu z tym, co robisz swojej rodzinie,
> w szczególności córce.

Jesteś jednostronna i nieuczciwa w ocenie dwu stron konfliktu. To nie ja
przerwałem komunikację z rodziną i zerwałem wszelkie więzi lecz wymusiła
to Teresa Mierzwiak. To ona skonfliktowała mnie z córką zmuszając Kasię
do zeznań przeciwko mnie w sprawie rozwodowej. To nie ja robiłem
dzieciom pranie mózgów po to by przedstawić im drugiego rodzica w
niekorzystnym świetle jako człowieka niegodnego zaufania, który krzywdzi
dzieci. To nie ja wykorzystuję dzieci jako swoich obrońców niczym
tarcze, za którymi się ukrywam w sporze z drugim rodzicem.

A spór jest bardzo prosty: Teresa Mierzwiak uczestniczyła, na równi ze
mną, w rozbiciu mojego pierwszego małżeństwa i fizycznym porzuceniu
przeze mnie mojej córki z pierwszego małżeństwa. Uczestniczyła, ale nie
chciała się do tego przyznać, chciała być rodzinną gwiazdą, i dlatego za
wszelką cenę nie chciała dopuścić do tego bym ujawnił przed trójką
naszych dzieci swoja przeszłość, gdyż sądziła pewnie, że utraci w oczach
dzieci swój idealny wizerunek, o który bardzo dbała. Nie chciała by
nasze dzieci dowiedziały się i poznały moją starszą córkę czego ja
bardzo pragnąłem ale nie miałem odwagi przyznać się przed dziećmi gdyż
Teresa M. manipulowała mną grożąc porzuceniem (czyt. odstawieniem od
seksu). Tak, długo dawałem się jej szantażować dzięki czemu Teresa M.,
posługując się manipulacją, mogła sprawować niczym nieograniczoną władzę
nad przepływem informacji między mną i dziećmi w naszej rodzinie.

Aż pewnego dnia JA, seksualny niewolnik przestałem się bać konsekwencji
ujawnienia dzieciom prawdy o sobie i... nic się nie stało. Dzieci
potraktowały moją historię jako fakt, który się kiedyś stał i którego
odwołać się nie da ale doceniły, szczególnie Kasia, moją odwagę i chęć
doprowadzenia do tego by wszystkie moje dzieci się poznały. Kasia, która
u mojej mamy podpatrzyła zdjęcie mojej starszej córki, dostała skrzydeł
dzięki moim wyznaniom o tym, że ma starszą siostrę.

Oprócz tego, że mają siostrę z mojego pierwszego małżeństwa
opowiedziałem dzieciom skomplikowaną historię mojego wielokulturowego
pochodzenia gdyż uważam, że każdy człowiek, każde dziecko ma prawo i
chce znać swoje korzenie, a obowiązkiem rodziców jest tę wiedzę przekazać.

Przeżyłem również  z Teresą Mierzwiak aborcję naszego pierwszego
dziecka, które spłodziliśmy gdy formalnie trwałem jeszcze w pierwszym
związku. Byłem jeszcze wówczas niezdecydowany czy powinienem się z nią
związać na resztę życia czy też pozostać przy mojej pierwszej rodzinie,
chociaż zdawałem sobie sprawę z tego, że odbudowa pierwszego małżeństwa
po ujawnieniu związku z Teresą M. będzie bardzo trudna. A Teresa M.
bojąc się przyznać rodzicom, że jest w ciąży z żonatym facetem
zdecydowała się ciążę usunąć. Decyzję o usunięciu ciąży podjęła sama ale
znając moje poczucie odpowiedzialności wiedziała, że czułem się
współwinnym tej aborcji i wykorzystała to. Wykorzystała to, że chciałem
być uczciwym w stosunku do niej i CAŁĄ WINĄ za swoją decyzję obciążyła
wyłącznie mnie. Całe nasze późniejsze życiowe problemy wynikały z tego
właśnie prostego faktu, że zawsze nadużywała mojej uczciwości, poczucia
odpowiedzialności i poczucia winy w stosunku do niej.

I o tym, że ich matka dokonała aborcji, powiedziałem również dzieciom,
ale odnosiło się to głównie do Kasi, gdyż chciałem ją ustrzec przed
popełnieniem podobnego błędu kiedyś w przyszłości. Powiedziałem Kasi, a
właściwie prosiłem ją o to, że gdyby kiedykolwiek znalazła się w takiej
sytuacji, jak jej matka przed laty, by nie wahała się i przyszła ze
swoim problemem do mnie. Wiedziałem, czułem, że nigdy nie dopuściłbym do
tego by moja córka usunęła ciążę, obojętnie w jakich układach by się
znajdowała. A Teresa M. tak bardzo nie ufała swoim rodzicom, że nie
miała odwagi powiedzieć im o tym, ze jest w ciąży z żonatym facetem.
Czułem, że to co przede wszystkim powinienem zaoferować córce to
zaufanie; chciałem by miała do mnie bezwarunkowe zaufanie i by nie
musiała się przede mną ukrywać z żadnymi problemami życiowymi.

I to się Kasi bardzo spodobało co przekazała mi w swoim liście napisanym
2 września 1994, kiedy opuszczała USA. Dla zainteresowanych list jest do
wglądu na mojej stronie internetowej.


> To, że w dupie masz jej prośby, a nawet nakazy sądowe, żeby uszanować
> jej prywatność oraz to, jak bardzo chciałbyś na siłę ingerować w jej
> życie, włazić z buciorami i ustawiać po swojemu - to są przykłady i
> dowody na twój egoizm. Wydumana pseudofilozofia jest dla ciebie
> ważniejsza niż konkretny (bliski ci) człowiek.

Mylisz się Ewo. Teresa M. nienawidziła, albo znienawidziła mnie za to,
że - tak naprawdę - nigdy nie udało się jej złamać mnie do końca pomimo
wielu prób, które podejmowała. Nie ufała nikomu i każdego chciała mieć
za swego niewolnika. A ponieważ nie udała się jej tego dokonać ze mną
więc tą swoja niechęć zamieniła się w otwartą nienawiść do mężczyzny. I
takim stosunkiem do mężczyzn chciała zarazić Kasię, co się jej,
niestety, udało w chwili gdy szantażem zmusiła Kasie do zeznań przeciwko
mnie.

Kasia, która - na skutek izolujących mnie od rodziny działań Teresy M. -
utraciła oparcie we mnie (ba, Teresa M. zrobiła ze mnie Kasi wroga). No
więc Kasia, która chciała bardzo studiować, nie mając we mnie oparcia
musiała się podporządkować całkowicie matce by ta w żaden sposób nie
wyczuła prawdziwych planów córki. Kasia działała również w interesie
swoich braci, którzy również byli/są całkowicie uzależnieni od matki.
Stąd postawa "przyjaciółki" matki i efekt "syndromu sztokholmskiego"
kiedy ofiara przemocy tak bardzo identyfikuje się z oprawcą by nie
wzbudzić w nim ani cienia podejrzeń. Staje się nawet jego obrońcą.


> Ewa

LeoTar Gnostyk




Data: Mon, 20 Nov 2017 07:55:28 +0100
Nadawca: LeoTar Gnostyk <leotar@leotar.net>
Firma/Organizacja: Sunrise Services
Grupy dyskusyjne: pl.sci.psychologia

jsen@op.pl pisze:
> W dniu poniedziałek, 20 listopada 2017 01:06:26 UTC+1 użytkownik
> LeoTar Gnostyk napisał:
>> jsen@op.pl pisze:
>>> W dniu poniedziałek, 6 listopada 2017 15:26:37 UTC+1 użytkownik
>>> LeoTar Gnostyk napisał:
>>>> FEniks pisze:

>>>>> Z niedopieszczenia w dzieciństwie?

>>>> Z braku autentycznego, a nie egoistycznego, rodzicielskiego
>>>> szacunku od chwili narodzin poczynając. Z poniżania dziecka
>>>> przez rodzica, który poszukuje ofiary dla zaspokojenia swoich
>>>> niespełnionych pragnień.

>>> Leo, jestes chory. jesli w miare normalny rodzic czegokolwiek od
>>>  dziecka chcialby sie spodziewac. to tylko tego, ze ono
>>> urzeczywistni marzenia, ktorych on nie dal rady, naprzeciwko
>>> swiata, zrealizowac.

>> I to jest właśnie chory rodzicielski egoizm. Zmuszać dziecko do
>> tego by zaspokoiło niespełnione pragnienia rodzica.

> wiedziałem, ze się do tego przyczepisz:)

Bystrzak jesteś.:)


> w miarę normalny rodzic, wie tez, ze ono, póki co, stoi na tak
> niskim poziomie, ze on doskonale wie, ze to tylko jego marzenia:)

Dziecko to nie tylko osesek, który okazuje niczym jeszcze nieskażoną
miłość. To również młody dorosły, którego spojrzenie jest już bardzo
krytyczne tylko boi się powiedzieć rodzicowi o swoich odczuciach co do
zachowań rodzica, gdyż znając już rodzica i będąc od niego wciąż jeszcze
uzależnionym obawia się... porzucenia.


> nie jest to oczywiście oczywiste, ale w 99% sprawdzalne:)

Bądź bardziej konkretny i mniej opieraj się na modnym
prawdopodobieństwie tak jak czynią to fizycy i inni naukowcy.:)


> jacek

LeoTar Gnostyk




Data: Sat, 25 Nov 2017 11:09:48 +0100
Nadawca: LeoTar Gnostyk <leotar@leotar.net>
Firma/Organizacja: Sunrise Services
Grupy dyskusyjne: pl.sci.psychologia

jsen@op.pl pisze:
> W dniu poniedziałek, 20 listopada 2017 07:55:32 UTC+1 użytkownik
> LeoTar Gnostyk napisał:
>> jsen@op.pl pisze:
>>> W dniu poniedziałek, 20 listopada 2017 01:06:26 UTC+1 użytkownik
>>> LeoTar Gnostyk napisał:
>>>> jsen@op.pl pisze:
>>>>> W dniu poniedziałek, 6 listopada 2017 15:26:37 UTC+1
>>>>> użytkownik LeoTar Gnostyk napisał:
>>>>>> FEniks pisze:

>>>>>>> Z niedopieszczenia w dzieciństwie?

>>>>>> Z braku autentycznego, a nie egoistycznego, rodzicielskiego
>>>>>> szacunku od chwili narodzin poczynając. Z poniżania dziecka
>>>>>> przez rodzica, który poszukuje ofiary dla zaspokojenia
>>>>>> swoich niespełnionych pragnień.

>>>>> Leo, jestes chory. jesli w miare normalny rodzic
>>>>> czegokolwiek od dziecka chcialby sie spodziewac. to tylko
>>>>> tego, ze ono urzeczywistni marzenia, ktorych on nie dal rady,
>>>>> naprzeciwko swiata, zrealizowac.

>>>> I to jest właśnie chory rodzicielski egoizm. Zmuszać dziecko do
>>>> tego by zaspokoiło niespełnione pragnienia rodzica.

>>> wiedziałem, ze się do tego przyczepisz:)

>> Bystrzak jesteś.:)

> niekiedy:)

Do bystrzaków należy przyszłość!


>>> w miarę normalny rodzic, wie tez, ze ono, póki co, stoi na tak
>>> niskim poziomie, ze on doskonale wie, ze to tylko jego
>>> marzenia:)

>> Dziecko to nie tylko osesek, który okazuje niczym jeszcze
>> nieskażoną miłość. To również młody dorosły, którego spojrzenie
>> jest już bardzo krytyczne tylko boi się powiedzieć rodzicowi o
>> swoich odczuciach co do zachowań rodzica, gdyż znając już rodzica
>> i będąc od niego wciąż jeszcze uzależnionym obawia się...
>> porzucenia.

> niech sie obawia, jesli np. takim sprzedawczykom jak peowcy bedzie
> sprzyjac. oczywiscie normalny rodzic nigdy nie porzuci dziecka z
> tego powodu; ot, zbladzilo troszeczke stawiajac na egoizm za
> przykladem wspolmalzonka; zwykla czynnosc tylko dobro doczesne na
> piedestale stawiajace.

A ile to jest: troszeczkę. Jeżeli jest "chociaż troszeczkę" to juz jest
to preludium do całości. Nie można być troszeczkę tylko złym tak jak nie
można być czasami dobrym. Nie można być również tylko troszeczkę egoistą
chociaż niektórzy, a właściwie to dominująca większość traktuje obronę
przez kogoś jego wolności, wyrażanej w obronie tegoż osobnika poglądów,
jako egoizm właśnie. Czy uważasz, że Prawda może tkwić gdzieś pośrodku,
czy też musi nastąpić polaryzacja postaw?


>>> nie jest to oczywiście oczywiste, ale w 99% sprawdzalne:)

>> Bądź bardziej konkretny i mniej opieraj się na modnym
>> prawdopodobieństwie tak jak czynią to fizycy i inni naukowcy.:)

> a iluz to potomkow mickiewicza, slowackiego, czy sienkiewicza
> napisalo rzeczy wartosciowsze czy tez bardziej niz oni popchneli
> dzieje ku dobru wspolnemu. i wlasnie ci rodzice, jesli takimi w
> ogole byli, sa normalni i popchneli mnie ku mym wlasnym torom,
> zreszta razem ze mna i Bogiem, a takze moimi rodzicami
> fizyczno-duchowymi, bo to wszystko jest bardzo wspolistotne.

Zgoda jacku, jeżeli Prawda jest nieznana to obowiązkiem rodziców jest
otwierać dzieciom umysły przez uwalnianie właśnie. Ale kiedyś musi
nastąpić przełom i ujawnienie Prawdy. No bo jeżeli tylko będziemy
pozwalać dzieciom zbliżać się tylko do Prawdy ale nie zgodzimy się, jako
rodzice, tej Prawdy przed dziećmi odsłonić i pozwolić im jej spróbować,
to nadal będziemy akceptowali oszustwo, które jest złem i przyczyną
wszelakiej niegodziwości. W matematyce, automatyce, pomiarach nie
wystarczy zmniejszać epsilon coraz bardziej by osiągnąć granicę (limes)
albo wartość oczekiwaną, gdyż cały czas będziemy odlegli od niej o tę
właśnie wartość epsilon, którą wystarczy przeskalować by w dalszym ciągu
być odległymi od granicy, wartości oczekiwanej lub stanu ustalonego
obiektu (systemu) o całą... nieskończoność. A stan nieustalony Umysłu
oznacza emocje hulające niczym wiatr po pustym sklepie.


> nawet nie wiem, komu poza Bogiem bardziej dziekować.

Bóg to wyimaginowana postać symbolizująca rodziców, którzy przez swoją
niewiedzę i nieświadomość nie pozwolili dziecku sięgnąć po zakazany owoc
poznania i mądrości niezbędny do zbudowania właściwego wzorca relacji
miedzy Kobietą i Mężczyzną. A ponieważ najważniejszą wiedzę i mądrość
życiową zdobywamy wyłącznie przez doświadczenie więc zakaz seksualny
ustanowiony rzekomo przez tego wyimaginowanego Boga został w
rzeczywistości ustanowiony przez nieświadomych rodziców od samej
Świadomości poczynając; Świadomości, która jest naszym S(T)wórcą i
naszym Panem do której się modlimy i z którą powinniśmy się czuć niczym
za pan brat.


> jacek
>
> (przepraszam Panie Boze, ze kolumne I troche dostosowuje)

--
Pozdrawiam
LeoTar Gnostyk




Data: Mon, 4 Dec 2017 08:03:45 +0100
Nadawca: LeoTar Gnostyk <leotar@leotar.net>
Firma/Organizacja: Sunrise Services
Grupy dyskusyjne: pl.sci.psychologia

jsen@op.pl pisze:
> W dniu sobota, 25 listopada 2017 11:09:52 UTC+1 użytkownik LeoTar
> Gnostyk napisał:
>> jsen@op.pl pisze:
>>> W dniu poniedziałek, 20 listopada 2017 07:55:32 UTC+1 użytkownik
>>> LeoTar Gnostyk napisał:
>>>> jsen@op.pl pisze:

>>>>> w miarę normalny rodzic, wie tez, ze ono, póki co, stoi na
>>>>> tak niskim poziomie, ze on doskonale wie, ze to tylko jego
>>>>> marzenia:)

>>>> Dziecko to nie tylko osesek, który okazuje niczym jeszcze
>>>> nieskażoną miłość. To również młody dorosły, którego
>>>> spojrzenie jest już bardzo krytyczne tylko boi się powiedzieć
>>>> rodzicowi o swoich odczuciach co do zachowań rodzica, gdyż
>>>> znając już rodzica i będąc od niego wciąż jeszcze uzależnionym
>>>> obawia się... porzucenia.

>>> niech sie obawia, jesli np. takim sprzedawczykom jak peowcy
>>> bedzie sprzyjac. oczywiscie normalny rodzic nigdy nie porzuci
>>> dziecka z tego powodu; ot, zbladzilo troszeczke stawiajac na
>>> egoizm za przykladem wspolmalzonka; zwykla czynnosc tylko dobro
>>> doczesne na piedestale stawiajace.

>> A ile to jest: troszeczkę. Jeżeli jest "chociaż troszeczkę" to juz
>>  jest to preludium do całości. Nie można być troszeczkę tylko złym
>>  tak jak nie można być czasami dobrym.

> mylisz sie. Calkiem i zawsze Dobry, to jest tylko Dobry Bog Ojciec.
> moze tez Stworca, i choc niekoniecznie, to uwazam, ze taki jest.

Moja logika nakazuje mi myśleć i twierdzić, że On CHCE być dobry ale na
Początku, w stanie Alfa nie wiedział tego i nieświadomie popełnił błąd z
którego mógł się wygramolić dopiero wtedy gdy doświadczył z Materią,
która sam zresztą stworzył. Ale Materia okazała się zła i niestety
zniewoliła Go zmuszając Go do służenia Jej. Ale On nie zapomniał o swoim
pragnieniu bycia dobrym i cierpliwie i systematycznie podąża w tym
kierunku. Musi jednak dzięki kolejnym doświadczeniom i swojej Logice
odnaleźć/wynaleźć sposób na to by Materia nie chciała go już więcej
zniewalać lecz by była Mu równoprawną partnerką. Wtedy dopiero zapanują
powszechne Dobro i Harmonia.


>> Nie można być również tylko troszeczkę egoistą

> mylisz sie znowu; kazdy z nas ludzi, takim bywa. Bog natomiast nie,
> chyba ze jako egoizm tez uwzglednisz, ze dobro wszystkich istot ma na
> uwadze i te dobro wszystkich sprawia Mu przyjemnosc.

Znowu przeceniasz boskie możliwości. On, przedwieczna Świadomość,
wzrasta wraz z nami; rozwija się wraz z nami, ludźmi, gdyż On to My: Ja,
Ty, Ona, Ono. I tylko dzięki wzajemnej interakcji i wymianie myśli
zbliżamy się do tego stanu wymarzonej boskiej Doskonałości.


>> chociaż niektórzy, a właściwie to dominująca większość traktuje
>> obronę przez kogoś jego wolności, wyrażanej w obronie tegoż
>> osobnika poglądów, jako egoizm właśnie. Czy uważasz, że Prawda może
>> tkwić gdzieś pośrodku, czy też musi nastąpić polaryzacja postaw?

> polaryzujcie się jak chcecie. nie chcesz, nie polaryzuj się. postawa
>  Dobra zawsze była tylko jedna: ku dobru wszystkich istot dążenie.
> tych bardziej złych i tych bardziej dobrych.

Ale skoro doświadczamy zła, i to w przeważającej większości, to znaczy,
że musimy w jakiś sposób określić, zidentyfikować na czym polega to
wspólne Dobro. Dobro, które musi mieć dla wszystkich te samą postać.
Musi wiec nastąpić polaryzacja by zidentyfikować istotę Dobra.


> jacek

LeoTar Gnostyk

 
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego